sobota, 31 sierpnia 2013

Obok Julii. Obok Rylskiego

Odkąd przeczytałam fragment najnowszej powieści Eustachego Rylskiego w magazynie Książki nabrałam ogromnego apetytu na lekturę całości. Taka jakby lekko "stasiukowa" wydała mi się ta proza, przyciągnęła mnie obietnicą przygody i wybornej opowieści. Niestety, jedna jaskółka wiosny nie czyni...

Wyd. Wielka Litera 2013
Trwając w przekonaniu, iż autor "Warunku" jest dobrym, choć dotychczas mało popularnym i niedocenianym pisarzem, a  także mając świadomość - głównie dzięki "Wyspie" - czego mogę się po nim spodziewać (kunsztowny język, tradycje literackie, "gęstość" prozy) śmiało wypłynęłam na literackiego przestwór oceanu, jednak zamiast złapać wiatr w żagle, poczułam spiekotę upalnego lata 1963 i utknęłam na mieliźnie.

Główny bohater a zarazem narrator -  Jan Ruczaj  - opowiada historię swojego życia wracając myślą do sierpnia 1963, gdy jako dwudziestolatek pracował w bazie transportowej ( tu kłania się M. Hłasko), a w miejscowości pojawiła się po latach jego dawna nauczycielka Julia Neider. Wspomina szkolne czasy,  paczkę jaką tworzył wraz z Martą, Olą i Szymonem i próby zaszczepienia w nich bakcyla rewolucji, fascynacji poezją Błoka i symfonią "Leningradzką" Szostakowicza. Przedstawia historię brawurowego przemycenia kobiety za granicę i dalsze perypetie swego losu aż po czasy, gdy już jako sześćdziesięciokilkulatek wiedzie życie samotnego taksówkarza. Opowiada o klanie Hemingwaya - grupie  młodzieńców których "pociągał ten infantylny i niezbyt mądry pisarz" ( s. 45)  i wyostrzał im apetyt na życie, o różnych typach spod ciemnej gwiazdy, o układach z ubeckim kapitanem, o szemranych interesach, o rodzinnych sprawach, o zagranicznych ekscesach.... Powoli układają się elementy układanki, ale i tak są zamglone, dużo tu niedomówień, niepewności.
Ruczaj nie budzi sympatii. Jawi się jako pełen dumy egocentryk, przekonany o swojej wyższości, prawie do wymierzania sprawiedliwości. Nie bez powodu koledzy z pracy przezywają go "hrabia". Dodałabym, że raczej nie lubi ludzi, jest introwertyczny, wyobcowany, a przy tym zimny, cyniczny, bez skrupułów. Nadto filozofujący i poszukujący straconego czasu. Sprawia wrażenie fałszywego, a może tylko żyjącego pozorami i pozory stwarzajacego. Kolekcjoner przyjemności, które traktuje jako ekwiwalent od życia za rezygnację ze szczęścia. przepełniony panoszącą się  nostalgią. Mówi o sobie m.in. tak:
"Mimo wrodzonego pesymizmu, niewiary w sens istnienia i metafizycznego lęku, jakim podszyty byłem od kiedy pamiętam, każdy kontakt z materią mój umysł przerabiał natychmiast na przyjemność." (s.9)

Tytułowa Julia była obsesją, iluzją, tajemnicą, obietnicą czegoś nie wiadomo czego, uosobieniem dręczącej bohatera tęsknoty za młodością. Postacią, która wyryła piętno na duszy Ruczaja i miała wpływ na jego dalsze życie. Dla czytelnika - zagadkowa i niejednoznaczna persona, jej dzieje poznajemy urywkowo, fragmentarycznie, nic nie jest właściwie pewne. Nie dowiadujemy się o niej tyle, ile się spodziewać można by po tytule, tu jednak kluczowym słowem jest "obok".
Sądzę, że to słowo trafnie charakteryzuje głównego bohatera - Janek egzystuje obok ludzi, obok realnego świata, obok prawdziwych uczuć, obok wartości. Zatraca się w  melancholii, wspomnieniach. iluzji. Będąc obok - ma pozycję wytrawnego obserwatora i komentatora tego, co się wokół dzieje. Przez pryzmat jego dziejów poznajemy kawałek historii II połowy XX wieku, polskie przemiany.

