czwartek, 29 stycznia 2015

Lawendowe lato Zuzanny

Okładka książki Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna. Tom I.
Wyd. Novae Res 2014

Szukałam i znalazłam, co prawda nie wśród lawendy, lecz pomiędzy książkami na bibliotecznym regale, pierwszy  tom "trylogii chorwackiej" Agnieszki Lingas- Łoniewskiej. W tej części cyklu, który równie dobrze można nazwać "lawendowym", poznajemy historię Zuzanny Skotnickiej, a także niejako otrzymujemy wprowadzenie do wątków dotyczących jej sióstr - Zofii oraz Gabrieli. One będą głównymi bohaterkami kolejnych tomów.

Zuzanna -  rudowłosa singielka o niesamowitym spojrzeniu - poświęca się karierze w korporacji, nie ma czasu na życie osobiste, nawet kaktusa zasuszyła... Niezbyt chętnie, ale w końcu decyduje się na spontanicznie zorganizowany zlot sióstr przy okazji "pracowej" wycieczki z firmy szwagra.
Zofia - jej bliźniaczka, zupełnie inna z charakteru, swoje zdolności artystyczne realizuje w rękodziele, zajmując się domem i  rodziną, w której pozornie wszystko gra... Jej mąż Adam prowadzi znakomicie prosperującą firmę programistyczną -  zabiera swoich pracowników w nagrodę na wyjazd do Chorwacji. Tam osiedliła się najmłodsza z sióstr Skotnickich - Gabriela, która pracuje jako masażystka i wychowuje kilkuletniego synka.  

Zuzia, Zosia i Gabrysia znakomicie się bawią,  imprezują i wspominają epizody sprzed lat.... Główna bohaterka I tomu musi zmierzyć się z przeszłością. Okazuje się bowiem, że Robert, jeden z kadry Adama, niegdyś był  jej bardzo bliski, a potem stało się coś niewybaczalnego, co ich rozdzieliło na szereg lat....   Tak jak każdy kij ma dwa końce, to i każda historia podobnie - bywa, że znany tylko jedną wersję wydarzeń, w dodatku niepełną, a może nieprawdziwą... Często u podstaw rozpadu związku leży nieporozumienie, błędne założenia, duma... Robert i Zuzanna mają sobie wiele do wyjaśnienia, nie jest oczywiste, czy dadzą sobie kolejną szansę....

Tłem pełnych emocji zdarzeń jest malownicza, pachnąca lawendą Chorwacja, Półwysep Pelješac,  Dubrownik, wyspa Korcula... Biura podróży powinny ochoczo włączać się w promocję tej serii, albowiem autorka tak sugestywnie przedstawiła tamtejsze krajobrazy, że na pewno wiele osób zamarzy o zobaczeniu ich na własne oczy. Taka "żywa" reklama zakątków Chorwacji.

Oczywiście nie mogło zabraknąć muzyki. Nie dość, że każdy rozdział  ma "swoją" piosenkę, to są one obecne  np. w dzwonku telefonu bohaterki, czy jako element imprezowego spotkania sióstr...   Może ktoś kiedyś wpadnie na pomysł wydawania książek Agnieszki Lingas- Łoniewskiej w komplecie z płytą CD... Takie zestawy to dopiero byłaby gratka!

W moim odczuciu ta powieść wydała mi się ciekawsza, bogatsza od poprzednich książek autorki, które miałam okazję przeczytać. Miała więcej kolorów, więcej postaci, a co za tym idzie - więcej związanych z nimi scenek,  przywołanych wspomnień, wątków. Wszystko razem było tak opowiedziane, że  książkę pochłonęłam od razu i nabrałam apetytu na kolejne, lawendowe części. Zwłaszcza, że kolejny wątek został sprytnie zapowiedziany na koniec, co więcej, została zasugerowana niecodzienna sytuacja... Tym razem przeszłość zapukała do drzwi Zofii...

Agnieszka Lingas-Łoniewska  porusza się w konwencji romansu, tu i ówdzie go ubarwiając humorem, czy (jak  to miało miejsce w innych powieściach)  nutą kryminalno-sensacyjną. Nie ma co udawać, że jest inaczej. Na taki typ literatury jest  bardzo duże zapotrzebowanie, więc dlaczego  polskie czytelniczki miałyby szukać tylko na półkach z literaturą zagraniczną... Mogą mieć rodzime  romanse,  romanse z problemami. Już kiedyś stwierdziłam, że książki wrocławskiej pisarki  kojarzą mi się z twórczością Nory  Roberts -  jednakowo zaczytujemy się w nich po uszy! Humor, cięte riposty bohaterów, zwłaszcza  kobiet, charakterne postaci, zawirowania uczuć, emocjonalny rollercoaster - to łączące je elementy. Moim zdaniem, to bardzo dobry wzorzec, znakomita droga do tego, aby urzec rzesze czytelniczek. Tym bardziej, że "lawendowa  trylogia" przypomina takie serie u Nory, która często opowiada historie np. trzech sióstr, trzech braci, czy czterech przyjaciółek. 

Cóż więcej dodać, po prostu  - "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" podobało mi się bardzo, pomogło mi oderwać się od szarej rzeczywistości.  To także był przerywnik od poważnej lektury, do której w danym czasie nie miałam głowy. Cieszę się, że wtedy znalazłam "lawendę".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email