niedziela, 31 maja 2015

Piszą się... Czytają....

Mam przeczytane książki: "Gołas", "Dobra świnka, dobra", powoli o nich zaczynam pisać.
Uskuteczniam czytanie literatury dziecięcej, znaczne postępy poczyniłam w lekturze "Pamiętnika Wacławy".
Zaczęłam  "Spokojnie, to tylko Rosja" - sporo już za mną, jak się zawezmę, to wkrótce skończę.
Na półkach i stolikach leżą mi różne "cuda", ale mam dylemat  pod tytułem "samaniewiemcoczytać". Naprawdę nie wiem, czy chce mi się czegoś lekkiego, czy ciężkiego, czy klasyki, czy współczesności...
Naprawdę, nie mam pojęcia, co by tu...

 (...)
Wszystko jest bez sensu,
Wszystko pogmatwane,
Jak te winorośle

(...)
/J.Iwaszkiewicz/



piątek, 29 maja 2015

Księga na Dzień Dziecka

Siedem opowiadań z dzieciństwa. Naszego, naszych rodziców... Teraz- dla naszych dzieci. I dla nas. Bo czy nie cieszą nas takie podróże sentymentalne?

Seria "Moje książeczki" powraca. Tom pierwszy już w księgarniach. Polecam.
Recenzja: tutaj.

czwartek, 28 maja 2015

Sen o końcu świata

Śniło mi się, że wyszłam na balkon. Był otoczony drewnianą barierką, pośrodku której znajdowała się otwarta furtka. Na dworze panowała  żółtawa szarość i mgła, wyglądało tak jak przy zaćmieniu słońca. Było około dziewiątej rano.
Dziwiłam się, gdzie podziały się  moje kwiaty, nigdzie nie widziałam moich balkonowych doniczek z roślinami. Szafka po lewej stronie była pusta, podobnie parapet zewnętrzny  (nasz balkon jest duży i zabudowany - przypis autora ;-)). Potem zobaczyłam te doniczki, zgrupowane po prawej stronie, na posadzce, na jakimś kwadratowym postumencie, obok stała suszarka na pranie, pod nią  - deska do prasowania. Zupełnie inaczej.
Wyjrzałam na osiedle. Cisza, pustka, dziwne światło. Taka właśnie żółtawa szarość. Na placu zabaw nie było piaskownicy, huśtawki, zjeżdżalni, karuzeli. Zabrali, bo ma być koniec świata - wyjaśniłam sobie sama to zjawisko.

Kurtyna.

A to widok z zupełnie innego okna, w dodatku z marca, kwiat już przekwitł był...

sobota, 23 maja 2015

"Zaplątana miłość" K. Wilczyńska

W kubeczku miała być widoczna herbata, ale zapomniałam się i prawie całą wypiłam :-)
Oto świeżutka, słoneczna i pachnąca konfiturą z fiołków pierwsza część cyklu "Stacja Jagodno" Karoliny Wilczyńskiej, której twórczość zaczęłam poznawać dopiero w tym roku i już wiem, że pozostanę na wieki wierną czytelniczką.
Tytuł może niektórych zwieść na manowce. "Zaplątana miłość" to jednak nie romans. Nie jest to też wcale taka sielska i romantyczna opowieść, jaką sugerować może widoczek na okładce.
To mądra, ciepła, wciągająca, nie unikająca trudnych tematów powieść obyczajowa. Opowiada o trzech, a właściwie czterech pokoleniach kobiet, których wzajemne  relacje zaplatane są niczym kłębek włóczki. Błękitnej jak niebo nad Jagodnem....