Rylski "warczy" przeważnie krótkimi  suchymi zdaniami, bywa wulgarny  bądź uderza w liryczne - refleksyjne tony.  Tę powieść wliczyłabym w poczet tzw. męskiej literatury, choć to pojęcie umowne. Chodzi tu o taki twardy obraz świata, w którym liczą się ambicja, duma i honor, rządzą układy i przemoc, a sukcesy osiąga się poprzez różne, nie do końca uczciwe sposoby.
Są w "Obok Julii" elementy: kryminalno - sensacyjny, przygodowy, romansowy, historyczny nawet w pewnym sensie. Do tego ogromne pokłady melancholii i nostalgii. Razem daje to utwór gęsty od znaczeń. Znaczeń, które ciężko wychwycić i w pełni zrozumieć.

Elementem, na który zawsze zwracam uwagę w czytanych przeze mnie tekstach, jest intertekstualność, nawiązania do innych utworów. Tu obok bezpośredniego przywołania Hemingwaya, wspomniane są min. wiersze Błoka, "Sława i Chwała" Iwaszkiewicza,  tegoż "Panny z Wilka" (podobny  ty nawet klimat przesycony widmem śmierci i poczuciem bezsensu), "Śniadanie u Tiffany'ego".  Nasuwa się skojarzenie z prozą Marka Hłaski (Baza sokołowska) i "Madame" Antoniego Libery. Fragmenty opowiadające o pracy dla Kima Sewastopola, o wyprawie do Saluzzo, o incydencie z Serbami  skojarzyły mi się z prozą Stasiuka.
Może i nie bezpodstawne byłoby też przywołać Marcela Prousta. Może i więcej dałoby się z tej powieści "wyciągnąć", ale czasem przyjemniej skupić się na fabule niż wnikać w konteksty.

W osobistym odbiorze znużyła mnie ta powieść, przytłoczyła, choć momentami nie obyło się bez zaciekawienia.  Powiem tak: w trakcie czytania szło gładko, ale gdy się oderwałam - nie przyciągało, nie pochłaniało mnie bez reszty. Nie odmawiając utworowi walorów, nie odnalazłam się w jego klimacie, może po części dlatego, że nie jestem fascynatką Hemingwaya. Niewiele jego pióra czytałam, ale stwierdziłam, że to nie moja droga. Nie mam pojęcia czego szukał lampart na szczycie Kilimandżaro. Pozostanę zatem obok autora "Pożegnania z bronią". Obok Julii. Obok Rylskiego. I choć książka znalazła się wśród rekomendacji Trójkowej audycji "Z najwyższej półki" - u mnie nie znajdzie się na półce "ulubione".


Za możliwość wyrobienia sobie własnej opinii o tej powieści dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.


środa, 28 sierpnia 2013

Mnie nie ma, ale stosik jest ;-)

Sierpień zbliża się ku końcowi, ranki i wieczory już chłodne, rześkie. Pachnie jesienią, ale mam nadzieję, jeszcze będzie okazja, by recytować  złociste i wonne "Strofy o późnym lecie" i nawlekać na palce nitki babiego lata...
Mało piszę ostatnio, ale bywam tu i tam, zaglądam, czytam w miarę - jak czas pozwala. Mozolę się nad spisaniem wrażeń z "Obok Julii", prowadzę "Rozmowy nad Nilem" i czekam na "Przystanku Kostaryka" na "Siódme wtajemniczenie", może okaże się "Bezcenne".... ;-)

W ostatnim czasie przybyło mi co nieco książek.
Oto one w dwóch wersjach widokowych:


"Bezcenny"  - z biblioteki, przy okazji powiem, że jestem zachwycona systemem, w którym mogę zamówić książkę przez internet, a potem mailem powiadamiają mnie o jej dostępności do odbioru.
"Przygody kota Filemona" - to prezentowy nabytek Elwirkowy, czytamy jej na dobranoc.
"Przebudzenie" - zakupione w Biedronce za 7,99 zł, z tej serii i z tego samego źródła ( w tej samej cenie) mam jeszcze "Zielone jabłuszko" I. Sowy, ale się "pożyczyło" i na zdjęcie nie załapało.

