Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lutego 2012

Setka

Zapraszam do konkursu - wygrywajki u Prowincjonalnej Nauczycielki. Można wygrać powieść Jonasa Jonassona "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął". Temat konkursowej wypowiedzi to "moje setne urodziny". Forma dowolna, byle język poprawny.
 Tak mnie coś naszło i wymyśliłam, co następuje:

"Moje setne urodziny"

Wynurzę się spośród książek
Blada i sucha jak opłatek
Wykurzę kilka moli z szafy
Strzepnę z serwetki zbędny kurz
Podleję paproć i pelargonie
Setka? To dziś? To już?

Uśmiechnę się nad bombonierką
To już ostatnia czekoladka...
I rozwieję się jak dym
Nad filiżanką dobrej herbaty.



OZNAJMIAM WSZEM I WOBEC, IŻ JEST TO WIERSZ MOJEGO AUTORSTWA I NIE WYRAŻAM ZGODY  NA KOPIOWANIE I UżYWANIE BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY.


czwartek, 2 lutego 2012

Chwila zadumy

"Umrzeć - tego się nie robi kotu" - stwierdziła "staroświecka jak przecinek" Poetka i z właściwą swojej naturze przekorą- odeszła. Osierociła medal noblowski  i  zapalniczkę w kształcie okrętu. Już nie będzie kolacyjek z loteryjką ani nowych limeryków.  Płaczą  "Dwie małpy Breugla"  i smutkiem otuleni są "Ludzie na moście".
Chwila -Tutaj-Wystarczy.

"Życie, choćby i długie, zawsze będzie krótkie.
Zbyt krótkie, żeby do tego coś dodać."

***
"Niektórzy lubią poezję" i ja do tych się zaliczam. Wiersze Noblistki towarzyszą mi od dawna, pamiętam te ze szkolnych podręczników i aż się dziwię, jak sporo ich tam było, ale to dobrze. Z ciekawością zaglądałam do nowszych tomików, przepisałam nawet "Chwilę" do zeszytu. Nie będę powtarzać, jaka to poezja kunsztowna  w swej prostocie, mądra i uniwersalna, nie czas i miejsce na analizy i interpretacje. Powiem tylko, że bardzo lubię twórczość Wisławy Szymborskiej i nie mogę pojąć, że o Poetce od wczoraj mówi się w czasie przeszłym...
Żal, gdy wielcy odchodzą...
Na pocieszenie zostają ich utwory, w tym roku ukaże się ostatni, nieukończony tomik pt. "Wystarczy".
Czy to nam wystarczy....?

***
Wszystkim, którzy nie mieli jeszcze okazji, polecam obejrzeć film dokumentalny K. Kolendy - Zaleskiej "Chwilami życie bywa znośne".
Poetka była fantastyczną osobą, pełną energii i humoru, żyła tak jak pisała: bez patosu, nie na koturnach, spokojnie i pogodnie. Strzegła swojej prywatności, pielęgnowała przyjaźń. Skromna. Dyskretna. Pełna godności. Godna podziwu.

czwartek, 6 października 2011

Nobel, zakupy i zakręt

Wszyscy już zapewne wiedzą, że Literacka Nagroda Nobla przypadła w tym roku poecie. Cóż, że ze Szwecji? (Nie, nie, nic nie sugeruję, po prostu bardzo lubię ten trudny do wypowiedzenia zwrot.) Tomas Tranströmer - to nazwisko dziś często padało z radiowych głośników, widniało na paskach informacyjnych telewizji i w serwisach internetowych. Wiele osób na pewno szeroko otworzyło oczy, nadstawiło uszu, zebrało szczękę z podłogi i  zadało pytanie: Kto to jest? Jak to, nie wiecie, kto to??? Ja codziennie czytam czytam jego wiersze do poduszki! ;-)

