czwartek, 30 kwietnia 2015

Hurtownia - książki dla dzieci

Zapraszam na przegląd kilku nowych, ciekawych publikacji dla najmłodszych.
Moje opinie - pod linkami.
 

Ewa Kozyra- Pawlak "Liczypieski" (Nasza Księgarnia)

- matematyka dla smyka
- zabawny wierszyk
- technika kolażu

Więcej moich spostrzeżeń tutaj:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/765-ewa-kozyra-pawlak-liczypieski-nasza-ksiegarnia




Natalia Usenko "Bractwo-piractwo. Przygoda matematyczna"(Nasza Księgarnia)

Roześmiana recenzja trochę rymowana:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/766-natalia-usenko-bractwo-piractwo-przygoda-matematyczna-nasza-ksiegarnia
 









Agnieszka Sowińska "Przekroje. Owoce i warzywa"(Nasza Księgarnia)
-edukacja przez ilustracje. 
 - książka przywodzi na myśl serial animowany „Było sobie życie”, który też obrazowo przedstawiał wiadomości i tłumaczył na „bajkowych” postaciach tajemnice biologii






http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/768-agnieszka-sowinska-przekroje-owoce-i-warzywa-nasza-ksiegarnia

środa, 29 kwietnia 2015

Cosik jakby stosik ;-)

 
Takie oto kwiatki :-)w różnych konfiguracjach. W większości - recenzyjne i nawet już opisane. Zapraszam do przegladania starszych postów oraz na Czytajmy Polskich Autorów.
Zielono- żółto - szary zestaw to nagroda niespodzianka w konkursie od Wyd. Prószyński i S-ka.
Obecnie czytam "Pamiętnik Wacławy".
Na zdjęciu  na dole moje balkonowe ozdoby.


I jeszcze bonus: książki nowe, które nie załapały się na sesję:

Okładka książki Nikt nie widział, nikt nie słyszał...




niedziela, 26 kwietnia 2015

"Smrt krasnych srncu. Jak jsem potkal ryby"

Według Mariusza Szczygła to najbardziej antydepresyjna książka świata. I coś w tym jest, bo choć nad  nią raczej nie wybuchamy salwami śmiechu, to jednak podczas lektury czujemy odprężenie, wchłaniamy pozytywną energię, radość życia i ładujemy akumulatory. 
Literatura czeska jest specyficzna, trudno wytłumaczyć jej fenomen i nie można jej odmówić uroku. Taka też jest "Śmierć pięknych saren" Oty Pavla.
Książka jedyna w swoim rodzaju.
Taka, którą czyta się niespiesznie. Piękna i szlachetna.
Taka, którą się pamięta i do której się powraca... 
Niby w końcu ma się już dość o tym łowieniu ryb, ale czyta się dalej, bo to wszytko takie jakieś piękne i kojące...

"Można powiedzieć, że słońce jest często wielką żółtą pigułką od niebiańskich psychiatrów, która rozpędza smutek i wytwarza różowy nastrój. Słońce działa niekiedy skuteczniej niż szwajcarskie proszki noveril czy amerykańskie aventyl HCI. Słońce jest także żółtym ręcznikiem frotte, który nas samoczynnie wyciera do sucha. Słońce również dostaje się nam do krwi, by ogrzać nasze serca, kiedy są zimne jak psi nochal."
(Ota Pavel, Śmierć pięknych saren/ Jak spotkałem się z rybami, wydanie: kolekcja lit. czeskiej.s.143)
Jest w tej prozie żartobliwość, czułość, pogoda ducha, ciepło, ironia,  piękna radość i równie piękny smutek. To sentymentalna podróż w czasy dzieciństwa i młodości, pełne cudownych chwil związanych głównie z łowieniem ryb, ale i naznaczone wojenną rzeczywistością (np.  rozdział "Karpie dla Wermachtu").
Autor snuje wspomnienia o ojcu - najlepszym komiwojażerze firmy Elektroluks, hodowcy karpi i królików, zapalonym wędkarzu, nieobliczalnym  przedsiębiorcy ładującym się w coraz to nowe "biznesy". Są to opowieści serdeczne, nieco ironiczne, stanowią hołd dla rodziców narratora, zwłaszcza ojca, o którym czytelnik w końcu powtórzy, że "Fajny chłop z tego Poppera".
O. Pavel opowiada o  wyprawach na ryby, opisuje piękno czeskich rzek i stawów. Przebija w tym ogromna pasja, umiłowanie życia i przyrody. Jest też nuta melancholii,  przemijanie, śmierć...

