Jak
tak można!? Zwalać całą sprawę na niewinnego rudego kocura, który tylko
chciał się zdrzemnąć w wygodnym miejscu?! A że to miejsce było akurat w
sypialni sąsiada, to już szczegół.... To dwunożni narozrabiali, a ich
perypetie z werwą i humorem opisała "dilerka emocji", autorka ponad
dwudziestu książek, w których swobodnie łączy różne gatunki. Spod pióra
Agnieszki Lingas-Łoniewskiej wychodzą powieści obyczajowe z domieszką
sensacji, romanse zmiksowane z kryminałami, komedie romantyczne i
historie z kręgu New Adult. 24 maja 2017 r. odbędzie się premiera
jej najnowszej książki, określanej jako romantyczna komedia omyłek.
Szczęśliwie "Wszystko wina kota!" jest już za mną i przyznam, że mam
teraz minę jak kot nad miseczką śmietany. Są powody do mruczenia!
Do "Book Tour'u" z powieścią "Jesteś moja dzikusko" zgłosiłam się pod wpływem impulsu. Teraz już wiem, że raczej nie jest to książka dla mnie, ale wcale nie żałuję, że ją przeczytałam, nie rozczarowałam się jej poziomem. Co więcej, wyciągnęłam z lektury pewne korzyści.
Po pierwsze, przeniosłam się około 15 lat wstecz, czy nawet dalej, do czasów, gdy z zapartym tchem śledziło się kolejne odcinki serialu "Beverly Hills 90210" i perypetie uczuciowe bohaterów, a "Love story" Segala było jedną z najpiękniejszych książek ever.
Przyjemnie było oderwać się od codzienności i pożeglować w zupełnie inne rejony.
Po drugie, stanęłam przed zagadnieniem - co to jest, na czym polega popularny ostatnio nurt nazwany NEW ADULT. Poszerzyłam swą wiedzę w tym zakresie.
Sądziłam, że po prostu chodzi o współczesną prozę dla młodzieży, ale nie do końca tak jest. To literatura, której targetem są osoby ok. 18-25 lat ( w tym wieku mniej więcej są bohaterowie książek tego typu), poruszająca trudne tematy, zawierająca dużo emocji oraz sceny erotyczne. Bardzo trafne, rzeczowe wyjaśnienie tego terminu i zestawienie z "young adult" znalazłam na blogu Lustro rzeczywistości. Odsyłam tam po szczegóły.
Po trzecie, całkiemnieźle mi się czytało o perypetiach Antka i Naty. Emocji nie brakowało. I dokładnie w momencie, kiedy zaczęłam się nieco nudzić i zastanawiać, co też takiego trudnego niby miało być, skoro bohaterowie są razem i wszystko wydaje się super, wtedy dopiero zaczęło się dziać!
Nie zamierzam streszczać fabuły. Odsyłam do opisu wydawcy. Zanotuję tylko kilka luźnych uwag.
Fabuła w głównej części opiera się na retrospekcji, narratorem jest nastoletni chłopak, z jego punktu widzenia poznajemy wydarzenia i jego osobiste przeżycia. To ciekawy zabieg, bo zazwyczaj mamy kobiecą perspektywę.
Historia opowiedziana przez Agnieszkę Lingas-Łoniewską to trochę taki "amerykański film", niezbyt pasuje do typowo polskich realiów. Ale autorka znakomicie wybrnęła, bowiem umieściła bohatera w amerykańsko-polskiej rodzinie, w prywatnym liceum, tym samym całość świata przedstawionego obroniła się "na plus".
Oprócz wątku miłosnego, zawierającego mocne, erotyczne sceny, mamy szczyptę sensacji, tajemnicy, sporo zwrotów akcji, zaskoczeń. Czarne charaktery płci obojga tu nie próżnują. Środowisko młodzieży nie przedstawia budującego obrazka: snobizm, egoizm, intrygi, prześladowanie, szantaże, rozwiązywanie problemów siłą... imprezy, alkohol... brudny świat... Oby ten powieściowy przykład stał się przestrogą, że to nie jest norma, a styl życia postaci niesie więcej kłopotów niż pożytków.
