piątek, 7 października 2011

Top -10: Największe literackie rozczarowania

Zainspirowana przez nieocenioną kreatywną Klaudynę prezentuję swoje literackie rozczarowania. Skupię się na książkach, wydarzeń nie uwzględniam. Nie będzie to pełna dziesiątka, podam to, co teraz przyszło mi do głowy. Najwyżej dopiszę coś, jak mi się przypomni.

Intruz, S. Meyer - zazwyczaj daję książkom szanse, rzadko się poddaję, ale czasem szkoda czasu i atłasu na coś, co mi zupełnie nie idzie. Utknęłam gdzieś koło 60-ej strony. Więcej refleksji o tej nietrafionej lekturze znajdziecie w moim tekście tutaj.

S@motność w sieci, J. L. Wiśniewski - najmocniej przepraszam wszystkich fanów, nie dałam rady, jakieś takie to było... rozlazłe... albo zabrałam się do czytania w nieodpowiednim czasie.

Amatorki, E. Jelinek - w ramach własnej inicjatywy czytania noblistów zabrałam się i za twórczość tej pani, niestety, pudło. Nie trawię. Książkę porzuciłam na kilka stron przed końcem.

Efekt kobiety, M. Kalinowska - odpuściłam gdzieś około jednej trzeciej objętości... Nie szło mi. Szczegóły tutaj.

Strażnik marzeń, M. Surmacz - to dla odmiany przeczytałam całe i to dość szybko, ale momentami przewracałam oczami.... dlaczego? Odpowiedź tutaj.

Spalona róża, A. Walczak - zachwytu brak, pisałam tutaj.

Urania, J.M. le Clezio - kolejny noblista, z którym się nie zaprzyjaźniłam. Cienka książeczka, ale tak ją wymęczyłam. Nic szczególnego jak dla mnie, w każdym razie do dalszego sięgania po twórczość autora mnie nie zachęciło.

Póki co, na tej "nieszczęśliwej" siódemce poprzestanę.

PS. Wracając do wczorajszego wpisu - dzisiejszej wizyty u fryzjera do rozczarowań nie zaliczam. Strefa Cięcia jest nie do zagięcia. W dodatku afrykański wystrój salonu  robi wrażenie. Podobało mi się, odpoczęłam, mam ładną fryzurę. Czegóż chcieć więcej....!
Czego więcej? Książek!!! Zarzekała się żaba błota, a skuszona promocją jednak zrobiła zamówienie....ale wmawia sobie, że to już na Gwiazdkę ;-)




9 komentarzy:

  1. Nie zgadzam się co do 'Intruza', bo to naprawdę świetna książką. No, ale ile osób, tyle opinii :).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Caroline Ratliff - nie przeczę, po prostu mnie nie zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się co do Samotności w sieci. Ja przeczytałam do końca, ale to dlatego, że koleżanka mnie prosiła, bo nie była pewna czy to normalne, że jej się ta książka, nad którą ludzkość się tak bardzo zachwycała tak bardzo nie podoba (delikatnie rzecz ujmując) i ja po przeczytaniu jej do końca dołączyłam do grona zniesmaczonych i wynudzonych literaturą przez małe l. Wyjątkowo niedobra książka. Choćby mi pięty przypalano się sięgnę po inne dokonania literackie tego pana!:))
    La Clazio też próbowałam czytać, ale mi nie podeszło. Nie pamiętam nawet czy doczytałam. Za Jelinek się nie brałam i nie mam zamiaru. Jakoś mnie w tamtą stronę nie ciągnie. Największe zażenowanie po przeczytaniu książki to Iza Kuna "Klara" Ałć bolało! O książce http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/03/klara-iza-kuna.html.
    Hmm jak mi coś jeszcze przyjdzie do głowy to napiszę:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam zachwycona "Samotnością...", jedna z nielicznych książek, którą przeczytałam więcej niż raz. Za to film-bleeee

    OdpowiedzUsuń
  5. A dla mnie samotność w sieci, to była jedyna strawna ksiązka tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz co, ja z Amatorkami to też tak mam dziwnie, podchodzę do nich trochę jak pies do jeża, ale ja jestem szczególnie upartym bydlęciem,więc czekam na moment aż ta książka do mnie "przemówi". Bo Jelinek lubię, choć te Amatorki to ciężko, ciężko.
    A jeszcze mi się przypomniało jedno rozczarowanie, o którym nie wspomniałam u Klaudyny- "Przebudzenie" De Mello. O ile lubię jego książki to tej kompletnie nie trawię, a czytałam ją chyba z pięć razy, bo może jednak coś tam jest czego ja nie widzę, a wszyscy się nią zachwycają? Ale już sobie dałam z nią spokój- to nie moja filozofia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Książki są jak potrawy, nie każda każdemu smakuje. Jedni się czymś zajadają, drudzy nie tkną... Warto jednak próbować, poznawać nowe smaki.
    Wiśniewskiego coś tam jeszcze czytałam, ale bez entuzjazmu. Jelinek już więcej nie chcę. O de Mello słyszałam, nie mam ochoty.
    Dzięki za poświęcenie chwili na wpisy, pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że fryzjer nie rozczarował, to najważniejsze :))) Ja pamiętam moje 'podcinanie końcówek' na tydzień przed studniówką - chyba jedna z najgorszych decyzji mojego życia.

    Ale wracając do tematu...
    'Spalona róża' rozczarować mnie nie mogła, bo i żadnych oczekiwań wobec niej nie miałam. Ale już po 'Intruzie' spodziewałam się więcej i - podobnie jak Ty - szybko pożegnałam tę książkę, nie doczytawszy jej nawet do 1/4.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uuuuuuu a ja Samotność... zaliczam to ulubionych książek i po jej przeczytaniu przez dwa tygodnie nie potrafiłam sięgnąć po nową, bo szukałam swoich bahaterów...
    Ale ja za to nie potrafiłam przejść przez "Cappuccino", którego pochlebne opinie czytałam na nie jednym blogu. Ja nie dałam rady doczytać do końca i żałuję straconego czasu...

    Pozostałych pozycji z Twojej listy nie znam.

    OdpowiedzUsuń

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email