Nie wiem, jak innym czytelnikom, ale mi "Śmierć pięknych saren" ogólnie kojarzy  się z  twórczością Marcela Pagnola ("Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki") - wyczuwam podobny nastrój, wrażliwość, sentymentalność.

Za genezą tej książki kryje się niestety tragiczna historia. W 1964 r. Ota Pavel, relacjonujący jako dziennikarz sportowy olimpiadę zimową w Innsbrucku, doznał "pomieszania zmysłów", zobaczył "diabła". Atak choroby psychicznej zmienił jego życie w koszmar naznaczony pobytami w szpitalach, cierpieniem, traumą. Wspomnienia przynosiły pewną ulgę, ich spisywanie- stało się terapią. To wspomnienia o rybach i rzece - wielkiej miłości Pavla, pomagały mu żyć. Zmarł w 1973 r. na zawał serca, miał zaledwie 43 lata...
I nawet pewnie nie przemknęło mu przez myśl, ze jego książka będzie w kanonie literatury czeskiej, że stanie się klasyką....

Tom, który ukazał się w serii Kolekcja Literatury Czeskiej, zawiera  "Śmierć pięknych saren" oraz "Jak spotkałem się z rybami". Przetłumaczyli: Andrzej Czcibor-Piotrowski i Józef Waczków. W załączeniu - film na podstawie opowiadań Oty Pavla (1986, reż. Karel Kachyńa).








czwartek, 23 kwietnia 2015

Czytelniczka umajona

The Reader Crowned with Flowers

The Reader Crowned with Flowers, Jean-Baptiste-Camille Corot (1845)

Źródło:
http://www.artinthepicture.com/paintings/Jean-Baptiste-Camille_Corot/The-Reader-Crowned-with-Flowers/

Czytelnikom, Autorom, Księgarzom, Bibliotekarzom, Wydawcom, Redaktorom, Korektorom, Recenzentom oraz wszelkiej maści osobnikom z książkami związanymi  
z okazji Światowego Dnia Książki
życzę

WSZYSTKIEGO LITERACKIEGO! ;-)
 i spokojnego czytania w dobrej cenie.

 

środa, 22 kwietnia 2015

"Króliki Pana Boga" G. Kozera

  "- Wiesz, zapomniałam, że istnieje coś takiego jak ludzki odruch - powiedziała cicho. 
- Więc może jeszcze nie wszystko jest dla nas stracone?"

(G. Kozera, Króliki Pana Boga
Wyd. Dobra Literatura, 2015, s. 232)

"Światło jest ciszą" - tymi słowami rozpoczyna się najnowsza, wyczekiwana powieść Grzegorza Kozery, nawiązująca do wcześniejszej, znakomitej książki Berlin, późne lato (2013).
Cisza zapadnie po jej przeczytaniu. Popłynie łza. A może rozlegnie się krzyk. Krzyk rozpaczy, bezsilności, żalu. 

To powieść przejmująca do szpiku kości, mocna, okrutna i na wskroś prawdziwa.
Czyta się ją ze ściśniętym sercem, z bolesną świadomością, że fikcyjne postaci zostały umieszczone w przerażających, wojennych i powojennych realiach, w potwornych okolicznościach, odwzorowanych na podstawie prac dokumentalnych (m.in. Dziki  kontynent. Europa po II wojnie światowej, Keith Lowe, 2013). "Króliki Pana Boga" opowiadają o czasach, w których dominowały przemoc, bezprawie, zemsta, gwałt, bestialstwo, głód i nędza, a śmierć zbierała nadal krwawe żniwo. To także opowieść o poświęceniu, przyjaźni, odpowiedzialności, cierpieniu i o tym, że dobro zwycięża. Ale to nie baśń.

