czwartek, 29 czerwca 2023

"Podhale oraz Orawa, Spisz i Pieniny. Przewodnik dla dużych i małych" Barbara Gawryluk, Paweł Skawiński

Spodziewałam się, że ta publikacja będzie ciekawa, kolorowa, pełna cennych informacji, ale szczerze przyznam, że zaskoczył mnie jej wysoki poziom, bogactwo treści i sposób ich przekazania. Toż to istna skarbnica wiedzy o Podtatrzu, która może zagiąć niejednego dorosłego. Wydawało mi się, że sporo wiem na temat geografii, przyrody, folkloru, ale np. kto jest honielnik, co to są fizioły i puścizna pierogowska – o tym nie miałam pojęcia. Dla dzieci takich zaskakujących ciekawostek będzie tu co niemiara, dowiedzą się bowiem co nieco  chociażby o wsi łańcuchowej, małopolskim wulkanie, skarbie inkaskiej księżniczki, latającej fortecy… A przede wszystkim poznają tajemnice mniej znanych turystycznych szlaków oraz piękno polskiej przyrody.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki, przygotowanej z pasją i zaangażowaniem przez prawdziwych ekspertów: Barbarę Gawryluk, znaną i nagradzaną autorkę książek dla dzieci oraz Pawła Skawińskiego – wieloletniego dyrektora Tatrzańskiego parku Narodowego. O stronę wizualną zadbała natomiast graficzka Ola Krzanowska, mająca w dorobku ilustracje  do kilkudziesięciu książek dla dzieci. Jej charakterystyczny styl i poczucie humoru sprawiają, że książkę ogląda się z przyjemnością, a wręcz nie można się od niej oderwać.

Co tu znajdziemy? Mapy, ciekawostki, legendy, informacje o florze i faunie, regionalnych potrawach,  o parkach narodowych, opisy szlaków, muzeów, skansenów, ludowego budownictwa i strojów. Nie zabrakło cennych informacji o właściwym zachowaniu na szlakach, przy spotkaniu ze zwierzętami, numerów ratunkowych,  praktycznych wskazówek.
A wszystko to świetnie wytłumaczone, podane przystępnym językiem, konkretnie, bez nadmiaru liczb i dat, choć te też się pojawiają.
Wizualnie – rewelacja! Kolorowo, przejrzyście, prosto, ale charakterystycznie, z humorem. Tu widać, że pióro autorów i pędzel graficzki współpracowały idealnie.

Autorzy przybliżają nam miejsca mniej znane, ale bardzo interesujące, ze względu na swoją historię, ukształtowanie terenu,  walory przyrodnicze, zabytki itp. Zwiedzimy z nimi (dosłownie, bo namalowane postaci pani Gawryluk i pana Skawińskiego pojawiają się na kartach tej książki) Podhale, Orawę, Spisz i Pieniny, zdobędziemy bogatą wiedzę z wielu dziedzin, przeżyjemy przygodę i poczujemy emocje. Na końcu sprawdzimy się rozwiązując quiz.

To jest naprawdę przewodnik dla małych i dużych. Uczy, bawi, inspiruje.
Każdy niezależnie od wieku znajdzie tu coś dla siebie, a choćby miał doktorat z turystyki, geografii czy etnografii, to przynajmniej uśmiechnie się przy zabawnych napisach w dymkach nad ilustracjami.
Ze względu na duży format i twardą oprawę nie jest to książka, którą polecałabym do zabrania do plecaka na wakacje, ale do przygotowania się do wycieczki, czy po prostu do domowego  “podróżowania palcem po mapie” – jak najbardziej!
W tej serii ukazały się także “Bałtyk” oraz “Tatry”. Tych przewodników nie możecie przegapić!

polecam, Agnieszka Grabowska
materiał chroniony prawami autorskimi
współpraca recenzencka

Wydawnictwo Literackie, 2023



 
współpraca recenzencka

 

Wydawnictwo Literackie
Tytuł: Podhale oraz Orawa, Spisz i Pieniny. Przewodnik dla dużych i małych
Autor: Barbara Gawryluk, Paweł Skawiński
Ilustracje: Ola Krzanowska
Liczna stron: 88
data wydania: 28 .06. 2023
ISBN: 978-83-08-08122-8

czwartek, 15 czerwca 2023

"Romy i droga do Paryża" M. Marly


Dla tych, którzy gustują w literaturze biograficznej, interesują się filmem, lubią poznawać portrety nietuzinkowych osób, chłonąć klimat Paryża i Wiednia z dawnych lat, a przede wszystkim dla fanów gwiazdy kina lat. 50. i 60. XX w. Romy Schneider – to będzie wyśmienita lektura!