Reszta  to egzemplarze recenzyjne od :
  • Wydawnictwa M, 
  • Wielkiej Litery
  •  Wyd. JanKa / dla Czytajmy Polskich Autorów.
 Nie ma co gadać, trza czytać! ;-D
Do  blogozobaczenia!

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wracam z orchideą w zębach ;-)

Dawno nic tu nie pisałam, podczas tzw. długiego weekendu niewiele czytałam.
(Nawiasem mówiąc nieraz już drażnią mnie wpisy na fb typu "co czytacie w ten wieczór", "co przeczytacie/przeczytaliście w weekend/święta/ferie/urlop itp..." owszem - lubię się dzielić informacjami o tym, co akurat mam na tapecie oraz wszelkie tematy okołoksiążkowe, ale wszak nie samą książką człowiek żyje.)
Powracam po krótkiej przerwie na łono blogosfery z orchideą w zębach, albowiem ku memu wielkiemu zaskoczeniu i nie mniejszej  radości zostałam nominowana do Liebster Award przez Kamila Czepiela (http://papierowaorchidea.blogspot.com) Ongiś brałam udział w organizowanych przezeń konkursach  "przyrodniczo-literackich" pt. Cztery wymiary i Zamyśleni w zieleni.

Dziękuję serdecznie.

 
 
,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Wywołana do tablicy  - odpowiadam, ale nie podam kolejnych nominacji, albowiem te Liebstery już się wielokrotnie przewijały i multum znanych mi blogów już w tym uczestniczyło - nie będę nikogo znowu "męczyć" ;-)


1. Ile posiadasz książek? (margines błędu ok. 10% posiadanych;) )
 Szczęśliwi książek nie liczą ;-)
Serio - nigdy nie policzyłam wszystkich, ale tak jakby zebrać te rozrzucone po mieszkaniu kilka półek w regałach, sterty na parapetach i we wnęce takiej na telewizor oraz zliczyć te wywiezione/pożyczone/  do rodziny tudzież pozostawione tamże, to myślę, że zmieściłabym się w tysiącu, choć raczej z zapasem do górnej granicy.

2. Dlaczego prowadzisz bloga?
 Bo lubię ;-) 
Sprawia mi to radość, stanowi odskocznię od codzienności.
Dzięki temu znacznie lepiej pamiętam przeczytane książki, dawniej nawet nie notowałam nawet tytułów. 

3. Ile stron jesteś w stanie przeczytać jednej nocy?
 Jestem w stanie czytać do rana, choć od pewnego czasu nie mogę sobie na to pozwolić. Nie liczę stron, nie mierzę ile centymetrów ma grzbiet książki, nie licytuję się- kto czyta więcej. Trzeba też przyznać, ze strona stronie nierówna. Są stronice z dużym światłem, zapisane maczkiem, są też rozmaitej treści - lekkie, które "same się czytają" i cięższego kalibru, przez które nieco dłużej trzeba brnąć.

4. Jakiego polskiego autora cenisz najbardziej?
Pilcha. Kuczoka. Dehnela. Tokarczuk.  Ligocką. Z nieżyjących - dajmy na to Prusa, Tuwima, Makuszyńskiego, Gombrowicza.W sumie to wielu mogłabym podać, każdego bowiem można cenić za coś innego.  

5. W jakiej oprawie książki preferujesz – miękkiej czy twardej?
Niby miękkie są lżejsze, poręczniejsze. Twarde- solidniejsze, trwalsze. W sumie mogą być "średnie".

6. W jakim wieku… jest twój blog?
Powstał w październiku 2010 r. 

7. Czytujesz e-booki?
Zdarzyło się sporadycznie- krótkie formy. Z monitora to niezbyt wygodne, więc nie kultywuję tej formy lektury. 

