czwartek, 21 listopada 2013

Znacie specjalistkę od szczęśliwych zakończeń?


Miałam przyjemność przeprowadzić dla magazynu kultiralno-literackiego
"Szuflada" wywiad z Magdaleną Witkiewicz.
Emocje, ciepło, humor, optymizm i życiowe problemy - to wszystko znajdziemy w książkach tej gdańskiej autorki. Nie wszystkie jeszcze czytałam, ale na pewno to nadrobię, zwłaszcza, że pożądane tytuły znajdują się w zasobach lokalnej biblioteki.
Z ciekawością czekam też na przyszłe publikacje - na opowieść o Augustynie P. i o  czereśniach...
Tymczasem zapraszam do przeczytania rozmowy z autorką m. in. "Milaczka, "Szkoły żon" i "Zamku z piasku".


PS. Zastanawiam się - opisać wrażenia z lektury "Kochanie, zabiłam nasze koty' czy nie...?
A może słówko o starym spektaklu obejrzanym na TVP Kultura?

niedziela, 17 listopada 2013

Złoty notes zamknięty na zawsze...

Dziś w wieku 94 lat odeszła Doris Lessing. Laureatka Literackiej Nagrody Nobla w 2007 r., wybitna pisarka o ciekawej biografii. Nie zapisze już nic w złotym notesie, nie usłyszy jak trawa śpiewa i nie opisze już więcej wspomnień z farmy w Rodezji, ani o kocich osobowościach.

Smutno mi wyjątkowo, bo bardzo ceniłam jej twórczość.
Starałam się w miarę możliwości poznawać jak najwięcej jej publikacji, zamierzałam zagłębić się także w jej autobiografię. Mam już zatem jeden punkt obowiązkowy do czytelniczych planów na Nowy Rok.

Oto lista książek pióra Doris Lessing ( wg spisu w BiblioNETce). Zaznaczyłam pogrubieniem te, które czytałam, a podkreśliłam to, co mam.
  • Alfred i Emily
  • Dobra terrorystka
  • Drugie opowieści afrykańskie
  • Dwie kobiety
  • Fala po burzy
  • Idealne matki ( to opowiadanie wydano także w tomie Dwie kobiety)
  • Lato przed zmierzchem
  • Mara i Dann
  • Martha Quest
  • Mężczyzna i dwie kobiety
  • Mrowisko: Opowiadania
  • O kotach
  • Odpowiednie małżeństwo
  • Opowieści afrykańskie
  • Pamiętnik przetrwania
  • Piąte dziecko
  • Playboy science fiction (antologia; wraz z Bradbury Ray (Bradbury Raymond Douglas), Le Guin Ursula K. (Le Guin Ursula Kroeber), Spinrad Norman i inni)
  • Pod skórą: Autobiografia do roku 1949
  • Podróż Bena
  • Pokój nr 19
  • Przed zstąpieniem do piekieł
  • Rafa Trzech Szkieletów (antologia; wraz z Toudouze Georges Gustave, Stephenson Carl, Johnson Dorothy M. (właśc. Johnson Dorothy Marie) i inni)
  • Spacer w cieniu: Autobiografia 1949-1962
  • Szczelina
  • Trawa śpiewa
  • Złoty notes
  • Znów ta miłość

czwartek, 14 listopada 2013

Okrutna baśń o kobietach i sile przetrwania - "Gołębiarki" Alice Hoffman


"Gołębiarki" to powieść polecana zarówno przez popularną i niezwykle poczytną pisarkę Jodie Picoult jak i przez uznaną noblistkę Toni Morrison, rekomendowana również przez polską znaną autorkę Małgorzatę Gutowską - Adamczyk i chwalona przez czytelników. Jej lektura stanowiła zatem bardzo obiecujące wyzwanie. Podjęłam je z dużą ciekawością i niepewnością, czego mogę się spodziewać po Alice Hoffman. Przyznam bowiem, że po raz pierwszy słyszę o tej amerykańskiej pisarce, choć zrealizowany na podstawie jej powieści film "Totalna magia" gdzieś mi świta w czeluściach pamięci. Wróćmy jednak do książki uważanej za najważniejszą w dorobku tej powieściopisarki.