Sięgnęłam po tę książkę z nieoczywistych powodów, bo właściwie nie znam Romy Schneider, nie oglądałam filmów z jej udziałem. Ot, kojarzę tę aktorkę ze słyszenia, może czytałam jakiś artykuł o niej w kolorowej prasie i tyle. Kierowała mną intuicja i sympatia do literatury biograficznej jako gatunku.
Chciałam w sumie poznać tę ikonę kina, zajrzeć za kulisy sławy.

Autorką tej opartej na faktach powieści jest Michelle Marly, czyli właściwie Micaela Jary, pisarka, dziennikarka o polsko-niemieckich korzeniach. Znała ona osobiście rodzinę Romy Schneider, która naprawdę nazywała się Rosemarie Magdalena Albach-Retty. Udało się jej przedstawić aktorkę nie jako słynną postać z ekranu, ale jako człowieka z całym bagażem życiowych doświadczeń i problemów.
Dzięki niej w barwnej, emocjonalnej opowieści poznaliśmy tytułową “drogę do Paryża”:  walkę młodej kobiety o podążanie za marzeniami i głosem serca, wyrwanie się z klatki, jaką były dla niej nadmierna kuratela matki i ojczyma oraz zaszufladkowanie w wizerunku cesarzowej Sisi i rolach niewinnych dziewcząt.
Śledziliśmy  burzliwe miłosne perypetie z Alainem Delonem,  trudną pracę z reżyserem Viscontim, znajomość z ikoną stylu i mody Coco Chanel. Przekonaliśmy się jak wielką cenę przyszło zapłacić ulubienicy tłumów za pójście własną drogą.


Romy Schneider była pracowita, ambitna, chciała grać w teatrze, rozwijać się zawodowo, a nie tylko spełniać oczekiwania rodziny, publiczności i mediów. Udało jej się wyjść poza ramki, w które ją wciśnięto. Długo jednak była marionetką, którą sterowali rodzice. Jako nastolatka wciągnięta w wir pracy i zawodowych zobowiązań, nie miała szans i czasu na prywatne życie. Z czasem coraz trudniej było jej się podporządkowywać. Zbuntowana Romy przeżywała huśtawkę emocji. W końcu ‘zerwała się z łańcucha’, postawiła wszystko na jedną kartę. I nawet walizka z milionem marek nie przekonała jej do zmiany powziętych planów.
Przeszła wielką przemianę, nie tylko pod względem wyglądu (elegancki francuski styl), ale przede wszystkim sposobu myślenia, podejścia do życia, podejmowania własnych decyzji, odważnego patrzenia w przyszłość.

Swoją opowieść Michelle Marly kończy na 1962 roku, kiedy przebojem kasowym kin w USA został film “Forever my Love” (o cesarzowej Sisi), Romy kręci “Pojedynek na wyspie”, gra Ninę w spektaklu “Mewa”, dostaje propozycję zagrania w “Procesie” w reżyserii Orsona Wellesa i wraz z Delonem bryluje na festiwalu filmowym w Cannes. Jej kariera jest w rozkwicie, a psychika – coraz bardziej w rozsypce. W posłowiu autorka streszcza dalsze losy gwiazdy kina. Niestety, nie były one szczęśliwe, naznaczone rozstaniami, rozpaczą, nietrwałymi małżeństwami, śmiercią syna, długami.  To byłby materiał na kolejną część. Wydaje mi się jednak, że już wystarczy roztrząsania tak trudnych spraw, przy których łatwo o nieścisłości, przekłamania. Zachowajmy więc pamięć o Romy Schneider przez pryzmat jej aktorskich osiągnięć i życiowych zmian na owej dosłownej i metaforycznej drodze do Paryża.

Niestety, ta książka mimo swoich niezaprzeczalnych walorów i przystępnego stylu nie okazała się dla mnie “nieodkładalna” i czytałam ją “na raty”, z przerwami na inne lektury,  od jesieni.  Wydaje mi się, że mocno na to rzutował fakt, iż opisywane czasy, środowisko i postaci nie były na szczycie listy moich zainteresowań.
Nie żałuję jednak tego czytelniczego spotkania, albowiem była to ciekawa i przejmująca opowieść o silnej, odważnej,  nieszczęśliwej kobiecie, którą można zinterpretować także jako przestrogę dla młodych ludzi, aby nie dali sobą sterować, aby podążali własną drogą, spełniali swoje marzenia, a nie cudze oczekiwania.

