sobota, 29 czerwca 2013

W cieniu tajnego wywiadu...


Wydawnictwo M, 2013
 Przyszła mi niedawno do głowy taka myśl:  literatura kryminalna jest tak popularna  i lubiana, gdyż w pewien sposób realizuje taki baśniowy wątek zwycięstwa dobra nad złem. Po zbrodni następuje kara, triumfuje sprawiedliwość, dzielny detektyw/komisarz czy inny śledczy skrupulatnie bada wszystkie tropy, łączy zaskakujące fakty, bezbłędnie dedukuje, by w końcu rozwiązać zagadkę i  ująć przestępcę. W rzeczywistości wiele kryminalnych spraw pozostaje niewyjaśnionych, brak dowodów, giną akta, są niedopatrzenia, zaniedbania, śledztwa bywają umorzone. Obserwując medialne doniesienia o kolejnych tragicznych zdarzeniach, zabójstwach, samobójstwach, napadach, toczących się latami śledztwach, komisjach, hipotezach, wyrokach sądu itp. zwykły obywatel ma dość. Woli przenieść się do świata kryminalnej literatury tudzież filmu i towarzyszyć Herkulesowi Poirot, Wallanderowi, czy porucznikowi Colombo. Kryminały z życia wzięte bywają równie, a może i bardziej, sensacyjne i zagmatwane, tylko zamiast finalnego poczucia sprawiedliwości i prawdy, niosą niepewność, bezradność, zdziwienie, strach.

Takie właśnie sprawy wzięła na publicystyczny warsztat Dorota Kania - dziennikarka z dużym doświadczeniem, absolwentka wydziału filozoficznego, "bojowniczka" o wolność słowa. Podejmuje  tematykę udziału służb specjalnych okresu PRL w życiu publicznym, polityce i biznesie po 1989 roku. Pisze o najnowszej historii, o bieżących wydarzeniach, które znamy z codziennej prasy, ale pokazuje je od innej strony, wnikliwie przyglądając się materiałom zgromadzonym podczas prowadzonych śledztw, aktom, dokumentom.

Podtytuł w formie haseł: Polityczne zabójstwa - Niewyjaśnione samobójstwa - Niepublikowane dokumenty - Nieznane archiwa  mówi sam za siebie i określa obszar zagadnień, w jakim porusza się publicystka. W książce "Cień tajnych służb" znajdziemy 14 rozdziałów, a w nich przeczytamy m.in. o sprawie zabójstwa Alicji i Piotra Jaroszewiczów, o okolicznościach zgonu Marka Papały, Jacka Dębskiego, Ireneusza Sekuły, Andrzeja Leppera, czy Krzysztofa Olewnika, a także kilku osób w jakiś sposób powiązanych z tzw."sprawą smoleńską". Nie ma tu jednak wydumanych wywodów, a suche fakty zaczerpnięte z dokumentacji. Oprócz opisu zamieszczono także skany niektórych materiałów. Dziennikarka zwraca uwagę na udział, czy też rolę funkcjonariuszy służ specjalnych w omawianych przypadkach, wskazuje różne powiązania, kulisy spraw. Zaznacza też szereg niejasności, uchybień i zaniedbań policji i innych służb w prowadzonych śledztwach (np. zatarcie śladów, opóźnienie sekcji zwłok, podejrzany brak kliszy w aparacie fotograficznym podczas szpitalnych oględzin, zagubienie akt itp.). Przypadek, czy celowe działanie? Kto za czym stoi? Dorota Kania stawia pytania, ale nie wprost, pozostawiając czytelnikowi wyciągniecie wniosków z przedstawionych faktów i hipotez.

