Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczno-obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczno-obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 kwietnia 2022

“Smutek i rozkosz” Meg Mason

 W sumie to powieść na jedno popołudnie, napisana lekkim piórem, wciągająca, wzruszająca, emocjonalna, jednocześnie smutna i zabawna. Spędziłam nad nią jednak z przyczyn losowych dość dużo czasu i bardzo przywiązałam się do głównej bohaterki – to specyficzna osóbka o trudnym charakterze i skomplikowanej sytuacji życiowej. Trzymałam za nią kciuki.

 

                                                        Wydawnictwo Znak Literanova

 

Trzecia z kolei, ale pierwsza wydana na polskim rynku, powieść pochodzącej z Nowej Zelandii dziennikarki Meg Mason zebrała sporo pochwał. Polecają ją m.in. Ann Patchett, Gillian Anderson, Karolina Sulej. Czy jednak nie na wyrost?
“To jest opowieść o Marcie. Ale mogłaby być o każdym z nas” – głosi okładkowy blurb. Po lekturze mogę stwierdzić, że może nie tak do końca “o każdym”, ale o wielu, wielu z nas. Zresztą, nie tylko w Marcie możemy się przeglądać. A nuż znajdziemy podobieństwo do innych postaci albo zobaczymy sceny bliskie tym z naszego życia? Niewykluczone, wręcz bardzo prawdopodobne. I wcale nie trzeba aż tak bardzo przekrzywiać zwierciadła.

Smutek i rozkosz to napisana w pierwszej osobie historia życia Marthy Russel-Friel, z którą zawsze było “coś nie tak”: taka “dziwna”, trudna,  nadwrażliwa,  niemiła,płaczliwa, miała napady lęku, wycofania, emocjonalnej niestabilności. Leczyła się. Długo jednak trwało, zanim została prawidłowo zdiagnozowana. Rodzina, swoją drogą nieco ekscentryczna i oczywiście nieidealna, traktowała ją dość pobłażliwie. Nie układało jej się najlepiej. Pierwsze małżeństwo okazało się niewypałem. Drugie – choć małżonek wydawał się ideałem, nie obyło się bez problemów. Po imprezie z okazji 40. urodzin, Martha i Patrick rozstali się, ale sprawa nie jest przesądzona – czy dwoje ludzi, którzy zrujnowali sobie życie, może być razem? Czy w końcu będą żyć “normalnie”?

Oprócz głównego wątku Marthy cierpiącej na nienazwaną formalnie (ukrytą pod dwoma myślnikami) chorobę, mamy szereg ciekawych postaci. Oto troskliwy ojciec będący niespełnionym poetą,  oderwana od rzeczywistości i nie stroniąca od alkoholu matka rzeźbiarka, siostra Ingrid – “Matka Polka” i mistrzyni ciętych uwag, organizująca rodzinne święta ciotka Winsome, borykający się z nałogiem kuzyn Nicolas, bon vivant Jonathan,  czy uroczy pan Peregrine, który obdarzył Marthę szczerą przyjaźnią i pomocą. Każde z nich inaczej podchodzi do “problemu Marthy” i ma swój istotny udział w całej historii. Ogólnie wszystkie postaci są specyficzne, ale sympatyczne, no może z wyjątkiem Jonathana, którego Ingrid określiła w dosadny sposób.

To opowieść o rodzinie, miłości i chorobie psychicznej, a także o doświadczaniu i niedoświadczaniu macierzyństwa. O skomplikowanych relacjach, manipulacjach, pułapkach wzajemnego traktowania się. O niedopasowaniu. O tym, jak trudno jest funkcjonować zarówno osobie chorej jak i jej bliskim. O szufladkach i stereotypach. O skutkach niewłaściwej i właściwej diagnozy. O tym, jak łatwo jest uciec w wygodny stan bierności i jak ważna jest szczerość.  O skrywanych pragnieniach spychanych  przez sztuczne poczucie konieczności.

Mamy też motyw autotematyczny – bohaterka spisała swoje przejścia w dzienniku, zdaniem Patricka “wyszła z tego całkiem niezła historia”, którą ktoś powinien sfilmować”. Tak się składa, że  na podstawie “Smutku i rozkoszy” ma powstać film. Chętnie bym go obejrzała, choć mam wiele obaw. To spore wyzwanie dla twórców, by oddać to, co w tej powieści najważniejsze i nie zgubić jej słodko-gorzkiej nuty.

Autorka obdarzyła Marthę inteligencją, poczuciem humoru, dystansem do siebie, a także odwagą do bycia inną, bowiem nie wszystkie zachowania można zrzucić na karb choroby. Martha opowiada w zabawny sposób o tym, co wcale wesołe nie jest, lecz chyba niezbędny jest taki “wentyl bezpieczeństwa”, by  do końca nie dać się wszechogarniającej beznadziei.
Dla mnie ta postać  jest w pewnym stopniu skrzyżowaniem Bridget Jones z Amelią ze słynnego francuskiego filmu.  To nie jest jednak wierne podobieństwo, raczej przywołanie “ducha” tych postaci i ogólnego klimatu. Podzielam również zdanie, że to powieść odpowiednia dla fanów twórczości Sarah Rooney. Zdecydowanie coś w tym jest!

