poniedziałek, 29 grudnia 2014

Klasycy dzieciom



W jubileuszowej kolekcji Wydawnictwa Nasza Księgarnia nie mogło zabraknąć klasyki. Trudno sobie wyobrazić, aby najmłodsze pokolenie nie poznawało utworów literackich takich jak, np.: „Paweł i Gaweł”, „Przyjaciele”, „Chory kotek”, „Andzia”, „Powrót taty”, „Stefek Burczymucha”, „O Krasnoludkach i o sierotce Marysi”, na których wychowywali się ich rodzice i dziadkowie. Bez znajomości tych wymienionych, jak i wielu innych tekstów kanonu literatury dziecięcej, a zarazem kanonu naszej kultury narodowej, jakże ułomne byłoby funkcjonowanie młodego człowieka w języku i rodzimych kontekstach kulturowych. 
Antologia „Klasycy dzieciom” zawiera najpopularniejsze utwory wierszem i prozą pióra Ignacego Krasickiego, Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Aleksandra Fredry, Stanisława Jachowicza, Józefa Ignacego Kraszewskiego oraz Marii Konopnickiej. Oprócz  najsłynniejszych tekstów trafiają się mniej znane, czy rzadziej publikowane. Są wśród nich łatwiejsze i trudniejsze w odbiorze.
(...)
Ciąg dalszy -----> [LINK]

wtorek, 23 grudnia 2014

Dobrych Świąt!

 
rys. Zofia Stryjeńska, Zima, ok. 1939
Gwasz., pap. 48x69,5



Niech ten świąteczny czas 
otuli Was 
ciepłem i dobrocią... 
Wesołego kolędowania!


Juliusz Słowacki - fragm. "Złotej czaszki"

Chrystus Pan się narodził
Świat się cały odmłodził...
Et mentes... 
 
Nad sianem, nad żłobeczkiem
Aniołek z aniołeczkiem
Ridentes...
 
Przyleciały wróbelki
Do Panny Zbawicielki...
Cantantes... 
 
Przyleciały łańcuchy
Łabędzi, srebrne puchy
Mutates...
 
Puchu wzięła troszeczkę,
Zrobiła poduszeczkę
Dzieciątku...
 
 Potem go położyła
I sianem go nakryła
W żłobiątku.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Najlepsze buty na świecie" - reportaże

Można pokusić się o stwierdzenie, iż polska literatura reportażem stoi. Świadczy o tym chociażby wydana pod redakcją M. Szczygła „100/XX. Antologia polskiego reportażu”, czy niesłabnąca popularność książek H. Krall, R. Kapuścińskiego,  M. Szejnert, W. Tochmana  i wielu innych znakomitych reportażystów.  Wydawnictwo Czarne wręcz specjalizuje się w tym gatunku, w ramach serii publikując coraz to nowsze teksty. Tym razem do rąk czytelników trafił zbiór „Najlepsze buty na świecie” Michała Olszewskiego. (...)(więcej - tutaj)

niedziela, 21 grudnia 2014

Zaskoczona Zawadzką ("Taka jestem i już!")

Okładka książki Taka jestem i już! 
Gdybym miała wybrać jedno słowo, którym miałabym określić wspomnieniową książkę „Taka jestem i już!” Magdaleny Zawadzkiej, byłoby to: zaskoczenie.

Po pierwsze, zaskoczyło mnie, choć zdaję sobie sprawę z upływu czasu, że słynny Hajduczek, czyli Basia z ekranizacji „Pana Wołodyjowskiego”, obchodziła w tym roku siedemdziesiąte urodziny. Dla niej czas jakby się zatrzymał, zawsze postrzegałam ją jako kobietę w średnim wieku, ale żeby już 70 lat ? Niemożliwe! Elegancja i uroda idą u pani Magdaleny w parze, a swój wygląd zawdzięcza, jak sądzę, w dużej mierze pogodzie ducha, umiarowi i dobrym genom. W książce znajduje się zdjęcie mamy aktorki – Danuty Zawadzkiej w wieku 90 lat, z adnotacją, że bez liftingów i botoksów. Naprawdę, pozostaje tylko pogratulować i podziwiać! I życzyć każdemu, by tak świetnie wyglądał jak ta pani.

