piątek, 31 maja 2013

Dwójka bez sternika, czyli suplement do majowego stosika oraz ministatystyka


To był maj, pachniała Saska Kępa,
 szalonym,  zielonym bzem....

Dziś dotarły do mnie jeszcze dwie książeczki - przygarnięte za pośrednictwem gratyzchaty.pl.
Pokazuję je więc teraz w formie suplementu do majowego stosika nabytków. 

"Kukuryku..." to z sentymentu, a "Rękę..." - z ochoczej konieczności, że tak to nazwę, z czytelniczego przyciągania - przeczytam jak już będę po lekturze biografii Broniewskiego.

Statystyka majowa bardzo szczuplutka:
Książek przeczytanych - 4( dwie grubsze- dwie cieńsze) w tym 3 recenzyjne i rzutem na taśmę do zadań majowej Trójki E-pik pasujące.
 Książką miesiąca bezapelacyjnie - "Wiele demonów"- mistrza narracji -Jerzego  Pilcha.

Wszystkim Dzieciom Małym, Większym i Całkiem Dużym 
- dużo zdrowia i radości z okazji jutrzejszego święta
oraz
pięknego, rodzinnego czytania
 klasyki młodego czytelnika,
jak też współczesnej literatury 
 dziecięcej i młodzieżowej.

Jak pogoda jutro dopisze, to wybieramy się  z Elwinią na festyn do parku.
 Pozdrawiamy!


wtorek, 28 maja 2013

W maju księgozbiór zasiliły....

....książki następujące:

Ślady krwi, J. Polkowski -  egz. rec. od Wydawnictwa M /recenzja/
Reżyserzy, J. Wróblewski - egz. rec.od Wielkiej Litery
W cudzym domu, H. Cygler - egz. rec. od Księgarni Matras
Hotel Zaświat, P. Borkowski -egz. rec. za pośrednictwem  strony Czytajmy Polskich Autorów
Niespodziewany trup, M. Kursa - zdobycz konkursowa ( strona fb Książka zamiast kwiatka) /opinia/
Azazel, B Akunin - przygarnięte za pośrednictwem gratyzchaty.pl
Sposób na Alcybiadesa, E. Niziurski - jak wyżej
Spekulant, J. Korzeniowski  - jak wyżej

W czytaniu Hotel Zaświat...  (Zapowiada się ciekawie, ale nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca.)
Kto zgadnie, co następne w kolejce? W grę wchodzą również książki z poprzednich stosików.

Informacja z ostatniej chwili, a właściwie sprzed ładnych paru godzin -  przestało lać! Przejaśniło się i zmierza ku dobremu. Jak to było...

"Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące,
Tam jako trzody owiec na murawie śpiące,
Ówdzie nieco drobniejsze, jak stada cyranek. (...)"

Mam nadzieję, że źródło cytatu znajome i znane.


Życzę dużo słoneczka!

niedziela, 26 maja 2013

Śladami Polkowskiego

 Gdy wieje wiatr historii,
Ludziom jak pięknym ptakom
Rosną skrzydła, natomiast
Trzęsą się portki pętakom.
 (K. I. Gałczyński)

 
Wydawnictwo M, 2013 r.
Nie miałam nigdy sposobności, by bliżej spotkać się z twórczością Jana Polkowskiego, pisarza, wydawcy i redaktora, eksperta w dziedzinie mediów i komunikacji społecznej. Było to dla mnie kolejne nazwisko na poetyckiej mapie, pokoleniowo - między Nową Falą a bruLionem. Kojarzyłam je prędzej z tytułem wiersza  Marcina Świetlickiego "Dla Jana Polkowskiego", pewnego rodzaju manifestem, w którym autor programowo odżegnuje się od poezji wzniosłej, zaangażowanej, jaką reprezentuje Polkowski właśnie. Tym razem ten mało znany szerszym kręgom odbiorców literat, "poeta aluzji i elipsy" ( jak go określił Jan Błoński), pokusił się o wielką formę prozatorską.