Nie mam wystarczającej wiedzy i kompetencji, by ocenić merytoryczną zawartość książki - odnieść się do chronologii wydarzeń i orzec, czy wszystko się zgadza. Przyjmuję wiarygodność źródeł. Natomiast mogę wypowiedzieć się odnośnie moich odczuć i refleksji. Nie odebrałam tej książki jako 'spiskowej teorii dziejów', z dużym zainteresowaniem czytałam kolejne rozdziały, gdyż tak naprawdę niewiele wiemy ( chyba, że ktoś pasjonuje się polityką, a ja do nich nie należę) o "bieżącej historii" - pozwolę sobie użyć takiego oksymoronicznego określenia. Nie wiadomo, czy będą uczyć o tym kiedyś w szkołach (przy tendencji do okrajania treści programowych i zawężania wiedzy  - nie sądzę).

"Cień tajnych służb" ma złowieszczą wymowę, wspomniano w niej o wielu tajemniczych śmierciach, przedstawiono zagmatwane sprawy, "dziwne" przypadki, mafijne i polityczne powiązania... Można odnieść wrażenie, że żyjemy w jakimś matrixie, uwikłani w skomplikowane zależności, w sieci, czy matni....

Książkę czyta się wartko, w napięciu przewracając strony krótkich rozdziałów, niekiedy nie dowierzając temu, co się wydarzyło, do czego doszło.... Styl przypomina prasowe artykuły, nie nastręcza trudności w odbiorze, wadą są trafiające się usterki w korekcie.
Okładka przywodzi na myśl kryminał w swej klasycznej odsłonie, niestety, to nie fikcja. Bogusław Wołoszański przedstawiał "Sensacje XX wieku", Dorota Kania prezentuje w tym duchu  ciemne strony polityki XX i XXI wieku'. "Cień tajnych służb" oby nad nami przestał wisieć. Polecam lekturę - ku wiadomości.

Z publikacją zapoznałam się dzięki Wydawnictwu M.


piątek, 28 czerwca 2013

W wakacyjnym majorkańskim klimacie....


Wielka Litera, 2013


(...) That's Mallorca
Living is easy, life will be so crazy
I don't wanna miss it no more
Come on down and get it
Your mind can really take it
That's the way you like it for sure

Mallorca, join the generation, oh oh oh
That's Mallorca
Mallorca, feel the good vibration, oh oh oh
That's Mallorca 
(...)
[Loft - Mallorca] 




Żałuję, że przeczytałam tę książkę. Żałuję, bo... mam ją już za sobą i drugiej takiej do czytania  w wakacyjny czas mieć nie będę, a tak miło byłoby przenieść się z leżaka pod gruszą wprost na majorkańskie plaże... Już sama okładka ze zdjęciem  przedstawiającym stolik na tarasie kamiennego domku i bezkresny błękit pełni funkcję "terapeutyczną" - wprowadza w sielski, marzycielski i romantyczny nastrój.

Wydawać by się mogło, że to kolejna historia z cyklu: kobieta po przejściach układa sobie życie na nowo, odnajduje swoje miejsce na ziemi, odnosi sukces w świeżo rozwiniętej działalności, spotyka księcia z bajki i żyją długo i szczęśliwie. Częściowo tak jest, ale... diabeł tkwi w szczegółach. I ubiera się u Prady!
Okazuje się, że majorkańska idylla nie wygląda w rzeczywistości tak jak w turystycznym folderze, własny biznes- choć intratny - nie jest spełnieniem marzeń, a i książę ( w sumie to było dwóch pretendentów) ma co nieco za uszami.  Nie jest słodziutko, choć jest przyjemnie i zabawnie, momentami bardzo smacznie - (specjały lokalnej kuchni kontra polska wigilia, fenomen makowych tortów z cytrynowym kremem.) W dodatku nie ma typowego happy endu. Autorka pozostawiła nas w niepewności, dalsze losy postaci stawiając pod znakiem zapytania, otwierając im furtkę, ale niczego nie przesądzając. Gdyby porównać schemat fabuły do tkaniny, to Anna Klara Majewska zręcznie ją udrapowała, tu przycięła, tam przyszyła, ozdobiła... i koniec końców powstała szykowna kreacja "pret- a- lecture".

