poniedziałek, 30 marca 2015

Notatka w kratkę nr 2/2015, o ile dobrze pamiętam

Palce mnie świerzbią, żeby coś napisać, no to sobie napiszę notatkę w kratkę, a może dla odmiany w kropki. Nie żebym nie miała co robić! Bynajmniej! Czeka blacha po czipsach z jarmużu (przepis z Kącika z Książkami) do umycia, spodnie (w kratkę!) do podszycia, sporo jeszcze spraw by się znalazło. Tymczasem zmiana czasu i wiosenne przesilenie wywołało u mnie rozdrażnienie połączone z roztrzepaniem, którego nie da się uspokoić czytaniem.
Zbierałam powoli tematy, o których chciałam napisać, ale jakoś mi poumykały... Może to i dobrze? A może czas na preparaty wspomagające pamięć i koncentrację? Ostatnio i tak bywam zbyt często w aptece, ech...
Spróbuję wykrzesać co nieco z szarych komórek. Zatem, co ja porabiałam ...
  • W dni, kiedy było dość ciepło, uruchomiłam program: Windows. Wersja dla nieperfekcyjnych. Czyli bez rajstop i gliceryny. Działało, tylko firanka się zawiesiła..
  • Kuchenne (r)ewolucje albo"wege" w rytmie "rege":
- Placuszki z kaszy jaglanej i twarogu, z brzoskwiniami  - przepis pozornie wyglądał na szybki, łatwy i przyjemny. W praktyce jednak okazało się, ze trzeba go zmodyfikować, bo przy pierwszej partii smażenia rozległo się "Houston, mamy problem". Co ciekawe, nie tylko ja zmagałam się z takimi placuszkami, i to w tym samym dniu! Swoimi przejściami, pomysłami i efektami dzieliłyśmy się, niemal na bieżąco na fb ( tak to jeszcze nie gotowałam!)
- Zielony mus:  jarmuż, seler naciowy, kiwi, jabłko, blender. Witaminy. Pychota. (zdjęcie bodajże dwa -trzy posty niżej)
- Trójkąty z ciasta francuskiego z nadzieniem ze szpinaku i białego sera - chrupiąca kolacyjka z tego, co zostało z dnia poprzedniego.
  • Teatr Telewizji - żelaznym punktem programu!  Znakomita "Amazonia" i  świetna "Zabójcza pewność". Kto nie oglądał, niech łapie powtórki.
    Koncert Galowy PPA we Wrocławiu - atmosfera wojny... pieśni zacne, o wykonaniach można dyskutować.
    Skoro już jestem przy  tv -  z utęsknieniem czekam na co piątkowe wytchnienie  przy przezabawnym "O mnie się nie martw" ( "Kaszubo, Kaszubo, Kaszubo mecenasie. Są między nami rachunki krzywd, których prawdopodobnie panu nigdy nie zapomnę" ,"Wąż boa cętkowany w pręgi" , "Iguniu, światłości moja" - teksty Krzyśka (w tej roli fantastyczny Paweł Domagała) mogą doprowadzić do łez... ze śmiechu)
  • Miałam urodziny. Kocyk dostałam, aby stare kości pod nim wygrzewać :-)
  • Mysz na szydełku wydziergałam. Koślawa i kłapoucha, ale własna.
  • W radiu raz piosnkę W. Młynarskiego ("Nie ma jasności w temacie Marioli") słyszałam, niby nic dziwnego, ale tak jakoś to "made my day". I jeszcze audycja Klub Trójki była jego tekstom poświęcona, uszka się cieszyły :-)
  • Dywan eksmitowałam, pluszaki w zamrażarce trzymałam - walka ze świeżo rozpoznaną alergią rozpoczęta.
  • Poprawiałam literki.
  • Czytam w międzyczasie, mało, ale da się. Lista w stosownej zakładce stale się powiększa. Reaktywowałam na użytek własny Marzec z Marią. Kuncewiczową. Kiedyś będzie notka o tym.
  • Wściekłość i wrzask. Psychopata i samolot. Naprawdę nie muszę czytać/oglądać thrillerów. Wystarczą wiadomości z kraju i ze świata. I tak mam aż po kokardę.
  •  Chyba będę obchodzić w tym roku prawosławną Wielkanoc, bo teraz się nie wyrobię, a oni mają tydzień później ;-)  Nastawić przypominacz - rzeżucha! jajka!! święconka!!! 