Po drugie, zaskoczyło mnie, a raczej zachwyciło, że aktorka w swoich wspomnieniach posługuje się pięknym, literackim językiem, a w dodatku pisze świetne, mądre felietony na różnorodne i uniwersalne tematy. Ostatni tekst ( z 2014 r.) ironicznie odnoszący się do całkiem niedawnych wydarzeń „polityczno-społecznych”, to prawdziwy majstersztyk – naśladujący gwarę, slang i wszelkie możliwe błędy językowe.
Zawadzka to Mistrzyni Słowa. Celowo napisałam to wielką literą. Jeśli dotąd nie znalazła się w gronie Mistrzów Mowy Polskiej, to chyba najwyższa pora, by przyznano jej ten zaszczytny tytuł. Ogromną dbałość o poprawną polszczyznę wyniosła z rodzinnego domu. Rodzice wpoili jej pęd do wiedzy i potrzebę kształcenia się, dali przykład swoją postawą, mieli szerokie zainteresowania i mimo licznych obowiązków i zajęć znajdowali na nie czas. W tym przypadku nauka nie poszła w las, a skorupka nasiąkła tym, co dobre, piękne i mądre.

Po trzecie, nie miałam pojęcia, iż pani Magdalena jest zapaloną podróżniczką, która odwiedziła wiele zakątków świata. Była m. in. w Australii, w Indiach, na Alasce i w południowej Afryce, zjeździła niemal całą Europę. Z każdej z wypraw przywiozła nie tylko zdjęcia i wspomnienia, ale także cenne doświadczenia. Przygoda, kiedy to znalazły się wraz z koleżanką w bluzkach od piżamy, bez paszportu i pieniędzy na dworcu w Rumunii, bo wyskoczyły podczas postoju na zakupy (konkretnie zakup koniaku na prezent), a pociąg odjechał,  dobrze się skończyła( Jak? Przeczytajcie!).  Pokazała, że z sytuacji – wydawało by się - beznadziejnej jest jednak wyjście. To był dla aktorki „chrzest bojowy”, po którym oduczyła się leku przed nieznanym światem.

Po czwarte, nie wiedziałam, że artystka ma w dorobku role szekspirowskie, w tym w spektaklach Teatru Telewizji. Występowała m. in. jako Ofelia, Lady Makbet, czy Katarzyna w „Poskromieniu złośnicy”, grała tytułową rolę w „Beatrix Cenci”. Oprócz tego wcieliła się w mnóstwo innych postaci.
Gdybym miała wskazać role, z którymi najbardziej mi się kojarzy, to z pewnością byłyby to... gwiazda „bigbitu” z „Wojny domowej” oraz... pani Malinowska, stomatolog, matka trójki dzieciaków z filmu „ Mów mi Rockefeller” i „Goodbye Rockefeller”.
Nie zawsze też pamięta się o udziale Zawadzkiej w programach rozrywkowych i występach w kabaretach „Owca”, „Dudek” i '”Pod Egidą”.

Po piąte, Zawadzka przez wiele osób postrzegana jako „żona Gustawa Holoubka” udowadnia, że sama w sobie jest postacią ciekawą, wartościową i godną uwagi. To kobieta z klasą, inteligentna, utalentowana, a przy tym skromna. Pięknie opowiada o swoim dzieciństwie, młodości i późniejszym życiu, dojrzałości, rodzinie, karierze, żałobie. Nie plotkuje, dzieli się swoją historią, doświadczeniem i przemyśleniami.

Taka jestem i już!” to rozszerzone, poprawione i uzupełnione wydanie książki „Kij w mrowisko” z 1999 r., zawiera felietony drukowane w latach 1995 – 1999 w miesięczniku „Kobieta i Styl”, fotografie m.in. Zofii Nasierowskiej i Chrisa Niedenthala oraz reprodukcje okładek czasopism z wizerunkiem Magdaleny Zawadzkiej. Miło się ogląda różne oblicza aktorki na przestrzeni lat.