 Główna bohaterka, a zarazem narratorka, trzydziestoparoletnia Magda bez żalu pozostawia za sobą  wiedeńskie życie: stabilną pracę jako architekt wnętrz, byłego małżonka, niedoszłego męża - hrabiego von und zu, wszystkie związane z tym problemy. Znaczną część jej dobytku stanowią kartony z obuwiem - ta kobieta jest bowiem prawdziwą butoholiczką! W swojej pieczołowicie przechowywanej kolekcji (na cedrowych prawidłach, we flanelowych woreczkach i oryginalnych pudełkach z nalepionym polaroidem z zawartością i opisem) ma nie tylko szpilki od Manolo, ale i słynne botki Jimmy'ego Choo, dzieła obuwniczej sztuki Keliana oraz inne nie mniej cenne okazy.  W tym miejscu od razu powiem, że ta cecha bohaterki, jej zamiłowanie jest konsekwentnie pokazywane na przestrzeni całej powieści - często powraca motyw butów.
Magdalena ląduje na Majorce, gdzie zamierza osiedlić się na dłużej niż na wakacje być może na zawsze - wszak to la isla bonita, bez mrozów i słot, arkadia oferująca oliwkowe gaje, pomarańczowe dolin, turkusowe zatoczki, bezkresne morze i wieczne słońce, raj, gdzie wszystkie hormony szczęścia spadają z nieba. Pełna entuzjazmu bohaterka wynajmuje dom, który wymaga gruntownego remontu i znajduje szkołę dla syna, tymczasowo wysłanego do babci do Warszawy. Oczywiście następuje cała masa perypetii, opowiedzianych lekko i z humorem, nie zawahałabym się nawet użyć słowa - dowcipnie.
Madzi - która generalnie jest rzeczową, konkretną osóbką, choć nieco zakręconą - towarzyszy grono barwnych postaci. Przekrój mamy tu wielokulturowy, albowiem są to m.in.: prowadząca swobodny tryb życia Rosa Weintraub - koleżanka jeszcze z Wiednia, chorwacka złota rączka Zdenek, ekscentryczny Altos ukrywający się przed szwajcarską skarbówką, kurduplowaty pianista Vincenzo, macho Martin - "Mr. Perfekt z podwójnym dnem", zdziwaczała staruszka Teresa o polskich korzeniach, "Clooney" o turkusowych oczach,  Czeszka Ivanka  ubierająca się jak - za przeproszeniem- burdelmama, ale dziewczyna z sercem na dłoni.... Z nimi nie można się nudzić! Zwłaszcza przy sposobie przedstawiania tych postaci -  kolorowo, dowcipnie, ze zróżnicowaniem wypowiedzi postaci ( egzaltowany styl Altosa, czesko -kombinowany język Ivanki itp.) Nie brakuje komplikacji - głównie w wątku uczuciowym, ani komicznych scen, dowcipu sytuacyjnego, trafnych ripost, czy określeń ciętym językiem relacjonującej wszystko bohaterki. Są też malownicze, żywe opisy majorkańskich pejzaży, pełne kolorów, smaków i zapachów. Myślę, że zwolennicy nurtu toskańsko- prowansalskiego w literaturze także będą zadowoleni z tej książki.

Autorka prochu nie wymyśliła, ale napisała przesympatyczną, niegłupią, dowcipną powieść, którą rekomenduje sama Hanna Bakuła. Akurat nie znam bliżej jej dokonań pisarskich, ale sądzę, że obie panie łączy błyskotliwość i typ humoru. Nie byłabym raczej skłonna, by wrzucić "Rok..." do przepastnego wora z napisem "literatura kobieca", a już na pewno nie przylepiłabym metki "romans", choć te aspekty życia nie są obce bohaterom i nie pominięte w warstwie fabularnej.
To powieść obyczajowa, iskrząca się humorem, trochę z przymrużeniem oka traktująca o życiu, ale jednocześnie bardzo prawdziwa, taka przyjazna i  swojska. Nie ma tu zbędnego filozofowania i "złotych" coelhowskich myśli, nie ma usilnego starania się, by stworzyć polską Bridget Jones. Krótko mówiąc, nie jest tu nic przekombinowane. Bardzo mi się podobało!

