Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notatki w kratkę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notatki w kratkę. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 stycznia 2020
Moda na Auschwitz??
Z góry przepraszam za kontrowersyjny tytuł, ale wydaje mi się, że trafnie oddaje temat mojej wypowiedzi. Jakiś czas temu, przy okazji otrzymanej do recenzji książki "Motyl i skrzypce", wspomniałam, że nasunęła mi się pewna refleksja. W końcu zebrałam się, by myśl ubrać w słowa.
Zaobserwowałam, że ostatnio niczym grzyby po deszczu pojawiają się książki z "Auschwitz" w tytule.
Np."Kołysanka z Auschwitz", "Położna z Auschwitz", "Tatuażysta z....", "Bibliotekarka z....", "Tajemnica z...." , "O chłopcu, który poszedł za tatą do...."., "Sekret Elizy. Auschwitz. Płatna miłość", "Motyl i skrzypce"- tu napis na okładce głosi: "poruszająca historia o sile kobiet i miłości w Auschwitz".
Nie chcę dyskutować o jakości i rzetelności tych książek (nie czytałam jeszcze żadnej), zakładam optymistycznie, że większość jest co najmniej dobra. Niepokoi mnie natomiast samo zjawisko. Czyżby tworzył się nowy trend? Że wszystko, co z "Auschwitz" w tytule się sprzeda? Zwabi zaciekawionych czytelników? Że wystarczy osadzić fabułę romansu czy rodzinnego dramatu w obozowych realiach II Wojny Światowej albo napisać fabularyzowaną opowieść opartą na prawdziwych postaciach, faktach, i już będzie bestseller? Teraz niemal wszystkie autorki ( a także autorzy) - mam tu na myśli literaturę lżejszego kalibru - jak jeden mąż (albo jedna żona) co roku koniecznie muszą napisać "powieść świąteczną" o zimie, Bożym Narodzeniu, aniołach, dzwoneczkach i Mikołaju, a chociaż wziąć udział w antologii opowiadań świątecznych z choinką w tle. Czy niedługo wyznacznikiem popularności ( i gwarancją sprzedaży twórczości danego autora) będzie książka, na której wołami będzie stało "Auschwitz"?
Nieco martwi ( a nawet trochę przeraża) mnie wykorzystanie tej trudnej i ważnej tematyki (o której owszem trzeba wiedzieć i pamiętać - lepiej jednak opierać się na rzetelnych źródłach) jako motywu popularnego w beletrystyce. Obok solidnie napisanych książek opartych na historiach z Auschwitz (tudzież innych podobnych miejsc) mogą ( i pewnie będą) pojawiać się... czytadła mijające się z prawdą, lekko traktujące o tamtejszych warunkach, przekłamujące rzeczywistość, przedstawiające fałszywe treści.
Bardzo jestem sceptycznie nastawiona wobec tej "mody". Jakoś mi to zgrzyta...
Jak się okazuje, nie tylko mnie. Dziś wpadłam na taki oto artykuł:
http://smakksiazki.pl/handel-smiercia-trzeba-sprzedac/?fbclid=IwAR0QtRZyYBySUcGMiRnruHg4nye_C3RYrE8wF58Iqpkv46znZlglRH3pwO0
piątek, 18 stycznia 2019
Posta(wz)nowienie ;-)
Dzień dobry wieczór,
wracam z blogowego pół-niebytu, niby czasem wrzucałam link do stron, gdzie publikowałam recenzje, ale ogólnie moja blogowa aktywność była mizerna.
Naszło mnie jednak na powrót. Sardegna reaktywowała Trójkę E-pik, to mnie też w pewnym stopniu zmobilizowało.
Postaram się pisać chociaż krótkie wzmianki nie tylko książkowe.
Co u mnie?
Jako mama pierwszoklasistki (która bardzo rozkręciła się czytelniczo) i dwudziestomiesięczniczki mam co robić, ale i na lekturę czas się znajdzie. Przyznam jednak, że w 2018 roku tego słynnego progu "52" książek nie przekroczyłam, wielu nie dokończyłam, a nawet niektóre biblioteczne nieprzeczytane ( o zgrozo! ;-) ) oddałam. Na blogu spis niezaktualizowany. I tak nie jestem pewna, czy zapisywałam w zeszycie wszystko.