Atutami powieści są niewątpliwie ironia i humor w angielskim stylu. Bez nich ciężko byłoby “strawić” przypadek bohaterki i cała historia wiele by straciła. Umiejętnie balansując między powagą a śmiechem, udało się Meg Mason wyjść poza ramy komedii romantycznej i powieści psychologicznej oraz zapewnić czytelnikom doskonałą rozrywkę z mądrym przesłaniem. To świetne “czytadło”  w dobrym tego słowa znaczeniu, takie z “wyższej półki”. Niby lekkie, a swój ładunek ma. Niesie nadzieję.

Dodatkowo  chciałabym pochwalić okładkę za wyrazisty minimalizm i kolorystykę.
Z przyjemnością przeczytałabym inne powieści Meg Mason, tymczasem polecam  “Smutek i rozkosz” Waszej uwadze. Mam nadzieję, że zachwyci Was podobnie jak mnie.

 http://zycieipasje.net/2022/04/szpieg-w-ksiegarni-smutek-i-rozkosz-meg-mason-recenzja-premierowa/

sobota, 22 maja 2021

“Niestandardowi” Michał Paweł Urbaniak

Debiutancką “Listą nieobecności” autor sam sobie postawił wysoko poprzeczkę. Druga powieść Michała Pawła Urbaniaka nie odstaje poziomem od pierwszej. Pozostaje tylko pytanie, czy już zawsze jego domeną będzie trudna tematyka związana z innością, niestandardowością, tolerancją i jej brakiem, różnymi odcieniami miłości, nienawiścią, śmiercią? Czy zawsze będzie to proza gęsta, mroczna i mocna? Czytelnicy chyba nie mają nic przeciwko temu. Zwłaszcza, że “Niestandardowi” poruszają wiele bardzo ważnych kwestii i zapadają w pamięć.
(...)
“Niestandardowi” to pełna emocji powieść o wielkich nadziejach i wielkich rozczarowaniach, o zmianach, niekoniecznie na dobre. O zwykłych ludziach.. ich problemach, konfliktach  i tragicznych sytuacjach.
To książka, o której chce się dyskutować. To poruszająca, bardzo prawdziwa, życiowa historia, wymagająca od odbiorcy uważności, wrażliwości, może nawet zmiany postrzegania pewnych spraw, docenienia codzienności i znalezienia sensu życia nie opartego na opinii innych.  Nie jest to lekka powieść, która podnosi na duchu, przeciwnie – przytłacza i zasmuca. Wnioski i refleksje z tej lektury mogą jednak okazać się budujące.

Cała moja recenzja:
 http://zycieipasje.net/2021/05/szpieg-w-ksiegarni-niestandardowi-michal-pawel-urbaniak-recenzja/

niedziela, 21 lutego 2021

"W kamiennym kręgu" Lygia Fagundes Telles

 

Wydawnictwo Literackie, 1990 r.

Kiedy serial o tym tytule był emitowany w telewizji, miałam 6-7 lat i oczywiście go nie oglądałam, nie byłam nawet nim zainteresowana, ale pamiętam jak zaczynał się się w niedzielne popołudnie, po obiedzie. Pamiętam z czołówki kamienne posągi wokół fontanny, kojarzyłam, że były tam 3 siostry Wirginia, Oktawia, Bruna i mecenas Prado. Coś jednak mi utkwiło w głowie i parę lat temu, z ciekawości, kupiłam w antykwariacie książkę"W kamiennym kręgu". Teraz zmotywowałam się, by w końcu przeczytać - bo w styczniu i lutym w Book -Trotterze obowiązywała literatura brazylijska. 
Ponoć serial i powieść wykazują znaczne rozbieżności, to taka dość luźna adaptacja, w której nie tylko zmieniono imiona bohaterów, ale i wątki. Nie mogę na ten temat zbyt wiele powiedzieć, bo znam tylko książkowy pierwowzór.

Akcja dzieje się w pierwszej połowie XX w. w Brazylii.Główną bohaterką jest Wirginia, która mieszka z  chorą ( także psychicznie) matką, wujem Danielem i służącą Lucianą. Dla własnego dobra musi jednak przeprowadzić się do bogatego ojca i sióstr, które dotąd tylko odwiedzała. Bruna jest surową,  zasadniczą głosicielką Biblii, Oktawia to artystyczna dusza.  Dziewczynka żyjąca złudzeniami, marzeniami spotyka się z obojętnością, oschłością krewnych, i ostracyzmem znajomych, którzy nie traktują jej poważnie. Jest nieszczęśliwa, zagubiona, czuje się nieakceptowana, trzyma się na uboczu.  Dowiaduje się o tragicznej śmierci bliskich i wkrótce poznaje rodzinne tajemnice...

