środa, 27 marca 2013

Nowa wersja tej samej dulszczyzny/ Życzenia jakby co...

 W poniedziałek oglądałam nowy spektakl Teatru Telewizji "Moralność pani Dulskiej" w reżyserii M. Wrony.
"Wychowana" na  wersji z Anną Seniuk trudno mi było przestawić się na odmłodzoną( i odchudzoną) obsadę oraz na nowoczesne rekwizyty.
Cielecka początkowo mi nie pasowała do tytułowej roli, ale jednak dała radę, z tą różnicą, że o ile Dulska w wykonaniu Anny Seniuk była komiczna ( no i te rozmemłane szlafroczki, czepki...) to w wyk. Cieleckiej- budziła "przerażenie" w sensie, że tak na poważnie pokazywała widzom postawę bohaterki, jej mentalność/moralność, tak dobitnie to było widać, zwłaszcza przy jej elegancji.
Gierszał - najpierw mnie bardzo raził, potem przywykłam.
Kluźniak jako Juliasiewiczowa - fajna! U Zapolskiej to taka jakaś ciotka była, a tu żwawa kuzyneczka! Odmłodzenie obsady tu najbardziej dało się odczuć.
Hesia i Mela mnie nie ujęły, zbyt ekspansywne.
Agata Buzek,  zauważyliście Buzek? Dla mnie była zjawiskowa!
Więckiewicza było mało, ale i Felicjan D. nie szalał w sztuce.
Wolałam jak dreptał wkoło stołu na Wawel, niż jak na bieżni zasuwał.
W ogóle to uwspółcześnienie, te rekwizyty wprowadzane stopniowo wraz z coraz nowszymi meblami... jakoś nie bardzo... Jakby uznano, że trzeba "podpowiedzieć" widzowi, że wymowa sztuki uniwersalna, że Dulscy są w każdej epoce, w każdym czasie itp.
Mimo wszystko, oglądałam z przyjemnością.

Cóż, różne są pomysły reżyserów, aktorów i całej reszty... Nie zawsze trafiają w dziesiątkę.
Cieszę się jednak, że powstają nowe spektakle Teatru Tv.

 Było nowe "Tango", nowa "Dulska...", ciekawe, co następne...

Powyższe  uwagi spisałam na poczet dyskusji zainicjowanej w Czytankach Anki - tutaj.
Tam znajdziecie szczegóły omówienia spektaklu i odsyłacze. 


PS. Na wypadek, gdybym już tu nie zajrzała przed Wielkanocą, to już teraz życzę Wam Wszystkim, Drodzy Odwiedzający,  radosnych, pogodnych, iście wiosennych świąt. Spędzajcie je jak lubicie, z książką nad talerzykiem rzeżuchy, z czytnikiem i mazurkami, z audiobookiem wśród pisanek... Rodzinnie lub osobno, tradycyjnie bądź awangardowo.. jak co komu pasuje ;-)
Pozdrawiam serdecznie.
A.

sobota, 23 marca 2013

Gdy masz PMS- czytaj KMS!


Wydawnictwo Otwarte 2011
Nie tylko na przypadłość zwaną PMS-em, ale na wszelkie chandry, doły i smuteczki najlepszym lekarstwem jest lekka i zabawna książka, taka na przykład jak "Klub Matek Swatek" Ewy Stec.
Autorka ma świetne poczucie humoru oraz dystans do opisywanych sytuacji i tego samego wymaga od czytelnika. Nie sposób bowiem brać na serio zwariowanych splotów zdarzeń i nie chichotać się nad scenkami, czy dialogami bohaterów.
A skoro już o postaciach mowa... Występuje tu cała plejada barwnych i charakterystycznych osóbek, w tym między innymi: singielka- nauczycielka Ania (znalezienie jej królewicza z bajki spędza sen z powiek jej rodzicielce i to staje się początkiem lawiny zdarzeń),  malarz Wiktor o czekoladowych oczach( który tak naprawdę nim nie był) policjant Marek - amant (też mający co nieco za uszami), temperamentna Matylda o góralsko-jamajskiej krwi, łysy Kudłaty Edzio, gangster Wiertara oraz grupka kobiet w wieku menopauzalnym - nałogowa palaczka Danuta, emerytowana psychiatra Krystyna, niesamowita w swych poczynaniach Jadwiga, była pracownica służb specjalnych.
Zabawne są nie tylko perypetie i kwestie bohaterów, ale to, jak zostali nazwani.  Nauczyciel muzyki, niespełniony geniusz fortepianu - Fryderyk Szopa,  wróżka, jasnowidzka- Klara Widząca. Ha ha, świetne!
I czego tu nie ma! Karawan w charakterze meblowozu, depilator jak narzędzie tortur, gej w cekinowych kalesonach,  gangsterzy i CBŚ, akcje rodem z filmu o Jamesie Bondzie, pościgi, porwanie, strzelanina, ech.... Poszalała autorka nieźle! I wcale nie mam jej tego za złe, bo rozrywka przednia! Miks komedii romantycznej z sensacyjnym kryminałem.
Myślałam, że Klub Matek Swatek, to będzie paczka babeczek plotkujących przy kawie i ciasteczkach, a to cała organizacja, agencja korzystająca z najnowszych zdobyczy technologii i mediów (aparat z lunetą, profile w sieci itp.) opierająca się na technikach wywiadowczych, nie wahająca się przed niczym, by tylko osiągnąć zamierzony cel (zaaranżowane przypadkowe spotkanie dwojga "ofiar").
Nie wiem, jakim sposobem, ale autorka wciągnęła mnie w wir powieściowego świata, np. za każdym razem, gdy Wiktor spadał z drabiny- słyszałam ten huk!

