Pokazywanie postów oznaczonych etykietą G. Kozera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą G. Kozera. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 kwietnia 2015

"Króliki Pana Boga" G. Kozera

  "- Wiesz, zapomniałam, że istnieje coś takiego jak ludzki odruch - powiedziała cicho. 
- Więc może jeszcze nie wszystko jest dla nas stracone?"

(G. Kozera, Króliki Pana Boga
Wyd. Dobra Literatura, 2015, s. 232)

"Światło jest ciszą" - tymi słowami rozpoczyna się najnowsza, wyczekiwana powieść Grzegorza Kozery, nawiązująca do wcześniejszej, znakomitej książki Berlin, późne lato (2013).
Cisza zapadnie po jej przeczytaniu. Popłynie łza. A może rozlegnie się krzyk. Krzyk rozpaczy, bezsilności, żalu. 

To powieść przejmująca do szpiku kości, mocna, okrutna i na wskroś prawdziwa.
Czyta się ją ze ściśniętym sercem, z bolesną świadomością, że fikcyjne postaci zostały umieszczone w przerażających, wojennych i powojennych realiach, w potwornych okolicznościach, odwzorowanych na podstawie prac dokumentalnych (m.in. Dziki  kontynent. Europa po II wojnie światowej, Keith Lowe, 2013). "Króliki Pana Boga" opowiadają o czasach, w których dominowały przemoc, bezprawie, zemsta, gwałt, bestialstwo, głód i nędza, a śmierć zbierała nadal krwawe żniwo. To także opowieść o poświęceniu, przyjaźni, odpowiedzialności, cierpieniu i o tym, że dobro zwycięża. Ale to nie baśń.

Jest maj 1945 roku, kończy się II wojna światowa, następuje wyzwolenie. Z podręczników znamy daty, pakty, fakty, nowy podział terytorialny... A co działo się wtedy z ludźmi? Nie ma tak pięknie jak w piosence, "do domu wrócimy, w piecu napalimy, nakarmimy psa". Dla byłych więźniów obozów, jeńców, robotników przymusowych  - jaka to wolność? Wycieńczeni, chorzy, głodni, obdarci, bez środków do życia, bez zapewnionego wiktu i transportu, jak mieli powrócić do swoich krajów, domów, jak odnaleźć rodziny? Wielu  nie doczekało powrotu. Pozostali - toczyli walkę o przetrwanie, trzymali się kurczowo krawędzi życia, skazani na pastwę losu, zależni od pomocy wojsk amerykańskich i radzieckich, własnej  siły i zaradności. 

Adam, Honza i Halina przeżyli. Młody robotnik z gospodarstwa rolnego, cudem niemal ocalały dzieciak o  polsko-żydowskich korzeniach i kobieta, która jako zbiegła więźniarka przez pewien czas ukrywała się  w mieszkaniu u niemieckiego pisarza. To o niej czytamy w powieści Berlin, późne lato.

Los  sprawił, że  ścieżki tej trójki rozbitków skrzyżowały się i razem wyruszyli w drogę, wspierając się i pomagając sobie nawzajem. Wracają z piekła przez czyściec - i to ich do sobie przybliżyło, choć są tak różni. Każde z nich dźwiga ogromny bagaż krzywd i traumatycznych doświadczeń. Nie od razu jednak wyjawiają to, co przeszli. Trudno zaufać drugiemu człowiekowi, odsłonić swoje rany, których nie wyleczy żadna maść, bolesne przeżycia. Z drugiej strony - mają tylko siebie. Spotykają i dobrych i złych ludzi, czy ktoś im pomoże, czy ich skrzywdzi - nigdy nie ma pewności. Sami też muszą podejmować ostateczne decyzje i czytelnik nie jest w stanie ich jednoznacznie ocenić.

Bohaterów łączy determinacja, chęć przetrwania, wewnętrzny imperatyw dotrzymania słowa, spełnienia obietnicy złożonej choremu chłopcu. Wyróżnia ich to, że nie zatracili ludzkiego odruchu pomocy bliźniemu. Potrafią współczuć.To jedyna, stała i ocalająca, wartość w ich świecie. Iskierka nadziei, że nie wszystko dla nich stracone.