Muszę przyznać, że do tej pory moja wiedza na temat osoby i znajomość dokonań Zawadzkiej były znikome, teraz – czuję się doprawdy zbudowana i pełna podziwu dla jej wspaniałej osobowości. Polecam zapoznać się również.


Za wartościową lekturę dziękuję Wydawnictwu Marginesy, które zadbało również o pozytywne wrażenia estetyczne, a to za sprawą solidnej i barwnej okładki.
 

niedziela, 14 grudnia 2014

Podwójny, a nawet potrójny Elf, w sam raz na Gwiazdkę!

Szczerze przyznam, że nie przepadam za psami, ale jeszcze parę książek Marcina Pałasza i będę musiała to odszczekać... Zdaje się, że całkiem przypadkiem zostałam fanką serii o Elfie - przygarniętym ze schroniska psie o wielkich uszach, ogromnym sercu i wcale nie małym rozumku.

Oto moje opinie na temat "elfowych" książeczek (linki):














 








środa, 10 grudnia 2014

Granaty, brokuły i figa z makiem

To, że Elwirze nie smakował granat, przyjęłam ze zrozumieniem, ale tym, żeby Adela ( niewtajemniczonym wyjaśniam: kotka)  ze smakiem spałaszowała kawałek brokuła (gotowanego)  to się szczerze zdziwiłam...
Czytam sobie to i owo, genialną książkę o geniuszach lwowskiej szkoły matematycznej na przemian ze wspomnieniami i felietonami Magdy Zawadzkiej, poczytuję reportaże z Czarnego i dokarmiam się poezją Gałczyńskiego...

Przedświątecznie- zastój totalny. Sprzątać ponad normę nie zamierzam, zakupy poczynimy, coś upichcimy.. .(na wynos, bo wyjeżdżamy - najpierw do moich-  na "jedyny słuszny barszcz wigilijny", a nie żadne grzybowe ciapy czy czerwone z uszkami- dla mnie totalnie nie na tę okazję, potem już u "tubylców" - II dzień posiedzimy, choć ja to bym poleżała w ciszy z książką pod choinką...) 
Jakoś ogarnę, choć na razie z przygotowań  figa z makiem. Nic mi się nie chce, po co to wszystko...



wtorek, 9 grudnia 2014

Au...! Kryminał!

Okładka książki Autorka"Autorka" M.Ulatowska, J. Skowroński
 

Był  już "Literat" ( swoją drogą, nie przypadł  mi do gustu), przyszła pora na "Autorkę"...
Sięgając po nią upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu.  Zapoznałam się z kolejną książką pióra Jacka Skowrońskiego, którego powieści kryminalno-sensacyjne jak jedne z nielicznych tego gatunku czytuję oraz wreszcie spróbowałam prozy pióra Marii Ulatowskiej, przemiłej pisarki "od sosnowych dworków" ;-)

