Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marzec z Marią. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marzec z Marią. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 kwietnia 2013

...by nie zapomnieć.... Moje zdanie o "Tristanie..."

 Wyd. KiW 1988
...By czas nie zatarł i niepamięć... zabieram się wreszcie do spisania kilku uwag na temat "Tristana 1946" Marii Kuncewiczowej, czytanego na przełomie lutego i marca bieżącego roku.

Wiem, że są różne zdania na temat tej książki, ja byłam i nadal jestem zafascynowana. Jest w prozie Kuncewiczowej jakiś magnes, który mnie przyciąga; budowana przez pisarkę atmosfera otacza mnie i pochłania bez reszty.
Nie będę zagłębiała się w fabułę, ani układała spójnej wypowiedzi, tylko wypunktuję sobie kilka zagadnień. By nie zapomnieć. By może przy okazji kogoś zainspirować do lektury.

- Cudzoziemka zmultiplikowana
W powieści mowa o obcości na różnych płaszczyznach. Polacy, Irlandka, Amerykanka, Jugosławianin na angielskiej ziemi. Oddalenie od siebie osób pozornie bliskich ( spotkanie z synem po 6 latach rozłąki,"matka na księżycu" - światy Wandy i Michała są kosmicznie wręcz dalekie). Niezrozumienie wzajemne (różne doświadczenia, przeżycia, różne potrzeby, marzenia i plany, a także odmienne wyobrażenia).
Teatralność do kwadratu
 Postaci chcąc nie chcąc przyjmują role i odgrywają na nowo legendarną/mityczną historię Tristana i Izoldy. Między sobą też prowadzą grę pozorów i niemal komedię omyłek, właściwie to tragifarsa bardziej.
Kathleen zostaje modelką, potem aktorką.
- Motywy i tropy
Żona marnotrawna, wierny pies, zabicie smoka...
 Przyjaźń, miłość, młodość, ambicje, zdrada, pamięć, sztuka...
- to zaledwie czubek góry lodowej, wnikliwie się przyglądając, można by podać o wiele więcej.
 - Narracyjne atrakcje
Oddawanie głosu poszczególnym postaciom, bez uprzedzania czytelnika.  O ile w pierwszej, bardziej uporządkowanej, spokojniejszej części, głównie "przemawiała" Wanda, to w drugiej- istny szał ciał, znaczy się głosów. W narracji Kasi brak interpunkcji nieco utrudniał czytanie, ale wzmagał poczucie natłoku myśli i wyrażał stan ducha bohaterki (strumień świadomości?)
- Echo i tło
Na emigracyjne losy bohaterów i ich relacje międzyludzkie kładzie się cieniem wojenna przeszłość, bagaż przeżyć, konsekwencje decyzji i wyborów. Wpływ otoczenia. Narzucanie "gęby".
- Barwy uczuć
To nie tylko pełne emocji  miłosne dzieje współczesnych Tristana i Izoldy, to wielowymiarowa powieść psychologiczna, utkana jak gobelin w wielu nitek. Niekoniecznie jednak w pastelowych barwach.

Niewykluczone, że za jakiś czas przeczytam "Tristana 1946" od nowa. Kuncewiczowa mocno się trzyma w "moich ulubionych", spotkania z jej twórczością będę kontynuować.
 Szkoda tylko, że moje wydanie z serii Koliber, rozkleiło się podczas lektury. Za duża objętość na ten format, niestety.




środa, 28 marca 2012

Nieobecna -zaczytana w "Fantomach"

[Źródło zdjęcia]
Ta elegancka kobieta na fotografii, to Maria Kuncewiczowa, której twórczość zaczęłam zgłębiać z dużym zainteresowaniem  i na pewno nie poprzestanę na "Cudzoziemce" poznanej w czasach licealnych i niedawno odkrytych "Dwóch księżycach". Urzekł mnie kunszt pisarki, która pięknym językiem nie tylko maluje obrazy, ale i wywołuje dźwięki. Podziwiam także różnorodność form i tematów, jakim się zajmowała. Za najważniejsze dokonanie autorki uważa się powieść psychologiczną, wspomnianą "Cudzoziemkę", tymczasem pozostają nieco w zapomnieniu jej nowele, eseje, szkice, dramaty, mało kto pamięta o pierwszej polskiej powieści radiowej. Dzięki projektowi "Marzec z Marią" wiele osób zostało zmotywowanych, by zdmuchnąć kurz z książek Kuncewiczowej i  spojrzeć na nie- łaskawym lub niekoniecznie- okiem współczesnego czytelnika. Czytam teraz "Fantomy" i już w trakcie lektury postanowiłam skreślić o tym tekście kilka słów, albowiem wątpię, by moje wrażenia uległy zmianie, co najwyżej notowania prozy pani Marii u mnie jeszcze wzrosną. 