Oni są tytułowymi królikami - uczestniczą w boskim eksperymencie nad ludzką wytrzymałością. Przechodzą próbę, okupując to straszliwym kosztem. Okazuje się, że człowiek może znieść naprawdę wiele. Rodzi się jednak pytanie, dlaczego musiał przechodzić taką gehennę? W jakim celu został zachowany przy życiu, mimo wszystkiego, co przeszedł? Adam i Halina mają odmienne postawy wobec Boga i modlitwy. Ale nie da się, z ich perspektywy rozstrzygnąć, która jest słuszna.

Grzegorz Kozera przy pomocy utworu fabularnego przybliżył niewykle sugestywny obraz okresu historii XX w., o którym nie głoszą szkolne podręczniki, a do tej pory właściwie te treści nie były popularyzowane na szeroką skalę. Sporo jest publikacji o działaniach wojennych, powstańczych, partyzanckich, bogata literatura na temat Holokaustu, obozów. O tym, co działo się po formalnym ogłoszeniu pokoju - tak naprawdę wiemy niewiele. A nie każdy jest wszak zapalonym historykiem. Odnoszę jednak wrażenie, że taki stan wiedzy  przeciętnego czytelnika zaczyna się zmieniać - pojawiły się Króliki Pana Boga, czy 1945. Wojna i pokój M. Grzebałkowskiej. To ważne i potrzebne lektury, wręcz obowiązkowe.

Ta powieść bardzo wstrząsnęła mną emocjonalnie. Przeczytałam ją od razu, gdy tylko otworzyłam, wsiąknąwszy od pierwszego zdania, aż po ostatnie -  niczym klamra spinajace całość. Po lekturze musiałam ochłonąć. Tyle mocnych wrażeń i tylko 256 stron. Grzegorz Kozera nie potrzebuje rozlewnej sagi, by zawrzeć to, co najważniejsze. Pisze konkretnie, z precyzją reportera i dużą wrażliwością. Porusza  tematykę ciężkiego kalibru, wciągając czytelnika po uszy, by  ten przeżywał, zadawał pytania i rozmyślał. Wprowadza motywy sztuki, co wydaje się już charakterystyczne dla autora Co się zdarzyło w hotelu Gold. Tym razem nie poświecił im wiele miejsca, ale pojawia się wymowne odniesienie do Piety. Od tej pory na  tę rzeźbę  Michała Anioła będzie mi się nakładał inny obraz, związany z fabułą Królików...

Na koniec mam dla przyszłych czytelników ostrzeżenie: nie  zabierajcie się do lektury tej powieści rozłożeni na kanapie z talerzem pysznych przekąsek pod ręką, bo wątpię, czy będziecie w stanie cokolwiek przełknąć. I nie zjecie spokojnie obiadu. Ta proza porusza, wymaga skupienia, powagi, refleksji. Ściska za gardło.

Dodam jeszcze, że  jeśli ktoś ma w planach przeczytanie Berlina..., niech to lepiej zrobi przed Królikami... bowiem  druga ujawnia ważne szczegóły fabuły tej pierwszej. Szkoda pozbawiać się zaskoczenia, czytając w innej kolejności. Natomiast Króliki... jako takie - stanowią odrębną całość, więc gdyby ktoś planował sięgnąć tylko po tę pozycję  - nie będzie miał problemu z nieznajomością pierwszej części. 
Polecam jednak uwadze wszystkie książki Grzegorza Kozery.

środa, 4 lutego 2015

"Berlin, późne lato" G. Kozera

Okładka książki Berlin, późne lato
Wyd. Dobra Literatura, 2013
Dobra Literatura to nie tylko nazwa wydawnictwa, ale określenie, które do twórczości Grzegorza Kozery pasuje jak ulał. Trzecia przeczytana przez mnie książka jego pióra (po "Białym Kafce" i "Co się zdarzyło w hotelu Gold") tylko utwierdziła  mnie w tym przekonaniu. 

"Berlin, późne lato" to powieść poważna i wzruszająca, smutna i piękna, prosta i trudna jednocześnie. To opowieść o miłości, która teoretycznie nie miała prawa bytu, o dylematach i konsekwencjach podjętych decyzji... O tragedii jednostek, niezależnie od narodowości. O tym, że wszędzie są dobrzy i źli ludzie. Także o książkach w czasach, które dla literatury nie były dobre (w Niemczech zakazane były  m.in. "Czarodziejska góra" T. Manna, twórczość  E.Remarqu'ae, O.Wilde'a). Pojawia się też kot o imieniu Hades.