Trochę trudno mi sobie wyobrazić takie pisanie na spółkę, gdy każdy z autorów ma swoje pomysły, inaczej widziałby pewne kwestie, czy rozwiązania. Tu jednak państwo się dogadali znakomicie, skoro efektem jest  taki oto kryminał obyczajowy/ "obyczaj" kryminalny. Nie jestem znawczynią gatunku, ale jako zwykłej  czytelniczce -   bardzo mi się podobało.
 W różnych dziwnych okolicznościach giną czytelniczki pewnej poczytnej pisarki... Ona sama jest osaczana przez tajemniczego osobnika... Śledztwo prowadzi nadkomisarz Zawada ( taki troszkę "mankellowy"), pomaga mu profilerka...  Wszystko się gmatwa, to spraw zawodowych dochodzą problemy osobiste. Ważną rolę odgrywa obraz podarowany przez przyjaciela  bohaterce... 
W fabułę zagłębiać się nie będę, bo odbierać przyjemności lektury nikomu nie zamierzam. Powiem tylko, że najpierw myślałam, że już wiem kto za tym wszystkim stoi, potem jednak autorzy skutecznie zbili mnie z tropu, by w zakończeniu totalnie zaskoczyć.  Może ja się nie znam, powtarzam, ale wciągnęło mnie na tyle, że stwierdzam,  iż takie literackie duety obyczajowo-kryminalne to mogłabym czytać częściej ;-)
 I tak czytam różne opinie, a  w jednej z nich była mowa o tym, że doskonale widać, kto z autorów napisał  dany fragment, rozdział,  że "nie starali się zrównoważyć różnic w sposobie narracji i kreacji bohaterów". Ja akurat nie dzieliłam tekstu, co spod czyjej klawiatury wyszło, wszystko mi w jedną dobrą ( oczywiście zróżnicowaną) całość się łączyło.Moim zdaniem, nawet gdyby całość napisała jedna osoba i napisała  to dobrze, to te różnice w narracjach i kreacjach też być powinny. Skoro zamysł książki opiera się na przedstawieniu kilku perspektyw, różnych punktów widzenia, to siłą rzeczy  inne będą fragmenty o komisarzu policji, inne o autorce romansów, a jeszcze inne o psychopacie.
 Nie ma co rozkładać na czynniki pierwsze, trzeba przeczytać. Dla zwolenników rozrywki z dreszczykiem idealne!

sobota, 6 grudnia 2014

Ona temu winna....

Okładka książki Stulecie WinnychPrimum non nocere tak brzmi  naczelna zasada etyczna w medycynie. Tymczasem pewna lekarka: doktor nauk medycznych, specjalista neurolog i epileptolog przyczyniła się do tego, że się nie wyspałam, co odbiło się niekorzystnie na mojej cerze i samopoczuciu, nadwyrężyłam wzrok,  rytm serca zaburzył, a ciśnienie skakało jak piłka na trawie. Ona temu winna... Autorka  książek dla dzieci oraz kilku znakomitych  powieści,  z których jedną, a właściwie jej  pierwszy tom,  miałam okazję przeczytać, a wręcz pochłonąć, bo nie mogłam się oderwać od lektury...  - Ałbena Grabowska.
Zaznaczam, że zbieżność nazwisk - przypadkowa.

"Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli" to pierwsza część przepięknej i pełnej emocji sagi, rozpoczynającej się w przededniu I wojny światowej i snującej się przez kolejne lata aż po wrzesień 1939 r. Kolejne tomy obejmą dalsze losy bohaterów, w końcu ma to być tytułowe "stulecie". Osią powieści są dramatyczne dzieje rodziny Winnych oraz innych mieszkańców Brwinowa i okolic. Pisarka obok postaci fikcyjnych umieściła autentyczne np. rodzinę Iwaszkiewiczów,  S. Lilpopa, doskonale namalowała obyczajowe i historyczne tło. Wszystko wydaje się niesamowicie wiarygodne, nawet mimo dodania szczypty realizmu magicznego (Ania  ma nadprzyrodzony dar - "widzi" przyszłość). Powieść zaczyna się od burzy z piorunami, a potem - jest również burzliwie. Wojna i epidemia odciskają cię mocnym piętnem na familii bohaterów, przeżywają  oni cały wachlarz emocji, doświadczają (trochę patetycznie to zabrzmi, ale trudno) wichrów namiętności, dźwigają  ciężkie brzemię strasznych tajemnic.
Widoczne wpływy twórczości G.G.Marqueza  akurat świadczą na korzyść "Stulecia...", Ha, już sam tytuł zawiera nawiązanie, jeśli nawet nie celowe, to bardzo udane.

Mogę powiedzieć, że tę fascynującą książkę czytałam nie z duszą, ale z sercem na ramieniu, a potem długo nie mogłam się otrząsnąć po wyjściu ze "świata przedstawionego". Jeszcze chyba nigdy nie czekałam na drugi tom z taką ochotą jak w tym przypadku. Dla mnie jest to powieść "okrągła", w której wszystko jest comme il faut, dopracowane i niesamowicie sugestywne, prawdziwe, przejmujące i trzymające w napięciu. Dla takiej literatury warto zarwać noc!

