wtorek, 6 sierpnia 2013

"Przygody podróżnika Pipsa i jego przyjaciół: papugi Terefery i psa Klipsa"

Wyd. FK Oleksiejuk 2011
Do zakupu tej książki przekonały mnie trzy aspekty:
- niska cena i dobra jakość wydania, bo choć okładka miękka - to papier kredowy;
- chęć sprawdzenia, czy znakomity satyryk i aktor jest równie dobrym fachowcem* w dziedzinie literatury dziecięcej;
-  przepiękne ilustracje w wykonaniu Zbigniewa Dobosza.

"Przygody podróżnika Pipsa i jego przyjaciół: papugi Terefery i psa Klipsa" posłużyły nam do rodzinnego głośnego czytania na dobranoc bądź w tzw. międzyczasie, dostarczyły nam sporo radości i uśmiechu. Opowieść jest bowiem pełna przygód, zabawnych scenek, powiedzonek, humoru, żartobliwa i zajmująca nawet tych czytelników z przedziału wiekowego znacznie wyższego niż 5-10 lat. Spokojnie wpisałabym tę pozycję do kategorii "b.o.".

Wszystko zaczyna się od tego, że z parapetu w mieszkaniu podróżnika Pipsa znika pieczony kurczak, a "najgroźniejsze typy w całej okolicy" Borygo i Fijoł uciekają przed dziećmi na podwórko, gdzie za beczką ukrywa się  słynny "książę dachów" kot Pazurro. Przypadkiem podsłuchana rozmowa o wyprawie po skarby staje się zaczynem do wielkiego fermentu, którego punktem kulminacyjnym było porwanie z żądaniem okupu i brawurowe odbicie jeńca. W finale mamy zaś napad Bandy Tygrysa, interwencję "pana władzy" i oczywiście prawdziwy skarb!
Treść tej wesołej, przygodowej "bajki" ubarwiają teksty piosenek wykonywanych przez bohaterów, które aż się proszą o śpiewanie do własnej wymyślonej ad hoc melodii. kolorowe i zabawne ilustracje pobudzają wyobraźnię, inspirują.

Literackie skojarzenia zaprowadziły mnie w kierunku  serii o "Panu Kuleczce" W. Widłaka (słuchałam kiedyś opowiadań z płyty, nie czytałam jeszcze) - tam występuje podobny układ: człowiek - pies- kaczka, tu: człowiek - pies - papuga. Podobna jest też  ogólna atmosfera, choć u Widłaka wydaje mi się spokojniej, bardziej refleksyjnie, a u Friedmanna - bardziej zwariowane. 
Postać papugi Terefery przypominała mi też nieco kaczkę Dab - Dab z serii o przygodach doktora Dolittle. Obie były zaradnymi gospodyniami, choć  lepszą kucharką w tym zestawieniu wydaje się bohaterka wykreowana przez H. Loftinga.

W tej opowieści o  zbyt długim, a przez to trudnym do zapamiętania i powtórzenia tytule, to 'czarne charaktery' przejęły stery i zajmują więcej miejsca niż tytułowe postacie, są też znacznie bardziej wyraziste.
Przesadą zwać tę książeczkę "opowieścią sensacyjno-kryminalną" , ale spokojnie można zawołać "Ahoj, przygodo"** i spędzić miło czas przy lekturze z pociechami.
"Przygody..." głownie bawią, ale i uczą. Walorem jest wątek ekologiczny.

 Bywają miłe złego początki, niestety, są też złe miłego końce! I tak właśnie jest w tym przypadku, albowiem na koniec mamy łopatologiczny morał wyłuszczony kawa na ławę przez narratora. Niby tak Pips powiedział, ale lepiej byłoby gdyby to była jego kwestia, a nie tak odautorsko podana.
Efekt psuje też karygodne przeoczenie korektora na ostatniej stronie. Nie zajmuję się tropieniem literówek i przecinków, ale  "bahterów" miast "bohaterów" w książce przeznaczonej dla dzieci wyjątkowo razi.

Mimo wymienionych mankamentów zachęcam do zapoznania się z historią o perypetiach Pazurra, Boryga, Fijoła, Pipsa, Klipsa i Terefery. Sądzę, że fajnie byłoby też posłuchać wersji audio z autorską interpretacją.


* Niewtajemniczonym przypominam o satyrycznym cyklu  radiowym "Fachowcy"  z udziałem S. Friedmanna i J, Kofty w rolach głównych.
** Łudzę się, że większości nie trzeba tłumaczyć tej aluzji do innego programu satyrycznego S. Friedmanna. 

Książkę przeczytałam w  lipcu, zaliczam do wakacyjnej edycji "Pod hasłem".

1 komentarz:

  1. Uwielbiam Fachowców. Nie wiedziałam, że Pan Majster napisał książkę, sama z chęcią bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email