Rewelacyjnych książek zbyt wiele nie było, w sumie chyba nic nie okazało się takim bezapelacyjnym "number one". Za to na pewno mam mocnego kandydata na najsłabszą książkę przeczytaną w 2018 r , a mianowicie - "Planetę Singli" ( film całkiem fajny, po co książka na jego podstawie i to taka słaba..., lepiej obejrzeć w tym przypadku).
Bardzo przypadł mi do gustu cykl "Kobiety nieidealne"M. Kawki i M. Hayles, za mną tomy "Magda" i "Iza", nie zawiodła też M. Kordel ("Serce w skowronkach"). W zupełnie innym klimacie, ale równie satysfakconującą lekturą okazała się "Rutka" Z. Białasa i "Manaraga" Sorokina.
Odkryciem roku zaś uznałam... Findusa!
To kot, bohater serii książek dla dzieci Svena Nordqvista. Świetne opowiastki i rewelacyjne ilustracje. Przeczytałyśmy dwie części ("Tort urodzinowy", "Findus się wyprowadza").
Acha, zaczęłam słuchać audiobooków. Różnie z nimi bywa, ogólnie moje o nich wypowiedzi ukazują się w cyklu "Poczytaj mi na ucho" (http://zycieipasje.net/). Obecnie "męczę" "Hashtag".
Tymczasem! ;-)
wracam z blogowego pół-niebytu, niby czasem wrzucałam link do stron, gdzie publikowałam recenzje, ale ogólnie moja blogowa aktywność była mizerna.
Naszło mnie jednak na powrót. Sardegna reaktywowała Trójkę E-pik, to mnie też w pewnym stopniu zmobilizowało.
Postaram się pisać chociaż krótkie wzmianki nie tylko książkowe.
Co u mnie?
Jako mama pierwszoklasistki (która bardzo rozkręciła się czytelniczo) i dwudziestomiesięczniczki mam co robić, ale i na lekturę czas się znajdzie. Przyznam jednak, że w 2018 roku tego słynnego progu "52" książek nie przekroczyłam, wielu nie dokończyłam, a nawet niektóre biblioteczne nieprzeczytane ( o zgrozo! ;-) ) oddałam. Na blogu spis niezaktualizowany. I tak nie jestem pewna, czy zapisywałam w zeszycie wszystko.
Rewelacyjnych książek zbyt wiele nie było, w sumie chyba nic nie okazało się takim bezapelacyjnym "number one". Za to na pewno mam mocnego kandydata na najsłabszą książkę przeczytaną w 2018 r , a mianowicie - "Planetę Singli" ( film całkiem fajny, po co książka na jego podstawie i to taka słaba..., lepiej obejrzeć w tym przypadku).
Bardzo przypadł mi do gustu cykl "Kobiety nieidealne"M. Kawki i M. Hayles, za mną tomy "Magda" i "Iza", nie zawiodła też M. Kordel ("Serce w skowronkach"). W zupełnie innym klimacie, ale równie satysfakconującą lekturą okazała się "Rutka" Z. Białasa i "Manaraga" Sorokina.
Odkryciem roku zaś uznałam... Findusa!
To kot, bohater serii książek dla dzieci Svena Nordqvista. Świetne opowiastki i rewelacyjne ilustracje. Przeczytałyśmy dwie części ("Tort urodzinowy", "Findus się wyprowadza").
Acha, zaczęłam słuchać audiobooków. Różnie z nimi bywa, ogólnie moje o nich wypowiedzi ukazują się w cyklu "Poczytaj mi na ucho" (http://zycieipasje.net/). Obecnie "męczę" "Hashtag".
Tymczasem! ;-)
czwartek, 16 lutego 2017
Taki słoneczny dzień! Notatka w kratkę
Miałam pisać notatki w kratki - zatem piszę!