Cieszę się, że w końcu sięgnęłam po twórczość pani Ałbeny. Pierwsze spotkanie na pewno nie będzie ostatnim, bo już  po jednej książce  przekonałam się o jakości jej prozy. 
Wszystkie tomy "Stulecia..." po prostu MUSZĘ przeczytać, ale i jestem na tyle zaintrygowana, by spróbować także innych tytułów - kto wie, może są równie dobre... ;-)



środa, 3 grudnia 2014

Zupa - do zlewu

Przepraszam, jeśli kogoś zwiódł powyższy tytuł, bo nie będzie to wpis o kulinarnej porażce , czy przygodzie w kuchni lecz notka dotycząca "Zupy z ryby fugu" Moniki Szwai.

Okładka książki Zupa z ryby fugu
SOL 2010
Albo "wyrosłam"  z książek tej autorki, albo trafiłam na słabszą pozycję, bo wrażenia mam mętne i mieszane. Na początku zupełnie mnie nie wciągało, tak brnęłam niemal do setnej strony, jakieś takie "głupkowate" wszystko było. Potem jakoś szło, ale szału nie było, sama końcówka ujdzie - już chyba typowe dla Szwai- zamieszanie i rozwikłanie - uff, koniec.
Generalnie powieść koncentruje się na tematyce posiadania potomstwa i różnych metod jego "pozyskania", w tym in vitro,  zatrudnienie surogatki. Tak trudną i poważną problematykę można "ugryźć" w lekki, nawet komediowy sposób, ale w tym przypadku  - moim zdaniem - to nie  wyszło. Głupkowaty chaos i pięć grzybów w barszcz. Niby dobrze się skończyło, ale ani przesłania, ani jakieś wyraźnej idei w tym nie znalazłam. To, że trzeba wypić piwo (zjeść zupę), którego się nawarzyło, to już wiadomo od wieków.
O ile próbom i staraniom jednej z bohaterek "Z jednej gliny" L. Fabisińskiej, nawet gdy są one karykaturalnie przesadzone, kibicujemy z sympatią, to Anita Dolina - Grabiszyńska z domu Pindelak, nie tylko sympatii nie wzbudza, a wręcz irytuje. Z całkiem niby poukładanej babeczki stała się rozhisteryzowaną  chorągiewką na wietrze, która ulega różnym sugestiom, lata jak postrzelona między kliniką a kościołem, i choć oczywiście można i trzeba zrozumieć jej pragnienie dziecka, to nie sposób oprzeć się stwierdzeniu, że jej to "padło na mózg". 
W ogóle mało która z postaci występujących w tej powieści przypadła mi do gustu. Pojawiają się tu "znajomi" z innych książek ("Gosposia prawie do wszystkiego", "Anioł w kapeluszu" - to akurat dalsze dzieje od wydarzeń z "Zupy..."). Bohaterowie są tacy albo - albo. Albo chodzące anioły, albo "megiery", albo jeszcze "ciapy". Naprawdę nietrudno podzielić na dobrych i złych. I nie mogę się pogodzić z tym, że nauczyciel akademicki wykładający literaturę staropolską jest zarazem taką...zarazą wredną, fuj.
Wiecie co, różne bywają nazwiska, ale natężenie takich nietypowych na metr kwadratowy u Szwai jest już irytujace: Pindelak, Trumbiak, Wiesiołek. Z imionami też niezła jazda: Cyprian, Miranda, Światopełk, Bożysław... Lonia (Leokadia). Może jakoś utrwalają się jak tak pałętają się po różnych powieściach, ale na dłuższą metę to mi jakoś nie pasują.
Generalnie lubię twórczość tej  szczecińskiej pisarki,  jej poczucie humoru, ironia, ciepło.  Tym razem jednak nie trafiły do mnie.
Co ja będę dłużej wydziwiać, nie smakowała mi ta "Zupa...

wtorek, 2 grudnia 2014

Siedem pytań do... (


Dopadło mnie ;-)  Na szczęście nie przeziębienie, ale miłe wyróżnienie. Liebster Blog Award.
Bardzo dziękuję.
Zostałam wskazana przez Agatę Adelajdę, która m.in. zachęca do lektury książek nieoczywistych.