Tamara w ramach zawodowych obowiązków, jako specjalistka od marketingu w agencji reklamowej, prowadzi kampanię wyborczą kandydata na wójta gminy Jagodno. Na spotkaniu z wyborcami ktoś z sali zarzuca jej, że mówi o wartościach, o rodzinie, a sama o nią nie dba, nie pomaga. Pada tu nazwisko Marciszowej, mieszkającej pod lasem w pobliskiej Borowej. Ale przecież ona  nie ma tam żadnych krewnych! Przynajmniej tak twierdzi Ewa Dobrosz, emerytowana lekarka - matka Tamary. Kobieta trochę jakby celowo, trochę mimochodem  trafia jednak do Borowej,  do białego domku pani Róży, gdzie zawsze zostanie wysłuchana, otoczona serdecznością, gościnnie przyjęta i uraczona konfiturą z fiołków, która stanowi remedium na wszelkie troski. A zmartwień i problemów  Tamara ma niemało....
Poświęca bardzo dużo czasu i energii na pracę, od tego jednak zależy jej etat i środki na utrzymanie. Ma świadomość, że odbywa się to kosztem czasu spędzonego z  dorastającą córką, którą wychowuje samotnie. Marysia ma 16 lat, uczy się w prestiżowej anglojęzycznej klasie, będzie  zdawać międzynarodową maturę. Nauka zwłaszcza przedmiotów ścisłych po angielsku nie należy do najłatwiejszych. Dziewczyna stara się, bardzo dużo się uczy. Czuje się osamotniona, odstająca od reszty klasy. Nie ułatwia matce kontaktu, w  izoluje się, wypomina jej wieczór spędzony na kolacji z mężczyzną, jest taka "najeżona". Kumpluje się z Justyną, koleżanką o znacznie wyższym statusie materialnym. Gdy poznaje Oskara - z szarej myszki zmienia się w "wampa", bryluje w lokalach, nosi ekstra ciuchy. Oczywiście ukrywa to przed matką.... Tamara ma do córki zaufanie, chce z nią rozmawiać, spędzać więcej czasu. To jednak nie bardzo im wychodzi. Za to wychodzą na jaw występki dziewczyny...
W dużym skrócie: Marysia vel Majka napyta sobie biedy i dostanie brutalną lekcję życia. Tamara z kolei przewartościuje swoje życie, ważną rolę odegra tu ta "stara Marciszowa". Kim ona naprawdę jest? Coś na ten temat wie Ewa, ale ta tajemnica nie zostaje rozwikłana. Odrobinę można  domyślać się, czytając między wierszami, ale to chyba historia przeznaczona na odrębny tom. Podobnie jak dzieje pomagającego staruszce Łukasza,  intrygującej postaci. Jego wątek zasługuje na rozwinięcie.  Ale konia z rzędem temu, kto zna plany i zamiary autorki...

Wyjątkowo sporo napisałam o treści, ale i tak o wielu zdarzeniach nie wspomniałam, a dużo się działo. Nie sposób przecież streścić całości, by nie odebrać przyjemności czytania i przeżywania fabuły. Wystarczy "dotknąć" wybranych zagadnień. I tak, skoro już przybliżyłam nieco bohaterów i zarysowałam sytuację, czas na słówko o miejscu, w którym rzecz się rozgrywa.
Jagodno - to gmina fikcyjna, lecz krajobrazy są jak najbardziej realne, osadzone ma malowniczej ziemi  świętokrzyskiej - "Ach, Kieleckie jakie cudne/gdzie jest taki drugi kraj/ Tu przeżyjesz chwile cudne tu przeżyjesz życia maj" - można zanucić folklorystycznie. Autorka umieściła akcję w Kielcach i okolicach. Pojawia się np. słynne liceum im. Juliusza Słowackiego, ulica Sienkiewicza- kielecki deptak, rezerwat "Kadzielnia", szpital na Czarnowie, Bilcza, czy "Piekarnia Pod Telegrafem" (na marginesie - robią pyszne torty - testowałam i polecam). Mamy więc do czynienia z  lokalnym patriotyzmem i promocją regionu. To dodaje powieści kolorytu. Patronat honorowy nad książką objął Prezydent Kielc.
Oprócz  kolorytu nadanego przez konkretną przestrzeń, mamy jeszcze "magię" smaków i zapachów,  wywołaną przez tartę ze szpinakiem (przepis w książce), konfitury z fiołków (prawdę mówiąc, spotkałam się z takimi po raz pierwszy), czy regionalny zimiocorz. 

"Zaplątana miłość" fascynuje i  trzyma w napięciu. Z niecierpliwością przewraca się kartki, przeżywając wraz z bohaterami dramatyczne nieraz chwile. Nie brak emocji, nie brak przykładów z życia. To też trochę taka historia matkom i córkom ku przestrodze. Daleka jednak od natrętnego moralizatorstwa. 
Nic nie jest tu czarno-białe,  żadnej postaci nie można osądzić jednoznacznie. Ani Tamara nie jest złą matką, ani Marysia nie jest idealną córką. Ewa też ma swoje za uszami. Róża bywa niczym wróżka z bajki, ale najwyraźniej dźwiga jakiś sekret. Skomplikowane relacje, nawarstwione problemy nie są "zasługą" tylko jednej ze stron. Aby rozplątać kłębek- trzeba cierpliwości i dobrej woli ze strony każdego. 
 Ta powieść porusza ważne i aktualne tematy, zwłaszcza związane z dorastaniem młodzieży i zagrożeniami współczesnego świata, sytuacją na rynku pracy, zanikaniem relacji rodzinnych, czy nieodpowiedzialnością. Mimo trudnej problematyki - ma w sobie lekkość. Czytelnikom łatwo się przenieść do powieściowego świata i raz z Tamarą, raz z Marysią przeżywać wątpliwości, obawy, rozterki, radości, smutki itp.
"Stacja Jagodno" urzeka i wciąga już od pierwszego tomu. O miłości,  szczęściu, rodzinie, własnym miejscu na ziemi  - napisano już ładnych parę półek powieści. Bardzo łatwo wpaść w schemat, ale akurat ta autorka potrafi zaskoczyć czytelnika i przemówić do niego.
Wilczyńska ma znakomite pióro i nie pisze o niczym. Szukasz dobrze podanej treści i wartości? Polecam!