Powieść składa się z czterech części, narratorką w każdej jest inna bohaterka. Kolejno poznajemy dzieje Jael - córki skrytobójcy, Riwki - żony piekarza, Azizy - młodej wojowniczki oraz Sziry - "czarownicy". Są one jak cztery żywioły, o niektórych nawet mowa wprost: symbol Sziry  to  woda, a znak Jael stanowi ogień. Różnią się wiekiem, stanem cywilnym i  rodzinnym, charakterami. Mimo niejednorodności jest coś, co je łączy - niesamowita wola przetrwania,  siła, trudna do określenia kobieca moc. Ich losy -  pełne tragizmu, cierpienia, rozpaczy, naznaczone bólem, okrucieństwem i śmiercią - splatają się w trudnej wojennej sytuacji, w twierdzy Masada, gdzie wspólnie pracują zajmując się gołębnikami. Każda z kobiet dźwiga jakieś brzemię, cierpią, nie poddają się jednak okrutnej rzeczywistości. Twardo udeptują swoją ścieżkę mocą miłości, wytrwałości, nieraz zemsty, ale i przebaczenia, poświęcenia. Zdobywają się na naprawdę wiele, walczą - nie tylko bronią, ale i sprytem, uczuciem, czy za pomocą magicznych rytuałów i talizmanów. To, czego doświadczają, trudno jest sobie wyobrazić i przyjąć, sprawia to lekturę bardzo przytłaczającą i bolesną. 
Całość wieńczy epilog - ukazujący z perspektywy kilku lat zakończenie dramatycznej historii. Naprawdę trudno się pogodzić z tym, co czytamy, co się stało ze społecznością twierdzy Masada, a wśród nich z bohaterkami i ich bliskimi. Czy to było słuszne, heroiczne, jedyne wyjście z sytuacji? Nie wiem. Można tu postawić wiele pytań. Zapewne równie wiele byłoby odpowiedzi.

Powieść jest obszerna nie tylko pod względem ilości stron (niemal 600), ale i tematów, jakie w sobie zawiera - mamy oto całe spektrum relacji międzyludzkich ( np.kobieta- mężczyzna, ojciec- córka, matka - dziecko, przywódca- wojownik, pan - niewolnik, przyjaciel - wróg), uczuć i emocji (np.miłość, nienawiść, przyjaźń, zawiść, zaufanie, poświęcenie), kwestie takie jak walka o wolność, heroizm, wiara oraz wiele innych,  każdy czytelnik dostrzeże coś innego, zwróci uwagę na rozmaite aspekty. 
Autorka kreśląc portrety bohaterek, nie pominęła ciekawego historycznego tła, a  fabularny tok wydarzeń snuł się raz szybciej  raz wolniej, czasem - ujęty retrospektywnie, ale zawsze zajmująco. Jedyne, do czego można mieć zarzuty, to brak zróżnicowania  narracji w poszczególnych częściach - według mnie każda z bohaterek opowiadała jednakowo.
Finał sprawił, że po skończeniu lektury czułam się roztrzęsiona i wyczerpana emocjonalnie. Warto jednak było doświadczyć tej przejmującej historii rozgrywającej się w starożytnym Izraelu, w latach 70- tych n.e.

"Gołębiarki" to opowiedziana kilkoma kobiecymi głosami egzotyczna baśń z tysiąca i jednej nocy. Baśń smutna, okrutna i bez szczęśliwego zakończenia. Poruszająca i  przytłaczająca. Ważna i piękna! Niełatwo ją udźwignąć emocjonalnie i trudno ją zapomnieć.

