poniedziałek, 28 października 2013

Pocztówka z Sosnowca, czyli "Puder i pył"


Drugi tom historyczno-obyczajowych, a po trosze kryminalnych, "kronik sosnowieckich" Zbigniewa Białasa już za mną.  Trzeciej części już chyba nie będzie, a może się mylę...
Moją wypowiedź odnośnie powieści "Puder i pył" znajdziecie tutaj.
Natomiast dla przypomnienia - o "Korzeńcu" - tam.











czwartek, 24 października 2013

Poezji ciut może... - Niebo w dobrym humorze

Nie przyszłam nikogo nawracać..., bo - posiłkując się słowami Wisławy Szymborskiej - tylko niektórzy lubią poezję: "Niektórzy - czyli nie wszyscy. /Nawet nie większość wszystkich ale mniejszość. /Nie licząc szkół, gdzie się musi, /i samych poetów, /będzie tych osób chyba dwie na tysiąc"./
Nie każdy  lubi poezję, nie każdy ją czuje, nie każdy jej potrzebuje. Nie wyobrażam sobie jednak całkowitej ignorancji wobec tego rodzaju literackiego. Są nazwiska, nurty, tytuły, których po prostu nie wypada nie znać! Do nich należy m. in. ksiądz Jan Twardowski, którego biografię pt. "Ksiądz Paradoks" pióra Magdaleny Grzebałkowskiej miałam przyjemność czytać na początku bieżącego roku. Natomiast przez ostatnie miesiące przeglądałam i  podczytywałam sobie tom 10-ty  utworów zebranych poety,  opracowany przez jego spadkobierczynię Aleksandrę Iwanowską w którym zgromadzono wiersze z tomów z lat 1998 - 2002. Znalazły się tu teksty m.in. ze zbiorków:
  • Niebo w dobrym humorze
  • Elementarz
  • Resztę zostawić Łasce
  • Z pliszką siwą
  • Zielnik
  • Nadzieja uczy czekać
  • Mała ojczyzna
  • Wiersze zebrane
O cechach twórczości ks. Twardowskiego nie powiem nic nowego. Jest to poezja religijna, ale bardzo też zmysłowa, ludzka. Pełna paradoksów, humoru, wręcz żartobliwa.  Przepełniona wiarą, nadzieją i miłością, a także zachwytem nad życiem, przyrodą, Naiwna i prosta lecz  mądra i głęboka zarazem.

Chciałabym zwrócić uwagę na pewien utwór, a mianowicie "Trzy królowe" - pochodzący ze zbiorku "Jak tęcza co sobą nie zajmuje miejsca" (wyd. 2, 1999).
Jest to dość długi  wiersz, jak na tego poetę, który przyzwyczaił nas do lakonicznych, skondensowanych najczęściej kilkuwersowych form.  Przywiódł mi na myśl skojarzenie z "Opowieścią małżonki Świętego Aleksego" Kazimiery Iłłakowiczówny, a to za sprawą ukształtowania podmiotu lirycznego - oddania głosu osobie jakby "z tła" słynnej postaci, pokazania czegoś znanego od nieznanej, innej strony.Tu "mówią" żony Kacpra, Melchiora i Baltazara, oczekujące na powrót swych mężów ze śniadaniem, szalikiem i lekarstwem. Królowe są jak trzy Penelopy, jak zwykłe kobiety, krzątające się po domu, troskliwe i zapobiegliwe gospodynie, jednak samotne w tej przyziemnej codzienności, podczas gdy ich mężowie bujają w obłokach. Śpiesząc za gwiazdą - uciekają od rzeczywistości.
Podziwiam koncept poety, który skierował uwagę na aspekt wcale nie uwzględniany- wszak biblijne opowieści czy kolędy głoszą o Trzech Królach, a nikt nawet nie pomyśli, że oni mieli żony, rodziny, domy, koty i psy...., że były też Trzy Królowe i co się z nimi działo.

