poniedziałek, 29 czerwca 2015

Poetycki lot "Dwupłatem"

Dwupłat - Szymon SłomczyńskiPrzed wakacjami odrobiłam lekcje z poezji współczesnej, tej najnowszej, wręcz świeżutkiej, pachnącej drukarnią. Oto 1 czerwca 2015 r.  nakładem Biura Literackiego ukazał się "Dwupłat" Szymona Słomczyńskiego.

Autor tomiku, rocznik '88, jest absolwentem Międzywydziałowych Studiów Humanistycznych  na Uniwersytecie Jagiellońskim, doktorantem tamże, na Wydziale Historii. Zajmuje się kulturową historią epidemii. Jego debiutancki tomik "Nadjeżdża" był nominowany do Literackiej Nagrody Nike 2013. Poeta został laureatem projektu Połów 2012, zdobył nagrodę "Złoty Środek Poezji" (Kutno 2014 r.). Zaskoczył czytelników i krytyków literackich swoim stylem, żonglowaniem językiem, dojrzałością, zawrotnym tempem poetyckiej podróży. Na tym nie poprzestał, rozwinął skrzydła. 

Najnowszy zbiorek już samym tytułem sugeruje podwójność, dychotomię. Ilustracja przedstawiająca wizerunek słonia - do połowy jako  szkielet - również stanowi wskazówkę, kieruje myśli ku   przeciwieństwom takim jak życie i śmierć, wnętrze i zewnętrze.

"Dwupłat"  zawiera  56 utworów, które nie stanowią całkowicie odrębnych jednostek lecz łączą się w pary, spiętrzają. Zachodzą między nimi interakcje i rozmaite powiązania, nie zawsze oczywiste na pierwszy rzut oka. Czasem to dwie wersje tego samego wiersza, zdarzenie opowiedziane na dwa różne sposoby, czasem parę wyznaczają tytuły (np. "Wigilia" - "Wielkanoc", "Wolne"- "Zajęte"). Są pary oparte na podobieństwie albo przeciwieństwie, ściśle bądź luźno ze sobą związane. Pierwszy wiersz łączy się z ostatnim.
Wszystko jest świadomie ułożone, zgodnie z zamysłem.Tematyka krąży wokół życia i śmierci, grobów, czasu, przemijania, pamięci, dotrzymywania terminów, codziennych sytuacji, pisania wierszy. Jest w tym wszystkim jakiś " duch romantyzmu", powiew ironii. Każdy utwór dobrze czyta się na głos, mają swoją melodię, rytm. Tylko trzeba uważać na przerzutnie. Bo autor potrafi nas zza winkla zaskoczyć. Przygotowani na to, możemy  delektować się taką grą słów np.
"do cygar trzeba dojrzeć, a ja nie dojrzałem
przed maską nic poza stadem pięknych saren"

Posiłkując się encyklopedią, dowiedziałam się, że dwupłat to taki samolot posiadający dwa płaty nośne, umieszczone jeden za drugim, zapewniający dużą zwrotność i małą prędkość lądowania. Słomczyński w swojej poezji jest asem przestworzy.  Zwinnie lawiruje między tym, co dosłowne, a tym, co przenośne. Jego utwory to takie literackie "dwupłaty", którymi zabiera czytelnika w niezwykły lot, pełen turbulencji  i nagłych zwrotów.  Wciąga odbiorcę w poetyckie mikroopowieści. Wiersze można czytać odwołując się do życiowych doświadczeń albo doszukiwać się literackich odniesień. Sporo tu jest do "rozpracowania".
Na pewno długo potrwa zanim tomik "wyląduje" na półce. Trzeba się nim raczyć po troszku, z uwagą wyłuskując perły języka i stylu. Do tych wierszy powraca się z przyjemnością. Podniebny lot "Dwupłatem" okazał się  szczególną przygodą.



piątek, 26 czerwca 2015

"Świńska" książka


"Dobra świnka, dobra. Niezwykłe życie Christophera Hogwooda" (Marginesy 2015)