Żartowałam. Też nie znam jegomościa, twórczości znaczy się, ale jego nazwisko gdzieś mi się obiło o uszy. Być może w kontekście Nobla dla Szymborskiej (ponoć wówczas był głównym kontrkandydatem). Sporo osób trzymało kciuki za Murakamiego,  ja też, choć  wcale nie obraziłabym się za polskiego laureata. Czy ten werdykt był słuszny? Dyskusję na ten temat zapoczątkowała koleżanka Futbolowa tutaj. A co ja o tym sądzę?
Ufam, że Akademia Szwedzka wie, co robi. To loża ekspertów. Oni decydują, komu przypadnie splendor i bagatela, 10 milionów koron szwedzkich. Czy byli lepsi kandydaci? Pojęcia "lepszy", "gorszy" - w kontekście literatury - są bardzo względne. Szczególnie nie można wykazać wyższości prozy nad poezją i odwrotnie. Poezja to raczej nie moja działka, w dodatku utworów Transtromera nie znam, nie mnie oceniać. Gratuluję szacownemu i sędziwemu Laureatowi. Spróbuję zerknąć chociaż na jego twórczość. Z ciekawości. Być może do mnie trafi, a może wcale. Kto wie, sprawdzę to. Nie sposób znać wszystkich twórców świata, dzięki Nagrodzie Nobla słyszymy o tym lub owym, wcześniej nam nie znanym. Tak odkryłam Doris Lessing, którą pokochałam i J. Le Clezio, który okazał się dla mnie niestrawny. Jak wiadomo, de gustibus non est disputandum. 
 Utwory T. Tranströmera możemy przeczytać na stronie poema.art.pl.
O Literackim Noblu 2011 posłuchamy dziś w "Trójce pod księżycem" , o północy. Zerknijcie tutaj.

*** 
"Pieniądze szczęścia  nie dają. Dopiero zakupy" - mawiała Marylin Monroe. Zgadzam się i dodam: zwłaszcza zakupy dla dziecka. Wyskoczyłam dziś na chwilę na miasto z zamiarem kupienia czegoś, na co się nie zdecydowałam w piątek. Taki był fajny smok(dinozaur?)z gryzakami, grzechotkami poprzyczepianymi do łapek. Oczywiście tego już nie było (po raz kolejny mam nauczkę, że jak coś fajnego i przystępnego, to trzeba brać od razu), ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Albowiem napatoczyło się śliczne odzienie dziecięce na zimę, kurteczka i ogrodniczki w kolorze koralowym. Do tego kilka pomniejszych drobiazgów, w tym bamboszki, które grzechoczą, jak dziecię nóżkami porusza. cud, miód i grzechotki! Szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko ;-)

***
W wyniku pewnego zakrętu losu moje najbliższe plany czytelnicze mogą ulec zmianie i niespodziewanie lektura wyczekiwanych "Szelmostw..."Llosy może przesunąć się w czasie. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Zresztą - okaże się w praniu.
Jutro idę do fryzjera. Sto lat już nie byłam, czas na zmiany. Trzymajcie kciuki, aby były pozytywne....

Tymczasem zanim zacznie się audycja o Nagrodzie Nobla na Trójce,
posłucham sobie "Bielszego odcienia bluesa" i "zamyślę się w zieleni", etap chyba już szósty ( razem ma być 10).... Zdecydowanie wolę konkursy o krótszym przebiegu.
Pa, pa!

Zakręty losu, Agnieszka Lingas- Łoniewska

Doszłam do wniosku, że to jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam, a już na pewno najlepsza na tle wysypu twórczości nowych polskich autorów, który ma miejsce od ładnych paru lat. Powieść wartka jak rzeka, pełna emocji, z wyrazistymi bohaterami, zmysłowa, trzymająca w napięciu  wywarła na mnie spore wrażenie.
W sprzyjających warunkach mogłabym ją przeczytać przez jedną noc. 