Wiersze ks. Twardowskiego niosą pociechę i ukojenie, wywołują uśmiech i skłaniają do zadumy. Pokazują, że to, co najprostsze bywa najważniejsze, a niebo "jest w dobrym humorze, chociaż ciężka jesień...". Wnoszą wiele ciepła  i pogody, zostawiając miejsce na łagodne zdziwienie.Warto poświęcić chwilę tej poezji.



sobota, 19 października 2013

Przybyłam, zobaczyłam, przeczytałam - "Zdobywam zamek"

Świat Książki 2013
Ostatnio ta książka wyskakuje zza rogu niemal na każdym blogu, zbierając przeważnie bukiety pochwał i zachwytów. Skoro już była w bibliotecznych nowościach - jakże mogłabym jej nie wypożyczyć... Uprzednio zarezerwowawszy, udałam się po nią do biblioteki i oczarowana okładką
(wytłaczane litery, ornamenty na wewnętrznej stronie oprawy, postać na zdjęciu przypominająca filmową Amelię) przyniosłam w domowe pielesze. Trochę obawiałam się, że to towar przereklamowany.
Co się okazało? 
To nie jest książka dla mnie.... Na okładce  widnieje bowiem zdanie: "Dla wszystkich, którzy pokochali powieść L. M. Montgomery "Błękitny zamek", a ja.... nie czytałam go nigdy! A tak serio, to już  moja druga lektura w niedługim odstępie, nawiązująca bądź porównywana do "Błękitnego zamku", toteż będę musiała nadrobić ten  karygodny czytelniczy brak. ;-)
Przejdźmy jednak do meritum.

Urocza powieść! Pomyśleć, że tak długo przyszło na nią czekać polskim czytelnikom! Po raz pierwszy wydana w 1948 r. odniosła duży sukces w Anglii i Ameryce, doczekała się scenicznej adaptacji i filmowej wersji. Dopiero teraz, w 2013 r ukazała się u nas w tłumaczeniu Magdaleny Mierowskiej. Cóż, lepiej późno niż wcale. 
 Dodie,a właściwie Dorothy Gladys Smith zaistniała w historii literatury opowieścią o "101 dalmatyńczykach", ale któż tam pamięta nazwiska autorów disneyowskich bajek! Ma na swoim koncie 9 sztuk teatralnych, scenariusze, kolejne części "dalmatyńczyków" oraz 4 tomy autobiografii. Wykonawcą jej literackiego testamentu był Julian Barnes, który "opisując półki z książkami jednej z bohaterek, wymienia "Zdobywam zamek" jako powieść pocieszycielkę, do której zawsze się wraca." (cyt. z okładki).
Czy będę wracać i ja - czas pokaże. Na razie tylko przyłączam się do licznych rekomendacji.

"Zdobywam zamek" ma formę pamiętnika prowadzonego przez 17-letnią Cassandrę, która chce ćwiczyć świeżo poznaną metodę stenografowania oraz uczyć się, jak pisać powieść - zamierza opisać osoby i przytoczyć rozmowy. Tematem będzie oczywiście jej rodzina - ekscentryczna i niebanalna gromadka Mortmainów z dodatkami (macocha,  zadomowiony u nich syn dawnej pokojówki). Żyją oszczędnie, wręcz biednie, nie mają prawie nic, bo nawet większość mebli wyprzedali. Za to gdzie oni mieszkają!
W prawdziwym zamku! Dokładnie w tym, co po nim pozostało - resztkach zabudowań, otoczonych murami, fosą i wieżami.Nie muszą nawet płacić czynszu, i tak nie mieliby z czego.
Sceneria jest niezwykle malownicza i romantyczna. Daleko jednak do sielanki, choć na swój sposób Mortmainowie są szczęśliwi, mają w sobie radość życia, tylko warunki mogliby mieć ciut lepsze. Dziewczęta chciałyby wyrwać się w kręgu nędzy i głodu, światełko w tunelu daje im spadek po ciotce (odziedziczyły futra) oraz pojawienie się dziedzica posiadłości Simona wraz bratem, Neilem. I tu zaczynają się te wszystkie konwenanse i niuanse...