Kiedy Sy Montgomery i jej mąż Howard zaopiekowali się cherlawym prosiątkiem, nie byli nawet pewni, czy ono przeżyje. Zupełnie nie spodziewali się, że już wkrótce ich życie, choć i tak w dużej mierze skupione wokół zwierząt, stanie się aż tak "świniocentryczne", a w chrumkającym stworzeniu znajdą wyjątkowego przyjaciela i członka rodziny. Nie tylko oni zresztą. Christopher Hogwood, bo takie miano nosił na cześć pewnego dyrygenta i propagatora muzyki dawnej, zawojował serca sąsiadów, dalszych i  bliższych znajomych, okolicznych mieszkańców. Wszyscy wręcz prześcigali się w gromadzeniu dla niego zlewek i przynoszeniu mu przysmaków. Jego sława zataczała coraz szersze kręgi, w tym  - medialne. Lista osób, którym wysyłano kartkę świąteczną ze zdjęciem Hogwooda stawała się coraz dłuższa.

Chris to zwykła świnia o niezwykłym uroku. Nie był on ani świnką morską, ani wietnamską, tylko ważącym  max.340 kg wieprzem. Miał swoje legowisko w stodole, wybieg, tzw. "plateau", dostawał żarcie wiadrami i zażywał "świńskiego spa". Żył jak pączek w maśle, aż po kres swoich długich - jak na ten gatunek - lat. Otaczano go opieką, przyjaźnią, powierzano mu sekrety i troski, a on okazywał ludziom zrozumienie, wielkoduszność, całą paletę  uczuć prosto ze świńskiego serducha. Uczył ich radości życia, miłości, przyjaźni, tego, co najważniejsze. Pomagał przetrwać trudne chwile. Niby jak? - zapytają sceptycy.  Całym sobą! - odpowiem, odsyłając do książki.

Dodam jeszcze, że to taka serdeczna książka napisana żywym stylem, mądra, zabawna i wzruszająca, pełna ciekawostek nie tylko o świniach. Tę publikację, jakby nie było - biograficzną -  czyta się wartko niczym powieść. Opowiada o relacjach międzyludzkich oraz tych łączących człowieka i zwierzę. Poznamy także psa Tess (border collie po przejściach) oraz kurze Damy. Autorka dzieli się swoimi przemyśleniami, opisuje przejścia związane m.in. z chorobą ojca, rodzinne sprawy.

"Dobra świnka, dobra" została ślicznie wydana: w kolorystyce radosnej jasnej zieleni,  z wyklejką w świnki, niezwykle przyjemna w dotyku - trudno przestać ją głaskać.
Ukazała się w serii EKO, w przekładzie Adama Pluszki.
Odtąd nazwisko Montgomery przestanie kojarzyć się wyłącznie z kanadyjską pisarką od "Ani z Zielonego Wzgórza". Sy Montomery ma szanse na swoją własną półeczkę. Ta przyrodniczka o barwnej osobowości, taki trochę doktor Dolittle w spódnicy,  potrafi nie tylko dogadać się ze zwierzętami, ale  fantastycznie o nich opowiadać. Wraz z mężem Howardem,  zajmującym się naukowo historią i kulturą Ameryki, tworzą parę takich "freaków", z rodzaju tych, których miło mieć w sąsiedztwie.

Po tej lekturze ostrożniej będziemy szafować określeniami "ale świnia"/ "ty świnio", bowiem to zwierzę skupia w sobie mnóstwo zalet, których niejeden człowiek mógłby pozazdrościć.

Wspaniała i mądra pozycja na półce z książkami o zwierzętach.  Koniecznie dodać do ulubionych!
Dobra książka, dobra.






czwartek, 25 czerwca 2015

"Pamiętnik Wacławy"

Jeśli lubisz sięgać po staroświecką prozę, nie unikasz romansów, nie boisz się wyzwań i nie przeraża cię pojęcie „powieść tendencyjna” - „Pamiętnik Wacławy” czeka aż odsłonisz jego karty. Jest to jednak powieść specyficzna i nie każdy się w niej odnajdzie.


