czwartek, 31 grudnia 2015

Żegnaj, roku ów...2015!

I znowu, u progu kolejnego roku  marnego żywota,  wznosząc ku górze nasze nadwyrężone długim czytaniem ślepka, pytamy: co nam ten rok przyniesie, a co zabierze nam...

Zamiast życzeń  - dla wszystkich - piosenka:
"Trudne życzenia"Adam Nowak i Ania Rusowicz
(linku brak, bo nie potrafiłam znaleźć, trafia się na Trójce, miłego odbioru!)

Nieco bez sił, bez entuzjazmu i bez pomysłu, krótko przedstawiam moje podsumowanie książkowe.Trzymajac się zapisków w odpowiedniej zakładce z lekturami 2015, wychodzi na to, iż mam za sobą  120 książek. Różnego gatunku, różnego sortu. Ups, co ja z tymi sortami... 
Dużo świetnych, mnóstwo bardzo dobrych, były też słabizny. 
I tu pewnie niektórych zaskoczę, bo u mnie słabo wypadła Szabo. Nie te drzwi, najwidoczniej.
Moją top - 10, a w sumie może i 15 przedstawię innym razem, zresztą, kto ciekaw - ma zaznaczone kolorkiem na liście. Tę jedną jedyną - muszę jeszcze przemyśleć.

Z nowości - zaangażowałam się w mijającym roku w "Życie i pasje".
Reszta niemal bez zmian.

Tymczasem rozliczę się z wyzwania 2015 r. Te na żółto dopisywałam znacznie później, jakąś częściową listę miałam już w marcu.
Ta daaaammmmmmm:



1.      Więcej niż 215 stron. (niemal każda, którą czytam) Dom tęsknot, Piotr Adamczyk
2.      Autorem jest kobieta    np. Magdalena Kawka -Wyspa z mgły i kamienia
3.      Została wydana w 2015 r.  np. Vintage… S.Gloss
4.      Ma smutne zakończenie. Głosy Pamano
5.      W tytule – nazwa miasta Berlin, późne lato
6.      Film oparty na książce  Stulatek, który wyskoczył przez okno… J.Jonasson
7.      Ma więcej niż 100 lat. Pamiętnik Wacławy
8.      Oparta na prawdziwej historii Astrid Lindgren Biografia/ Dobra świnka dobra
9.      Ma tylko jedno słowo w tytule.  Azazel/Macocha/Szeptucha
10.  Autor ma takie same inicjały jak ja.  Gołas”Agnieszka Gołas
11.   Została wydana w roku moich narodzin Kuncewiczowa "miasto Heroda" Wyd. PAX 1982 ( jak chodziło o premierę, to trudno, jest tak)
12.  Ma co najmniej 2 autorów Próba miłości. Jak pokochać cudze dziecko, K i J. Klejnoccy
13.  W tytule jest imię.  Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna
14.  Autorem jest mężczyzna. Boris Vian, Piana dni
15.  Miałam przeczytać w szkole, ale się nie udało (Co miałam, to przeczytałam, ale jest coś, co obecnie jest lekturą, a ja nie znałam) Chłopcy z Placu Broni F. Molnar
16.  Napisał ktoś przed 30.  Weronika Murek, Uprawa roślin…
17.  W tytule jest kolor.   Zielona gęś Gałczyńskiego
18.  Przeczytana w jeden weekend Performens
19.  Nie ma w niej ludzi. Przygody Euzebiusza B. Krupska
20.  Typowy romans. czy typowy, to niekoniecznie, ale wpiszę "Wiktorię" L. Olejniczak
21.  Poradnik   np. przeglądane "Wiem, co jem"K. Bosackiej
22.  Historyczna lub polityczna Lubonie. Powieść z X wieku. J. I. Kraszewski
23.  Akcja nie dzieje się w Europie A. Munro, Dziewczęta i kobiety (Kanada)
24.  .W języku angielskim   Nie przewiduję wcale. Wpiszę sobie inne hasło ;-) Np. poezja współczesna: Dwupłat, Słomczyńskiego
25.  Epistolarna.  „Czekając na e-mail| K. Tasak  ( w formie maili)
26.  Autor pod pseudonimem.  Maryla Szymiczkowa Tajemnica domu Helclów
27.  Akcja rozgrywa się podczas wojny. Śpiewaj ogrody
28.  Główny bohater ma imię na tę samą literę co ja. "Moralność pani Piątek - A jak Augustyn ;-)
29.  Zaczęłam kiedyś czytać, ale nie skończyłam. -110 ulic, M. Gutowska-Adamczyk 




poniedziałek, 28 grudnia 2015

Notatka w kratkę nr...