Ciekawa jestem spod jakiego znaku zodiaku jest Anthony Tolland, swojsko zwany Antkiem. Porywczy, zazdrosny, gotów skoczyć do rywala z pięściami, zaborczy, impulsywny, potrafi być troskliwy, czuły i delikatny. Czyżby przemawiała przez niego dwoista natura Bliźniąt? W chłopaku buzują hormony, zdaje sobie on sprawę ze swoich wad, ma świadomość, że zbyt często, zbyt pochopnie go ponosi. Absolutnie to nie jest ideał, ale ma w sobie coś, co sprawia, że nie można go nie lubić. To taki typ niepokorny ;-)
Niby wiemy od początku jaki finał mają dzieje rudowłosej, nieśmiałej Natalii i "szalonego "Antka, ale śledzimy wszystkie "zakręty" niemal z zapartym tchem. Kto wysłał obrzydliwą grafikę mejlem? Co kryły tajemnicze koperty z Krakowa? Jakie intencje miał pasjonat fotografii, Preston? Wiele razy nas autorka zaintryguje i zaskoczy, a zakończeniem - ujmie niesamowicie.
Książkę polecam młodym, szalonym, zbuntowanym,... Tym, którzy wierzą w miłość lub chcą w nią uwierzyć. Starszym nastolatkom i młodym pełnoletnim ;-) Wszystkim, którzy chcieliby poczuć wir emocji i w końcu zapoznać się z nurtem New Adult.
Szukałam i znalazłam, co prawda nie wśród lawendy, lecz pomiędzy książkami na bibliotecznym regale, pierwszy tom "trylogii chorwackiej" Agnieszki Lingas- Łoniewskiej. W tej części cyklu, który równie dobrze można nazwać "lawendowym", poznajemy historię Zuzanny Skotnickiej, a także niejako otrzymujemy wprowadzenie do wątków dotyczących jej sióstr - Zofii oraz Gabrieli. One będą głównymi bohaterkami kolejnych tomów.
Zuzanna - rudowłosa singielka o niesamowitym spojrzeniu - poświęca się karierze w korporacji, nie ma czasu na życie osobiste, nawet kaktusa zasuszyła... Niezbyt chętnie, ale w końcu decyduje się na spontanicznie zorganizowany zlot sióstr przy okazji "pracowej" wycieczki z firmy szwagra. Zofia - jej bliźniaczka, zupełnie inna z charakteru, swoje zdolności artystyczne realizuje w rękodziele, zajmując się domem i rodziną, w której pozornie wszystko gra... Jej mąż Adam prowadzi znakomicie prosperującą firmę programistyczną - zabiera swoich pracowników w nagrodę na wyjazd do Chorwacji. Tam osiedliła się najmłodsza z sióstr Skotnickich - Gabriela, która pracuje jako masażystka i wychowuje kilkuletniego synka.
Zuzia, Zosia i Gabrysia znakomicie się bawią, imprezują i wspominają epizody sprzed lat.... Główna bohaterka I tomu musi zmierzyć się z przeszłością. Okazuje się bowiem, że Robert, jeden z kadry Adama, niegdyś był jej bardzo bliski, a potem stało się coś niewybaczalnego, co ich rozdzieliło na szereg lat.... Tak jak każdy kij ma dwa końce, to i każda historia podobnie - bywa, że znany tylko jedną wersję wydarzeń, w dodatku niepełną, a może nieprawdziwą... Często u podstaw rozpadu związku leży nieporozumienie, błędne założenia, duma... Robert i Zuzanna mają sobie wiele do wyjaśnienia, nie jest oczywiste, czy dadzą sobie kolejną szansę....
Tłem pełnych emocji zdarzeń jest malownicza, pachnąca lawendą Chorwacja, Półwysep Pelješac, Dubrownik, wyspa Korcula... Biura podróży powinny ochoczo włączać się w promocję tej serii, albowiem autorka tak sugestywnie przedstawiła tamtejsze krajobrazy, że na pewno wiele osób zamarzy o zobaczeniu ich na własne oczy. Taka "żywa" reklama zakątków Chorwacji.
Oczywiście nie mogło zabraknąć muzyki. Nie dość, że każdy rozdział ma "swoją" piosenkę, to są one obecne np. w dzwonku telefonu bohaterki, czy jako element imprezowego spotkania sióstr... Może ktoś kiedyś wpadnie na pomysł wydawania książek Agnieszki Lingas- Łoniewskiej w komplecie z płytą CD... Takie zestawy to dopiero byłaby gratka!