W drugiej części Wirginia wraca ze szkoły z internatem (to był jej wybór). Wkracza w krąg towarzyski z zupełnie inną pozycją. Spotyka się z adoracją ze strony Afonsa (obecnie męża Bruny) Letycji (!) - siostry Konrada (w którym się kocha od dawna, ale myśli, że on jest z Oktawią) a także Rogeria - sąsiada Letycji. Okazuje się, że te miłosne układy są jeszcze bardziej skomplikowane...
 W końcu Wirginia podejmuje decyzję o podróży...

Kamienny krąg to nie tylko symboliczne figury krasnali przy fontannie. To także, a właściwie przede wszystkim krąg egoizmu, obłudy, bezduszności, kłamstw i zdrad, w którym żyją bohaterowie.
Żal dobrodusznej, zagubionej Wirginii i umierającej w osamotnieniu Frau Herty ( nauczycielki i opiekunki panien), może jeszcze trochę filozofującego Konrada. Reszta jest sama siebie warta.
|
Powieść nie jest wybitna,  czy porywająca, ale czytałam z przyjemnością i zaciekawieniem, naprawdę  przejęłam się losem Wirginii.


Książka wpasowała się do lutowej kategorii Trójki E- pik:

Kontynentalna przygoda

 Realizujemy postanowienia noworoczne 

Książka na luty, krótkie ma buty

niedziela, 31 stycznia 2021

"Sekret mojego męża" Liane Moriarty

 

W powieści australijskiej pisarki w intrygujący sposób splatają się trzy wątki skoncentrowane wokół postaci Cecilii, Tess i Rachel. To  opowieść o stracie, zdradzie, zbrodni, odpowiedzialności, poczuciu winy… i nie tylko. Ważny jest w niej motyw muru berlińskiego, a akcja rozgrywa się przed Wielkanocą. Nie dziwię się, że Liane Moriarty nazywana jest mistrzynią prozy psychologicznej.

Wyobraź sobie, że znajdujesz list, zaadresowany do ciebie, z adnotacją, że masz go otworzyć po śmierci nadawcy. Tymczasem ten nadawca, twój mąż tudzież inna bliska osoba, żyje i ma się świetnie. Co zwycięży: ciekawość czy lojalność?
Z takim dylematem zmierzyła się Cecilia, na co dzień perfekcyjnie zorganizowana żona, matka i pani domu, konsultantka znanej branży pojemników na żywność, aktywna w radzie szkolnej. Czy otworzyła “puszkę Pandory”? Co położyła na szali sprawiedliwości?
Wyobraź sobie, że dwoje bliskich ci osób oznajmia ci coś, co sprawia, że twoje dotychczasowe życie i zaufanie do nich legło w gruzach? Co zrobisz? Tess zabrała syna i przeniosła się do matki, która akurat potrzebowała opieki po wypadku – to jednak przecież tylko tymczasowe i w sumie żadne rozwiązanie, trzeba podjąć konkretne decyzje. Wtedy jednak pojawia się ważna osoba z dawnych czasów i nowa perspektywa.
Jeszcze jedna sytuacja –  twoja najbliższa rodzina (dzieci i wnuki) wyjeżdżają za ocean, zostawiając cię z samotnością, wspomnieniami, rozważaniami – co by  było, gdyby.. Jak się w tym odnajdziesz? Rachel ma naprawdę ciężki orzech do zgryzienia: nigdy nie odetnie się od przeszłości, nie spocznie, póki morderca jej córki nie poniesie kary.
Tymczasem niezbadane są ścieżki losu…
(...)

Całość mojej recenzji:


http://zycieipasje.net/2021/01/szpieg-w-ksiegarni-sekret-mojego-meza-liane-moriarty-recenzja-przedpremierowa/

poniedziałek, 4 maja 2020

"Malowany welon" Wiliam Somerset Maugham


W  kwietniowej edycji "Book-Trottera"  obowiązywała literatura brytyjska. Sięgnęłam po leżący od dawna na półce "Malowany welon" W. S. Maughama, już nie pamiętam, dlaczego kupiłam tę książkę i nie wiem, czemu tak długo czekała. Może spodziewałam się typowego romansidła?A tu jednak niespodzianka: to raczej dramat obyczajowo-psychologiczny; romans, ale bez happy endu, za to z refleksją o konsekwencjach wyborów i czynów.  Smutna opowieść o relacjach damsko-męskich, o miłości i jej braku, o zdradzie i jej konsekwencjach, o desperacji i determinacji, o pragnieniach i rozczarowaniach, straconych złudzeniach, o ludzkich charakterach... O nabraniu życiowej mądrości, dojrzałości  i duchowej przemianie (wiem, że to brzmi górnolotnie i niezbyt zachęcająco, ale powieść  nie jest w moim odczuciu "natchniona" i moralizatorska).