Fabularnie niewiele się tu dzieje, główne osie  to zamążpójscie Rose i perypetie uczuciowe bohaterów oraz przełamanie niemocy twórczej ojca rodziny, autora słynnych "Bojów Jakuba". Istota rzeczy leży w epizodach znakomicie opisanych przez bystrą, zabawną, charyzmatyczną, ale niekiedy naiwną Cassandrę. Jej opowieści są żywe i barwne. Trzeba przyznać, że panna Mortmain ma zadatki na pisarkę ;-)
Historia z łapaniem "niedźwiedzia", niespodziewani goście podczas kąpieli w balii po farbowaniu  ubrań, rozmowy z krawieckim manekinem, świętojańskie rytuały, pies Heloiza i kot Abelard, damsko- męskie gierki, wyprawy do Londynu, podstęp wobec ojca - to i wiele innych spraw uwiecznionych w zeszytach przez Cassandrę dostarcza czytelnikom wiele przyjemności i uśmiechu.
Inteligentnie, z nawiązaniami literacko-muzycznymi, z humorem, ciepłem, nieco sentymentalnie, nieco"wiktoriańsko", ale przede wszystkim barwnie i ujmująco  - tak Dodie Smith wykreowała świat swej powieści. Oddając głos, czy raczej pióro,  bohaterce - dodała smaku całości. Forma bowiem tutaj doskonale pasuje do treści.
Walorem kolejnym są sylwetki występujących tam osób. Moją uwagę szczególnie zwróciła postać Topaz - z jednej strony artystyczna dusza, oryginalnej urody modelka malarzy, obcująca z naturą (w ciemnościach można ją było wziąć za ducha), z drugiej - zapobiegliwa gospodyni, troskliwa macocha (niewiele w sumie starsza od pasierbic) i dobra żona. Jednym słowem - zjawiskowa.

Trochę jakby Jane Austen, trochę jakby L. M. Montgomery, nieco sióstr Bronte  - w te klimaty wpisuje się powieść Dodie Smith. Jest to proza przyjemnie staroświecka, taka bardziej "dziewczyńska", ale sądzę, że i płci przeciwnej ta lektura nie zaszkodzi, zwłaszcza tym osobnikom, którzy odnajdują się w klimatach cyklu o Ani z Zielonego Wzgórza i Jeżycjady.

"Zdobywam zamek" - zdobył moje uznanie. Chciałabym, aby było więcej takich powieści, więcej wznowień "starej" dobrej literatury, niech młode pokolenia mają szansę poznać coś innego ( i wartościowszego!) niż te wszystkie Szepty, Zmierzchy i Greye...
Klasyka górą!
;-)



Powieść  - jako lektura bardzo optymistyczna - kwalifikuje się do kategorii październikowej Trójki E-pik.


wtorek, 15 października 2013

Zagościły u mnie książki...

Na krócej, bo z  biblioteczną wizytą przybyły:

Wszystkie przeczytane, na razie jedna tylko opisana.


Na dłużej natomiast, wręcz na zawsze, zagościły u mnie:


"Blogotony" - egzemplarz recenzyjny, dziś otrzymany i pobieżnie przejrzany - już się cieszę na lekturę.
"Szczęśliwy pech" - wygrana w konkursie na profilu "Książka Zamiast Kwiatka", wczoraj przeczytałam
1 rozdział, jakieś 70 stron, najpierw okropnie mnie irytowało zachowanie bohaterki, potem zrobiło się zabawnie a dalej... poczytamy- zobaczymy ;-)
"Tajemnica błękitnego zamczyska" - co prawda to nie "Błękitny zamek", ale kolor i budowla się zgadzają ;-) Wygrałam na fb  u  Ani /Asymaki

Będę mieć jeszcze coś w zanadrzu do pochwalenia się ;-)

W najbliższym czasie zamierzam skończyć "Szczęśliwy pech" i zabieram się albo za "Blogotony" albo "Gołębiarki".
Na pewno napiszę o "Zdobywam zamek". Ma być w punktach, skrótowo czy  normalnie, opisowo? ;-)

niedziela, 13 października 2013

Trójka na liczniku ;-)

[Źródło]







                                                                                                              
[Źródło]
[ Źródło]
Zupełnie zapomniałam, że to dziś...
Sporo wody w rzece upłynęło od 13 października 2010 r., sporo wspaniałych książek od tego czasu przeczytałam, większość tu opisałam.
Co się działo od ostatnich urodzin przywoływać nie będę, kto zaglada, ten mniej więcej wie, a i tak podsumowania jakoweś pod koniec roku kalendarzowego pewnie czynić będę.
Tymczasem częstuję Was książkowymi torcikami, jeden z nich  - makowy zamawiałam na Majorce ;-)
Krójcie sobie ile dusza zapragnie ;-)

Aby nie było jednak zbyt słodko,  oto coś do picia:
[Źródło]

Natomiast w ramach rozmów w kuluarach, może pomożecie mi się zdecydować, którą z książek teraz czytać, bo biblioteczne mam już za sobą.

