Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 października 2018

"Wróć do Triory" Jolanta Kosowska



Nie zgadzam się, z opinią widniejącą na skrzydełku okładki,  w której mowa o tym, że "Wróć do Triory" to powieść, którą każda kobieta powinna  mieć na swojej półce. Owszem, nie zaprzeczam - warto ją przeczytać, ale uważam, że niekoniecznie będzie się do tej książki wracać, znając już wszystkie tajemnice i mając odkryte wszystkie karty tej ładnie opowiedzianej historii. Poza tym, mężczyźni także mogą spokojnie sięgnąć po tę lekturę, bowiem choć wątek uczuciowy jest w niej obecny i niezwykle ważny, to jednak nie przesądza o całości, nie mamy do czynienia ani z romansem, ani z lekką obyczajówką, w których zazwyczaj gustują kobiety. Nie popieram szufladkowania książek,  określenie "literatura kobieca" jest dla mnie tylko umowne. Posługując się jednak tym schematycznym podziałem, "Wróć do Triory" nie zakwalifikowałabym do "babskich" powieści.  To bowiem utwór uniwersalny, niosący treści, które mogą  usatysfakcjonować  czytelników niezależnie od płci., toteż polecam go wszystkim, ale podkreślę - tym, nie unikającym trudnych tematów, takich jak walka z poważną chorobą.
(...)
Ciąg dalszy mojej recenzji znajdziecie tutaj:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/1038-wroc-do-triory-jolanta-kosowska

niedziela, 14 października 2018

Off -Off, Ewa Skunart

Czasami intuicja podpowie mi jakąś dziwną, ale fajną książeczkę ;-)
Na przykład taką


(...)

Nieczęsto zdarza się, żeby opis na okładce  tak dobrze oddawał charakter książki, a tym razem jest w punkt: owszem, ta opowieść jest przewrotna, groteskowa, zabawna. Ponadto niebanalna, zaskakująca, krytyczna, gorzka, ale jakże prawdziwa. Oparta na wnikliwych obserwacjach i doświadczeniach, stanowi ważny głos w dyskusji o osobach wykluczonych, innych, o statusie i prawach kobiet.
Ewa Skunart sprytnie i sprawnie porusza się między realizmem a absurdem, pisze z ironią, humorem, inteligentnie, soczyście i smacznie. Potrafi "rzeźbić" w słowie i przykuć uwagę czytelnika do danej historii, nawet jeśli pozornie panuje w niej chaos.
(...)

Całość mojej recenzji znajdziecie tutaj:

http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/1034-off-off-ewa-skunart-novae-res

środa, 4 października 2017

Maluj szpony na premierę, czyli przygoda z thrillerem ;-)

PREMIERA 25.10.2017
Dobry wieczór,
Jeśli zabłądziłaś/-ęś w te blogowe progi, to bardzo się cieszę. Nie chcę, aby mój blog całkiem mchem zarósł, czasem trzeba chociaż rozgarnąć paprocie;-)
Na pewno jeszcze nie raz nie dwa sobie tutaj pogawędzę, a tymczasem śpieszę z linkiem do mojej recenzji nowej, przedpremierowej.
Ta dam!
http://zycieipasje.net/2017/10/04/w-szponach-szalenstwa-agnieszka-lingas-loniewska-recenzja-przedpremierowa/

sobota, 20 maja 2017

"Wszystko wina kota!" -PRZEDPREMIEROWO

Novae Res 2017
PREMIERA 24 MAJA


 Jak tak można!? Zwalać całą sprawę na niewinnego rudego kocura, który tylko chciał się zdrzemnąć w wygodnym miejscu?! A że to miejsce było akurat w sypialni sąsiada, to już szczegół.... To dwunożni narozrabiali, a ich perypetie z werwą i humorem opisała "dilerka emocji", autorka ponad dwudziestu książek, w których swobodnie łączy różne gatunki. Spod pióra Agnieszki Lingas-Łoniewskiej wychodzą powieści obyczajowe z domieszką sensacji, romanse zmiksowane z kryminałami, komedie romantyczne i historie z kręgu New Adult.
24 maja 2017 r. odbędzie się premiera jej najnowszej książki, określanej jako romantyczna komedia omyłek.  Szczęśliwie "Wszystko wina kota!" jest już za mną i przyznam, że mam teraz minę jak kot nad miseczką śmietany. Są powody do mruczenia! 