Obawiałam się, że "Ślady krwi" będą powieścią historyczno -polityczną, nasyconą ideologią, natchnioną i niestrawną. Tymczasem okazały się zajmującą opowieścią o losach człowieka uwikłanego w zawirowania historii i skomplikowane  rodzinne sprawy, poszukującego swej tożsamości narodowej, religijnej i własnej.
Podtytuł  - "Przypadki Henryka Harsynowicza"  - wnosi, iż głównym tematem będą perypetie bohatera, zapowiada jakby studium postaci. Tak w sumie jest,  tylko trudno powiedzieć, czy dzieje Henryka są tylko pretekstem dla ukazania historyczno-społecznego tła, czy też istotą powieści wykorzystującą wymienione tło dla zbudowania stanu ducha i kondycji bohatera. Zważywszy na tajemnicze, otwarte zakończenie - skłaniam się ku tej pierwszej hipotezie.

Henryk Harsynowicz, dziennikarz, internowany w 1983 r. w Białołęce, po blisko ćwierć wieku pobytu na emigracji w Kanadzie, powraca na ojczyzny łono, wezwany przez Mecenasa De Vernon, prowadzacego sprawy spadkowe. Poznajemy go jako nieco dziwacznego, a może tylko samotnego, mężczyznę w średniostarszym wieku, a następnie widzimy szereg jego twarzy: jako syna, męża, ojca, emigranta, Polaka, studenta, pracownika, nieudacznika, mizantropa, człowieka poszukującego i zagubionego... Nielinearnie, niechronologicznie i fragmentarycznie snujemy się po jego przeszłości, teraźniejszości, zahaczając o pełną znaków zapytania przyszłość.
Jest w tym bohaterze coś niepokojącego, a jego wędrówka po rozmaitych instytucjach w celu odnalezienia dokumentów świadczących o jego  tożsamości (świadectw szkolnych, aktu chrztu itp) i pozwalających odyskać obywatelstwo ma w sobie coś z kafkowskiego "Procesu". Obok osadzenia wydarzeń w historycznej rzeczywistości, występują elementy odrealnienia, oniryczności,  niektóre postaci, jakie napotyka H.H. na swej drodze i ich wypowiedzi są niemal z Mrożka wycięte. Groteskowo - psychodeliczne.
Kluczowym wątkiem jest stopniowe odkrywanie przez bohatera prawdy o swoim pochodzeniu oraz tajemnic rodzinnej przeszłości.
Tematyka "Śladów krwi" dotyczy historii współczesnej,  lat 80-tych XX w, czasów "Solidarności", okresu komunistycznego, czasów powojennych, a także polskiej mentalności, patriotyzmu, różnych postaw życiowych,  zdrady, honoru,  pamięci, polskości, prawdy, diagnozy kondycji narodu polskiego. Brzmi to poważnie, ale w toku fabuły czytelnik brnie w to bez większego problemu, za to z rosnącym zainteresowaniem, czując na plecach nie tylko wiatr historii, ale wręcz wicher, huragan pełen wirów i dziejowych burz.

Na uwagę zasługuje piękno polszczyzny i metaforyczność języka, jakim posługuje się Polkowski, wszak to - mówiąc Wyspiańskim- "pan poeta, pan poeta".  Niektóre akapity, czy zdania czytałam powtórnie, tak mnie ujęły. Bywały też fragmenty mocne, dosadne. Niecenzuralność wyrażeń wydaje się jednak usprawiedliwiona - sytuacją, statusem postaci, realiami. Nie jest zabieg sztuczny, przynajmniej w moim odczuciu całość językowo-fabularna była spójna. Nie da się nie zauważyć charakterystycznego dla Polkowskiego patosu. Co ciekawe,  ta cecha tu zazwyczaj nie drażni, a nadaje akcentu, uwypukla to, co pisarz chciał przejaskrawić czy podkreślić.
Kolejną cechą "Śladów.." jest polifoniczność. Wiele postaci- wiele głosów - wiele treści. Momentami nawet gdzieś się "gubi" nasz główny bohater, oddając pole innym, także w retrospekcjach.
Wspomnę też o intertekstualności, bo oprócz narracji, to drugi element,  któremu lubię się przyglądać. Nie miałam czasu, by dokładnie prześwietlić tekst i pewne sporo przeoczyłam, ale zauważyłam fragmenty "podszyte" "Panem Tadeuszem" - np. opis ogrodu przy domu przodków Henryka na Wołyniu (s. 268), czy grzybobranie;  pojawiają się fragmenty  różnych wierszy, piosenek, pieśni; padają tytuły książek (klasyczna biblioteczka Henryka, piszącego listy do książkowych bohaterów - s. 16-17),są  aluzje, kryptocytaty. Bagaż kulturowy, literacki - pokaźny.

