czwartek, 30 kwietnia 2015

Hurtownia - książki dla dzieci

Zapraszam na przegląd kilku nowych, ciekawych publikacji dla najmłodszych.
Moje opinie - pod linkami.
 

Ewa Kozyra- Pawlak "Liczypieski" (Nasza Księgarnia)

- matematyka dla smyka
- zabawny wierszyk
- technika kolażu

Więcej moich spostrzeżeń tutaj:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/765-ewa-kozyra-pawlak-liczypieski-nasza-ksiegarnia




Natalia Usenko "Bractwo-piractwo. Przygoda matematyczna"(Nasza Księgarnia)

Roześmiana recenzja trochę rymowana:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/766-natalia-usenko-bractwo-piractwo-przygoda-matematyczna-nasza-ksiegarnia
 









Agnieszka Sowińska "Przekroje. Owoce i warzywa"(Nasza Księgarnia)
-edukacja przez ilustracje. 
 - książka przywodzi na myśl serial animowany „Było sobie życie”, który też obrazowo przedstawiał wiadomości i tłumaczył na „bajkowych” postaciach tajemnice biologii






http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/768-agnieszka-sowinska-przekroje-owoce-i-warzywa-nasza-ksiegarnia

środa, 29 kwietnia 2015

Cosik jakby stosik ;-)

 
Takie oto kwiatki :-)w różnych konfiguracjach. W większości - recenzyjne i nawet już opisane. Zapraszam do przegladania starszych postów oraz na Czytajmy Polskich Autorów.
Zielono- żółto - szary zestaw to nagroda niespodzianka w konkursie od Wyd. Prószyński i S-ka.
Obecnie czytam "Pamiętnik Wacławy".
Na zdjęciu  na dole moje balkonowe ozdoby.


I jeszcze bonus: książki nowe, które nie załapały się na sesję:

Okładka książki Nikt nie widział, nikt nie słyszał...




niedziela, 26 kwietnia 2015

"Smrt krasnych srncu. Jak jsem potkal ryby"

Według Mariusza Szczygła to najbardziej antydepresyjna książka świata. I coś w tym jest, bo choć nad  nią raczej nie wybuchamy salwami śmiechu, to jednak podczas lektury czujemy odprężenie, wchłaniamy pozytywną energię, radość życia i ładujemy akumulatory. 
Literatura czeska jest specyficzna, trudno wytłumaczyć jej fenomen i nie można jej odmówić uroku. Taka też jest "Śmierć pięknych saren" Oty Pavla.
Książka jedyna w swoim rodzaju.
Taka, którą czyta się niespiesznie. Piękna i szlachetna.
Taka, którą się pamięta i do której się powraca... 
Niby w końcu ma się już dość o tym łowieniu ryb, ale czyta się dalej, bo to wszytko takie jakieś piękne i kojące...

"Można powiedzieć, że słońce jest często wielką żółtą pigułką od niebiańskich psychiatrów, która rozpędza smutek i wytwarza różowy nastrój. Słońce działa niekiedy skuteczniej niż szwajcarskie proszki noveril czy amerykańskie aventyl HCI. Słońce jest także żółtym ręcznikiem frotte, który nas samoczynnie wyciera do sucha. Słońce również dostaje się nam do krwi, by ogrzać nasze serca, kiedy są zimne jak psi nochal."
(Ota Pavel, Śmierć pięknych saren/ Jak spotkałem się z rybami, wydanie: kolekcja lit. czeskiej.s.143)
Jest w tej prozie żartobliwość, czułość, pogoda ducha, ciepło, ironia,  piękna radość i równie piękny smutek. To sentymentalna podróż w czasy dzieciństwa i młodości, pełne cudownych chwil związanych głównie z łowieniem ryb, ale i naznaczone wojenną rzeczywistością (np.  rozdział "Karpie dla Wermachtu").
Autor snuje wspomnienia o ojcu - najlepszym komiwojażerze firmy Elektroluks, hodowcy karpi i królików, zapalonym wędkarzu, nieobliczalnym  przedsiębiorcy ładującym się w coraz to nowe "biznesy". Są to opowieści serdeczne, nieco ironiczne, stanowią hołd dla rodziców narratora, zwłaszcza ojca, o którym czytelnik w końcu powtórzy, że "Fajny chłop z tego Poppera".
O. Pavel opowiada o  wyprawach na ryby, opisuje piękno czeskich rzek i stawów. Przebija w tym ogromna pasja, umiłowanie życia i przyrody. Jest też nuta melancholii,  przemijanie, śmierć...