niedziela, 13 września 2015

"Nie ma nieba" J. Kosowska

Niektóre książki są promowane tak natrętnie, że wprost z lodówki wyłażą, a są i takie, które trzeba za uszy z cienia wyciągać, bo naprawdę warto.
Do niedawna nie miałam bladego pojęcia o istnieniu Jolanty Kosowskiej, lekarki i pisarki oraz o jej twórczości literackiej. Teraz, po przeczytaniu "Nie ma nieba", wiem, że chciałabym przeczytać wszystko, co tylko wyszło i wyjdzie spod jej pióra. 
Jakiś czas temu przeprowadzałam wywiad z autorką dla portalu "Medycyna i pasje".
Dziś zapraszam w inne miejsce, na recenzję najnowszej powieści:

Moim zdaniem, autorka znakomicie zaczęła wypełniać pewną niszę na rynku wydawniczym, bo o ile seriale o tematyce medycznej cieszą się dużą popularnością, to wątków lekarskich w literaturze mamy jak na lekarstwo, nie licząc thrillerów medycznych Robina Cooka, czy Tess Gerittsen. W polskiej prozie obyczajowej natomiast wieje pustką, jeśli chodzi o tę właśnie tematykę.  Z góry jednak chciałabym zapewnić, że nie znajdziemy tu natłoku medycznego nazewnictwa i szczegółowych studium przypadku, co mogłoby odstraszać potencjalnych czytelników.  To powieść o lekarzach, ale przede wszystkim – o ludziach. (...)
 
Całość/ TUTAJ./

niedziela, 12 lipca 2015

"Dwa życia Kiki Kain" M. A. Trzeciak

 (...) „Dwa życia Kiki Kain” to trzecia książka tej autorki, natomiast pierwsza, jaką miałam okazję poznać. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. I to już drugi raz w niedługim czasie, skromna publikacja wydawnictwa Novae Res zaskakuje mnie bardzo pozytywnie.
Nowa powieść pióra Trzeciak to opowieść o… opowiadaniu, kreowaniu historii, o tworzeniu fikcji, o przeplataniu się tejże z rzeczywistością. O kruchej granicy między tym, co realne, a co wyobrażone. O sztuce. O wolności. O wyobraźni. O miłości – też, inaczej się nie da. Takich haseł można dopisać więcej, każdy czytelnik przecież interpretuje inaczej, ma własne skojarzenia, odczucia. (...) 
Całość mojej wypowiedzi znajdziecie TUTAJ.


niedziela, 19 kwietnia 2015

"Czekając na e-mail" K. Tasak


„Czekając na e-mail” zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, bo szczerze mówiąc, myślałam, że to będzie kolejna lekka opowieść, czy komedia romantyczna. Tymczasem to takie literackie „mięsko”(wegetarianie, wybaczcie mi tę metaforę) o przechodzeniu przez trudny czas, o dojrzewaniu do pogodzenia się ze stratą, o rozstaniach, powrotach i trwaniu. Także o przyjaźni. Wydaje mi się, że dla wielu osób ta niespełna stupięćdziesięciostronicowa publikacja będzie cenną lekcją i emocjonalną podporą. 

czwartek, 29 stycznia 2015

Lawendowe lato Zuzanny

Okładka książki Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna. Tom I.
Wyd. Novae Res 2014

Szukałam i znalazłam, co prawda nie wśród lawendy, lecz pomiędzy książkami na bibliotecznym regale, pierwszy  tom "trylogii chorwackiej" Agnieszki Lingas- Łoniewskiej. W tej części cyklu, który równie dobrze można nazwać "lawendowym", poznajemy historię Zuzanny Skotnickiej, a także niejako otrzymujemy wprowadzenie do wątków dotyczących jej sióstr - Zofii oraz Gabrieli. One będą głównymi bohaterkami kolejnych tomów.

Zuzanna -  rudowłosa singielka o niesamowitym spojrzeniu - poświęca się karierze w korporacji, nie ma czasu na życie osobiste, nawet kaktusa zasuszyła... Niezbyt chętnie, ale w końcu decyduje się na spontanicznie zorganizowany zlot sióstr przy okazji "pracowej" wycieczki z firmy szwagra.
Zofia - jej bliźniaczka, zupełnie inna z charakteru, swoje zdolności artystyczne realizuje w rękodziele, zajmując się domem i  rodziną, w której pozornie wszystko gra... Jej mąż Adam prowadzi znakomicie prosperującą firmę programistyczną -  zabiera swoich pracowników w nagrodę na wyjazd do Chorwacji. Tam osiedliła się najmłodsza z sióstr Skotnickich - Gabriela, która pracuje jako masażystka i wychowuje kilkuletniego synka.  