8. Pamiętasz swoją pierwszą przeczytaną książkę?
Niestety nie,  uczyłam się czytać na tytułach z gazet i starym kalendarzu. prawdopodobnie swą przygodę z literaturą zaczynałam od książeczek z serii "Poczytaj mi, mamo"

9. Z czym ci się kojarzy wyraz „lektura”?
Z przyjemnością.  Dla mnie "lektura" to synonim czytania tudzież książki jako takiej, to porcja literatury.

10. Gdybyś miał/a zostać bohaterem/ką książki, na kogo padłby wybór?
 Może mogłabym zamieszkać w Dolinie Muminków...?  Albo poddałabym się pod łaskoczące humorem pióro Małgorzaty Kursy?
11. Czy potrafisz wskazać jedną wyjątkową książkę spośród wszystkich dotąd przeczytanych?
Chyba taką jedną jedyną nie. 
Natomiast wśród ulubionych i ważnych dla mnie są m.in."Lalka", "Śniadanie u Tiffany'ego", "Kocia kołyska"... sporo bym tu wpisała.
Wyróżnić chciałabym przy okazji mało znane, a warte uwagi książki: "Księga z San Michel" A. Munthe oraz 'Kwatera Bożych pomyleńców" W. Zambrzyckiego.


Dziękuję za uwagę.
Pozdrawiam sierpniową wieczorową porą.
A.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Sól ziemi śląskiej

"Piąta strona świata" Kazimierz Kutz, Znak 2010

Wyśmienita proza!
Tematycznie kojarzy się z "Czarnym ogrodem" Małgorzaty Szejnert, stylistycznie trochę przypomina Jerzego Pilcha (choć nie chodzi tu o naśladownictwo, raczej pokrewieństwo),
Wartość stanowi oddanie w zapisie i słownictwie gwary śląskiej (słowniczek na marginesie) w połączeniu z literacką piękną polszczyzną.
Wydawało mi się, że spod pióra znanego reżysera wypłyną wspomnienia, autobiograficzne opowieści, tymczasem "Piąta strona świata" to powieść fabularna, fikcja literacka. Na pewno jednak ma w sobie jakieś pierwiastki autobiograficzne (nie drążyłam tego tematu).

Kutz poprowadził narrację pierwszoosobowo, oddając głos osobnikowi nazwiskiem Basista. Ten opowiada, wprzódy chaotycznie (jak sam mówi - zaczyna snuć swoją 'karuzelową opowieść"), potem już w bardziej uporządkowany sposób o ludziach zamieszkujących jego rodzinne strony, o kolejnych pokoleniach, ich życiowych perypetiach i społeczno -historycznych okolicznościach. Mimo takiego jakby "rozdrobnienia" na liczne epizody, całość -potocznie mówiąc- trzyma się kupy, jest w tym wszystkim pewna konsekwencja.
Bywa zabawnie, ale i smutno, nostalgicznie, ale żywo. Nie brakuje nuty tragicznej, ani tajemniczej - główny bohater próbuje dociec przyczyn samobójczej śmierci dawnego kolegi - Lucjana. Po drodze opowiadając o wielu innych sprawach.
Bardzo ważna jest tu przestrzeń. Roździeń - niemal mityczne miejsce, taki jakby "Prawiek", do którego wspomnieniami wraca narrator-bohater,  stanowi punkt wyjścia losów wielu osób ( np. dzieje - niekiedy tragiczne - paczki kolegów spotykających się za młodych lat w takiej budce po sklepiku) , trzon całej tej śląskiej sagi.

Powieść porusza trudne kwestie przynależności narodowej mieszkańców Śląska,  podkreśla tamtejszą kulturę matriarchalną, odsłania tajemnice przeszłości zgłębiając dzieje ludzi i regionu. Zachowuje pamięć o minionych czasach i ludziach, o wielu pokoleniach, historycznych zawirowaniach. 
 Ciekawym zabiegiem są wstawki autotematyczne. Dla przykładu:
"Umiejętność pisania polega chyba na tym, aby wszystko, co ciśnie się człowiekowi do głowy, opisać po kolei, a jednak w ścisłym porządku, choć nie da się go przewidzieć. Teraz na przykład, przed chwilą - nim czmychnęła teraźniejszość - pragnąłem napisać o moim ojcu. Miałem nawet tytuł - "Italianka" - ale nie wiem, czy iść za nim, czy dać mu jeszcze spokój". 
(s. 14)
Ta barwna, panoramiczna  opowieść śmieszy i smuci, wciąga i urzeka.