Przeczytałam gdzieś  porównanie twórczości E. Stec do J. Chmielewskiej, a choć nie jestem entuzjastką i znawczynią tej drugiej, to myślę, że to zaszczyt i duży komplement dla tej pierwszej.
Pod powłoczką tych wszystkich brawurowych akcji, komicznych sytuacji i ogólnie śmichów- chichów są przemycone poważne sprawy i problemy ( takie jak nadopiekuńczość, manipulowanie innymi, pogodzenie się z przemijaniem itp.) jednak nie czas i miejsce, by je wszystkie wyciągać i analizować. Nadrzędnym celem powieści "Klub Matek Swatek" wydaje się być przecież rozrywka, więc na tym poprzestanę.
Odniosłam wrażenie, że pisząc - Ewa Stec znakomicie się bawiła, ja czytając- zresztą też. Czy sięgnę po kontynuację tej powieści i inne tytuły? Nie obiecuję, ale nie wykluczam. W każdym razie mam już kolejne nazwisko na liście sprawdzonych autorów.

Książka pasuje do marcowej Trójki E-pik - kategoria: o kobietach.

czwartek, 21 marca 2013

Czar przedwojennych melodii

Hanka Ordonówna, Loda Halama, Tola Mankiewiczówna, Zofia Terne, Adolf Dymsza, Eugeniusz Bodo, Adam Aston  i szereg innych mniej lub bardziej znanych nazwisk...
Trzeszczące płyty...
Czarno-białe kadry....
Może to dziwne, dla niektórych wręcz śmieszne, ale ja się wzruszam przy tych melodiach. 
To nic, że dziś już tak się nie śpiewa, że ci artyści może by nie przeszli przez castingi do muzycznych talent-show, ale sam fakt, że zachowały się zapisy tych utworów,  to dla mnie fenomenalna sprawa. Nie bez znaczenia są również Teksty tych piosenek. Celowo napisałam wielką literą, dla odróżnienia od tekstów współczesnych, często miałkich i nie zapadających w pamięć. Tamte - to całe historie, muzyczne opowiadania, po prostu - szlagiery!

Jak wejdziecie na stronę Izba Skarbów (link pod obrazkiem poniżej) to tam pod tytułami są linki do nagrań.
Nie  wiem, jak Wy, ale ja sobie jeszcze posłucham.....




środa, 20 marca 2013

Buszujący zrzęda


Kiedy ktoś napotka kogoś
kto buszuje w zbożu
Kiedy kto całuje kogoś
czy ktoś płakać ma?

Kiedy kto napotka kogoś
kto buszuje w polu
Kiedy kto całuje kogoś
czy świat wiedzieć ma?

(Robert Burns)
(tłum. Maria Skibniewska)
Zgodnie z zasadą głoszącą, że "książki czyta się po to, aby je zapominać, zapomina się je zaś po to, by móc znów je czytać" (J. Pilch) całkowicie zapomniałam i ponownie teraz przeczytałam słynnego "Buszującego w zbożu" J. D. Salingera.
Zaczęłam nawet powątpiewać, czy ja to naprawdę niegdyś czytałam, czy mi się tylko wydawało...bo oprócz nazwiska głównego bohatera i ogólników( że młody, zbuntowany, szwendał się po Nowym Jorku, symbol pokolenia...) nie pamiętałam dosłownie nic, nic mi się nie kojarzyło. W sumie tym lepiej, bo nie miałam wrażenia totalnej powtórki ( nie miałam wrażenia "deja lu").
Kilka refleksji.
Przy Holdenie Caufieldzie smerf Maruda wydaje się być gościem kipiącym radością życia. Salingerowski nastolatek  ciągle czegoś nienawidzi, nie cierpi, nie znosi, nie lubi, nie przepada... (Na przykład kina, chorych ludzi, tandetnych walizek, słów "szanowny" oraz "cudownie"). Nawet jego siostra to zauważa i go tak podsumowuje "Nie lubisz żadnej szkoły. Nie lubisz miliona rzeczy. Nic nie lubisz." (. s 153)
Wieczny malkontent. Momentami jego opowieść staje się irytująca.
Mierzi go głupota, zakłamanie, obłuda, fałsz. Nic dziwnego. Sam jednak jest niezłym łgarzem, do czego się przyznaje. Ciągle zmyśla, przybiera fałszywe nazwiska, kłamie, a przy tym chyba go to bawi. Nie robi w sumie nic, żeby się przeciwstawić temu, co go drażni, oprócz krytykowania i oślego uporu w nieuctwie objawiającego się wyrzuceniem już z czwartej szkoły.
Nie nazwałabym go buntownikiem bez powodu, ani z wyboru, tylko buntownikiem bez sensu.
Holden jest chłopcem wrażliwym, inteligentnym, obdarzonym bogatą wyobraźnią, zdolnym ( z angielskiego miał świetne oceny). Dużo czyta. Idealista, marzyciel, trochę dziwak. Potrafi  dostrzec wiele rzeczy, które nie zawsze są oczywiste. Może tchórzliwy, ale honorowy.
Chciałby być "strażnikiem w zbożu" - kimś, kto pilnuje, by dzieci bawiące się w łanie żyta nie spadły z pobliskiego urwiska. Ta metafora zaczerpnięta poniekąd z wiersza R. Burnsa pokazuje, że chłopak w gruncie rzeczy jest szlachetny, pragnie chronić innych przed złem, bronić niewinnych przed zgubą. Może chodzi tu o wchodzenie w dorosły świat? Albo o pragnienie pozostania dzieckiem?
 Był bardzo zżyty z rodzeństwem. Podziwia starszego brata D. B.- pisarza, choć ma mu za złe, że "zaprzedał się Hollywood" pisząc scenariusze filmowe. Ogromnie przeżył śmierć młodszego brata Alika, którego uważał za nadzwyczajne dziecko (Alik często powraca we wspomnieniach). Wyjątkowo bliska jest mu siostrzyczka Phoebe - to z nią chce się spotkać przed planowaną ucieczką " w świat", kupuje jej wymarzoną płytę, podarowuje ulubioną czapkę. Sam czuje się nieudacznikiem, tym najgorszym. 
Ma niskie poczucie własnej wartości. Czuje się zagubiony, samotny, nierozumiany. Potrzebuje pomocy, ale nadrabia miną, źle ukierunkowując swój "wewnętrzny krzyk". 
Być może jego opowieść to wstęp do terapii u psychologa.