Zuzia, Zosia i Gabrysia znakomicie się bawią,  imprezują i wspominają epizody sprzed lat.... Główna bohaterka I tomu musi zmierzyć się z przeszłością. Okazuje się bowiem, że Robert, jeden z kadry Adama, niegdyś był  jej bardzo bliski, a potem stało się coś niewybaczalnego, co ich rozdzieliło na szereg lat....   Tak jak każdy kij ma dwa końce, to i każda historia podobnie - bywa, że znany tylko jedną wersję wydarzeń, w dodatku niepełną, a może nieprawdziwą... Często u podstaw rozpadu związku leży nieporozumienie, błędne założenia, duma... Robert i Zuzanna mają sobie wiele do wyjaśnienia, nie jest oczywiste, czy dadzą sobie kolejną szansę....

Tłem pełnych emocji zdarzeń jest malownicza, pachnąca lawendą Chorwacja, Półwysep Pelješac,  Dubrownik, wyspa Korcula... Biura podróży powinny ochoczo włączać się w promocję tej serii, albowiem autorka tak sugestywnie przedstawiła tamtejsze krajobrazy, że na pewno wiele osób zamarzy o zobaczeniu ich na własne oczy. Taka "żywa" reklama zakątków Chorwacji.

Oczywiście nie mogło zabraknąć muzyki. Nie dość, że każdy rozdział  ma "swoją" piosenkę, to są one obecne  np. w dzwonku telefonu bohaterki, czy jako element imprezowego spotkania sióstr...   Może ktoś kiedyś wpadnie na pomysł wydawania książek Agnieszki Lingas- Łoniewskiej w komplecie z płytą CD... Takie zestawy to dopiero byłaby gratka!

W moim odczuciu ta powieść wydała mi się ciekawsza, bogatsza od poprzednich książek autorki, które miałam okazję przeczytać. Miała więcej kolorów, więcej postaci, a co za tym idzie - więcej związanych z nimi scenek,  przywołanych wspomnień, wątków. Wszystko razem było tak opowiedziane, że  książkę pochłonęłam od razu i nabrałam apetytu na kolejne, lawendowe części. Zwłaszcza, że kolejny wątek został sprytnie zapowiedziany na koniec, co więcej, została zasugerowana niecodzienna sytuacja... Tym razem przeszłość zapukała do drzwi Zofii...

Agnieszka Lingas-Łoniewska  porusza się w konwencji romansu, tu i ówdzie go ubarwiając humorem, czy (jak  to miało miejsce w innych powieściach)  nutą kryminalno-sensacyjną. Nie ma co udawać, że jest inaczej. Na taki typ literatury jest  bardzo duże zapotrzebowanie, więc dlaczego  polskie czytelniczki miałyby szukać tylko na półkach z literaturą zagraniczną... Mogą mieć rodzime  romanse,  romanse z problemami. Już kiedyś stwierdziłam, że książki wrocławskiej pisarki  kojarzą mi się z twórczością Nory  Roberts -  jednakowo zaczytujemy się w nich po uszy! Humor, cięte riposty bohaterów, zwłaszcza  kobiet, charakterne postaci, zawirowania uczuć, emocjonalny rollercoaster - to łączące je elementy. Moim zdaniem, to bardzo dobry wzorzec, znakomita droga do tego, aby urzec rzesze czytelniczek. Tym bardziej, że "lawendowa  trylogia" przypomina takie serie u Nory, która często opowiada historie np. trzech sióstr, trzech braci, czy czterech przyjaciółek. 

Cóż więcej dodać, po prostu  - "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" podobało mi się bardzo, pomogło mi oderwać się od szarej rzeczywistości.  To także był przerywnik od poważnej lektury, do której w danym czasie nie miałam głowy. Cieszę się, że wtedy znalazłam "lawendę".

środa, 9 kwietnia 2014

"Leśnego Zwierza morskie opowieści"

 „Kiedy rum zaszumi w głowie,
Cały świat nabiera treści,
Wtedy chętniej słucha człowiek
Morskich opowieści”



 Moją recenzję znajdziecie TUTAJ.



niedziela, 2 marca 2014

Kocie sprawy i zabawy - "Imperium Wielkiego Kota"

Nie zdążyłam przygotować i opublikować tego tekstu na Światowy Dzień Kota 17 lutego, ale i tak dedykuję go wszystkim kotom, kotkom i kociętom oraz sympatykom tych wspaniałych zwierząt.
Polecam nie tylko dzieciom w wieku 7-12 lat, bo wpisałabym tu raczej  magiczne literki "b.o." ;-)
To przygodowa opowieść o Filipie, Gawronie, Burym, Dżemie, Księżniczce , Birbancie, Kustoszu i innych kotach, jest także pies - Berberys.