...no właśnie... który? 3?4? Dalece posunięta nieregularność skutkuje totalnym pogubieniem się w numeracji.
Po świętach.... Hmmm...jak to zwykle po świętach bywa. Najedzona po uszy, naśpiewana kolęd, tylko z naczytaniem nie bardzo.
"Wnuczkę do orzechów" tylko w poświąteczną niedzielę przeczytałam. Wrażenia średnio na jeża. I ja też się nieco najeżyłam. Dlaczego? O tym wkrótce.
Chciałam ponownie obejrzeć "Służące", ale...zasnęłam, spałam snem sprawiedliwego aż do wpół do trzeciej rano. W opakowaniu, pod kocykiem jeno. Męczą te święta... ;-) Wiem, była w niedzielę powtórka, ale popołudnie z czteroipółlatką niem sprzyja seansom tv, z wyjątkiem serii filmów o Barbie, czy kucykach z Equestrii.
Obejrzałam "Komety" (sztuka K. Bizio, reż L. Dawid) ) z A. Kuleszą, J. Chabiorem oraz P. Głowackim. Ciężkie, psychologiczne, o relacjach rodzinnych. Nie zachwyciło mnie.
Dziś "Ich czworo" wg Zapolskiej, reż M.Wrona, z A Buzek między innymi. Zasiadam murem.
Będą niebawem jakieś wpisiki, jakieś podsumowanka, planiki, a jak się postaram, to i jakaś recenzyjka :-D
W tak milusim nastroju, podążam ku herbatce i teatrowi.
Tymczasem!



środa, 23 grudnia 2015

Karteczka dla Was...

 

Zdrowia, spokoju, radości, refleksji, 
wesołego kolędowania w sympatycznym gronie,
czasu na to, by tak z książeczką pod choineczką...

Dobrych Świąt!



***
 
Bracia, patrzcie jeno
Bracia, patrzcie jeno, jak niebo goreje,
Znać, że coś dziwnego w Betlejem się dzieje.
Rzućmy budy, warty, stada,
Niechaj nimi Pan Bóg włada,
A my do Betlejem, a my do Betlejem, do Betlejem.
Patrzcie, jak tam gwiazda światłem swoim miga!
Pewnie do uczczenia Pana swego ściga.
Krokiem śmiałym i wesołym
Spieszmy i uderzmy czołem
Przed Panem w Betlejem.

Wszakże powiedziałem, że cuda ujrzymy:
Dziecię, Boga świata w żłobie zobaczymy,
Patrzcie jak biednie okryte,
W żłóbku Panię znakomite
W szopie przy Betlejem.



czwartek, 17 grudnia 2015

Dzieciom - pod choinkę

Miło tak siedzieć z rodziną przy choince, słuchać kolęd i czytać książki, od czasu do czasu przegryzając pierniczkiem… Ach, rozmarzyłam się… Ale już wkrótce Boże Narodzenie i taka sytuacja będzie najzupełniej realna. Zaś wśród lektur znajdą się „Najpiękniejsze opowieści pod choinkę” Ewy Stadtmüller, zilustrowane przez Kazimierza Wasilewskiego.
(...)
ciąg dalszy na Czytajmy Polskich Autorów.
 




wyd.SKRZAT

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Był u mnie Mikołaj...

Nagrody... taki Matrasowy...

Wzięłam udział w mikołajkowym konkursie. Wysłałam recenzję "Lodów dla królowej"(Marginesy),
Oto, co wygrałam:

Nagroda obejmuje:
- Komplet książek Wydawnictwa LITERACKIEGO (CUDZE JABŁKA, KILKA DNI LATA, TAM, GDZIE NIE SIĘGA JUŻ CIEŃ, KALENDARZE)
- komplet książek Wydawnictwa CZWARTA STRONA (ZAGINIĘCIE - Z AUTOGRAFEM, 450 STRON, PRZYPADKI PEWNEJ DESPERATKI, NIE ZMIENIŁ SIĘ TYLKO BLOND, DOTYK CIEMNOŚCI, ZAPLĄTANA MIŁOŚĆ, ODDECH BOGA)
- komplet książek Wydawnictwa FILIA (AMELIA, ZEZNANIA NIEKRYTEGO KRYTYKA)

 - komplet książek Wydawnictwa POZNAŃSKIE (TAJEMNICE HAREMÓW, SZPIEG, KTÓRY WIEDZIAŁ ZA MAŁO)
- voucher o wartości 100 zł na zakupy na www.zalando.pl 






Niestety, śniegu nie było dane nam uświadczyć, toteż Mikołaj skorzystał z usług kurierskich i tym sposobem, w dniu 4 grudnia zawitała u mnie paczka:



 A w niej:




Zawartość pudełka prezentuje się tak:Do wyboru, do koloru




Do wyboru, do koloru. Z powyższych książek tylko jedna mi się powtarza w zbiorach i chętnie ją wymienię: K. Wilczyńska "Stacja Jagodno. Zaplątana miłość". Czy ktoś może przypadkiem jest szczęśliwym posiadaczem dwóch egzemplarzy drugiej części? ;-)
Jedna z książek - po przejrzeniu i podczytaniu - zdecydowanie mi się nie spodobała, ciekawe, czy zgadniecie, która...
Inna zaś  zachwyciła mnie doszczętnie. Ale o tym to już wspominałam i nie będę tu robić tajemnicy - "Kalendarze" M. Gutowskiej-Adamczyk.
Napiszę o tym wkrótce.



Zalegam z publikacją stosika książkowych zdobyczy od września... już miałam zdjęcia, ale wyciąwszy je z aparatu, nie wkleiłam do komputera. Muszę więc od nowa wyciągać tomy i budować wieżę. Niebawem.