Łatwo skrytykować Caufielda, ale trudniej dociec, dlaczego był taki, jaki był i dlaczego tak się zachowywał....

 "Buszującego w zbożu" otacza nimb kultowości, ale ta aureola chyba już coraz bardziej blednie. Powieść (wyd. 1951) była ostro piętnowana, cenzurowana, wywoływała skandale i ogromne zainteresowanie. O jej recepcji można znaleźć sporo interesujących materiałów. Dziś jej treść już tak nie szokuje, ale nie umieściłabym "Buszującego..." w kanonie lektur szkolnych.
 
Na koniec coś ładnego, książkowego:
"Czytam mnóstwo klasyków, jak na przykład: „Powrót na rodzinną glebę” i tym podobne, dość chętnie; czytam dużo książek o wojnie, a także sensacyjne powieści, lubię je, ale nie wzruszają mnie zanadto. Dopiero wtedy wiem, że mnie książka naprawdę zachwyciła, jeżeli po przeczytaniu myślę o jej autorze, że chciałbym z nim się przyjaźnić i móc po prostu telefonować do niego, ile razy przyjdzie mi ochota. Ale takich pisarzy nie ma wielu. Do tego Isaka Dinesena mógłbym zatelefonować, owszem. Do Ringa Lardnera też, ale D.B. powiedział mi, że on już umarł. Są jednak takie książki, jak na przykład: „W niewoli uczuć” Somerseta Maughama. Czytałem to zeszłego lata. Dobre, nie ma co mówić, ale nie miałbym ochoty telefonować do Somerseta Maughama. Sam nie wiem, dlaczego. Po prostu nie jest to typ, z którym chce się pogadać przez telefon. Już raczej zadzwoniłbym do starego Thomasa Hardy. Lubię Eustację Vye."
(s. 21) 

Jeśli ktoś tropi ślady książek w książkach, to H. C. czytał "W afrykańskim buszu" Isaaka Dinesena (wcisnęli mu ją w bibliotece, bał się, że to będą nudy, ale "książka okazała się dobra"), a jego najulubieńszym autorem (oprócz jego brata) był Ring Lardner.
Osobiście pierwsze słyszę to drugie nazwisko.

 J. D. Salinger, Buszujący w zbożu, przeł. M. Skibniewska, wyd. ISKRY 1988

Książkę przeczytałam w ramach marcowej Trójki E-pik (wybrany tytuł z listy BBC)

wtorek, 19 marca 2013

Cztery opowiadania jednej noblistki ("Dwie kobiety" D. Lessing)


D. Lessing, Dwie kobiety,
Wielka Litera 2013
Niedawno zostałam zapytana, co z twórczości Doris Lessing poleciłabym na początek komuś, kto do tej pory nic jej nie czytał, a chciałby spróbować. Opierając się na moich dotychczasowych spotkaniach z książkami noblistki (a było ich wówczas tylko siedem), zaproponowałam te, które podobały mi się najbardziej oraz wydały mi się najodpowiedniejsze na pierwszy raz - "Szczelinę" oraz "Opowieści afrykańskie". Polecałam także "Piąte dziecko" i "Podróż Bena", te dwie najlepiej w tej  kolejności. Dziś moja odpowiedź brzmiałaby inaczej. Na pierwszy ogień bowiem zaproponowałbym świeżo wydane "Dwie kobiety" - zbiór czterech opowiadań, czy mikropowieści, podejmujących charakterystyczną dla pisarki problematykę, dość różnorodnych, napisanych kunsztownie a zarazem przystępnie dla każdego, nawet nieobytego z dorobkiem tej autorki czytelnika.
Nie ukrywam, że Doris Lessing należy do grona moich ulubionych  pisarek, bardzo chciałabym w miarę możliwości zapoznać się z jak największą liczbą jej utworów, choć wiem, że trzeba je sobie racjonalnie dawkować, bo do najlżejszych się one nie zaliczają.  Z dużą ciekawością zabrałam się do lektury najnowszej książki noblistki, i choć potrzebowałam na nią nieco więcej czasu niż przeciętnie poświęcam na czytanie, stwierdzam, iż było warto!