Rzecz dzieje się w tytułowym mieście, w sierpniu 1943 r. Trwa wojna. Otto Peters, pisarz, wiedzie swą samotną egzystencję między pracą w księgarni a skromnym mieszkaniem,  które  w czasie nalotów bombowych musi  opuszczać, by zejść do schronu w blokowej piwnicy. Jego żona nie żyje, syn zginął pod Stalingradem. Coraz trudniej o żywność, o zaufanie, o bezpieczeństwo. Jak długo to wszystko potrwa? Otto czuje się zrezygnowany, nie pochwala nazistowskich poczynań, pozostaje bierny, po prostu trwa...  i właściwie jest mu wszystko jedno... Do czasu, gdy udziela pomocy i azylu  uciekinierce, Polce. Z obawy o nią, a także o księgarnię przyjaciela i również dla własnego bezpieczeństwa  (bo  z SS lepiej nie mieć na pieńku), podejmuje się zadania, jakie mu zaproponował mierny literat o wysokim stanowisku brigadefuhrera  - Janke. Peters ma dokonać poprawek scenariusza filmu propagandowego. Tymczasem dla ukrywanej przez niego kobiety potrzebna jest penicylina. Trudno ją zdobyć, ale dzięki determinacji i poświęceniu Niemca - udaje się.  Ale co dalej? Jakie perspektywy czekają tych dwoje ludzi, którzy paradoksalnie dzięki wojnie poznali się, stali się sobie bliscy, lecz wojenne okoliczności stawiają między nimi mur nie do przebycia?

I tak już za dużo powiedziałam o fabule. Przedstawione zdarzenia i wspomnienia bohaterów poruszają,  pokazują okrutną rzeczywistość czasu wojny.  Co krok pojawiają się  (w głowie czytelnika) pytania -  co by było, gdyby ktoś postąpił inaczej, dlaczego tak zrobił, czy można było temu zapobiec itp.  Postać Otto Petersa skłania do zastanowienia -  nad jego biernością, poczuciem winy,  lękiem a odwagą, determinacją, poświęceniem, wyborem. Pisarz stracił sens życia, podobnie jak ceniony przezeń Heinrich Kleist.
Ile jednak zależało od niego samego, a ile zdeterminowały  okoliczności... ? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Można tylko pomyśleć, że takich jak Otto bywało i bywa (mimo innych czasów) wielu...

O wojnie dużo już napisano, ale ciągle  warto przypominać o losie, jaki ludzie zgotowali ludziom. Warto opowiadać nawet fikcyjne historie na tle prawdziwych wydarzeń. Zwłaszcza, gdy czyni się to rzetelnie i z klasą, tak jak w tym przypadku. Z noty autorskiej  dowiadujemy się, iż  pisarz czerpał wiedzę z filmów dokumentalnych oraz książek, z których 6 najważniejszych wymienia, a  jego zainteresowanie literaturą niemiecką zaczęło się od lektur poznanych w młodości -"Dzieł wybranych" oraz "Listów" H. von Kleista. To zaowocowało napisaniem "Berlina..."

Styl tej powieści jest oszczędny, konkretny, skondensowany. Nie znajdziemy tu rozbudowanych, kwiecistych opisów, zbędnych dygresji, ozdobników. Nie trzeba mnożyć zdań, by oddać to, co najistotniejsze. Jako poeta  Grzegorz Kozera  wie, że każde słowo powinno być na swoim miejscu, nieść znaczenie. Jako dziennikarz - wie, co to znaczy zmieścić się w danej ilości znaków. Wydaje mi się, że to właśnie ma wpływ na styl jego prozy. Prozy z klasą, która pozostaje w pamięci.

