Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 maja 2024

"Zanim wystygnie kawa. Opowieści z kawiarni" Toshikazu Kawaguchi

 

 


"Zanim wystygnie kawa. Opowieści z kawiarni" Toshikazu Kawaguchi ( wyd. Relacja)

Kolejna "ładna, ale nudna".  Liczy ok 200 stron, ale męczyłam ją ze 3 tygodnie, bo mnie nie przyciągała. Pomysł kawiarni, w której postępując według określonych zasad, można przenieść się w czasie i spotkać z kimś, na kim nam zależy, jest bardzo atrakcyjny, ale nie na dłuższą metę.
Pierwszy tom oceniłam tak
: "Podobała mi się. Klimatyczna, kameralna. Czuć, że powstała na podstawie sztuki teatralnej. Motyw kawiarni, kawy, podróży w czasie. Nie ma w treści nawet cienia tego kota z okładki".
Drugi  tom niby nadal ma ten klimat, ale już mnie tak nie ujął. Myliły mi się postaci, ich imiona/nazwiska (np. Kyoko, Yukio, Kinuyo).
Znajdziemy tu mądre przesłania, ale dużo smutku, żałoby, straty. Nie zawsze ma się siłę na taką lekturę.

Czy sięgnę po kolejne tomy? Na razie nie planuję.

sobota, 15 maja 2021

"Życie bez smokingu" Bohumil Hrabal

 



Literacka przekąska w hrabalowskim stylu. Krótki zbiór opowiadań przełożonych przez kilku tłumaczy. Jedne podobały mi się bardziej, drugie mniej, ogólnie bardzo sympatyczna lektura. Sentymentalna, refleksyjna, zabawna, smutna, z autobiograficznymi wątkami. Hrabal trochę gawędzi, trochę snuje literackie impresje.. Nie wiem jak to nazwać, ale czytając jego prozę, czuję, że wkładał w to serce, pisał ze szczerością, wielką sympatią do swoich bohaterów, tych zwykłych ludzi bez smokingów.
Mój ulubiony tekst to "Dzieci boże" - ciepłe wspomnienie o wszelkich dziwakach, pomyleńcach, obłąkanych z Nymburka.
"Dandys w drelichu" - opowieść o pracującym w fabryce artyście grafiku Vladimirze Boudniku.
"Urlop" - wyciąg krzesełkowy metaforą życia, przemijania...
W sumie to książeczka na jedno posiedzenie, mnie zajęła więcej czasu, bo czytałam z doskoku, jako przerywnik między powieściami.

Książka przeczytana w ramach majowej Trójki E-pik - kategoria "Knedliki i smażony ser", czyli literatura czeska




Oswoić strach
Knedliki i smażony ser
Zdarzyło się w maju


czwartek, 11 marca 2021

“W kinie panoramicznym” Juraj Kováčik

Najnowsza publikacja Biblioteki Słów to proza słowacka, znacznie mniej popularna niż czeska, ale równie ciekawa i warta uwagi. W zbiorze opowiadań Juraja Kováčika znajdziemy uniwersalną tematykę i fotograficzne, uważne spojrzenie skierowane na człowieka. 

Jedenaście tekstów pozornie od siebie całkiem różnych, splecionych jest lekką pajęczynką powiązań, nie zawsze oczywistych. Czasem to tylko podobny motyw, zdarzenie, rzadziej ta sama postać. Nawet jeśli nie dostrzeżemy tych łączników, to łatwo odczuć, że te opowiadania po prostu pasują do siebie. Są jak kwiaty z jednego bukietu, starannie dobrane kolorystyką, rozmaite, ale uzupełniające się nawzajem.

całość pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2021/03/szpieg-w-ksiegarni-w-kinie-panoramicznym-juraj-kovacik-recenz

sobota, 15 sierpnia 2020

"Turbulencje" David Szalay


 "Turbulencje" David Szalay, wydawnictwo Pauza 2020
literatura kanadyjska, przeczytana w ramach sierpniowego Book-Trottera

Niewielka objętościowo i  w moim odczuciu dość przeciętna książka.  Rzekomo "wciąga bez reszty" - mnie  nie wciągnęła, wręcz nużyła, ale zdecydowałam się poznać ją w całości, by może coś z niej wyłuskać. "Mocno zapada w pamięć"?  Raczej dość szybko mi umknie, owszem zapamiętam ogólnie jej kompozycję, formę ale na pewno nie będę wracać do tej opowieści, ani nie będę sięgać po inne książki tego autora. Może nie zrozumiałam finezji "Turbulencji"?