Patronat medialny nad tą książką sprawują m.in:
http://magazynobsesje.pl

czwartek, 21 maja 2015

Ta druga....

wyd. Replika 2011
"Ta druga" to właśnie ta druga książka Karoliny Wilczyńskiej, jaką miałam przyjemność przeczytać, a raczej pochłonąć. To także druga powieść w dorobku autorki, która do tej pory pozostawała gdzieś w cieniu.
A niesłusznie! "Bo nie  jest światło, by pod korcem stało, ani sól ziemi do potraw kuchennych", wybaczcie te "ciężkie norwidy", ale tak mi się te słowa same nasunęły. Są autorzy, owszem fajnie i poprawnie piszący, ale wcale nie tacy rewelacyjni, są też tacy, którym się wydaje, że są dobrzy, a trąbi się o nich wszędzie. Niemal z lodówki wyskakują albo z autobusu machają... Tymczasem Karolina Wilczyńska, która tworzy prozę na wysokim poziomie, dojrzałą,  niebanalną, zaskakującą, była niedoceniana, niepromowana, niepopularna. Mało kto ją czytał i polecał. Dopiero teraz zaczęło się to zmieniać. Twórczość tej autorki zasługuje na uznanie.
Po przeczytaniu dwóch  jej książek nabawiłam się przekonania, że chcę i muszę poznać wszystko, co tylko wyszło spod jej pióra, tj. klawiatury.  Lektura trzeciej - o której już wkrótce - tylko mnie w tym utwierdziła.

"Ta druga" opowiada o relacjach teściowej i synowej. Na takie hasło większości z nas wyświetli się obrazek z teściową rodem z dowcipów w roli głównej, taką "toksyczną", która wtrąca się w życie dzieci, krytykuje, rządzi, a wszystko to skrupia się na synowej. Nastawiamy się z góry na to, że będziemy współczuć młodszej bohaterce. Tymczasem Karolina Wilczyńska odchodzi od schematu i funduje nam zupełnie inną historię, bardzo prawdziwą, z życia wziętą, ale niecodzienną, nietypową. Inaczej ujętą, zaskakującą i poruszającą.

Narratorką jest Lena, która czuwa przy szpitalnym łóżku teściowej będącej w niemal krytycznym stanie. Nie czyni tego z troski, ale dlatego, aby odciążyć ukochanego męża. Wpatrując się w nieruchome ciało kobiety i migoczącą aparaturę medyczną zaczyna wspominać,  "rozpamiętywać". I tak powoli śledzimy historię jak poznała Tomasza, jak się spotykali, potem pobrali, jak urodziło się dziecko, jak się przeprowadzili itp. Gdzieś w tym wszystkim, niejako siłą rzeczy, funkcjonuje teściowa. To ona pomagała zorganizować, załatwić różne sprawy, opiekowała się ciężarną synową itp. Lena analizuje jej zachowanie, interpretując wszystko na swój sposób, dorabiając "ideologię". Np. kiedyś wydawało jej się, że  podanie na pierwszej wizycie herbaty w kubkach było wyrazem serdeczności, akceptacji, rodzinnej atmosfery - teraz uważa, że to był wyraz lekceważenia jej osoby.  Każdy gest, czyn, wypowiedź pani Joanny odczytywany jest jako podstępne działania dwulicowej kobiety, która manipuluje bliskimi
Lena czuje do teściowej antypatię, zbudowaną na nieuzasadnionych uprzedzeniach. Widzi w niej rywalkę, która zabiera jej męża (!) - notabene bardzo dobrze wychowanego, odpowiedzialnego, troskliwego i życzliwego mężczyznę.  Zazdrości, że córka ma taki dobry kontakt z babcią. Stara się być perfekcyjna, by nie dać powodów do krytyki. Ale przecież teściowa nie krytykowała jej, nawet nie narzucała się z radami, co najwyżej jej styl życia był nieco inny niż Leny.
Prawda, że nietypowa sytuacja? Bohaterka nie budzi sympatii, choć znając jej sytuację rodzinną, można pokusić się  o usprawiedliwianie tego, że nie potrafiła zbudować relacji z rodziną męża. Ale do końca nic jej przecież nie tłumaczy. Lena zabrnęła w samonapędzające się mechanizmy wrogości,dopiero pewne przypadkowe odkrycie sprawiło, że jej punkt widzenia i podejście do teściowej zmieniły się diametralnie.