Akcja toczy się w latach 20.XX w. w Chinach, w angielskiej kolonii, miasteczku Tching-Yen, następnie  w opanowanym epidemią cholery Mei- Tan Fu (retrospekcja obejmuje wcześniejsze czasy w Londynie, w finale również mamy powrót do Anglii).
Główni bohaterowie to młode małżeństwo: piękna i próżna Kitty,  nieśmiały i ponury z usposobienia Walter - lekarz bakteriolog. On zakochany po uszy, ona - wyszła za niego nie tyle z rozsądku, ile ze strachu by nie zostać starą panną i nie dać się wyprzedzić w zamążpójściu młodszej siostrze (ech, te konwenanse...). Para nie jest szczęśliwa. Kitty romansuje z Charlesem, starszym od niej wysokiej rangi urzędnikiem.  Gdy zdrada wychodzi na jaw, Walter stawia żonie ultimatum.... Skandal wisi w powietrzu. Wyjazd do Mei-Tan- Fu miał być szansą...
Czy Walter wybaczył Kitty? Czy związała się z Charlesem?  Jaki wpływ na młodą Angielkę miało przebywanie w zagrożonym chorobą rejonie i praca w klasztorze? Kto zapłacił największą cenę?
To smutna historia, ale z niosącym nadzieję finałem.

Pod czas lektury nasuwa się wiele pytań, każda z sytuacji wymaga "rozpatrzenia" racji z kilku stron, z perspektywy różnych osób i okoliczności. Nie da się pochopnie oceniać, trzeba dokłądnie przemyśleć uczucia, motywacje, czyny postaci. Na zachowanie Kitty  na pewno miało wpływ jej wychowanie i rodzinne relacje, a tych nie zaliczymy do idealnych. Owszem, była irytująca, naiwna, ślepa na pewne sprawy, egoistyczna. Nie chodzi o to by ją usprawiedliwiać, ale spróbować zrozumieć. Nie można jej potępić, zwłaszcza, że w końcu nabrała rozumu, tylko drogo opłaciła tę życiową lekcję.

Mottem powieści są słowa w wiersza P. Shelleya - "malowana zasłona, którą żyjący życiem zwą" - łatwo ten cytat odnieść do opadania zasłon kolejnych pozorów i złudzeń, odkrywania prawdy o sobie, innych ludziach, o uczuciach i charakterach... Kitty zerwała zasłonę, zrozumiała życiowe błędy. Jej losy nie są dobrym wzorem, ale dającym do myślenia przykładem.
"Malowany welon" świetnie nadawałby się do dyskutowania w klubie czytelniczym.

Powieść w tłumaczeniu Franciszki Arnsztajnowej ma swój nieco staroświecki urok, ale są "mielizny" - niekonsekwentnie tłumaczone imiona, lepiej w tytule pasowałąby "zasłona" niż "welon" ( choć z drugiej strony to słowo od razu kieruje skojarzenia ku małżeńskiej tematyce utworu);
wiele zdań mogłoby mieć zgrabniejsze brzmienie, przydałby się współczesny przekład.

Nie oglądałam filmu ( jest parę adaptacji), ale podobno różni się od powieści przedstawieniem wątku i zakończeniem. Chyba nie chcę oglądać. Ogólnie jestem zadowolona z lektury.


środa, 29 kwietnia 2020

"Przez" Zośka Papużanka


Dawno już na nic tak się nie cieszyłam jak na nową książkę Zośki Papużanki,  której debiutancka “Szopka” zachwyciła mnie i zaintrygowała. Nie wiem czemu, ale nie czytałam późniejszej powieści “On” ani zbioru opowiadań “Świat dla ciebie zrobiłem”. Mea culpa, nadrobię. Na premierę “Przez” czekałam jak kania dżdżu. I już mam za sobą tę piękną, dziwną i subtelną prozę. Tylko teraz problem, jak ująć w słowa ulotne wrażenia z tej trudnej do określenia, ale  niezwykłej i satysfakcjonującej lektury…

Zacznijmy od tytułu, który jest dość intrygujący i jak się okazuje – w kontekście treści może mieć wiele znaczeń.  Rzadko się zdarza, by sam przyimek był tytułem, prawdę mówiąc po raz pierwszy się spotykam z takim przypadkiem.
“Przez” – patrzeć przez palce, przez różowe okulary, przez okno, przez lupę, mikroskop, obiektyw aparatu… Każdy sposób przynosi inną perspektywę patrzenia.
“Przez” również można odnieść do upływu czasu – przez pięć minut, przez tydzień, przez chwilę czy pięć lat…
Przez ciebie, przeze mnie – przyczyna i skutek, oskarżenie, czyjaś wina, jak wina to i kara….
Przez Papużankę mamy się nad czym zastanawiać.

