sobota, 26 lutego 2011

Dialogo italiano, czyli mąż na zakupach

Mąż idzie po zakupy. Sporządzam mu zatem listę potrzebnych produktów, czasem tłumacząc o co konkretnie chodzi (np. jaki smak, czy rodzaj). Chleb, ryż, brokuły, kisiel, mydło w płynie.... Myślę, co tu jeszcze....
- O, i kup może włoszczyznę, takie wiesz,  na tacce... - rzekłam.
- Włoszczyna....Wiem, o co ci chodzi, taka kupka warzyw. - odpowiedział domyślny mąż.
The end.

czwartek, 24 lutego 2011

Pejzaż w sepii - Kazuo Ishiguro

Gdybym miała jednym słowem określić tę książkę, powiedziałabym: dziwna. Raczej nie poleciłabym jej w ramach Dnia Walki z Depresją. Zastanawiam się też, czy można ją zaliczyć do litertury japońskiej, czy raczej angielskiej, albowiem K.Ishiguro urodził się w Japonii, ale od dziecka mieszka w Wielkiej Brytanii, jest wybitnym angielskim pisarzem i scenarzystą, uhonorowanym m. in. Nagrodą Bookera. Już spotkałam się z jego prozą w książce  "Nie opuszczaj mnie"- pamiętniku Kathy,opowieści o grupie przyjaciół ze szkoły z internatem, opowieści z drugim dnem, bo powoli poznajemy przerażającą tajemnicę kryjącą się  za pozornie zwykłą historią.... Dziwna to była książka, poruszająca.  Po "Portret w sepii" sięgnęłam, bo skusiła mnie okładka  i biel kartek bibliotecznej nowości. Dostałam kolejną porcję dziwnej lektury.
Etsuko, z pochodzenia Japonka mieszkająca w Anglii,  podczas wizyty córki Niki wspomina dawne czasy po wojnie, gdy była w pierwszej ciąży i poznała panią Sachiko i jej dziwną córkę Mariko. Losy tych kobiet były niezbyt szczęśliwe, zagmatwane. Poznajemy je  jakby w obrazach spowitych w mroczną mgłę. Do tego dochodzą niedopowiedziane epizody z życia Etsuko: przyczyna wyjazdu z Japonii, drugie małżeństwo, samobójcza śmierć córki Keiko... Nie poznamy całej historii. Nie dowiemy się też jak potoczyły się dzieje Sachiko i jej dziecka, czy udało im się wyjechać do Ameryki? Kim była kobieta - wizja nawiedzająca małą Mariko? Dlaczego matka pozostawiała ją samą, pozwalała jej na samotne błąkanie się po okolicy? 
Zdaje mi się, że Etsuko w pewien sposób dostrzega podobieństwo między jej życiem a życiem Sachiko. 
Dziwne postacie, niewyjaśnione wątki,  niedopowiedziane historie... Ishiguro wyraźnie stawia nie na fabułę a na budowanie atmosfery. Pokazuje nam właśnie taki pejzaż w sepii, niewyraźny, rozmyty , zamazany... mroczny, mglisty i tajemniczy.
Czy mi się podobało? Doprawdy nie wiem. Nie jestem pełna zachwytu, ale z drugiej strony mam ochotę przeczytać inne publikacje tego autora: 
-Malarz świata ułudy
-Niepocieszony
- Okruchy dnia
- Kiedy byliśmy sierotami
- Nokturny

 W ogóle mam wrażenie, że proza japońska jest dziwna. Ale chyba za to ją lubię. Uwielbiam Murakamiego, podobała mi się "Kobieta z wydm" Kobo Abe, chętnie poczytałabym coś jeszcze z JKraju Kwitnącej Wiśni.
Może ktoś coś mi poleci?






środa, 23 lutego 2011

A propos pączków...

Pączki dzielimy na te z nadzieniem różanym i... beznadziejne ;-) Właśnie się tak czuję, jak beznadziejny pączek. nie tyle jak pączek, ile z akcentem na beznadziejny. W takim sensie, że nic mi się nie chce, a raczej nie wiem, czego chcę. Czytam, ale jakoś bez przekonania; pisać  nie mam weny i ochoty; puzzle prawie ułożyłam (została najtrudniejsza część: góry i chmury, same granatowe i niebieskie elementy), oglądać niczego konkretnego nie am ochoty, a grać w gry komputerowe nie umiem (nie lubię, nie mam do tego cierpliwości). W ogóle jestem z wszystkim na nie. Nawet jeść mi się dziś nie chce...
Łeee....