"Ta druga" to świetna powieść psychologiczna, o braku porozumienia, o zaborczym uczuciu, zaślepieniu, egoizmie, urojonym poczuciu niesprawiedliwości i odrzucenia, błędnym interpretowaniu faktów i tego konsekwencjach, o rozliczeniu się z przeszłością, o trudnych relacjach między kobietami dwóch pokoleń, wreszcie - o szansie na powrót z długiej podróży, na poprawę stosunków rodzinnych, naprawienie krzywd...
Daje do myślenia, skłania nas do rewizji własnych sądów o innych - czy nieraz nie oceniamy ich zbyt pochopnie? Czy nie przypisujemy złych intencji Bogu ducha winnym ludziom? Czy nie dorabiamy sobie własnej ideologii do tego jak traktują nas bliscy?
Książka została laureatką Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Świat Kobiety w 2011 r. Warta jest przeczytania nie tylko przez synowe i teściowe. Na dobrą sprawę to nie "babskie czytadło", a mądra i poruszająca powieść obyczajowa, która może przynieść wiele korzyści wszystkim czytelnikom, obojga płci.
Obiło mi się o uszy, a raczej o oczy, że "Ta druga" ma być wznowiona.  Bardzo się cieszę - kupię sobie własny egzemplarz, bo ten miałam z biblioteki. 




wtorek, 19 maja 2015

"Performens" K. Wilczyńska

Znalezione obrazy dla zapytania performance wilczyńska
W pewien zimowy wieczór wzięłam udział w czacie z Karoliną Wilczyńską zorganizowanym przez Magazyn Obsesje. Nabrałam ochoty na zapoznanie się z jej twórczością, bo dotąd znałam ją tylko ze słyszenia, a słyszałam wiele dobrego na ten temat.
Traf chciał, że w lokalnej bibliotece był dostępny "Performens" (Wydawnictwo Autorskie S. C. 2006). Wypożyczyłam zatem i nieopatrznie zabrałam się do lektury późnym wieczorem. Chciałam tylko zacząć, tylko kilka stron... i czytałam pół nocy, a następnego dnia, wygłodniała, doczytywałam biegiem kolejne strony. Tak mnie ta powieść "sieknęła", że od razu kupiłam sobie własny egzemplarz. W jakimś antykwariacie przez internet, za dosłownie kilka złotych. Z przyjemnością przeczytam kiedyś jeszcze raz. To taka "moja" książka.

Długo nie mogłam się pozbierać, by opisać wrażenia, musiałam ochłonąć, a potem tak jakoś zeszło... 
To wszystko miało miejsce w styczniu. Najwyższa pora jednak zapisać ślady tej lektury, zwłaszcza, że zapoczątkowała ona moją przygodę z twórczością Karoliny Wilczyńskiej i jeszcze co nieco mam do powiedzenia, bo zdążyłam od tamtej pory przeczytać dwie inne jej książki.

"Performens" to debiut literacki, wydany w 2006 roku, później wznowiony jako e-book. Mam wrażenie, że niesłusznie ta powieść umknęła w natłoku innych. Autorka zaskakuje bowiem wysokim poziomem (co w przypadku debiutantów nie zawsze, a nawet rzadko jest regułą), znakomitą "psychologią postaci", niesztampowymi pomysłami na fabułę. Zaczęła od razu z wysokiego C, można powiedzieć. Przy czym napisała bardzo przystępną w odbiorze powieść obyczajową, nie żadne "współczesne eksperymenty".

Włączyło mi się skojarzenie z Krystyną Siesicką,ale nie chodzi tu o konkretne podobieństwo, bardziej o podobny klimat, emocje. Nie umiem tego wyjaśnić, ale czytając "Performens" czułam się tak jak wtedy, gdy ileśnaście lat temu czytałam powieści Siesickiej.
Nie zamierzam opowiadać o fabule,  ogólnie tylko zanotuję kilka uwag, spostrzeżeń.

