piątek, 26 kwietnia 2013

Oz. Czarnoksiężnik w krainie literatury.

Wyd. Rebis 2013
Na pewno kiedyś przypomnę sobie fantastyczną, niejednokrotnie ekranizowaną,  powieść dla dzieci L. Franka Bauma "Czarnoksiężnik z Krainy Oz", do której nawiązałam w tytule wpisu, tymczasem chciałabym się podzielić wrażeniami z książki izraelskiego pisarza Amosa Oza. Nie ma on nic wspólnego z magią, jeśli już to prędzej miałby z kabałą, choć nic mi o tym nie wiadomo. Nazwać go powinnam raczej "czarnoksiążnikiem", bo jego dzieła wydawane są przez Rebis w czarnych okładkach. Coś czarodziejskiego jednak w nich musi być, bo przykuwają uwagę czytelników i literaturoznawców, a autor często wymieniany jest jako solidny kandydat do literackiej Nagrody Nobla.

"Wśród swoich" (oryg. "Between Friends") to zbiór 8 opowiadań, miniaturowych portretów psychologicznych. Opowieści rozgrywające się w latach 50-tych XX wieku dotyczą mieszkańców kibucu Jikhat. Narrator jest członkiem tej społeczności, a przy tym wnikliwym i wrażliwym obserwatorem. Nie ocenia opisywanych postaci i wydarzeń, po prostu opowiada,  rysuje sytuację, a resztę pozostawia czytelnikowi.
Poznajemy głoszącego same złe wiadomości Cwi Prowizora, zatroskanego losem córki Nachuma Aszerowa, szyderczego Roni Szindlina, pracowitego ucznia nazwiskiem Mosze Jaszar, Ninę, która odeszła od męża, opuszczoną Osnat, esperantystę Martina Vanderberga i jeszcze kilka innych osób.
 Cisza, milczenie, samotność, niepewność,  lęk i wewnętrzny dygot są udziałem bohaterów. W obcej nam kulturowo społeczności kibucu rozgrywają się ciche dramaty ludzkiej egzystencji. Często dochodzi do dylematów i konfliktów między interesem wspólnoty a prywatnymi potrzebami.
Odniosłam wrażenie, iż ludzi sportretowanych przez Oza łączy  rezygnacja, trwanie w takim jakby zawieszeniu, bierność i oczekiwanie, niemal na przysłowiowego już Godota. Tak jak Jotam (młodzieniec, którego matka chciała wysłać na studia do wuja do Włoch i oczekiwała na decyzję rady w tej sprawie), który "zbierał się do odejścia, chociaż w gruncie rzeczy najchętniej  dalej siedziałby tam, w ruinach Dejr Adżlun, na skraju zasypanej studni, siedziałby nieruchomo, nie myśląc o niczym, i czekał"
(s. 127)
Panuje nastrój smutnej melancholii. Styl - oszczędny, rzeczowy, każde słowo wydaje się ważne, tak jak ważne są treści rozpostarte na zaledwie 150 stronach. Smutna, pełna prostoty, ale jakże uniwersalna i piękna proza.

Będę się cieszyć, gdy ów pisarz zostanie uhonorowany Nagrodą Nobla. Mam nadzieję, że do tego czasu przekonam się o tym jeszcze bardziej, poznając kolejne jego książki. Dysponuję jeszcze tylko zbiorem esejów "Opowieść się rozpoczyna" ale od czegóż są biblioteki...


1 komentarz:

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email