Nie wiem, jak innym czytelnikom, ale mi "Śmierć pięknych saren" ogólnie kojarzy  się z  twórczością Marcela Pagnola ("Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki") - wyczuwam podobny nastrój, wrażliwość, sentymentalność.

Za genezą tej książki kryje się niestety tragiczna historia. W 1964 r. Ota Pavel, relacjonujący jako dziennikarz sportowy olimpiadę zimową w Innsbrucku, doznał "pomieszania zmysłów", zobaczył "diabła". Atak choroby psychicznej zmienił jego życie w koszmar naznaczony pobytami w szpitalach, cierpieniem, traumą. Wspomnienia przynosiły pewną ulgę, ich spisywanie- stało się terapią. To wspomnienia o rybach i rzece - wielkiej miłości Pavla, pomagały mu żyć. Zmarł w 1973 r. na zawał serca, miał zaledwie 43 lata...
I nawet pewnie nie przemknęło mu przez myśl, ze jego książka będzie w kanonie literatury czeskiej, że stanie się klasyką....

Tom, który ukazał się w serii Kolekcja Literatury Czeskiej, zawiera  "Śmierć pięknych saren" oraz "Jak spotkałem się z rybami". Przetłumaczyli: Andrzej Czcibor-Piotrowski i Józef Waczków. W załączeniu - film na podstawie opowiadań Oty Pavla (1986, reż. Karel Kachyńa).








czwartek, 23 kwietnia 2015

Czytelniczka umajona

The Reader Crowned with Flowers

The Reader Crowned with Flowers, Jean-Baptiste-Camille Corot (1845)

Źródło:
http://www.artinthepicture.com/paintings/Jean-Baptiste-Camille_Corot/The-Reader-Crowned-with-Flowers/

Czytelnikom, Autorom, Księgarzom, Bibliotekarzom, Wydawcom, Redaktorom, Korektorom, Recenzentom oraz wszelkiej maści osobnikom z książkami związanymi  
z okazji Światowego Dnia Książki
życzę

WSZYSTKIEGO LITERACKIEGO! ;-)
 i spokojnego czytania w dobrej cenie.

 

środa, 22 kwietnia 2015

"Króliki Pana Boga" G. Kozera

  "- Wiesz, zapomniałam, że istnieje coś takiego jak ludzki odruch - powiedziała cicho. 
- Więc może jeszcze nie wszystko jest dla nas stracone?"

(G. Kozera, Króliki Pana Boga
Wyd. Dobra Literatura, 2015, s. 232)

"Światło jest ciszą" - tymi słowami rozpoczyna się najnowsza, wyczekiwana powieść Grzegorza Kozery, nawiązująca do wcześniejszej, znakomitej książki Berlin, późne lato (2013).
Cisza zapadnie po jej przeczytaniu. Popłynie łza. A może rozlegnie się krzyk. Krzyk rozpaczy, bezsilności, żalu. 

To powieść przejmująca do szpiku kości, mocna, okrutna i na wskroś prawdziwa.
Czyta się ją ze ściśniętym sercem, z bolesną świadomością, że fikcyjne postaci zostały umieszczone w przerażających, wojennych i powojennych realiach, w potwornych okolicznościach, odwzorowanych na podstawie prac dokumentalnych (m.in. Dziki  kontynent. Europa po II wojnie światowej, Keith Lowe, 2013). "Króliki Pana Boga" opowiadają o czasach, w których dominowały przemoc, bezprawie, zemsta, gwałt, bestialstwo, głód i nędza, a śmierć zbierała nadal krwawe żniwo. To także opowieść o poświęceniu, przyjaźni, odpowiedzialności, cierpieniu i o tym, że dobro zwycięża. Ale to nie baśń.