Ciąg dalszy pod linkiem:


http://zycieipasje.net/2020/04/29/szpieg-w-ksiegarni-przez-zoska-papuzanka/

sobota, 4 sierpnia 2018

"Milion smutnych atomów" J. Wochlik


Tym razem to okładka sprawiła, że zapałałam ochotą do przeczytania tej książki. Gdyby widniały na niej twarze lub dłonie, nawet nie zwróciłabym na nią uwagi. Tymczasem te trzy pomarańcze nie tylko „wpadły mi w oko”, ale i od razu przywiodły na myśl skojarzenie – z baśnią Carla Gozziego, a także z operą Prokofjewa pt. Miłość do trzech pomarańczy. O ile dobrze pamiętam, chorego księcia mógł uleczyć tylko szczery śmiech, a w tytułowych owocach ukryte były zaklęte księżniczki…
( cała recenzja:
http://zycieipasje.net/2018/07/18/milion-smutnych-atomow-jagoda-wochlik-recenzja/)

środa, 9 maja 2018

"Wieża z piasku" Agata Marzec


Do debiutów raczej podchodzę z dystansem. Ta powieść okazała się prawdziwym zaskoczeniem. Ambitna, psychologiczno-obyczajowa. Ciężka tematyka.  Długo ją czytałam, z przerwami. Warto. Trzeba tylko mieć dobry czas na taką literaturę.
Teraz potrzebuję lekkiej odskoczni.

Recenzja:
http://zycieipasje.net/2018/05/09/wieza-z-piasku-agata-marzec-recenzja/

niedziela, 23 kwietnia 2017

"Życie motyli" Katrzyna Ryrych

Gdybym napisała, że bohaterka tej powieści po rozwodzie, z nadwagą, z debetem na koncie wyjeżdża na prowincję, by tam rozpocząć nowe życie, nie zdziwiłabym się, gdyby większość czytelników ostentacyjnie ziewnęła. Nudy. Ileż można o tym samym, czy te pisarki nie mają litości?

I tu Was zaskoczę, bo Katarzyna Ryrych – autorka kilkunastu książek dla młodzieży i dorosłych, laureatka Konkursu Literackiego im. Astrid Lindgren, miłośniczka zwierząt, podróży, która wśród swych pasji ma także malowanie oraz grę na fortepianie i wiolonczeli – nie napisała kolejnej, przyjemnej acz banalnej historyjki z oklepanym motywem. Spod jej pióra wyszła powieść wyłamująca się z popularnego nurtu tzw. „literatury kobiecej”, w akurat tej obyczajowej fabule nie znajdziemy romansowego wątku ani happy endu. Nie będziemy się zachwycać malowniczym sielskim miasteczkiem, ani śmiać się do łez z perypetii i powiedzonek postaci (co nie znaczy, że brakuje humoru), nie czekają na nas zaskakujące zwroty akcji, niesamowite przygody, czy wielkie problemy społeczne. Czego w takim razie może się spodziewać czytelnik, sięgnąwszy po Życie motyli?

środa, 22 lutego 2017

"Róża" Agnieszka Opolska

Wydawnictwo Opolska 2017

Kiedy sięgam po książkę autora, którego jeszcze nic nie czytałam, to trochę tak jakbym kupowała kota w worku. W przypadku Róży Agnieszki Opolskiej kot okazał się rasowy i charakterny.
Zupełnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać pod przyciągającą wzrok, niebanalną okładką. Z zapowiedzi wynikało, że pojawi się w niej temat związany ze sztuką, a bohaterka pod wpływem pewnych wydarzeń podejmie decyzję, by wyjechać i całkiem zmienić swoje życie (...)

Całą moją opinię znajdziecie na stronie:
http://zycieipasje.net/2017/02/22/roza-agnieszka-opolska-recenzja/

niedziela, 13 września 2015

"Nie ma nieba" J. Kosowska

Niektóre książki są promowane tak natrętnie, że wprost z lodówki wyłażą, a są i takie, które trzeba za uszy z cienia wyciągać, bo naprawdę warto.
Do niedawna nie miałam bladego pojęcia o istnieniu Jolanty Kosowskiej, lekarki i pisarki oraz o jej twórczości literackiej. Teraz, po przeczytaniu "Nie ma nieba", wiem, że chciałabym przeczytać wszystko, co tylko wyszło i wyjdzie spod jej pióra. 
Jakiś czas temu przeprowadzałam wywiad z autorką dla portalu "Medycyna i pasje".
Dziś zapraszam w inne miejsce, na recenzję najnowszej powieści:

Moim zdaniem, autorka znakomicie zaczęła wypełniać pewną niszę na rynku wydawniczym, bo o ile seriale o tematyce medycznej cieszą się dużą popularnością, to wątków lekarskich w literaturze mamy jak na lekarstwo, nie licząc thrillerów medycznych Robina Cooka, czy Tess Gerittsen. W polskiej prozie obyczajowej natomiast wieje pustką, jeśli chodzi o tę właśnie tematykę.  Z góry jednak chciałabym zapewnić, że nie znajdziemy tu natłoku medycznego nazewnictwa i szczegółowych studium przypadku, co mogłoby odstraszać potencjalnych czytelników.  To powieść o lekarzach, ale przede wszystkim – o ludziach. (...)
 
Całość/ TUTAJ./

wtorek, 16 czerwca 2015

"Jeszcze raz, Nataszo"

Jeszcze raz Wilczyńska...  To już moje czwarte spotkanie z jej prozą w tym roku.  Nie omieszkam, w miarę możliwości, zwiększyć tej statystyki, tymczasem zapraszam na kilka słów o "Jeszcze raz, Nataszo" wydanej przez Czwartą Stronę.