Dziś miałam bardzo przyjemny dzień. W dodatku było dość ciepło i słonecznie. Normalnie barokowy przepych po tych trzaskających mrozach.
Dziś miałam bardzo przyjemny dzień. W dodatku było dość ciepło i słonecznie. Normalnie barokowy przepych po tych trzaskających mrozach.
Rano listonosz przyniósł mi wygraną w Agorze książkę "Hardcorowi bibliotekarze z Timbuktu" wraz z filmem ("Timbuktu" – francusko-mauretański film dramatyczny z 2014 roku, w reżyserii Abderrahmana Sissako).
Potem udałam się do przedszkola, aby w grupie mojej córki opowiedzieć m.in. o książkach mojego dzieciństwa, o czytaniu, o drodze, jaką książka musi przebyć zanim trafi do rąk czytelnika.
Bawiliśmy się w "kwadratową gę książkową" - wyciętą z 3 ostatnich numerów "Świerszczyka" (dzieci losowały kartoniki przedstawiające różne obrazki i podawały, z jaką baśnią/opowieścią/wierszem im się kojarzą). Słuchaliśmy piosenki Ewy Bem ("Piosenka o książeczce") i rozmawialiśmy jak należy obchodzić się z książkami. Przeczytałam im opowiadanie Danuty Wawiłow "Gorąca skorupa", a potem dzieci wykonywały zakładki do książek.
Gdy przeglądałam fb, okazało się, że wygrałam książkę "Moc granatu" Marty Motyl ( lottaczyta) oraz grę i zestaw figurek Stikeez (Lidl Polska). Cieszę się, bo zawsze to coś nowego, by zająć E. A u nas tak w ogóle nie ma Lidla, choć wolałabym by był zamiast nijakiego Netto.
Zapisałam się na Book Tour z powieścią "Pozorność"Natalii Nowak-Lewandowskiej.
Czytam obecnie "Marię Skłodowską Curie" Magdaleny Niedźwiedź - bardzo mi się podoba.
"Księgi Jakubowe" - zacnie napoczęte, jednak leżą odłogiem.
A ja już rozglądam się, co by tu nowego zacząć... Mam duży wybór, jak ten osiołek pośród jadła...
Z recenzjami jestem prawie na bieżąco: tylko 4 książki czekają, w tym 2 przeczytane - teksty są w trakcie powstawania, 1 książka - lektura właśnie trwa.
"Księgi Jakubowe" - zacnie napoczęte, jednak leżą odłogiem.
A ja już rozglądam się, co by tu nowego zacząć... Mam duży wybór, jak ten osiołek pośród jadła...
Z recenzjami jestem prawie na bieżąco: tylko 4 książki czekają, w tym 2 przeczytane - teksty są w trakcie powstawania, 1 książka - lektura właśnie trwa.
Jutro planuję upiec ciasto jogurtowe z brzoskwiniami z puszki.
Tylko deszcz zapowiadają, niefajnie.
sobota, 3 grudnia 2016
Notka w kratkę - grudniowa
Jak to? Już grudzień? Coraz bliżej święta. Kartki wypisać trzeba by powoli...Dziś głupi deszcz psuje mój śliczny biały śnieżek. Chlapa taka, że z zaplanowanej wyprawy do biblioteki nici. Całe szczęście wczoraj udało się z dzieckiem na sanki wyskoczyć. Mąż wyskoczył, szczerze powiedziawszy, ja wygrzewałam się z książką ;-)
Czytam wspomnienia o Irenie Jarockiej, zaglądam do nietypowej kulinarnej książki Katarzyny Meller i próbuję zacząć słynną "Dziewczynę z pociągu".
Udało mi się wyjść na beieżąco z egzemplarzami recenzyjnymi, nawet mogłam się zanurzyć w biblioteczne półki.nie żebym już nie miała własnych nieprzeczytanych...
Stosiki książkowe mam zaległe z całego roku, gdzieś mam zdjęcia, poszukam, przypomnę sobie co jeszcze na półkach przybyło i "fotnę, "obiecuję".