  • To są punkty awaryjne- gdyby coś mi się przypomniało...
  • A teraz mam ochotę skasować wszytko powyższe, ha!


PS. Kwiecień planuję z literaturą czeską i królikami.
Maj - może klasyka? A może inny pomysł? :-)


wtorek, 24 marca 2015

Atrakcyjne ilustracje... biblijne E. Kidackiej


"Biblia dla dzieci w obrazkach przeznaczona jest dla najmłodszych dzieci (przedział wiekowy 0-6 lat)"
 
"Elżbieta Kidacka na kanwie biblijnych opowieści stworzyła niesamowicie zajmujące, zabawne, barwne, pełne szczegółów obrazki.  Naprawdę, jest co oglądać! "

"Obejrzenie wszystkich szczegółów, dokładne przyjrzenie się wszystkim postaciom, zwierzętom, budowlom itp. wymaga nieco czasu i uwagi. Nieraz zaskoczy nas jakiś „mistrz drugiego planu”, mina postaci, czy scena rozgrywająca się w tle".

Całość mojej recenzji tutaj.







Jakość zdjęć słaba, ale da się co nieco obejrzeć :-)






piątek, 20 marca 2015

Wiosną stosiki rosną :-)

Wydaje mi się, że całkiem niedawno był stosik z suplementem, a tu się uzbierała spora kupka... Zatem nadszedł czas zaprezentować zbiory.
Źródła przeróżne:  recenzyjne ( tylko 4), wygrane, z antykwariatu, kupione i otrzymane.
W sumie 23 sztuki.
Już widzę, że zapomniałam ułożyć do zdjęcia "Człowieka w cieniu" E. Rylskiego, przecież był w cieniu...
Czyli 24.
I jeszcze są u nas nowe "Opowiadania dla mojej córeczki o kucykach", bo okładka taka różowa była...
Ostatecznie: 25.
Poniewczasie zorientowałam się, że "Gniew" to 3 część trylogii. Serię kompletujemy rodzinnie, potem będziemy się wymieniać.
 A tu taka mała przekąska warzywno-owocowa, z okazji wiosny:
:-)

środa, 18 marca 2015

"Wiadomość" T. Jansson

b6679b80f5
Jeśli ktoś ostatnio zaglądał na mój blog, mógł sobie pomyśleć, że się obijam, bo wieje pustką... Tymczasem cały czas czytam i piszę, ale "na wynos".  Oto kawałek mojej wypowiedzi o tomie opowiadań fińskiej pisarki, którą warto "odmuminkować" :-)

Nie będę oryginalna, ale zacznę od tego, że Tove Jansson kojarzymy najczęściej z Muminkami. Tymczasem ograniczać jej twórczość tylko do popularnych na całym świecie opowieści o sympatycznych trollach i ich przyjaciołach, to jakby jeść sałatkę warstwową i nie sięgnąć głębiej do dna salaterki. Fińska pisarka, malarka, ilustratorka, autorka komiksów pisała również dla dorosłego odbiorcy. Była w tym naprawdę znakomita – to mistrzyni krótkich form. Podobnie jak Alice Munro, ale to dwa zupełnie inne literackie światy. Spotkałam się z prozą obu pań i przyznam szczerze – wolę Tove Jansson. (...)

Całość recenzji znajdziecie tutaj:

niedziela, 15 marca 2015

Rozpiska, czyli stan realizacji książkowego wyzwania/edit/ stan na dziś



1.      Więcej niż 215 stron. (niemal każda, którą czytam) np. Dom tęsknot, Piotr Adamczyk
2.      Autorem jest kobieta    np. Magdalena Kawka -Wyspa z mgły i kamienia
3.      Została wydana w 2015 r.  np. Vintage… S.Gloss
4.      Ma smutne zakończenie. Głosy Pamano
5.      W tytule – nazwa miasta Berlin, późne lato
6.      Film oparty na książce  Stulatek, który wyskoczył przez okno… J.Jonasson
7.      Ma więcej niż 100 lat.
8.      Oparta na prawdziwej historii - biografia "Astrid Lindgren"   ( w trakcie)
9.      Ma tylko jedno słowo w tytule.  Azazel/Macocha/Szeptucha
10.  Autor ma takie same inicjały jak ja.  (coś pióra Ałbeny G. ) ;-)
11.   Została wydana w roku moich narodzin
12.  Ma co najmniej 2 autorów Próba miłości. Jak pokochać cudze dziecko, K i J. Klejnoccy
13.  W tytule jest imię.  Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna
14.  Autorem jest mężczyzna. Boris Vian, Piana dni
15.  Miałam przeczytać w szkole, ale się nie udało (Co miałam, to przeczytałam, ale jest coś, co obecnie jest lekturą, a ja nie znałam) Chłopcy z Placu Broni F. Molnar
16.  Napisał ktoś przed 30.  Weronika Murek, Uprawa roślin…
17.  W tytule jest kolor.
18.  Przeczytana w jeden weekend Performens
19.  Nie ma w niej ludzi.
20.  Typowy romans.
21.  Poradnik ( tu będzie problem)
22.  Historyczna lub polityczna Lubonie. Powieść z X wieku. J. I. Kraszewski
23.  .W języku angielskim   Nie przewiduję wcale. Wpiszę sobie inne hasło ;-)
24.  Epistolarna.
25.  Autor pod pseudonimem.
26.  Akcja rozgrywa się podczas wojny. Śpiewaj ogrody
27.  Główny bohater ma imię na tę samą literę co ja.
28.  Akcja nie dzieje się w Europie. Dziewczęta i kobiety, A Munro ( Kanada)
29.  Zaczęłam kiedyś czytać, ale nie skończyłam.

15/29 ;-) 

Korekta!!!Dwa razy pojawiło się hasło "Akcja nie dzieje się w Europie". Szkoda, że nie jest tych punktów jednak równe 30, ale zawsze można coś sobie dopisać ;-)

15.03. - dodaję zrealizowany punkt nr 28 oraz zgłaszam, że realizuję punkt nr 8 - biografia jest oparta przecież na prawdziwej historii :-)
Zatem mam 17/29.

  PS. Chyba wywieszę tabliczkę "Remanent".

niedziela, 8 marca 2015

"Śpiewaj ogrody" P. Huelle

Tę książkę otrzymałam w ubiegłym roku na urodziny, w dodatku z dedykacją i autografem. Cóż, długo kazałam jej czekać na półce. Była to wyjątkowa i wyczekiwana lektura. Tym razem będą  o niej tylko hasłowe zapiski.
"Śpiewaj ogrody" to powieść rozbrzmiewająca muzyką Wagnera, poezją Rilkego, kaszubską mową pana Bieszka.
Literacki kontrapunkt.
Ogród nie plewiony, w którym różne wątki kwitną.
Kuferek z opowieściami.
Wspomnienia  chłopca ( jego własna "partytura życia") - przyczynkiem do snucia opowieści. Bohater po przeprowadzce, po paru latach powraca do domu, w którym się wychowywał, mieszkająca tam nadal pani Greta, Niemka -opowiada.
Dzieje małżeństwa Grety z Ernestem Teodorem von Hoffmannem.
Historia odnalezienia opery Wagnera "Szczurołap... i jej rekonstrukcji.  Kompozycja Pieśń dla Grety na podstawie poezji Rilkego.
"Dziennik Francuza" - pamiętniki Francoise'a Venancourta, ongiś zamieszkującego posesję przy Polankach (Dom Hoffmanów); zbrodnie sprzed lat  /ten wątek znacznie ubarwia fabułę/
Sopocka Scena.
Przedwojenne niepokoje i wojenna zawierucha.
Altowiolista Fox.
Ojciec bohatera i pan Bieszke.
Szczury.
Kaszubskie obyczaje.
Wielokulturowość.
Wolne Miasto Gdańsk.
Muzyka. Miłość. Przyjaźń. Pasja. Pamięć.

Proza misterna,  kunsztowna, poważna, trudna, wymagająca skupienia, a mimo to wciągająca. Przenosząca czytelnika w opisywane miejsca i czasy.

Są głosy, że to powieść przegadana, ciężkostrawna, że bigos... Mi akurat smakowało :-)
Tylko okładka jednak nie bardzo mi pasowała... Sama w sobie ładna, ale po przeczytaniu książki, stwierdziłam, że jest zbyt lekka w odniesieniu do treści.

