piątek, 10 lutego 2017

"Biuro przesyłek niedoręczonych" N. Socha

wyd. Pascal 2016
Zarzekała się żaba błota...
Z przeczytaną  dwa lata temu  "Macochą" Nataszy Sochy nie bardzo było mi po drodze, "Awaria małżeńska" napisana w duecie z Magdaleną Witkiewicz też mnie nie zachwyciła jakoś szczególnie, więc nie planowałam dalszych spotkań z twórczością tej autorki.
Urzekła mnie jednak okładka "Biura przesyłek niedoręczonych", intuicyjnie czułam, że chcę przeczytać tę powieść.
Przeczytałam i jestem zachwycona. Książka trafiła akurat u mnie na czas, kiedy potrzebowałam czegoś lekkiego, uroczego, romantycznego, nieprzytłaczającego. "Biuro..." wpasowało się idealnie w moje zapotrzebowanie. 

 "Biuro przesyłek niedoręczonych" to taka współczesna bajka ze szczyptą magii. Ciepła, optymistyczna, sympatyczna  opowieść w (przed)świątecznym klimacie.
Zuzanna opuszcza rodzinny dom, by zacząć życie na własny rachunek i podejmuje pracę w pocztowym oddziale przesyłek niedoręczonych.  Tam segreguje listy i paczki. Pracownicy starają się, by jednak trafiły do adresatów, ale bardzo często jest to niemożliwe (np. listy od dzieci do św. Mikołaja, czy te zawierające tylko nazwę miejscowości, bez ulicy i numeru miejsca zamieszkania))
Wtedy zawartość paczek idzie na aukcję, listy są niszczone.
Zuza poznaje tam uroczą starszą panią Milę, która zawsze ma na sobie jakiś szałowy szal, czy oryginalną chustę. Nawiązuje się miedzy nimi nić porozumienia. Razem próbują sprawić, by chory Michałek dostał zabłąkany list z bajką specjalnie dla niego napisaną przez popularnego pisarza oraz żeby autorzy listów w niebieskich i seledynowych kopertach po prawie 40 latach niezawinionej rozłąki wreszcie się spotkali...
Wygląda na to, że te dwie panie rzeczy niemożliwe załatwiają od ręki, a na cuda trzeba chwilę poczekać :-) Życie jest pełne niespodzianek, często świat okazuje się mniejszy niż nam się wydaje, a my jak ten Koziołek Matołek szukamy daleko tego, co jest całkiem blisko...
I to jest piękne!
Nie ma sensu bardziej przybliżać fabuły, by nie odbierać nikomu przyjemności ze śledzenia perypetii bohaterów.
Jeszcze tylko muszę "przyznać dodatkowe punkty" za... lotopałankę, bodajże pierwszą w historii polskiej literatury (?) oraz za postać sąsiada Stanisława. O nim powiem tak: niby wredota, a serce ze złota.

To nie jest żadna wielka literatura, ale miło czasem sięgnąć po coś lekkiego, bajkowego, co pozwoli oderwać się od poważnych spraw i codziennych problemów.

"Biuro przesyłek niedoręczonych" Nataszy Sochy wraz z "Aniołem do wynajęcia" Magdaleny Kordel warto mieć pod ręką jako remedium na smuteczki i chandry, a obowiązkowo powracać do nich przed kolejnym Bożym Narodzeniem.

( Tu rozsypuję magiczny pył ;-) )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email