Tymczasem czekam na sugestie- co z mikołajkowej sterty powinnam wybrać na "pierwszy ogień" w Nowym Roku?

środa, 9 grudnia 2015

"Excentrycy"




okł ExcentrycyOtwieram teraz książkę na przypadkowej stronie i czytam. Tak, chcę do niej powrócić. To nic, że już znam fabułę i bohaterów, chcę znów chłonąć ten klimat.
 
Na tegorocznym 40. Festiwalu Filmowym w Gdyni nagrodę Srebrne Lwy otrzymał Janusz Majewski za film „Excentrycy”. Kiedyś opowiem o nim w cyklu „Seans na kanapie”, oczywiście jak już uda mi się go obejrzeć, ale zanim to nastąpi – skupię się na powieści, na której podstawie powstało filmowe dzieło.

Ta książka mnie zaskoczyła i oczarowała, czy raczej „zaczarowała”. Naprawdę nie sądziłam, że aż tak będzie i pluję sobie w brodę, że nie odkryłam jej wcześniej. To bowiem nie jest nowość, ale pierwsze wydanie w 2007 roku jakoś mi umknęło. Nie spotkałam jej nigdy na bibliotecznych półkach, nie słyszałam nawet o niej. Za to teraz miałam prawdziwą ucztę, literacką i muzyczną. Lepiej późno, niż wcale, chociaż na dobrą literaturę nigdy nie jest za późno. Teraz ta powieść przeżywa swój renesans, sfilmowana, czytana w radiowej Trójce, ma szanse dotrzeć do większego grona czytelników.

ciąg dalszy: 

sobota, 5 grudnia 2015

Dzienniki Osieckiej - 1952

 
















Ilekroć sięgam po tom pamiętników, dzienników czy listów, zastanawiam się, na ile ich autor miał świadomość, że kiedyś trafią one do druku i po wielu latach będą czytane przez szerokie grono osób. Na ile w tekstach tego typu mamy do czynienia z literacką kreacją, a na ile ze szczerym wyznaniem. Przyznam też, nieco dziwne uczucie tak zaglądać „pod podszewkę”, poznawać pisarzy, czy inne znane postaci od prywatnej, często najintymniejszej strony.
We współpracy z Fundacją Okularnicy im. Agnieszki Osieckiej ukazał się trzeci tom „Dzienników” poetki, pod redakcją dr Karoliny Felberg-Sendeckiej. Obejmuje on siedem zeszytów, zapisanych łącznie od 23X 1951 r. do 5 II 1953 r. pod pseudonimem Bożena Ostoja oraz dwa notesy z tegoż okresu. (....)
Więcej napisałam na stronie: Czytajmy Polskich Autorów.

wtorek, 1 grudnia 2015

3 x Pałasz

Tu i ówdzie w moich lekturach trafiają się książki dla dzieci w różnym wieku. O ile klasykę mam z grubsza "opanowaną", to w literaturze współczesnej nie mam zbyt wielkiego rozeznania, ale  powoli buduję i tu listę czytelniczych "pewniaków". W tym przypadku jest trudniej, bo "sitem" są nie tylko walory, jakie dostrzega dorosły czytelnik, ale i dziecięce wrażenia.
 Do takich "pewniaków" zaliczam już Marcina Pałasza. Tak, tak, tego od Elfa.
Ale przecież nie tylko o psich perypetiach on pisze.
Zapraszam na dwa spotkania z Marcelką, a jak jeszcze znajdziecie czas, to na naukę godzin nad morzem :-)








372531-352x500407857-352x500




Mój tekst: http://zycieipasje.net/2015/11/22/marcelkowe-czytanie-czyli-dlaczego-warto-kupic-marcelki-dziecku-pod-choinke/
 
434970-352x500
Mój tekst: http://zycieipasje.net/2015/11/22/szczesliwi-czas-licza-czyli-to-i-owo-o-zegarkach-pisze-marcin-palasz/

niedziela, 29 listopada 2015

A kuku! ("Pamiętnik"N. Sparks)


"A kuku! Nabrałem Cię" - tak właśnie mógłby  zawołać autor, gdy podczas lektury w pewnym momencie zmieniłam zdanie o 180 stopni.

"Pamiętnik" to literacki debiut Nicolasa Sparksa, autora popularnych powieści obyczajowych. To również pierwszy tom kolekcji "Wszystkie kolory miłości" prezentującej jego twórczość.
Nie będę streszczać fabuły. Kto zna, ten zna, kto chce, to sobie przeczyta odpowiedni opis, choćby na stronie lubimyczytać.pl. Dużo osób na pewno też zna film pod tym samym tytułem. Nie oglądałam, nie mam porównania.

Co do książki - zaskoczyła mnie. Najpierw - niesamowicie nudziła, niby taka niewielka objętościowo, ale czytanie szło mi jak po grudzie. Historia Noaha i Allie, takie amerykańskie love story, nie przemawiała do mnie, takie egzaltowane bla, bla, bla, a w pewnym momencie o Allie myślałam per "głupia idiotka" ;-)
Dopiero od  189 strony (całość liczy ok. 250) wszystko się wyjaśniło, historia z pamiętnika skończyła się inaczej niż myślałam.Odetchęłam, że jednak było tak, jak powinno.