Na pewno nie do każdego trafi taki styl. To jednak coś zupełnie innego niż "Weiser Dawidek" - chyba najbardziej znana i lubiana powieść Huellego.
Przede mną jeszcze "Ostatnia wieczerza" - już ładnych kilka lat okupująca miejsce na regale.

piątek, 6 marca 2015

"Uprawa roślin południowych metodą Miczurina" W. Murek


Wiosna idzie... ledwo patrzeć, a "zazieleni się, urośnie kilka  drzew, niedojedzony chleb w ustach zdąży się rozpłynąć...".
Może by tak pomyśleć o ogródku, posiać koperek i rzodkiewkę...albo zabrać się za uprawę roślin południowych.... 
Książka Weroniki Murek nam w tym raczej nie pomoże, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo :-)

Ta książka przyciągała mnie niczym magnes, odkąd tylko ujrzałam ją w wydawniczych zapowiedziach. Zahipnotyzowała mnie zaprojektowana przez Iwonę Chmielewską, intrygująca okładka. Widnieje na niej, na tle ciemnego lasu, kobieca postać z udrapowanym na głowie białym materiałem, przypiętym szpilką wprost do czoła, w wełnianym swetrze robionym w warkocze. Spogląda ona dziwnie, jakby groźnie, czy może raczej podejrzliwie spod swojego ni to welonu, ni to całunu… Skojarzenia powiodły mnie jednak ku malarstwu flamandzkiemu - polecam zerknąć na obraz „Portret kobiety” Roberta Campina. 
Zafrapował mnie również tytuł. Jak się okazuje, nie ma on nic wspólnego nie tylko z ogrodnictwem, ale również wcale się nie wiąże z treścią siedmiu opowiadań zamieszczonych w tym zbiorze (...)

Całość moich wynurzeń znajduje się  tam:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/recenzje/749-weronika-murek-uprawa-roslin-poludniowych-metoda-miczurina-wydawnictwo-czarne

czwartek, 5 marca 2015

"Dom tęsknot" P. Adamczyk

"Otwórzmy więc ich drzwi, zajrzyjmy im do wnętrza.
Tu tyle różnych spraw nawarstwia się i spiętrza."

Te słowa piosenki ze słynnego radiowego słuchowiska "Rodzina Poszepszyńskich" autorstwa J. Janczarskiego ciągle  kołatały  się  mi w głowie, gdy czytałam "Dom tęsknot", drugą powieść w literackim dorobku Piotra Adamczyka - dziennikarza, filozofa, poety. Z tym, że opisywana przez niego rodzina nie była "jak wiele innych rodzin", a poznaliśmy ich nie tylko "w niedzielę i na co dzień", ale także na tle historyczno-społecznych wydarzeń XX wieku oraz relacji polsko-niemieckich. To także rodzina w szerszym pojęciu - a mianowicie: lokalna społeczność mieszkańców kamienicy, których tak wiele dzieli i jednocześnie - tak dużo łączy. I tu przychodzi na myśl serial "Dom"
Takie skojarzenia, czy porównania jednak zbyt wiele nie wyjaśniają, bo każdy wędruje swoimi ścieżkami odwołując się do własnych czytelniczych, filmowych oraz innych, kulturowych doświadczeń.  Każdemu   powieść może otworzyć zupełnie inne szufladki, uchylić inne drzwi...

Właśnie, drzwi... Na dość ciemnej okładce widnieje księga, a w niej - niczym w domu -  częściowo otwarte drzwi, przez które wymyka się smuga światła. U góry snuje się dym, ale nie z komina. Skąd ten dym - wyjaśnienie znajdziemy już w pierwszym akapicie. Ponoć "rękopisy nie płoną", ale suche z upału i starości, ponadstuletnie księgi - owszem. Tytułowy dom, poniemiecka kamienica na wrocławskich Krzykach, jest jak otwarta księga. Każde mieszkanie, pokój, piwnica ma swoją historię i sekrety. Podobnie jak lokatorzy - różnego pochodzenia, statusu, wyznania i poglądów - każdy z nich snuje własną opowieść, zapisując kolejne karty księgi swego żywota.