Jest maj 1945 roku, kończy się II wojna światowa, następuje wyzwolenie. Z podręczników znamy daty, pakty, fakty, nowy podział terytorialny... A co działo się wtedy z ludźmi? Nie ma tak pięknie jak w piosence, "do domu wrócimy, w piecu napalimy, nakarmimy psa". Dla byłych więźniów obozów, jeńców, robotników przymusowych  - jaka to wolność? Wycieńczeni, chorzy, głodni, obdarci, bez środków do życia, bez zapewnionego wiktu i transportu, jak mieli powrócić do swoich krajów, domów, jak odnaleźć rodziny? Wielu  nie doczekało powrotu. Pozostali - toczyli walkę o przetrwanie, trzymali się kurczowo krawędzi życia, skazani na pastwę losu, zależni od pomocy wojsk amerykańskich i radzieckich, własnej  siły i zaradności. 

Adam, Honza i Halina przeżyli. Młody robotnik z gospodarstwa rolnego, cudem niemal ocalały dzieciak o  polsko-żydowskich korzeniach i kobieta, która jako zbiegła więźniarka przez pewien czas ukrywała się  w mieszkaniu u niemieckiego pisarza. To o niej czytamy w powieści Berlin, późne lato.

Los  sprawił, że  ścieżki tej trójki rozbitków skrzyżowały się i razem wyruszyli w drogę, wspierając się i pomagając sobie nawzajem. Wracają z piekła przez czyściec - i to ich do sobie przybliżyło, choć są tak różni. Każde z nich dźwiga ogromny bagaż krzywd i traumatycznych doświadczeń. Nie od razu jednak wyjawiają to, co przeszli. Trudno zaufać drugiemu człowiekowi, odsłonić swoje rany, których nie wyleczy żadna maść, bolesne przeżycia. Z drugiej strony - mają tylko siebie. Spotykają i dobrych i złych ludzi, czy ktoś im pomoże, czy ich skrzywdzi - nigdy nie ma pewności. Sami też muszą podejmować ostateczne decyzje i czytelnik nie jest w stanie ich jednoznacznie ocenić.

Bohaterów łączy determinacja, chęć przetrwania, wewnętrzny imperatyw dotrzymania słowa, spełnienia obietnicy złożonej choremu chłopcu. Wyróżnia ich to, że nie zatracili ludzkiego odruchu pomocy bliźniemu. Potrafią współczuć.To jedyna, stała i ocalająca, wartość w ich świecie. Iskierka nadziei, że nie wszystko dla nich stracone.

Oni są tytułowymi królikami - uczestniczą w boskim eksperymencie nad ludzką wytrzymałością. Przechodzą próbę, okupując to straszliwym kosztem. Okazuje się, że człowiek może znieść naprawdę wiele. Rodzi się jednak pytanie, dlaczego musiał przechodzić taką gehennę? W jakim celu został zachowany przy życiu, mimo wszystkiego, co przeszedł? Adam i Halina mają odmienne postawy wobec Boga i modlitwy. Ale nie da się, z ich perspektywy rozstrzygnąć, która jest słuszna.

Grzegorz Kozera przy pomocy utworu fabularnego przybliżył niewykle sugestywny obraz okresu historii XX w., o którym nie głoszą szkolne podręczniki, a do tej pory właściwie te treści nie były popularyzowane na szeroką skalę. Sporo jest publikacji o działaniach wojennych, powstańczych, partyzanckich, bogata literatura na temat Holokaustu, obozów. O tym, co działo się po formalnym ogłoszeniu pokoju - tak naprawdę wiemy niewiele. A nie każdy jest wszak zapalonym historykiem. Odnoszę jednak wrażenie, że taki stan wiedzy  przeciętnego czytelnika zaczyna się zmieniać - pojawiły się Króliki Pana Boga, czy 1945. Wojna i pokój M. Grzebałkowskiej. To ważne i potrzebne lektury, wręcz obowiązkowe.