Na koniec jeszcze kilka uwag technicznych. Okładka nie wydaje się atrakcyjna, a format książki jest  nieporęczny. Objętość może przestraszać lecz tak naprawdę to tylko niewiele ponad 430 stron, wygodną czcionką zapełnionych, z szeroką ramką dookoła tekstu. Krótkie dość rozdziały sprzyjają szybkiej i sprawnej lekturze.

"Ślady krwi" to zacna i szlachetna literatura, poruszająca ważne sprawy, niecodziennie goszczące na książkowych stronach.  Na początku miałam wobec tej powieści sporo obaw i dystans, w trakcie lektury zaangażowałam się, natomiast pod koniec - nieco pogubiłam, było jakby zbyt szybko, zbyt chaotycznie, za dużo naraz. Może to jednak wynikać z mojego niedostatku skupienia.
Ze swej strony przyznam, że skupiłam się na figurze głównego bohatera, mniej wnikając w historyczno-polityczno-społeczną otoczkę, może nie wszystko zrozumiałam, ale w sumie mogę stwierdzić, że powieść podobała mi się i stanowiła ciekawe doświadczenie.

Zapraszam do przeczytania ciekawych, trafnych i pełnych emocji wypowiedzi o "Śladach krwi" do
Domu z Papieru 
Kącika z książkami
Mojego Czytania (recenzja gościnna - Ola21czyta)



Śladami bohatera prozy Jana Polkowskiego wędrowałam w ramach współpracy z:

Dziękuję  ślicznie za egzemplarz z autografem autora.

czwartek, 23 maja 2013

Niespodziewany kurs na Kursę!

O książkach Małgorzaty Kursy słyszałam, że są utrzymane w klimacie i stylu Joanny Chmielewskiej. Dla mnie nie jest to zbytnio zachęcający argument, albowiem nie przepadam za twórczością wyżej wymienionej pisarki. Chciałam jednak  poznać choć jedną z  kilku już wydanych powieści tej mieszkającej w Kraśniku autorki, bo ciągle spotykałam się  z licznymi pozytywnymi opiniami na ich temat, a nazwisko Kursa często "kursowało" po internetowych  ścieżkach, którymi dreptam - na blogach, portalach książkowych i społecznościowych.

Wyd. Prozami 2013
Los sprzyjał mym zamiarom i oto w konkursie zorganizowanym na stronie "Książka zamiast kwiatka" wygrałam nowość wydawnictwa Prozami. Niespodziewanie otrzymałam "Niespodziewanego trupa" z imienną dedykacją , za co ślicznie pani Małgorzacie dziękuję.

 Fabuły streszczać nie będę, bo odebrałabym przyszłym czytelnikom przyjemność lektury, choć wiem, że już wypaplano, kogo tam unicestwili.. .Zanotuję tylko kilka spostrzeżeń. 

 Akcja rozgrywa się w Kraśniku. Podoba mi się taka forma patriotyzmu lokalnego, a zarazem promocja miejscowości. Miejsce wydarzeń jest konkretne, a przy tym bliskie rzeszom czytelników/czytelniczek zamieszkującym małe miasteczka. To też miła odmiana od popularnych w literaturze perypetii bohaterów w wielkim mieście czy sielskiej wiejskiej okolicy z sosnowym domkiem nad jeziorem na czele.
Pojawia się grono postaci znanych z poprzednich książek M. Kursy, co jednak wcale nie przeszkadza przypadkowemu czytelnikowi w połapaniu się w sytuacji, co najwyżej nabierze ochoty na przeczytanie kolejno wszystkich tomików.
Wśród bohaterów są zarówno starsze - ale młode duchem- panie jak i rozbrajające małe mądrale, szczególnie pewna 5-letnia blondyneczka sztuk raz. Zestaw damsko - męski oczywiście obecny, generalnie dążący do  bajkowego stanu "i żyli długo i szczęśliwie". To nie jest zarzutem żadnym, wszak to ma być pogodne 'czytadło' a nie rozdzierający duszę przygnębiający dramat.
Podobieństwa  do twórczości Chmielewskiej zauważam, wypadają pozytywnie w moim odczuciu. Grupka niekonwencjalnie zachowujących się przyjaciół prowadząca prywatne śledztwo, swymi nietypowymi metodami; nieprawdopodobne sploty okoliczności; wydostanie się bohaterki z opresji za pomocą czegoś w rodzaju szydełka - skąd my to znamy.. Znamy i lubimy, dodam. Tak, nawet ja, lubię, choć bez szczególnego entuzjazmu. 