Jest maj 1945 roku, kończy się II wojna światowa, następuje wyzwolenie. Z podręczników znamy daty, pakty, fakty, nowy podział terytorialny... A co działo się wtedy z ludźmi? Nie ma tak pięknie jak w piosence, "do domu wrócimy, w piecu napalimy, nakarmimy psa". Dla byłych więźniów obozów, jeńców, robotników przymusowych  - jaka to wolność? Wycieńczeni, chorzy, głodni, obdarci, bez środków do życia, bez zapewnionego wiktu i transportu, jak mieli powrócić do swoich krajów, domów, jak odnaleźć rodziny? Wielu  nie doczekało powrotu. Pozostali - toczyli walkę o przetrwanie, trzymali się kurczowo krawędzi życia, skazani na pastwę losu, zależni od pomocy wojsk amerykańskich i radzieckich, własnej  siły i zaradności. 

Adam, Honza i Halina przeżyli. Młody robotnik z gospodarstwa rolnego, cudem niemal ocalały dzieciak o  polsko-żydowskich korzeniach i kobieta, która jako zbiegła więźniarka przez pewien czas ukrywała się  w mieszkaniu u niemieckiego pisarza. To o niej czytamy w powieści Berlin, późne lato.

Los  sprawił, że  ścieżki tej trójki rozbitków skrzyżowały się i razem wyruszyli w drogę, wspierając się i pomagając sobie nawzajem. Wracają z piekła przez czyściec - i to ich do sobie przybliżyło, choć są tak różni. Każde z nich dźwiga ogromny bagaż krzywd i traumatycznych doświadczeń. Nie od razu jednak wyjawiają to, co przeszli. Trudno zaufać drugiemu człowiekowi, odsłonić swoje rany, których nie wyleczy żadna maść, bolesne przeżycia. Z drugiej strony - mają tylko siebie. Spotykają i dobrych i złych ludzi, czy ktoś im pomoże, czy ich skrzywdzi - nigdy nie ma pewności. Sami też muszą podejmować ostateczne decyzje i czytelnik nie jest w stanie ich jednoznacznie ocenić.

Bohaterów łączy determinacja, chęć przetrwania, wewnętrzny imperatyw dotrzymania słowa, spełnienia obietnicy złożonej choremu chłopcu. Wyróżnia ich to, że nie zatracili ludzkiego odruchu pomocy bliźniemu. Potrafią współczuć.To jedyna, stała i ocalająca, wartość w ich świecie. Iskierka nadziei, że nie wszystko dla nich stracone.

Oni są tytułowymi królikami - uczestniczą w boskim eksperymencie nad ludzką wytrzymałością. Przechodzą próbę, okupując to straszliwym kosztem. Okazuje się, że człowiek może znieść naprawdę wiele. Rodzi się jednak pytanie, dlaczego musiał przechodzić taką gehennę? W jakim celu został zachowany przy życiu, mimo wszystkiego, co przeszedł? Adam i Halina mają odmienne postawy wobec Boga i modlitwy. Ale nie da się, z ich perspektywy rozstrzygnąć, która jest słuszna.

Grzegorz Kozera przy pomocy utworu fabularnego przybliżył niewykle sugestywny obraz okresu historii XX w., o którym nie głoszą szkolne podręczniki, a do tej pory właściwie te treści nie były popularyzowane na szeroką skalę. Sporo jest publikacji o działaniach wojennych, powstańczych, partyzanckich, bogata literatura na temat Holokaustu, obozów. O tym, co działo się po formalnym ogłoszeniu pokoju - tak naprawdę wiemy niewiele. A nie każdy jest wszak zapalonym historykiem. Odnoszę jednak wrażenie, że taki stan wiedzy  przeciętnego czytelnika zaczyna się zmieniać - pojawiły się Króliki Pana Boga, czy 1945. Wojna i pokój M. Grzebałkowskiej. To ważne i potrzebne lektury, wręcz obowiązkowe.