Autor, David Szalay jest Kanadyjczykiem,ale  mieszka w Budapeszcie. Znalazł się na liście  najlepszych młodych powieściopisarzy pisma "Granta" w 2013 r. Jego powieść "Czym jest człowiek" była nominowana do Nagrody Bookera.

Na "Turbulencje" składa się 12 opowiadań połączonych ze sobą postaciami na zasadzie, że jakaś postać poboczna, czy wspomniana w jednym tekście staje się główną w kolejnym, mamy w sumie taką "pajęczynkę" powiązań. Poza tym mamy połączenia "samolotowe". Bohaterowie podróżują po całym świecie i tak  mamy kolejno loty: Londyn-Madryt, Madryt-Dakar.. na trasie pojawią się m.in Seattle, Wietnam, Delhi... Zakończymy   znów w Londynie. Tytuły opowiadań, czy też może rozdziałów, noszą  nazwy  typu LGW-MAD,  MAD-DSS,  DSS-GRU...

Zawiedzie się jednak ten, kto oczekuje szczegółowych opisów lotnisk, samolotów i podniebnych podróży. Proza Szalaya jest  prosta, nieprzekombinowana, oszczędna, zarówno w opisy jak i emocje; skupiona na ludzkich sprawach, ale przedstawia je jakby szkicując, nie dopowiadając, pokazując urywek z życia bohatera, zostawiając wiele czytelnikowi do domysłu, ale też zbyt mało, by do głębi przejąć się problemami przeżywanymi przez postaci. Trochę to tak na zasadzie "kadr kamery" i "następny proszę". Nie zdążyłam się wczuć w żadną historię. Żadna mnie nie zaskoczyła, co nie znaczy, że była przewidywalna. Po prostu wszytko przyjmowałam ze spokojem, takim "acha, okej". W pewnym momencie przywykłam do monotonii, do tego, że nie ma tu wyraźnych puent.

Mam również wrażenie, że autor nie przekazał nic nowego, oryginalnego. Tytułowe "turbulencje" to rozmaite życiowe zawirowania, sytuacje i problemy (nie wymieniam konkretnych, żeby nie spojlerować), które spotykają ludzi na całym świecie niezależnie od ich miejsca zamieszkania, narodowości, koloru skóry, wyznania itp.  Może pisarz chciał podkreślić, że świat stał się, jak to się mówi, "globalną wioską" , ale  choć niemal wszędzie jest "blisko", bo można polecieć samolotem, to ludzie stali się od siebie dalecy, coraz bardziej samotni...?


Fajna, psychodeliczna okładka (projekt Tomasz Majewski)

sobota, 21 marca 2020

"Żywopłoty" Maria Karpińska

wydawnictwo W. A. B
audiobook - Biblioteka Akustyczna

Wysłuchałam korzystając z dwumiesięcznego darmowego dostępu w aplikacj EmpikGo.

Bardzo dobrze napisane, dobrze opowiedziane. Zaskakująco dojrzałe.
Opowiadania o życiu i śmierci, codzienności, zwyczajności, przemijaniu, samotności. Dość smutne, ale nie przygnębiające, raczej refleksyjne. Z nutą takiej , jak to nazwać..., "dziwaczności"? Ale nic tu surrealistyczego, bardziej ekscentryczność.
Bohaterem, narratorem każdego z nich jest mężczyzna w różnym etapie życia (np 30, 40, 50...latek). Uważny obserwator, wrażliwy. Na dobrą sprawę trudno stwierdzić, czy to nadal ten sam bohater. Ale tu nie o to chodi, bo wymowa jest dość uniwersalna. Każdy z rozdziałów może być osobnym tekstem, ale też stanowią spójną całość.
Słuchałam z uwagą, zaciekawieniem, satysfakcją, ale jednak to nie są do końca moje "klimaty".
Czyta Henryk Simon. Głos przypominał nieco Malajkata. Jako żyję, nie kojarzę gościa. Sprawdziłam - młody aktor, gra m.in w serialu "Pierwsza miłość" ( nie łoglundam, to i nie znam). Brzmi nieźle.
I tylko taki "zonk" , aż przewijałam nagranie, czy ja czasem nie przysnęłam, ale nie... Na końcu jest "Dziękujemy za wysłuchanie książki Marii Sokołowskiej"

środa, 15 stycznia 2020

"Przebierańcy i przechodnie" P. Wojciechowski


"Przebierańcy i przechodnie. Opowiadania warszawskie" Piotr Wojciechowski, Biblioteka Słów, 2019

Dziś tylko taka krótka noteczka, recenzja będzie w późniejszym terminie.