"Dom tęsknot" to sentymentalna, wielowątkowa, pełna tajemnic i wzruszeń, urzekająca opowieść o powojennym Wrocławiu, o skomplikowanych losach tamtejszych mieszkańców, zarówno autochtonów jak i repatriantów. O miłości. O dzieciństwie i dorastaniu. O konfrontacji z mitami i stereotypami. O poszukiwaniu legendarnego Kielicha Lutra (odpowiednik świętego Graala) i jego strażnikach. O spełnionych marzeniach i rozczarowaniach.O pamięci. O tęsknocie.
Bo tęsknić można nie tylko za tym, co było, ale także za tym, co dopiero będzie....

Każdy z bohaterów za czymś lub za kimś tęskni. Piotr - za  śliczną Laurką z sąsiedztwa,  Rozalia Smokowa- za lepszą egzystencją, pan Teofil  - za  ojczystymi Kresami, panna Julianna -  ciągle czeka na  powrót ukochanego Fryderyka, Wieczne Potępienie - wbrew rozwiązłym pozorom - szuka  stabilizacji...  I tak po kolei można by wymieniać... W powieści nie znajdziemy jednak melancholijnych wynurzeń i gorzkiego rozpamiętywania, ani rozrachunku na serio z przeszłością. To raczej "rozrachunek"  ironiczny, z dystansem. Takie może nieco inne spojrzenie na sytuację Niemców i Polaków po wojnie, zwłaszcza na tzw. Ziemiach Odzyskanych oraz  świetnie opisane czasy PRL.

Powieść składa się z 76 dość krótkich rozdziałów, które choć razem tworzą spójną całość, same w sobie stanowią miniaturowe całości - zgrabnie ułożone, zakończone puentą, zawierają historię dotyczącą danej osoby,  czy konkretnego zdarzenia. Napisane są lekko, z humorem, czasem jakby z przekąsem...  Nawet o poważnych sprawach,  w niczym im nie ujmując. Jakby "odbrązawiając" trudne tematy związane z wojną tożsamością narodową, itp.
Już wybrane przykładowo tytuły sporo mówią:  "Moja matka poniemiecka",  "Życie powszednie muru berlińskiego", "Hitler leży pod jabłonią", "Przypadek metafizyczny pojemnika na mączkę sago", "O wuju, co się utopił w arbuzie"  "Zmiana wśród domowych wariatów", "Historia z ponurym kotem", "O wyższości faszyzmu nad wampiryzmem"...  Mnóstwo tu anegdot, dygresji, wspomnień, opowieści i ciekawostek. Dobrze byłoby też przygotować sobie zawczasu notesik, by wyłowić celne zdania, aforyzmy.
Narracja ma formę retrospekcji. Bohatera, który "nam opowiada", poznajemy w momencie, gdy po dokonaniu "małej inkwizycji domowym sposobem"  udaje się na zaleconą psychoterapię i  zaczyna się otwierać wspominając dzieciństwo, rodzinne opowieści...
Gatunkowo mamy tu wszystkiego po trochu -  warstwa obyczajowa, historia, przygoda i sensacja, miłość, zbrodnia i zagadka. Do  tego świetny styl, wyobraźnia, poczucie humoru. Wszystko w proporcjach idealnych, zapewniających wciągającą lekturę i rozrywkę. Jednocześnie to mądra proza, z której  każdy może wynieść coś,  o czym wcześniej nie wiedział i  wyłuskać dla siebie jakieś literackie "smaczki".

Po tej powieści zostają dobre wspomnienia, choć nie opowiada ona o samych dobrych sprawach. Do tej książki naprawdę chce się wracać. Można ją otwierać na przypadkowej stronie i czerpać przyjemność z czytania kolejnych pięknych zdań.  Pisząc  te słowa, właśnie sobie ją podczytuję. Napawam się smakiem tej prozy. Naprawdę, nie spodziewałam się, że "Dom tęsknot" tak mnie zachwyci i zajmie. Nie sposób oddać całej specyfiki tej powieści, jej  niepowtarzalnego kolorytu, wyrazistości postaci, barwnego nurtu opowieści. Po prostu trzeba przeczytać samemu!

 "Pisanie jest jak wiązanie sznurowadeł - pisze się po to, by język nie uciekł" (s. 295) Piotrowi Adamczykowi  nic nie uciekło, w dodatku spiął wszystko klamrą kompozycyjną. I nieważne, czy w szafie mieszka pożądanie, czy poniemiecki mundur oraz  sukienki panienek Freytag,  autor potrafi zdobyć uwagę czytelnika i sprawić, że będzie on tęsknił za jego  prozą...

Follow by Email