W moim odczuciu ta powieść wydała mi się ciekawsza, bogatsza od poprzednich książek autorki, które miałam okazję przeczytać. Miała więcej kolorów, więcej postaci, a co za tym idzie - więcej związanych z nimi scenek, przywołanych wspomnień, wątków. Wszystko razem było tak opowiedziane, że książkę pochłonęłam od razu i nabrałam apetytu na kolejne, lawendowe części. Zwłaszcza, że kolejny wątek został sprytnie zapowiedziany na koniec, co więcej, została zasugerowana niecodzienna sytuacja... Tym razem przeszłość zapukała do drzwi Zofii...
Agnieszka Lingas-Łoniewska porusza się w konwencji romansu, tu i ówdzie go ubarwiając humorem, czy (jak to miało miejsce w innych powieściach) nutą kryminalno-sensacyjną. Nie ma co udawać, że jest inaczej. Na taki typ literatury jest bardzo duże zapotrzebowanie, więc dlaczego polskie czytelniczki miałyby szukać tylko na półkach z literaturą zagraniczną... Mogą mieć rodzime romanse, romanse z problemami. Już kiedyś stwierdziłam, że książki wrocławskiej pisarki kojarzą mi się z twórczością Nory Roberts - jednakowo zaczytujemy się w nich po uszy! Humor, cięte riposty bohaterów, zwłaszcza kobiet, charakterne postaci, zawirowania uczuć, emocjonalny rollercoaster - to łączące je elementy. Moim zdaniem, to bardzo dobry wzorzec, znakomita droga do tego, aby urzec rzesze czytelniczek. Tym bardziej, że "lawendowa trylogia" przypomina takie serie u Nory, która często opowiada historie np. trzech sióstr, trzech braci, czy czterech przyjaciółek.
Cóż więcej dodać, po prostu - "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" podobało mi się bardzo, pomogło mi oderwać się od szarej rzeczywistości. To także był przerywnik od poważnej lektury, do której w danym czasie nie miałam głowy. Cieszę się, że wtedy znalazłam "lawendę".
Jedni są tą książka zachwyceni, drudzy- rozczarowani. Natomiast ja- jestem pośrodku, bo dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam, choć niektórych pomysłów fabularnych nie przewidziałam. Chciałam poznać dalsze dzieje bohaterów powieści "Łatwopalni", toteż w końcu zaspokoiłam ciekawość. Do stylu autorki zdążyłam się przyzwyczaić i naprawdę - nie narzekam.Nie jest to literatura "wysoka", ale Agnieszka Lingas-Łoniewska z założenia - i z powodzeniem - tworzy powieści popularne, a przy tym bardzo poczytne, utrzymujące się w zakresie romansowo-obyczajowo-sensacyjnym, z nutką humoru i szczyptą pikanterii. W jej książkach chodzi o emocje, o feerię uczuć i przeżyć bohaterów, ich problemy, życiowe zawirowania, a nie o kunsztowną stylistykę frazy, nie o wyrafinowaną formę literacką. W ten sposób opowiadane historie trafiają do serc wielu czytelniczek (przepraszam panów, ale chyba jesteście w znacznej mniejszości odbiorców tego typu prozy).
W "Przebudzeniu" emocji oraz życiowych zakrętów nie brakuje. Bohaterowie muszą rozliczyć się z przeszłością, ułożyć jak autko z klocków lego swoją teraźniejszość i "przebudzić się", by jasnym wzrokiem spojrzeć w przyszłość. Może ich perypetie komuś dadzą do myślenia? Może ktoś znajduje się w podobnej, choć częściowo, sytuacji?
Monika, Jarek i Grzesiek muszą dokonać ważnych wyborów i uporządkować swoje relacje. Sylwia znalazła się na rozdrożu - czas na remont, nie tylko mieszkania, ale i związku. Bernie- chłop na schwał - on też nie ma lekko, o nie, bo trafiła go strzała Amora, a przeszłość wróciła niespodziewanie i to z niespodzianką... Ktoś chce solidnie namieszać, ale zemsta okazuje się wcale nie taka słodka, bo kto pod kim dołki kopie... i mieczem wojuje...wiadomo... Konieczny jest udział policji z podkomisarz Dorotą na czele, na powieściową scenę wkracza też... Lukas, czyli stary znajomy Łukasz Borowski. I nie jest czarnym charakterem!