Habent sua fata libelli.... W  1990 roku w liceum w Garwolinie pewna uczennica w nagrodę za zwycięstwo w konkursie matematycznym otrzymała "Fantomy". W 2012 roku ta książka trafiła do mnie za pośrednictwem portalu, na którym jedni  użytkownicy mogą się pozbyć niepotrzebnych im rzeczy, a drudzy przygarnąć potrzebne, ponosząc tylko koszt przesyłki.  Tą drogą zagościło u  mnie w domu już wiele wartościowych, ciekawych publikacji. Z "Fantomów" cieszę się wyjątkowo. Zaprzyjaźniłam się z tym tomikiem i zaznaczam kolorowymi karteczkami wybrane cytaty. Niestety, to wydanie ( w serii Dzieła zebrane Marii i Jerzego Kuncewiczów, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1989) ma defekt. Brakuje stron 17-32. Ewidentnie nie są one wyrwane, tylko najwyraźniej ich nie uwzględniono przy zszywaniu egzemplarza. Trudno, przeskoczyłam tę wyrwę w tekście.

Nie jest to dla mnie książka, którą czytałabym jednym tchem, stronica po stronicy, od deski do deski, a taka, którą wertuję z lubością, podczytując to tu fragment, to tam akapit... Wybiórczo i swobodnie wędruję ścieżkami "Fantomów" znajdując perły. Czytanie po kolei też jednak postępuje, aczkolwiek niespiesznie.
"Fantomy" to proza autobiograficzna. Kuncewiczowa snuje opowieść o sobie, swoim życiu, twórczości, czasach, w jakich dane jej żyć, miejscach, gdzie przyszło jej przebywać i osobach, z którymi zetknął ją los, nie w kolejności chronologicznej, ale na zasadzie skojarzeń i dygresji. W ten sposób odchodzi od schematu biograficznego na rzecz bardziej literackiej formy, gdzieniegdzie przybierając wręcz liryczny ton.
"Fantomy" zostały zamierzone jako opis rozlicznych mieszkań- namiotów, po drodze do miejsca, gdzie umrze się u siebie, we własnych ścianach, we własnej ziemi. Zamiar literacki wcale nieprosty (...) Ograniczenie się do wspomnień wymagałoby ruchu wstecznego, przeciw mojej naturze." (s.71)

Pisarka- niczym tkaczka na literackich krosnach- na osnowie biograficznej przeplata różne wątki. Opowiada m.in.o babci, o koleżankach z pensji, nauce jazdy na rowerze i zabawie na kołobiegu, o rodzinie brata Olesia- dyplomaty, o mężu Jerzym i synu Witoldzie. Wnikliwie i trafnie pisze o turystach, operze, opisuje atmosferę artystyczną Kazimierza (geneza "Dwóch księżyców"), porównuje recepcję radiowych "Matysiaków" i swoich "Kowalskich". Trochę tu historii, więcej refleksji.
"Chciałam zapanować nad literackim nałogiem komentarza - tymczasem po dawnemu analizuję i szukam drugiego dna. Niechże tak będzie. Nie chcę być modna; pragnę być wierna, jeśli nie sztuce, nie historii, nie narodowi, nie społeczeństwu, to przynajmniej sobie takiej, jaką mnie te wszystkie potęgi stworzyły." (s. 72)
W moim odczuciu Kuncewiczowej udało się być wierną sobie. Bardzo polubiłam tę postać wyłaniającą się z zapisków. Szczególnie bliskie stały mi się słowa: "W zetknięciu z ludźmi udawałam, że mnie nie ma. Raczej nie tyle udawałam, co czułam, że mnie w ich konkretnym  ulubionym wymiarze nie ma" (s. 94) Ja też czasem miewam takie poczucie "niebycia" i podobnie jak autorka uciekam w sztukę nieobecności.
"Sztukę czytania zawdzięczam Jadwidze Chrząszczewskiej i Cecylii Niewiadomskiej. Sztukę czytania, czyli nieobecności, bo tak się stało, że już nie musiałam pędzić w dół po schodach ani wyglądać oknem, ani wybiegać z bramy, ani chować się za wieszak w przedpokoju, żeby być g d z i e  i n d z i e j. Zjawiły się takie drzwi i okna które bez klucza i bez skrzypnięcia same się otwierały na różne i n n e miejsca, i wszędzie tam mogłam być, nie pytając nikogo, czy można"( s.34)
Nie sposób także nie darzyć sympatią osoby, która dostrzega, że "zachód z pomarańczowego robił się cytrynowy" (s. 73), a po klekocie sandałów wnioskuje, ż to biegł ktoś młody i wesoły.