Pozdrawiam złotojesiennie!

środa, 9 października 2013

"Sonieczka" Ludmiła Ulicka

 O autorce:
Wyd. Philip Wilson 2004

  • ur.1943.
  • z wykształcenia jest biologiem, pracowała w Instytucie Genetyki 
  • była kierownikiem literackim Żydowskiego Kameralnego Teatru Muzycznego
  • pisała sztuki, scenariusze filmowe, opowiadania i powieści
  •  jej utwory przetłumaczono na 25 języków
  • laureatka wielu prestiżowych nagród w Rosji, Francji, we Włoszech
  • uznana w Rosji za pisarkę roku 2004
  • "Medea i jej dzieci" - pierwsza powieść Ulickiej wydana w Polsce
    (czytałam, dlatego też bez wahania sięgnęłam po "Sonieczkę")

Zaczerpnięte z okładki:
  •    "Proza Ulickiej  jest początkiem wspaniałej podróży do wnętrza rosyjskiej duszy"
  •    "Czechowowska opowieść o zwyczajnej kobiecie"
  •    "Wzruszająca opowieść o różnych rodzajach kobiecości"
Ode mnie:
  •  to niewiele ponad 90 stroniczek dobrej, rasowej prozy
  • treść skondensowana, realistyczna,
  • tytułowa bohaterka - znów posiłkuję się notą z okładki, bo trafna: 
    • "dorasta w odpychajacej radzieckiej rzeczywistości w świat książek",
    • "Historia Sonieczki przypomina bajkę o Kopciuszku",
    • "prowadzi zwyczajne życie, w którym szczęśliwe chwile przeplatają się z tragicznymi. Godzi się z rzeczywistością i uważa, że dostała od życia więcej niż się spodziewała"
  • wątek historyczny (rosyjskie realia od lat 30-tych XX w.)
  • wątek polski: dzieje Jasi
  • motyw bibliotekarsko- książkowy (Sonia została bibliotekarką) 
  • kwestie psychologiczne, dramatyczne wybory, uwarunkowania losu, postawa życiowa
  • opowieść w sumie smutna, przejmująca, na wskroś rosyjska, w dobrym tego słowa znaczeniu - Dostojewski mógłby być dumny z młodszej koleżanki po piórze ;-)

    Garść cytatów:
  • "Czytanie było ulubionym zajęciem Sonieczki od wczesnego dzieciństwa, można powiedzieć od pieluch. Jej starszy brat Jefrem pierwszy żartowniś w rodzinie, lubił powtarzać, że od tego ciągłego ślęczenia nad książkami tyłek siostry  upodobnił się już do siedzenia krzesła, a nos- do gruszki" (s. 5)
  • "Czytanie  było dla niej czymś w rodzaju lekkiego obłędu, który nie opuszczał jej nawet we śnie - sny też czytała jak książki. Śniły jej się fascynujące powieści historyczne, których akcję zgadywała na podstawie typu czcionki, a wszystkie akapity i wykropkowania przeczuwała w jakiś tajemniczy sposób." (s.7)
     
  • "Po skończeniu  technikum bibliotekarskiego rozpoczęła pracę w piwnicznym magazynie starej biblioteki, dołączając do tego rzadkiego grona szczęściarzy, którzy z bólem serca opuszczają wieczorem swoje zakurzone i duszne miejsce pracy, nie zdążywszy nacieszyć się w ciągu dnia rzędami katalogowych kart, bladymi karteczkami zamówień, napływających z czytelni na parterze i przyjemnym ciężarem tomów lądujących w ich rękach." (s.8)
  • "Z czasem nauczyła się jednak odróżniać  w morzu książek fale dużych od małych, a małe - od przybrzeżnej piany, wypełniającej ascetyczne szafy z literaturą współczesną" (s.9)
    - czego sobie i Wam życzę, polecając Waszej uwadze prozę Ludmiły Ulickiej.