*Pozornie - opowieść o ucieczce z miasta, świata kariery i biznesu na wieś, na łono natury, do źródeł.  Brzmi znajomo? Akuku! Tam jest coś więcej. Inaczej. 
*Pod płaszczem realistycznej, niby zwyczajnej historii, kryje się niejednoznaczna, symboliczna opowieść. I kiedy przypadkiem widzę w telewizji reklamę banku, w której pojawia się "muzeum niezrealizowanych marzeń", to myślę, że jej twórcy chyba czytali "Performens" ;-)
*Rzecz dzieje się we wsi Zabycie, w chacie zwanej Rozstaje pojawia się nowa właścicielka. Sielsko, anielsko jednak nie jest. Mieszkańcy wioski są nieufni, interesowni, ciekawscy. Bardzo prawdziwi. Autorka jest świetną obserwatorką charakterów i relacji międzyludzkich.
*Powieść  o "odmieńcach", ludziach nie przystajacych do ogółu społeczności.
- Jędrzej: niemal "mityczny", nieżyjący już poprzedni właściciel Rozstajów, o specyficznych poglądach, chciał żyć po swojemu; wędrowiec, taki filozof, uważany za dziwaka.
- Antoś: "wioskowy głupek", utalentowany rysownik, mimo upośledzenia umysłowego - mądry na swój sposób - mądrością serca. Prostoduszny, szczery, wrażliwy. Wyśmiewany.
 - Sławko: poeta, artysta niespełniony, nierozumiany i niedoceniany, ma więcej ambicji niż talentu, dąży do sławy (ha, "mówiące" imię!) i zysku, nawet "po trupach", negatywny typ.
 - Nadia: ma odwagę żyć po swojemu, wbrew ogólnym oczekiwaniom,  a przynajmniej próbuje, chce żyć z zgodzie ze sobą, a nie "krakać jak wrony" między którymi się znajduje.
- Błażej: znacznie bardziej poważny i odpowiedzialny niż na  to wygląda, ambitny, próbuje dostać się na studia psychologiczne. Bardzo ważna postać.
Na swojej stronie autorskiej K. Wilczyńska pisze :
" (...) wiele opisanych sytuacji miało miejsce, ale równie wiele nigdy się nie zdarzyło. Wielu bohaterów żyje w pewnej podkieleckiej wsi. Główna bohaterka to nie ja. Kilku bohaterów pojawiło się w mojej głowie nieoczekiwanie i zażądało swojego miejsca. Sławko, na szczęście, chyba nie istnieje. Chciałabym, żeby istniał Błażej."
Jako taki pewnie nie istnieje, ale są osobniki "błażejopodobne". Wiem to.
...
 *Pisarka znakomicie odmalowała lokalną społeczność, nachalność dziennikarzy węszących za tanią sensacją, tłum szukający atrakcji, rozterki bohaterów.
* Powieść o uczuciu bez szans (?), straconych złudzeniach, pogrzebanych marzeniach. O tym, że warto próbować.

Moim zdaniem warto powrócić do tej powieści, przypomnieć ją, przeżyć i przemyśleć.

20 do Nike

Oto pełna lista dwudziestu książek nominowanych do Nagrody Nike 2015.Ciekawe, co znajdzie się w finałowej siódemce. Mam wrażenie, że jest sporo "pewniaków" i na pewno coś z tych , które zaznaczyłam kolorem :-) Widzę, że paru laureatów znów jest w grze.
Mój typ:„Księgi Jakubowe”,  ale ucieszyłabym się z nagrody dla Sylwii Chutnik albo dla Jacka Dehnela, a czemu nie!


Powieści
Jacek Dehnel „Matka Makryna” - przeczytałabym, czekam w kolejce w bibliotece
Wioletta Grzegorzewska „Guguły”- przeczytałabym
Ignacy Karpowicz „Sońka”  - przeczytane ( "A nie mówiłam!" ;-) vide: recenzja)
Andrzej Stasiuk „Wschód”- przeczytałabym
Olga Tokarczuk „Księgi Jakubowe” - przeczytam -  mam pożyczone, zacnie na biurku ułożone
Magdalena Tulli „Szum”
Szczepan Twardoch „Drach”
Poezja
Łukasz Jarosz „Świat fizyczny”
Urszula Kozioł „Klangor” - przeczytane (recenzja)
Michał Książek „Nauka o ptakach”
Tomasz Pietrzak „Umlauty”
Jacek Podsiadło „Przez sen”- przeczytałabym
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki „Kochanka Norwida”
Adam Zagajewski „Asymetria”
Reportaże
Piotr Nesterowicz „Cudowna”
Ewa Winnicka „Angole”
Eseistyka
Andrzej Leder „Prześniona rewolucja”
Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz „Pupilla”
Zbiór opowiadań
Sylwia Chutnik „W krainie czarów”- przeczytałabym
Biografia
Magdalena Grochowska „Strzelecki”

poniedziałek, 18 maja 2015

"Przygody Euzebiusza" B. Krupska

Kultowe „Sceny z życia smoków” to nie jedyna, choć najbardziej znana książka dla dzieci w dorobku literackim Beaty Krupskiej. Wydawnictwo Prószyński i S-ka postanowiło wyciągnąć z zakamarków i przypomnieć „Przygody Euzebiusza” (...)
Mój tekst - tutaj.