Literackie puzzle: 18 opowiadań, każde można czytać osobno (bo stanowi zwartą całość), ale razem splatają się w wielowątkową powieść, przewijają się w nich ciekawi bohaterowie w różnym stopniu ze sobą spokrewnieni, spowinowaceni, zaznajomieni. Indywidualiści, outsajderzy, samotnicy, fighterzy.
Tematy różnorodne, ogólnie wszystkie odcienie życia, bez tanich chwytów wobec czytelnika.
Bardzo dobra proza, wsiąkłam w nią bez reszty.


Książka przeczytana w ramach wyzwania/zabawy Trójka E-pik, styczeń 2020




powieść graficzna
"ludzie, których powinieneś znać, bo...", czyli książki o znanych osobach
książka z podręcznej biblioteczki/ z nocnego stolika

piątek, 3 stycznia 2020

"Opowiadania bizarne" Olga Tokarczuk

Olga Tokarczuk, Opowiadania bizarne, Wydawnictwo Literackie, 2019

"Opowiadania bizarne" są doprawdy... dziwne. Podeszłam do tej książki bez uprzedzeń i oczekiwań. Po lekturze mam mieszane uczucia.
Zdecydowanie wolę Olgę Tokarczuk w dłuższych formach i raczej mam sentyment do dawnych książek niż potrzebę czytania wszystkiego, co wyjdzie spod pióra Noblistki, którą uwielbiam za całokształt, nie tylko literacki.
Tom zawiera dziesięć opowiadań, bardzo różnorodnych (każde z innej beczki, zarówno jeśli chodzi o  miejsce i czas akcji, jak i o tematykę) i  - w moim odczuciu - nierównych.
Nie każde wzbudziło moje zainteresowanie, niektóre owszem, ale były też takie teksty, które "przeciekły mi przez palce" jak czas poświęcony na ich czytanie. Po prostu ich treść nie bardzo mnie obchodziła, nie porwała. Nie zostaną mi w pamięci. Teoretycznie nic im nie można zarzucić ( są dobrze, sprawnie opowiedziane) oprócz braku wywołania emocji, efektu "wow". Do tych "nijakich" w moim odczuciu zaliczam głównie "Serce" (starsze małżeństwo, w tym on po przeszczepie serca, podróżuje po Azji, szukając - sensu życia? ) i "Prawdziwą historię" ( profesor obcokrajowiec świadkiem śmierci przechodnia, oskarżony staje się ofiarą, panika ucieczki)  - ich fabuła jest dość dramatyczna, ale jakby bez puenty, w sumie nie wiem sama, co dała mi ich lektura.
"Wizyta" (o takiej jakby rodzinie egonów/robotów/androidów?) oraz "Kalendarz ludzkich świąt" ( o masażyście Ilonie  i dziwnym bycie zwanym Monodikosem) to typowe science-fiction, ciekawe, dość wciągające, przyznam - choć niekoniecznie gustuję w tym gatunku. Skojarzyło mi się z Lemem, ale nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w tego typu literaturze, by odnieść się szerzej. Te opowiadania mogłyby by być zalążkami niezłych powieści, podobnie jak "Góra Wszystkich Świętych" z motywem klonowania i relikwii ( to z kolei "pachniało" mi prozą K. Ishiguro). Zdecydowanie tu wszystko zostało stłumione, forma ograniczała rozwinięcie wątków.
Najbardziej podobały mi się "Przetwory" (oj, chyba już zawsze będę myśleć o gąbce w sosie pomidorowym i grzypkach  przy kiszeniu ogórków) i "Szwy" (skarpetki rządzą ;-D ), może dlatego, że takie najzwyczajniejsze, ale bardzo klimatyczne, niemal jak kawałki z "Domu dziennego, domu nocnego".

Właściwie co my tu mamy... Trochę baśniowości ("Zielone Dzieci" i księżycowa kraina), trochę zwyczajności ( pełne rutyny życie owdowiałego staruszka - "Szwy"),  nieco historii, filozofii, religii, techniki, s-f... Klonowanie i ekologia. Mięso hodowane w inkubatorach i sterty plastiku pozostające na cmentarzysku świętych krów. Odwieczne pytania o sens życia, istnienie cierpienia  i zła. Poszukiwanie własnej tożsamości, samotność.
Kogel mogel.