Agnieszka Grabowska
materiał chroniony prawami autorskimi
współpraca recenzencka

 

Wydawnictwo: Marginesy
Autor: Michelle Marly
Tytuł” Romy i droga do Paryża
Tytuł oryginału: Romy Und Der Weg Nach Paris
Tłumaczenie: Urszula Pawlik
Data premiery: 19 października 2022

Liczba stron: 400
ISBN 978-83-67406-55

wtorek, 13 czerwca 2023

"Fake Dates and Mooncakes" Sher Lee

 


 

Cud, miód i ciasteczka! W dodatku nie byle jakie, bo księżycowe – bez pieczenia, że śnieżną skórką i wyjątkowym nadzieniem. Wykonane z sercem i pasją, zgodnie ze starą babciną recepturą. I nie są one jedynym smakołykiem, jakie azjatycka pisarka zafundowała nam w tej powieści. Wątek kulinarny splata się  tu z wątkiem uczuciowym, ogromną rolę odgrywają chińskie tradycje i zwyczaje. Dwóch nastolatków w zabawnej i wzruszającej historii pokazuje nam jak ważne jest wsparcie rodziny, sięganie do tradycji, uczciwość i szczerość.
Wydaje mi się, że młodzież chętnie sięgnie po tego typu prozę, lekką, na wskroś współczesną, z k-popem w tle, a przy tym mądrą, która pod płaszczykiem komedii romantycznej przemyca ważne wartości.

PREMIERA: 14 CZERWCA 2023.

Nie oglądałam “Bajecznie bogatych Azjatów” i nie czytałam “Heartstoppera”, do których nawiązuje opis na okładce, więc do nich się nie odniosę. Nie przepadam za takim etykietowaniem, bo tym sposobem można tyleż zachęcić, co zniechęcić odbiorców. Podobnie z nietłumaczonym tytułem – są fani i przeciwnicy takich praktyk. A szkoda byłoby, gdyby “Fake Dates and Mooncakes” nie spotkały się z szerszym zainteresowaniem, bo to naprawdę fajna i mądra, współczesna powieść młodzieżowa, w której zdecydowanie chodzi o coś więcej niż love story między dwoma chłopakami.

Już od pierwszych stron można wsiąknąć w niezwykły klimat tej rozgrywającej się w Nowym Yorku opowieści, poczuć smak pierożków xiao long bao, smażonego ryżu i innych smakołyków serwowanych przez “Wojowników Woka” – bar z kuchnią singapursko-chińską, w którym pracuje nastoletni Dylan Tang.  Dość szybko poznajemy jego sytuację rodzinną i następuje zawiązanie akcji – spotkanie Theodora Sommersa. Pechowa dostawa okazuje się szczęśliwym początkiem skomplikowanej znajomości….

Chłopców różni przede wszystkim status społeczny i finansowy, ale mają azjatyckie korzenie i podobne doświadczenia – obaj stracili matki, wychowują się  bez ojców (z różnych przyczyn), są samotni.
Dylan łączy naukę z pracą w gastronomii, czuje się odpowiedzialny za ciocię i kuzynów,  chce pomóc utrzymać i wypromować rodzinny biznes, w związku z tym zamierza wziąć udział w konkursie kulinarnym na najlepsze ciasteczka z okazji Święta Środka Jesieni. Jest uczciwy, honorowy, szczery i skromny.
Natomiast Theo to “obrzydliwie” bogaty uczeń elitarnej szkoły, stać go niemal na wszystko, ale nie jest zadufanym w sobie egoistą, wręcz przeciwnie – okazuje się sympatyczny, pomocny, pracowity. Jest też sprytny i “złotousty”, potrafi wybrnąć z każdej sytuacji.  Dyskretnie chce wspomóc finansowo “Wojowników Woka”. Dylan “wpadł mu w oko”.  Zabiera go ze sobą na wesele kuzynki, gdzie mają udawać  że są parą. Zauroczony nim Dylan musi ukrywać prawdziwe uczucia, poza tym czuje, że nie pasuje do świata celebrytów i bogaczy. To raczej Theo ma łatwiej, by  zbliżyć się do rodziny Dylana, z ochotą spędza czas w barze, pomaga kuzynom, z ciekawością poznaje chińskie zwyczaje, przesądy, legendy, przysłowia itp. – wszak to też jego korzenie (ze strony matki).
Ktoś chce jednak za wszelką cenę rozdzielić zaprzyjaźnionych chłopaków. Obaj muszą udowodnić szczerość swych intencji i sami się przekonać, co do siebie czują i ile są w stanie poświęcić.