Na pewno to jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku, a może i nawet w ciągu ostatnich paru lat. I pomyśleć, że tak długo kazałam jej czekać na półce...



czwartek, 8 sierpnia 2013

Stare i nowe zdobycze książkowe

Od  czasu ostatniego stosika do dnia dzisiejszego włącznie pojawiły się u mnie następujące książki:


1. Grupa mieszana:
Moja pierwsza w życiu i zapewne nie ostatnia książka słynnej i polecanej Elif Safak - "Czarne mleko" ( z biblioteki)
"Piąta strona świata" K. Kutz - wyśmienita proza ( już przeczytana) - z zasobów rodzinnych
"Hanemann" S, Chwin - chyba już czytałam, ale chciałam mieć choć jedną pozycję tego autora w zbiorach  - efekt wymiany ( za fantastykę wygraną niegdyś).
 Kawał dobrej lektury  pióra S. Fleszarowej - Muskat "Pozwólcie nam krzyczeć" ( przygarnięte z gratyzchaty.pl)
Dwa tomy "Emilki..." (1 i 3, 2 miałam własny) L. M. Montogomery ( przygarnięte z gratyzchaty.pl)
W ramach powracania do dawnych lektur zintensyfikowanego przez plebiscyt "Powieści młodzieżowe PRL"  przygarnęłam również z "gratów" "Za minutę pierwsza miłość" H. Ożogowskiej
Rzutem na taśmę w ostatnim dniu konkursu wzięłam udział - i  wygrałam: "Zeszyt z aniołami" M. Madejek ( Elwirka już sobie sama to "poczytała")

W drodze wymianki jak już wyżej wspomniałam - otrzymałam także "Dom przy ulicy Zwyczajnej" M. Sienkiewicz.
Książkę o przygodach podróżnika Pipsa.... i reszty ferajny  nabyłam droga kupna jakiś czas temu z Biedronce - opisałam w poprzednim poście.
"Zwierszyniec"Agnieszki Frączek - kupiłam całkiem niedrogo w księgarni celem poznawania współczesnej poezji dla dzieci.

Okładkowo  dziecięco- młodzieżowo wygląda  to tak:

2. Grupa sentymentalna - zasoby przytaszczone z domowego strychu:

 a) całe stado "Poczytaj mi, mamo", aż łza się kręci jak je oglądam, niektórych książeczek co prawda nie pamiętam, ale większość- jak najbardziej! Kojarzę ilustracje, wspominam....Niestety, to nie są wszystkie, jakie miałam. Brak np. "Niebieskiej dziewczynki", "Kapcia", "Sąsiadów", "Chcę mieć przyjaciela", "Przepraszam smoku...." - te i kilka innych tytułów na szczęście mam w  reprincie w postaci trzech ksiąg "Poczytaj mi, mamo" wydanych  przez Naszą Księgarnię.
 Jednak nigdzie nie ma "Kredek" M. Musierowicz -  bardzo to lubiłam, pamiętam do dziś łącznie z obrazkami.

b) Rozmaite rozmaitości:

Mamy zatem w czym wybierać czytając Elwi na dobranoc ;-)

Pomijając milczeniem falę upałów niesprzyjających czytaniu, pisaniu i w ogóle niczemu podzielę się wieścią, że czytam obecnie "Kota, który czytał wspak" L. J. Braun - w ramach sierpniowej Trójki E -pik i ku własnej uciesze, albowiem kryminał kryminałem, ale co za kot!!! Syjamski!!! W dodatku bardzo nietypowy.
 "Męczę" też  "Siódme wtajemniczenie" Niziurskiego. Nudne. 
 
Za jakiś czas napiszę parę słów o "Piątej stronie..." Kutza, bo nie chcę by tak wyśmienita lektura przeszła bez echa, natomiast chyba wrócę do trybu pisania wybiórczo o niektórych tytułach szerzej, a o większości -tylko we wzmiankach, albo i nawet wcale - jak to u początków tego bloga bywało.