W sumie trudno znaleźć coś, co łączyłoby wszystkie opowiadania. Ta tytułowa bizarność to trochę taka "naklejka", tak jak w ofertach handlowych ciągle czytamy "modna sukienka" "modny szal", "modne kalosze" - a każde innego stylu, fasonu, wzoru i koloru. Każdy tekst jest inny, dziwny na swój sposób. Albo i nie dziwny.
Szczerze, to ja tej zapowiadanej nieprzewidywalności i wzbudzanej grozy nie doświadczyłam, wytrącenia ze strefy komfortu też niespecjalnie.
Każdy ma jednak swoje własne pojęcie/poczucie dziwności, może całkiem inaczej odczytać te teksty.

Na pewno nie poleciłabym tej książki na pierwsze spotkanie z twórczością Olgi Tokarczuk i na pewno nie postawiłabym jej w gronie moich ulubionych zbiorów opowiadań. Cieszę się jednak, że miałam możliwość przeczytania tych opowiadań i wyrobienia sobie własnego zdania.
Zatęskniłam jeszcze bardziej do "Domu dziennego, domu nocnego" i  czekam za zupełnie nowe książki Noblistki.







wtorek, 24 września 2019

"Śledztwo na cztery ręce" Agatha Christie

Wyd. Hachette 2002 r.
Po trzech latach przerwy postanowiłam znów wziąć udział w wyzwaniu czytelniczym "Wrzesień z Agathą Christie".
Niczym "córka marnotrawna" powracam  do klasyki kryminału w mistrzowskim wykonaniu. Tak się składa, że ostatnio czytałam sporo polskich powieści kryminalnych, przeważnie w duchu komediowym. Nie zawsze były to udane spotkania, ale trafiłam też na takie książki, które dostarczyły mi odpowiedniej rozrywki i pozwoliły określić czytelniczą ścieżkę, którą zamierzam podążać. Co jakiś czas warto jednak wracać do źródeł, do "starych, ale jarych" powieści, do sprawdzonych autorów.
Gdy czuję przesyt współczesnych "czytadeł", sięgam po twórczość Dostojewskiego, zaś z kryminalnej półki wybieram Christie. Właśnie przyszedł czas, by znów podążyć tropem Agathy....

Tę książkę wybrałam dość przypadkowo spośród licznych tomów w bibliotece, szukając tytułu z dwuznakiem, bo akurat takiego potrzebowałam do innego wyzwania. "Śledztwo na cztery ręce" zawiera aż dwa dwuznaki, pasowało więc idealnie, a do tego spodobał mi się pies w okularach na okładce. Niezłe kryteria wyboru, prawda?

Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to nie powieść a zbiór kilkunastu opowiadań połączonych ramą fabularną i osobami głównych bohaterów, co więcej, nie występuje tu ani Herkules Poirot, ani panna Marple! Poczułam się nieco zdezorientowana. Nie wiedziałam, że oprócz serii z wymienionymi postaciami (i poza powieściami obyczajowymi  wydanymi pod pseudonimem Mery Westmacott) Agatha Christie napisała także utwory o Tuppence i Tommym Beresfordach, czy - jak potem sprawdziłam - jeszcze innymi bohaterami ( np. Parker Pyne). Teraz już wiem, a po lekturze tego tomu wiem też, że raczej wolę trzymać się utartych szlaków.

Tuppence i Tommy Beresfordowie są uroczą parą, dobraną pod każdym względem, świetnie się dogadują, mogą zawsze na siebie liczyć. Ich dialogi nie obywają się bez drobnych złośliwości, ale też skrzą się inteligencją i humorem. Znudzona rutyną domowych obowiązków i życia towarzyskiego Tuppence marzy o tym, aby coś się wydarzyło, tęskni za przygodami i niebezpieczeństwami, jakie wspólnie przeżyli. Jej mąż obecnie nadal pracuje w służbach specjalnych, ale na stanowisku czysto biurowym.
Jak z nieba zatem spada Beresfordom zlecenie poprowadzenia Międzynarodowej Agencji Detektywistycznej Teodora Blunta. To niby ma być przykrywka dla pewnych działań związanych z rozpracowywaniem rosyjskich szpiegów, ale poza tym małżeństwo ma wolną rękę w przyjmowaniu zleceń i prowadzeniu śledztw.