Powieść jest  lekka i prosta, humorystyczno- kryminalna, z akcentem na humor. Przyjemna w odbiorze i szybka w lekturze. Nie rewelacyjna, nie fenomenalna, ale po prostu fajna.
 Znakomicie wpasowała się w moje potrzeby czytelnicze, gdy chciałam złapać oddech po literaturze poważniejszego kalibru. Świetnie pasowała do porannej kawy i wieczornej herbatki przed snem.
Spodobała mi się także okładka w modnych odcieniach zieleni i pomarańczu, z żyrafką i kobietą trzymającą w rękach  suszarkę niczym magnum czy inszą spluwę - jak na kryminał przystało.

Obrałam kurs na Kursę. Wiem już, że jej książki doskonale sprawdzą się jako umilacz-odstresowywacz, porcja dobrej rozrywki, humoru i optymizmu.

Na koniec mam dla Was zagadkę - co to za roślinka? 

Kto czytał "Niespodziewanego..."  - cicho sza! Pozostałym powiem, że ten element rodzimej flory występuje w powieści i jest niezwykle istotny dla przebiegu fabuły.

;-)




środa, 22 maja 2013

Kto chciałby...

...napisać opowiadanie i opublikować je w zbiorowym tomiku niech zajrzy tutaj.

http://magdalenakordel.blogspot.com/2013/05/kto-napisze-ze-mna-ksiazke-edycja-2.html
Mam jedną zacną powieść  w czytaniu, drugą - lżejszą napoczetą oraz jedną - do opisania (Zaznaczam na bieżąco w liście lektur 2013).
Na razie jakoś nie mogę się wyrobić z czasem. Póki co, pochwalę się wygraną w konkursie na recenzje w Matrasie /klik/  albo(dla tych bez fb) /klik/
 ;-)

 Pozdrowionka!

 

czwartek, 16 maja 2013

Typujemy skład siódemki?

Nominacje do literackiej Nagrody NIKE 2013:
  • Justyna Bargielska: "Bach for my baby"
  • Joanna Bator: "Ciemno, prawie noc"
  • Sylwia Chutnik: "Cwaniary"
  • Anna Janko: "Pasja według św. Hanki"
  • Urszula Kulbacka: "Rdzenni mieszkańcy"
  • Tadeusz Lubelski: "Historia niebyła kina PRL"
  • Kaja Malanowska: "Patrz na mnie, Klaro!"
  • Zyta Oryszyn: "Ocalenie Atlantydy"
  • Igor Ostachowicz: "Noc żywych Żydów"
  • Zośka Papużanka: "Szopka"
  • Tomasz Pietrzak: "Rekordy"
  • Jerzy Pilch: "Dziennik"
  • Maciej Sieńczyk: "Przygody na bezludnej wyspie"
  • Tadeusz Sobolewski: "Człowiek Miron"
  • Katarzyna Surmiak-Domańska: "Mokradełko"
  • Wit Szostak: "Fuga"
  • Małgorzata Szpakowska: "Wiadomości Literackie prawie dla wszystkich"
  • Szczepan Twardoch: "Morfina"
  • Krzysztof Varga: "Trociny"
  • Mariusz Zawadzki: "Nowy wspaniały Irak"
Ciekawe, które z powyższych propozycji zdobędą uznanie jury i znajdą się w finałowej siódemce. Macie już swoje typy?
Osobiście trzymam kciuki za "Dziennik" Pilcha i "Szopkę" Papużanki, czuję też, że do finału przejdzie "Morfina" Twardocha. Wiele osób chyba też wskazałoby książkę Bator... a może "Trociny"?
Jak sądzicie? Jak wyglądałaby Wasza siódemka Nike i kto zostałby laureatem nagrody głównej?