No i co tu rzec na koniec? Piękna, wzruszająca opowieść o miłości w zdrowiu i w chorobie, aż po kres....
Kiedyś obejrzę też film na jej podstawie,

Książka pasowała do listopadowego zadania "Pod hasłem"

czwartek, 26 listopada 2015

Wspomnienie o jednej z ulubionych pisarek


„Sol omnibus lucet”,
ale w niedzielę, 22 listopada 2015 r. schowało się za chmurami i uroniło wiele łez. Tego dnia zmarła Monika Szwaja, dziennikarka związana ze szczecińskimi mediami, autorka kilkunastu popularnych i lubianych powieści obyczajowych m.in.:„ Zapiski stanu poważnego”, „Dom na klifie”, „Artystka wędrowna”, „Klub Dziewic Mało Używanych”, „Zupa z ryby fugu”, „Matka wszystkich lalek”. Ostatnią, wydaną w 2013 r. była „Anioł w kapeluszu”.
 (...)
Całość można przeczytać na stronie Życie i pasje.

Tekst napisał mi się niemal sam, po prostu czułam taką wewnętrzną potrzebę, chciałam wyrazić swój smutek i jednocześnie podziw dla wspaniałej osoby, której już nie ma wśród nas. 
To była, w sumie - nadal przecież jest, jedna z moich ulubionych autorek. Choć jeśli ktoś pamięta, albo raczy poszperać na blogu, to nie znajdzie samych "laurek". Nie wszystkie jej książki podobały mi się jednakowo, nad niektórymi nieźle przekładałam uszami. Nie zmieniło to ogólnej sympatii dal całokształtu.
 
Jakie Wy macie wspomnienia związane z  tą pisarką i jej  twórczością?

wtorek, 24 listopada 2015

"Zjazd rodzinny" I. Matuszkiewcz

Są takie powieści, w których zatapiamy się bez reszty, chłonąc jak gąbka losy bohaterów, a po przewróceniu ostatniej kartki czujemy rozczarowanie i niedosyt. Przykro nam opuszczać dopiero co poznane postaci, chcielibyśmy nadal śledzić ich dzieje, dowiedzieć się jak najszybciej, co było dalej. Do takich właśnie książek należy „Zjazd rodzinny” Ireny Matuszkiewicz (,,,,)
Ciąg dalszy: /link/

środa, 18 listopada 2015

"Vip room" pełen niepokoju

http://zycieipasje.net/wp-content/uploads/2015/11/Vip-room-ok%C5%82adka-1.jpg
Wyd. Marginesy 2015
Przyznam, że rzadko sięgam po literaturę sensacyjną, kryminały i thrillery. W tych gatunkach raczej podążam utartymi tropami, wybieram już znanych i sprawdzonych autorów, naprawdę sporadycznie próbuję czegoś nowego, bo przeważnie rozczarowuję się. Z twórczością szwedzkiego pisarza, z wykształcenia prawnika, Jensa Lapidusa już kiedyś się spotkałam. Jego powieść „Szybki cash” wywarła na mnie spore wrażenie, i choć nie miałam później okazji, by poznać dalsze części „czarnej trylogii sztokholmskiej”, to autor od razu znalazł się na mojej liście czytelniczych „pewniaków”. Po lekturze „Vip roomu” tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu i nie mogę się doczekać polskiego przekładu „STHLM DELETE” – kolejnego tomu z Emelie i Teddym w rolach głównych.
„Vip room” wprowadza czytelnika w mroczny, brudny świat, o którym wolałby nie wiedzieć, ale niestety, takie rzeczy, jak te opisane, też – o zgrozo – mają miejsce. Powieść cały czas intryguje i trzyma w napięciu. Tu nie jest tak, że już od połowy albo jednej trzeciej książki wiemy, kto stoi za zbrodnią. Tu trzeba trochę pomęczyć szare komórki i spiąć nerwy, bo czekają nas mocne wrażenia i zaskakujące rozwiązania. Co ciekawe, śledztwa nie prowadzi żaden komisarz policji, sędzia śledczy ani detektyw, czy chociażby dziennikarz. Pole do popisu ma ktoś spod znaku Temidy i ktoś, kto zna świat przestępczy od podszewki.
 (....)
ciąg dalszy na stronie Życie i pasje.

sobota, 14 listopada 2015

Poezja, która łagodzi

(...)
Niemal każdy wiersz to materiał na piosenkę, a każda piosenka to śliczny wiersz. Grechuta dawał wyraz swoim fascynacjom i zauroczeniom, utrwalał wrażenia i przeżycia. W jego twórczości można odnaleźć nostalgię, zadumę, ale też humor i dystans do świata. Z każdej strofy emanuje ogromna wrażliwość, mają w sobie taką magię, urok niespotykany. W moim odczuciu poetyka Grechuty bliska jest Leopoldowi Staffowi, a z uwagi na cykl sportowy -  kojarzy się z K. Wierzyńskim. 
(...)