Tymczasem oto te najnowsze - od wydawnictwa Marginesy.
Ten wpis miał być w czwartek, ech....
Od tamtego dnia przybyło mi książek ( tomik poezji Gałczyńskiego, "Klub Pickwicka", "Skrawki"K. Sienkiewicz) i... gra planszowa, tak, tak, do recenzji. Już przetestowana, wkrótce relacja.
W piątek skończyłam drugi tom "Stulecia Winnych" - i dobrze, że miałam pod ręką trzeci tom, bo od razu musiałam przekartkować, by sprawdzić, czy bohaterka przeżyła... AAA, co za emocje!
Jeśli autorka jeszcze "popełni" jakąś trylogię, to poczekam spokojnie na całość i będę czytać hurtem. A tak, to teraz czekam na 3 część "Alicji w Krainie Czasów", a między tomem 1 i kolejnymi "Stulecia..." miałam 2 lata przerwy...
Co to ja miałam w ogóle... A, już wiem. Tak sobie oglądałam różne programy, seriale i mam takie spostrzeżenia.
Kto by nie wygrał jakiś talent-show, to i tak jacyś ludzie będą marudzić, a fałszuje, a nie zasługuje, a za brzydka, a nie pasuje itp. itd. Jeszcze się taki nie urodził, kto by każdemu dogodził. Nic nowego. Tylko ciekawa jestem, czy te marudy tak wspierały swoich faworytów, jak fani zwycięzców. Bo często każdy "olewa", licząc na innych, a potem - im żal.
Każdy ma swoje ulubione seriale, ale też takie, które mu nie odpowiadają. Wtedy logiczne, że przestaje je oglądać po 1-3 odcinkach. ale nie, okazuje się, że niektórzy lubią się męczyć.
Niemal każdy serial ma teraz swój fan page, i nie rozumiem, po co udzielają się tam ci, którym dana produkcja się nie podoba. Narzekają, marudzą, piszą teksty typu "beznadzieja", "mam nadzieję, że nie będzie kolejnego sezonu". Normalnie, jakby im za karę kazano oglądać... Nudzą się, czy co... Nie rozumiem takiego podejścia, nie odpowiada mi, to nie oglądam, ale nie komentuję i nie psuję innym przyjemności z dzielenia się wrażeniami z ulubionego serialu czy programu.
Co jeszcze?
Trzeba się brać za przygotowania świąteczne. To co by tu poczytać.... ;-)
piątek, 7 października 2016
Notatka w kratkę, któraś tam....
Październik przywitał nas dość solidnym załamaniem pogody, ale cóż, deszcze, wykluczając te prowadzące do podtopień, są niezbędne. Nawet lubię, o ile siedzę w domu, słuchać tego szumu i nurkować pod kocyk z książką. Gorzej, gdy rano w kaloszach, płaszczach i parasolach marsz do przedszkola...
Było czarno, ale jednak się przejaśniło... i to nie tylko w pogodzie.
Było czarno, ale jednak się przejaśniło... i to nie tylko w pogodzie.
... kaloryfer parzy... znów zaczęli grzać!
Obejrzałam "Planetę singli" - podobało mi się,choć bez szału, śmiałam się właściwie tylko na pewnej końcowej scenie.
Przeczytałam ( w końcu) książkę M. Grzebałkowskiej ( super, że dostała Nagrodę Czytelników- Nike) "Beksińscy. Portret podwójny". Ciekawiła mnie i jednocześnie przytłaczała. Jak dla mnie było za dużo Zdzisława ( zwłaszcza info o wystawach) , za mało Tomasza. Obaj to skomplikowane przypadki psychologiczne.
Godna podziwu mrówcza praca autorki przy zbieraniu materiałów.
Za mną też "Biała Rika" M. Parys, "Melanżeria" A. K. Majewskiej ( recenzje wkrótce) oraz z literatury dla dzieci "Gry i zabawy z dawnych lat" K. Piętki i "Wczoraj, dzisiaj, jutro" Kasdepke.
Przeprowadziłam wywiad z autorką "Masek zła", Iwoną Banach - link.