Fantom, niezakorzeniona, nierealna, inna, niemożliwa, niesamowicie wrażliwa, cudzoziemka w świecie, w którym "rzeczywistość skrzeczy"...
Z niesłabnącym zainteresowaniem zanurzam się w życie i twórczość Marii Kuncewiczowej. Nie tylko w marcu.






sobota, 10 marca 2012

Czytelnicze reminiscencje- "Cudzoziemka" M. Kuncewiczowej

Pomyślałam ostatnio, że chyba każdy (z grona nie stroniących od literatury) ma taki swój prywatny, subiektywny kanon książek, których znajomość uważa na ważną i niezbędną." No jak to, nie czytałaś/-eś X.???" Musisz koniecznie przeczytać Y!!!" Oczywiście nikt nikogo siłą nie zmusza, ale czasem sobie nie wyobrażamy, jak można nie znać tego czy owego. W sensie, że bardzo warto poznać. 
Na mojej osobistej liście utworów "obowiązkowych" znajduje się "Cudzoziemka" Marii Kuncewiczowej. Z ogromną radością dowiedziałam się, że sporo osób zamierza przeczytać tę książkę w ramach "Marca z Marią", albo sobie ją przypomnieć i podzielić się - mam nadzieję - wrażeniami.



Nie chcąc przedwcześnie psuć komuś lektury jakimikolwiek istotnymi szczegółami na temat treści, pozostanę przy formie ogólnikowego wspomnienia.

"Cudzoziemkę" czytałam w liceum w ramach kółka polonistycznego. Do dziś pamiętam emocje, jakie wywołała we mnie ta powieść, a raczej jej główna bohaterka - Róża Żabczyńska. Byłam wręcz oburzona, jak można być taką egoistką, tak kapryśną i nieznośną, zatruwającą życie innym. Okazuje się, że można, zważywszy na jej przeżycia i kompleksy. Nie da się przejść obojętnie nad tym znakomitym portretem psychologicznym kobiety z muzyką w tle, zwłaszcza koncertem Brahmsa.

"Cudzoziemka" nie bez powodu uznawana jest za najwybitniejszy przykład prozy psychologicznej dwudziestolecia międzywojennego, widoczne są związki z psychoanalizą Freuda, ciekawie potraktowany jest także czas powieściowy - narracja to zaledwie jeden dzień z życia Róży, podczas gdy w retrospekcji, we wspomnieniach, poznajemy zdarzenia na przestrzeni kilkudziesięciu lat - przeszłość bohaterki. To, co najważniejsze, rozgrywa się w świecie wewnętrznym. Zagubienie, brak poczucia tożsamości,  niespełnienie, zawód, niedosyt, odrzucenie, wyobcowanie itd.... mają ważny wpływ na czyny i decyzje bohaterki.

Później czytałam jeszcze raz "Cudzoziemkę", już  z większym zrozumieniem dla psychologicznych motywacji postaci.  Wtedy nie znałam autobiograficznych związków. I może nie teraz, ale kiedyś przeczytam ją jeszcze raz...

 Moim zdaniem, powieść Kuncewiczowej powinna zajmować poczesne miejsce w spisie szkolnych lektur, nawet zastąpić "Granicę" Nałkowskiej, której szczerze mówiąc, nie lubię. Nie jest to dzieło obszerne, ale niezwykle bogate.

W sumie to dziwię się, że nie mam "Cudzoziemki" w swoich zbiorach.

wtorek, 6 marca 2012

Slajdy z Kazimierza: lato 1930, czyli o "Dwóch księżycach" Marii Kuncewiczowej

M. Kuncewiczowa, Dwa księżyce, wyd. Czytelnik 1960.

"Dwa księżyce" to zbiór 20 nowel, z których każda mogłaby funkcjonować jako odrębny utwór, ale razem tworzą niezwykle urzekającą całość - wspólnym mianownikiem są Kazimierz Dolny i schyłek lata, a i postaci przewijają się tu i ówdzie te same. Teksty to literackie przeźrocza, na których utrwalono ludzi, miejsca i zdarzenia; przesuwane po kolei - tworzą barwną opowieść, film pamięci.

"Mnie ta książka cieszy, bo wyraża miłość do skrawka ziemi, gdzie poznałam piękno trwalsze niż estetyczne formuły" - napisała Maria Kuncewiczowa w 1958 roku w Ameryce w przedmowie do pierwszego w Polsce powojennego wydania "Dwóch księżyców". To uczucie  rzeczywiście widać, albowiem pisarka z czułością i sercem  opisuje pejzaż ukochanych miejsc i kreśli portrety bohaterów. Zadedykowała tomik "Przyjaciołom - spod obu kazimierskich księżyców - obecnym i nieobecnym". Ocaliła od zapomnienia ulotne chwile i utrwaliła na wieki tamtych ludzi, miejsca i czas. Mnie również ta książka cieszy. Nieśpieszna lektura dostarczyła mi wielu wrażeń, od zadumy poprzez smutek i wzruszenie, aż po rozbawienie i irytację. Zaskakiwały mnie puenty, albo ujmowały opisy. Z przyjemnością czytałam piękną stylową prozę, smakowałam językowych metafor i chłonęłam klimat dawno minionej  epoki.