To było wprost przezabawne jak Beresfordowie wczuwali się w swoje role, jak urządzili  swoje biuro, jak udawali, że jako "błyskotliwi detektywi Blunta" mają mnóstwo pilnej pracy i ważnych spotkań, podpatrywali interesantów zatrzymywanych przez rezolutnego Alberta na recepcji. Trochę zachowywali się jak dzieci bawiące się w detektywów. Przy tym odnosili się do zgromadzonych na półce kryminałów i naśladowali ich bohaterów, przyjmując ich styl zachowania i sposób prowadzenia spraw.
Tomy i Tuppence jako detektywi-amatorzy okazali się jednak bezbłędni i rozwiązali szereg różnorodnych zagadek, od kradzieży przez fałszywe alibi po morderstwa. Nie sposób ich  nie polubić: bystrzy, inteligentni, zabawni, sprytni, charyzmatyczni. Trochę zwariowani w pozytywnym znaczeniu. Spostrzegawczość, umiejętność logicznego myślenia i dedukcji, odwaga i otwartość to cechy, które znakomicie przydały się im w pracy, która też była dla nich w pewnym sensie zabawą, życiowym wyzwaniem. Tuppence niejednokrotnie wykorzystywała swoje 'kobiece sztuczki': jej wiedza z dziedziny mody, czy znajomość plotek, towarzyskich układów i koneksji bardzo się przydawała.  Trzeba przyznać, że obydwoje uzupełniali się nawzajem, tworząc świetną parę  jako detektywi i małżeństwo.

Opowiadania, raczej dość krótkie, często zajmujące dwa rozdziały wydawały mi się idealne do publikowania w prasie. Nie pomyliłam się, bowiem sprawdziłam i owszem, w latach 1923-28 ukazywały się w brytyjskich czasopismach, dopiero w 1929 roku wydano je w formie książki, z tym, że autorka dokonała niezbędnych zmian (układ, tytuły, drobne poprawki) tak, by całość była spójna. W trakcie lektury pomyślałam także, że to mógłby być niezły serial. I proszę! Dowiedziałam się, że  nakręcono taki w 2015 roku, na podstawie cyklu o perypetiach Beresfordów. Jest też film z 2008 roku, w którym - sadząc z opisu - opowiedziana jest całkiem inna historia na podstawie książek A. Christie a pan Beresford dostał na imię Belisaire(!).

"Śledztwo na cztery ręce" ("Partners in Crime") czyta się lekko, przyjemnie, z uśmiechem, z mniejszym lub większym zaangażowaniem w kolejne detektywistyczne zagadki. Sporo tu dzieje się bez udziału czytelnika, mamy podane rozwiązania, a wcześniej nie znaliśmy pewnych faktów. Sporo zbiegów okoliczności, schematów, niektóre intrygi są dość przewidywalne. Nie można jednak odmówić uroku ani opowiadaniom ani bohaterom.  Śmiem twierdzić, że w tym przypadku Agatha Christie bardziej skłaniała się ku komedii niż typowym kryminałom i coraz bardziej rozumiem współczesne próby pisania "kryminałów na wesoło". To naprawdę sztuka, choć nie każdemu się udaje. Jakby co, to autorzy mogą się uczyć od mistrzyni.

Nie sądzę, aby to była jedna z najlepszych książek Agathy Christie, ale też nie uważam lektury za stratę czasu. Nie każdemu "Śledztwo na cztery ręce" przypadnie do gustu, z racji  swojej specyfiki i kreacji bohaterów. Warto jednak poznać tę nieco inną odsłonę twórczości Christie, zwłaszcza, gdy znało się dotąd tylko Marple i Poirota ;-) . Osobiście nie narzekam.




środa, 15 lutego 2017

"Eksplozje" - J. L. Wiśniewski i inni

"S@amotność w sieci" należy do nielicznych książek, których nie doczytałam do końca....
"Grand" przeczytałam cały, ale też o pełnym zachwycie mówić nie mogłam.
Jak zatem odebrałam "Eksplozje" - tomik Wiśniewskiego napisany wespół z ośmioma kolegami po piórze?
Zapraszam do przeczytania opinii pod linkiem:

http://zycieipasje.net/2017/02/15/eksplozje-janusz-leon-wisniewski-i-inni-recenzja/