Z racji podobieństw - postawiłabym "Berlin, późne lato" nie tylko wśród dzieł literatury niemieckiej, ale obok "W domu innego" Rhidiana Brooka - powieści też osadzonej w Niemczech czasów wojny i łamiącej stereotyp "złego Niemca", czy schemat "wroga-ofiary".  Takich książek nie da się pominąć milczeniem. Warto je poznać.

niedziela, 24 sierpnia 2014

"Co się zdarzyło w hotelu Gold" G. Kozera

Okładka książki Co się zdarzyło w hotelu Gold
Już wiem, co się zdarzyło w  hotelu Gold, ale nie jestem pewna, czy zaliczanie tej książki do literatury kryminalnej jest słuszne. Chyba, że pojęcie " współczesny kryminał" rozumiemy bardzo szeroko. Nie bardzo też zgadzam się, że to "historia miłosna" czy "opowieść o miłości", w każdym razie nie taka typowa. Taka chyba uroda współczesnych powieści, że są hybrydami gatunkowymi. Jeśli są zgrabnie skonstruowane, to taki misz-masz wychodzi im tylko na dobre. Osobiście bardzo lubię literaturę tego typu.

"Nic nie jest takie, jakie się początkowo wydaje" - te słowa umieszczone na okładce idealnie wprowadzają czytelnika w tajemniczy klimat, a i pierwsze zdanie ("Tego dnia, kiedy umarła Sylvia Kristel, gwiazda najsłynniejszego  filmu erotycznego świata, Emmanuelle, wdowa po flamandzkim pisarzu Hugonie Clausie, zaprosił mnie do swojego gabinetu profesor Jarecki") niesie w sobie przedsmak i zapowiedź - jakże interesującej- całości. 
Narracja prowadzona jest z punktu widzenia głównego bohatera - Antoniego Topoli, pisarza i doktora uniwersyteckiego, który z ramienia uczelni jedzie na kongres naukowy do Wiednia, by w zastępstwie swego przełożonego odczytać referat. Wyjazd okazał się obfity w emocje i perypetie. W tym - nasz bohater został uwikłany w śledztwo w sprawie śmierci znanego kolekcjonera sztuki  i zaginięcia cennego rysunku. Nic nie jest jednak takie, jak by się mogło wydawać, a  zakończenie  - zupełnie zaskakuje.

Dostrzegłam w powieści  regionalne  "smaczki"  (porcelana z Ćmielowa, Kielce). To szczegóły, które można pominąć, ale mi akurat "wpadły w oko". Najważniejsze jednak są motywy historii sztuki ( malarstwo Gustava Klimta oraz twórczość Egona Schiele - tu przy okazji  funkcja edukacyjna, bo o ile tego pierwszego znam i lubię, to o drugim - dowiedziałam się po raz pierwszy) i tematyka żydowska ( temat kongresu stał się "punktem zaczepnym" do wprowadzenia tych treści), po części też austriacka. Dużo ironii, takiego ironicznego podszycia. Wypunktowując  główne wątki, tematy nie można zapomnieć o ludzkich relacjach, uczuciach, to bohaterów łączy samotność, wyobcowanie.
Co jeszcze... Dodam, że śledztwo komisarza Manfreda Bluma nad domniemaną kradzieżą dzieła sztuki przypominało mi nieco działania Porfirego Pietrowicza. Wiedeński policjant jednak nie był tak dobrym psychologiem.


Z powieści - w moim odczuciu - emannuje spokój, harmonia, mimo tego, iż opisywane wydarzenia do zwykłych i spokojnych nie należą (np. wizyta na planie filmu porno), a choć momentami bywa mało subtelnie, to też to jakoś "gra"  i nie powoduje niesmaku.
W jednej z opinii spotkałam się ze stwierdzeniem, że  powieść jest napisana "drewnianym" językiem.  Nie zgadzam się z tym. Nie każdego cechuje epicka rozlewność,  a i nadmiar ozdobników nieraz bardziej szkodzi niż pomaga. Przynam, ze nieco jeżę się na teksty, w których każdy, ale to każdziutki, rzeczownik okraszony jest przymiotnikiem, czy określeniem. Proza Grzegorza Kozery jest konkretna, oszczędna w słowach, pozbawiona zagmatwanych i długich na pół strony zdań. Przemawia do czytelnika krótką, wyraźną frazą, po żołniersku ;-) Rzecz gustu.