Pamiętacie tę książeczkę z dzieciństwa?
Przyznam, że ja spotkałam się z nią po raz pierwszy dopiero teraz. Jednak Smoki rządzą :-)
Mojemu dziecku nie podobają się ilustracje, zresztą mnie też.
Historyjkę przeczytałam na głos, jako "tło" do zabawy. Nie zostałam uciszona, ale zachwytu nie było. Nie ten target chyba :-)

sobota, 16 maja 2015

Życie to jednak strata jest...

Cykl rozmów Doroty Wodeckiej z Andrzejem Stasiukiem.
Przeczytałam od razu, wszerz wzdłuż i wspak, po kolei i na wyrywki.
Co ja poradzę, że go lubię....
Dlaczego?


W prozie Stasiuka jest poezja - magia słowa, metafizyka i melancholia, wyjątkowy nastrój.  Autor mistrzowsko skupia  się na tym, co bywa często niedostrzegane. Poświęca uwagę temu, co niepozorne, stare, brzydkie albo piękne, czy smutne. Pochyla się nad starością, chorobą, samotnością, śmiercią i przemijaniem. Chwyta to, co ulotne. Nikt tak jak Stasiuk nie opisuje podróży, peryferii, codzienności, ludzi i krajobrazu... 


Całość mojej recenzji znajduje się tutaj: STRATA

A tu na coś na DESER.

Z sali: Skąd taki tytuł zbioru waszych rozmów? Dlaczego strata?

Stasiuk: - A co, zysk?

- A co pan stracił?

- Życie.

- A co, pan się do śmierci już szykuje?

- A pani nie?


czwartek, 14 maja 2015

"Poczytaj ze mną" - akcja Egmontu

Zostałam zaproszona do wzięcia udziału w akcji wydawnictwa Egmont promującej ideę czytelnictwa zwłaszcza wśród dzieci.  Z przyjemnością to uczynię, a za zaproszenie dziękuję Julii Orzech.
 
Od kiedy prowadzisz bloga? 
Od prawie 5 lat, "próba mikrofonu" odbyła się 13 października 2010 r.
Skąd pomysł na blog?
Tak jakoś sobie wymyśliłam, że w ramach odskoczni będę mieć swój kawałek wirtualnej podłogi, gdzie będę sobie notować to i owo. Początkowo zapiski były rozmaite, z czasem zaczęło pojawiać się coraz więcej recenzji/notek książkowych. I tak już zostało, choć przewijają się z rzadka inne notki.
Czy pamiętasz swoją pierwszą książkę w życiu?
Nie.  Czytać uczyłam się z klocków z literkami, gazet, starego kalendarza "Przyjaciółki", a książek w domu było sporo i ciągle przybywało. Mnóstwo "Poczytaj mi, mamo", inne z Naszej Księgarni.
Dlaczego warto czytać dzieciom/z dziećmi?
Czytanie rozwija wyobraźnię, słownictwo dziecka, pobudza je do zadawania pytań i odkrywania świata, wzmacnia także więzi emocjonalne. To znakomita forma spędzania czasu razem.
Co myślisz o polskiej literaturze dla dzieci?
Klasyka jest wiecznie żywa, a literatura współczesna - znakomita, o czym ostatnio coraz częściej mam okazję się przekonać, bo do niedawna zupełnie nie orientowałam się w najnowszych publikacjach dla dzieci.
 Czy ilustracje w książkach są ważne?
Oczywiscie. To one przyciągają dziecko, mogą je zafascynować, ale też zniechęcić i przestraszyć. Pełnią wiec bardzo ważną rolę. Zauważyłam, że mamy świetnych ilustratorów, zarówno starszego, jak i młodego pokolenia.
Twój ulubiony gatunek literacki?
Sięgam po bardzo różnorodną literaturę, lubię powieści, reportaże, ostatnio czytam sporo biografii.
Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Dużo. Np. "Bajki-samograjki", "Puch, kot nad koty", "Sceny z życia smoków", "Koty, kotki i kocięta",  "Bardzo dziwne opowieści" E. Szelburg-Zarembiny,  książki o "Mary Poppins" , "Chłopcy ze starówki","Księga strachów", "Przygody Tomka na Czarnym Lądzie"...  i wiele innych, nie miałam raczej takiej jedynej.
Czy wyobrażasz sobie świat bez książek?
To byłby jakiś horror i koszmar ;-)
Jak myślisz, dlaczego połowa Polaków nie czyta książek?
Nie wiedzą, co tracą ;-) Są "niedocywilizowani". W jakimś stopniu na pewno wpływa na to brak wzorców, przerażająca ignorancja,
Dokończ zdanie –  Poczytaj ze mną, bo…
... to jest przyjemne. Po prostu.
 