To nie jest słodka opowieść o spełnianiu marzeń w scenerii usłanej płatkami róż. Droga bohaterów jest kamienista, nierówna i pełna zakrętów. Tak łatwo się potknąć i upaść, ale gdy ktoś poda dłoń - lżej się podźwignąć i brnąć dalej. W "Przebudzeniu" - wydanym w "zmysłowej i romantycznej" serii z tulipanem - są "wichry namiętności", ale też zarysowano poważne problemy, jak ten, kiedy na szalach wagi znajdują się małżeństwo i zgubny nałóg, albo utrudnianie rodzicowi kontaktu z dzieckiem. Powtarzam, tu nie jest różowo. Niby wszystko dobrze się kończy, ale mamy parę znaków zapytania, a pewne drzwi nie zostają zamknięte...Co dalej? To już w tomie III. Oczywiście czuję się zaintrygowana kontynuacją.
Cóż więcej mogę powiedzieć... Dlaczego czytam takie książki? Bo lubię ;-) Bo czasem nie mam głowy do skomplikowanych spraw i filozoficznych dyskursów, czy też nie mam ochoty na epicką rozlewność. Niektórzy odpoczywają przy kryminałach, innych bawi fantasy, ja zaś wolę inną formę i nie gardzę "czytadłem", romansem, czy fabułą obyczajową. Dla mnie "Przebudzenie" stanowiło przyjemną lekturę wprowadzającą mnie czytelniczo w Nowy Rok. Stopniowo przyjdzie czas także na "trudniejszą" literaturę, ale póki co... pójdę się przespać....
Książka akurat idealnie pasuje do wyzwania "Pod hasłem". Hasło na styczeń 2015 r. brzmi: polskie dwa-tysiące-czternastki, czyli książki polskich autorów wydane w 2014 roku.
Oczywiście mam świadomość, że nie jest to literatura wielka, wybitna, taka z "wyższej półki" , z rodzaju tych nominowanych do Nagrody Nike, czy innych literackich trofeów. Mam jednak słabość do książek tej autorki, podobnie jak do Nory Roberts, potrzebuję czasem takich prostych acz ujmujących historii. Nieraz aż miło odpocząć od kunsztownych fraz i gęstych od znaczeń próz.
„Zakład o miłość” to według mnie znakomity materiał na komedię romantyczną. Chociaż nie jestem pewna, czy wersja filmowa zdoła oddać te wszystkie emocje, które aż buzują na kartach powieści – rozpalone w sercach bohaterów płoną tak, że ich iskry dosięgają czytelnika. Po raz kolejny Agnieszka Lingas – Łoniewska serwuje nam porcję zajmującej emocjonalnej prozy, przenosi nas do świata przeżyć swoich postaci, pozwala nam niemal uczestniczyć w rozgrywających się zdarzeniach. Tym razem poznajemy Sylwię i Aleksa.
Ona to panienka z dobrego domu, arystokratka z zasadami, posłuszna rodzinnej tradycji. Studiuje historię sztuki, za dwa tygodnie wychodzi za mąż, a w perspektywie ma odziedziczyć sieć galerii (sztuki, nie handlowych, rzecz jasna). Wszystko ma poukładane i zaplanowane. Długowłosa blond piękność czuje jednak pewien niepokój, jakby brakowało jej powietrza.... Na szczęście ma wierne koleżanki, które pewnego wieczoru wyciągają ją na dyskotekę do klubu....
On jest synem biznesmena, pracuje w firmie ojca. Żyje rozrywkowo, lubi się zabawić, zwykle ma to, czego chce – typ zdobywcy. To taki zimny drań, bez skrupułów bez dwóch zdań. Drań o lazurowych oczach. Pod maską lodowatej obojętności i bezwzględności ten przystojniak o ksywce „Cichy” skrywa bolącą ranę z przeszłości.... Wieczory zazwyczaj spędza z kumplami na imprezach. Pewnego razu wpadła mu w oko zjawiskowa zielonooka dziewczyna....
Czy ich spotkanie to przypadek czy przeznaczenie? A może „Amor tak trafnie wybrał i cel, i łuk”?*
Akcja nie obfituje może w zdarzenia, ale za to mnóstwo się dzieje na płaszczyźnie damsko- męskiej, uczuciowej. Bohaterowie nie są statyczni, zmieniają się na oczach czytelnika.
