Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Pilch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Pilch. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 stycznia 2017

Przedpremierowo - "portret młodej Wenecjanki" Jerzego Pilcha


Wydawnictwo Literackie, PREMIERA 2 lutego 2017 r. 
 
Jeszcze nie zdążyłam przeczytać  wszystkich opowiadań zebranych w tomie Indyk z Bestville, gdy pojawiła się na horyzoncie świeżutka porcja prozy jednego z moich ulubionych polskich pisarzy, a zarazem dramaturga i felietonisty, publikującego niegdyś w „Polityce”, „Przekroju”, „Dzienniku”, a obecnie „Tygodniku Powszechnym”. Zatem nie mogłam pozwolić jej czekać i tak, podczas literackiej uczty odsunęłam jeden talerz, by sięgnąć po inny półmisek. Czy to był dobry wybór?
 (...)
Moją recenzję można przeczytać na stronie magazynu Życie i Pasje:
http://zycieipasje.net/2017/01/25/portret-mlodej-wenecjanki-jerzy-pilch-recenzja-przedpremierowa/#more-3945

piątek, 23 października 2015

Zuza i Makryna (zapiski, nie recenzje!)

Tutejsza biblioteka zaopatrzona jest całkiem nieźle, pojawiają się nowości, można wyłowić smaczne kąski. Muszę sobie zrobić listę, co ja bym chciała stąd przeczytać. Np. "Narzeczoną Schulza"A. Tuszyńskiej. Niestety, duża ilość książek napływowych, recenzyjnych i zasoby własne sprawiają, że ograniczam wypożyczanie z biblioteki, ale jakby to powiedzieć, kontakt utrzymuję cały czas. Ostatnio miałam puste konto, aż pojawiła się dostępna, zamówiona przeze mnie wcześniej książka. Była to:
"Matka Makryna" Jacka Dehnela. 
  • Tegoroczna finalistka Nagrody Nike. Chciałam ją przeczytać jednak nie tylko ze względu na nominację. Lubię prozę Dehnela, jego styl, nie tylko literacki.
  • Była to lektura żmudna i cudna.
    Początkowo trudna do strawienia ze względu na stylizowany język (XIX w.) i tematykę, potem - wciągnęła mnie  po uszy.  
  •  "Odkurzenie" zapomnianej postaci
  • Opowieść srodze przez życie doświadczonej, zdeterminowanej kobiety, która wymyśliła swoją tożsamość, sprytnie wszystkim "czmut w oczy puskała", nawet do Stolicy Piotrowej dotarła i zaistniała w środowisku Wielkiej Emigracji.
  • Spowiedź oszustki. Mistyfikacja epoki.
  • Dwa toki narracji - dzieje Ireny Wińczowej (monolog) i relacja Makryny Mieczysławskiej.
  • Ogrom przeżyć, emocji. Dramatyczne losy. Opowieść o cierpieniu. Niezależnie jak opisywane, jak ubierane w tło, szczegóły, postaci - tak samo bolało.
  • Problematyczny stosunek do bohaterki ( współczuć? potępiać? cel uświęca środki?), nie można jej odmówić charyzmy.
  • Świetne opisy Słowackiego, Norwida, Mickiewicza.
  • Dla czytelnika - wspaniała wyprawa do epoki romantyzmu.

Właśnie wybierałam się  oddać 'Makrynę', gdy otrzymałam e-mail o dostępności kolejnej, zamówionej lektury. Czekała na mnie "Zuza, albo czas oddalenia" Jerzego Pilcha.
  • Powiedzieć, że to powieść ironiczna, to nic nie powiedzieć.
  • Cóż, uwielbiam prozę Pilcha, ale.... "Zuza..." mnie nie zachwyciła, a nawet rozczarowała.
  • Motyw rękopisu znalezionego w bucie narciarskim na schodach kamienicy. 
  • Motyw związku starszego mężczyzny ze znacznie młodszą od niego kobietą, w dodatku "lekkich obyczajów", co w powieści nazwane jest konkretnie i dosadnie. 
  • motywy autobiograficzne ( np. Matka, Wisła) 
  • Na pewno nie polecam sięgania po tę książkę na pierwsze spotkanie z twórczością tego autora. Tu proponowałabym  np. "Inne rozkosze" albo "Tysiąc spokojnych miast", o "Pod Mocnym Aniołem" nie wspominając.