Na początku zdawało mi się, że to będzie typowa "młodzieżówka". Zaczęło się bowiem całkiem spokojnie od tego, że Kaśka, młoda koszykarka słynąca z ciętego języka, przeprowadza się wraz z ojcem do domu jego drugiej żony i musi odnaleźć się w nowej sytuacji, zmienić szkołę,  dogadać z przyszywaną siostrą. Spodziewałam się konfliktów rodzinnych, problemów w szkolnym środowisku, nieszczęśliwej miłości, perypetii związanych z dorastaniem. Domyśliłam się, że spotkany w parku przez przypadek Krzysiek będzie ważną osobą w życiu dziewczyny. Nie przewidziałam jednak, że aż tak mocno będą "zawirowane" ich losy. Tytułowe "zakręty" to wręcz ostre wiraże i  niebezpieczne górskie serpentyny.

Nie przybliżę fabuły, bo sama nie lubię streszczeń, które odzierają czytelnika z przyjemności odkrywania wydarzeń na kolejnych stronach  i pozbawiają efektu zaskoczenia. Wolę, gdy losy bohaterów pozostają tajemnicą, dopóki sama jej nie zgłębię z wypiekami na twarzy. Zatem nie będę wyjawiać szczegółów treści, tylko powiem, co w powieści można odnaleźć. Mianowicie: wielką miłość i wielką tragedię, rozterki i dylematy, rozpacz i namiętność, determinację, zagmatwane sytuacje, uwikłanych bohaterów, lawinę zdarzeń, paletę emocji, szczyptę humoru, porcję przerażenia, lęku, wzruszenie i współczucie. Ponadto wiele znaków zapytania.

Podczas lektury zastanawiałam się, jak  często bywa tak, że kierując się pochopnymi - niekiedy fałszywymi -  przeświadczeniami, mylnie przewidujemy reakcje innych, z góry je zakładamy, nie dając komuś szans na wykazanie się. Niejako decydujemy za kogoś, wmawiamy sobie, co ktoś o nas pomyśli, jak osądzi, co zrobi. Tak postąpiła Kasia skazując siebie i Krzyśka na 13 lat samotności.  Myślałam też nad tym, że wiele osób ma skłonności, by obwiniać siebie za całe zło świata, oskarżać się o coś, do czego może i pośrednio się przyczyniły, ale zasadniczo nie miały na to wpływu... Są nastawieni na tryb "a gdyby. to.." - "gdybym do niego nie zadzwoniła ... to on by nie powiedział...a wtedy ona by nie...." - taki łańcuszek zdarzeń. Tymczasem trudno stwierdzić, czy gdybyśmy się przenieśli w przeszłość i zmienili jakąś decyzję, cofnęli czyn, to czy zmienilibyśmy losy świata.... (Znacie efekt motyla, prawda?) 
Kolejna kwestia do refleksji: gdzie jest granica, na ile jesteśmy odpowiedzialni za wybory i czyny naszych bliskich, czy musimy pić piwo, którego oni nawarzyli? Krzysiek dźwiga brzemię win swojego brata. Kaśka nie chce, by sprawy dotyczące jej przyszywanej siostry wpływały na  jej własne życie i związek, walczy o niezależność, jednak los przewrotnie nie pozwala jej się od tego odciąć. Rusza łańcuszek zdarzeń, a bohaterka sama obarcza się odpowiedzialnością.

Powieść składa się z dwóch części. W pierwszej poznajemy bohaterów w czasach licealnych, niejako wstępujących na kręte ścieżki życia, w drugiej- trzynaście lat później powracają jako dorośli już twardo stąpający po ziemi ku wytyczonym celom, ich ścieżki splatają się i wiją w niebezpiecznych zakosach. 
Ciekawe uzupełnienie stanowi "playlista"-spis utworów jak tło do poszczególnych rozdziałów. Czytanie przy tej muzyce byłoby z pewnością niesamowitym doświadczeniem,  jak tak nie słuchałam, a szkoda.