Pod wpływem Cichego Sylwia zaczyna zastanawiać się nad tym, czego tak naprawdę chce, uświadamia sobie, co ( i kto) ogranicza jej wolność i tłamsi marzenia. W jej poukładanym dotąd życiu pojawia się odrobina spontaniczności i szaleństwa, a lista priorytetów ulega dekonstrukcji. Tymczasem do ślubu coraz bliżej....
Natomiast pod wpływem Sylwii w Aleksie zaczyna coś kiełkować: to serce i sumienie zaczynają wypuszczać pędy i pierwsze listki... Czy Cichy pozwoli rozkwitnąć uczuciom? Czy przegra zakład? Czy wyjaśni sprawy z przeszłości, które snują się czarną smugą nienawiści?
Założę się, że jesteście zaciekawieni....
Oprócz głównych bohaterów są też inne postacie budzące emocje. Na kartach „Zakładu...” pojawi się antypatyczny Marcelek, którego ma się ochotę kopnąć w kostkę oraz dla przeciwwagi urocza, starsza pani- ciotka Eugenia, która przy deserze w cukierni udziela lekcji, jak czerpać z życia pełnymi garściami. Wystąpi też Martynka, radosna dziewczynka, mądrzejsza i więcej widząca niż wydaje się dorosłym, a także pewna kobieta, która odegrała niebagatelną rolę w życiu Aleksa. Rodzice bohaterów, ich koleżanki i koledzy też dorzucają swoje „trzy grosze”. Natłoku postaci jednak nie ma, co sprawia, że skupiamy się na głównym wątku.
Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona dwutorowo. Poznajemy kolejne wydarzenia i przeżycia im towarzyszące na przemian z punktu widzenia Sylwii i Aleksa. Taki dwugłos.
Epilog mnie zaskoczył. Stanowi klamrę całej historii zarówno od strony fabuły jak i narracji. Odsłania, a raczej dyskretnie wskazuje, to, co nie zostało opowiedziane
„Zakład o miłość” jest współczesnym romansem, ale romansem z bonusem. Tytuły poszczególnych rozdziałów wyznaczają jakby pewien schemat (Spotkanie, Zakład, Podchody, Zauroczenie, Rozterki, Decyzja(...) Ona i on... itd.), ale traktowałabym to raczej jako uporządkowanie treści, bo trudno mówić o schematyczności, gdy oprócz ciekawego wątku miłosnego mamy drugie dno. To także opowieść o trudnych relacjach z matką, o tym, jak wydarzenia z dzieciństwa rzutują na osobowość człowieka, o tym, że należy żyć własnym życiem, spełniać własne marzenia, a nie realizować czyjeś plany.
Książkę się wręcz pochłania. Założę się, że przeczytacie ją w jeden wieczór. Będziecie drżeć z napięcia i ciekawości, będziecie trzymać kciuki za bohaterów, współczuć, denerwować się, jednym słowem – przeżywać. Czyż nie tego właśnie szukamy wędrując przez książkowe światy?
*Cyt. z piosenki „Baw mnie”Seweryna Krajewskiego
PS. Tradycyjnie na końcu książki znajdziecie playlistę, spis utworów, które inspirowały autorkę do pisania niniejszej powieści. Tymczasem mnie podczas lektury skojarzyła się ta piosenka:
Agnieszka Lingas- Łoniewska, Bez przebaczenia, Wydawnictwo Novae Res, 2010, s. 340.
Emocje, emocje i jeszcze raz emocje - tak najkrócej określiłabym prozę wrocławskiej pisarki. Proponowałabym umieścić na obwolucie jej książek ostrzeżenie: "Uwaga, Czytelniku! Nie zabieraj się za czytanie wieczorem, gdy następnego dnia musisz wcześnie wstać - zarwanie nocy murowane!" Powieść "Bez przebaczenia" niesamowicie mnie wciągnęła. Odrywałam się od niej późnym wieczorem z rozsądku, albowiem dziecko rano nie przyjmie do wiadomości, że nieprzytomna z niewyspania mama chce jeszcze pospać....W każdym razie książkę da się pochłonąć jednym tchem.