"Dwie kobiety" (tytuł oryginału "The Grandmothers") wpisują się w nurt prozy psychologiczno- obyczajowej, krążącej wokół spraw ludzkiej natury, skomplikowanych relacji, trudnych uczuć i niełatwych wyborów. Wśród poruszanych tematów można wymienić różnice międzypokoleniowe, społeczne i rasowe; granice poświęcenia się, normy obyczajowe, konsekwencje upadku tradycji i wartości, a także tragiczne ludzkie losy będące wynikiem wojen. Lessing mistrzowsko kreśli sceny i obrazy, rysuje sytuacje. Nie ocenia, nie poucza, nie feruje wyroków. Stawia przed czytelnikiem pytania, które nurtują głęboko. Podsuwa problemy do rozważań i prowokuje do dyskusji.

Tytułowe opowiadanie oparte jest na retrospekcji. Najpierw obserwujemy sielską rodzinną scenkę w nadmorskiej restauracji, gdzie goszczą dwie starsze panie, ich synowie i wnuczki. Zakłóca ją przybycie roztrzęsionej żony jednego z mężczyzn z plikiem listów w garści. "Co jest z nimi nie tak?" pytamy w myślach razem z kelnerką Theresą, a autorka przenosi nas do czasów, gdy Roz i Lili były małymi dziewczynkami i opowiada pełną zawirowań historię ich życia... Gdy już wszystko wiadomo, rodzi się dziwne poczucie, bo niby nie ma w tym nic zdrożnego, ale jakże to tak...? Czy nadal w naszym współczesnym rozwydrzonym świecie granicą uczuć są konwenanse a różnica wieku stanowi barierę nie do pokonania?
Na podstawie tej opowieści Anne Fontaine wyreżyserowała  film "Two Mothers" z Naomi Watts i Robin Wright w rolach głównych. Ciekawe, czy twórcom adaptacji uda się odtworzyć gęstą atmosferę i emocje bohaterów wykreowanych przez Doris Lessing.

"Wiktoria i Staweneyowie" to opowieść utrzymana w porządku chronologicznym, dość przygnębiająca i smutna. Oto dzieje czarnoskórej dziewczyny, dla której bieda, choroba i śmierć bliskich były tym, czego doświadczyła w nadmiarze. Ambitna Wiktoria jednak jakoś ułożyła sobie życie, choć nie bez trudów i wyrzeczeń. Ma szansę zapewnić swojej córce lepszą przyszłość. Rodzina Staweneyów - bardzo liberalna, ale "biała" - przyjmuje małą Mary z otwartymi ramionami. Kobieta jednak czuje, że ona i oni należą do dwóch różnych światów... Ciekawa, pełna emocji i wzruszeń historia.

Dzieje rozwoju i upadku fikcyjnej cywilizacji zbudowanej przez plemiona Rodytów to z grubsza rzecz biorąc treść noweli "Przyczyna". Spisana przez mędrca, ostatniego przedstawiciela Rady Dwunastu, historia Miast stanowi nie tylko pamiątkę przeszłości, ale i  przestrogę dla potomnych. Przedstawia różne modele władzy oraz typy panujących, wśród których bywają zarówno despoci jak i głupcy. Opowiadanie ma postać paraboli. W moim odczuciu znakomicie korespondują z tym tekstem słowa z wiersza "Do młodych"A. Asnyka: "Każda epoka ma swe własne cele /I zapomina o wczorajszych snach.../Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy, /Choć macie sami doskonalsze wznieść; /Na nich się jeszcze święty ogień żarzy/ I miłość ludzka stoi tam na straży/ I wy winniście im cześć!"


Ostatnie, najdłuższe opowiadanie -"Dziecko miłości" stanowi znakomity materiał na film, byłby to dramat obyczajowy z romansem na wojennym tle. James Reid, miłośnik poezji, uczestnik Letniej Szkoły Młodych Socjalistów zostaje powołany do wojska. Trwa II Wojna Światowa. Kontyngent okrętem wysłany do Indii zawija do Kapsztadu, tam żołnierze mają kilka dni na podreperowanie zdrowia i biesiadowanie. James poznaje tam Daphne, żonę angielskiego kapitana armii. Jedna noc zdaje się zaważyć na dalszym losie młodzieńca. Niewysłane listy, niespełnione nadzieje... Trudno jednoznacznie ocenić to, co się wydarzyło. Oprócz warstwy "melodramatycznej" opowiadanie ma wyraźną wymowę pacyfistyczną.


Cztery historie, każda inna, a każda przykuwająca uwagę. Wspólny mianownik stanowią trudne sytuacje, w jakich znaleźli się bohaterowie, wystawieni na próbę uczuć. Gdybym miała wskazać spośród tych opowiadań swojego faworyta, wahałabym się między tytułowym, które mnie mocno zafrapowało, a "Przyczyną", ze względu na odmienność, dość nietypową tematykę i ujęcie. Najmniej podobało mi się ostatnie, które nieco mnie znużyło z racji swych polityczno-wojennych fragmentów. Ogólnie jednak lektura całego tomu dostarczyła mi czytelniczej satysfakcji. Przekładowi Bohdana Maliborskiego nic zarzucić nie mogę.