LINK do mojej wypowiedzi o książce.
 

wtorek, 23 czerwca 2015

"Być może należało mówić" Jacek Podsiadło

Biuro Literackie, 2014
Być może należało czytać więcej poezji współczesnej, w tym utworów, sygnowanych nazwiskiem Jacka Podsiadło - poety, prozaika, felietonisty, pochodzącego z Szewny k. Ostrowca Świętokrzyskiego, laureata Nagrody im. Kościelskich, Nagrody im. Cz. Miłosza, Nagrody Poetyckiej "Silesius", nominowanego do  Literackiej Nagrody Nike.
Należało koniecznie. 

Tym bardziej, że kiedy czytam jego teksty publikowane w miesięczniku "Znak" np. "Allegro Moderator", w którym autor zabiera czytelnika na wędrówkę śladami starych widokówek z Ostrowca, to doskonale wiem, o jakie ulice i miejsca chodzi. Gdy wspomina (w tekście "Właśnie tutaj, właśnie tutaj") tzw. "stary zakład", czyli ostrowiecką hutę (dziś w ruinie, która ożywa podczas corocznego happeningu "Kolacja na Hucie"), to też wiem dobrze,  o czym mowa - pracował tam mój tata. W dodatku Podsiadło chodził do tego samego liceum, co ja (to było jeszcze zanim się urodziłam), choć go nie ukończył. Toteż w pewnym sensie przemawia przez mnie patriotyzm lokalny :-)

 Do tej pory kontakt z  poezją Podsiadły miałam sporadyczny, jego twórczość bliższa mi była w formie prozatorskiej - powieść "Życie, a zwłaszcza śmierć Angeliki de Sance" była wspaniałą literacką przygodą.
Po antologię "Być może należało mówić" sięgnełam z ciekawością i otwartością na poetycką wizję świata tego artysty. Jest to zbiór wierszy z lat 1984-2012 w subiektywnym wyborze Piotra Śliwińskiego, z jego posłowiem. Ubolewa nad nieobecnością Podsiadły w obecnym obrazie poezji współczesnej, nad jego odsunięciem się w cień. Chciałby, aby ten poeta, należący już do historii literatury, powrócił na listę lektur, która dzięki temu stanie się atrakcyjniejsza.

Dla stałych czytelników śledzących twórczość Podsiadły, tom będzie stanowił jej kwintesencję. Dla "nowicjuszy" będzie ciekawą przygodą, a może nawet swoistym "przetarciem szlaku" - bo dzięki  lekturze przekonają się, że poezja nie jest taka straszna jak ją malują:  hermetyczna, zawiła, wyrafinowana. Owszem, taka też istnieje, ale Podsiadło operuje językiem prostym, opisuje codzienne, zwykłe, bardzo "ludzkie" sytuacje.
Dużo siebie daje w swoich utworach: własne podróże, uczucia, tęsknoty, przeżycia, doświadczenia, wydarzenia z życia.
Prowadzi takie jakby  zapiski z codzienności. Osobiste pejzaże. Przewijają się przez nie psy i koty, Murka, Mucha. Lidka myje przy studni warzywa. Rąbanie drewna, sadzenie ziemniaków, podróż pociągiem - to tylko ułamek zwykłych zajęć przywołanych w wierszach. Można w nich znaleźć coś na każdą niemal okoliczność, coś, co sami znamy, czy doświadczamy. I to jest wspaniałe.
Nie sposób tu przywoływać i analizować każdy  wierszy, tyle ich jest, a każdy inny i równie ciekawy i ważny, bądź specyficzny.

Podsiadło opowiada. Snuje małe opowieści. Stawia metafory jak kubek z kawą na stole, ale trochę wylewa na spodek. Potrafi zaskoczyć skojarzeniem, czy określeniem, ale i przegadać.
Wie, że "cokolwiek jest, snuje swą opowieść". Próbuje te opowieści ująć w poetyckie słowa, przekazać.
Bywa liryczny, ale i wulgarny do szpiku kości. Nie unika fizjologii. Jest naturalny, szczery, ludzki. Bezpośredni.
Porusza  tematy egzystencjalne. Przebija się przez jego teksty nostalgia, determinacja, prawda.
Nie obędzie się bez literackich odniesień ( m.in. Miłosz, Sosnkowski, Stachura, Barańczak) i autotematyzmu. Pisanie nadaje bowiem życiu sens.
Formy utworów są różnorodne, różnej długości. Obok poematu "Jadąc do Ciebie", jednozdaniowa "Wigilia".