Anna Klara Majewska  to córka reżysera i pisarza Janusza Majewskiego ( "Siedlisko") oraz fotograficzki Zofii Nasierowskiej. Niedaleko pada jabłko od jabłoni pod względem uzdolnień artystycznych i talentu. Autorka "Roku na Majorce"  jest nie tylko pisarką i felietonistką, ale też projektantką i redaktor naczelną magazynu podróżniczego "Connoisseur Circle", napisała "Jak dobrze wyjść za mąż po czterdziestce" oraz "Sekrety" ( wraz z H. Bakułą i A. Ibisz). Co ciekawe, przez 20 lat mieszkała w wielu krajach, gościła również na Majorce, a zatem mamy tu solidne podłoże, jeśli chodzi o znajomość specyfiki tej wyspy, zyskujemy pewność, że Majewska napisała o czymś, co zna z autopsji, a nie tylko z kolorowego przewodnika.

 "Rok na Majorce"  to lekka, dowcipna, niesztampowa  lektura, niezbędny element wakacyjnego ekwipunku - niezależnie od tego, czy się wybieracie na Baleary, czy na Mazury, czy gdziekolwiek. Byle z książką!

PS. Niesamowicie spodobał mi się przymiotnik "majorkański" ;-)
Na deser - informacja o wspaniałym konkursie - można wygrać wycieczkę na Majorkę!
 KONKURS

 
Za sprawą magii książki na Majorce z Magdą i jej przyjaciółmi byłam  dzięki  wydawnictwu Wielka Litera.

Lektura akurat pasowała do czerwcowego wyzwania "Pod hasłem".

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Tymczasem...

Tymczasowy zastój blogowy trwa, choć w czytaniu postęp i nawet szkice do opinii poczynione.
Aby blog mchem nie zarósł, czy też trawą i pokrzywami, albo kurdybankiem pospolitym, niniejszy wpis czynię i do lektury znakomitego  wywiadu z  Jerzych Pilchem zapraszam - tutaj.
oraz poproszę, jeśli kto łaskaw, o zagłosowanie na moje hasło w konkursie na matras.pl:
(moja praca konkursowa jest na 1 stronie jak wziąć układ "pokaż 100 na stronę")

Agnieszka (Agnesto):
 
Matras Księgarnie - tu każdy do czytania się garnie!


Dziękuję ogromnie i pozdrawiam nasturcjowo!

piątek, 21 czerwca 2013

Upalne lato... nie tylko Marianny

Marząc o lodach kawowo-waniliowych i zamoczeniu stóp w baseniku (Elwi, ale Ci dziś zazdroszczę...) zapraszam do przeczytania, ale to już może chłodnym wieczorkiem, znakomitego wywiadu Klaudii Maksy z Katarzyną  Zyskowską - Ignaciak./tutaj/
Sama nabrałam ochoty na powieści tej autorki. Tymczasem czytelniczo jestem "na Majorce", a z pisaniem w lesie... Nie wyrabiam się, nawet w tym miesiacu Trójkę E-pik odpuściłam, a szkoda, bo fajne kategorie.

Trzymajcie się dzielnie i uważajcie, bo straszą burzami i gradobiciem ;-)

wtorek, 18 czerwca 2013

W prezencie (Aby blog mchem nie zarósł....)