Szczegóły, czyli tekst recenzji znajdziecie TUTAJ.

środa, 2 listopada 2011

Zakład o miłość

Agnieszka Lingas – Łoniewska, Zakład o miłość
Wydawnictwo Novae Res 2011
s. 246.

Premiera: 9 listopada 2011











„Zakład o miłość” to według mnie znakomity materiał na komedię romantyczną. Chociaż nie jestem pewna, czy wersja filmowa zdoła oddać te wszystkie emocje, które aż buzują na kartach powieści – rozpalone w sercach bohaterów płoną tak, że ich iskry dosięgają czytelnika. Po raz kolejny Agnieszka Lingas – Łoniewska serwuje nam porcję zajmującej emocjonalnej prozy, przenosi nas do świata przeżyć swoich postaci, pozwala nam niemal uczestniczyć w rozgrywających się zdarzeniach. Tym razem poznajemy Sylwię i Aleksa.
Ona to panienka z dobrego domu, arystokratka z zasadami, posłuszna rodzinnej tradycji. Studiuje historię sztuki, za dwa tygodnie wychodzi za mąż, a w perspektywie ma odziedziczyć sieć galerii (sztuki, nie handlowych, rzecz jasna). Wszystko ma poukładane i zaplanowane. Długowłosa blond piękność czuje jednak pewien niepokój, jakby brakowało jej powietrza.... Na szczęście ma wierne koleżanki, które pewnego wieczoru wyciągają ją na dyskotekę do klubu....
On jest synem biznesmena, pracuje w firmie ojca. Żyje rozrywkowo, lubi się zabawić, zwykle ma to, czego chce – typ zdobywcy. To taki zimny drań, bez skrupułów bez dwóch zdań. Drań o lazurowych oczach. Pod maską lodowatej obojętności i bezwzględności ten przystojniak o ksywce „Cichy” skrywa bolącą ranę z przeszłości.... Wieczory zazwyczaj spędza z kumplami na imprezach. Pewnego razu wpadła mu w oko zjawiskowa zielonooka dziewczyna....
Czy ich spotkanie to przypadek czy przeznaczenie? A może „Amor tak trafnie wybrał i cel, i łuk”?*

Akcja nie obfituje może w zdarzenia, ale za to mnóstwo się dzieje na płaszczyźnie damsko- męskiej, uczuciowej. Bohaterowie nie są statyczni, zmieniają się na oczach czytelnika.
Pod wpływem Cichego Sylwia zaczyna zastanawiać się nad tym, czego tak naprawdę chce, uświadamia sobie, co ( i kto) ogranicza jej wolność i tłamsi marzenia. W jej poukładanym dotąd życiu pojawia się odrobina spontaniczności i szaleństwa, a lista priorytetów ulega dekonstrukcji. Tymczasem do ślubu coraz bliżej.... 
Natomiast pod wpływem Sylwii w Aleksie zaczyna coś kiełkować: to serce i sumienie zaczynają wypuszczać pędy i pierwsze listki... Czy Cichy pozwoli rozkwitnąć uczuciom? Czy przegra zakład? Czy wyjaśni sprawy z przeszłości, które snują się czarną smugą nienawiści?
Założę się, że jesteście zaciekawieni....

Oprócz głównych bohaterów są też inne postacie budzące emocje. Na kartach „Zakładu...” pojawi się antypatyczny Marcelek, którego ma się ochotę kopnąć w kostkę oraz dla przeciwwagi urocza, starsza pani- ciotka Eugenia, która przy deserze w cukierni udziela lekcji, jak czerpać z życia pełnymi garściami. Wystąpi też Martynka, radosna dziewczynka, mądrzejsza i więcej widząca niż wydaje się dorosłym, a także pewna kobieta, która odegrała niebagatelną rolę w życiu Aleksa. Rodzice bohaterów, ich koleżanki i koledzy też dorzucają swoje „trzy grosze”. Natłoku postaci jednak nie ma, co sprawia, że skupiamy się na głównym wątku.

Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona dwutorowo. Poznajemy kolejne wydarzenia i przeżycia im towarzyszące na przemian z punktu widzenia Sylwii i Aleksa. Taki dwugłos.
Epilog mnie zaskoczył. Stanowi klamrę całej historii zarówno od strony fabuły jak i narracji. Odsłania, a raczej dyskretnie wskazuje, to, co nie zostało opowiedziane

„Zakład o miłość” jest współczesnym romansem, ale romansem z bonusem. Tytuły poszczególnych rozdziałów wyznaczają jakby pewien schemat (Spotkanie, Zakład, Podchody, Zauroczenie, Rozterki, Decyzja(...) Ona i on... itd.), ale traktowałabym to raczej jako uporządkowanie treści, bo trudno mówić o schematyczności, gdy oprócz ciekawego wątku miłosnego mamy drugie dno. To także opowieść o trudnych relacjach z matką, o tym, jak wydarzenia z dzieciństwa rzutują na osobowość człowieka, o tym, że należy żyć własnym życiem, spełniać własne marzenia, a nie realizować czyjeś plany.

Książkę się wręcz pochłania. Założę się, że przeczytacie ją w jeden wieczór. Będziecie drżeć z napięcia i ciekawości, będziecie trzymać kciuki za bohaterów, współczuć, denerwować się, jednym słowem – przeżywać. Czyż nie tego właśnie szukamy wędrując przez książkowe światy?


*Cyt. z piosenki „Baw mnie”Seweryna Krajewskiego

PS. Tradycyjnie na końcu książki znajdziecie playlistę, spis utworów, które inspirowały autorkę do pisania niniejszej powieści. Tymczasem mnie podczas lektury skojarzyła się ta piosenka:



wtorek, 25 października 2011

Bez przebaczenia, Agnieszka Lingas- Łoniewska



Agnieszka Lingas- Łoniewska, Bez przebaczenia, Wydawnictwo Novae Res, 2010, s. 340.

Emocje, emocje i jeszcze raz emocje - tak najkrócej określiłabym prozę wrocławskiej pisarki.  Proponowałabym umieścić na obwolucie jej książek ostrzeżenie: "Uwaga, Czytelniku! Nie zabieraj się za czytanie wieczorem, gdy następnego dnia musisz wcześnie wstać - zarwanie nocy murowane!" Powieść "Bez przebaczenia" niesamowicie mnie wciągnęła. Odrywałam się od niej późnym wieczorem z rozsądku, albowiem dziecko rano nie przyjmie do wiadomości, że nieprzytomna z niewyspania mama chce jeszcze pospać....W każdym razie książkę da się pochłonąć jednym tchem.

Czytając, nie zastanawiałam się, czy opisywane zdarzenia są przewidywalne, czy nie, czy to prawdopodobne, czy nie,  czy naiwne, czy jakie tam jeszcze.... Nie, książki się przeżywa, a nie analizuje. Przyszło mi jednak do głowy pytanie, co jest wyznacznikiem dobrej powieści? Stopień wciągnięcia, moim zdaniem. Gdy lektura pochłonie nas bez reszty, przeniesie nas w inny świat, oderwie od codzienności, to ten walor wysuwa się na pierwszy plan. Nie czepiamy się wtedy charakterów postaci, opisów, dialogów i innych elementów. Oczywiście trzeba też przyjąć, że każdego wciąga coś innego, bo ilu czytelników, tyle gustów i oczekiwań. Debiutancka publikacja A. Lingas - Łoniewskiej pod względem porwania czytelnika w wir akcji i emocji znakomicie się sprawdziła. Jak to zazwyczaj bywa, osnową powieści są uczucia dwojga młodych ludzi....

Utalentowana plastycznie Paulina dźwiga na barkach ciężkie brzemię winy. Po śmierci matki i braciszka przenosi się do domu swego biologicznego ojca, ale tam nie znajduje bezpiecznej przystani. Opiekun   próbuje zmiażdżyć  artystyczną duszę córki  wojskowym rygorem i pogardą. Czy to mu się uda? Sytuacja jest naprawdę trudna. Na szczęście na horyzoncie pojawia się Piotr, niczym książę na białym rumaku ( tu raczej w wojskowym jeepie). Ścieżki tych dwojga splatają się i rozplatają na przemian. Czy okażą się dwiema połówkami pomarańczy? Czy demony przeszłości staną im na drodze do szczęśliwej przyszłości? Przeczytajcie. Losy tych postaci też są pełne ostrych zakrętów.  Piętrzą się problemy, kłębią się emocje i namiętności. Czytelnik przeżywa je wraz z bohaterami.

To opowieść o tym, że nie warto być w życiu zawziętym, w gorącej wodzie kąpanym, że nie powinno się wyciągać pochopnych wniosków i podejmować równie pochopnych decyzji, że trzeba dać drugiej stronie szansę - na przedstawienie swoich racji, na rekompensatę, na decyzję. To opowieść o honorze,  miłości i przebaczeniu.