Czytając, nie zastanawiałam się, czy opisywane zdarzenia są przewidywalne, czy nie, czy to prawdopodobne, czy nie, czy naiwne, czy jakie tam jeszcze.... Nie, książki się przeżywa, a nie analizuje. Przyszło mi jednak do głowy pytanie, co jest wyznacznikiem dobrej powieści? Stopień wciągnięcia, moim zdaniem. Gdy lektura pochłonie nas bez reszty, przeniesie nas w inny świat, oderwie od codzienności, to ten walor wysuwa się na pierwszy plan. Nie czepiamy się wtedy charakterów postaci, opisów, dialogów i innych elementów. Oczywiście trzeba też przyjąć, że każdego wciąga coś innego, bo ilu czytelników, tyle gustów i oczekiwań. Debiutancka publikacja A. Lingas - Łoniewskiej pod względem porwania czytelnika w wir akcji i emocji znakomicie się sprawdziła. Jak to zazwyczaj bywa, osnową powieści są uczucia dwojga młodych ludzi....
Utalentowana plastycznie Paulina dźwiga na barkach ciężkie brzemię winy. Po śmierci matki i braciszka przenosi się do domu swego biologicznego ojca, ale tam nie znajduje bezpiecznej przystani. Opiekun próbuje zmiażdżyć artystyczną duszę córki wojskowym rygorem i pogardą. Czy to mu się uda? Sytuacja jest naprawdę trudna. Na szczęście na horyzoncie pojawia się Piotr, niczym książę na białym rumaku ( tu raczej w wojskowym jeepie). Ścieżki tych dwojga splatają się i rozplatają na przemian. Czy okażą się dwiema połówkami pomarańczy? Czy demony przeszłości staną im na drodze do szczęśliwej przyszłości? Przeczytajcie. Losy tych postaci też są pełne ostrych zakrętów. Piętrzą się problemy, kłębią się emocje i namiętności. Czytelnik przeżywa je wraz z bohaterami.
To opowieść o tym, że nie warto być w życiu zawziętym, w gorącej wodzie kąpanym, że nie powinno się wyciągać pochopnych wniosków i podejmować równie pochopnych decyzji, że trzeba dać drugiej stronie szansę - na przedstawienie swoich racji, na rekompensatę, na decyzję. To opowieść o honorze, miłości i przebaczeniu.
Być może znajdą się osoby, które wysuną zarzut, że postać podporucznika Piotra jest nieco wyidealizowana. Może i jest. Ale czy nie za takimi ideałami tęsknimy? Czy nie takich supermenów szukamy, choćby tylko w literaturze? Piotr ma też swoje za uszami, ale mimo wszystko jest wspaniały. Niech się schowają przy nim te wszystkie Patche i Culleny... Ach te " cholernie zielone oczy wpadające w jasny karmel"! (s. 26)
Powieść jest zajmująca i poruszająca, narracja wartka, język prawdziwy i prosty, bez udziwnień. Całość tworzą dwie części, które dzieli przestrzeń sześciu lat. W pierwszej czytelnik zanurza się po uszy w wydarzeniach, w drugiej - miałam odczucie, że to, co się dzieje, jest bardziej streszczone, skondensowane. Epilog mnie wzruszył.
Po lekturze musiałam ochłonąć, chciałam spojrzeć na powieść z dystansu, chłodnym okiem. Emocje jednak powracają. Zdaję sobie sprawę, że znajdą się zarzuty, że będą czytelnicy, czy raczej czytelniczki, które skrzywią się i powiedzą "Eeee", ale do licha, to nie jest książka na miarę Nike, to jest książka do "zaczytania się", spełniająca oczekiwania tych, którzy chcą odpocząć, przenieść się do świata fikcji i przeżywać wraz z bohaterami. Mi się podobało. Polecam, ale nie zagwarantuję, że każdemu przypadnie do gustu. Bo wiadomo, jak to z tymi gustami jest.
Doszłam do wniosku, że to jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam, a już na pewno najlepsza na tle wysypu twórczości nowych polskich autorów, który ma miejsce od ładnych paru lat. Powieść wartka jak rzeka, pełna emocji, z wyrazistymi bohaterami, zmysłowa, trzymająca w napięciu wywarła na mnie spore wrażenie.
W sprzyjających warunkach mogłabym ją przeczytać przez jedną noc.