Na zakończenie, tak już na marginesie, kilka uwag technicznych:
Na uznanie zasługuje piękne wydanie tej powieści - wręcz hipnotyzujące zdjęcie na okładce, wytłaczane litery, połyskujący szlachetnie tytuł. Szkoda tylko, że oprawa nie jest twarda.
Brawa ogromne należą się tłumaczowi - Bohdanowi Maliborskiemu, znanemu m.in. z przekładów twórczości Doris Lessing. Znakomicie, moim zdaniem, uchwycił "ducha" tej powieści.

Za możliwość przeżycia tej trudnej acz pięknej historii  dziękuję 

piątek, 8 listopada 2013

Czy czasu strata na "Literata"?

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.  Darowanej, bo wygranej książce - w zęby, czy raczej w kartki zajrzeć trzeba.
Tym razem "ofiarą" padła debiutancka powieść kryminalna Agnieszki Pruskiej "Literat".
  • Dobry pomysł spalił na panewce, bo jedna mumia wiosny i dobrego kryminału nie czyni... 
  • Książkę zaczęłam czytać niemal od razu po rozpakowaniu przesyłki, ale stopniowo mój entuzjazm gasł. Ciekawie zapowiadająca się zagadka kryminalna utknęła w długich i nudnych fragmentach, gdy prowadzone jest śledztwo, a polega to głównie na rozdzielaniu zadań, oczekiwaniu na wyniki, raporty, zdawanie relacji przełożonemu, a nic z tego nie wynika, wszystko stoi w martwym punkcie.
  • Całość przewidywalna, nawet dla kogoś, kto nie czytuje kryminałów tonami.
  •  Występuje dwutorowość narracji (1os. i 3 os.)  i akcji (przeszłość/teraźniejszość)- myśli mordercy planującego zbrodnię (zresztą dość słabo napisane) oraz bieżące wydarzenia związane ze śledztwem.
  • Dużo postaci, ale niektóre niewiele albo nic nie wnoszą.
  • Główny detektyw- nadkomisarz Barnaba Uszkier -  godzi pracę z życiem rodzinnym, znajduje czas, by pograć z synami w RPG. Aspekt rodzinny wart podkreślenia.
  • Bardzo przypadkowe i naciągane "wpadnięcie" na właściwy trop. ( Na zasadzie -  daj mi znać, jakby  ktoś ci powiedział, że ktoś mu mówił, że  ktoś się dziwnie zachowuje...)
    Przestępca pojawia się trochę tak "deus ex machina".
  • Nie da się nie zauważyć, że w pewnym momencie na jakiś czas jedna z postaci (właściwie biernych, ale to nic) zmienia imię!!! W sumie co za różnica Angelika, czy Agata....
  •  "Oglądnąć"  - regionalizm małopolski uznany jest za poprawny,  jednakowoż mnie jego używanie drażni ( więc np. nie "oglądnę"  filmu, a obejrzę) i dziwi w tekście gdańskiej autorki.
  • Tytuł do bani. ( Przenośnia tak daleka, że aż nietrafna)
  • Nie będę pisać, że autorka ma potencjał, ale go nie wykorzystała, bla bla bla....Nie będę usprawiedliwiać, bo poza słabym wątkiem kryminalnym nie ma tu nic ciekawego, fajnego, dodatkowego...
  • Lubię ( też  kryminalną) literaturę polską. Pruskiej - czytać nie będę.

czwartek, 7 listopada 2013

Przestrzenie Banach, w dodatku szcześliwe

Nie, drodzy matematycy, nie pomyliłam się!
Nie chodzi mi bowiem o liniowo-topologiczne odkrycia Stefana Banacha, a o nagrodzoną w konkursie Naszej Księgarni powieść Iwony Banach - "Szczęśliwy pech", wydaną w przesympatycznej serii "Babie lato".