Sięgając po powieść Karoliny Wilczyńskiej można mieć pewność, że będzie to solidna porcja znakomitej prozy na wysokim poziomie. Główną bohaterkę poznajemy świeżo po rozprawie rozwodowej. Jest wolna. Zaczyna nowe życie. I co dalej? Dom na wsi wśród malowniczej przyrody, rozwijanie pasji albo wyjazd do magicznej Toskanii, czy innej arkadyjskiej krainy i nowe porywy serca? NIE. U tej autorki nie znajdziemy banału i schematycznych rozwiązań.
Natasza czuje dumę z triumfu odniesionego na sali sądowej. Powinna być zadowolona i pełna energii. Uświadomiła sobie, że jej dotychczasowe życie było oszustwem, a ostatnie miesiące - koszmarem. Wyrok sądu to nie magiczne zaklęcie, które sprawi, że wszystko zmieni się w cudowny sposób. Kobieta musi zakończyć "stare" życie zanim zacznie na nowo funkcjonować w rzeczywistości. Chce pozbyć się "resztek" po byłym mężu, oderwać od przeszłości. Postanawia dokonać widowiskowego, symbolicznego spalenia. Na stos (czyli na grill rozpalony na tarasie) trafiają fotografie - sceny  z poszczególnych etapów życia Naty.
W kolejnych, retrospektywnych rozdziałach poznajemy losy bohaterki, począwszy od jej zamieszkania w internacie podczas nauki w szkole średniej, poprzez relacje z rodzicami, pracę, studia, małżeństwo, szczeble kariery, aż po dramatyczne wydarzenia z  osobistego życia pozornie szczęśliwej pani prezes i w końcu - rozwód będący punktem przełomowym,  bolesnym, ale paradoksalnie - oczyszczającym.
Natasza rozlicza się z przeszłością, nazywa po imieniu to, co się działo, zrzuca z siebie ciężar i odradza się jak feniks z popiołów.
Powieść odzwierciedla także przemiany, jakie zachodziły w latach 80. i 90. XX w., (początki rozwoju handlu, marketingu, reklamy), zmiany społeczne ostatnich dekad. Ważne są w tym kontekście inne postaci, takie jak Kaśka i pan Mietek, Justyna, Agnieszka, czy Kora.
Nie jest to łatwa historia. Czyta się ją z przejęciem, z emocjami, z dużą dozą empatii dla bohaterki,  która musiała schować swoje "chcenia",  marzenia i potrzeby głęboko do kieszeni, realizując cudze ideały i ambicje, będąc taką- jak od niej oczekiwano. I wcale nie była ona naiwną gąską,  która tańczyła jak jej zagrają, ale zdeterminowaną, ambitną, wykształconą i zdolną absolwentką psychologii. Niestety, uwikłaną w sieć uczuć i relacji.

"Jeszcze raz, Nataszo" to literacka "terapia", przestroga, lekcja dla nas, bez moralizatorstwa, za to na "żywym przykładzie". Gorzka w sumie opowieść, ale bardzo motywująca i w ostatecznym rachunku - optymistyczna. Z otwartym zakończeniem -  przed Nataszą bowiem stoi otworem cały świat i tylko od niej zależeć będzie jakimi chwilami zapełni nowy, czysty album.

Moją uwagę zwróciły tytuły rozdziałów. To takie hasła - wyznaczniki, kolejne kroki. Warto się im przyjrzec, a może i zastosować...
Zobacz pierwszy fałsz - Wspomnij wakacyjne zauroczenie - Przeżyj miłość -Zaryzykuj - Przemyśl motywację - Podejmij wyzwanie - Otrząśnij się - Uwierz w przyjaźń - Zacznij marzyć - Stań na nogi.
Nasuwa się tu Kotarbiński ze swoim - „Lub robić coś. Kochaj kogoś. Nie bądź gałganem. Żyj poważnie.”
 
"Jeszcze raz, Nataszo" okazało się powieścią z rodzaju tych O CZYMŚ, napisaną z klasą i lekkością. To warta uwagi, nie tylko dla kobiet, wciągająca i przejmująca, piękna książka.

 Jeszcze raz do wspólnej lektury zaprosił mnie MATRAS. Dziękuję.


czwartek, 21 maja 2015

Ta druga....

wyd. Replika 2011
"Ta druga" to właśnie ta druga książka Karoliny Wilczyńskiej, jaką miałam przyjemność przeczytać, a raczej pochłonąć. To także druga powieść w dorobku autorki, która do tej pory pozostawała gdzieś w cieniu.
A niesłusznie! "Bo nie  jest światło, by pod korcem stało, ani sól ziemi do potraw kuchennych", wybaczcie te "ciężkie norwidy", ale tak mi się te słowa same nasunęły. Są autorzy, owszem fajnie i poprawnie piszący, ale wcale nie tacy rewelacyjni, są też tacy, którym się wydaje, że są dobrzy, a trąbi się o nich wszędzie. Niemal z lodówki wyskakują albo z autobusu machają... Tymczasem Karolina Wilczyńska, która tworzy prozę na wysokim poziomie, dojrzałą,  niebanalną, zaskakującą, była niedoceniana, niepromowana, niepopularna. Mało kto ją czytał i polecał. Dopiero teraz zaczęło się to zmieniać. Twórczość tej autorki zasługuje na uznanie.
Po przeczytaniu dwóch  jej książek nabawiłam się przekonania, że chcę i muszę poznać wszystko, co tylko wyszło spod jej pióra, tj. klawiatury.  Lektura trzeciej - o której już wkrótce - tylko mnie w tym utwierdziła.