 

wtorek, 14 maja 2013

Wiele opowieści, wiele wrażeń.... o nowym dziele mistrza narracji

Wyd. Wielka Litera 2013
Są autorzy, którzy wydają nawet kilka książek rocznie i są pisarze, na których publikacje czeka się latami. Z utęsknieniem, dodajmy. Do tej drugiej grupy należy Jerzy Pilch, oto bowiem  po pięciu  latach  milczenia (nie licząc Dziennika) ukazała się jego nowa powieść. Czy warto było czekać? 
Tym, którzy lubują się w pilchowej frazie, karmią się pilchową ironią i z otwartymi ramionami przyjmują z całym dobrodziejstwem inwentarza pilchowy styl - nie trzeba dwa razy powtarzać. Dla nich każda kolejna książka, pochodzącego z Wisły pisarza, to lektura obowiązkowa, to święto opowieści.

Na kartach "Wielu demonów" przenosimy się do miejscowości Sigła, w lata 50-te XX wieku, do małej ojczyzny narratora,  gdzie wśród zwartej i tradycyjnej społeczności ewangelickiej dzieją się rzeczy, o których nie śniło się nawet filozofom...

Otóż Jula, córka pastora, w samą Wigilię przyjeżdża wraz ze swym   narzeczonym - katolikiem. Niby nic wielkiego, zdaje się, ale dla Mraka, pasterza luterskiej parafii, to istny koniec świata! Ksiądz w obliczu takiej komplikacji szuka rady u pana Naczelnika (ważnej osobistości kierującej siglańską pocztą), a także u Fryca Moitschka - miejscowego proroka, jasnowidza, cudotwórcę - obdarzonego niezwykłymi mocami dziwaka. To jednak tylko przyczynek do snucia innych historii, z których najważniejszą jest tajemnicze i niewyjaśnione zaginięcie, czy też zniknięcie, Oli - młodszej pastorówny. Obok tego, niejako kryminalnego, motywu zbudowano wiele innych, nie mniej ciekawych, wątków, scen i portretów.

Poznajemy bliżej sylwetki ekscentrycznych panienek Mrakówien (pozwolę sobie na mały fragmencik: "Obie- jak powszechnie w Sigle wiadomo- są zupełnymi dziwadłami i mają całe sterty zdumiewających przedmiotów, że nie wspomnę o książkach... Całe kolekcje a raczej początki kolekcji wszystkiego, od miniaturowych ościeni do śrub lewoskrętnych..." - s. 121), dzieje "olimpijskiej formy" i perypetii z trumną pana Wzmożka, brewerie Juli i Kornela, historię niedoszłego samobójstwa Emilki Morżolikówny,  a także natchnione wizjonerskie zapiski ze skoroszytu Fryca. Dowiadujemy się m.in. jakiego kota chciałby mieć towarzysz Goniec, na czego punkcie ma fobię starka Zuzanna, co wyprawia Madame Wzmożek i wiele, wiele innych rzeczy.... Wszystko to, pozornie odrębne, w jedną całość się zlewa, pod mrocznym niebem Sigły i pod piórem mistrza narracji.

Postaci wykreowane w "Wielu demonach" są specyficzne, nieco dziwaczne, szalone, ciut groteskowe, a przy tym dziwnie prawdziwe, zwłaszcza w swych dysputach, sporach, przywarach i wyobrażeniach na temat innych. Autor nadał im ciekawe,  tzw. mówiące, nazwiska np. Somnambulmeister, Scherschennick,  Messerschmidtke. Niektórzy bohaterowie mają niepewny status ontologiczny - zachodzą podejrzenia, że Fryc jest duchem, nie wiadomo kim był mężczyzna w czarnym owerolu, Juliusz staje się widmem (?), a w ogóle to nic do końca nie jest pewne i w pełni realne. Nie na tyle, by mówić o fantastyce, ale o oniryczności i fantasmagoryczności - jak najbardziej!