Życzę miłego spędzania czasu i optymalnych warunków do czytania!
Pa, pa!

wtorek, 6 sierpnia 2013

"Przygody podróżnika Pipsa i jego przyjaciół: papugi Terefery i psa Klipsa"

Wyd. FK Oleksiejuk 2011
Do zakupu tej książki przekonały mnie trzy aspekty:
- niska cena i dobra jakość wydania, bo choć okładka miękka - to papier kredowy;
- chęć sprawdzenia, czy znakomity satyryk i aktor jest równie dobrym fachowcem* w dziedzinie literatury dziecięcej;
-  przepiękne ilustracje w wykonaniu Zbigniewa Dobosza.

"Przygody podróżnika Pipsa i jego przyjaciół: papugi Terefery i psa Klipsa" posłużyły nam do rodzinnego głośnego czytania na dobranoc bądź w tzw. międzyczasie, dostarczyły nam sporo radości i uśmiechu. Opowieść jest bowiem pełna przygód, zabawnych scenek, powiedzonek, humoru, żartobliwa i zajmująca nawet tych czytelników z przedziału wiekowego znacznie wyższego niż 5-10 lat. Spokojnie wpisałabym tę pozycję do kategorii "b.o.".

Wszystko zaczyna się od tego, że z parapetu w mieszkaniu podróżnika Pipsa znika pieczony kurczak, a "najgroźniejsze typy w całej okolicy" Borygo i Fijoł uciekają przed dziećmi na podwórko, gdzie za beczką ukrywa się  słynny "książę dachów" kot Pazurro. Przypadkiem podsłuchana rozmowa o wyprawie po skarby staje się zaczynem do wielkiego fermentu, którego punktem kulminacyjnym było porwanie z żądaniem okupu i brawurowe odbicie jeńca. W finale mamy zaś napad Bandy Tygrysa, interwencję "pana władzy" i oczywiście prawdziwy skarb!
Treść tej wesołej, przygodowej "bajki" ubarwiają teksty piosenek wykonywanych przez bohaterów, które aż się proszą o śpiewanie do własnej wymyślonej ad hoc melodii. kolorowe i zabawne ilustracje pobudzają wyobraźnię, inspirują.

Literackie skojarzenia zaprowadziły mnie w kierunku  serii o "Panu Kuleczce" W. Widłaka (słuchałam kiedyś opowiadań z płyty, nie czytałam jeszcze) - tam występuje podobny układ: człowiek - pies- kaczka, tu: człowiek - pies - papuga. Podobna jest też  ogólna atmosfera, choć u Widłaka wydaje mi się spokojniej, bardziej refleksyjnie, a u Friedmanna - bardziej zwariowane. 
Postać papugi Terefery przypominała mi też nieco kaczkę Dab - Dab z serii o przygodach doktora Dolittle. Obie były zaradnymi gospodyniami, choć  lepszą kucharką w tym zestawieniu wydaje się bohaterka wykreowana przez H. Loftinga.

W tej opowieści o  zbyt długim, a przez to trudnym do zapamiętania i powtórzenia tytule, to 'czarne charaktery' przejęły stery i zajmują więcej miejsca niż tytułowe postacie, są też znacznie bardziej wyraziste.
Przesadą zwać tę książeczkę "opowieścią sensacyjno-kryminalną" , ale spokojnie można zawołać "Ahoj, przygodo"** i spędzić miło czas przy lekturze z pociechami.
"Przygody..." głownie bawią, ale i uczą. Walorem jest wątek ekologiczny.

 Bywają miłe złego początki, niestety, są też złe miłego końce! I tak właśnie jest w tym przypadku, albowiem na koniec mamy łopatologiczny morał wyłuszczony kawa na ławę przez narratora. Niby tak Pips powiedział, ale lepiej byłoby gdyby to była jego kwestia, a nie tak odautorsko podana.
Efekt psuje też karygodne przeoczenie korektora na ostatniej stronie. Nie zajmuję się tropieniem literówek i przecinków, ale  "bahterów" miast "bohaterów" w książce przeznaczonej dla dzieci wyjątkowo razi.