Podsiadło pokazuje, że wszyscy "jesteśmy rymozaurami". W zbiorze "Być może należało mówić", prezentującym bogaty dorobek liryczny,  każdy znajdzie coś dla siebie. Zdziwi się jak bardzo ludzka może być poezja. Uśmiechnie się, zaduma, pokiwa głową albo tupnie nogą na znak, że się nie zgadza.  Na pewno nie pozostanie obojętny wobec utworów tego poety. 
***
Chciałbym wierszem zmienić świat
albo chociaż jednego człowieka
albo choć jedną jego decyzję
- powstrzymać niewłaściwy gest lub słowo
 
jestem w stanie napisać taki wiersz
ale powstrzymam się jeszcze
 - tak pisał Podsiadło w 1986 roku  - a może to już mu się udało ?






niedziela, 21 czerwca 2015

Aktor niedościgniony


 "Gołas" Agnieszka Gołas < Marginesy 2015 >

Kiedy dowiadujemy się, że książkę o znanym aktorze napisała jego córka, myślimy:  to pewnie będzie laurka. W tym przypadku jednak ta laurka słusznie się należy. Ale nie jest to pean na cześć ojca. Agnieszka Gołas nie tylko przeprowadziła z nim wywiad, zebrała wspomnienia, ale też oddała głos jego przyjaciołom, współpracownikom. I tak o Wiesławie Gołasie wypowiadają się Gustaw Holoubek, Magdalena Zawadzka, Zbigniew Bogdański, Zdzisław Leśniak, Jan Kobuszewski, Tadeusz Suchocki oraz pierwsza żona, Elżbieta Szczepańska-Lange. Generalnie przeważają w wypowiedziach superlatywy, ale ogromne uznanie w oczach bliskich i znajomych nie wzięło się z niczego.  Bohater książki zapracował na nie, w dużej mierze to kwestia jego osobowości, charakteru.

Do tej pory nie miałam zielonego pojęcia o tym, że Wiesław Gołas pochodzi z Kielc. Nie wiedziałam też, że jako dzieciak był w Szarych Szeregach,  AK,  siedział w więzieniu. W ogóle moja wiedza o nim była bardzo powierzchowna. Nie zmienia to faktu, że znałam go - głównie z ról  serialowych oraz  kabaretu Dudek, piosenek  Starszych Panów, czy wykonań tekstów W. Młynarskiego -  i  zawsze darzyłam sympatią oraz podziwem dla jego kunsztu. Bo nie ma co ukrywać, to jeden z Aktorów przez duże A, taki ze "starej szkoły", który zaskarbił serca widzów talentem i pracą, "siłom i godnościom osobistom" ;-) Niedościgniony wzór, któremu wielu współczesnych do pięt nie dorasta.

Gołas to urodzony aktor, pierwszorzędny komik, prawdziwy w każdej, nie tylko komediowej roli. Artysta wszechstronny,  wybitny, może nie do końca doceniony, zbyt skojarzony z "wesołą maską".
Jego mistrzami byłi Chaplin, Buster Keaton, Ludwik Sempoliński. Szkołę teatralną doradził mu sam Leon Schiller, którego poznał w Teatrze Żeromskiego w Kielcach na próbie spektaklu, jeszcze w czasach gimnazjalnych. Polecił mu  powołać się na niego u Zelwerowicza,. Zanim jednak do tego doszło, Gołas startował w Krakowie (nie dostał się z powodu "papierów") i operze bytomskiej.
W warszawskiej szkole teatralnej jego mistrzami byli wspomniany  Aleksander Zelwerowicz, Jacek Woszczerowicz, Aleksander Bardini.To od słynnego Zelwera nauczył się prawdy w aktorstwie i pokory wobec widza. Nie lubił jak mu narzucano jak ma grać. Sam miał pomysł na wszystko. I to był pomysł najlepszy. Nie potrzebował rekwizytów, wolał je zagrać. 
Fenomen.
Jego ulubioną rolą jest Papkin, najpiękniejsza postać fredrowska. Zawód aktora to przecież taka "papkinada", mówi.