Spodziewałam się, że tytułowe księżyce odnoszą się do ziemskiego satelity i jego odbicia w rzecznej toni, wszak Kazimierz, gdzie rozgrywa się akcja, jest położony nad Wisłą. Tymczasem nie, nie o to tu chodzi. Wyjaśnienie znajdziemy w dialogu Meny i Jeremiego:
"- Księżyc był czerwony, kiedy tamci ludzie szli spać... Teraz jest biały. Zupełnie inny. Czy też tamci ludzie wiedzą, jak wygląda biały księżyc?"
" - Może w ogóle są dwa księżyce... Jeden dla tamtych ludzi, drugi- tylko dla nas."
Motyw księżyca jeszcze powraca, ale najdobitniej pokazany jest w powyższych cytatach. Dwa księżyce  symbolizują dwa kontrastujące ze sobą światy.
Letnicy, szukający rozrywek i tubylcy, ciężko pracujący na chleb. Artyści wszelkiej maści, malarze, literaci, aktorki, elegantki  kontra rzemieślnicy, kupcy, tragarze, chłopi na roli, żebraczki.... Arystokraci, mecenasowie a prosty lud. Wielcy i maluczcy. Słońce wszystkim świeci tak samo, ale księżyc to całkiem inna sprawa. Dla jednych jest znakiem pory pójścia na spoczynek, zasłużony sen po dniu ciężkiej pracy, dla drugich - zaproszeniem do zabawy, tańców, spacerów. Nocne życie pod księżycem stanowi wakacyjną atrakcję dla artystycznej cyganerii i bogatych państwa. Kuncewiczowa doskonale to zobrazowała.


Gdybym miała wybrać ulubiony tekst, zdecydowanie wskazałabym "Malwinę", opowieść o kobiecie, która zapuściła korzenie w swoim ogrodzie (mówiąc przenośnie),  jej los związany był ściśle ze zbiorami owoców, a ona panowała wśród roślin niczym mityczna Demeter czy Pomona. Godne podziwu jest poświęcenie i przywiązanie bohaterki do rodzinnej ziemi, nocowania w łóżku ustawionym na ścieżce wśród zielska nie zazdroszczę, a używania "oddartej oprawy "Starej baśni" zamiast śmietniczki"- nie polecam. Klimat tej noweli i sposób obrazowania przywiódł mi na myśl "Sklepy cynamonowe" Bruno Schulza.




O czym traktują "Dwa księżyce"? O życiu i sztuce, rzekłabym. O przenikaniu się się światów. O tym, że prawdziwe piękno leży w naturze, a prawda w tym, co najprostsze. Tu ślepy prostak dostrzega więcej barw niż głodny metafizyki artysta, tu żydowska dziewczyna łowiąca w rynsztoku słoneczny blask inspiruje malarza, kilim utkany z gałganów stanowi przedmiot pożądania dekoratorki o wyszukanych gustach, a dziecięca rymowanka brzmi jak czarodziejskie zaklęcie.

Niejako w ramach kampanii  "Ojczysty - dodaj do ulubionych" wynotowałam z tomiku przecudne słowa:
edredony, butersznyty, pudermantel, chyłkiem, macierzanka, sklepiczarka, nieswojacki, truskawczarnia, nikotiana, płowy, chiton, mereżka, berberys.

Ogólnie rzecz biorąc zachwyciła mnie proza Marii Kuncewiczowej, jedynie opracowanie graficzne w wykonaniu Jana S  Miklaszewskiego nie przypadło mi do gustu.



Inspiracją do przeczytania tej książki był projekt:





środa, 22 lutego 2012

Zdobyłam Fantomy!

Zmotywowana do poszerzenia znajomości ( dotychczas tylko "Cudzoziemka") twórczości Marii Kuncewiczowej w ramach projektu "Marzec z Marią" zamierzałam przeczytać  tylko "Dwa księżyce" stojące sobie cierpliwie na półce. Tymczasem napatoczyły się "Fantomy" i zadeklarowałam chęć przygarnięcia tejże książki. Ponoszę tylko koszt przesyłki. Czuję się jak kot, który upolował tłustą mysz. No dobra, chudą, bo to akurat dziś Popielec ;-)
W każdym razie cieszę się bardzo, dlatego dzielę tą radością.
Tyle.
Wracam do pisania o czym innym.

Moja lista blogów