"Ta druga" opowiada o relacjach teściowej i synowej. Na takie hasło większości z nas wyświetli się obrazek z teściową rodem z dowcipów w roli głównej, taką "toksyczną", która wtrąca się w życie dzieci, krytykuje, rządzi, a wszystko to skrupia się na synowej. Nastawiamy się z góry na to, że będziemy współczuć młodszej bohaterce. Tymczasem Karolina Wilczyńska odchodzi od schematu i funduje nam zupełnie inną historię, bardzo prawdziwą, z życia wziętą, ale niecodzienną, nietypową. Inaczej ujętą, zaskakującą i poruszającą.

Narratorką jest Lena, która czuwa przy szpitalnym łóżku teściowej będącej w niemal krytycznym stanie. Nie czyni tego z troski, ale dlatego, aby odciążyć ukochanego męża. Wpatrując się w nieruchome ciało kobiety i migoczącą aparaturę medyczną zaczyna wspominać,  "rozpamiętywać". I tak powoli śledzimy historię jak poznała Tomasza, jak się spotykali, potem pobrali, jak urodziło się dziecko, jak się przeprowadzili itp. Gdzieś w tym wszystkim, niejako siłą rzeczy, funkcjonuje teściowa. To ona pomagała zorganizować, załatwić różne sprawy, opiekowała się ciężarną synową itp. Lena analizuje jej zachowanie, interpretując wszystko na swój sposób, dorabiając "ideologię". Np. kiedyś wydawało jej się, że  podanie na pierwszej wizycie herbaty w kubkach było wyrazem serdeczności, akceptacji, rodzinnej atmosfery - teraz uważa, że to był wyraz lekceważenia jej osoby.  Każdy gest, czyn, wypowiedź pani Joanny odczytywany jest jako podstępne działania dwulicowej kobiety, która manipuluje bliskimi
Lena czuje do teściowej antypatię, zbudowaną na nieuzasadnionych uprzedzeniach. Widzi w niej rywalkę, która zabiera jej męża (!) - notabene bardzo dobrze wychowanego, odpowiedzialnego, troskliwego i życzliwego mężczyznę.  Zazdrości, że córka ma taki dobry kontakt z babcią. Stara się być perfekcyjna, by nie dać powodów do krytyki. Ale przecież teściowa nie krytykowała jej, nawet nie narzucała się z radami, co najwyżej jej styl życia był nieco inny niż Leny.
Prawda, że nietypowa sytuacja? Bohaterka nie budzi sympatii, choć znając jej sytuację rodzinną, można pokusić się  o usprawiedliwianie tego, że nie potrafiła zbudować relacji z rodziną męża. Ale do końca nic jej przecież nie tłumaczy. Lena zabrnęła w samonapędzające się mechanizmy wrogości,dopiero pewne przypadkowe odkrycie sprawiło, że jej punkt widzenia i podejście do teściowej zmieniły się diametralnie.

"Ta druga" to świetna powieść psychologiczna, o braku porozumienia, o zaborczym uczuciu, zaślepieniu, egoizmie, urojonym poczuciu niesprawiedliwości i odrzucenia, błędnym interpretowaniu faktów i tego konsekwencjach, o rozliczeniu się z przeszłością, o trudnych relacjach między kobietami dwóch pokoleń, wreszcie - o szansie na powrót z długiej podróży, na poprawę stosunków rodzinnych, naprawienie krzywd...
Daje do myślenia, skłania nas do rewizji własnych sądów o innych - czy nieraz nie oceniamy ich zbyt pochopnie? Czy nie przypisujemy złych intencji Bogu ducha winnym ludziom? Czy nie dorabiamy sobie własnej ideologii do tego jak traktują nas bliscy?
Książka została laureatką Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Świat Kobiety w 2011 r. Warta jest przeczytania nie tylko przez synowe i teściowe. Na dobrą sprawę to nie "babskie czytadło", a mądra i poruszająca powieść obyczajowa, która może przynieść wiele korzyści wszystkim czytelnikom, obojga płci.
Obiło mi się o uszy, a raczej o oczy, że "Ta druga" ma być wznowiona.  Bardzo się cieszę - kupię sobie własny egzemplarz, bo ten miałam z biblioteki. 




środa, 24 września 2014

Mięso w feromonach sentymentów ("W powietrzu" Inga Iwasiów)


Inga Iwasiów

W powietrzu
PREMIERA: 24 września 2014 r. 