Zostałam nagrodzona w konkursowym wyzwaniu "Wrzesień z Agathą". - link.
Tegoroczną Nagrodą Nike jestem nieco rozczarowana, ale o tym opowiem szerzej innym razem.
Mówię to ja, kociara.
Tymczasem!
sobota, 24 września 2016
Bake off? OFF! OFF!
![]() |
| [Źródło: pixabay.com] |
Programów kulinarnych ci u nas dostatek. Zdarza mi się rzucić okiem na ten czy ów, przeważnie na popołudniowe powtórki - w trakcie prasowania. Sporadycznie odcinki "Top Chefa", "Masterchefa", także tej edycji dla dzieci. Obejrzałam także ze dwie edycje "Hell's Kitchen", bodajże 1 i 3. Czasem zaczepię o "Kuchenne Rewolucje", a dawniej dawniej - programy Roberta Makłowicza (te były z gatunku poznawczych, a nie show). Jeszcze pamiętam "Słodki biznes", gdzie profesjonaliści wykonywali spektakularne torty.
W ubiegły poniedziałek natomiast spróbowałam nowego programu: "Bake off - Ale ciacho!"
Chyba ob-ciacho. Tak nudnej i sztucznej produkcji chyba jeszcze nie widziałam. To ma być niby najbardziej apetyczny program w telewizji?
Zgroza. Oddajcie fartucha!
Zgroza. Oddajcie fartucha!
Uczestnicy-amatorzy (było ich początkowo 12) rywalizują w dziedzinie rozmaitych wypieków. W tym odcinku (to już trzeci) akurat przygotowywali słodkości - w pierwszej części makaroniki według podanej im receptury, w drugiej - swoje popisowe ciasteczka.
Małą dygresja o makaronikach - gdybym miała gotować masę jednocześnie mierząc termometrem, by osiągnęła 119 stopni, a potem wystudzić do iluśtam - to bym zwariowała. A gdyby ktoś oceniał moje ciasteczka niemalże "z linijką i cyrklem" (idealne makaroniki muszą mieć takie owakie parametry) - to jak wyżej.
Małą dygresja o makaronikach - gdybym miała gotować masę jednocześnie mierząc termometrem, by osiągnęła 119 stopni, a potem wystudzić do iluśtam - to bym zwariowała. A gdyby ktoś oceniał moje ciasteczka niemalże "z linijką i cyrklem" (idealne makaroniki muszą mieć takie owakie parametry) - to jak wyżej.
Dłużyło się okrutnie, oglądało - średnio.
Bardzo mnie zdziwiło, a wręcz oburzyło, że uczestnicy co trochę oblizywali palce. To niehigieniczne i nieprofesjonalne. Dobra, każdemu się zdarza, ale w telewizyjnym programie, gdzie uczestnicy walczą o tytuł polskiego mistrza wypieków - nie wypada. Nie powinno się tak robić. Podobnie jak oblizywać łyżki i znów nią mieszać.
Jedna z uczestniczek dała drugiej masę do skosztowania. Tamta oczywiście dziabnęła paluchem - z całego pojemnika. Gratuluję zasad czystości przygotowywania jedzenia. Szef Amaro wygonił by je do domu.
Jurorami w programie są jakieś cukierniczo-kulinarne sławy, ale zwykłemu szarakowi - całkiem nieznane. Ale o to chodzi. Oni są po prostu nudni. Zupełnie nie przykuwają uwagi widza.
Najgorzej, moim zdaniem, wypadają jednak prowadzące.
Jedna ma wadę wymowy, druga brzmi jak Myszka Miki, czy inna postać z kreskówki. Obie mówią sztucznie, teatralnie. Takie "gwiazdy ze spalonego teatru", jak się dawniej mawiało. Coś mi się zdaje, że kroją się nowe celebrytki.
A te szanowne prowadzące to Anna Gacek (zdecydowanie lepiej wygląda w radiu) oraz Paulina Mikuła (vlogerka-polonistka, mówiąc inaczej - Miodek w spódnicy).