Niezapomniany Tomek z "Czterech pancernych...", ogniomistrz Kaleń i  Marian -kierowca z serialu "Droga" niechętnie opowiada o sobie, wspomina "obrazami", niechronologicznie, dużo gestykulując, "pokazując" - to nie ułatwia zadania autorce wywiadu. Udało jej się jednak "wyciągnąć " tyle, by wraz z opowieściami innych stworzyć konkretną publikację.
W niej przeczytamy o dzieciństwie i rodzinie aktora, sentymencie do domku przy Mahometańskiej 3, "gwizdulkach", ogromnej więzi z matką, siostrą , o jego podróżach i najznamienitszych rolach filmowych i teatralnych,  o występach w kabarecie, na estradzie. Dowiemy się jak powstał i działał Kabaret Koń, jakie dowcipy, żarty wyprawiali studenci - aktorzy sobie nawzajem. Znajdziemy dużo ciekawych informacji i anegdot. Poznamy też wycinek historii teatru polskiego i zajrzymy  za kulisy planu filmowego. Nie ma tu za wiele o prywatnym życiu

Szczery, prawdziwy człowiek z tego Gołasa, taki sympatyczny, wrażliwy, solidny, oddany teatrowi bez reszty. Nie bez wad, bo jak wynika z zebranego materiału - nerwowy, impulsywny, chciałby sam wszystko ustawiać. Cóż, nikt nie jest ideałem. Ale  takiego drugiego jak on, to ze świecą szukać!
Dziś 85-letni pan Wiesław żyje spokojnie, w ciszy, z dala od zgiełku. Nie pozostaje nic innego jak zasłużonemu niezmiernie dla kultury polskiej aktorowi życzyć zdrowia i spokoju aż po życia kres. Zapamiętamy go "wiecznie młodego", legendę teatru, filmu  i estrady.
Warto czytać o takich  wspaniałych osobowościach, ocalać ich od zapomnienia i "zaszczepiać" kolejnym pokoleniom.

Publikacja zawiera sporo zdjęć, fotosów, spis nagród, ról filmowych, teatralnych, wybranych widowisk telewizyjnych. Jest to poszerzone wydanie książki "Na Gołasa". Cieszę się, że mogłam przeczytać ten wywiad -rzekę, portret aktora niedoścignionego. Polecam.

czwartek, 18 czerwca 2015

Wielkie zmiany przy Kociej..

Przezabawne perypetie pewnej rodzinki i kot Mickiewicz na dodatek!

Na moją opinię, tym razem w nietypowej formie, zapraszam TUTAJ.



Książka idealnie pasuje do czerwcowego hasła "Dzień Dziecka" w wyzwaniu/zabawie "Pod hasłem".

wtorek, 16 czerwca 2015

"Jeszcze raz, Nataszo"

Jeszcze raz Wilczyńska...  To już moje czwarte spotkanie z jej prozą w tym roku.  Nie omieszkam, w miarę możliwości, zwiększyć tej statystyki, tymczasem zapraszam na kilka słów o "Jeszcze raz, Nataszo" wydanej przez Czwartą Stronę.

