![]() |
| Źródło okładki:www.hitsalonik.pl |
Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że będę czytała Fleszarową - Muskat, to postukałabym się w głowę. Gdyby jeszcze dodał, że mi się jej twórczość spodoba - tę osobę stuknęłabym po łbie.W moim (jak się później okazało-błędnym) wyobrażeniu przypisywałam autorce staroświeckie, ckliwe romansidła w stylu już niemal przysłowiowej "Trędowatej" (którą to skądinąd też kiedyś muszę w końcu poznać "na własne oczy") i omijałam szerokim łukiem na bibliotecznej półce. Tymczasem ukazał się pierwszy tom kolekcji dzieł zapomnianej już nieco pisarki o bogatym dorobku (około 700 utworów literackich!) i ormiańskich korzeniach po kądzieli. Seria wydawana jest pod hasłem "Mistrzyni powieści obyczajowej", a rekomenduje ją Małgorzata Kalicińska, autorka m.in. "Domu nad rozlewiskiem". Promocyjna cena i ciekawość sprawiły, że "Lato nagich dziewcząt" pod koniec stycznia trafiło pod moją strzechę.
Rzecz dzieje się w latach pięćdziesiątych XX wieku w Sopocie, ale pojawiają się też inne miejscowości Wybrzeża. Trwają wakacje. Znany rzeźbiarz, Grzegorz Bień wynajmuje nadmorską pracownię, by przygotować pracę o tematyce młodości na międzynarodowy konkurs. Do pozowania zatrudnia czwórkę młodych ludzi: Marka - wrażliwego humanistę, Kamyka - początkującego aktora, amanta, Ulkę - dziewczynę, która pragnie wybić się z szarego otoczenia oraz Be zwaną też Beńką - nieco ekscentryczną bogatą jedynaczkę. Wśród tego grona zachodzą rozmaite konstelacje uczuciowe. Obie dziewczyny zabiegają o względy Grzegorza, Markowi zależy na Uli, Be i Kamyk mimo sprzeczek znajdują wspólny język. Kolejne komplikacje pojawiają się wraz z postacią Anny, która duchem jest "młodsza" od własnej córki, oraz z przyjazdem do kurortu zespołu jazzowego Antoniego Breka. Zachowanie i motywacje bohaterów mogą niekiedy wydawać się dziwne, irytować, ale trzeba mieć wzgląd na realia, w jakich żyli, na tło społeczno -obyczajowe.
Rzecz dzieje się w latach pięćdziesiątych XX wieku w Sopocie, ale pojawiają się też inne miejscowości Wybrzeża. Trwają wakacje. Znany rzeźbiarz, Grzegorz Bień wynajmuje nadmorską pracownię, by przygotować pracę o tematyce młodości na międzynarodowy konkurs. Do pozowania zatrudnia czwórkę młodych ludzi: Marka - wrażliwego humanistę, Kamyka - początkującego aktora, amanta, Ulkę - dziewczynę, która pragnie wybić się z szarego otoczenia oraz Be zwaną też Beńką - nieco ekscentryczną bogatą jedynaczkę. Wśród tego grona zachodzą rozmaite konstelacje uczuciowe. Obie dziewczyny zabiegają o względy Grzegorza, Markowi zależy na Uli, Be i Kamyk mimo sprzeczek znajdują wspólny język. Kolejne komplikacje pojawiają się wraz z postacią Anny, która duchem jest "młodsza" od własnej córki, oraz z przyjazdem do kurortu zespołu jazzowego Antoniego Breka. Zachowanie i motywacje bohaterów mogą niekiedy wydawać się dziwne, irytować, ale trzeba mieć wzgląd na realia, w jakich żyli, na tło społeczno -obyczajowe.
Gwoździem programu, czyli powieści, jest Gwóźdź. Pies wodołaz, który wiernie towarzyszy rzeźbiarzowi i patrząc na świat ze swojego psiego punktu widzenia, dochodzi do trafnych wniosków np.że "ludzie w gruncie rzeczy są tak straszliwie niepoważni". To dzięki czworonożnemu przyjacielowi Grzegorz może z dumą zasiadać za kierownicą błękitnego studebakera, a trzeba zaznaczyć, że w tamtych czasach samochód robił furorę w towarzystwie, zwłaszcza zagraniczny budził ciekawość i zazdrość. Gwóźdź odgrywa w całej historii bardzo istotną rolę i dopisuje się zaszczytnie do puli psich portretów w literaturze.
Akcja toczy się leniwie wśród plaż, deptaków, kawiarni i sal koncertowych, biegnie sopockimi uliczkami, zagląda do portu i wypuszcza się na wieś nad jezioro, przesiaduje w pracowni mistrza i tańczy na dansingu. Właściwie to jednak rozgrywa się na płaszczyźnie międzyludzkiej, w sferze uczuć, myśli, pragnień, obaw... Zdarzeń jest w sumie niewiele, ale sporo nieporozumień i gierek między bohaterami: zwodzą się, uwodzą, odchodzą i przychodzą, próbują wzbudzić zazdrość, próbują obudzić uczucie, udają, kombinują.... A wszystko to w dusznej atmosferze upalnej kanikuły spędzanej w mieście nad morzem.
Stanisława Fleszarowa- Muskat pięknym barwnym językiem i niezwykle sugestywnie opisuje rzeczywistość przedstawioną w powieści. Momentami "widziałam" sceny jakbym nie czytała książki a oglądała film. Słyszałam jazz, czułam morską bryzę i kurz z rzeźbiarskiej pracowni. Smakowałam dania jedzone przez bohaterów. Byłam tam.
O czym jest powieść? O miłości, najprościej by rzec, ale to nie jest wcale proste, bo i samotność, i ambicja i zazdrość i młodość pchają się na afisz. O relacjach międzyludzkich, stosunkach damsko- męskich, rodzinnych i psich. Tytuł może niektórych zwieść na manowce, w powieści nie ma nic zdrożnego z punktu widzenia współczesnego czytelnika.
Bardzo emocjonalnie odebrałam ten słodko - gorzki obraz obyczajowy, przetykany ironią i gdzieniegdzie humorem. Rzadko to robię, ale zaznaczałam ołówkiem niektóre fragmenty, celnie bądź zabawnie ukazujące ludzką naturę, czy komentujące rzeczywistość. Lektura przyniosła mi także zdobycze w zakresie słownictwa. Po raz pierwszy spotkałam się z nazwą "pławki" na określenie kąpielówek i terminem "kawalet" (stół rzeźbiarski z blatem na gwincie). W dziedzinie kulinarnej zaś poznałam takie przysmaki jak "forszmak dragomirski", czy "bryzol".
Pierwsze spotkanie z prozą Stanisławy Fleszarowej -Muskat uznaję za bardzo udane i owocne. Nie planuję zakupu całej serii 25 powieści w 34 tomach, nie wykluczam jednak kolejnych spotkań z twórczością "mistrzyni powieści obyczajowych". Skorzystam zapewne ze zbiorów bibliotecznych, ale może jeszcze się skuszę na egzemplarz z kolekcji.