Cała moja wypowiedź: 
 http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/841-marek-grechuta-pani-mi-mowi-niemozliwe-najpiekniejsze-wiersze-i-piosenki-proszynski-i-s-ka







środa, 11 listopada 2015

niedziela, 8 listopada 2015

"Tylko dzięki miłości" Bogna Ziembicka

Tylko dzięki miłości
Wyd. Otwarte, 2014
"Tylko dzięki miłości" Bogny Ziembickiej przeczytałam już jakiś czas temu, teraz dopiero nadrabiam zaległości "pisemne" ;-)
Mam z tą książką mały problem. O ile "Drogę do Różan" pochłonęłam niemal jednym tchem, a po drugą część, czyli "Wiosnę w Różanach" pędziłam jak na skrzydłach do księgarni, to  ten trzeci tom - szczerze przyznam - nieco mnie nużył i długo trwało zanim dobrnęłam do ostatniej strony, a w międzyczasie "łyknęłam" ze dwie inne powieści.

Ku pamięci "popełnię" kilka zapisków:
Tym razem autorka wybrała inną niż dotychczas formę, a mianowicie zbudowała powieść z przeplatających się ze sobą wpisów z dzienników/pamiętników młodziutkiej Zuzanny Hulewiczówny oraz Joachima, Niemca  zarządzającego na faktorii w Afryce.(oboje znali się, bo Zuzanna i siostra Joachima razem się uczyły).
Tytuł jest mylący i niesłusznie odstraszający tych, którzy nie przepadają za romansami. To bowiem nie jest romans, choć wątek uczuciowy tli się jak zresztą w prawie każdej fabule.
Zabrakło mi w tym konkretnym przypadku emocji, nawet jakiejś takiej egzaltacji skoro mamy do czynienia z zapiskami  nastoletniej uczennicy.
Nie brakuje tragicznych wydarzeń - są jednak wg mnie podane zbyt sucho.
Korzystnie wypadają natomiast takie "notatki z epoki". W zapiskach Zuzy i Joachima odbija się historia, obraz Europy i Afryki w latach 30. XX w.
Dla tych, którzy nie czytali "Różan" nie wszystko może być jasne ( to akurat przemawia za tym, aby zabierać się za serię po kolei).
Ciekawym zabiegiem było zamieszczenie 'reprintów' z ówczesnej prasy (artykuły, reklamy, ulotki z lat 30. XX w. )

Uczucia mam mieszane. Z jednej strony- to była cudowna literacka  podróż w lata trzydzieste, do Krakowa i Egiptu, z drugiej - nie pasjonowało mnie to aż tak, jak się spodziewałam.
Mimo tego  marudzenia, nadal mam ochotę zgłębiać i przeżywać dzieje mieszkańców Różan. Tylko chętnie kiedyś przeczytałabym całość hurtem, powtórzyłabym dotychczas poznane, dołączyła do tego 4 część,  a krakowskie gołębie gruchają, że będzie jeszcze piąty tom....
Zatem, do zobaczenia w Różanach!

sobota, 7 listopada 2015

Piosenka zirytowanej

Czasami coś irytuje mnie tak,
lecz zrozumienia u innych brak,
coś sprawiło przykrość mi,
ale to zbagatelizują w mig.
Wiem, że większe problemy są.
lecz w danej chwili nie obchodzi mnie to.
Centrum mojego wszechświata to ja.
resztę niech trafi szlag.
Zrozumienia ciągle brak. 
Wyolbrzymiasz, mówią mi,
lecz czy nie umniejszasz ty?
Z zewnątrz łatwo rzucać frazesami, 
trzymać dystans, wzruszać ramionami, 
gdy jednak coś dotyczy bezpośrednio, 
wtedy nie jest wszystko jedno.
Nikt mnie nie rozumie,
moje odczucia bagatelizuje,
empatia 
to czarna magia.
Zamykam więc drzwi od środka.

Już moich emocji nie spotkasz.

 07.11.2015 r. 



 Niniejszym oświadczam, że autorem powyższego tekstu jestem ja, Agnieszka Grabowska. Kopiowanie zarówno całości jak i fragmentów jest zabronione bez zgody autora.
 

wtorek, 3 listopada 2015

A może film?

7556850.3Aby  zmobilizować się do częstszego oglądania, wymyśliłam cykl "Seans na kanapie". W pierwszej odsłonie przedstawiam moje wrażenia z filmu "Koneser" w reż G. Tornatore, a także wspominam o książeczce z zapisem jego fabuły "Najlepsza oferta" (Wyd. Marginesy)
Zapraszam na gościnne łamy magazynu "Życie i pasje":
 http://zycieipasje.net/2015/10/30/seans-na-kanapie-odc-1-koneserrez-g-tornatore/

sobota, 31 października 2015

"Tajemnica Domu Helclów" Maryli Szymiczkowej

Czy o powieści kryminalnej można powiedzieć, że jest apetyczna, smaczna? Takie określenia nie bardzo przystoją, z racji tego, że w fabule zazwyczaj występują co najmniej jedne zwłoki, dochodzi do morderstwa, rozlewu krwi, przestępstwa, czasem trup ściele się gęsto. Mimo tak nieprzyjemnych, eufemistycznie mówiąc, elementów, całość fabuły podana może być jak najpyszniejszy obiad. Aż nabiera się ochoty na dokładkę!
Taką wyborną w smaku powieścią jest "Tajemnica Domu Helclów", literacki pastisz przenoszący czytelnika do Krakowa u schyłku XIX w.,  zawierający zarówno kryminalną zagadkę, jak i niezwykle klimatyczny obraz ówczesnego społeczeństwa. To bardziej może "obrazek z epoki" niż typowy kryminał, ale taka proza retro też ma swoich zwolenników, do których też się zaliczam.

