czwartek, 7 stycznia 2021

"Szajka" Lajos Grendel

 

Zdążyłam już przekonać się, że Biblioteka Słów wydaje prozę niebanalną, klimatyczną i charakterną, zawsze smaczną. Tym razem dostaliśmy do skosztowania sos węgiersko-słowacki, ugotowany w pogranicznym tygielku kulturowym, pachnący lekko “Sklepami cynamonowymi”, doprawiony ironią i szczyptą surrealizmu.
Moja recenzja:
http://zycieipasje.net/2021/01/szpieg-w-ksiegarni-szajka-lajos-grendel-recenzja/

środa, 6 stycznia 2021

"Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów" Deborah Feldman

 


"Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów" Deborah Feldman, 
wydawnictwo Poradnia K

Autobiograficzna opowieść o Dewojre, która była wychowywana przez dziadków w  żydowskiej ortodoksyjnej rodzinie, w Williamsburgu, wiodła bardzo rygorystyczny tryb życia, ale wewnątrz była "niepokorną duszą". Małżeństwo, w którym widziała furtkę do niezależności, okazało się klapą, ale w końcu udało jej się wyzwolić z okowów fanatyzmu. Została "chasydzką feministką", zawalczyła o siebie i syna.

Ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie (opowiedzianą historią, nie literackością 😉 )
To ważna i przejmująca książka, otwierająca oczy na pewne kwestie, o których często nie mamy zielonego pojęcia. Chasydzi, ortodoksi, tradycje i zasady... no dobrze, ale, że aż tak? W XXI wieku? Nawet czytanie książek zakazane, rygor ubioru, golenie głów, peruki, aranżowane małżeństwa, brak edukacji i perspektyw... To się w głowie nie mieści!
Jestem oburzona traktowaniem kobiet (ale i młodych mężczyzn) w chasydzkiej społeczności; zdziwiona,że to wszystko nadal tak funkcjonuje... W wielu momentach tej książki byłam w istnym szoku (szmatki czystości konsultowane z rabinem... 😱🤬)
Podziwiam bohaterkę - za jej świadomość, odwagę, zdobywanie niezależności, za wyjście z tej "sekty" i dążenie do bycia sobą.
 
 

 
 
kandydat do książki roku
 książka z motywem (lub autorem) LGBT
 Nowy Początek
 

środa, 30 grudnia 2020

"Historia amuletu" Edith Nesbit

 


"Historia amuletu" Edith Nesbit, 
tłumaczenie: Irena Tuwim
Podróż sentymentalna do książek z dzieciństwa.
To 3 tom serii, poprzednie "Pięcioro dzieci i"coś"", "Feniks i dywan", kiedyś czytałam, pamiętam też słuchowiska w audycji "Radio Dzieciom".
Londyn, 1905 r., Antea, Robert, Cyryl i Janeczka znów spotykają Piaskoludka (uroczy, ale trochę wredny, bardzo go lubię), znajdują amulet i muszą zdobyć jego drugą część, w tym celu podróżują w czasie i przestrzeni (m.in. do starożytnego Egiptu, Babilonu, na Atlantydę...a także w przyszłość - tu piękna idealistyczna wizja). Fantastyka, przygoda i historia. Dziecięca fantazja, przyjaźń, miłość,życzliwość, rodzina.
Przemiła powieść, pomogła mi przełamać świąteczny impas czytelniczy. Teraz namawiam córkę, ciekawe czy się skusi;-)
 

niedziela, 20 grudnia 2020

Zbigniew Rokita "Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku"

 

Wydawnictwo Czarne 2020



Jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku - ciekawa, ambitna, łącząca osobistą opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości i korzeni z reportażem / esejem o specyfice Górnego Śląska i śląskości. To cenna i wartościowa lektura zarówno dla osób mieszkających, czy pochodzących ze Śląska, jak i dla tych, zupełnie z tym regionem nie związanych , pozwalająca uświadomić sobie wiele historycznych i socjologicznych faktów.

Czytałam ją z czystego zainteresowania tematyką śląską, mam za sobą "Czarny ogród" Małgorzaty Szejnert, "Piątą stronę świata" Kazimierza Kutza, w dzieciństwie wertowałam "Bery śmieszne i ucieszne" opracowane przez Dorotę Simonides  -  to jednak kropla w morzu.
Z przyjemnością sięgam po publikacje z serii Sulina, których autorzy "przekraczają granice geograficzne, kulturowe, mentalne", prezentują treści w ujęciu antropologicznym, etnicznym, historycznym, uważnie badają znane i mniej znane  miejsca w Polsce i całej Europie, opowiadają o pograniczach i peryferiach.

