piątek, 18 marca 2011

"Gdy nadejdzie czas" Susane Colasanti



Mam wrażenie, że książka amerykańskiej pisarki Susane Colasanti  „Gdy nadejdzie czas” stanowi bardzo dobry materiał na film obyczajowy. To nie tylko, jak głosi napis na okładce, „zabawna  i romantyczna historia”, to także szeroki obraz problemów nastolatków, wspólnych dla młodzieży na całym świecie, nie tylko na gruncie amerykańskim. Uczucia, marzenia, ambicje, rozczarowania, pragnienia i obawy, sukcesy i porażki, relacje w grupie, kłopoty rodzinne i sprawy szkolne – tymi hasłami mogłabym ogólnie określić treść powieści.
W dużej mierze mamy tu do czynienia z wątkiem uczuciowym. Sara, świetna uczennica, marzy o przeżyciu prawdziwej miłości. Gdy szkolny przystojniak Dave wreszcie się z nią umawia, do głosu dochodzą obawy, czy spełni on wymogi wyśnionego ideału, czy naprawdę zależy mu niej,  czy też potraktuje ją przedmiotowo. Tobey jest leserem, jeśli chodzi o naukę, jego pasją jest muzyka. Gra z kolegami w zespole muzycznym, ćwiczy bicepsy, martwi się pryszczami, pisze piosenki, ot, typowy nastolatek. Sara bardzo mu się podoba, czuje, że uczucie wobec niej to „coś na serio”, ale nie ma śmiałości zaprosić ją do kina. Próbuje różnych sposobów, żeby się do niej zbliżyć, boi się wygłupić.
Rzecz rozgrywa się w środowisku szkolnym. Tu mamy ciekawie zarysowany obraz amerykańskiej szkoły, gdzie uczniowie mają indywidualny plan lekcji; poziom zajęć, w których uczestniczą, dostosowany jest do ich  zdolności i zainteresowań; pracują metodą projektów, zwierzają się nauczycielom z osobistych problemów; ciekawostką jest, że aby przebywać na korytarzu po dzwonku, trzeba mieć przepustkę. Szkolna stołówka to mikrokosmos relacji panujących w grupie. Panuje tam określona hierarchia, są „towarzystwa stolikowe”, szkolne „gwiazdy” nie zadają się z „plebsem”, rozgrywa się tam swoisty festiwal popularności,  „stołówkowy surviwal”.
A propos relacji w szkolnej społeczności  – pojawiają się pytania, czy naprawdę warto zabiegać o sympatię i towarzystwo „szkolnych gwiazd” ? Może świecą sztucznym blaskiem? Czy chodzenie z kimś przekreśla kontakt z przyjaciółkami? Sara doświadczy wielu dylematów. Na szczęście jest na tyle rozsądna, że umie oddzielić ziarno od plew.
Kolejny aspekt, ma który zwróciłam uwagę, to kwestia ambicji. Temat znakomity do podsunięcia nastolatkom. Bohaterowie starają się o jak najlepsze wyniki, by dostać się na wymarzone uczelnie. Laila chce być najlepsza w całej szkole. Maggie, która uważa się,  za mniej mądrą od innych, pracuje nad własnym rozwojem, sięga do słownika i wzbogaca swoje słownictwo. Tobey, któremu początkowo nie zależy na dalszej edukacji, poprawia oceny i nadrabia zaległości. Z czasem bowiem zrozumiał, że może pogodzić swoją pasję ze studiami, startując na Akademię Muzyczną.
Życie amerykańskich nastolatków nie jest wcale takie „różowe” jak się to może wydawać. Ich życie nie kręci się tylko wokół tego, jak poderwać  dziewczynę, zdobyć chłopaka i wylądować w łóżku. To również wiele problemów do rozwiązania i  decyzji do podjęcia, to szerokie spektrum emocji i przeżyć. Okazuje się, że ci z pozoru szczęśliwi, piękni  i bogaci, też mają kłopoty i problemy. Po szczegóły odsyłam do książki.
         Bohaterom towarzyszymy przez cały rok szkolny, aż do ukończenia ostatniej klasy i przyjęć na uczelnie. Historia opowiadana jest na przemian z perspektywy Sary i Tobeya, w narrację wplecione są elementy pamiętnika, czy raczej notatnika. Język jest prosty, trafiają się zabawne sformowania,  humor, nie ma zbędnych opisów. Oczywiście te same zdarzenia, ukazane oczami dziewczyny i chłopaka, wyglądają nieco inaczej. Takie przedstawienie z dwóch stron, dwugłos płci,  to niewątpliwie walor książki. Mimo to, nie sądzę, by sięgnęli po nią chłopcy. To raczej powieść z rodzaju tych, które lubią dziewczyny. Miłosne perypetie bohaterów kończą się szczęśliwie. Poza wątkiem uczuciowym, można wyróżnić  kilka kwestii dotyczących młodzieży. Mam pewien niedosyt, bo niektóre sprawy można było pogłębić, rozwinąć. Nie jest to jednak aż tak płytka amerykańska opowieść. Zdaje się, że jej przesłaniem jest to, że trzeba sobie stawiać cele, dążyć do ich zrealizowania, wizualizować swój ideał życia, a wtedy wszystko się uda. Optymistycznie. 
„Gdy nadejdzie czas” to nie jedyna powieść Susane Calasanti. Zainteresowanych zachęcam do odwiedzenia strony www.susanecolasanti.com, gdzie oprócz informacji o życiu i twórczości autorki, znajdziemy jej blog. 
Susane Colasanti, Gdy nadejdzie czas, Nasza Księgarnia, Warszawa 2011.
Książkę do recenzji otrzymałam dzięki uprzejmości Księgarni MATRAS.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email