Każdy powód jest dobry, by sobie kupić książkę, a jeszcze lepszy - by ją przeczytać. Trzeba na to jednak mieć fundusze, a tu może się przydać taka "książkowa kasa oszczędności", czy też coś w rodzaju świnki.
Zainspirowana przez Agatę Adelajdę postanowiłam także stworzyć listę tytułów do przeczytania według liter hasła wyzwania W prezencie.
(szczegóły w powyższym linku)
Oficjalnie udziału w wyzwaniu nie biorę, ale literkami pobawić się mogę i przekazać dalej ten pomysł jak najbardziej zamierzam.
Oto moja lista:

C - Cień tajnych służb
Z - Zabić, zniknąć, zapomnieć
Y - .......
T -Tryb warunkowy / Terminal
A -Anna German we wspomnieniach -biografia
J - Ja i oni. Pół żartem, pół serio

T -Teodora
O -Opowiadacze. Nie tylko Hrabal.

S -Sztuka uprawiania róż z kolcami
I -???
Ę -..........

O -Obok Julii
P -Poza światłem
Ł -Łatwopalni
A -Azazel
C -Czarodziejskie więzy

A -Arystokraci

Litery Ę, Y to tzw, dżokery, dowolny tytuł można tam wstawić, zostawię puste bo wybór mam obszerny.
początkowo miałam problem z O, ale jeszcze znalazłam tytuły na zapas. Natomiast I oraz Ł chyba nie mają przedstawicieli wśród tytułów na moich półkach....A może się mylę?
No tak, zapomniałam byłam o "Łatwopalnych" -premiera we wrześniu.

Pogrubione - przeczytane

Miłej zabawy i udanego zbierania na książki w prezencie.

Pozdrawiam chłodno, bo wieczór upalno - parny ;-)

niedziela, 16 czerwca 2013

Z wizytą w XIX-ym wieku


Wyd. Rebis 2013
 Chciałam przeczytać tę książkę, odkąd tylko zobaczyłam jej okładkę. Odwrócona tyłem kobieta w szmaragdowej sukni idąca jakby pałacową, czy też parkową  aleją z jednej strony kojarzyła mi się z Anią Shirley, z drugiej - zapowiadała czytelniczą przygodę na miarę "Godziny pąsowej róży." Oczywiście w tym przypadku nie chodzi o fantastyczne przeniesienie się w czasie, ale o osadzenie fabuły w realiach historyczno-obyczajowych lat 80 -tych XIX -ego wieku. Dla admiratorki "Lalki" - cóż może być lepszego!
Z ogromnym entuzjazmem zabrałam się do lektury, i choć emocje z biegiem czasu i w miarę przewracania kartek ostygły, to w gruncie rzeczy czuję się tą książką usatysfakcjonowana.

Hanna Cygler opowiedziała perypetie trojga bohaterów: Louise de Sokolowski ( czyli Luizy Sokołowskiej), Joachima von Eistettena (vel Hallmanna) i Dmitrija Szuszkina oraz ich przyjaciół, znajomych - Rozalii, Gastona, Maxa Kwileckiego. Połączyła nitki francuskie, niemieckie i rosyjskie w polskim krajobrazie, w kraju, którego nie było na mapie, w domu, który dla bohaterów był cudzym, innym, ale jednak bliskim. W całej historii znaleźć można mnóstwo odniesień, i  nie mówię o cytowaniu "Kordiana" (Luiza uczyła się polskiego z książek - pamiątek po ojcu), ale o licznych powinowactwach z literaturą pozytywizmu, przy czym mam na myśl głównie realizm, tematykę społeczną, model patriotyzmu itp. Tak mi tu jakoś "pachnie" (oceniam to na plus) "Lalką" (Joachim swym naukowym zapałem przypomina jak żywo Ochockiego, a nawet i samego Wokulskiego), "Nad Niemnem" (bez obaw, nie ma rozwlekłych opisów przyrody), w ogóle Orzeszkową... Do tego motyw  dworku, społecznych konwenansów, zesłania na Syberię, artystycznej bohemy, kwestia opieki nad dziećmi, problem tożsamości narodowej... Na pewno nie można powiedzieć, że ta powieść jest o niczym! Wręcz przeciwnie.

