"Kochanie, zabiłam nasze koty" , czyli moja ulubiona książka Doroty
Dorota Masłowska, Kochanie, zabiłam nasze koty, Noir Sur Blanc 2012.
Spośród 4 przeczytanych przeze mnie książek Doroty Masłowskiej (do kompletu brakuje mi sztuki "Między nami dobrze jest" ) ta podobała mi się najbardziej.
Niektóre zdania/akapity czytałam wciąż de novo tak były piękne, wpadały w ucho; fraza i metaforyka autorki wyjątkowo przypadły mi do gustu.
Zupełnie nie zgadzam się z opiniami, że to powieść o niczym, bez fabuły, beznadziejna. Nie jest to jednak książka dla każdego. Niektórzy preferują napisane okrągłymi zdaniami opowieści "z życia wzięte", których fabułę da się zapisać w punktach jak w szkole - "przebieg wydarzeń". Tu natomiast ważniejsza jest forma, sposób narracji, język.
To rzecz o zazdrości o przyjaciółkę, samotności, wyobcowaniu i frustracji. Także o zwariowanej współczesności, z której często chce się wyciągnąć korek i spuścić wodę - jak z tego oceanu ;-)
Wcale nie jest o kotach (choć pojawia się tu kot), ani o ich zabijaniu (cho padają strzały i leje się krew- ale w sumie nie wiadomo, czy to jawa, czy sen.... Te dwie przestrzenie zazębiają się ze sobą w całym tekście.
Tytuł jest parafrazą tytułu komediowego serialu.
Surrealistyczno-oniryczny klimat, trochę taki lynchowsko -allenowski.
Bywa psychodelicznie, ale i zabawnie.
Sytuacja z Go i jej kotem ( oboje samotnicy, outsiderzy) kojarzy się z Holly Golightly i jej kotem. ("Tylko spojrzałam na niego i wiedziałam,że jest taki jak ja, że to przeznaczenie"( s. 129))
Postaci: Farah - główna bohaterka, Joanne i jej "hungarysta", szef
salonu fryzjerskiego "Hairdonism", sąsiad z pierwszego piętra (leczony
psychiatrycznie), Gosha (Go) - ekscentryczna dziewczyna z kręgu
artystycznej bohemy. Pisarka, Ernest. Syreny ( stare i wyliniałe śmieciarki, a nie zjawiskowe "arielki" - świetne kreacje! Generalnie - plejada rozmaitych freaków.
Przestrzeń: lato w wielkim mieście, gdzieś nad oceanem, jest jakby "nowojorsko", amerykańsko, ale to w sumie takie "wszędzie i nigdzie".
Motyw autotematyczny. Niemoc twórcza. Autorka jednocześnie bohaterką własnej książki (albo postać będącą jednocześnie autorką ;-) )
Narratorka "gada" do czytelników - lubię to!
Klamrowa budowa. Zaskakująco uporządkowane jak na Masłowską.
"W waszym życiu też chyba nie zawsze jest miejsce i czas , żeby czytać Sartre'a w oryginale od tyłu i do góry nogami" ( s. 5) - uwielbiam to zdanie.
Słowa Sławomira Mrożka ( z okładki): "Dorota Masłowska ma podstawową zaletę: umie opowiadać, niezależnie od innych zalet, czy przywar pisarskiego rzemiosła. Jej metafory, porównania, sposób opowiadania, cały sposób, budzą zdumienie, potem rozbawienie, a nierzadko wrażenie autentycznej poezji. Ta mieszanina wszystkiego ze wszystkim stanowi i jej uroku".
Ktoś gdzieś kiedyś marudził, że "Kochanie, zabiłam nasze koty" jest krótka, ma dużą czcionkę i sporo światła. Spodziewałam się zatem naprawdę kilku zdań rzuconych "krowami" na stronę i przeplatania rycinami. Tymczasem jest to normalna książka, niewielkiej objętości - fakt, ale nie każda musi być od razu "cegłą" maczkiem drukowaną. Czcionka i w ogóle całość przyjazna i wygodna do czytania. Przynajmniej ja sobie chwalę.
No zachęciłaś mnie do lektury. Po przeczytaniu kilku nieprzychylnych opinii odechciało mi się czytania. A teraz? teraz pochylę się nad kotami Masłowskiej:)
Wiesz co, Ciebie akurat "widzę" przy lekturze tej książki, tzn. złapiesz jej klimat, te wszystkie dziwaki i oniryczność... Nie twierdzę, że to książka na miarę Nobla, czy coś, ale zgrabna i dobrze się bawiłam jej frazą. Zajrzyj sobie jak masz tam gdzieś w biblio
ja też sobie chwalę, oj też, oj też :) PS Wysłałam Zgorzkniałą do korekty.
OdpowiedzUsuńNo zachęciłaś mnie do lektury. Po przeczytaniu kilku nieprzychylnych opinii odechciało mi się czytania. A teraz? teraz pochylę się nad kotami Masłowskiej:)
OdpowiedzUsuńWiesz co, Ciebie akurat "widzę" przy lekturze tej książki, tzn. złapiesz jej klimat, te wszystkie dziwaki i oniryczność...
UsuńNie twierdzę, że to książka na miarę Nobla, czy coś, ale zgrabna i dobrze się bawiłam jej frazą. Zajrzyj sobie jak masz tam gdzieś w biblio
Tej akurat nie czytałam, ale słyszałam o niej.
OdpowiedzUsuńByło o niej głośno.
UsuńChyba muszę wziąść się za koty.
OdpowiedzUsuńZapraszam na mojego beznadziejnego bloga http://podtwojaobrona.blogspot.com/
Skoro uważasz swój za beznadziejny, to po co go piszesz, hmmm.... Trzeba się szanować i doceniać - Napisz :"zapraszam na mojego fajnego bloga" ;-)
UsuńSwoją drogą, zajrzałam, ale nie moja bajka.
Koty - polecam, w każdej postaci ;-)