Nie wiadomo czemu, ale przed lekturą "Tajemnicy...", mniemałam, iż bohaterką jest staruszka, która niczym panna Marple rozwiązuje skomplikowane zagadki. Tymczasem główna postać to Zofia Szczupaczyńska, lat 38,  kobieta niesamowicie ambitna, dążąca do bycia "krakowianką idealną", perfekcyjna pani domu o wysokich (niekiedy wydumanych) wymaganiach wobec służących, "ortodoksyjna mieszczanka", dbająca o pozory, aspirująca do zajmowania znaczącej pozycji w towarzystwie, udzielająca się charytatywnie- choć raczej bardziej dla splendoru niż z powołania. Odebrała staranne wykształcenie domowe, inteligencji nie można jej odmówić, uwielbiała czytać opowiadania Poego, a co do plotek, to nie miała sobie równych w obrębie całych Plantacji. Osóbka wielce temperamentna. Jej mąż - profesor UJ, w dziedzinie biologii, specjalizujący się w preparatach anatomicznych, to taki poczciwy ciapek, wycinał sobie ciekawe artykuły prasowe, co okazało się przydatnym hobby. 

Szczupaczyńska  - co tu kryć - chciała być kimś, marzyła o sobie w roli Kleppatry, Elżbiety angielskiej, czy Joanny d'Arc. Przypadek sprawił, że stała się domorosłą śledczą, która na własną rękę i w sumie nieproszona zabrała się za rozwiązywanie zagadki tajemniczego zniknięcia i śmierci pensjonariuszki Domu Helclów- słynnego krakowskiego domu opieki. Sprawnie przepytywała wszystkich, łączyła fakty, gromadziła wiedze i wyciągała wnioski. Śmiało podejmowała kolejne kroki, węszyła niczym pies gończy,  czasem musiała blefować, wykazała się sprytem i w końcu zdemaskowała sprawców, swoim wywodem zawstydzając zawodowego sędziego śledczego. Swoją rolę odegrała też Franciszka, pokojówka i kucharka w jednym, rzetelna, oddana, przebiegła, spokojnie mogłaby być Watsonem przy swojej pani Sherlock. Finałowe rozdanie kart potrafi naprawdę zaskoczyć, zwłaszcza, że czytelnik nie zna wszystkich szczegółów, które wyłowiła bystra bohaterka.

Akcja tu nie pędzi jak Pendolino, za to mamy mnóstwo "smaczków" z epoki: wspaniały, plastyczny opis  targu, spektakularne otwarcie nowego teatru, ówczesne stroje, potrawy i inne elementy stylu życia, a także  pogrzeb mistrza Matejki, który był  dla krakowskiej socjety "wydarzeniem sezonu". To miasto i społeczeństwo, będąc tłem dla intrygi, staje się także bohaterem "Tajemnicy Domu Helclów". Smaku dodają też dialogi bohaterów, język powieści z nutką staroświecką, ale przejrzysty i zrozumiały. W sumie to nie wątek kryminalny jest tu najważniejszy, ale cała otoczka.

Nie jest to książka, dla której można zarwać noc niecierpliwie przerzucając kartki, trzeba się nią delektować po trochu, z rozdziału na rozdział, stopniowo chłonąc atmosferę Krakowa anno domini 1893 i próbując wraz z profesorową rozwikłać zagadkę. Stopniowo nabierając apetytu na więcej. Osączywszy "Tajemnicę..." z warstwy obyczajowej, kryminalnej i humorystycznej, zostaje jeszcze przesłanie, a mianowicie takie, że każdy odgrywa rozmaite role, dla pozoru pokazuje się innym z najlepszej strony, tkwi w sieci pozorów i wzajemnych zależności, a emocje, ludzie zalety i przywary - niezależnie od czasów - są te same.

Jacek Dehnel (znany do tej pory z prozy dość poważnej i trudnej) wraz z Piotrem Tarczyńskim (rodowitym krakusem) wespół w zespół ukryli się pod płaszczykiem Maryli Szymiczkowej i napisali powieść lekką, zgrabną, zabawną, choć z wcale nieśmiesznym wątkiem, zanurzoną w klimacie dziewiętnastowiecznego Krakowa. Odnoszę wrażenie, że nieźle się bawili podczas wymyślania postaci i kreowania fabuły,  czy udało im się zapewnić rozrywkę czytelnikom? Osobiście - bawiłam się przednio tą opowieścią o Szczupaczyńskiej, która stanęła w poprzek konwenansów i znudzona mieszczańską codziennością pokazała, że niewieści rozum nadaje się nie tylko do planowania menu  na przyjęcie i zarządzania służbą. Przeżyłam pełną turbulencji podróż w czasie, uśmiechając się szeroko nad opisowymi tytułami rozdziałów, streszczających niebanalnie treść. Dowiedziałam się też, że widelec jest najlepszy technologicznie. Do czego był potrzebny? Tego dowiecie się z lektury!