środa, 10 sierpnia 2016

"Brzydki czlowiek..." - opowiadania W. Kowalewskiego

http://zycieipasje.net/wp-content/uploads/2016/07/brzydki-cz.jpg 

Zachwycona Excentrykami, postanowiłam kontynuować przygodę z prozą Włodzimierza Kowalewskiego, literata uznanego i nagradzanego, nadal jednak zbyt mało znanego szerszemu gronu czytelników. Zbiór Brzydki człowiek i inne opowiadania znakomicie nadaje się do „posmakowania” jego twórczości. Określiłabym ją jednym słowem: wytrawna.
(...)



czwartek, 17 grudnia 2015

Dzieciom - pod choinkę

Miło tak siedzieć z rodziną przy choince, słuchać kolęd i czytać książki, od czasu do czasu przegryzając pierniczkiem… Ach, rozmarzyłam się… Ale już wkrótce Boże Narodzenie i taka sytuacja będzie najzupełniej realna. Zaś wśród lektur znajdą się „Najpiękniejsze opowieści pod choinkę” Ewy Stadtmüller, zilustrowane przez Kazimierza Wasilewskiego.
(...)
ciąg dalszy na Czytajmy Polskich Autorów.
 




wyd.SKRZAT

wtorek, 5 maja 2015

"Albatros" S. Hill

Okładka książki Albatros
Wyd. "Książka i Wiedza" 1988
Po tę książeczkę z serii Koliber (nr 102) sięgnęłam niejako "z przymusu", albowiem w wyzwaniu-zabawie "Pod hasłem" na maj zostało zadane hasło "Litera-przodowniczka": trzeba było wybrać tytuł zaczynający się od pierwszej litery swojego imienia. Rozejrzałam się zatem, co takiego na "A" kryją moje półki i złapałam "Albatrosa". Szczęśliwy był to traf, jak się okazało.

Nieznana mi dotychczas Susan Hill ( ur. 1942) to jedna z najpoczytniejszych współczesnych angielskich pisarek, autorka powieści, opowiadań, książek dla dzieci, dramatów. Dziennikarka, krytyk literacki, założycielka własnego wydawnictwa, członek Royal Society of Literature. Uhonorowana m.in. literacką nagrodą im. Wiliama Somerseta Maughama.
Wspólnie z  Simonem Serraillerem napisała serię powieści kryminalnych (wydane również w Polsce). Tworzyła słuchowiska radiowe (BBC). Jej powieść Kobieta w czerni została adaptowana na sztukę teatralną w 1987 r. i sfilmowana w 1989 r.

"Albatros" to zbiór  5 opowiadań w tłumaczeniu  D. Kozickiej, M. Targowskiej, E. Fiszer.  Tytułowy, najdłuższy  tekst wywarł na mnie największe wrażenie i to właśnie nim "kupiła mnie" angielska pisarka.
Nie będę kombinować i po prostu zacytuję zdanie z okładki, bo idealnie oddaje sedno sprawy:
"Pisarstwo Susan Hill to kameralna proza psychologiczna zawierająca sugestywny opis i mistrzowską analizę"

Każde z opowiadań to studium jakiejś postaci, która jest uwikłana w narzuconą im sytuację, zależna od innych ludzi i otoczenia, stłamszona, wyobcowana, pozbawiona prawa do realizacji swoich potrzeb, marzeń, zamierzeń. Bohaterami są osoby, można by rzec "wykluczone", "nieprzystające" - upośledzone, stare, chore,  czy dzieci,  którym narzucono jakiś model życia, określone zachowania.
Opowiadania są smutne, mroczne, poruszające.

"Albatros" opowiada o Duncanie, chłopcu może i w pewnym stopniu upośledzonym, wolniejszym i niezbyt pojętnym, ale przede wszystkim wtłoczonym w przekonanie, że nie nadaje się do niczego, nic nie potrafi, nie poradzi sobie. Despotyczna i introwertyczna matka pisze mu karteczki z poleceniami, poniża go na każdym niemal kroku, chce go odciąć od lokalnej społeczności. Kobieta porusza się na wózku, jest zależna od pomocy syna. Tymczasem on dusi się, marzy o tym, by wyjechać, by zobaczyć ogromne okręty, by wypłynąć w morze...  Jedynie Cragg, z którym Duncan pracuje we dworze u pani Redingham- Lee, oraz Stara Beattie, lokalna "wariatka", zdają się rozumieć chłopaka i wierzą w niego...
Ta historia nie kończy się dobrze...