Chciałabym też wspomnieć krótko o estetyce wydania. Twarda oprawa, okładka utrzymana w szarościach i bielach, kilka wybranych linijek (np. tytuł) wytłoczonych w kolorze starego złota - całość prezentuje się znakomicie, elegancko i zarazem skromnie. 

Starałam się być obiektywna, choć w przypadku ulubionych autorów różnie to bywa, ale mam nadzieję, że mi się udało. Nie namawiam usilnie do czytania Lessing, jeśli komuś z nią wybitnie nie po drodze.  Jednakowoż z całym przekonaniem mogę polecić "Dwie kobiety" wszystkim entuzjastom jej twórczości oraz tym, którzy chcą jej spróbować sięgając po coś w miarę reprezentatywnego i przystępnego.



Za możliwość przeczytania  książki Doris Lessing
serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Wielka Litera


niedziela, 17 marca 2013

Niedziela z książkami i ciastem z galaretką

Coś dla ciała:

Coś dla ducha:


  
- "Dwie kobiety"  - egzemplarz recenzyjny od Wielkiej Litery, recenzja wkrótce
-"Poza światłem" - nabytek prywatny
- "Opiekunka..." - egzemplarz recenzyjny od Czytajmy Polskich Autorów i wydawnictwa Czarno na Białym,  do przeczytania mojej opinii zapraszam tutaj.
- cztery kolejne książki Nory Roberts  - zdobycze urodzinowo-biedronkowe
-"Wzburzone fale" NR -wylosowane u Barwinki
-  sześć pozycji od dołu  licząc, w tym "Spiżarnia literacka" Cz. Miłosza - zawdzięczam wyprzedaży w księgarni Fama  i Magdalenardo
(dziękuję ślicznie)


Coś wiosennego:
 
Byle do wiosny!
Pozdrawiam serdecznie.

czwartek, 14 marca 2013

Co za małpa, proszę pana!

Małpy skaczą niedościgle,
Małpy robią małpie figle,
Niech pan spojrzy na pawiana:
Co za małpa, proszę pana! 
(Jan Brzechwa)
 

Właściwie  to nie jedna małpa, a  docelowo całe stadko, i niekoniecznie pawianów...
Wszystko zaczęło się od tego, że Ferko od babci na urodziny dostał brązową pluszową małpkę. Oburzył się, bo to przecież dobre dla dziewczyn, w złości tak rzucił zabawką, że aż jej oczko pękło...
Najmłodszy z braci, jakby najspokojniejszy i rozsądny, Jożko, przygarnął małpkę i dał jej na imię Fricko. Wkrótce okazało się, że to bardzo mądre stworzonko...
Fricko szybko stał się ulubieńcem całej rodziny, pojechał z dziećmi na wakacje na wieś. Wkrótce dołączył do niego  mały małpiszonek Jupko. Na punkcie małpek zwariowali nie tylko chłopcy. Dorośli niemal prześcigali się w szyciu ubranek i szykowaniu akcesoriów typu plecak czy apteczka, a także żywo interesowali się samopoczuciem zabawek  Sam przewodniczący gminy podbił małpkom legitymację, aby były "cyplinowanymi obywatelami" i miały dokument tożsamości.
Kanikuły  szybko dobiegły końca i czas było wracać do Bratysławy. Samolotem! Niestety, chłopcy się pochorowali w przestworzach, a małpki zaginęły...
Wszczęto akcję poszukiwawczą, rozesłano telegramy, wezwano psa tropiącego (hi hi, co to był za rasowy  tropiciel!)... Ech, tylko mamę coraz częściej bolała głowa....
Dużo się działo, śmiesznie było, miło się czytało, dobrze się skończyło.

Samko, Ferko i Jożko (uczniowie klas 1-3) są rozbrykani i skorzy do psot, może nie zawsze grzeczni, ale pomysłowi i w gruncie rzeczy o dobrych sercach. Bardzo wczuwają się w sytuacje, jak się np. kłócą czy martwią - to z całym zaangażowaniem.  Małpie figle to ich domena, a dzięki małpkom uczą się ( choć na błędach) uważności, troskliwości, poszanowania, odpowiedzialności, stają się bardziej zjednoczeni (wspólne zabawy, wspólne problemy).
Historia z Frickiem i Jupkiem i jej konsekwencje to niezła lekcja dla chłopców, ale także pole do rozwijania wyobrażni i zdolności -wymyślają imiona i języki poszczególnym małpkom.

Książeczka jest urocza, obfituje w zabawne perypetie i wywołujące uśmiech scenki. Przedział wiekowy- bez ograniczeń! Najlepiej poczytać sobie całą familią.