 
 Zapraszam do udziału, nie wyznaczam, kto ma ochotę.

 
 1.   Zamieść na blogu wpis ze swoimi odpowiedziami na pytania:

Od kiedy prowadzisz bloga?
Skąd pomysł na blog?
Czy pamiętasz swoją pierwszą książkę w życiu?
Dlaczego warto czytać dzieciom/z dziećmi?
Co myślisz o polskiej literaturze dla dzieci?
Czy ilustracje w książkach są ważne?
Twój ulubiony gatunek literacki?
Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Czy wyobrażasz sobie świat bez książek?
Jak myślisz, dlaczego połowa Polaków nie czyta książek?
Dokończ zdanie –  Poczytaj ze mną, bo…
2.   Zaproś znajomych do udzielenia własnych odpowiedzi na pytania.

3.   Promuj razem z nami czytelnictwo w Polsce!


4.   Dołącz do dyskusji nad dobrymi książkami dla dzieci na stronie www.facebook.com/GalaktykaCzytelnika

Napisz wiadomość na Facebooku jeśli chciałabyś/chciałbyś pochwalić się swoimi odpowiedziami z czytelnikami www.facebook.com/GalaktykaCzytelnika
Wybrane odpowiedzi lub ankiety w całości zostaną podlinkowane na Fanpagu.

środa, 13 maja 2015

Dostał Jacek elementarz...- czytamy globalnie z B. Ostrowicką

Nasza Księgarnia 2015
„Dostał Jacek elementarz, ale mina uśmiechnięta, hejże hej, hejże ha, elementarz Jacek ma!” –  tak brzmią słowa szkolnej piosenki,  którą pamiętam z dawnych lat.  (...) 
Na pewno i Jacek, i Agatka, i nawet Ala, która ma Asa, ucieszyliby się z elementarza zaproponowanego przez Naszą Księgarnię. Napisała go Beata Ostrowicka, autorka licznych i nagradzanych książek dla dzieci oraz młodzieży, a zilustrowała Katarzyna Kołodziej.
(...)

Moim zdaniem metod nauki czytania jest wiele, w praktyce zaś wychodzi, która najlepiej odpowiada naszemu dziecku. Na dobrą sprawę można nauczyć się czytać przy pomocy drewnianych klocków w literkami i nagłówków w gazetach, czego sama jestem przykładem. Bliska mi jest metoda nauki czytania opracowana przez E. I F. Przyłubskich (metoda analityczno – syntetyczna o charakterze funkcjonalnym), której doświadczyłam w pierwszej klasie, ucząc się z podręcznika „Litery”, a wcześniej w zerówce z „Mam 6 lat”. Cieszę się jednak, że współcześnie mamy większy wybór metod i publikacji książkowych.
 (...)

Cała recenzja znajduje się pod linkiem: ELEMENTARZ

piątek, 8 maja 2015

"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka" L. Olejniczak

Proszę sobie zarezerwować wolny wieczór, zaparzyć wielki kubek melisy, zasiąść wygodnie w fotelu, opcjonalnie otulić kocem i dopiero wtedy można otworzyć najnowszą książkę Lucyny Olejniczak, autorki kilku powieści, w tym nagrodzonej na Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach w 2014 roku: „Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela”.
Pierwszy tom sagi o kobietach z ulicy Grodzkiej pochłania się łapczywie, a towarzyszą temu ogromne emocje i nerwy. Są tu bowiem opisane mroczne tajemnice i okrutne sceny, które lepiej niech nam się nawet nie przyśnią…
(....)
Ciąg dalszy mojej wypowiedzi: TUTAJ.