piątek, 11 lutego 2011

"Kara" Maja Wolny

Do sięgnięcia po tę książkę skłoniła mnie zakładka, którą dodano do jakiejś innej publikacji wydawnictwa Prószyński i S-ka. Oprócz zdjęcia okładki była na niej rekomendacja Olgi Tokarczuk:
"Nadzwyczaj szczery monolog o życiu w obcym kraju, wyobcowaniu i zagubieniu. Poruszające i wrażliwe pisarstwo wysokiej próby."
Ponadto zaintrygował mnie tytuł. Kto i za co został ukarany?
Nic dziwnego, że gdy zobaczyłam "Karę" na bibliotecznej półce, to poczułam, że muszę to przeczytać.
Kim jest autorka?
Otóż Maja Wolny (ur. 1976) to dziennikarka, eseistka, doktor nauk politycznych i europejski menedżer kultury. Studiowała w Krakowie, Warszawie i Brukseli. Pisała dla "Polityki", od 2003 r. kieruje w Belgii Fundacją Post Viadrina, która stanowi miejsce spotkań ludzi i książek z Europy Wschodniej. Napisała książkę o współczesnej nowomowie "Język sukcesu"oraz współtworzyła "Kronikę śmierci przedwczesnej", zbiór esejów o tragicznie zmarłych artystach. Powieść "Kara" jest jej debiutem w tym gatunku.
O czym jest książka?
Wszystkiego nie opowiem, albowiem nie znoszę streszczeń. Uchylę  tylko nieco drzwi....
Karolina w swoje 30-te urodziny jedzie autostradą E 40 z Krakowa do Brukseli, dokonuje bilansu swego dotychczasowego życia. Opowiada burzliwe dzieje swojego teścia, polskiego żołnierza, który po wojnie osiedlił się w Belgii i budował autostrady. Na przemian z tą historią przedstawia losy własnego małżeństwa, które było równie obfite w zawirowania.
W powieści aż kłębi się od uczuć i przeżyć. Mamy tu  miłość, nienawiść, zdradę, samotność, walkę z depresją, poszukiwanie własnej życiowej ścieżki, konfrontację z cieniami tragicznej przeszłości.
Odnosząc się do opinii Tokarczuk, muszę przyznać, że rzeczywiście motyw wyobcowania i zagubienia jest wyraźnie obecny, wręcz uwypuklony. Jan jest profesorem specjalizującym się w migracjach  w Europie. Jego ojciec był emigrantem wojennym, Karolinę życie skłoniło do szukania swego miejsca na ziemi poza ojczyzną, w Belgii szczęścia szukają Igor z Białorusi i Viki z Uzbekistanu. Oprócz tych "realnych" emigrantów, mamy emigrantów "duchowych" - tych, którzy uciekają w chorobę, romans, samotność czy nienawiść.
Ważną rolę odgrywa motyw autostrady. W pewnym sensie łączy ona losy bohaterów,  symbolizuje emigrację, wyjazd ze Wchodu na Zachód Europy, szansę życiową. Paradoksalnie autostrada sprawia, że miejsca przybliżają się do siebie, ale ludzie  się oddalają.
Trudno mówić o tej książce, mam  wrażenie, że bardzo spłaszczam jej problematykę.
Zakończę cytatem:
"Życie jest autostradą, na której codziennie zdarzają się wypadki, bo niezliczone możliwości zachowań ludzkich krzyżują się tutaj we wszystkich kierunkach." 
(M.Wolny, Kara, Warszawa 2009, s. 211.) 

wtorek, 8 lutego 2011

Toffi

Oddałam w bibliotece "Słonie...", pożyczyłam "Dziesięciu murzynków". Były jeszcze inne tomiki Christie, ale niewiele, nie chciałam też brać dużo, bo  w domu w kolejce do czytania czekają: "Kara" Mai Wolny, "Walkirie" Coelho, "Buba" Kosmowskiej (tę wypożyczyłam dla przypomnienia), przerwana lektura "Lotty w Weimarze" T. Manna, i całe stado własnych, czy to wygranych, czy kupionych książek.
Teraz zamierzam zrobić sobie budyń o smaku toffi - chodził za mną od paru dni...
- i czytać, czytać...
Smacznego! ;-)

poniedziałek, 7 lutego 2011

Lepiej póżno niż wcale, czyli moje spotkanie z Agathą

Wstyd się przyznać, ale do tej pory nie przeczytałam żadnej książki Agathy Christie. Jakoś nie było mi po drodze. W ogóle literatura kryminalna nie należała do tych gatunków, po które często sięgałam. Jednakowoż czułam potrzebę zaznajomienia się z klasyką gatunku, spróbowania. Kiedyś już nawet coś wypożyczyłam, ale oddałam nie przeczytane. Widocznie wtedy był "nie ten czas".
Ostatnio nie znalazłam na bibliotecznych półkach nic ciekawego, podeszłam wiec do regału z kryminałami. Wybrałam "Słonie mają dobrą pamięć", malutkie wręcz kieszonkowe wydanie. Znakomite na podróż pekaesem/busem/pociągiem. No i chyba "załapałam". Wartka akcja, wyrazista proza, bez niepotrzebnych dłużyzn. Nie mogłam się doczekać rozwiązania zagadki, a gdy już sama nabrałam pewnych podejrzeń, nie mogłam się doczekać, kiedy moja teoria się potwierdzi (bądź nie).
Teraz już z ochotą sięgnę po kolejne tomiki Agathy Ch. 

Follow by Email