Sięgając po powieść Karoliny Wilczyńskiej można mieć pewność, że będzie to solidna porcja znakomitej prozy na wysokim poziomie. Główną bohaterkę poznajemy świeżo po rozprawie rozwodowej. Jest wolna. Zaczyna nowe życie. I co dalej? Dom na wsi wśród malowniczej przyrody, rozwijanie pasji albo wyjazd do magicznej Toskanii, czy innej arkadyjskiej krainy i nowe porywy serca? NIE. U tej autorki nie znajdziemy banału i schematycznych rozwiązań.
Natasza czuje dumę z triumfu odniesionego na sali sądowej. Powinna być zadowolona i pełna energii. Uświadomiła sobie, że jej dotychczasowe życie było oszustwem, a ostatnie miesiące - koszmarem. Wyrok sądu to nie magiczne zaklęcie, które sprawi, że wszystko zmieni się w cudowny sposób. Kobieta musi zakończyć "stare" życie zanim zacznie na nowo funkcjonować w rzeczywistości. Chce pozbyć się "resztek" po byłym mężu, oderwać od przeszłości. Postanawia dokonać widowiskowego, symbolicznego spalenia. Na stos (czyli na grill rozpalony na tarasie) trafiają fotografie - sceny  z poszczególnych etapów życia Naty.
W kolejnych, retrospektywnych rozdziałach poznajemy losy bohaterki, począwszy od jej zamieszkania w internacie podczas nauki w szkole średniej, poprzez relacje z rodzicami, pracę, studia, małżeństwo, szczeble kariery, aż po dramatyczne wydarzenia z  osobistego życia pozornie szczęśliwej pani prezes i w końcu - rozwód będący punktem przełomowym,  bolesnym, ale paradoksalnie - oczyszczającym.
Natasza rozlicza się z przeszłością, nazywa po imieniu to, co się działo, zrzuca z siebie ciężar i odradza się jak feniks z popiołów.
Powieść odzwierciedla także przemiany, jakie zachodziły w latach 80. i 90. XX w., (początki rozwoju handlu, marketingu, reklamy), zmiany społeczne ostatnich dekad. Ważne są w tym kontekście inne postaci, takie jak Kaśka i pan Mietek, Justyna, Agnieszka, czy Kora.
Nie jest to łatwa historia. Czyta się ją z przejęciem, z emocjami, z dużą dozą empatii dla bohaterki,  która musiała schować swoje "chcenia",  marzenia i potrzeby głęboko do kieszeni, realizując cudze ideały i ambicje, będąc taką- jak od niej oczekiwano. I wcale nie była ona naiwną gąską,  która tańczyła jak jej zagrają, ale zdeterminowaną, ambitną, wykształconą i zdolną absolwentką psychologii. Niestety, uwikłaną w sieć uczuć i relacji.

"Jeszcze raz, Nataszo" to literacka "terapia", przestroga, lekcja dla nas, bez moralizatorstwa, za to na "żywym przykładzie". Gorzka w sumie opowieść, ale bardzo motywująca i w ostatecznym rachunku - optymistyczna. Z otwartym zakończeniem -  przed Nataszą bowiem stoi otworem cały świat i tylko od niej zależeć będzie jakimi chwilami zapełni nowy, czysty album.

Moją uwagę zwróciły tytuły rozdziałów. To takie hasła - wyznaczniki, kolejne kroki. Warto się im przyjrzec, a może i zastosować...
Zobacz pierwszy fałsz - Wspomnij wakacyjne zauroczenie - Przeżyj miłość -Zaryzykuj - Przemyśl motywację - Podejmij wyzwanie - Otrząśnij się - Uwierz w przyjaźń - Zacznij marzyć - Stań na nogi.
Nasuwa się tu Kotarbiński ze swoim - Lub robić coś. Kochaj kogoś. Nie bądź gałganem. Żyj poważnie.”
 
"Jeszcze raz, Nataszo" okazało się powieścią z rodzaju tych O CZYMŚ, napisaną z klasą i lekkością. To warta uwagi, nie tylko dla kobiet, wciągająca i przejmująca, piękna książka.

 Jeszcze raz do wspólnej lektury zaprosił mnie MATRAS. Dziękuję.


czwartek, 11 czerwca 2015

"Spokojnie. To tylko Rosja" I. Sokołowski

Rosja to kraj, który fascynuje i przeraża jednocześnie. Na wołowej skórze by nie spisał historii i fenomenu tego ogromnego terytorium. Nie da się poznać i zrozumieć całej Rosji. Można ewentualnie próbować „ogarnąć” jej fragmenty. Ale i tak dobrze wiedzieć, że jadąc tam, trzeba logikę i zdrowy rozsadek zostawić przed granicą. Igor Sokołowski, dziennikarz, filozof, podróżnik, absolwent Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego odbył kilka podróży po Rosji. Swoje spostrzeżenia i wrażenia przedstawił w około 30 tekstach, zgrupowanych w dwóch częściach: „Północ” i „Południe” w książce „Spokojnie. To tylko Rosja”. 