czwartek, 7 maja 2015

"Ty jesteś moje imię" K. Zyskowska -Ignaciak

Już w najbliższą niedzielę gościem Magazynu Obsesje ( na profilu fb) będzie Katarzyna Zyskowska- Ignaciak, ta od "Upalnego lata..." ;-)
Czytałam jej "Nie lubię kotów" (świetne) i "Przebudzenie" (fajne), kto ciekaw, niech poszpera za nimi na blogu. Polubiłam tę autorkę.  Z przyjemnością zatem sięgnęłam po "Ty jesteś moje imię".
Okładka książki Ty jesteś moje imię
Na recenzję te powieści zapraszam  tutaj

wtorek, 5 maja 2015

"Albatros" S. Hill

Okładka książki Albatros
Wyd. "Książka i Wiedza" 1988
Po tę książeczkę z serii Koliber (nr 102) sięgnęłam niejako "z przymusu", albowiem w wyzwaniu-zabawie "Pod hasłem" na maj zostało zadane hasło "Litera-przodowniczka": trzeba było wybrać tytuł zaczynający się od pierwszej litery swojego imienia. Rozejrzałam się zatem, co takiego na "A" kryją moje półki i złapałam "Albatrosa". Szczęśliwy był to traf, jak się okazało.

Nieznana mi dotychczas Susan Hill ( ur. 1942) to jedna z najpoczytniejszych współczesnych angielskich pisarek, autorka powieści, opowiadań, książek dla dzieci, dramatów. Dziennikarka, krytyk literacki, założycielka własnego wydawnictwa, członek Royal Society of Literature. Uhonorowana m.in. literacką nagrodą im. Wiliama Somerseta Maughama.
Wspólnie z  Simonem Serraillerem napisała serię powieści kryminalnych (wydane również w Polsce). Tworzyła słuchowiska radiowe (BBC). Jej powieść Kobieta w czerni została adaptowana na sztukę teatralną w 1987 r. i sfilmowana w 1989 r.

"Albatros" to zbiór  5 opowiadań w tłumaczeniu  D. Kozickiej, M. Targowskiej, E. Fiszer.  Tytułowy, najdłuższy  tekst wywarł na mnie największe wrażenie i to właśnie nim "kupiła mnie" angielska pisarka.
Nie będę kombinować i po prostu zacytuję zdanie z okładki, bo idealnie oddaje sedno sprawy:
"Pisarstwo Susan Hill to kameralna proza psychologiczna zawierająca sugestywny opis i mistrzowską analizę"

Każde z opowiadań to studium jakiejś postaci, która jest uwikłana w narzuconą im sytuację, zależna od innych ludzi i otoczenia, stłamszona, wyobcowana, pozbawiona prawa do realizacji swoich potrzeb, marzeń, zamierzeń. Bohaterami są osoby, można by rzec "wykluczone", "nieprzystające" - upośledzone, stare, chore,  czy dzieci,  którym narzucono jakiś model życia, określone zachowania.
Opowiadania są smutne, mroczne, poruszające.

"Albatros" opowiada o Duncanie, chłopcu może i w pewnym stopniu upośledzonym, wolniejszym i niezbyt pojętnym, ale przede wszystkim wtłoczonym w przekonanie, że nie nadaje się do niczego, nic nie potrafi, nie poradzi sobie. Despotyczna i introwertyczna matka pisze mu karteczki z poleceniami, poniża go na każdym niemal kroku, chce go odciąć od lokalnej społeczności. Kobieta porusza się na wózku, jest zależna od pomocy syna. Tymczasem on dusi się, marzy o tym, by wyjechać, by zobaczyć ogromne okręty, by wypłynąć w morze...  Jedynie Cragg, z którym Duncan pracuje we dworze u pani Redingham- Lee, oraz Stara Beattie, lokalna "wariatka", zdają się rozumieć chłopaka i wierzą w niego...
Ta historia nie kończy się dobrze...

Przy okazji ta lektura pasuje idealnie do wyzwania "Czytamy książki nieoczywiste".
Dla mnie "nieoczywista" była autorka, chyba też mało kto ją czyta współcześnie, a warto.

poniedziałek, 4 maja 2015

"A ja nie chcę być księżniczką"

Jak to? Dziewczynka nie chce być księżniczką, królewną, ani królową? Nie chce nosić pięknych sukni i korony na głowie? Niemożliwe! A jednak! Bo to taki stereotyp, wpychający dziewczynkę w rolę, niekoniecznie zgodnie z jej potrzebami, czy marzeniami. Tymczasem są małe panienki, które wolą być piratem, kosmonautą, czy tak jak bohaterka najnowszej książeczki G. Kasdepke – smokiem.

Całość mojej wypowiedzi znajdziecie pod adresem:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/770-grzegorz-kasdepke-a-ja-nie-chce-byc-ksiezniczka-nasza-ksiegarnia

Follow by Email