Być może znajdą się osoby, które wysuną zarzut, że postać podporucznika Piotra jest nieco wyidealizowana. Może i jest. Ale czy nie za takimi ideałami tęsknimy? Czy nie takich supermenów szukamy, choćby tylko w literaturze? Piotr ma też swoje za uszami, ale mimo wszystko jest wspaniały. Niech się schowają przy nim te wszystkie Patche i Culleny... Ach te " cholernie zielone oczy wpadające w jasny karmel"! (s. 26)

Powieść jest zajmująca i poruszająca, narracja wartka, język prawdziwy i prosty, bez udziwnień. Całość tworzą dwie części, które dzieli przestrzeń sześciu lat. W pierwszej czytelnik zanurza się po uszy w wydarzeniach, w drugiej - miałam odczucie, że to, co się dzieje, jest bardziej streszczone, skondensowane. Epilog mnie wzruszył.

Po lekturze musiałam ochłonąć, chciałam spojrzeć na powieść z dystansu,  chłodnym okiem. Emocje jednak powracają. Zdaję sobie sprawę, że znajdą się zarzuty, że będą czytelnicy, czy raczej czytelniczki, które  skrzywią się i powiedzą "Eeee", ale do licha, to nie jest książka na miarę Nike, to jest książka do "zaczytania się", spełniająca oczekiwania tych, którzy chcą odpocząć, przenieść się do świata fikcji i  przeżywać wraz z bohaterami. Mi się podobało.  Polecam, ale nie zagwarantuję, że każdemu przypadnie do gustu. Bo wiadomo, jak to z tymi gustami jest.

















czwartek, 6 października 2011

Zakręty losu, Agnieszka Lingas- Łoniewska

Doszłam do wniosku, że to jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam, a już na pewno najlepsza na tle wysypu twórczości nowych polskich autorów, który ma miejsce od ładnych paru lat. Powieść wartka jak rzeka, pełna emocji, z wyrazistymi bohaterami, zmysłowa, trzymająca w napięciu  wywarła na mnie spore wrażenie.
W sprzyjających warunkach mogłabym ją przeczytać przez jedną noc. 

Na początku zdawało mi się, że to będzie typowa "młodzieżówka". Zaczęło się bowiem całkiem spokojnie od tego, że Kaśka, młoda koszykarka słynąca z ciętego języka, przeprowadza się wraz z ojcem do domu jego drugiej żony i musi odnaleźć się w nowej sytuacji, zmienić szkołę,  dogadać z przyszywaną siostrą. Spodziewałam się konfliktów rodzinnych, problemów w szkolnym środowisku, nieszczęśliwej miłości, perypetii związanych z dorastaniem. Domyśliłam się, że spotkany w parku przez przypadek Krzysiek będzie ważną osobą w życiu dziewczyny. Nie przewidziałam jednak, że aż tak mocno będą "zawirowane" ich losy. Tytułowe "zakręty" to wręcz ostre wiraże i  niebezpieczne górskie serpentyny.

Nie przybliżę fabuły, bo sama nie lubię streszczeń, które odzierają czytelnika z przyjemności odkrywania wydarzeń na kolejnych stronach  i pozbawiają efektu zaskoczenia. Wolę, gdy losy bohaterów pozostają tajemnicą, dopóki sama jej nie zgłębię z wypiekami na twarzy. Zatem nie będę wyjawiać szczegółów treści, tylko powiem, co w powieści można odnaleźć. Mianowicie: wielką miłość i wielką tragedię, rozterki i dylematy, rozpacz i namiętność, determinację, zagmatwane sytuacje, uwikłanych bohaterów, lawinę zdarzeń, paletę emocji, szczyptę humoru, porcję przerażenia, lęku, wzruszenie i współczucie. Ponadto wiele znaków zapytania.