Mimo wymienionych mankamentów zachęcam do zapoznania się z historią o perypetiach Pazurra, Boryga, Fijoła, Pipsa, Klipsa i Terefery. Sądzę, że fajnie byłoby też posłuchać wersji audio z autorską interpretacją.


* Niewtajemniczonym przypominam o satyrycznym cyklu  radiowym "Fachowcy"  z udziałem S. Friedmanna i J, Kofty w rolach głównych.
** Łudzę się, że większości nie trzeba tłumaczyć tej aluzji do innego programu satyrycznego S. Friedmanna. 

Książkę przeczytałam w  lipcu, zaliczam do wakacyjnej edycji "Pod hasłem".

niedziela, 4 sierpnia 2013

Czeski eden z piekła rodem

 "Jestem niechlujnym czechofilem, ta książka nie jest kompetentnym przewodnikiem ani po kulturze czeskiej, ani po Czechach.
Nie jest obiektywna.
Nie rości sobie pretensji do niczego.

Jest wyłącznie tym, co mnie zafascynowało przez ostatnich dziesięć lat, od kiedy pierwszy raz przyjechałem do tego kraju. Jest notatką z lektur i spotkań z ludźmi, których chciałem tam spotkać."
( M. Szczygieł, Zrób sobie raj, Wyd. Czarne 2011, s.7)


 Jeśli tak jak J. L. Borges wyobrażamy sobie raj pod postacią biblioteki, to na rajskich półkach  nie może zabraknąć - moim zdaniem - książek Mariusza Szczygła, zwłaszcza tej o znamiennym tytule.
Nie jestem czechofilem, nawet takim niechlujnym, jednak nie mogę powiedzieć, by literatura i ogólnie kultura czeska były mi całkowicie obojętne. Zetknęłam się - przeważnie z pozytywnymi wrażeniami -  z twórczością kilku  tamtejszych pisarzy  (B. Nemcova, F. Kafka, B. Hrabal, M. Kundera, H. Pavlowska), z sentymentem wspominam animowane bajki produkcji czechosłowackiej, lubię klimat filmów w reżyserii P. Zelenki.
Gdybym miała wskazać jakąś charakterystyczną cechę kultury, czy sztuki czeskiej, wymieniłabym specyficzne poczucie humoru, swoistą absurdalność, dziwactwo, czy raczej skłonność do dziwaczenia. W tym   szaleństwie,  zresztą zwyczajnym, jednak jest metoda. Coś co przyciąga, fascynuje, pomaga trwać.
W "Zrób sobie raj " przeczytałam  m. in. o nurcie fekalizmu w twórczości Egona Bondy, ekscentrycznym fotografie Janie Saudku, kontrowersyjnych rzeźbach Davida Cernego, przyczynach i konsekwencjach czeskiego ateizmu, wietnamskiej mistyfikacji literackiej, najzabawniejszej kobiecie w Republice Czeskiej,  o nieodebieranych urnach z prochami zmarłych, a także o tym, że życie bez patosu i sztucznego bohaterstwa jest możliwe, a nawet całkiem znośne.
W nocie na okładce podano, że książka łączy pamiętnik z esejem, felietonem i reportażem. Rzeczywiście Mariusz Szczygieł stworzył taki konglomerat, a uczynił to pisząc ze swadą, konkretnie, niekiedy ironicznie, całościowo bardzo naturalnie, bez wymądrzania się, często oddając pole swoim rozmówcom i wydarzeniom, jak to na reportażową publikację przystało.
Podobało mi się bardzo i niesamowicie przyjemnie, szybko czytało. Na pewno nie poprzestanę na jednej  książce tego autora, i tak już dawno miałam w planach "Gottland" - nagrodzony m.in.  Nike Czytelników w 2007 r. i Europejską Nagrodą Literacką w 2009 r.
Poniekąd czynię wstęp do bliższego zapoznania się z literaturą czeską. Na półce czekają zbiór "Opowiadacze. Nie tylko Hrabal" oraz "Śmierć pięknych saren" Oty Pavla.
Co jeszcze polecacie (oprócz tzw. klasyki typu Hrabal, Kundera, Hasek ze swoim słynnym wojakiem)?

Follow by Email