Trzeba przyznać, że debiutancka powieść Sher Lee to taki “american dream” oparty na popularnych motywach i kontrastach,  gdzie miłość i prawda zwyciężają, trudności zostają pokonane, a marzenia się spełniają, mamy oczywiście happy end. Trudno jednak wyobrazić sobie, by mogło być inaczej, bowiem bohaterowie są tak sympatyczni, że nie sposób im nie kibicować i nie życzyć szczęścia. Nawet postaci drugoplanowe budzą sympatię i ciekawość, a już szczególnie Clover, suczka rasy corgi – adoptowana ze schroniska.

Błędem byłoby sprowadzić tę książkę tylko do wątku uczuciowego, bo moim zdaniem był on tylko tłem dla ukazania chińskiej kultury, obyczajowości, kuchni, dla podkreślenia roli tradycji i jej pielęgnowania, roli pamięci/wspomnień, a także takich wartości jak uczciwość, honor, solidarność, rodzina, opieka nad zwierzętami.
To również piękna opowieść o relacjach rodzinnych, o tym jak ogromną rolę odgrywa wzajemne wspieranie się; o tym, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. I o tym, że nawet mając niewiele, można komuś podarować coś cennego – niematerialnego: czas, uwagę, miejsce w rodzinie, miłość, poczucie szczęścia.
Na przykładzie tej historii można zastanawiać się, czy życiem rządzi przypadek, czy przeznaczenie? Czy to prawda, że pieniądze szczęścia nie dają? Co jest w życiu naprawdę ważne?

“Fake Dates and Mooncakes” to urocza, ciepła, subtelna,  wartościowa i zabawna komedia romantyczna (określana też jako querrowy romans) z sympatycznymi bohaterami i barwnym azjatyckim tłem. Idealna młodzieżowa lektura na wakacje albo weekendowy odpoczynek, dla miłośników chińskiej kultury kuchni i niebanalnych ciasteczek – obowiązkowa

Agnieszka Grabowska

współpraca recenzencka

Wydawnictwo Literackie
Tytuł: Fake Dates and Mooncakes
autor: Sher Lee
Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Data wydania: 14.06.2023
Liczba stron: 310
ISBN:9788308081303

niedziela, 11 czerwca 2023

"Anne z Szumiących Wierzb" L. M. Montgomery


 Czwarty chronologicznie tom perypetii Anne Shirley został napisany i wydany  jako siódmy, w 1936 r. L. M. Montgomery zadedykowała go  “dla przyjaciół Anne na całym świecie”. Powstał jakby na życzenie czytelników i można się zastanawiać, czy nie był pisany “na siłę”?

Szczerze powiem, że nie przepadam ani za nadmiernie rozbudowanymi sagami, ani za dopisywaniem dalszych bądź wcześniejszych losów postaci, ani za mnożeniem wątków pobocznych tylko ze względu na popularność cyklu i oczekiwania czytelników. Po prostu łatwo tu o przesadę i “odgrzewanie kotletów”.
W przypadku “Anne z Szumiących Wierzb”, nie odmawiając powieści ciepła i uroku, jednak trochę czuć, że została napisana na fali popularności serii. Autorka wykorzystała ulubienicę czytelników, by opowiedzieć szereg epizodów, historyjek o różnych postaciach. Gdyby to były odrębne opowiadania, z innymi bohaterami w roli głównej, zapewne też byłyby urocze, ale już nie tak “chwytliwe”. Nie mają większego wpływu na fabułę całości serii.
Ten tom nie cieszy się zbyt wielką sympatią, choć zapewne ma swoich oddanych fanów, a właściwie fanki.