Podczas lektury zastanawiałam się, jak  często bywa tak, że kierując się pochopnymi - niekiedy fałszywymi -  przeświadczeniami, mylnie przewidujemy reakcje innych, z góry je zakładamy, nie dając komuś szans na wykazanie się. Niejako decydujemy za kogoś, wmawiamy sobie, co ktoś o nas pomyśli, jak osądzi, co zrobi. Tak postąpiła Kasia skazując siebie i Krzyśka na 13 lat samotności.  Myślałam też nad tym, że wiele osób ma skłonności, by obwiniać siebie za całe zło świata, oskarżać się o coś, do czego może i pośrednio się przyczyniły, ale zasadniczo nie miały na to wpływu... Są nastawieni na tryb "a gdyby. to.." - "gdybym do niego nie zadzwoniła ... to on by nie powiedział...a wtedy ona by nie...." - taki łańcuszek zdarzeń. Tymczasem trudno stwierdzić, czy gdybyśmy się przenieśli w przeszłość i zmienili jakąś decyzję, cofnęli czyn, to czy zmienilibyśmy losy świata.... (Znacie efekt motyla, prawda?) 
Kolejna kwestia do refleksji: gdzie jest granica, na ile jesteśmy odpowiedzialni za wybory i czyny naszych bliskich, czy musimy pić piwo, którego oni nawarzyli? Krzysiek dźwiga brzemię win swojego brata. Kaśka nie chce, by sprawy dotyczące jej przyszywanej siostry wpływały na  jej własne życie i związek, walczy o niezależność, jednak los przewrotnie nie pozwala jej się od tego odciąć. Rusza łańcuszek zdarzeń, a bohaterka sama obarcza się odpowiedzialnością.

Powieść składa się z dwóch części. W pierwszej poznajemy bohaterów w czasach licealnych, niejako wstępujących na kręte ścieżki życia, w drugiej- trzynaście lat później powracają jako dorośli już twardo stąpający po ziemi ku wytyczonym celom, ich ścieżki splatają się i wiją w niebezpiecznych zakosach. 
Ciekawe uzupełnienie stanowi "playlista"-spis utworów jak tło do poszczególnych rozdziałów. Czytanie przy tej muzyce byłoby z pewnością niesamowitym doświadczeniem,  jak tak nie słuchałam, a szkoda.

"Zakręty losu" zakręciły mną totalnie. Czekam z niepokojem na dalsze części zapowiedzianej trylogii, szczególnie na opowieść o Łukaszu/Lukasie. Tacy bohaterowie chyba fascynują najbardziej, bo niby taki szwarccharakter, drań, ale... no własnie, co tak naprawdę w nim tkwi?

 Kto jeszcze nie czytał, polecam!
Autorce gratuluję i życzę dalszej weny twórczej!

PS. Ostrzeżenie dla zbyt "konserwatywnych" czytelników: tu nie ma przemilczeń w pewnych scenach. Autorka jednak udowadnia, że można je subtelnie i zmysłowo przedstawić.


środa, 20 lipca 2011

Strzeż się przed takimi książkami, czyli o „Strażniku marzeń” słów kilka


 
Włóczykijkowa paczka przyszła do mnie już dawno, wafelki zjedzone, herbatki wypite, zdjęcia niet, ale książka przeczytana i wypowiedź będzie. Z góry zaznaczam, że bardzo subiektywna i będę się czepiać.

Może i nie taka znowu ostatnia ta powieść, ale daleka jestem od zachwytu i żarliwego polecania. Przy takiej obfitości znakomitych książek tę akurat można sobie odpuścić. Zdążyłam też nabrać przekonania, że żadnej publikacji wydawnictwa Novae Res nigdy nie kupię, a i w bibliotece raczej omijać będę. Przeczytałam już 4 (szczerze mówiąc 3 i 1/3) ich książki i jak dotąd „szału nie było” (określenie zapożyczyłam z któregoś bloga, zapadło mi w pamięć). 
Mariusz Surmacz, Strażnik marzeń, Novae Res 2011, s. 288.

Odnośnie „Strażnika....”:
Bohaterem i zarazem narratorem jest Max, facet koło 40—tki, który przemierza trasę motorem, jadąc bez celu, przed siebie, uciekając przed sobą samym, swoimi wspomnieniami.... Odszedł był od ukochanej kobiety, dał jej wolność, choć ona była z nim szczęśliwa... Zostawił ją dla jej dobra (według niego), nadal ją kocha, tęskni za nią, snuje w myślach monolog skierowany do niej.
Podczas eskapady spotyka wiele ciekawych osób, każda z nich raczy go swoją opowieścią życia (zielarka Aniela, ksiądz – były rajdowiec, dziewczyna z bidula, Franek...) Natomiast on – jak o narrator- nie szczędzi czytelnikowi „pikantnych” szczegółów swoich spotkań z kobietami. Ta bezpośredniość bez zahamowań może wielu odbiorcom nie odpowiadać. Jednych odrzuci, ale drugich jednak przyciągnie.