Ta powieść bardzo wstrząsnęła mną emocjonalnie. Przeczytałam ją od razu, gdy tylko otworzyłam, wsiąknąwszy od pierwszego zdania, aż po ostatnie -  niczym klamra spinajace całość. Po lekturze musiałam ochłonąć. Tyle mocnych wrażeń i tylko 256 stron. Grzegorz Kozera nie potrzebuje rozlewnej sagi, by zawrzeć to, co najważniejsze. Pisze konkretnie, z precyzją reportera i dużą wrażliwością. Porusza  tematykę ciężkiego kalibru, wciągając czytelnika po uszy, by  ten przeżywał, zadawał pytania i rozmyślał. Wprowadza motywy sztuki, co wydaje się już charakterystyczne dla autora Co się zdarzyło w hotelu Gold. Tym razem nie poświecił im wiele miejsca, ale pojawia się wymowne odniesienie do Piety. Od tej pory na  tę rzeźbę  Michała Anioła będzie mi się nakładał inny obraz, związany z fabułą Królików...

Na koniec mam dla przyszłych czytelników ostrzeżenie: nie  zabierajcie się do lektury tej powieści rozłożeni na kanapie z talerzem pysznych przekąsek pod ręką, bo wątpię, czy będziecie w stanie cokolwiek przełknąć. I nie zjecie spokojnie obiadu. Ta proza porusza, wymaga skupienia, powagi, refleksji. Ściska za gardło.

Dodam jeszcze, że  jeśli ktoś ma w planach przeczytanie Berlina..., niech to lepiej zrobi przed Królikami... bowiem  druga ujawnia ważne szczegóły fabuły tej pierwszej. Szkoda pozbawiać się zaskoczenia, czytając w innej kolejności. Natomiast Króliki... jako takie - stanowią odrębną całość, więc gdyby ktoś planował sięgnąć tylko po tę pozycję  - nie będzie miał problemu z nieznajomością pierwszej części. 
Polecam jednak uwadze wszystkie książki Grzegorza Kozery.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

"Przypadkowa" okładka

Zostałam poproszona o pomoc w wyborze okładki najnowszej książki Jacka Getnera poprzez wzięcie udziału w głosowaniu na konkursowe finałowe projekty.
Szczegóły tutaj: http://panprzypadek.blogspot.com/2015/04/pan-przypadek-i-finalisci-konkursu-na.html
Szczerze powiem, że żadnej części przygód "Pana Przypadka" nie czytałam i nie mam pojęcia "z czym to się je", chociaż co nieco obiło mi się o uszy, czy raczej "o oczy" na innych blogach.  Nie przeszkadza mi to jednak wypowiedzieć się na temat okładek, kierując się własnymi odczuciami "artystycznymi", że tak to to nazwę.
W związku z powyższym, aby zasadom głosowania stało się zadość:

 Przyznaję 3 punkty projektowi nr 1:


oraz 1 punkt projektowi nr 4:


Dziękuję za uwagę.

PS. Przy okazji zapytam, czy  chcecie w następnym wpisie stosik, recenzję, czy luźny tekst? Uprzedzam, że w przypadku recenzji to trochę potrwa... :-)

Serwus!

niedziela, 19 kwietnia 2015

"Czekając na e-mail" K. Tasak


„Czekając na e-mail” zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, bo szczerze mówiąc, myślałam, że to będzie kolejna lekka opowieść, czy komedia romantyczna. Tymczasem to takie literackie „mięsko”(wegetarianie, wybaczcie mi tę metaforę) o przechodzeniu przez trudny czas, o dojrzewaniu do pogodzenia się ze stratą, o rozstaniach, powrotach i trwaniu. Także o przyjaźni. Wydaje mi się, że dla wielu osób ta niespełna stupięćdziesięciostronicowa publikacja będzie cenną lekcją i emocjonalną podporą. 

sobota, 18 kwietnia 2015

"Florystka" K. Bonda

Na pewno jeszcze nie wszyscy mieli okazję czytać prozę Katarzyny Bondy, ale chyba każdy o niej słyszał. Ta autorka, nazywana "królową polskiego kryminału" jest bowiem mistrzynią PR, a dobra promocja to czasem więcej niż połowa sukcesu.