Na początku czytania pomyślałam, że będzie banalnie, potem - że jest irytująco (zachowanie bohaterki), a jeszcze dalej - to już nic nie myślałam, tylko się śmiałam.
W skrócie powiem tak:
  • Postaci:
    Regi (ale wcale nie Regina) - niedoszła przyszła autorka bestsellerowych romansów, o bynajmniej nieromantycznej duszy; chodząca katastrofa, człowiek -demolka, bezczelna, nieobliczalna i zakręcona.
    Rafał - dość tajemniczy gość, ma psa Szatana i anielską cierpliwość, uciążliwą eks-małżonkę, w przeszłości  - szalonego dziadka.
    Tonino - drugoplanowy, ale uroczy obcokrajowiec, którego próby posługiwania się językiem polskim doprowadzają do łez ze śmiechu.
    Do tego listonosz, policjant, była żona, mieszkańcy Dębogóry - niezbędni w tym całym zamieszaniu.
  • Jest to komedia romantyczna, z akcentem na KOMEDIA. Mnóstwo w niej gagów, nieporozumień, głupich sytuacji, zabawnych scen i dialogów.
    Trochę może to przesadzone, przerysowane, do absurdu dążące, ale widać, że to celowe zamierzenia autorki
    Uśmiałam się jak norka!
  • Nie perypetie miłosne są tu tematem, ale poszukiwanie skarbu i różne po drodze przygody.
    Finał - ten w sferze uczuciowej - typowy i nietypowy zarazem, ale nie chcę zdradzać szczegółów.
  • Czułam gdzieś w oddali ducha ( teraz to już dosłownie) Chmielewskiej - głównie ze względu na komiczny wątek quasi-kryminalny: seria domniemanych morderstw dokonanych przez rzekomego zabójcę i liczne zamachy na życie bohaterów.
  • Nie wszystko mi w tej powieści grało, ale zważywszy na ubaw po pachy, można przymknąć oko na drobiazgi, zresztą nie da brać całości na poważnie.
    ( Zastanawia mnie np. czy "przyrodni brat siostry jej matki" to nie to samo co " przyrodni brat jej matki", czyli po prostu jej wuj, przyrodni...:-) )
Reasumując, kawał dobrej zabawy!
A kolorystyka okładki bardzo energetyzująca i optymistyczna.


Powieść przeczytałam w październiku w ramach Trójki E-pik jako optymistczną książkę na jesienną chandrę. Nadaje się jak znalazł!



niedziela, 3 listopada 2013

"Blogotony" Inga Iwasiów


Feministka, pisarka i akademiczka - takie potrójne określenie widnieje w nagłówku bloga Ingi Iwasiów.  Wydaje mi się, że najkrócej i  najtrafniej  charakteryzuje ono tę znaną profesorkę Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawczynię, honorową ambasadorkę Szczecina, autorkę m.in. nominowanej do Literackiej Nagrody Nike powieści "Bambino", opowiadań "Smaki i dotyki",  prac naukowych o twórczości W. Odojewskiego i L.Tyrmanda, a także z zakresu gender oraz najnowszej książki "Umarł mi. Notatnik żałoby".