W dobie popularności książek pokroju "50 twarzy Greya" Inga Iwasiów udowadnia, że można napisać ambitną powieść erotyczną.
W dodatku taką, jaka w rodzimej literaturze jeszcze nie zaistniała. Z całym szacunkiem, ale nawet Manuela Gretkowska może się schować. Dawno żadna książka tak mnie nie zaskoczyła swoją innością. Czuję też, jakbym się porwała z motyką na słońce, bo nie wiem, jakich narzędzi użyć, by tę lekturę przedstawić, jak ją "ugryźć", do czego porównać, w jakie ubrać konteksty. Samo pozostawanie pod ogromnym wrażeniem to za mało.

 "W powietrzu" to proza psychologiczno-obyczajowa, z mocno zmysłowym motywem przewodnim, który wbrew pozorom nie jest najważniejszy.
Bohaterka, a zarazem narratorka, jest wyzwoloną intelektualistką, obecnie w wieku dojrzałym. Dokonuje ona wiwisekcji swojego życia, ze szczególnym uwzględnieniem  życia erotycznego. Snuje opowieść o swoich seksualnych doznaniach, począwszy od platonicznego uczucia do Królowej Śniegu - wychowawczyni starszaków, inicjacji z nauczycielem muzyki,  poprzez doświadczenia z kolejnymi partnerami obojga płci  aż do szczęśliwego spełnienia, kiedy to jest "trwale rozpięta między ramionami trójkąta" i oswoiła swoje małe, wewnętrzne "tamagotchi".
Mówi  tak: "Opowiadam  jak w transie lub orgazmowo-nostalgicznym ciągu. Bez nadziei, że mnie zrozumiecie, zaakceptujecie, bo nie podaję znieczulenia. Nie znajdziecie tu nic, co mogłoby was bezkarnie podniecić. Mięso, samo mięso zamarynowane w feromonach sentymentów" ( s. 81)
Wspomina różne etapy: szkołę, studia, pracę, przywołuje dom rodziców i postać matki w podomce z nieodłączną szklaneczką czegoś więcej niż herbata. Przypomina sobie rozmaite fascynacje, a przy tym prezentuje barwny obraz mijających dekad 2 poł. XX w.,  dzieciństwa i dorastania w PRL, potem czas  wkraczającego postępu, rozwoju biznesu. Kawał polskiej historii. A wszystko to owiane sentymentem.
Stara się "zrekonstruować węzłowe momenty swojego życia erotycznego, historię oswajania Tamagotchi, swoje wątpliwości i motywacje". (s. 83) Opowiada o byciu prawie-żoną, o roli samotnej matki. O pracy na etacie w Instytucie Informatyzacji i w redakcji czasopisma 'Bez Kompromisów". O polowaniu, jakie prowadzi, odkąd skończyła 14 lat. O grach i zabawach. O niezobowiązujących układach, o trójkątach i  czworobokach. O poszukiwaniu i dojrzewaniu do harmonii z własną niejednoznacznością.
Bohaterka w tym wszystkim tkwi jakby zawieszona w powietrzu, jest jej w tej pozycji dobrze. Nadal poszukuje, ale już się nie waha. Kocha różnych ludzi "bezczelnych i zakompleksionych, obojętnych i egocentrycznych, empatycznych i przekraczających cudze granice".
W pewnym stopniu znajdziemy tu też społeczną charakterystykę, obraz kolejnych pokoleń wychowywanych w różnym duchu. Zagłębiając się w treść, odczytamy znacznie więcej niż opisy "łóżkowych sytuacji".

 W powietrzu" to swoista spowiedź  kobiety czerpiącej łyżkami z domeny Erosa, ale nie zapominającej także o Psyche. Powieść odważna, niepospolita, zaskakująca. Zapewne określenia "perwersyjna", "feministyczna", "kontrowersyjna" też się nadadzą.  Pokusić się można o pytanie, czy ta proza ma w sobie elementy autobiograficzne. Być może są w niej  ich śladowe ilości, ale tak krucha jest granica utożsamienia pierwszoosobowej narracji z głosem autorki... Czy nie obawia się tego profesorka literaturoznawstwa, krytyczka literacka, prezeska Polskiego Towarzystwa Autobiograficznego?

Podziwiam intelekt Ingi Iwasiów.  Podoba mi się jej felietonowy styl, sposób narracji.
Dariusz Nowacki (Gazeta Wyborcza) nazwał autorkę "Bambino" i "Ku słońcu" "najwyższej klasy specjalistką od wychwytywania i opisywania smaków i dotyków". Nie pozostaje mi nic innego niż się z nim zgodzić. "W powietrzu" przeczytałam od razu, jak tylko ją otrzymałam, niemal jednym tchem i z ogromnym apetytem na świetną prozę. O tej książce powinno być głośno. Przyrządzić takie "mięso w feromonach sentymentów" to tylko Inga Iwasiów potrafi!


Za możliwość przedpremierowej, ekspresowej lektury dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.



Moja lista blogów