poniedziałek, 28 stycznia 2013

Czuć spaleniznę....

Skąd ten swąd? Nie tylko dlatego, że zapomniałam dziś o gotującej się kaszy i przypaliłam garnek, a potem, wściekła, rzuciłam rękawicę kuchenną na gorący palnik. Przeczytałam "Zapach spalonych kwiatów" Melissy de la Cruz.
 Jeśli znacie więcej książek tego typu, to podajcie mi tytuły, żebym.... wiedziała, co omijać szerokim łukiem. Na pewno już nie sięgnę po nic pióra tej autorki.
 "Zapach.." miał swego czasu swoje pięć minut na blogach, jakoś tak wbił mi się w głowę i chciałam to przeczytać, a ponieważ nadarzyła się taka możliwość, to z niej niebacznie skorzystałam.
Nie będę się rozwodzić nad fabułą, bo już pisano nieraz o tej książce.
Nie podobała mi się, a przeważnie same zachwyty wzbudza.Cóż, nie gustuję w "paranormalach", a to był raczej romans paranormalny, skręcający w obyczajowo-sensacyjno - fantasy.
W przypływie dobrego nastroju mogę poczytać o czarownicach,  cudownych eliksirach, o magii, o przejściach w szafie do innego świata i innych takich. Jednak co za dużo, to niezdrowo. A tu są i czarownice, i błękitnokrwiści (?), i bóstwa z mitologii skandynawskiej (chyba, bo nie znam się na tym), i różne światy z tunelami, mostami itp., i gryf żywiący się chrupkami cheetos, i wskrzeszanie zmarłych, i tajemnicze zbrodnie, i echa procesów z Salem, i toksyczna substancja w oceanie, i sceny rodem z harlequina z serii "gorący romans". Namieszane strasznie.
Na upartego to nawet szybko się czytało, gdzieniegdzie było dość zabawnie,  choć były momenty, gdy irytowałam się i chciałam odłożyć powieść. Najbardziej w chwili, gdy jedna z czarownic (które miały zakaz używania swych mocy, ale łamały go czasem troszeczkę) - Joanna pracując w ogrodzie nagle zmieniła grabie w miotłę i na niej poleciała... Nie, no! Magia - dla mnie może być, ale taka w postaci szczypty magicznej przyprawy do napoju, talizmanu, odczytywania przyszłości, przeczuwania czegoś, taka magia jak w "Czekoladzie" J. Harris, czy nawet w serialu takim o czarodziejkach z Shannon Doherty w jednej z ról (zapomniałam tytułu), ale nie latanie na miotle!!! Nie w takiej konwencji.

Wszystko to dzieje się współcześnie, w XXI w., ale jednocześnie historia ma korzenie w dalekiej przeszłości, wręcz mitycznej.  Całość może i ciekawa (jakby to tylko było inaczej ujęte), ale zbyt "zamerykanizowana" jak na mój gust. Bardzo potoczny język  niekiedy.

O, jedynie co mi się podobało, to motyw biblioteki. Jedna z czarownic jest bibliotekarką, która martwi się o przyszłość swojego miejsca pracy. Pokazane są różne sylwetki tamtejszych pracowników, fajna rola (jak by tak ująć to filmowo) Hudsona.

Dziać i wyjaśniać zaczęło się dopiero pod koniec, wcześniej było takimi skokami - od postaci do postaci, nieraz trudno było wyczuć, czy dany wątek/bohater przyda się w późniejszym rozwoju wydarzeń.

Kolejny przykład kombinowania z tytułem - oryginalny to "Czarownice z East Endu". A ten "zapach spalonych kwiatów" jakoś szczególnie ważny dla powieści nie jest, moim zdaniem

Nie moja bajka taka literatura. Na szczęście szybciutko się toto czytało.

12 komentarzy:

  1. A mi właśnie szło jak po grudzie i odłożyłam. Też to ustrojstwo mam na półce ale na szczęście z konkursu - nie wiem, czy jeszcze dam jej szansę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mój egzemplarz nie dość, że pożyczony, to też wygrany, zatem żadnej straty, bo nawet nie żałuję, że czytałam - mam dzięki temu pewien ogląd paranormali, jakby co- próbowałam- nie zaprzyjaźniłam się z tą odmianą.

      Usuń
  2. No toś mi teraz dała. Też zachęcona opiniami na blogach zaznaczyłam sobie w głowie, -jak się trafi nie przepuścić. A Ty mi tu taki kubeł zimnej wody. :-) ...no dobra, dzięki za ostrzeżenie, bo i Marcie, czytam wyżej, nie podeszła. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, co... przy takim nawale książek, które naprawdę warto przeczytać i całej masie rozrywkowych, o których wiemy, że takie lubimy, to chyba nie ma co ryzykować w ciemno.

      Usuń
  3. Serial nosi tytuł "Czarodziejki" :) (tzn ten z Shannon Doherty) a co do książki to powstaje takich masa na fali "Zmierzchu" część jest lepsza, a część to gnioty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podpowiedź, nie byłam pewna jak to się nazywało, ale kota (Salem mu było?) pamiętam ;-)
      "Zmierzchu" nie czytałam i nie zamierzam, ale oglądałam dwa filmy na podstawie tych części, nie moja bajka zupełnie.
      A z książek tego typu to jeszcze "Szeptem" znam, podobnie - nie dla mnie.

      Usuń
  4. Mnie czary mary w tej książce nie przeszkadzały, w sumie współczesne widźmy też mi pasują, ale nie podobało mi się tempo historii, miszmasz różnych wątków, wspomnień, nijakich pogadanek, ani kolejny raz piękni i idealni - to nie na moje siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic przeciwko czarom i wiedźmom (choć to nie jest mój ulubiony motyw), ale z tym lataniem na miotle w XXI wieku to autorka przesadziła...
      Właśnie ten misz-masz, chaotyczność najbardziej mnie zniechęciły i wpłynęły na negatywny odbiór.

      Usuń
  5. Moja też nie, pamiętam ten szał i chociaż Błękitnokrwiści mi się nie podobali, to chciałam dać autorce szansę, ale nie, masakra. Książka straszna,niedopracowana, siostry najpierw takie zgrane, a potem żadna nie mówi że coś się dzieje, i wątek chłopca - koszmar!
    Dobrze, że w końcu ktoś oprócz mnie napisał, że książka słaba, bo juz myślałam, że ze mną jest coś nie tak 8D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, też mi się nie podobał wątek chłopca. W ogóle nie rozumiem po co ten Tyler był, w pewnym momencie myślałam, że jakimś cudem jest on wcieleniem tego zaginionego brata, ale autorka miała widocznie inne (niekoniecznie dobre) pomysły.
      Na pewno znalazłyby się jeszcze osoby, którym też "Zapach..." nie odpowiadał.

      Usuń
  6. mnie od początku książka nie kusi, nie wiem czy kiedyś ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie kusi, to po co czytać... Zwłaszcza, że tyle innych kusi... ;-)

      Usuń

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email