Ta powieść bardzo wstrząsnęła mną emocjonalnie. Przeczytałam ją od razu, gdy tylko otworzyłam, wsiąknąwszy od pierwszego zdania, aż po ostatnie -  niczym klamra spinajace całość. Po lekturze musiałam ochłonąć. Tyle mocnych wrażeń i tylko 256 stron. Grzegorz Kozera nie potrzebuje rozlewnej sagi, by zawrzeć to, co najważniejsze. Pisze konkretnie, z precyzją reportera i dużą wrażliwością. Porusza  tematykę ciężkiego kalibru, wciągając czytelnika po uszy, by  ten przeżywał, zadawał pytania i rozmyślał. Wprowadza motywy sztuki, co wydaje się już charakterystyczne dla autora Co się zdarzyło w hotelu Gold. Tym razem nie poświecił im wiele miejsca, ale pojawia się wymowne odniesienie do Piety. Od tej pory na  tę rzeźbę  Michała Anioła będzie mi się nakładał inny obraz, związany z fabułą Królików...

Na koniec mam dla przyszłych czytelników ostrzeżenie: nie  zabierajcie się do lektury tej powieści rozłożeni na kanapie z talerzem pysznych przekąsek pod ręką, bo wątpię, czy będziecie w stanie cokolwiek przełknąć. I nie zjecie spokojnie obiadu. Ta proza porusza, wymaga skupienia, powagi, refleksji. Ściska za gardło.

Dodam jeszcze, że  jeśli ktoś ma w planach przeczytanie Berlina..., niech to lepiej zrobi przed Królikami... bowiem  druga ujawnia ważne szczegóły fabuły tej pierwszej. Szkoda pozbawiać się zaskoczenia, czytając w innej kolejności. Natomiast Króliki... jako takie - stanowią odrębną całość, więc gdyby ktoś planował sięgnąć tylko po tę pozycję  - nie będzie miał problemu z nieznajomością pierwszej części. 
Polecam jednak uwadze wszystkie książki Grzegorza Kozery.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

"Przypadkowa" okładka

Zostałam poproszona o pomoc w wyborze okładki najnowszej książki Jacka Getnera poprzez wzięcie udziału w głosowaniu na konkursowe finałowe projekty.
Szczegóły tutaj: http://panprzypadek.blogspot.com/2015/04/pan-przypadek-i-finalisci-konkursu-na.html
Szczerze powiem, że żadnej części przygód "Pana Przypadka" nie czytałam i nie mam pojęcia "z czym to się je", chociaż co nieco obiło mi się o uszy, czy raczej "o oczy" na innych blogach.  Nie przeszkadza mi to jednak wypowiedzieć się na temat okładek, kierując się własnymi odczuciami "artystycznymi", że tak to to nazwę.
W związku z powyższym, aby zasadom głosowania stało się zadość:

 Przyznaję 3 punkty projektowi nr 1:


oraz 1 punkt projektowi nr 4:


Dziękuję za uwagę.

PS. Przy okazji zapytam, czy  chcecie w następnym wpisie stosik, recenzję, czy luźny tekst? Uprzedzam, że w przypadku recenzji to trochę potrwa... :-)

Serwus!

niedziela, 19 kwietnia 2015

"Czekając na e-mail" K. Tasak


„Czekając na e-mail” zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, bo szczerze mówiąc, myślałam, że to będzie kolejna lekka opowieść, czy komedia romantyczna. Tymczasem to takie literackie „mięsko”(wegetarianie, wybaczcie mi tę metaforę) o przechodzeniu przez trudny czas, o dojrzewaniu do pogodzenia się ze stratą, o rozstaniach, powrotach i trwaniu. Także o przyjaźni. Wydaje mi się, że dla wielu osób ta niespełna stupięćdziesięciostronicowa publikacja będzie cenną lekcją i emocjonalną podporą. 

Moja lista blogów