Zbigniew Rokita zgrabnie połączył własną rodzinną historię z ogólnym analizowaniem śląskości i różnych problemów związanych z Górnym Śląskiem. Opowiedział o skomplikowanej przeszłości i trudnej teraźniejszości, o niejasnym statusie mieszkańców, o pamięci, o granicach i takim "pomiędzy".
Czym jest ta "śląskość"? Kim są Ślązacy? Co my właściwie wiemy o Śląsku?
Okazuje się, że niewiele (mam tu na myśli takich laików jak ja, szkolna wiedza w sumie ma się nijak do złożoności tego zagadnienia). Jak ma się historyczny Górny Śląsk do  terenu obecnego województwa śląskiego? Jak to było powstaniami i plebiscytem? Czy możliwa była/jest autonomia Śląska? Jak czuli się mieszkańcy, którym nakazano deklarować narodowość i dokonywać wyborów? Jaki status mają Ślązacy i ich język we współczesnej Polsce?

"Nie przekraczaliśmy granic, to one nas przekraczały" - mówi Ketzler, miejscowy Niemiec, jeden z rozmówców - "Moi przodkowie nie przyjechali tu jako okupanci, przyjechali w XVIII wieku, bo pruski król zaprosił na Śląsk rzemieślników. Jesteśmy obywatelami Polski, a przy tym jesteśmy narodowości niemieckiej. Jesteśmy u siebie, nie w jakiejś tam diasporze. Chcemy być traktowani jak ktoś, kto tu był i został. Bo kto mi da gwarancję, że za sto lat nie będzie tu innego państwa?" ( s. 186)
Bardzo trafne i wymowne to słowa.

Autor dzieli się osobistymi poszukiwaniami i  rozważaniami: "Czuję sie i Polakiem, i Ślązakiem. Tym drugim od kilku lat. I szukam odpowiedzi, czym jest ta śląskość. Może czyśćcem? Poczuciem odrębności od polskości i niemieckości, zawieszeniem między nimi. I ja teraz obserwuję, jak ta śląskość się tworzy. Pojawiają się pisarze, trwają dyskusje, spory, z roku na rok to się rozwija." ( s. 193)

Troszkę irytujący bywał styl tej książki, momentami zbyt podręcznikowy albo zbyt potoczny, dygresyjny, autor przeskakiwał tak jakby między snuciem pięknej opowieści (momentami nawet trafiały poetyckie zdania, weźmy pierwsze: “Moi przodkowie użyźniali sobą dzieje. Dzieje się na nich pasły i rosły tłuste i obłe” s. 13) ) a artykułem prasowym. Nie wpływa to jednak aż tak znacząco na odbiór całości. Bo tak jak Górny Śląsk jest niejednorodny i skomplikowany, to i opowieść o nim nie może być jednolita.
Rokita nam ten Śląsk przybliża, odczarowuje, odziera z mitów i fałszywych przekonań.


 




niedziela, 15 listopada 2020

“Bez strachu. Dziennik współczesny” Józef Hen

 

MG, 2020
Całość mojej recenzji:
http://zycieipasje.net/2020/11/patronat-medialny-bez-strachu-dziennik-wspolczesny-jozef-hen-recenzja/

Nigdy wcześniej nic pióra Hena nie czytałam. Teraz żałuję, że tak późno trafiłam na jego prozę. Na pewno spróbuję nadrobić zaległości.
Bez strachu. Dziennik współczesny to nie są, za przeproszeniem, “zapiski starego piernika”, czego się nieco obawiałam. To wyborne notatki intelektualisty, erudyty,  skromnego i szczerego człowieka z ogromnym doświadczeniem, poczuciem humoru i dystansem do samego siebie.
“Starość. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Obserwuję ją nie bez ciekawości literackiej. Jakby stanowiła tworzywo. Nie chodzi o niedomagania fizyczne, słabość organizmu – wiadomo, tkanki zużyte, ale jakoś się poruszam, oddycham, krzątam – nie powinienem narzekać. ( Chociaż trochę mi wolno).”  (s. 7)

Są w tym dzienniku, obejmującym lata 2018-2020 (do lipca), zapiski z lektur, cytaty i refleksje; komentarze do bieżących wydarzeń kulturalnych i politycznych, opisy sytuacji z codziennego życia, anegdoty, liczne dygresje i retrospektywne powroty do lat minionych. Sporo można się dowiedzieć z tych notatek o życiu i twórczości samego autora, o dziejach wydawania  i recepcji jego książek.