"W cudzym domu"  jest treściwe i zgrabnie skonstruowane. Określiłabym je powieścią z prawdziwego zdarzenia, w której za sprawą kilku postaci splata się kilka wątków, a barwne tło dopełnia całości. To nie jest rozbudowane opowiadanie o prostej i  linearnej, często zbyt przewidywalnej fabule, jakie nierzadko zbyt szumnie są nazywane powieściami. Odniosłam wrażenie, że autorka  włożyła wiele pracy w konstrukcję tego utworu, zadbała o zgromadzenie odpowiedniej wiedzy i udało jej się oddać klimat schyłku XIX wieku. Dodatkowy walor stanowi kaszubski epizod, wszak tak mało (wcale?) Kaszuby pojawiają się w literaturze.
Nie wszystko jednak podobało mi się bez zarzutu. Zapowiedziana na okładce "doskonała kombinacja romansu z powieścią historyczną, sensacyjną i obyczajową" okazała się, w moim odczuciu, romansem obyczajowym na historycznym tle, z małą nutką sensacji. Bohaterowie główni w trakcie rozwoju fabuły jakoś się "rozmyli", nie do końca rozumiałam ich motywacje, ale może po prostu coś przegapiłam. Za to na postać intrygującą, budzącą ciekawość wybiła się Rozalia, która swym tupetem przypominała mi Klaudynę z książek Colette. Zafascynować może także pewna carska kreatura- radca Dmitrij Szuszkin, osobnik niejednoznaczny i kontrowersyjny, tylko... za mało Szuszkina! Miałam też poczucie, że od jakiegoś momentu wydarzenia dzieją się zbyt szybko - o ile najpierw w normalnym trybie "oglądałam" akcję, to później ktoś jakby włączył przyspieszone przewijanie. To jednak tylko bardzo subiektywne spostrzeżenie, taki odbiór nie musi być regułą.

Powieść kipi emocjami, namiętnościami, intrygami i spiskami, przenosi czytelnika w czasie (1880-1884) i przestrzeni (Paryż, Berlin, Warszawa, Gdańsk, Brwinów, Syberia). Nie jest łatwo się od niej oderwać, choć powody do marudzenia też się znajdą. W moim przypadku narzekania nie było zbyt wiele, stąd, jak już wspomniałam, czuję się usatysfakcjonowana  tą lekturą. Nie omieszkam poznać  kiedyś innych książek Hanny Cygler - "gramatyczna" trylogia czeka od dawna na półce.


"W cudzym domu" przeczytałam dzięki "swojej księgarni":

czwartek, 6 czerwca 2013

Hotel Zaświat- oferta na weekend (niekoniecznie turystyczna )

Wyd. Oficynka 2013
Wrażenia z mojej czytelniczej wizyty w tymże obiekcie znajdziecie tutaj.


Dodam, że powieść to zgrabnie napisany "mieszaniec gatunkowy", którego lepiej nie czytać późną nocą, gdyż  nieco wieje grozą, a już na pewno tchnie klimatem tajemnicy i niepokoju.

Znany ze sceny kabaretowej Przemysław Borkowski zdobył u mnie spore uznanie - w nocie na okładce czytamy o nim następujące słowa:

 "Uważa, że pisarzem zostaje się po opublikowaniu co najmniej trzech powieści. Ta jest druga."

 Brawa za pisarską pokorę, czy też skromność.
To ja  już czekam na tę trzecią powieść, a w międzyczasie może uda się przeczytać pierwszą.

Tymczasem zapraszam na stronę:



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Oficynka i portalu Czytajmy Polskich Autorów, z którym współpracuję.

Follow by Email