niedziela, 7 lipca 2013

Niekompatybilność z Terminalem


Wielce uradował mnie fakt, iż w zasobach lokalnej biblioteki znajduje się wznowiony w 2012 r. nakładem Wielkiej Litery "Terminal" (1994) Marka Bieńczyka, laureata Nagrody Literackiej Nike w 2012 roku za "Książkę twarzy". Ten tytuł od dawna miałam na uwadze, chciałam w ogóle poznać cokolwiek pióra tego autora, więc bez wahania, po długiej przerwie w korzystaniu z tej instytucji, wypożyczyłam tę powieść. Niestety, sama lektura radości mi nie przysporzyła, natomiast przyniosła znużenie, irytację i stan bliski rezygnacji z dalszego zapoznawania się z treścią.

"Terminal" to opowiedziana w nietypowy sposób (rodzaj gawędy, opowieści snutej jakby "na żywo" przed odbiorcami,  pełnej zwrotów do czytelnika) "historia jednej znajomości"- romans dwojga stypendystów w Paryżu. Wydarzenia ustępują tu pola gestom, uczuciom, wyobrażeniom oraz skojarzeniom i odniesieniom różnego typu. Mnóstwo tu literackich i filozoficznych nawiązań, cytatów, kryptocytatów, aluzji. Mamy nawet fragment "Nieśmiertelności" M. Kundery - zwanego w tekście Dużym Pisarzem (jestem z siebie dumna, że rozpoznałam). Bywa ironicznie, lirycznie, poetycko, intelektualnie, mocno intertekstualnie i  metaforycznie. Metaforycznie aż do przesady, aż do mdłości. Niejednokrotnie w trakcie żmudnej lektury przekładałam uszami, ale w momencie, gdy trafiłam na określenie "w totolotku ostryg wylosował zły numer" (odnośnie zatrucia pokarmowego ostrygami) - miałam ochotę dokonać defenestracji. Egzemplarz biblioteczny - zatem się uchował, choć perspektywa  dalszego czytania zawisła na włosku. Dobrnęłam do końca, ale nad niektórymi akapitami prześlizgiwałam się wzrokiem. Zwiewna bluzeczka na okładce nie odnosi się wprost proporcjonalnie do ciężaru tej lektury.

Bardzo lubię książki, w których ważna jest forma, narracja dominuje nad fabułą, pojawia się autotematyczność oraz intertekstualność, autor bawi się konwencją, kombinuje, puszcza oko do czytelnika... Cenię polską literaturę współczesną, eksperymenty literackie, z ochotą sięgam po publikacje nominowane do Nike tudzież innych nagród. Nie stronię od prozy ambitnej, trudnej, wymagającej od czytelnika uwagi i "złapania" zasad gry, jakie ustalił dany twórca. Wykazuję jednak wyraźną niekompatybilność z "Terminalem". 
Nie przyswajam maniery Bieńczyka, nie wchodzi mi jego fraza, nie nadążam za jego tokiem myśli i skojarzeń. Drażni mnie iście barokowe nagromadzenie metafor. Owszem, niektóre są ciekawe i zaskakujące, ale w takim natłoku giną w otchłani niepamięci, za dużo ich. Nie wczułam się w to wszystko. Zbyt duża dawka postmodernizmu chyba mi nie służy. Nie każdy jest wszak "zwolennikiem lektury uciążliwej" (s. 197)
Pod koniec znalazłam fragment doskonale ilustrujący charakter tej powieści:
" - Będziesz pisał? - rzuciła z uśmiechem.
- Nie wiem - odpowiedziałem w zadumie - recenzyjkę, tłumaczonko, podanie.
- Opowieść środkowoeuropejską? - uśmiechała się dalej.
- Nie wiem. Może - odpowiedziałem cichnąco.
- Wolna amerykanka, wszystko można, romans, esej, kicz rymowany i bez rymów, narracja na bieżąco, trzy po trzy i podstawianie luster, trochę byle jak, pół żartem, pół nudno?
- Nie wiem. Może - szepnąłem z rozpaczą."
(s. 222)
I taki właśnie jest "Terminal" -wszystko można, na bieżąco, trzy po trzy, pół na pół.
Czytać?
Nie wiem. Może.