"Zakręty losu" zakręciły mną totalnie. Czekam z niepokojem na dalsze części zapowiedzianej trylogii, szczególnie na opowieść o Łukaszu/Lukasie. Tacy bohaterowie chyba fascynują najbardziej, bo niby taki szwarccharakter, drań, ale... no własnie, co tak naprawdę w nim tkwi?

 Kto jeszcze nie czytał, polecam!
Autorce gratuluję i życzę dalszej weny twórczej!

PS. Ostrzeżenie dla zbyt "konserwatywnych" czytelników: tu nie ma przemilczeń w pewnych scenach. Autorka jednak udowadnia, że można je subtelnie i zmysłowo przedstawić.


poniedziałek, 28 marca 2011

Goniąc króliczka na końcu tęczy, czyli wiosenne niespodzianki

Wiosna coraz bardziej pokazuje swoje pazurki- w postaci maleńkich szafirków tuż przy ziemi wypuszczających swe pączki i nieśmiało wyglądających z listków pierwiosnków. Słoneczne promyki głaskają nas po nosach, a ptasie ćwierkanie miłą nutką wpada nam w uszy. 
Na osiedlu wre praca przy ocieplaniu bloków - wrażenia akustyczne zapewnione, no ale nie sposób nie otworzyć okna.
Wczoraj spotkała mnie niespodzianka - wygrałam zestaw szklanek w konkursie kulinarnym. Szczegóły TUTAJ
Natomiast na portalu, gdzie można oddać i przygarnąć niepotrzebne rzeczy, zdobyłam "Lamparta" G. Lampedusy. Zawsze chciałam to przeczytać, ale nigdy jakoś nie miałam okazji, teraz mi się trafiła, i to tylko za cenę przesyłki, czyli naprawdę drobiazg, bo listem zwykłym
A teraz o tych króliczkach i tęczy....
"Gonić króliczka" M. Zaczyńskiej. 
 Niby schemat: on ją porzuca, ona rozpacza, potem wpada w tarapaty, pojawia się książę na białym koniu, a do happy endu prowadzi kręta droga. Można jednak ten schemat fajnie zrealizować i to właśnie zrobiła Zaczyńska. Czytając tę powieść naprawdę dobrze się bawiłam.
Polubiłam Jagodę, młodą pisarkę, która - jak to bywa w powieściach "kobiecych" - ma problemy z mężczyznami, uczuciami... Pozostawiona przez  partnera, traci chęć do życia,  ciągle otacza ją atmosfera skandalu ( choć często prasowe rewelacje nijak mają się do rzeczywistości), przypadkiem ląduje na zjeździe  anarchofeministek i niechcący staje się ikoną tego zgromadzenia. Poznaje prawdziwego hrabiego( na białym rumaku, dosłownie!), który byłby ideałem, gdyby nie był... kłamcą.Cichcem wzdycha do niej poczciwy pracownik wydawnictwa, a wraz z dziennikarskim sępem powraca "narzeczony". Do kompletu mamy starszą panią na hulajnodze, arabskiego szejka, demoniczną matkę - miłośniczkę polowań na safari, angielskiego lokaja i jeszcze kilka równie barwnych postaci. Do końca nie wiadomo, kto kogo goni, a kogo w końcu złapie - tak powiem w nawiązaniu do tytułowego króliczka. 
Bardzo przyjemna, zabawna książka.

"Na końcu tęczy" C. Ahern. 
Sięgając po tę książkę spodziewałam się lekkiego czytadła,  pisanego prostym językiem, takie też było, ale... mogło być krótsze. Niemal 50lat z życia bohaterów ujęte w postaci maili, listów, smsów i zapisów rozmów na komunikatorze internetowym to trochę za dużo.  Śmiałam się, że to taki współczesny odpowiednik powieści epistolograficznej. Oprócz korespondencji między głównymi protagonistami Rosie i Alexem ( przyjaciele z dzieciństwa, którzy czasem są jak "żuraw i czapla", sami nie wiedzą, co do siebie czują), mamy zapis ich kontaktów z innymi postaciami np. siostrą, matką, przyjaciółką, bratem, córką itp, jak również tychże osób między sobą. Na końcu jest taka scena, w której Rosie siedzi nad stertami wydruków, które czytała całą noc (niby to, co czytelnik właśnie przeczytał). Niewiarygodne jest dla mnie, że zbierała zapisy maili i rozmów internetowych przez całe życie (no kto prowadzi takie archiwum....), a tym bardziej, że wśród tych wydruków są też np. listy innych bohaterów między sobą, np. rozmowy Alexa z bratem, czy listy do niego od Katie...
Takie sobie czytadło, są o wiele lepsze.