Książka oprócz rozdziałów z typową trzecioosobową narracją zawiera fragmenty listów Anne do studiującego medycynę narzeczonego – Gilberta i stanowi zbiór rozmaitych historyjek z czasów, gdy panna Shirley przez 3 lata pracowała jako dyrektorka liceum w Sommerside i  wynajmowała pokój przy Zaułku Duchów w domu pod nazwą Szumiące Wierzby u sióstr Kate i Chatty – wdów, nazywanych przez wszystkich  ciotkami.  Mieszkała tam również charakterna służąca/gosposia – Rebecca Dew, która tak naprawdę rządziła w tym domu oraz kot, Dusty Miller. Natomiast w sąsiednim domu pod nazwą Chojary: surowa pani Cambell z wnuczką Elisabeth – która w zależności od nastroju przybierała różne zdrobnienia (np. Betty, Beth, Elisa itp.); była smutną marzycielką i nieustannie czekała aż nadejdzie JUTRO.
W miasteczku prym wiódł wrogo nastawiony do nowej dyrektorki ród Pringle’ów, a w szkole pracowała antypatyczna, sarkastyczna i pełna pretensji dla świata Katherine. Charyzmatyczna Anne jednak nie dała sobie dmuchać w kaszę i zjednała sobie dotychczasowych oponentów.

Mam nieco mieszane uczucia wobec tej powieści, choć absolutnie nie mogę jej odmówić uroku i naprawdę przyjemnie się ją czytało. W dodatku zostałam fanką Rebeki Dew, cudowna osoba!
Z jednej strony jest to świetna proza obyczajowa, doskonale portretująca społeczeństwo tamtych czasów, ówczesną mentalność, sytuację kobiet, rodowe konflikty, rodzinne spory, uczuciowe perypetie, ludzkie charaktery z całą gamą wad i zalet. Montgomery potrafiła znakomicie ukazać rozmaite sceny, a każdą historię doprawić szczyptą humoru lub ironii.
Z drugiej strony Anne ukazywana jako nieustanna “pomagaczka”, niepoprawna optymistka,  krzewiąca wokół dobroć i przyjaźń nieco mnie irytowała. Nie tyle same jej dokonania, co nadmierne ich idealizowanie, bo z każdej sytuacji, opresji, sporu, nieporozumienia wychodziła zwycięsko. Kruszyła lody, przecierała szlaki i niosła nadzieję.  Potrafiła przełamać każdą barierę, wpłynąć na wszelkich mruków, ponuraków, samotników itp.; umiała zdobyć serca i zaskarbić sobie zaufanie, przyjaźń okolicznych mieszkańców. Zapewne takiej bohaterki oczekiwali ówcześni czytelnicy. Współcześnie – wiemy już, że świat nie jest łaskawy dla takich altruistek jaką była Anne.
“Mam nadzieję, że mnie zawsze ktoś będzie potrzebował  – powiedziała do śpiącego kota. – Jak cudownie jest móc kogoś uszczęśliwiać.” ( s. 148)

Przekład moim zdaniem jest świetny, zgrabny, bliski oryginałowi. Zachowuje pierwotny tytuł nadany przez L. M. Montgomery, a zmieniony potem na prośbę wydawcy, by nie mylić  z wydaną wówczas książką “O czym szumią wierzby” K. Grahame’a. Zawiera fragmenty pominięte przez innych wydawców oraz przypisy do cytowanych przez bohaterkę dzieł literackich. Nie byłam przywiązana do poprzednich tłumaczeń, nie sadzę, bym w dzieciństwie czy latach nastoletnich więcej niż raz przeczytała “Anię z Szumiących Topoli”, ale cieszę się niezmiernie, że w końcu mamy ciotki Kate i Chatty, a nie Kasię i Misię, Katherine Brooke nie jest już przemianowana na Juliannę, a Rebecca Dew na… Monikę Rosę (!).

Wydaje mi się, że warto mimo wszystko zapoznać się z “Anne z Szumiących Topoli”, bo ciepła, humoru i optymizmu, takiego książkowego otulenia kocykiem,  nigdy nie za wiele, a pisarskiego kunsztu w snuciu opowieści Lucy Maud Montgomery odmówić nie można. Fanów serii na pewno nie trzeba zachęcać do sięgnięcia po kolejny tom, w nowym, odświeżonym tłumaczeniu. Miłe są takie powroty do lubianych postaci, nawet jeśli zostały wyidealizowane.  Dla młodego pokolenia to już raczej książka “tracąca myszką”, ale nadal wierzę, że jeszcze kogoś ta proza zachwyci, a przynajmniej zapewni satysfakcjonującą czytelniczą przygodę w stylu retro.

Agnieszka Grabowska
materiał chroniony prawami autorskimi


Moja lista blogów