Wydane przez Wielką Literę "Blogotony" stanowią zbiór tekstów pogrupowanych w sześciu częściach, których tytuły już wskazują na rodzaj zawartej w nich treści: Zawodowo uczestnicząc, Przełamując fale (feminizmu i wszystkie inne), Tryb podróżny i osiadły, Myślenie jest polityczne, Mijanie, Blog w życiu (raczej nieprywatnym). 
Nietrudno wyjaśnić "blogotony" jako formę felietonów publikowanych jako wpisy na blogu. Ta nazwa ma jednak w sobie także coś muzycznego. Podążając za tym skojarzeniem, mogę stwierdzić, że  teksty serwowane przez Ingę Iwasiów nie brzmią fałszywie i choć różnorodne tematycznie (m.in. o książkach, filmach, podróżach, feminizmie, polityce i wydarzeniach kulturalnych) nie tworzą kakofonii, a budują harmonijne i mocne akordy. 
Można wyróżnić wśród nich ton osobisty, jednak najbardziej prywatne sprawy i wydarzenia z życia autorki nie są na pierwszym miejscu, a jakby "zanurzone" w szeroko  pojętej kulturze. To nie jest ekshibicjonistyczny dziennik "celebrytki", zresztą za taką  Inga Iwasiów żadną miarą nie uchodzi To osobiste notatki intelektualistki, która może być,  i zapewne jest, autorytetem dla wielu osób, nie tylko utożsamiających się z ideą feminizmu, czy krytyką feministyczną.
Zgodnie z tym, co autorka deklaruje we wstępie, jest  to autoprezentacja "z majaczącymi w tle przejawami kultury".  Taki subiektywny ( bo niby jak inaczej!) zapis uczestniczenia w życiu kulturalnym, zawodowym, codziennym, z wyostrzonym do maksimum zmysłem obserwacji i celnymi, nieraz ciętymi  czy ironicznymi uwagami. Trzeba podkreślić, że całość jest napisana przystępnie dla zwykłego odbiorcy, nie naukowym dyskursem pełnym specjalistycznych terminów. Zwyczajnie, a przy tym błyskotliwie, lekko i jednocześnie mądrze ( choć to się przecież nie wyklucza).
Widoczny jest - wspomniany także na początku - mozaikowy charakter zbiorku. Ta jakże różnorodna mozaika została jednak dobrze ułożona, bo choć najlepiej czytać tę książkę porcjami, to czyta się ją płynnie i z ciągłym apetytem na kolejny fragment. Przeczytamy  m. in. o edycjach Nagrody Nike, o wyjazdach do Wilna, likwidacji dwumiesięcznika Pogranicza, o Bałkanach wg Stasiuka, o kobietach  u  Wajdy, o karierze M. Szwai, o powieści "Na krótko", o filmach nagradzanych na festiwalu w Gdyni, o Euro 2012, wystawach, kongresach, własnych lekturach,  o prasie kobiecej, o współczesnym  języku... O tym, co dla Iwasiów ważne, ciekawe, zajmujące, irytujące, czy dające do myślenia.

Przy "Blogotonach" dobrze mieć pod ręką coś do pisania, by zanotować sobie a to interesującą uwagę ( np. że "Dziennik" Pilcha jest z Tyrmandowego ducha), a to wymieniony tytuł książki lub filmu (np powieść. "Numer zerowy" Pauliny Grych) - jako inspirację. Nie z każdą jednak myślą musimy się zgadzać, ale przynajmniej pole do rozmyślań mamy otwarte.
Inga Iwasiów jawi się jako "trzcina myśląca"; osoba zaangażowana w pełni w to, co robi, bezkompromisowa, krytyczna, szczera. Przyznam, że intuicyjnie czuję wobec niej sympatię ( nie tylko za rozmiar buta 35 slim), ale i pewien... respekt. Z duszą na ramieniu poszłabym na egzamin do prof. Iwasiów i pewnie z wrażenia odebrałoby mi głos. Zdecydowanie wolę pisać niż mówić, a już najbardziej - wolę czytać. 
Do "Blogotonów", które uważam za inspirującą i wartościową lekturę - jeszcze wrócę, tymczasem czuję się zmobilizowana, by wreszcie zmienić status stojących od dawna na półce powieści "Bambino" i "Ku słońcu" z "jeszcze nieprzeczytane" na "już  poznane".


Za impuls do poznawania twórczości Ingi Iwasiów dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.

poniedziałek, 28 października 2013

Pocztówka z Sosnowca, czyli "Puder i pył"


Drugi tom historyczno-obyczajowych, a po trosze kryminalnych, "kronik sosnowieckich" Zbigniewa Białasa już za mną.  Trzeciej części już chyba nie będzie, a może się mylę...
Moją wypowiedź odnośnie powieści "Puder i pył" znajdziecie tutaj.
Natomiast dla przypomnienia - o "Korzeńcu" - tam.











Moja lista blogów