Całość tekstu:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/789-igor-sokolowski-spokojnie-to-tylko-rosja-wydawnictwo-mg

środa, 10 czerwca 2015

"Jesień w Brukseli" K. Targosz

„Czy w ogóle można  zacząć nowe życie, mając trzydzieści lat, karton porcelanowych szczurów i trzy kołdry?” (s.11)
Bohaterka nie ma wyjścia, musi spróbować. 



 "Jesień w Brukseli", czyli krakowskie rozkminy pewnej dziewczyny... ;-)
Współczesna powieść obyczajowa ze średniowieczem, szczurami i ciachami w tle ;-)
Moja opinia:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/788-katarzyna-targosz-jesien-w-brukseli-wydawnictwo-janka



A tu możecie obejrzeć tytułową Brukselę oraz miejsca występujące w powieści:
 http://www.matkanaszczycie.pl/2015/06/krakow-konstancji-i-moj.html

wtorek, 9 czerwca 2015

Wywiad z Ałbeną Grabowską

Autorka m.in. słynnej już sagi "Stulecie Winnych" jest niesamowitą osobą.
Podziwiam ją. Oto wywiad przeprowadzony przeze mnie dla portalu "Medycyna i pasje":
 
http://medycynaipasje.com.pl/a2354/-------Zeby-moc-marzyc-----------wywiad-z-dr-Albena-Grabowska.html/m202

Zapraszam do lektury.
PS. Lada chwila pojawi się wznowienie:

sobota, 6 czerwca 2015

Osiołkowi w żłoby dano..., czyli stosik

Dawno nie było stosiku, a zatem najwyższa pora. Oto on:
Mam nadzieję, że udało mi się zgromadzić wszystkie książki przybyłe w ostatnich czasach, na co dzień rozpełzają się po różnych miejscach w mieszkaniu. Na biurku zalegają zacne "Księgi Jakubowe"(pożyczone), "Jeszcze raz, Nataszo" było w torebce, parę sztuk okupowało stół w dużym pokoju...
7 sztuk już przeczytane całe.
A którą Poświatowską najpierw czytać? ;-)

Tymczasem!

czwartek, 4 czerwca 2015

Był dzień Bożego Ciała...

"Był dzień Bożego Ciała, autobus co rusz zwalniał
i zatrzymywał się, gdy procesje powoli podążały
ku swoim świętym celom: baldachimy, chorągwie, chłopcy
                                                         z dzwonkami,
dziewczynki
trzymajace w dłoniach końcówki szarf przywiązanych
do narożników sztandarów, feretrony, monstrancja."



 Jacek Podsiadło "Wędrówka po moich niegdyś okolicach"  [ z tomu "Niczyje, boskie" (1998)]

 Zaczerpnięte ze zbioru "Być może należało mówić. 1984-2012" (Biuro Literackie 2014)




 


środa, 3 czerwca 2015

Uwielbiam reprinty - "Wędrówka pędzla i ołówka" M. Terlikowska

Reprinty są jak mosty łączące kolejne pokolenia. Dzięki nim dzieci mogą obcować z dokładnie taką samą książką, jaką mieli w rękach ich rodzice, czy dziadkowie. I choć papier jest lepszy, kolory żywsze, a wydanie ogólnie solidniejsze, to ilustracje, układ graficzny pozostają bez zmian. Po raz pierwszy „Wędrówka pędzla i ołówka” Marii Terlikowskiej z ilustracjami Janusza Stannego ukazała się w 1970 roku. Jej wznowienie na 45-lecie to wspaniały prezent dla czytelników.
(...)
 Cały mój tekst:  tutaj.

Elwirce też spodobała się ta książeczka, "Przygody pędzelka i ołówka" ją nazywa :-)
Jeszcze do kompletu 'Kuchnia pełna cudów" M. Terlikowskiej by się przydała. To dopiero byłaby radość! Tyle wspomnień!

Follow by Email