Nie przypadły mi do gustu.
Jedynym elementem, broniącym się w tym programie, są felietony Roberta Makłowicza. W obejrzanym przeze mnie odcinku była mowa o napoleonce vel kremówce.
Jedynym elementem, broniącym się w tym programie, są felietony Roberta Makłowicza. W obejrzanym przeze mnie odcinku była mowa o napoleonce vel kremówce.
"Bake off - Ale ciacho!" to według mnie najgorszy z programów kulinarnych, jakie można zobaczyć na szklanym ekranie. Wieje nudą i sztucznością. Zatem: OFF!
piątek, 12 sierpnia 2016
Jeszcze siedem...
Policzyłam, że jeszcze tylko siedem książek do zrecenzowania, w tym 4 do przeczytania ( bo już 3 za mną) i... fajrant ;-)
Ostatnio nagromadziło mi się sporo zobowiązań, nastąpiła czytelnicza niemoc i powstały zaległości. Na szczęście już z nich wychodzę.
Będę mogła intensywniej korzystać z własnych zapasów na półkach i "ugryźć" te pożyczone.
Hmm, dawno nie pokazywałam stosików, nie wiem nawet, czy w tym roku był jakiś...
A sporo się tytułów u mnie pojawiło. Co nieco mam uwiecznionych na nieopublikowanych zdjęciach, część muszę do pokazania przygotować. Wkrótce, obiecuję.
Gdy się zastanowiłam, doszłam do wniosku, że całkiem sporo książek zakupionych/pożyczonych. wygranych przeczytałam "w międzyczasie".
Były to:
Lady M. - Ałbena Grabowska
Awaria małżeńska - N. Socha/M. Witkiewicz
Pani mnie z kimś pomyliła - I. Łepkowska
Cześć, co słychać? - M. Witkiewicz
Kilka dni lata - M. Sobieszczańska
Nie tak łatwo być Czesławem - Cz. Mozil. J. Sztandera
Jestem w trakcie lektury Lotu nisko nad ziemią Ałbeny G.
Notkę, o której z nich, chcielibyście przeczytać najpierw?
Ostatnio nagromadziło mi się sporo zobowiązań, nastąpiła czytelnicza niemoc i powstały zaległości. Na szczęście już z nich wychodzę.
Będę mogła intensywniej korzystać z własnych zapasów na półkach i "ugryźć" te pożyczone.
Hmm, dawno nie pokazywałam stosików, nie wiem nawet, czy w tym roku był jakiś...
A sporo się tytułów u mnie pojawiło. Co nieco mam uwiecznionych na nieopublikowanych zdjęciach, część muszę do pokazania przygotować. Wkrótce, obiecuję.
Gdy się zastanowiłam, doszłam do wniosku, że całkiem sporo książek zakupionych/pożyczonych. wygranych przeczytałam "w międzyczasie".
Były to:
Lady M. - Ałbena Grabowska
Awaria małżeńska - N. Socha/M. Witkiewicz
Pani mnie z kimś pomyliła - I. Łepkowska
Cześć, co słychać? - M. Witkiewicz
Kilka dni lata - M. Sobieszczańska
Nie tak łatwo być Czesławem - Cz. Mozil. J. Sztandera
Jestem w trakcie lektury Lotu nisko nad ziemią Ałbeny G.
Notkę, o której z nich, chcielibyście przeczytać najpierw?
czwartek, 4 sierpnia 2016
Niektórzy
Niektórzy ludzie są przemądrzali.
Niektórzy mają klapki na oczach.
wszędzie ramki
ma być tak i tak
kalendarz
zasady
rady srady
lepiej iść na spacer
poczuć wiatr
zobaczyć niebo
usłyszeć szum liści
to chyba ważniejsze
sobota, 30 lipca 2016
Bez linijek
Ni stąd, ni zowąd, wracają notatki w kratki. Spontanicznie.
O dawna na blogu prawie same wpisy z linkami do miejsc, gdzie "wiszą" moje recenzje. Sporadycznie cała, tylko blogowa publikacja.To nie tak miało być. Bezruch się zrobił.