Hen śledzi z uwagą to, co się dzieje w Polsce i na świecie. Odnotowuje ważne wydarzenia jak Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk czy wybory prezydenckie, ale i też te dotyczące życia prywatnego jak wydanie książki syna, choroba czy śmierć kogoś znajomego. Rejestruje spotkania autorskie, nagrania radiowe,  listy od czytelników, rozmowy. Dużo czyta – książek i gazet. Ma swoje zdanie, swoje poglądy, które wyraża w wyważony sposób. Nie jest tak, jak to często się zdarza u ludzi w podeszłym wieku, że żyją tylko przeszłością. Ponadto nie uważa się za wszystkowiedzącego, choć nie można powiedzieć, aby się słusznie nie cenił.
“1923 – no, trudno, ten rocznik usprawiedliwia mój brak znajomości pewnych realiów. Ale nie poczuwam się do braku orientacji w dzisiejszej  rzeczywistości politycznej. Odwrotnie: moje doświadczenia osobiste, od lat 30. ubiegłego wieku, twórczość na tle historycznym (Jagiełło, Stanisław August, Montaigne i jego czasy), pozwalają mi na trzeźwą ocenę także tego, co dzieje się teraz. ”  (s. 161)

czwartek, 5 listopada 2020

"Prosta sprawa" W. Chmielarz

 


Zarzekała się żaba błota. Po przeczytaniu Rany i Wyrwy (która w sumie wypadła pozytywnie w odbiorze) stwierdziłam, że jednak fanką twórczości Wojciecha Chmielarza nie zostanę.  Niemniej sięgnęłam, zgodnie z zasadą “do trzech razy sztuka”, po najnowszą książkę tego autora i… zmieniłam zdanie.

Muszę przyznać, że Prostą sprawę czytałam w burzliwym, trudnym emocjonalnie czasie, gdy niełatwo było skupić się nad wymagającą lekturą, a dzięki tej książce mogłam się oderwać się od problemów codzienności, odpocząć, przenieść się w świat niezwykle wciągającej fikcji, dynamicznej akcji, nie roztrząsając zbytnio jej prawdopodobieństwa. Doskonale się bawiłam, choć to może nie brzmi najlepiej w  odniesieniu do powieści sensacyjnej,  w której nie brakuje krwawych i brutalnych scen, strzelaniny, walk,  brudnych interesów i bezlitosnych porachunków. Na tym jednak polega specyfika tego gatunku i jeśli powieść napisana jest sprawnie warsztatowo, ma ciekawą fabułę, nic w niej “nie zgrzyta”, to nic dziwnego, że czytelnik czuje się usatysfakcjonowany lekturą.
Dla porównania – to nie jest “kino moralnego niepokoju” czy inne “bergmany”, to taki “James Bond vel Rambo  na wariackich papierach”, “szukają go i uciekł”, tajemniczy agent wkracza do akcji, bang – bang, mistrz sztuk walki zwycięża złych, pomaga dobrym, na końcu znika i nikt tak naprawdę nie wie, kim on był i po co właściwie to wszystko robił.

(...)
ciąg dalszy pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2020/11/szpieg-w-ksiegarni-prosta-sprawa-wojciech-chmielarz-recenzja/

środa, 4 listopada 2020

"Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet"Zofia Turowska

 

Marginesy 2020
(...)

To taki specyficzny portret, nakreślony w bardzo subiektywny sposób, oparty na prozie autobiograficznej, z wplecionymi gęsto cytatami z utworów i wypowiedziami z prasy. Zebrano też wypowiedzi przyjaciół i znajomych.

Z portretu “namalowanego”, czy raczej ułożonego przez Turowską wyłania się Agnieszka  Osiecka jako osoba  niesamowicie zdolna, twórcza, pracowita, wrażliwa,  samotna i nieszczęśliwa, ciągle uciekająca, bujająca w obłokach, ale dbająca o własne sprawy zawodowe,  żyjąca po swojemu, wbrew konwenansom.  Sama o sobie pisała: “Mam skłonność do życia we śnie, do zmyślania sobie ludzi i sytuacji. Do urabiania życia na kształt teatru. Do nierzeczywistości” (s. 125)

Całość wypada bardzo sympatycznie i ciekawie, o ile się już wcześniej o tym nie czytało. Uczciwie informuję, że ta publikacja to ubrane w nowy tytuł wznowienie  książki Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką (pierwsze wydanie – 2000r., kolejne – 2008 r.).  Przyznam, że  tamten tytuł znakomicie oddaje  zamysł tej książki – bo poznajemy Osiecką właśnie jakby w różnych “pejzażach” – na tle społecznym, historycznym, kulturalnym, na tle rodziny, środowiska artystycznego, w różnych momentach jej życia. Z założenia nie jest to pełna biografia, ale taki jakby “pamiątkowy album”.

 

całość mojej recenzji: 
http://zycieipasje.net/2020/11/szpieg-w-ksiegarni-osiecka-nikomu-nie-zal-pieknych-kobiet-zofia-turowska-recenzja/

 
Książka pasuje do listopadowej Trójki E-pik- kategoria: Siła jest kobietą

Follow by Email