Drażnił mnie pewien schematyzm. Postaci mówią jednakowym językiem (czy może tylko mi się tak wydaje...), każda opowiada historię swojego życia – niemal brakowało, żeby uczynił to też przybłąkany pies... Kolczyk w pępku pojawia się u co najmniej dwóch z kobiet... Powtarzają się opisy czynności, np. bohater daje karmę psu ( jasne, że karmi go codziennie, ale nie musi za każdym razem informować o tym czytelnika). W ogóle ciągle jest jedzenie, picie, spanie, seks. Do tego sentymentalne rozkminki o porzuconej kobiecie.
Drażnił mnie Max. Łaskawca się znalazł! - „Tak, poświęciłem naszą miłość, ale zrobiłem to, by ratować ciebie, kochanie.” (s.7). Macho, któremu wszystkie napotkane kobiety włażą do łóżka. Superman i farciarz – za uratowanie życia chłopakowi dostał od jego matki dom nad jeziorem i nie tylko... Drażniła mnie jego przesadna uprzejmość, nic tylko proszę, dziękuję, przepraszam....
”Dziękuję, Anielu za wszystko. Nigdy nie zapomnę tej wizyty i twojej opowieści. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy” (s. 42)
„Dziękuję jeszcze raz i również życzę księdzu wszystkiego dobrego. Ten nocleg był dla mnie niesamowity. Kolacja i rozmowa były naprawdę wartościowym przeżyciem. Dziękuję za wszystko, życzę zdrowia i wszystkiego dobrego”(s. 72)
„ Wybaczcie mi, dziękuję za gościnę i przemiło spędzony czas. Nigdy was nie zapomnę...” (s. 128)
Chodząca laurka! Nie przypominam sobie, żeby przeklął... co trochę gryzie się z wizerunkiem faceta w skórze na motorze... w sumie to dobrze, że on taki kulturalny, ale przez to nienaturalny...

Drażniły mnie jeszcze takie kwiatki:
  • „ - Powoli, Reksiu, udławisz się i będzie problem – powiedziałem, rzucając ostatni kawałek.
    Zaszczekał radośnie, merdając ogonem (...)”- jasne, że z kontekstu wynika, że chodzi o psa, ale z tekstu wynika, że to kawałek (kiełbasy) szczekał i merdał....
  • „Gdy Marek i Aga wrócili, wysiedli i podeszli do mnie” - skoro pojechali samochodem ( co autor wyraźnie podkreśla w następującym dialogu:
    „-Dziękuję, pojadę po nią. Będziemy za godzinkę. Jest akurat w zajeździe, ale może się wyrwać.-
    - Jedź ostrożnie. Gdy przyjedziecie, kiełbaski będą już gotowe.
    -Oddzwonię, żeby była gotowa i jadę. Cześć.
    -Cześć.
    Pojechał. - s.242)
    ------> a więc skoro pojechali samochodem, to chyba oczywiste, że wysiedli zanim podeszli.... Takie tłumaczenie czytelnikowi jak krowie na rowie.... brrr!
  • „Aga podeszła z tacą, na której stały filiżanki, cukiernica i półmisek z plasterkami cytryny.” (s. 243) – coś dużo chyba tych plasterków było, normalnie to spodek wystarczy.... ;-)
Powiecie, ze czepiam się szczegółów... Ano czepiam się, bo mi to przeszkadzało w czytaniu i nie podobało mi się. Plusem jest to, że naprawdę szybko się czyta. W sprzyjających warunkach (ja ich nie miałam) wystarczy jedno popołudnie/wieczór. Fragmenty dotyczące rozmyślań bohatera były znacznie lepiej napisane niż dialogi, czytało się je jednym ślizgiem oka, nawet ładne były. 

A, jeszcze coś mi się przypomniało... Alkohol tu leje się nieomalże strumieniami, a to naleweczka na plebanii, a to winko z Edytką, a to bimber u Bogdana....Po ostrej popijawie na drugi dzień bohater wsiada na motor....dobrze, że nie od razu rusza w trasę, ale "wczorajszy"chyba też nie powinien. To ma bardzo "niepedagogiczny" wydźwięk. Zwłaszcza przy współczesnej walce z plagą pijanych kierowców.

Wyszukałam z ciekawości informacje o autorze.  Jest nauczycielem w- f ze Zwolenia. Tu znalazłam artykuł na temat pana Surmacza i jego książki: 
  

„Strażnika marzeń” przeczytałam w ramach akcji „Włóczykijka”.
Czy książka powinna dalej wędrować? Czytacie na własną odpowiedzialność.

Moja lista blogów