Skusiłam się i ja, choć dość rzadko sięgam po powieści kryminalne i mam swoją udeptaną ścieżkę (A. Christie, B. Akunin, H. Mankell, J. Skowroński). Zdarza mi się jednak z niej zbaczać i na czytelniczą listę wskakują zupełnie nowe nazwiska. Tym razem - Katarzyna Bonda i wznowienie wydanej w 2012 r. "Florystki" - tym razem w wersji kieszonkowej (tylko trzeba mieć obszerną kieszeń, bo tomiczek liczy ok. 570 stron). 

Okładka książki Florystka
 Wyd. MUZA SA, 2015
Hubert Meyer, profiler odsunięty od pracy w policji po niefortunnym błędzie, zaszył się w leśnej głuszy, w chacie po rodzicach, towarzyszą mu pies Szwagier i kot Radzio. To jednak nie do końca jego świat, a fundusze pozostawiają wiele do życzenia. Wkrótce Meyer dostaje szansę powrotu do branży. Zostaje poproszony o pomoc w śledztwie w sprawie zaginięcia dziewięciolatki. U jego boku pojawia się zdeterminowana, piękna i inteligentna Lena Pawłowska. Psycholodzy razem "grzebią" w poszukiwaniu tropów, punktów zaczepienia, rozmawiają z osobami związanymi z tą sprawą. Niestety, finał poszukiwań jest tragiczny. Są przypuszczenia,  że zabójstwo Zosi łączy się ze śmiercią Amadeusza sprzed paru lat. Do tego podejrzany pożar w windzie i spalone zwłoki młodej kobiety. W tej historii nie wystarczy dodać dwa do dwóch. Wszystko jest niesamowicie poplątane, skomplikowane. Ciągle coś nowego "wyskakuje". W dodatku wygląda na to, że co nieco sfingowano w tamtych sprawach, ktoś tu kogoś kryje...
Przed czytelnikiem rozwijają się jak dywaniki rozmaite wątki. Harfistka. Florystka i duch syna. Marlena - matka Zosi. Dewotka Sochacka. Cyganie. Resocjalizacja Kobierskiego. Traumatyczne wspomnienia Leny. Odwet na Meyerze. Stacja badawcza - wilki.
Naprawdę sporo wody w rzece upłynie zanim okaże się, co się naprawdę wydarzyło i jak te rozsypane puzzle - pozornie z różnych zestawów - wskakują na swoje miejsce.

Rzecz się rozgrywa w Białymstoku, osiedle Dziesięciny  -  kolejny punkt na literacko-kryminalnej mapie Polski.

Jest to trzecia cześć przygód psychologa śledczego Huberta Meyera.

Mam mieszane uczucia wobec tej powieści. 

Nie mogę odmówić autorce pracowitości i skrupulatności w kreowaniu świata przedstawionego, w którym połączyła wiele dziedzin. Musiała zgromadzić bogatą dokumentację, sporo informacji i wiedzy, w podziękowaniach wymieniono osoby, które jej w tym pomagały poprzez konsultacje i udostępnianie materiałów. Na pewno trzeba docenić wyraziste kreacje bohaterów, z akcentem na postaci kobiece. Sam wybór tematyki niezwykle ciężkiego kalibru i jej udźwignięcie, włącznie z rozwiązaniem wątku mordercy i ukazaniem  motywacji tej osoby - zasługują na uznanie. Przypadek opisany przez autorkę (co ciekawe, główna bohaterka miała swój pierwowzór) jest naprawdę przerażająco-fascynujący, wywiera duże wrażenie. Bardzo ważna problematyka przeżywania etapów żałoby podjęta na przykładzie matki zamordowanego chłopca.