wtorek, 14 maja 2013

Wiele opowieści, wiele wrażeń.... o nowym dziele mistrza narracji

Wyd. Wielka Litera 2013
Są autorzy, którzy wydają nawet kilka książek rocznie i są pisarze, na których publikacje czeka się latami. Z utęsknieniem, dodajmy. Do tej drugiej grupy należy Jerzy Pilch, oto bowiem  po pięciu  latach  milczenia (nie licząc Dziennika) ukazała się jego nowa powieść. Czy warto było czekać? 
Tym, którzy lubują się w pilchowej frazie, karmią się pilchową ironią i z otwartymi ramionami przyjmują z całym dobrodziejstwem inwentarza pilchowy styl - nie trzeba dwa razy powtarzać. Dla nich każda kolejna książka, pochodzącego z Wisły pisarza, to lektura obowiązkowa, to święto opowieści.

Na kartach "Wielu demonów" przenosimy się do miejscowości Sigła, w lata 50-te XX wieku, do małej ojczyzny narratora,  gdzie wśród zwartej i tradycyjnej społeczności ewangelickiej dzieją się rzeczy, o których nie śniło się nawet filozofom...

Otóż Jula, córka pastora, w samą Wigilię przyjeżdża wraz ze swym   narzeczonym - katolikiem. Niby nic wielkiego, zdaje się, ale dla Mraka, pasterza luterskiej parafii, to istny koniec świata! Ksiądz w obliczu takiej komplikacji szuka rady u pana Naczelnika (ważnej osobistości kierującej siglańską pocztą), a także u Fryca Moitschka - miejscowego proroka, jasnowidza, cudotwórcę - obdarzonego niezwykłymi mocami dziwaka. To jednak tylko przyczynek do snucia innych historii, z których najważniejszą jest tajemnicze i niewyjaśnione zaginięcie, czy też zniknięcie, Oli - młodszej pastorówny. Obok tego, niejako kryminalnego, motywu zbudowano wiele innych, nie mniej ciekawych, wątków, scen i portretów.

Poznajemy bliżej sylwetki ekscentrycznych panienek Mrakówien (pozwolę sobie na mały fragmencik: "Obie- jak powszechnie w Sigle wiadomo- są zupełnymi dziwadłami i mają całe sterty zdumiewających przedmiotów, że nie wspomnę o książkach... Całe kolekcje a raczej początki kolekcji wszystkiego, od miniaturowych ościeni do śrub lewoskrętnych..." - s. 121), dzieje "olimpijskiej formy" i perypetii z trumną pana Wzmożka, brewerie Juli i Kornela, historię niedoszłego samobójstwa Emilki Morżolikówny,  a także natchnione wizjonerskie zapiski ze skoroszytu Fryca. Dowiadujemy się m.in. jakiego kota chciałby mieć towarzysz Goniec, na czego punkcie ma fobię starka Zuzanna, co wyprawia Madame Wzmożek i wiele, wiele innych rzeczy.... Wszystko to, pozornie odrębne, w jedną całość się zlewa, pod mrocznym niebem Sigły i pod piórem mistrza narracji.

Postaci wykreowane w "Wielu demonach" są specyficzne, nieco dziwaczne, szalone, ciut groteskowe, a przy tym dziwnie prawdziwe, zwłaszcza w swych dysputach, sporach, przywarach i wyobrażeniach na temat innych. Autor nadał im ciekawe,  tzw. mówiące, nazwiska np. Somnambulmeister, Scherschennick,  Messerschmidtke. Niektórzy bohaterowie mają niepewny status ontologiczny - zachodzą podejrzenia, że Fryc jest duchem, nie wiadomo kim był mężczyzna w czarnym owerolu, Juliusz staje się widmem (?), a w ogóle to nic do końca nie jest pewne i w pełni realne. Nie na tyle, by mówić o fantastyce, ale o oniryczności i fantasmagoryczności - jak najbardziej!

Powieściowa rzeczywistość jest niepozbawiona  groteskowości, przesycona ironią i parodią. Atmosfera panuje tu mroczna, ponura, posępna, pełna refleksji na temat marności żywota, przemijania, życia i śmierci. Narracja - jak to u Pilcha - gawędziarska, rozlewna, uciekająca w nieustanną dygresyjność. Właściwie postać narratora - jaki i pozostałych bohaterów - jest niejednoznaczna. Niby to jeden z młodych mieszkańców Sigły, sierota wychowany przez Naczelnika i jego żonę, uczestnik imprez organizowanych przez  nastoletnie Mrakówny.. Ma jednak o wiele większą wiedzę i szersze kompetencje narracyjne niż  zwykły "tubylec", obserwator wydarzeń. Przemawia nieraz z perspektywy "odgórnego", zewnętrznego, ponad całym światem przedstawionym ustawionego narratora. Nie bez przyczyny Pilch mistrzem narracji jest.