Mam jeszcze parę spostrzeżeń:
  • Terapeutyczna rola maskotki - Jożko odrabia lekcje w towarzystwie Fricka, małpka "podpowiada" mu jak pisać ładnie literki;
  •  Mówiąc "w roli" maskotki dziecko ćwiczy umiejętność opowiadania; wymyślając język i posługując się nim wykonuje ćwiczenia logopedyczne nawet o tym nie wiedząc. 
  • Czytając i "łamiąc" sobie język na małpich wypowiedziach czytelnik również ćwiczy dykcję.
  • Ciekawe, że w książeczce nie wspomina się o tacie. Jest nieobecny w opowieści. Jest mama, babcia, dziadek, mowa o cioci, wujku...ale taty niet.
  • Oprócz humoru- walory edukacyjne. Wartości przemycone. Lektura może być pretekstem do rozmów na przykład o tym, że należy szanować zabawki i dbać o nie ( wypadki Fricka z oczkiem, akwarium, zgubienie małpek, szpital dla zabawek).
To było moje pierwsze spotkanie z literaturą słowacką  (czechosłowacką - patrząc na czas powstania utworu), udane jak najbardziej, więc pewnie nie ostatnie.

Z noty  wydawniczej:
 Prześmieszna książeczka o przygodach Frycka  i Jupka – uczłowieczonych małpek.  Opowieść o braciach, którzy w prezencie  dostają pluszowe małpki. Frycek i Jupko  stają się ważnymi członkami rodziny i przeżywają  wspólnie z nią całą masę przygód.  Pewnego dnia zapodziewają się. Wszyscy  krewni i przyjaciele znoszą chłopcom nowe  małpki, dla których ci wymyślają nie tylko  imiona, ale nawet własne języki.  
Pierwsze od 1978 roku wydanie kochanej  przez ówczesne dzieci książeczki autorstwa  znanej słowackiej pisarki.
Krista Bendová (1923 – 1988) – słowacka poetka, pisarka, dziennikarka i dramatopisarka, znana głównie jako autorka książek dla dzieci i młodzieży. Była żoną słowackiego poety Jána Kostry.

wtorek, 12 marca 2013

Katalizator chichotu

 Tak naprawdę wszystkie dobre książki dla dzieci 
są też książkami dla dorosłych... 
(Ulf Stark)

"Lilkę i spółkę" w katalogu wydawniczym zaklasyfikowano do przedziału wiekowego 6-10 lat, jednak spokojnie można by przesunąć tę górną granicę do 110 lat i dalej..., albowiem perypetie rodzeństwa Lilki, Wiki i Matewki bawią niezależnie od wieku. Dzieciaki są rozrabiające i  rozbrajające jednocześnie, z marszu zdobywając  sympatię czytelników, a szczególną atencję budząc u moli książkowych, gdyż - cytuję oośmioletną narratorkę - "wszyscy czytaliśmy ile wlezie".Rezolutna trójka już była duchem w Amalce nad jeziorem, gdy - głównie z powodu zwichniętej nogi Wiktorii (ładny gips!) - "zesłano" ich na wakacje do nielubianej ciotki Jadźki do Jastarni. Tam muszą "stawić opór wrogowi" to znaczy apodyktycznej opiekunce z pypciem na nosie, trzymającej się sztywno reguł i zaleceń rodem z poradników, z metodą "karnego jeżyka" włącznie. Dzieci jednoczą siły, odbywają tajne narady, spiskują, chcą nie chcąc próbują odnaleźć się w nowej sytuacji. Wkrótce wkraczają na szlak przygody, która pachnie kryminalną aferą....

Dziecięca logika, bystrość, bezpośrednie - czyli niewłaściwe- rozumienie powiedzeń i przenośni,  budzą rozbawienie, niekiedy wręcz wywołują chichot. Magdalena Witkiewicz jakby spisywała "na żywo" scenki i dialogi z dziecięcego żywota, gdzie nie ma miejsca na nudę, a dorośli są "po przeciwnej stronie barykady", a przynajmniej na drugim planie, czy też gdzieś w tle.
Nie sposób nie czuć sympatii do całej plejady postaci, wśród których pałętają się koty o nietypowych imionach  - Rutinoscorbin, Witaminka i Raphacholin. Czyż to nie urocze! Trzeba dodać, że ta paskudna - z punktu widzenia dzieciaków - ciotka Jadwiga prowadzi dom tymczasowy dla kotów i dba, by trafiały w dobre ręce. Ogromne brawa za promowanie takiej postawy!

Integralną częścią książki są ilustracje wykonane przez Joannę Zagner - Kołat. Narysowani przez nią bohaterowie są nieco karykaturalni, ale przez to wyraziści i jedyni w swoim rodzaju. Znakomicie pasują do pełnej humoru i przygód opowieści. Całość  jest niezwykle sympatyczna i zabawna w odbiorze. Zaciekawić najmłodszych i rozbawić też tych starszych - to zadanie, które nie każda książka dla dzieci spełnia, natomiast "Lilka..." realizuje je na medal. 

Publikacja ukazała się  w serii "Dla fanów Mikołajka". Zastanawiam się, czy promowanie poprzez porównanie ma sens, bo przecież celem każdego ( w moim mniemaniu) autora nie jest naśladowanie czy powielanie wzorca, a niepowtarzalność i własna renoma. Jeśli jednak przyjąć, że chodzi tylko o utrzymanie się w danej konwencji, czy klimacie, to w tym przypadku określenie "mikołajkopodobne" wydaje mi się uzasadnione i całkiem trafne.

Reasumując,  "Lilka i spółka" - dzieciom ku rozrywce, dorosłym ku uciesze, porcja słońca i humoru na ponure dni. Wakacyjna przygoda dostępna już teraz, nie w ofercie last minute, ale w opcji forever - w twardej okładce. Na prezent, w nagrodę, na poprawę nastroju, bez powodu.