Przy okazji ta lektura pasuje idealnie do wyzwania "Czytamy książki nieoczywiste".
Dla mnie "nieoczywista" była autorka, chyba też mało kto ją czyta współcześnie, a warto.

niedziela, 26 kwietnia 2015

"Smrt krasnych srncu. Jak jsem potkal ryby"

Według Mariusza Szczygła to najbardziej antydepresyjna książka świata. I coś w tym jest, bo choć nad  nią raczej nie wybuchamy salwami śmiechu, to jednak podczas lektury czujemy odprężenie, wchłaniamy pozytywną energię, radość życia i ładujemy akumulatory. 
Literatura czeska jest specyficzna, trudno wytłumaczyć jej fenomen i nie można jej odmówić uroku. Taka też jest "Śmierć pięknych saren" Oty Pavla.
Książka jedyna w swoim rodzaju.
Taka, którą czyta się niespiesznie. Piękna i szlachetna.
Taka, którą się pamięta i do której się powraca... 
Niby w końcu ma się już dość o tym łowieniu ryb, ale czyta się dalej, bo to wszytko takie jakieś piękne i kojące...

"Można powiedzieć, że słońce jest często wielką żółtą pigułką od niebiańskich psychiatrów, która rozpędza smutek i wytwarza różowy nastrój. Słońce działa niekiedy skuteczniej niż szwajcarskie proszki noveril czy amerykańskie aventyl HCI. Słońce jest także żółtym ręcznikiem frotte, który nas samoczynnie wyciera do sucha. Słońce również dostaje się nam do krwi, by ogrzać nasze serca, kiedy są zimne jak psi nochal."
(Ota Pavel, Śmierć pięknych saren/ Jak spotkałem się z rybami, wydanie: kolekcja lit. czeskiej.s.143)
Jest w tej prozie żartobliwość, czułość, pogoda ducha, ciepło, ironia,  piękna radość i równie piękny smutek. To sentymentalna podróż w czasy dzieciństwa i młodości, pełne cudownych chwil związanych głównie z łowieniem ryb, ale i naznaczone wojenną rzeczywistością (np.  rozdział "Karpie dla Wermachtu").
Autor snuje wspomnienia o ojcu - najlepszym komiwojażerze firmy Elektroluks, hodowcy karpi i królików, zapalonym wędkarzu, nieobliczalnym  przedsiębiorcy ładującym się w coraz to nowe "biznesy". Są to opowieści serdeczne, nieco ironiczne, stanowią hołd dla rodziców narratora, zwłaszcza ojca, o którym czytelnik w końcu powtórzy, że "Fajny chłop z tego Poppera".
O. Pavel opowiada o  wyprawach na ryby, opisuje piękno czeskich rzek i stawów. Przebija w tym ogromna pasja, umiłowanie życia i przyrody. Jest też nuta melancholii,  przemijanie, śmierć...

Nie wiem, jak innym czytelnikom, ale mi "Śmierć pięknych saren" ogólnie kojarzy  się z  twórczością Marcela Pagnola ("Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki") - wyczuwam podobny nastrój, wrażliwość, sentymentalność.

Za genezą tej książki kryje się niestety tragiczna historia. W 1964 r. Ota Pavel, relacjonujący jako dziennikarz sportowy olimpiadę zimową w Innsbrucku, doznał "pomieszania zmysłów", zobaczył "diabła". Atak choroby psychicznej zmienił jego życie w koszmar naznaczony pobytami w szpitalach, cierpieniem, traumą. Wspomnienia przynosiły pewną ulgę, ich spisywanie- stało się terapią. To wspomnienia o rybach i rzece - wielkiej miłości Pavla, pomagały mu żyć. Zmarł w 1973 r. na zawał serca, miał zaledwie 43 lata...
I nawet pewnie nie przemknęło mu przez myśl, ze jego książka będzie w kanonie literatury czeskiej, że stanie się klasyką....

Tom, który ukazał się w serii Kolekcja Literatury Czeskiej, zawiera  "Śmierć pięknych saren" oraz "Jak spotkałem się z rybami". Przetłumaczyli: Andrzej Czcibor-Piotrowski i Józef Waczków. W załączeniu - film na podstawie opowiadań Oty Pavla (1986, reż. Karel Kachyńa).