Powieściowa rzeczywistość jest niepozbawiona  groteskowości, przesycona ironią i parodią. Atmosfera panuje tu mroczna, ponura, posępna, pełna refleksji na temat marności żywota, przemijania, życia i śmierci. Narracja - jak to u Pilcha - gawędziarska, rozlewna, uciekająca w nieustanną dygresyjność. Właściwie postać narratora - jaki i pozostałych bohaterów - jest niejednoznaczna. Niby to jeden z młodych mieszkańców Sigły, sierota wychowany przez Naczelnika i jego żonę, uczestnik imprez organizowanych przez  nastoletnie Mrakówny.. Ma jednak o wiele większą wiedzę i szersze kompetencje narracyjne niż  zwykły "tubylec", obserwator wydarzeń. Przemawia nieraz z perspektywy "odgórnego", zewnętrznego, ponad całym światem przedstawionym ustawionego narratora. Nie bez przyczyny Pilch mistrzem narracji jest.

Wydaje się dość trudno zaklasyfikować "Wiele demonów" pod względem gatunkowym. Niejaką podpowiedź od samego Autora znalazłam w dialogu Oli i Juli:
 - Jak to w parodii kryminału.
- Jak to w powieści lutersko -kryminalnej...
- Która z natury rzeczy musi być parodią....
 (s. 319)
Gdyby przyglądać się bacznie poszczególnym rozdziałom znalazłoby się jednak więcej pokrewieństw gatunkowych niż tylko elementy kryminału i parodii tegoż, bo i co nieco z romansu, i z sagi rodzinnej, i z powieści inicjacyjnej, i humoreski....Jest w czym drążyć, albowiem mamy aż 18 rozdziałów i blisko pięćset, dokładnie 479, stron materiału.
 Dopatrzyłam się w tej książce klimatów schulzowskich. Takie skojarzenie wzbudziła we mnie opowieść Józka Lumentigera o tajemniczej postaci w czarnym owerolu znikającej w  zapuszczonym ogrodzie doktora Nieobadanego. Nie sądzę by to było całkiem bezpodstawne powiązanie, wszak o fascynacjach twórczoscią Brunona Schulza mówi Pilch w swym w Dzienniku.
Powiedzieć, że  nowa powieść Pilcha jest tajemnicza, to nic nie powiedzieć.  Ona jest na wskroś tajemnicą przesiąknięta. Enigmatyczna i niedopowiedziana w sensie ścisłym. Przejmująca mroczną, niekiedy wręcz absurdalną, atmosferą. Nieco może wręcz kafkowską...

Jerzy Pilch znajduje się  bardzo wysoko w mym prywatnym panteonie ulubionych twórców literackich. Każdy jego nowy tekst czytam z dużym entuzjazmem, z nieustanną fascynacją pilchowym  kunsztem słowa oraz tokiem narracji. W przypadku "Wielu demonów" również czuję się zafascynowana.

Za możliwość fascynującej, demonicznej lektury dziękuję 
Wydawnictwu Wielka Litera.

środa, 8 maja 2013

W międzyczasie o wiośnie, demonach, kredzie i gratach

Wiosna ruszyła pełną parą, za chwilę blog zarośnie trawą. Książki w doniczkach zasadzone, czekają aż wypuszczą listki.
Jestem, a jakoby mnie nie było... Tu zajrzę, tam "lajknę", ówdzie coś wpiszę... Czasem coś wygram. Niespodziewanie.
Zawładnęły mną demony, nawet jest ich wiele... Tak jak wiele jest opowieści na kartach mojej aktualnej lektury. Myśli kłębią się i notują. Niebawem wypełzną z czeluści w blogoprzestrzeń.