"Maria i Magdalena"M. Samozwaniec - przepyszna lektura! Klimat krakowskiej bohemy, satyryczne spojrzenie młodszej Kossakówny, niesamowita i mało znana postać Lilki, czyli Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej. Dwa urocze tomiki nietypowej biografii, cudne postaci, smakowite zdania. Książka z typu tych, do których się chętnie powraca - co pewnie uczynię kiedyś. Tymczasem polecam!

Z bibliotecznych zapasów została mi już jeno "Plebejka", czas napocząć własną książkową spiżarnię.





czwartek, 28 października 2010

Magia czyrzewistości

Wczoraj w bibliotece wpadła mi w szpony pewna książka w twardej różowej okładce. Nie, nie, bez obaw, żaden harlequin! To właściwie pozycja z literatury  dziecięco-młodzieżowej, ale z gatunku tych uniwersalnych. Powieść w listach. Elementarz dla początkującego bibliofila i bibliotekoznawcy. Opowieść z dreszczykiem i humorem. Norweska proza. Czy ktoś już zgadł?
To "Magiczna biblioteka Bibbi Bokken" pióra Josteina Gaardnera (tak, tego od "Świata Zofii") i  Klausa Hagerupa. Kuzyni Berit i Nils- dwójka inteligentnych pomysłowych nastolatków- piszą do siebie listy w książce-pamiętniku, którą przesyłają  pocztą. Nie tylko dzielą się ze sobą nawzajem sprawami życia codziennego, szkolnego, ale przede wszystkim, niczym spółka detektywistyczna, rozwiązują zagadkę pewnej tajemniczej kobiety. Przypadkiem przeczytany list staje się zawiązkiem lawiny zdarzeń. Dzieciaki prowadzą śledztwo dotyczące tytułowej magicznej biblioteki i książek napisanych w przyszłości, a już wydanych! Poznają, kim był niejaki Dewey  i co to jest inkunabuł.  Gaardner i Hagerup sprytnie przemycili wiele treści poznawczych w pasjonującej fabule. Przygoda, tajemnica, sensacja, humor i ....intertekstulaność!
Lektura obowiązkowa dla wszystkich moli książkowo- bibliotecznych!

środa, 20 października 2010

Jak żyć?

Nawet w najmądrzejszych księgach ani w najlepszych poradnikach nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie i na próżno będziemy pytać mędrców o receptę. Trzeba samemu przemyśleć tę kwestię, oto kilka moich refleksji.

Jest takie powiedzenie: „Tak żyj, aby nikt przez ciebie nie płakał”. Zawiera ono pewną ważną wskazówkę: postępuj tak, aby innym nie sprawiać przykrości, nie przysparzać kłopotów i nie zadawać bólu. Niekiedy realizowanie tego pięknego przykazania nie udaje się, ale warto się starać i mieć zawsze w pamięci słowa Antoniego Słonimskiego „Jeżeli nie wiesz, człowieku, jak postąpić- na wszelki wypadek postąp uczciwie”.