14 komentarzy:

  1. A to mnie zmartwiłaś. Na półce mam "Książkę twarzy", kupiłam jakiś czas temu i też będzie - trochę byle jak, pół nudno, pół żartem? Muszę odkopać i zajrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, może "Książka..." będzie inna, bardziej strawna, albo po prostu Ci podejdzie styl Bieńczyka. Ja go zupełnie nie skreślam.
      Agnesto

      Usuń
  2. Aaaaa, podoba mi się okładka, ale powiadają, że nie człowiek zdobi majtki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka, czy bluzka, hihih ;-) Fakt, ładna, zwiewna... Jednak nie wszystko lekkie, co się świeci ;-)
      Agnesto

      Usuń
  3. Ciężko to mi się nawet zrobiło tylko po Twoje recenzji, książkę sobie odpuszczę, a z autorem to poczekam na Twoją opinię o "Książce twarzy", albo @monotemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moją opinię o "K.t." poczekasz bardzo długo, bo nie mam na półce, a w biblio póki co też nie mają.
      Pewnie, że jak nie czujesz potrzeby koniecznego poznania twórczości M. Bieńczyka, to nie ma co na siłę czytać. Tyle książek woła! ;-
      Agnesto

      Usuń
    2. http://udebulduzur.blogspot.com/2013/07/i-byo-losowanie.html
      zapraszam na wyniki :-)

      Usuń
    3. PS. Widziałam wyniki, super, dziękuję i czekam na swoją kolej.
      Agnesto

      Usuń
  4. Jak ten fragment odpowiada reszcie to ja dziękuję, nie przeczytam tej książki :) to już nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi o autotematyzm. Postaci rozmawiają o powieści, której są bohaterami. Te określenia, które padły, pasują do "Terminalu" jak ulał.
      Nie każdemu z postmodernistyczną literaturą po drodze.
      Agnesto

      Usuń
  5. Miałam książkę ostatnio w ręku w mojej pracowej biblio. To znaczy tuż pod noskiem, bo w magazynie na wyciągnięcie ręki. Wcześniejszy tytuł i ten najświeższy też. Nie wiedziałam, na którą się zdecydować. Przeczytałam fragment Terminalu i mi ochota odeszła. Pewnie gdybym nie miała innych opcji to bym się zaparła, jednak w obliczu takiego książkowego urodzaju rozejrzałam się za czymś innym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się zastanawiałam, czy Tobie by 'Terminal' pasował, teraz już wiem, że jednak niekoniecznie. Może kiedyś dam jeszcze szansę autorowi, ale bić się o jego książki nie będę.
      PS. Przytaszczyłam dziś z biblio "Zrób sobie raj" ;-D

      Usuń
    2. Ja teraz czytam książkę, która okazała się być dla mnie niespodzianką "Dom Małgorzaty" Ewy Kujawskiej. Że tematyka mnie wciągnie to wiedziałam wszak Ziemie Odzyskane to jest to! Ale, że to będzie tak dobrze napisane to się nie spodziewałam. Fajnie jest móc tak sobie sięgnąć po książkę i z nią wyjść nie wypożyczając hihi (nawet gdybym chciała to oficjalnie nie można nic pożyczyć, bo biblio na czas wakacji zamknięta, bo przeprowadzka trwa). W żadnej innej biblio nie byłam już od 3 miesięcy. Zasoby mojej pracowej mi starczą póki co. I czytam więcej swoich dzięki temu:)

      Usuń
    3. Znam "Dom Małgorzaty", czytałam już dawno temu. Poleciła tę książkę mojej siostrze promotorka na uczelni, nawet chyba pożyczyła jej o ile pamiętam. Świetna lektura, wymieniałam ją w różnych "the best" i "top ; "zaraziłam" nią Klaudię Maksę (blog "Co to ja dzisiaj miałam, Szuflada.net,). Cieszę się, że i Tobie tak bardzo przypadła do gustu.
      Szczygła podczytuję, fajna książka, ale za mało znam czeską kulturę, by w pełni skorzystać z treści.
      Do bibliotecznego "nałogu" wróciłam, bo codziennie przechodzę tuż obok.

      Usuń

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email