Zatem wracam do luźnych zapisków. Bez zajawek, bez równych odstępów. Bo tylko tu mogę pisać bez linijek. Zupełnie co chcę, jak chcę i kiedy mi się żywnie podoba. Ot, tak...
Krótkie streszczenie o tym, co u mnie się dzieje:
- prawie od roku chodzę na jogę;
- występowałam w przedstawieniu dla dzieci z przedszkola (czułam się trochę jak postać z powieści "Pina, zrób coś!" ;-) )
- byliśmy wakacyjnie w Rabce - co prawda krótki, ale uroczy pobyt;
![]() |
| Rabka -Zdrój, lato 2016 r. |
- w kuchni eksperymentowałam z kaszą jaglaną
O wszystkim mogę napisać więcej. Na życzenie.
A dziś jestem wypełniona po brzegi pozytywną energią, bo byłam na warsztatach joga + robienie łapaczy snu,
świetna sprawa, super zabawa - z nitek, koralików, 'śnurków' i 'piórków' powstają ciekawe i ładne ozdoby.
Dzięki temu zajęciu poczułam się, jakbym przeniosła się w przeszłość - do czasów szkolnych, gdy coś tam się dziergało na lekcjach "techniki", czy w domu eksperymentowało z igłą, nitką i szydełkiem.
Zainteresowanie. Skupienie. Praca i zabawa.
Kiedyś zdecydowanie więcej "wykazywałam się" artystycznie-plastycznie. Potem zasypały mnie książki. I wiecie co? Od jakiegoś czasu staram się ograniczać egz. recenzyjne. Gdy wywiążę się ze wszystkich zobowiązań..., no nie, całkiem nie zrezygnuję, ale "zminimalizuję do minimum". Wtedy będę mogła rozwijać się na innych polach.
Z tego, co obserwuję, sporo osób znanych z blogosfery ma podobnie. Cóż, wszystko ma swoje miejsce i czas....
Jest czas na książki i czas na wstążki.
Tymczasem!
czwartek, 28 stycznia 2016
czwartek, 2 lipca 2015
Suszarka
Napomknęłam mężowi, że przydałaby mi się taka mała, podróżna suszarka. Poprosiłam, aby po drodze wstąpił do Tesco i jak będzie, kupił mi taką, tak mniej wiecej do 20 zł.
Jakiś czas później. Dzwoni mąż:
- Aga, jestem w Tesco, Jest taka suszarka, 18 metrów, no taka... mniejszej nie ma. Kupić?
Myślę sobie: 18 metrów? Chyba złotych. Przecież kabel nie może mieć 18 metrów długości...
- Ale jaka ta suszarka, taka normalna, jak mam w domu, czy mała? - dociekam.
- No taka... 18 metrów, innej nie ma, pytałem.
- 18 złotych, tak? - upewniam się.
- 18 metrów - upiera się mąż.
- Zaraz, zaraz, o jakiej ty suszarce mówisz?
- Takiej do prania...
(Kurtyna)
Jakiś czas później. Dzwoni mąż:
- Aga, jestem w Tesco, Jest taka suszarka, 18 metrów, no taka... mniejszej nie ma. Kupić?
Myślę sobie: 18 metrów? Chyba złotych. Przecież kabel nie może mieć 18 metrów długości...
- Ale jaka ta suszarka, taka normalna, jak mam w domu, czy mała? - dociekam.
- No taka... 18 metrów, innej nie ma, pytałem.
- 18 złotych, tak? - upewniam się.
- 18 metrów - upiera się mąż.
- Zaraz, zaraz, o jakiej ty suszarce mówisz?
- Takiej do prania...
(Kurtyna)
poniedziałek, 30 marca 2015
Notatka w kratkę nr 2/2015, o ile dobrze pamiętam
Palce mnie świerzbią, żeby coś napisać, no to sobie napiszę notatkę w kratkę, a może dla odmiany w kropki. Nie żebym nie miała co robić! Bynajmniej! Czeka blacha po czipsach z jarmużu (przepis z Kącika z Książkami) do umycia, spodnie (w kratkę!) do podszycia, sporo jeszcze spraw by się znalazło. Tymczasem zmiana czasu i wiosenne przesilenie wywołało u mnie rozdrażnienie połączone z roztrzepaniem, którego nie da się uspokoić czytaniem.