Na początku zdawało mi się, że to będzie typowa "młodzieżówka". Zaczęło się bowiem całkiem spokojnie od tego, że Kaśka, młoda koszykarka słynąca z ciętego języka, przeprowadza się wraz z ojcem do domu jego drugiej żony i musi odnaleźć się w nowej sytuacji, zmienić szkołę, dogadać z przyszywaną siostrą. Spodziewałam się konfliktów rodzinnych, problemów w szkolnym środowisku, nieszczęśliwej miłości, perypetii związanych z dorastaniem. Domyśliłam się, że spotkany w parku przez przypadek Krzysiek będzie ważną osobą w życiu dziewczyny. Nie przewidziałam jednak, że aż tak mocno będą "zawirowane" ich losy. Tytułowe "zakręty" to wręcz ostre wiraże i niebezpieczne górskie serpentyny.
Nie przybliżę fabuły, bo sama nie lubię streszczeń, które odzierają czytelnika z przyjemności odkrywania wydarzeń na kolejnych stronach i pozbawiają efektu zaskoczenia. Wolę, gdy losy bohaterów pozostają tajemnicą, dopóki sama jej nie zgłębię z wypiekami na twarzy. Zatem nie będę wyjawiać szczegółów treści, tylko powiem, co w powieści można odnaleźć. Mianowicie: wielką miłość i wielką tragedię, rozterki i dylematy, rozpacz i namiętność, determinację, zagmatwane sytuacje, uwikłanych bohaterów, lawinę zdarzeń, paletę emocji, szczyptę humoru, porcję przerażenia, lęku, wzruszenie i współczucie. Ponadto wiele znaków zapytania.
Podczas lektury zastanawiałam się, jak często bywa tak, że kierując się pochopnymi - niekiedy fałszywymi - przeświadczeniami, mylnie przewidujemy reakcje innych, z góry je zakładamy, nie dając komuś szans na wykazanie się. Niejako decydujemy za kogoś, wmawiamy sobie, co ktoś o nas pomyśli, jak osądzi, co zrobi. Tak postąpiła Kasia skazując siebie i Krzyśka na 13 lat samotności. Myślałam też nad tym, że wiele osób ma skłonności, by obwiniać siebie za całe zło świata, oskarżać się o coś, do czego może i pośrednio się przyczyniły, ale zasadniczo nie miały na to wpływu... Są nastawieni na tryb "a gdyby. to.." - "gdybym do niego nie zadzwoniła ... to on by nie powiedział...a wtedy ona by nie...." - taki łańcuszek zdarzeń. Tymczasem trudno stwierdzić, czy gdybyśmy się przenieśli w przeszłość i zmienili jakąś decyzję, cofnęli czyn, to czy zmienilibyśmy losy świata.... (Znacie efekt motyla, prawda?)
Kolejna kwestia do refleksji: gdzie jest granica, na ile jesteśmy odpowiedzialni za wybory i czyny naszych bliskich, czy musimy pić piwo, którego oni nawarzyli? Krzysiek dźwiga brzemię win swojego brata. Kaśka nie chce, by sprawy dotyczące jej przyszywanej siostry wpływały na jej własne życie i związek, walczy o niezależność, jednak los przewrotnie nie pozwala jej się od tego odciąć. Rusza łańcuszek zdarzeń, a bohaterka sama obarcza się odpowiedzialnością.
Powieść składa się z dwóch części. W pierwszej poznajemy bohaterów w czasach licealnych, niejako wstępujących na kręte ścieżki życia, w drugiej- trzynaście lat później powracają jako dorośli już twardo stąpający po ziemi ku wytyczonym celom, ich ścieżki splatają się i wiją w niebezpiecznych zakosach.
Ciekawe uzupełnienie stanowi "playlista"-spis utworów jak tło do poszczególnych rozdziałów. Czytanie przy tej muzyce byłoby z pewnością niesamowitym doświadczeniem, jak tak nie słuchałam, a szkoda.
"Zakręty losu" zakręciły mną totalnie. Czekam z niepokojem na dalsze części zapowiedzianej trylogii, szczególnie na opowieść o Łukaszu/Lukasie. Tacy bohaterowie chyba fascynują najbardziej, bo niby taki szwarccharakter, drań, ale... no własnie, co tak naprawdę w nim tkwi?
Kto jeszcze nie czytał, polecam!
Autorce gratuluję i życzę dalszej weny twórczej!
PS. Ostrzeżenie dla zbyt "konserwatywnych" czytelników: tu nie ma przemilczeń w pewnych scenach. Autorka jednak udowadnia, że można je subtelnie i zmysłowo przedstawić.