Zapraszam na wyzwanie:

Kto jeszcze nie był na "Setnej stronie", niech zajrzy, polecam.
Tymczasem cieszę się, że to tylko siedem, a nie sto pytań do... ;-) i już zabieram się za odpowiedzi:


  1. Czy masz czytelnicza wishliste i co się na niej znajduje?
     Zapraszam do zakładki "Przeczytałabym...". Nie wszystko, co mi wpadnie w oko tam notuję, na pewno nie wpisuję tych tytułów, które chcę w   ramach współprac recenzyjnych. Sporo "zachcianek" udało mi się zrealizować, teraz już tylko dopiski robię, wczesniej kasowałam tytuł, a szkoda, bo sama bym mogła zobaczyć, ile udało mi się z tych  moich czytelniczych życzeń spełnić.
  2.  Pierwsza samodzielnie przeczytana książka?
    Czytać uczyłam się na starym kalendarzu i klockach z literkami. Pierwszej książki nie pamiętam, ale miałam ich sporo, cała masa "Poczytaj mi, mamo"i wiele innych.
  3.   Najlepsza ekranizacja?
    Nie mam szczególnie ulubionej. Lubię np. "Śniadanie u Tiffany'ego ( choć nie do końca tożsame z książką), podobały mi się  lektury na ekranie ( typu"Potop", "Pan Tadeusz", "Przedwiośnie" )W ogóle  to ja "mało filmowa" jestem.  Nie lubię, gdy ekranizacja znacznie odbiega od pierwowzoru.  Bywa, że są i takie,  lepsze od książki ( np. wolę film "Forrest Gump" niż powieść W. Groome'a o nim))W ogóle  to ja "mało filmowa" jestem. 
  4.   Co robisz w wolnym czasie (oprócz czytania)?
    Piszę opinie/recenzje/inne teksty. Oglądam tv ( coś lekkiego i nawet "głupawego" do prasowania,  programy muzyczne, Teatr TV, rzadko filmy). Poza tym mało mi totalnie wolnego czasu zostaje.
  5.   Jakie czasopisma czytasz?
    Yyyyyy, prawie żadne. Wyjąwszy lokalną prasę przeglądaną w pracy (prenumerowana) i "Wspólnotę" ;-)  W domu nieraz pojawia się "Magazyn Świnka Peppa" ;-)
    Swego czasu kupowałam regularnie "Świat Kobiety", teraz sporadycznie różne tytuły, zdarza się "Twój Styl", "Zwierciadło", "Książki", "Viva!"
    , ale ostatnio dawno nic.  O, zapomniałabym, nie ciągle, ale czasem prenumeruję sobie "Sielskie życie", cudny dwumiesięcznik. Czytam też jeden magazyn w elektronicznej formie, mianowicie "Obsesje".
     

  6. Czy masz taki swój ulubiony film, który oglądasz po sto razy?
    Po sto, to nie, ale z przyjemnością wracam ( choć nie za każdym razem jak nadają) do następujących tytułów(kolejność nie ma znaczenia):
    "Śniadanie u Tiffany'ego", 
    "Forrest Gump", "Czekolada", ""Kate i Leopold", "Miasto Aniołów", "Kogel -mogel" i  "Galimatias", "Fuks"... pewne o czymś zapomniałam...

  7.   Jak określisz siebie jednym słowem? (i czy w ogóle się da;)
     I. Czytaczka ;-) albo "Kraciasta" (wersja z humorem)
     II. Co mam napisać?  Czytelniczka? Sumienna? Mama? Kociara? Nie da się, bo wszystko zależy od punktu widzenia i sytuacji. (wersja na serio)

Dziękuję za uwagę, tym razem poczynię rzecz"haniebną" i nikogo nie nominuję, bo mam wrażenie, że już naprawdę każdy, ze znanych mi blogów był już na tapecie, nie mam pomysłów na pytania.
Jeśli zmienię zdanie, to dopiszę  co i jak ;-)

Paa!


Follow by Email