Wydaje się dość trudno zaklasyfikować "Wiele demonów" pod względem gatunkowym. Niejaką podpowiedź od samego Autora znalazłam w dialogu Oli i Juli:
 - Jak to w parodii kryminału.
- Jak to w powieści lutersko -kryminalnej...
- Która z natury rzeczy musi być parodią....
 (s. 319)
Gdyby przyglądać się bacznie poszczególnym rozdziałom znalazłoby się jednak więcej pokrewieństw gatunkowych niż tylko elementy kryminału i parodii tegoż, bo i co nieco z romansu, i z sagi rodzinnej, i z powieści inicjacyjnej, i humoreski....Jest w czym drążyć, albowiem mamy aż 18 rozdziałów i blisko pięćset, dokładnie 479, stron materiału.
 Dopatrzyłam się w tej książce klimatów schulzowskich. Takie skojarzenie wzbudziła we mnie opowieść Józka Lumentigera o tajemniczej postaci w czarnym owerolu znikającej w  zapuszczonym ogrodzie doktora Nieobadanego. Nie sądzę by to było całkiem bezpodstawne powiązanie, wszak o fascynacjach twórczoscią Brunona Schulza mówi Pilch w swym w Dzienniku.
Powiedzieć, że  nowa powieść Pilcha jest tajemnicza, to nic nie powiedzieć.  Ona jest na wskroś tajemnicą przesiąknięta. Enigmatyczna i niedopowiedziana w sensie ścisłym. Przejmująca mroczną, niekiedy wręcz absurdalną, atmosferą. Nieco może wręcz kafkowską...

Jerzy Pilch znajduje się  bardzo wysoko w mym prywatnym panteonie ulubionych twórców literackich. Każdy jego nowy tekst czytam z dużym entuzjazmem, z nieustanną fascynacją pilchowym  kunsztem słowa oraz tokiem narracji. W przypadku "Wielu demonów" również czuję się zafascynowana.

Za możliwość fascynującej, demonicznej lektury dziękuję 
Wydawnictwu Wielka Litera.

sobota, 15 grudnia 2012

"Opowieści wigilijne" oraz Christmas Tag

Poszczęściło mi się w losowaniu  u Monotemy  i za sprawą otrzymanej niewielkiej, ale uroczej książeczki mogłam zrealizować zadanie grudniowej Trójki e-pik dotyczące lektury z motywem świątecznym. Doprawdy magiczny jest ten czas okołobożonarodzeniowy,  niedawno pisałam, że nic odpowiedniego do tej kategorii nie mam, a tu proszę! Mówisz, masz ;-) Dziękuję jeszcze raz.

"Opowieści wigilijne" (Czarna Ruta 2000) to zbiorek trzech opowiadań pióra Jerzego Pilcha, Olgi Tokarczuk i Andrzeja Stasiuka. Nie będę przybliżać treści, bo zrobiła to poprzednia czytelniczka ((kto ciekaw - KLIK), wspomnę tylko krótko o swoich wrażeniach.

Tekst J. Pilcha pochodzi z powieści "Pod Mocnym Aniołem", którą czytałam wieki temu, więc nie miałam odczucia, że już to znam. Zresztą, jak mawia słynny wiślanin „Książek nie czyta się po to, aby je pamiętać. Książki czyta się po to, aby je zapominać, zapomina się je zaś po to, by móc znów je czytać..."(Bezpowrotnie utracona leworęczność). "Pastorałka don Juana" to obrazek ze szpitala, gdzie leczą rany niedoszli samobójcy, alkoholicy i inni "dziwni", oni też mają swoją wieczerzę wigilijną, też kolędują, onirycznie- delirycznie...
 Swoją drogą po "Dzienniku" nabrałam ochoty powrócić do książek Pilcha, bo niezmiernie lubię jego frazę, ironię i sposob kreowania rzeczywistości. I jeszcze przede mną "Miasto utrapienia", ha!
Opowiadanie Olgi Tokarczuk  wydało mi się z kolei znajome. Sprawdziłam w sieci i okazało się, że z "Profesorem Andrewsem w Warszawie" znamy się nie tylko z widzenia. Także z tomu " Gra na wielu bębenkach". ale też czytałam to tak dawno, że powtórka nie była przykrością. To opowiadanie podobało mi się najmniej ze wszystkich trzech, było najmniej świąteczne, bardzo zagęszczone, przeładowane, ciężkie, a może tylko tak je odebrałam. Co ciekawe - dotyczy ogłoszenia stanu wojennego, a czytałam je (efekt niezamierzony) dokładnie 13 grudnia...
Andrzej Stasiuk zaś snuje opowieść lekko gorzkawą, ale w sumie optymistyczną, opowieść miejską i bardzo ludzką. Nostalgiczną, refleksyjną. Z akcentem ekologicznym. Uwolnić karpia! To opowiadania najbardziej mi się podobało, przypomniało, że dawno nic Stasiuka nie czytałam, a lubię.