Było świątecznie, majowo, tortowo. Jakby nie było, dwa lata minęły jak jeden dzień.
W ruch teraz idą kuchenkowe akcesoria, klocki, puzzle i cała masa innych dziecięcych klamotów, a w plenerze- zabawki do piasku. Dużo czasu spędzamy na dworze/na polu/na zewnątrz, jak kto woli. Elwi rządzi w piaskownicy i stara się naśladować starsze dzieciaki, od których podłapała np. rymowankę stosowaną przy robieniu babek, czyli "Babko, babko udaj się, bo jak nie - to cię zjem". W jej wykonaniu brzmi to mniej więcej tak: 'Babko, babko sieee....am am" i ciach ręką i już rozwalony piaskowy twór. 

Przyniosłam raz na plac zabaw paczkę kolorowej kredy. Zaczęłam rysować na chodniku. Dzieciarnia się zleciała. Połamałam i rozdałam im kawałki. Rysowaliśmy razem, jedna z mam naszkicowała klasy. Maluchy kicały i w ogóle była wielka frajda. Dla wszystkich. 
I to jest pomysł! Nie tablety, konsole, sterowane samochodziki, zmieniające kolor barbi i inne gadżety, tylko kreda, plastelina,  kamyki, klasy, skakanka... 
Jejku, a widział kto ostatnimi czasy dzieci grające w gumę? Jakby co, to zdjęcia robić, filmiki nagrywać i jako pamiątkę, jako relikt zachować.Oby przyszłe pokolenia wiedziały jak się skacze.


Miało jeszcze być o gratach. Zatem proszę: [KLIK]
Można wyłapać naprawdę niezłe kąski, stare wydania, literackie perełki, rozmaitości. Co dla jednych zbędne, dla drugich może okazac się przydatne, wręcz pożądane.
Sporo już stamtąd przygarnęłam pod swój dach. Może i Wy coś sobie tam znajdziecie.

Z majowym pozdrowieniem -
A.



czwartek, 2 maja 2013

Szpilki, książki, Karkonosze oraz... konkurs

Do wybierania się w góry na wysokich obcasach bynajmniej nie zachęcam, wręcz przeciwnie, ale mam za to dwie inne propozycje, w sam raz na dłuższy majowy weekend.
Zapraszam do przeczytania mojej przedpremierowej recenzji książki "W szpilkach od Manolo"
oraz do udziału w konkursie fotograficznym z atrakcyjnymi nagrodami.
Szczegóły na plakacie(można powiększyć):

Miłej zabawy i powodzenia!

środa, 1 maja 2013

Co nowego w księgozbiorze oraz kwiecień-plecień podsumowany

Nawet mi się nie śniło, że czytelniczo kwiecień tak dobrze wypadnie. 
10 różnorodnych lektur za mną, choć dwie z nich zaczęłam czytać pod koniec marca, generalnie jestem z nich zadowolona, z małymi wyjątkami. Spis tytułów kwietniowych znajduje się w zakładce "Lektury 2013".
Trójka E-pik zrealizowana, 5 sztuk egzemplarzy recenzyjnych "opanowane", eksploatacja własnych zbiorów trwa - tylko 1 książka pożyczona prywatnie. 
Z listy pisarzy, których twórczości chciałam spróbować, mogę "odhaczyć" nazwisko Amosa Oza, aczkolwiek zamierzam kontynuować znajomość.
 Moją książką miesiąca ogłaszam -"Ptaki ciernistych krzewów" C. McCollough  - ta powieść bardzo mnie zaskoczyła w pozytywnym znaczeniu, stanowiła pewne odkrycie, bo dotąd myślałam, że to jakiś staroświecki melodramat, a to piękna, rozległa saga rodzinna, obyczajowa.

 W maju już na pewno tak  dobrze nie będzie, ale bez czytania przecież niemożliwe.... Zwłaszcza, że mam parę książek, które bardzo chcę poznać.
Oto co ostatnio wzbogaciło mój księgozbiór :

Dwie pozycje już za mną, jedna z w trakcie czytania. Zgadnijcie która, hehe ;-)
Niewidoczny tytuł książki drugiej licząc od prawej strony brzmi "Świat nie przedstawiony".
Wpis miał się ukazać już wczoraj, ale blogger odmówił współpracy w przesyłaniu zdjęć.

Pozdrawiam pierwszomajowo i życzę dużo słońca na najbliższe dni! Tak, by można było czytać na zielonej trawce...
Pa, pa!




 

Follow by Email