„Życie powinno być odręczne, autentyczne – żadną fotokopią z cudzych marzeń” (Manuela Gretkowska). Od nas zależy, czym wypełnimy karty naszego życia. Nie powinniśmy żyć pod czyjeś dyktando, czy zgodnie z „obowiązującą” modą ślepo naśladować innych, ulegać owczemu pędowi, ani realizować cudzych planów. Często rodzice wybierają swojemu dziecku szkołę, kierują je na określone studia, aby według ich oczekiwań zostało lekarzem/ prawnikiem/ inżynierem/… nie licząc się z indywidualnymi pragnieniami i pasjami swej latorośli, która być może wolałaby zostać grafikiem komputerowym, albo fryzjerem. Spełnienie można znaleźć w każdym zawodzie, w każdej pracy, o ile nie jest ona nam narzucona, o ile wykonujemy ją z sercem i entuzjazmem.

Ważne jest, aby być sobą, szukać własnych ścieżek, nie przejmować się zbytnio „tym,co ludzie powiedzą”, przecież nie żyjemy na pokaz, ani dla innych, ale „na własne konto”.
Niedawno rozmawiałam z koleżanką z licealnych czasów - skończyła popularny kilka lat temu kierunek Zarządzanie i Marketing i doszła do wniosku, że właściwie to ją interesuje psychologia. Zamiast jak większość osób „robić karierę” i zakładać rodzinę podjęła kolejne studia, a po nich zamierza wyjechać do Hiszpanii i tam spróbować żyć z dala od „wyścigu szczurów”. Jest zadowolona ze swoich decyzji, czuje się szczęśliwa, gdyż kroczy własną drogą. Warto, tak jak ona, zastanowić się, jaki kształt nadać naszemu życiu, bo przecież mamy je tylko jedno.

Ważnym momentem w moim życiu, może nie „punktem zwrotnym”, ale „przystankiem”, który skłonił mnie do głębokiej refleksji, było zdarzenie sprzed dwóch lat. Dotarła do mnie wiadomość, że zmarł nagle brat mojej bliskiej koleżanki. Student, pełen energii i pogody ducha, radosny i dobry młody człowiek Nękała go padaczka. Dzielnie się z nią zmagał, niestety… przegrał jedną walkę, a tym samym całą bitwę. To tragiczne zdarzenie spowodowało, że nasze grono przyjaciół i znajomych z czasów studiów, obecnie rozproszone po kraju, zacieśniło swe więzy i umocniło kontakty. Zjednoczyliśmy się w żalu po zmarłym koledze, we wsparciu duchowym dla jego siostry i rodziny. Uświadomiliśmy sobie wszyscy, że ważna jest każda chwila, jaką spędzamy razem, każdy sms z banalnym, „co słychać”, każda kartka z urodzinowymi życzeniami, każde słowo i gest. Mimo natłoku spraw i codziennego zabiegania pamiętamy o sobie i cieszymy się tym, że mamy siebie nawzajem i możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji. Życie jest kruche i trzeba dobrze wykorzystać dany nam czas, a nikt z nas nie wie, ile ma tego czasu....

Chciałabym jeszcze przywołać kilka fragmentów z „Dezyderaty”, poematu Maksa Ehrmanna z 1927 roku, zawierającego wskazówki na temat dobrego życia. One mówią same za siebie.
Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy.
O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść. (…)
Niech twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości.
Wykonaj swą pracę z sercem - jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz
w zmiennych kolejach losu. (…)
Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia.
Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.(…)
Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu.(…)
Bądź pogodny. Dąż do szczęścia.”

Powyższy tekst  był opublikowany w Tygodniku Koneckim- jako praca konkursowa w konkursie pt. "Jak żyć"

środa, 13 października 2010

1, 2, 3 ...próba mikrofonu...

Najtrudniejszy pierwszy krok... Mam go już na szczęście za sobą. Założyłam blog.  Przede mną sprawdzian z wytrwałości i systematyczności w pisaniu. Na codzienne wpisy liczyć nie można, ale nie powinno być też pustek zionących ciszą w sieci.
O czym będzie? O wszystkim po trochu. Refleksje, wrażenia, recenzje książek.... Co mi w duszy zagra.
Raz, dwa, raz, dwa próba mikrofonu. Halo, odbiór!

Moja lista blogów