niedziela, 6 października 2013

Czarne mleko - do kawy po turecku

Wyd. Literackie 2011
  • Moje pierwsze spotkanie z popularną ostatnio turecką pisarką  i już mogę "przybić jej piątkę" albo mówiąc po "fejsbukowemu"  - lubię to!
  • Podtytuł: "O pisaniu, macierzyństwie i wewnętrznym haremie" - krótko i trafnie określa treść.
  • Dylemat, czy da się pogodzić pisarstwo ( i pewną niezależność) z macierzyństwem; problem depresji poporodowej w niebanalnym ujęciu.
  • Chór wewnętrznych głosów (miniaturowych kobiet, zwanych Calineczkami)  wśród których są:
    Panienka Praktyczna, Milady Ambicja Czechowska, Panna Intelekualistka Cyniczna, Pani Derwisz.
    Panie dyskutują, kłócą się, wprowadzają przewrót wojskowy. Prowadzą konwersacje i dywersję wobec swojej "właścicielki", każda chce nią rządzić.
    Później pojawiają się także Mamcia Pudding Ryżowy (dążąca do monarchii absolutnej) oraz Blue Bell Bovary (nazwa wielce wymowna). Jest także dżinn Lord Poton- uosabiajacy depresję.

    Świetny pomysł na przedstawienie tego wszystkiego, co się dzieje w naszych głowach, tych różnych cząstek naszego "ja", cech, potrzeb,  instynktów, odczuć itp.
  • Minieseje, czy felietony o kobietach - pisarkach ( nazwiska bardziej i mniej znane,bardzo ciekawe teksty)
    m.in. Zofia Tołstoj, George Sand, Sylvia Plath, Anais Nin, Zelda Fitzgerald,  Ayn Rand, Doris Lessing ( po tym, czego się dowiedziałam o noblistce - ma u mnie wielkiego niewybaczalnego minusa).
  • Proza autobiograficzna - eseistyczna ("esejowata"), bardzo osobista, kobieca, bliska.
    Bardo mi się podobało. Kiedyś na pewno też spróbuję typowej powieści pióra E. Safak.
    Są w zasobach biblioteki.
  •  Tak na marginesie: u niektórych widać, że Mamcia Pudding Ryżowy zawładnęła nimi totalnie. Nie jest łatwo, ale trzeba jednak starać się zachować równowagę między wpływami naszych własnych "Calineczek" ;-)

czwartek, 3 października 2013

Wdziera się pazdziernik...

Ze zdumieniem i niedowierzaniem zdzieram kartkę z wyimaginowanego ( bo mam tylko taki "|planszowy") kalendarza... To już trzeci października???? Niemożliwe!!!
 Oj, wdziera się ten październik, wdziera! Pazurkami w szyby skrobie i żółtoczerwone liście w ząbki chwyta. Szumi wiatrem i szeleści kartkami książek Wydziera się przy tym, że "Strofy o późnym lecie" to mogę sobie w kieszeń wsadzić! Teraz to już tylko "Jesień patriarchy" i "Jesienny koktajl"  albo  ewentualnie "Polowanie na Czerwony Pażdziernik", notabene którego autor zmarł był wczoraj.
Zanim jednak jesień na dobre zagości u nas wraz z całym dobrodziejstwem inwentarza, zdałoby się podsumować czytelniczy wrzesień.
Zatem do dzieła:

We wrześniu przeczytałam łącznie 8 książek (lista tutaj) w tym:
  •  2 własne, 
 -   z czego jedną  niemal 2 razy, a to dlatego, że Elwirka przed snem życzy sobie: "Czytaj! Filefona!" i  wspólnie z mężem czytając na głos (jak on czytał, to ja miałam wtedy "audiobooka na żywo") zrobiliśmy już 2  rundy "Przygód kota Filemona";

- 1 z nich pasowała do kategorii wrześniowej Trójki E-pik.
  • 4 recenzyjne ( 1 jeszcze nie opisana),
  • 2 biblioteczne  ( 1 z nich pasowała do wyzwania "Kapitan Żbik na topie")
Książką miesiąca zostało "Czarne mleko" Elif Safak, o której napisać chciałabym słówko  niebawem. 

Nie najgorzej wypadł wrzesień, przyznam, bo nie chodzi tylko o ilość przeczytanych książek, ale ogólnie jestem nimi ukontentowana.

Tymczasem mam nowe obiekty książkowe - biblioteczne i wygrane (w drodze).

Październik rozpoczęłam zupełnie przypadkowo:  "Sonieczka" Ludmiły Ulickiej już przeczytana.




Follow by Email