"Tajemnicę Domu Helclów" Maryli Szymiczkowej ( wyd. Znak LiteraNova, 2015) 
poznałam dzięki Księgarni Matras.

Znalezione obrazy dla zapytania matras logo

środa, 28 października 2015

Ku radości i do śmiechu /Edytowano/

Tak sobie pomyślałam, że od czasu do czasu pobazgrzę sobie na blogu o tym i owym, bo choć nikt mi tego wprost nie powiedział, to zdaję sobie sprawę, że "suche" posty z linkiem do  mojej recenzji opublikowanej gdzieś tam w internetach, na dłuższą metę mogą być irytujące.
Ostatnio jestem dość zagubiona w książkach, mam tyle smacznych kąsków, że czuję się identycznie jak ten fredrowski osiołek. A propos, to miałam pokazać stosik. Pieczołowicie poznosiłam i ułożyłam książki, zrobiłam zdjęcie, podłączyłam aparat i "wycięłam" foto, tylko, jak się okazało ( następnego dnia, kiedy chciałam przygotować wpis) nie "wkleiłam" go nigdzie. Muszę więc od nowa... Tylko już nie będzie wszystkich książek wtedy, bo "Z  Pokorą przez życie" zawiozłam już mamie do czytania.
Zatem stosik będzie next time, a tymczasem...
Czy są na sali fani twórczości Nicolasa Sparksa?
Przyznam, że sama jeszcze nic tego autora nie czytałam (chyba, bo mogę nie pamiętać, jeśli czytałam coś dawno temu w ilościach hurtowych), ale oczywiście kojarzę, a to głównie za sprawą filmowych adaptacji jego powieści (oglądałam np. "List w butelce").
Dla tych, którzy lubią książki Sparksa oraz dla tych, którzy mają ochotę zapoznać się z nimi, szykuje się nie lada gratka. Otóż już wkrótce w kioskach pojawi się kolekcja. Prawda, ze śliczna? ;-)
Pod wyrazem "kolekcja" był link do strony z kolekcją-prenumeratą, niestety - i tu dziękuję Magdalenardo za czujność i najmocniej przepraszam - sprowadził ten link na manowce i to paskudne. Nie miałam o tym zielonego pojęcia, a już bynajmniej - złych intencji. Teraz  sama wypróbowałam  link i pokazuje "błąd serwera". Ki diabeł? W związku z tym kolekcji poszukajcie sobie sami w sieci. Odlinkowałam to podejrzane.




Na pewno kupię sobie coś z tej serii, całości nie planuję. Wybiórczo także zamierzam nabywać publikacje z kolekcji "Wszystkie oblicza kobiety", mam już 1 i 2 tom. "Szepty" - akurat w trakcie lektury. Powieści są, moim zdaniem, dobrane tu od Sasa do Lasa, ale może to i dobrze, bo każdy znajdzie coś dla siebie, coś starszego, coś nowszego... Zapoluję na "Harpię" i "Złote nietoperze". Coś jeszcze polecacie? "Modliszkę" już czytałam.

Powyższe informacje były ku radości czytelnika-kolekcjonera, teraz  to obiecane w tytule "do śmiechu". Spokojnie, dowcipów opowiadać nie będę, bo nie potrafię, za to podrzucę link do mojej recenzji przezabawnej komedii, a mianowicie powieści "Klątwa utopców" Iwony Banach. Zapraszam na łamy magazynu  "Życie i pasje".  
A teraz lecę nadrabiać zaległości w czytaniu i pisaniu.
Pa!

niedziela, 25 października 2015

Wyniki...

W ten wyborczy wieczór wyboru dokonało także jury konkursu, który ogłosiłam 13 października z okazji 5 rocznicy założenia niniejszego bloga.

Był moment, że martwiłam się, iż pies z kulawą nogą nie weźmie udziału, w końcu wiele osób już "Głosy Pamano" ma, już dawno przeczytało... Sama też byłabym poniekąd winna tej "posuchy", bo żadnego bannerka promującego konkurs nie przygotowałam, nie udostępniałam info na lewo i prawo.

Zostałam miło zaskoczona, bo tuż przed upływem terminu,  cztery osoby odpowiedziały na konkursowe zadanie.Traktując temat szeroko, dowolnie go interpretując, w dowolnej formie, odpowiedz na pytanie: jakich głosów słuchasz?
Bardzo Wam dziękuję za ciekawe, różnorodne w treści i formie wypowiedzi. Dziękuję również serdecznie wszystkim za życzenia.
Zmierzajmy jednak do "adremu" ;-)