Jeśli dobra książka to taka, od której nie można się oderwać, to "Florystka" dla mnie dobra nie była. Czytało mi się nawet znośnie, ale jak  już się oderwałam, to wcale mnie nie ciągnęło z powrotem. W międzyczasie sięgnęłam po 3 inne lektury, z których 2 skończyłam całe.Cóż zatem leżało na przeszkodzie, by pochłaniać powieść Bondy? Otóż, moim zdaniem wpłynęła na to przede wszystkim zbyt duża ilość, wątków, epizodów, szczegółów z życia nawet dalszoplanowych postaci. Czy wszystkie były konieczne - stoi pod wielkim znakiem zapytania. Ważne, by powieść była barwna, a postaci nie papierowe, ale z drugiej strony nadmiar bywa nużący. Mnie właśnie to znużyło, rozproszyło i uciekałam od lektury.
Ponadto, gdzieś około 1/3 książki domyśliłam się, kto jest zabójcą i moje domysły się potwierdziły. A dodam, że nie mam wprawy w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek, nie czytuję regularnie tego typu literatury.  Warto jednak było dobrnąć do końca, by dowiedzieć się, jak wszystko ostatecznie się potoczyło, jaki był motyw sprawcy. Zresztą, choć całość zbytnio się rozwleka, to pod koniec robi się naprawdę ciekawie, przynajmniej takie było moje odczucie.

"Florystki" ani nie polecam, ani nie odradzam. Osobiście nie jestem zachwycona, ale moje subiektywne odczucia nie stanowią wyroczni, zwłaszcza, że nie czytam kryminałów pasjami. Wiele osób bardzo chwali tę książkę. Zła bynajmniej nie jest, ale szału nie ma.
Ta powieść może zaintrygować. Na pewno skutecznie zajmie czas, gdy ktoś ma go w nadmiarze, na przykład podczas podróży pociągiem. Śmiem jednak twierdzić, że są lepsze lektury na taką okoliczność.
Być może dam autorce jeszcze jedną szansę, aczkolwiek patrząc na objętość "Pochłaniacza" obawiam się, że znów będzie tam mnóstwo niekoniecznych szczegółów i epizodów. Tracę wtedy zapał.


O amarylisach, harfach i morderstwach czytałam w ramach współpracy z:




środa, 15 kwietnia 2015

Dwudziestolecie Portu Literackiego

/Źródło: materiały prasowe- Biuro Literackie/

Dostałam zaproszenie na tę literacką ucztę, jednakowoż z powodów rodzinno-zdrowotnych nie planuję wyjazdu. Gdyby ktoś jednak był we Wrocławiu, albo miał ochotę się wybrać - polecam, bo festiwalowe wydarzenia zapowiadają się arcyciekawie i zacnie.
Pozwólcie, że za pomocą wybranych informacji wyciętych z materiałów promocyjnych, przybliżę Wam program Portu Literackiego 24-26.04.2015.

Jubileusz festiwalu, który w 1996 roku rozpoczął się w Legnicy, a w 2004 przeniósł się do Wrocławia, nie będzie przesadnie huczny. W centrum skromnych wydarzeń znajdą się najważniejsi bohaterowie imprezy oraz ich premierowe książki. To pierwsze takie spotkanie od 1999 roku. 


Obchodzący w tym roku dwudziestolecie Port Literacki zaprasza na trzydniową podróż po najważniejszych wydarzeniach i projektach z całej swojej historii. W ostatni weekend kwietnia we Wrocławskim Teatrze Współczesnym będzie można słuchać starych i nowych wierszy blisko czterdziestu polskich poetów, którzy w ciągu dwóch dekad trwania festiwalu na dobre odmienili naszą literaturę.

Jubileuszowy Port to czternaście wydarzeń, w tym przypomnienie cyklu "Barbarzyńcy i nie" z Darkiem Foksem, Krzysztofem Jaworskim i Grzegorzem Wróblewskim – uczestnikami pamiętnego wieczoru w zakładzie fryzjerskim z 1997 roku. Spotkanie poprowadzi Marcin Baran.

Następnie przywołany zostanie "Dom bez kantów" Tadeusza Pióry, Andrzeja Sosnowskiego i Fantomasa z 1998 roku. Autorów na scenę wprowadzi nieobecny od lat w Porcie Krzysztof Siwczyk
Kolejne wydarzenie, "Wiersze z gazet" z pytaniami Jerzego Jarniewicza, przypomni słynny wieczór autorski Bohdana Zadury z 1998 roku, w trakcie którego autor serwował naleśniki, oraz festiwalowe spotkanie Ryszarda Krynickiego z udziałem Zbigniewa Macheja z roku 1999.