To było moje drugie, a na pewno nie ostatnie, spotkanie z twórczością kieleckiego pisarza. Wyczuwam w niej coś z Pilcha, a to dobry kierunek dla moich czytelniczych wyborów. Tę książkę przeczytałam już jakiś czas temu, ale dopiero teraz zebrałam się do napisania niniejszej notatki, której nie mogło nie być! Nie godzi się wszak pomijać milczeniem tak zacnej lektury.
Wkrótce ukaże się wznowienie "Białego Kafki", a nowa powieść Pana Grzegorza  - w przygotowaniu. Jest zatem na co czekać.

piątek, 7 marca 2014

"Biały Kafka" G. Kozera

Oficyna Wydawnicza STON2
Kielce 2004
Co może być impulsem do sięgnięcia po twórczość danego autora? Opinie innych czytelników, popularność pisarza w mediach, nagrody literackie, zapowiedź ciekawej tematyki, przyciągające oko okładki... - owszem, to ma duży wpływ na nasze czytelnicze wybory. Natomiast, gdy przyśni nam się jakiś autor, to już niewątpliwie znak przeznaczenia!
Mi przyśnił się Grzegorz Kozera. Naprawdę. W tym śnie było mi głupio, że nie znam jego książek i nie wiem, o czym rozmawiać. Potem goniłam kapelusz(e), które z głów poważnych zrywa wiatr....
Mówią, sen - mara... ale na wszelki wypadek zrewidowałam zasoby lokalnej biblioteki pod kątem twórczości kieleckiego poety i dziennikarza,  którego nazwisko nieobce mi było.
Znalazłam tylko "Białego Kafkę". Bardzo się cieszę z tego niewielkiego objętościowo znaleziska.

Oto  moja notatka w kratkę:
  • Powieść nagrodzona w Konkursie Literackim im. Stefana  Żeromskiego;
  • Grzegorz Kozera - poeta, dziennikarz ( m.in.  dawne Słowo Ludu), krytyk literacki i teatralny, blog "Notes poetycki";
  • Debiut prozatorski,  2004 r.
  • Tytuł - to tytuł wiersza zamieszczonego jako ostatni rozdział;
  • Na okładce - rzeźba (instalacja?) "Przesyłka" K. Piotrowskiego, bardzo wymowna symbolika (walizka, klatka, butelka)
  • Motto - "A Ty się temu nie dziwisz, wiesz dobrze, co byłoby dalej (...)" tekst z pios. Kobranocki. Dedykacja: "Tym, którzy potrafią i innym pięknym ludziom". Piękne.
  • Adnotacja, że postaci i sytuacje są fikcyjne;
  • Podziękowania za pomoc przy wydaniu książki Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Kielcach;
  • Opis z okładki: "...to gorzka i ironiczna opowieść o alkoholowym uzależnieniu zdegradowanego dziennikarza. Jedyną wartością, która może ocalić bohatera z pijackiego piekła, jest miłość.(...)";
  •  Cytat:
    "Tak więc kobiety i alkohol, a gdybym chciał być trywialny i wulgarny, co zdarza mi się wcale nierzadko, powiedziałby,, bez skrupułów: dupy i gorzała. Kobiety i alkohol, dupy i gorzała, oto one, " te dwie są miłości i dwie śmierci moje." To Lechoń (...)";
  • Powieść  jest męska- ze względu na styl, język, żeńska - ze względu na wątek (kobiety w życiu bohatera), ale na pewno nie jest nijaka!
  • Felietonowe rozdziały;
  • Literackie odniesienia (nazwiska, tytuły, nawiązania);
  • Moje skojarzenie: J. Pilch!
  • Szczerość;
  • Groteskowe niemal sceny ( ukrywanie się w szafie, bójka z gościem z protezą, podstęp z wyjazdem do Szwecji itp.);
  • Wśród bohaterów: poeta Pierzasty, malarz Lucek, mecenas Ceausescu, publicysta Kuś, Terapeuta Józek, doktor Pikawa, niemal mityczna Weronika....
  • Kielce;
  • Niecodziennie o codzienności;
Reasumując - bardzo mi odpowiada proza pana Kozery, bo prawdziwy jest i szczery. Do walorów literackich dochodzi zaś patriotyzm lokalny. Świętokrzyskie nie tylko scyzorykiem, ale i piórem zasłynąć może.

Moja lista blogów