Zbierałam powoli tematy, o których chciałam napisać, ale jakoś mi poumykały... Może to i dobrze? A może czas na preparaty wspomagające pamięć i koncentrację? Ostatnio i tak bywam zbyt często w aptece, ech...
Spróbuję wykrzesać co nieco z szarych komórek. Zatem, co ja porabiałam ...
Zbierałam powoli tematy, o których chciałam napisać, ale jakoś mi poumykały... Może to i dobrze? A może czas na preparaty wspomagające pamięć i koncentrację? Ostatnio i tak bywam zbyt często w aptece, ech...
Spróbuję wykrzesać co nieco z szarych komórek. Zatem, co ja porabiałam ...
- W dni, kiedy było dość ciepło, uruchomiłam program: Windows. Wersja dla nieperfekcyjnych. Czyli bez rajstop i gliceryny. Działało, tylko firanka się zawiesiła..
- Kuchenne (r)ewolucje albo"wege" w rytmie "rege":
- Zielony mus: jarmuż, seler naciowy, kiwi, jabłko, blender. Witaminy. Pychota. (zdjęcie bodajże dwa -trzy posty niżej)
- Trójkąty z ciasta francuskiego z nadzieniem ze szpinaku i białego sera - chrupiąca kolacyjka z tego, co zostało z dnia poprzedniego.
- Teatr Telewizji - żelaznym punktem programu! Znakomita "Amazonia" i świetna "Zabójcza pewność". Kto nie oglądał, niech łapie powtórki.
Koncert Galowy PPA we Wrocławiu - atmosfera wojny... pieśni zacne, o wykonaniach można dyskutować.
Skoro już jestem przy tv - z utęsknieniem czekam na co piątkowe wytchnienie przy przezabawnym "O mnie się nie martw" ( "Kaszubo, Kaszubo, Kaszubo mecenasie. Są między nami rachunki krzywd, których prawdopodobnie panu nigdy nie zapomnę" ,"Wąż boa cętkowany w pręgi" , "Iguniu, światłości moja" - teksty Krzyśka (w tej roli fantastyczny Paweł Domagała) mogą doprowadzić do łez... ze śmiechu)
- Miałam urodziny. Kocyk dostałam, aby stare kości pod nim wygrzewać :-)
- Mysz na szydełku wydziergałam. Koślawa i kłapoucha, ale własna.
- W radiu raz piosnkę W. Młynarskiego ("Nie ma jasności w temacie Marioli") słyszałam, niby nic dziwnego, ale tak jakoś to "made my day". I jeszcze audycja Klub Trójki była jego tekstom poświęcona, uszka się cieszyły :-)
- Dywan eksmitowałam, pluszaki w zamrażarce trzymałam - walka ze świeżo rozpoznaną alergią rozpoczęta.
- Poprawiałam literki.
- Czytam w międzyczasie, mało, ale da się. Lista w stosownej zakładce stale się powiększa. Reaktywowałam na użytek własny Marzec z Marią. Kuncewiczową. Kiedyś będzie notka o tym.
- Wściekłość i wrzask. Psychopata i samolot. Naprawdę nie muszę czytać/oglądać thrillerów. Wystarczą wiadomości z kraju i ze świata. I tak mam aż po kokardę.
- Chyba będę obchodzić w tym roku prawosławną Wielkanoc, bo teraz się nie wyrobię, a oni mają tydzień później ;-) Nastawić przypominacz - rzeżucha! jajka!! święconka!!!
- To są punkty awaryjne- gdyby coś mi się przypomniało...
A teraz mam ochotę skasować wszytko powyższe, ha!
PS. Kwiecień planuję z literaturą czeską i królikami.
Maj - może klasyka? A może inny pomysł? :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