Dwuosobowe jury, niezależnie od siebie i jak się okazało, jednomyślnie,  najbardziej ujęła wypowiedź nr 2,:
"Nie potrafię żyć bez radia i jego GŁOSÓW.
Miłość do radia przekazali mi (chyba w genach) rodzice. Jako dziecko podobno częściej słuchałam radia niż rodziców. A właściwie nie tyle słuchałam – co z nim rozmawiałam – wierzyłam bowiem (i to bardzo długo), że radiowy odbiornik zamieszkują w tajemniczy sposób pomniejszone osóbki, które miłym głosem podejmują ze mną rozmowę, słuchają cierpliwie, czasami nawet odpowiadają. To one znały moje najskrytsze tajemnice, czasami się z nimi kłóciłam. Wiedziałam doskonale, kiedy mieli dobry humor (wówczas śpiewali wesołe piosenki), a kiedy było im smutno – wówczas to ja im śpiewałam. I przyszedł moment, kiesy oglądałam jeden z ulubionych programów na jednej z 2 stacji telewizyjnych i … jeden z ulubionych głosów objawił się na ekranie w całej okazałości! Był to Pan Wojciech Mann… mój ukochany GŁOS radiowy! Niby wszystko się zgadzało –ten sam przyjazny ton głosu, przyjacielski i pełen humoru, ale… jak on się może zmieścić do mojego radia? Do mojego to jedno –ale do tego, z którym dziadek siada w ogródku…? Nie ma mowy! I co teraz?!? Przez następny tydzień układałam sobie swój mały świat od nowa… Zanim doszłam do ostatecznej prawdy (ale czy jest ona ostateczna? Czy jest taka prawda? ;) był jeszcze etap wiary w to, że są kabelki, jest studio, ale i tak – w tym jednym momencie ukochane GŁOSY mówią TYLKO do mnie! I tak mi pozostało do dziś!"


 Ogłaszam, iż zwycięzcą konkursu została Aniela i otrzymuje książkę  "Głosy Pamano" J. Cabre.
Gratuluję i jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy czasem tu zaglądają.

Może jeszcze kiedyś wygramolę się z jakimś konkursem.
Pozdrawiam.


piątek, 23 października 2015

Zuza i Makryna (zapiski, nie recenzje!)

Tutejsza biblioteka zaopatrzona jest całkiem nieźle, pojawiają się nowości, można wyłowić smaczne kąski. Muszę sobie zrobić listę, co ja bym chciała stąd przeczytać. Np. "Narzeczoną Schulza"A. Tuszyńskiej. Niestety, duża ilość książek napływowych, recenzyjnych i zasoby własne sprawiają, że ograniczam wypożyczanie z biblioteki, ale jakby to powiedzieć, kontakt utrzymuję cały czas. Ostatnio miałam puste konto, aż pojawiła się dostępna, zamówiona przeze mnie wcześniej książka. Była to:
"Matka Makryna" Jacka Dehnela. 
  • Tegoroczna finalistka Nagrody Nike. Chciałam ją przeczytać jednak nie tylko ze względu na nominację. Lubię prozę Dehnela, jego styl, nie tylko literacki.
  • Była to lektura żmudna i cudna.
    Początkowo trudna do strawienia ze względu na stylizowany język (XIX w.) i tematykę, potem - wciągnęła mnie  po uszy.  
  •  "Odkurzenie" zapomnianej postaci
  • Opowieść srodze przez życie doświadczonej, zdeterminowanej kobiety, która wymyśliła swoją tożsamość, sprytnie wszystkim "czmut w oczy puskała", nawet do Stolicy Piotrowej dotarła i zaistniała w środowisku Wielkiej Emigracji.
  • Spowiedź oszustki. Mistyfikacja epoki.
  • Dwa toki narracji - dzieje Ireny Wińczowej (monolog) i relacja Makryny Mieczysławskiej.
  • Ogrom przeżyć, emocji. Dramatyczne losy. Opowieść o cierpieniu. Niezależnie jak opisywane, jak ubierane w tło, szczegóły, postaci - tak samo bolało.
  • Problematyczny stosunek do bohaterki ( współczuć? potępiać? cel uświęca środki?), nie można jej odmówić charyzmy.
  • Świetne opisy Słowackiego, Norwida, Mickiewicza.
  • Dla czytelnika - wspaniała wyprawa do epoki romantyzmu.

Właśnie wybierałam się  oddać 'Makrynę', gdy otrzymałam e-mail o dostępności kolejnej, zamówionej lektury. Czekała na mnie "Zuza, albo czas oddalenia" Jerzego Pilcha.
  • Powiedzieć, że to powieść ironiczna, to nic nie powiedzieć.
  • Cóż, uwielbiam prozę Pilcha, ale.... "Zuza..." mnie nie zachwyciła, a nawet rozczarowała.
  • Motyw rękopisu znalezionego w bucie narciarskim na schodach kamienicy. 
  • Motyw związku starszego mężczyzny ze znacznie młodszą od niego kobietą, w dodatku "lekkich obyczajów", co w powieści nazwane jest konkretnie i dosadnie. 
  • motywy autobiograficzne ( np. Matka, Wisła) 
  • Na pewno nie polecam sięgania po tę książkę na pierwsze spotkanie z twórczością tego autora. Tu proponowałabym  np. "Inne rozkosze" albo "Tysiąc spokojnych miast", o "Pod Mocnym Aniołem" nie wspominając.

Follow by Email