Magdalena Witkiewicz, Lilka i spółka, Nasza Księgarnia 2013

piątek, 8 marca 2013

Przedwiośnie, ale nie to Żeromskiego ;-)

Nie wiem jak u Was, ale w środę u mnie był przepiękny dzień, ciepły i słoneczny, prawdziwie wiosenny. Byłam u fryzjera, by za pomocą nożyczek i szczotek ujarzmić zbyt długie i zmęczone zimą włosy. Z efektu jestem zadowolona, bo fryzura wygodna i dająca co nieco możliwości do układania, zresztą nie wymagająca wielu zabiegów. Pobiegałam po mieście w różnych sprawach, bez czapki, bo słońce uśmiechało się szeroko nawet do takiego zmarzlaka jak ja. 
W second- handzie upolowałam fajne i niedrogie szmatki w wiosennych kolorach. Wśród nich oczywiście fiolet. Tym razem jasny. Ktoś się kiedyś dziwił, gdy na pytanie w blogowym łańcuszku "w jakim kolorze widzisz świat?" odpowiedziałam - na fioletowo.... Daleko mi jednak do Barbary Wrzesińskiej, jeśli wiecie, o co chodzi. Ale nie o ciuchach miałam zamiar pisać, a o pani za ladą, czy dokładnie stolikiem, która czytała.... "Rebekę" D. du Maurier! Zdziwił mnie nie tyle widok czytającej kobiety (swoją drogą byłam z niej dumna - że czyta i to klasykę, a nie greye i wampiry), co tytuł. Jest on bowiem na liście BBC, z której lekturę "zadała" nam Sardegna w marcowej Trójce E-pik, a także w moich czytelniczych zamiarach. Przez sekundę miałam w oczach żądzę porwania tej książki... O, my preciousssssss!!!! ;-D Oczywiście nic takiego nie nastąpiło. Ot, obrazek z życia książkomaniaczki ;-)

Dla odmiany czwartek rozpłakał się deszczem. Czyżby z żalu za wczorajszym słońcem? Skończyłam wreszcie "Tristana...", z którym rozstanie rozwlekałam do granic możliwości, niesamowicie urzekła mnie ta książka. Niespodziewanie dziś w międzyczasie  przeczytałam  "Opiekunkę.." Lucyny Olejniczak. Nie wiedziałam, czego się mam spodziewać po tej książce, zostałam miło zaskoczona. Na razie powiem tylko tyle: proste, prawdziwe, mądre. Więcej wrażeń napiszę niebawem. Zapewne już w przyszłym tygodniu.
Pochwalę się, że mam już nową książkę Doris Lessing "Dwie kobiety" oraz że dostałam nową propozycję współpracy recenzenckiej. Zatem nie zabraknie u mnie nowości, choć i klasyki postaram się nie zaniedbywać.

Pozdrawiam ciepło i  przedwiosennie!
A.

poniedziałek, 4 marca 2013

BBC, czyli Być może Będę Czytać

 Jedno z zadań marcowej Trójki E-pik to przeczytanie wybranej książki z listy BBC. Jak widać poniżej, spis dotyczy głównie literatury anglojęzycznej, jest dość wybiórczy i bardzo subiektywny. 
I niechby sobie taki był, tylko dziwią mnie pewnie nieścisłości. Otóż jaki jest sens podawać najpierw "dzieła zebrane" Szekspira ( w domyśle wszystkie?)  a potem osobno "Hamleta"? Cykl o Narni C.S. Lewisa i osobno pierwszy tom tegoż cyklu? Coś mi się tu nie zgadza! 
Nawet jeśli to lista sporządzona na podstawie wskazań czytelników, to można było ją skorygować, żeby  powtórek nie było.

Przyjrzyjmy się, mimo wszystko, jak u mnie wygląda ta lista czytelniczo.
Legenda:
 na fioletowo - przeczytałam/ czytałam częściowo
na zielono - chciałabym koniecznie przeczytać (inne mniej, niektóre wcale mnie nie interesują)
różowy znak zapytania-  pierwsze słyszę o tej książce
podkreślone- mam (u siebie/u rodziców)

Lista książek, które warto poznać, wg BBC

1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen,
2. Władca Pierścieni – JRR Tolkien
3. Jane Eyre – Charlotte Bronte
4. Seria o Harrym Potterze – JK Rowling (ze 2 tomy tylko, ale mi wystarczy, nie moja bajka)
5. Zabić drozda – Harper Lee
6. Biblia  (ale tak 'od deski do deski' to niestety nie)
7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte
8. Rok 1984 – George Orwell
9. Mroczne materie (seria) – Philip Pullman ?
10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens
11. Małe kobietki – Louisa M Alcott
12. Tessa D’Urberville – Thomas Hardy
13. Paragraf 22 – Joseph Heller
14. Dzieła zebrane Szekspira ( czytałam wybór utworów)
15. Rebeka – Daphne Du Maurier
16. Hobbit – JRR Tolkien
17. Birdsong – Sebastian Faulks ?
18. Buszujący w zbożu – JD Salinger
19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell
22. Wielki Gatsby – F Scott Fitzgerald
23. Samotnia – Charles Dickens
24. Wojna i pokój – Leo Tolstoy
25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams
26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara – Fiodor Dostojewski
28. Grona gniewu – John Steinbeck
29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame
31. Anna Karenina – Leo Tolstoy
32. David Copperfield – Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii (cały cykl) – CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Perswazje – Jane Austen
36. Lew, Czarwnica i Stara Szafa – CS Lewis
37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli – Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden
40. Kubuś Puchatek – AA Milne
41. Folwark zwierzęcy – George Orwell
42. Kod Da Vinci – Dan Brown ! ( jej obecność dziwi mnie tu najbardziej, a np. "Imienia róży" ując, to nie łaska...ech...)