środa, 18 marca 2015

"Wiadomość" T. Jansson

b6679b80f5
Jeśli ktoś ostatnio zaglądał na mój blog, mógł sobie pomyśleć, że się obijam, bo wieje pustką... Tymczasem cały czas czytam i piszę, ale "na wynos".  Oto kawałek mojej wypowiedzi o tomie opowiadań fińskiej pisarki, którą warto "odmuminkować" :-)

Nie będę oryginalna, ale zacznę od tego, że Tove Jansson kojarzymy najczęściej z Muminkami. Tymczasem ograniczać jej twórczość tylko do popularnych na całym świecie opowieści o sympatycznych trollach i ich przyjaciołach, to jakby jeść sałatkę warstwową i nie sięgnąć głębiej do dna salaterki. Fińska pisarka, malarka, ilustratorka, autorka komiksów pisała również dla dorosłego odbiorcy. Była w tym naprawdę znakomita – to mistrzyni krótkich form. Podobnie jak Alice Munro, ale to dwa zupełnie inne literackie światy. Spotkałam się z prozą obu pań i przyznam szczerze – wolę Tove Jansson. (...)

Całość recenzji znajdziecie tutaj:

wtorek, 20 stycznia 2015

Kocha, lubi, szanuje....

Jeśli ktoś tu wdepnął, licząc na recenzję nowego tomu Alice Munro, będzie zawiedziony.
Tym razem mowa o książce  dla dzieci - o uczuciach.
Moja opinia - tutaj.

wtorek, 19 sierpnia 2014

"Zagubione niebo" K. Grochola

Ci, którzy dyskredytują twórczość Katarzyny Grocholi, chyba zatrzymali się dawno temu na etapie "Nigdy w życiu" i "A nie mówiłam", zapewne widząc je też przez pryzmat filmowych adaptacji z Danutą Stenką/Grażyną Wolszczak w roli Judyty.  Wspomniane powieści mogą się podobać lub nie, rzecz gustu, ale chyba trudno znaleźć kogoś, kto o nich nie słyszał.  Autorka stała się symbolem współczesnej literatury kobiecej, to ona zapoczątkowała pewien nurt powieści obyczajowej, a przede wszystkim zdobyła  serca wielu czytelniczek. Nie zarzuca nas co chwilę kolejnymi tomami, ale każda nowa książka to niemal święto dla sympatyków jej twórczości.
Osobiście za jej prozą nie szaleję, ale sięgam po nią chętnie.
Okładka książki Zagubione niebo"Zagubione niebo" to zbiór kilkunastu opowiadań, wcześniej drukowanych na przestrzeni kilku lat w prasie, czasem takich "zagubionych", warto więc było je opublikować w formie książkowej. 
O czym są? O miłości. O życiu. O skomplikowanych relacjach.O związkach i samotności. O uczuciach zagubionych i odnajdywanych.
Teksty (w liczbie 15) są różnorodne, lepsze i słabsze. Jedne z nich to takie typowe opowiadania z kobiecego czasopisma, inne - prawdziwe perełki.
Przykładowe tytuły: "Scarlett O'Hara z Pilawki Górnej", "Powrót taty", "Feralna trzynastka", "Pomyłka o wschodzie słońca", "Kamień szczęścia","Niebo pode mną", "On jeszcze nie wie, że mnie kocha", "Koniec lata", "Zdążyć przed pierwszą gwiazdką", "Cienista dolina".
 Każdy w nich znajdzie coś dla siebie, motyw gór, pocieszenie, przykład, wzruszającą historię, sytuację z życia wziętą,  studium psychologiczne. Grochola porusza trudne problemy, zgrabnie i mądrze je przedstawia. Z klasą. Nie sądziłam, że aż tak mi się spodoba ten tomik. Szczególnie urzekło mnie opowiadanie "Niebo pode mną", które skojarzyło mi się z prozą... Doris Lessing, a "Zdążyć przed pierwszą gwiazdką" miło mnie zaskoczyło finałem.

Więcej dobrych słów o tej książce, tym razem nie mojego pióra ;-) znajdziecie tutaj:

poniedziałek, 14 lipca 2014

"Księżyce Jowisza" Alice Munro

Niedawno kanadyjska pisarka, laureatka Nagrody Nobla skończyła 83 lata. Dopiero w tym roku miałam okazję spróbować jej prozy. Zapraszam na moją krótką refleksję na temat zbioru opowiadań "Księżyce Jowisza" na łamach magazynu "Szuflada".

Munro_Ksiezyce_Jowisza_m
Wyd. Literackie 2014


























Moja lista blogów