niedziela, 19 lipca 2015

"110 ulic" M. Gutowska-Adamczyk

Okładka książki 110 ulic
Nasza Księgarnia 2007
Wszyscy kojarzą Małgorzatę Gutowską-Adamczyk z Cukiernią pod Amorem, Paryżem, Mariolą... a ostatnio z pewną "klątwą" :-) Tymczasem ta znana i lubiana pisarka ma w dorobku także powieści dla młodzieży. Właśnie przeczytałam "110 ulic" i jestem skłonna stwierdzić, że tę książkę powinna mieć każda szkolna biblioteka, bo to kawał dobrej, mądrej obyczajówki o problemach nastolatków, czyli literatura, jaką osobiście widziałabym w rękach młodzieży, a nie te wszystkie zmierzchy i inne szepty...
Wstyd przyznać, jak długo ta książka czekała na swoją kolej. Zaczęłam ją już kiedyś, ale wydawała mi się nie ciekawa, teraz byłam bardziej wytrwała i opłaciło się przewracać kolejne strony.

Głównym bohaterem jest szesnastoletni Michał Wierzbowski, który "olewa system", gra w kosza, jeździ na desce, stopniami w szkole się nie przejmuje, a myślami jest już na wczasach w Portugalii i obozie językowym w Londynie. W życiu jego rodziny zachodzi jednak poważna zmiana i Wierzbowscy lądują na stacji benzynowej pod Grajewem. Michał musi też zakasać rękawy, by wraz bratem i rodzicami "jakoś ciągnąć ten wózek". Niełatwo mu przyszło zmienić środowisko, czuł się jak lew w klatce. Nowa szkoła przyniosła nowe kłopoty. Początkowo zaskoczył  świetnymi stopniami, potem zaczęły się schody... Jego pomysły nie szły w parze z akceptacją ze strony nauczycieli. Wierzba robił co mógł, by zaistnieć. Były oczywiście i sprawy sercowe i pewna "marchewkowa wróżka". Nie sposób opowiedzieć tu szczegółowo, co się działo. Dość, że było ciekawie, a główny bohater ciągle zaskakiwał, był nieprzewidywalny. Ponadto było sporo postaci, których wątki były również zajmujące, szkoda tylko, że nie mogły zostać bardziej rozwinięte. Chętnie poznałabym szerzej dzieje Marzeny, rodziny Gwida, artysty Wiktora,  Anki z jej psem Pogo. Cóż, tu jednak prym wiodły problemy Michała, takiego "inteligentnego lenia", buntownika, chłopaka, który pod bluzą z kapturem skrywa wrażliwość i dobre serce.

Rzecz rozgrywa się w 2001 roku, od końca roku szkolnego aż do Nowego Roku 2002. Narracja skoncentrowana jest na głównym bohaterze, ale też często wraz z narratorem "spoglądamy" bliżej na inne postaci. Dużo dialogów, mało opisów czyni tę powieść wartką i "przystępną" nawet dla mniej zaprawionych w bojach z literaturą. postaci, nawet te drugoplanowe, są sympatyczne. Tytułowe ulice odnoszą się do planu miasta :-)

Ta powieść młodzieżowa może stać się bliska wielu nastolatkom. Mogą utożsamiać się z bohaterami. W każdej szkole znajdzie się taka perfekcyjna uczennica jak Marta i taka "gwiazda" z bogatym rodzicem jak Gwido, niejedna dziewczyna przeżywała to, co Andżelika, a i takich Michałów sporo by się znalazło. W gronie  pedagogicznym szkoły w Grajewie też mógłby chyba każdy odnaleźć "znajome typy".
W tle rozbrzmiewają dźwięki hip-hopu ( Kaliber 44, Łona), toczą się mecze koszykarskie i popisy skaterów (o ile dobrze to nazwałam, chodzi mi o jazdy i skoki na deskorolce).

To powieść o  tym, że rodzina powinna trzymać się razem, aby przetrwać trudniejszy czas, o tym, że nie powinno się nikogo zbyt łatwo "etykietkować", że nauczyciele powinni wierzyć w młodzież (nawet w takich "jaskiniowców" jak klasa II f), o dorastaniu, przemianie wewnętrznej, o przyjaźni, miłości, o problemach szkolnych. Na pewno nie jest to powieść perfekcyjna. Na upartego można by się doczepić takich kwestii: czy Michał nie miał przyjaciół w Warszawie, że tak bez skrupułów ich nabrał na wyjazd do Finlandii? Czy Mikołaj też nie kontaktował się z dawnymi kumplami? Jak ta nielubiąca gotować, omijająca kuchnię szerokim łukiem Jola okazała się autorką pysznych obiadków? Czy wątek spraw zawodowych i uczuciowych Anki naprawdę był konieczny dla całości fabuły (moim zdaniem taki doczepiony)? Bohaterowie wypowiadają się zbyt "literacko".  Ale i tak, bez rozpracowywania wszystkiego na drobne kawałeczki, cała historia wciąga i może być dla wielu nastolatków przestrogą, że warto doceniać to co się ma, nie marnować swoich zdolności, być uczciwym wobec innych.

Przeczytałam, że autorka czerpała z własnych doświadczeń z synami, jeśli chodzi o problemy szkolne i wychowawcze, być może też z własnego epizodu z nauczaniem, a ulice w Grajewie policzyła osobiście.
Miało być krótko, wyszło inaczej, tak czy owak - "110 ulic" polecam  młodym czytelnikom, ale i starsi nie będą zgrzytać zębami przy lekturze.
"220 linii" stanowi kontynuację i opowiada perypetie młodszego z braci, Mikołaja.


Książka przeczytana w ramach wyzwania "Pod hasłem" ( lipcowe zadanie: trzy książki autorów o tym samym imieniu)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email