43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena – John Irving
45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza – LM Montgomery
47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy
48. Opowieść podręcznej – Margaret Atwood
49. Władca much – William Golding
50. Pokuta – Ian McEwan
51. Życie Pi – Yann Martel
52. Diuna – Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons ?
54. Rozważna i romantyczna – Jane Austen
55. Pretendent do ręki – Vikram Seth ?
56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą – Mark Haddon ?
60. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie – John Steinbeck
62. Lolita – Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia – Donna Tartt ?
64. Nostalgia anioła – Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas
66. W drodze – Jack Kerouac
67. Juda nieznany – Thomas Hardy
68. Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding
69. Dzieci północy – Salman Rushdie
70. Moby Dick – Herman Melville
71. Oliver Twist – Charles Dickens
72. Dracula – Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett
74. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson ?
75. Ulisses – James Joyce
76. Szklany kosz – Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome ?
78. Germinal – Emile Zola
79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray
80. Opętanie – AS Byatt
81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens
82. Atlas chmur – David Mitchell
83. Kolor purpury – Alice Walker
84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary – Gustave Flaubert
86. A Fine Balance – Rohinton Mistry ?
87. Pajęczyna Szarloty – EB White
88. Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom
89. Przygody Sherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton ?
91. Jądro ciemności – Joseph Conrad
92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery
93. Fabryka os – Iain Banks ?
94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców – John Kennedy Toole ?
96. Miasteczko jak Alice Springs – Nevil Shute ?
97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas
98. Hamlet – William Shakespeare
99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo

23 mam "zaliczone". Biorąc pod uwagę, które z podkreślonych mam u siebie, wychodzi na to, że wybór mam niewielki. Chyba, że odwiedzę biblioteczne mury....

niedziela, 3 marca 2013

...dosięgnąć istoty kociości...

W moich zapiskach nie może zabraknąć wzmianki o przeczytanej niedawno przeze mnie książce Doriss Lessing "O kotach" (On Cats, 1967).

Noblistka okazuje się znakomitą obserwatorką i znawczynią świata kotów, ich zachowań i interakcji z ludźmi. W swojej gawędzie przywołuje historie związane z afrykańską farmą jej rodziców, a także te z czasów londyńskich. Opowiada o szarej i czarnej kotce - o ich macierzyństwie i rywalizacji, o "balkonowym" rudzielcu i majestatycznym Butchkinie (El Magnifico). O kociej hierarchii, sposobach komunikowania się, sprycie, wytrwałości, wierności, a także umiejętności symulowania. Wśród wspomnień są też te smutne, trudne, okrutne, złe. O eksterminacji zwierząt, chorobie, cierpieniu. Obok ogromnego podziwu i fascynacji kotami, u Lessing można wskazać opanowanie, dystans i "zimną krew", pogodzenie się z prawem natury, które nieraz niełatwo przyjąć do wiadomości.

W ostatnim akapicie opowieści autorka mówi o kocie, który domagał się pełnej uwagi, nie pasowało mu, gdy jego pani głaszcząc go, sięgała po książkę, czy rozmyślała, wtedy odchodził.
"Kiedy siadam, aby z nim być, muszę jednocześnie zwolnić tempo, usunąć z myśli wszystkie zmartwienia i pilne obowiązki. Jeśli mi się to uda, a i on będzie w odpowiednim nastroju ( nie będzie go dręczył ból ani niepokój) wówczas delikatnie da mi znać, że wiem jak bardzo staram się do niego dotrzeć, dosięgnąć samej istoty jego kociości, znaleźć to, co w nim najlepsze. Razem - człowiek i kot -próbujemy pokonać to, co nas od siebie dzieli."(s.192)  
Odniosłam wrażenie, że nieustającej w próbach poznania i zrozumienia kociej natury Doris Lessing, ta sztuka udała się całkiem nieźle, oczywiście na tyle, na ile to możliwe. Na czym polega istota kociości? Powiem tak: kto wie, ten wie. Albowiem jak rzekł Oscar Wilde:"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." Ci drudzy nie wiedzą, co tracą.

Uważam, że "O kotach" nie jest zbyt dobrą propozycją na początek zapoznawania się z twórczością noblistki, nie jest bowiem charakterystyczna dla niej, ani nie jest szczególnie kunsztowna literacko. Ot, garść wspomnień z kotami na pierwszym planie. Przypuszczam, iż ta gawęda okaże się bardziej interesująca dla miłośników kotów niż dla pozostałych czytelników. 
Dla mnie była to już siódma pozycja pióra Lessing, po jaką sięgnęłam, i na pewno nie ostatnia. 

Doris Lessing, O kotach, Prószyński i S-ka 2010


Follow by Email