Cieszę się, że ten tomik miałam okazję przeczytać, ze względu na autorów głównie.

***
CHRISTMAS TAG
Zostałam wywołana do świątecznego odpytywania przez Toskę82. Oto zestaw pytań i mojej odpowiedzi.
1. Kiedy zaczynasz przygotowania do Bożego Narodzenia?
Nie wydaje mi się, bym wybiegała z przygotowaniami przed grudzień, ewentualnie kwestie pomysłów na prezenty gwiazdkowe mogą pojawiać się wcześniej.
2. Posiadasz kalendarz adwentowy? 
Nie.
3. Jakie są Twoje ulubione filmy świąteczne?
Może nie tyle te z motywami świąt, co powtarzane często w tym czasie ekranizacje np. "Potopu", "Krzyżaków", coś tego typu na pewno musi być w tv.
4. Czy masz jakieś wesołe wspomnienia świąteczne?
Pewnie tak, ale nic szczególnie wesołego mi się teraz nie przypomina.
5. Jak wygląda Boże Narodzenie w Twoim domu?
Właściwie to Boże Narodzenie spędzamy głownie poza domem, u rodziców jednych i drugich.
6. Co najbardziej lubisz w Świętach Bożego Narodzenia?
Choinkę i szopkę.
7. Czy masz jakieś tradycje świąteczne?
Tak, ale chyba nie wychodzę poza najpopularniejsze.
8. Jakie są Twoje ulubione piosenki świąteczne?
Zdziwiło mnie dlaczego jest  pytanie o piosenki, a nie o kolędy. 
Z kolęd (i pastorałek) najbardziej lubię "Triumfy Króla Niebieskiego...", "Bracia, patrzcie jeno...", "Mizerna, cicha...", "Z Narodzenia Pana", "Bosy pastuszek".
Z piosenek - "Last Christmas" oraz "Pada śnieg..." duetu Górniak/Antkowiak.
9. Jaką będziesz mieć choinkę w tym roku?
Tę samą, co w zeszłym i poprzednim. Sztuczna, ale sypie się jak prawdziwa. Wysoka, gęsta.
10. Jaki jest twój ulubiony zapach świąteczny?
Bigosu i kompotu z suszu.
11. Jaki kolor lampeczek choinkowych lubisz najbardziej?
Kolor jak kolor, przeważnie są w kilku na przemian, ale nie lubię jak migają jak wściekłe, że oczopląsu można dostać.
12. Odliczasz dni do świąt?
"Nie liczę godzin i lat..."Ani się obejrzymy, a będzie już po....
13. Ulubiony zimowy lakier do paznokci?
Pora roku nie stanowi dla mnie kryterium doboru koloru. Ostatnio wcale nie maluję paznokci.
14. Ulubiony zimowy napój?
Kawa z kardamonem i herbata z plastrem pomarańczy.
15. Jak wygląda twój pokój podczas okresu świątecznego?
Generalnie mieszkanie jest posprzątane, choć  bez przesady, żeby szorować za szafą i segregować skarpetki w rządki itp. ;-)
W tym roku ograniczymy się do choinki  ale bywało, że utykałam gdzie się tylko dało malutkie bombeczki, ustawiałam stroiki, ozdoby. Teraz przy Elwirowym "daj, daj" albo jej "samoobsłudze" dekoracje nie bardzo mają rację bytu ;-)
Wigilijny stół natomiast - obowiązkowo stroik i świece.
Dziękuję za uwagę.
Kto ma ochotę i czas, zapraszam do udziału.
Wyznaczę (choć niezobowiązująco) np. ylllę, Upadły czy Anioł, Sardegnę, Klaudię Maksę, ......

Moja lista blogów