Ostatni akcent Fortu Legnica to pamiętna "Odsiecz" – na festiwal w 1999 roku zaproszono najciekawszych wówczas autorów po debiucie. Dobry wybór potwierdza fakt, że wszyscy uczestnicy tamtego wydarzenia wciąż wydają nagradzane książki. W sobotni wieczór premierowe publikacje zaprezentują: Roman Honet, Marta Podgórnik i Filip Zawada. Towarzyszyć im będzie uczestnik "Odsieczy" z 2006 roku – Jacek Dehnel.

W niedzielę przywołani zostaną "Poeci na nowy wiek". W towarzystwie Edwarda Pasewicza nowe poetyckie tomy przedstawią: Justyna Bargielska, Joanna Mueller oraz Julia Szychowiak. Następnie pojawią się "Ambasadorzy poezji": Marcin Sendecki, Dariusz Sośnicki i Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Warto przypomnieć, że Sendecki jest jednym z pomysłodawców imprezy, a dla Dyckiego czytanie w Legnicy było pierwszym publicznym występem.         


Konkursowi "Krytyk z uczelni" towarzyszyć będzie niedzielne "Śniadanie krytyków", debatujących na temat "Wielkiego kanionu" (tytuł nawiązuje do jednej z festiwalowych serii książek). Każde z tych przedsięwzięć doczeka się spotkania. Poprowadzą je dziennikarze radiowej Trójki – Dariusz Bugalski i Agnieszka Szydłowska. Wezmą w nich również udział finaliści poszczególnych konkursów, a do wygrania będzie łącznie blisko czterdzieści tysięcy złotych! 

Festiwal zainauguruje w piątek 24 kwietnia "Strefa Karpowicza" oraz prezentacja spektaklu "Niewidzialny chłopiec"w reżyserii Weroniki Szczawińskiej na podstawie dramatu, który znajdzie się w 6. tomie "Dzieł zebranych"Tymoteusza Karpowicza. Do Portu powrócą także dzieci – nową książkę dla nich przygotował Jacek Podsiadło. Jej premiera w towarzystwie autora ilustracji Daniela de Latour i prowadzącego spotkanie Wojciecha Bonowicza w niedzielę 26 kwietnia o 10:00.

Wieczór pod hasłem "100 wierszy polskich stosownej długości" będzie wspólnym czytaniem blisko czterdziestu autorów. Wyboru poezji do wydanej z tej okazji antologii dokonał Artur Burszta, twórca i organizator wszystkich edycji festiwalu. Temu i pozostałym spotkaniom towarzyszyć będzie muzyka nowego zespołu Patrycji Hefczyńskiej,Marcina Kowalskiego i Łukasza Klausa G.A.N.G, czyli Girl and Nervous Guy.

Oprócz wspomnianych wyżej autorów we Wrocławiu pojawią się między innymi: Julia Fiedorczuk, Konrad Góra, Mariusz Grzebalski, Łukasz Jarosz, Bogusław Kierc, Urszula Kozioł, Tomasz Majeran, Bartłomiej Majzel, Piotr Matywiecki, Krystyna Miłobędzka, Anna Podczaszy, Szymon Słomczyński, Dariusz Suska, Adam Wiedemann i Adam Zdrodowski. Przypomniana będzie także twórczość zmarłego przed rokiem Tadeusza Różewicza.

Specjalnymi gośćmi imprezy będą również zaprzyjaźnieni z Portem muzycy: Kora, Lech Janerka oraz Krzysztof (Grabaż) Grabowski tym razem występujący w roli poetów. Po literackim finale "100 wierszy polskich stosownej długości" festiwal przeniesie się do Starego Klasztoru przy ulicy Purkyniego, gdzie odbędzie się koncert "Portowe piosenki" z premierowymi wykonaniami utworów do wierszy autorów Portu i Biura Literackiego, który uświetni specjalny występ zespołu Pustki.

Wstęp na wszystkie wydarzenia bezpłatny – z wyjątkiem spektaklu "Niewidzialny chłopiec" oraz koncertu Pustek. Festiwal realizowany jest przy wsparciu Miasta Wrocław oraz Biura Festiwalowego 2016. 
Więcej informacji znaleźć można na stronie portliteracki.pl.

Follow by Email