sobota, 27 lutego 2016

"Lesio", czyli czemu kwiczę nocą i czytam wg hasła

Nie jestem "chmielewskolubna", o czym szerzej we wpisie:
http://agnestariusz.blogspot.com/2013/02/cae-zdanie-o-chmielewskiej.html
Do wspominanej tam książki "Wszystko czerwone" jeszcze nie dotarłam, ale pojawiła się sposobność, aby wreszcie przeczytać też polecanego "Lesia". Miałam na półce własny egzemplarz, zakupiony ongiś tanio jako pierwszy tom kolekcji "Królowa polskiego kryminału". Hmmm, to takie kryminały nie-kryminały, ale koronę jednak bym jej zostawiła. Bo wiecie... Teraz pełno przebierańców, coraz trudniej o oryginał.
Odnośnie samego "Lesia":
-  wydana po raz pierwszy w 1973 r., wielokrotnie wznawiana, podtytuł "Powieść-nie da się ukryć-humorystyczna";
- składa się z  3 części -opowiadań, połączonych tymi samymi postaciami
-  rzecz rozgrywa się w środowisku architektów, polskie realia lat 60. XX w.
- bohaterowie:
Lesio - wieczny spóźnialski, zdolny leń, nieobliczalny pechowiec - kombinator, beznadziejnie zakochany w Barbarze, Barbara - piękna, sprytna, "gwiazda", Janusz, Karolek, kierownik pracowni Hipolit  (Hipcio), naczelny inżynier Zbyszek, kadrowa Matylda, Duńczyk Bjorn - nowy pracownik.
- humor sytuacyjny, słowny, absurdalny
- wydarzenia: "zamach" na kadrową, heca z lodami, "wygrana" w totolotka, "napad" na pociąg, prace w plenerze - wykradzenie matrycy, udział w przedstawieniu, spotkanie z buhajem....

Nie spodziewałam się takiego uroczego ubawu. Co się naśmiałam, to moje. Czytałam sobie w niedużych dawkach, przeważnie późną porą, kwiczałam ze śmiechu i ocierałam łzy. Jak nie dialogi z cudzoziemcem, to znowu heca z telegramem, zresztą, co ja będę wyliczać. Kupa śmiechu i tyle. Lepszej komedii w życiu nie czytałam. Bardzo mi się ostatnio przydała taka rozrywkowa lektura.


A teraz kilka zdań o tym, dlaczego akurat teraz sięgnęłam po "Lesia". Otóż ta książka ślicznie mi pasowała do zabawy-wyzwania "Pod hasłem", który prowadzi Ejotek. Hasło na luty, jakie wymyśliła pomysłowa kobieta to...."medium rare". Czy miała to być średnio wysmażona powieść? Hi, hi, niekoniecznie.  Pozwólcie, że zacytuję "wykładnię" hasła:
 
http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2016/02/podsumowanie-stycznia-i-haso-na-luty.html
"Aby zaliczyć lutową odsłonę należy przeczytać książkę, której (na poniższe punkty patrzymy na zasadzie "albo", czyli wystarczy że książka będzie zaliczała się do jednej wytycznej):
  • wszystkie litery tytułu na okładce mają kolor czerwony
  • litery tytułu nie są czerwone, ale "cieknie" z nich krew (widać krople lub smugi)
  • imię lub nazwisko autora będzie "krwiste" 
  • imię i nazwisko autora będzie miało czerwone litery
  • wyraz lub wyrazy tytułu będą "krwiste" np. czynność w wyniku której widać krew lub wyrazy będące stricte mięsem (zaliczę nie tylko wołowinę)"
     
Widzicie zatem, że "Lesio" wpasował się idealnie - zarówno pod kątem koloru liter, jak i poziomem "zakręcenia".

Ciekawe, co będzie w marcu.....
Przyłączycie się? (link)

9 komentarzy:

  1. Czeka ten "Lesio" na mnie już długi czas, ja akurat Chmielewskolubna jestem więc i ja liczę na dużo śmiechu w trakcie lektury :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mieć "Lesia" w zanadrzu :-)
      pozdrawiam

      Usuń
  2. Jesli chodzi o Chmielewska to kiedys ja uwielbialam, a pozniej, tych nowszych, po doczytaniu najwyzej dwudziestu stron, wyrzucalam - tak mnie nudzily. Lesia czytalam bardzo dawno temu, gdy mialam czas tylko czytac w drodze do pracy lub z pracy. Pamietam, ze umeczylam sie wtedy strasznie, bo bardzo staralam sie nie wybuchac smiechem, to czesto mi po prostu lzy lecialy... a nieraz wybuchalam tym wstrzymywanym smiechem na caly srodek transportu - bo jechalam i metrem i tramwajem i autobusem i czasami jeszcze na ostatni odcinek musialam taksowke brac :) - teraz juz nie pamietam o czym byl Lesio i od kilku lat mam go nowiutkiego, jeszcze zapakowanego w folii. Chyba pora wrocic do niego. Byla jeszcze jedna Chmielewskiej ksiazka przy ktorej wybuchalam smiechem, ale juz w domu. Nie pamietam tytulu - bohaterowie przenosili sie w czasie. Musze ja znow odkopac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że te nowsze nijak mają się do tych starych. Nie da się czytac "Lesia" w ciszy, powinno byc ostrzeżenie, "uwaga grozi niekontrolowanymi atakami śmiechu" ;-)
      Nie znam tego tytułu o przenoszeniu się w czasie, też mogą być "niezłe jaja". Tymczasem jednak robię znów przerwę z Chmielewską, kiedyś znów spróbuję.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. "Lesio" i "całe zdanie nieboszczyka" to moje najukochańsze książki. Lesia kocham miłością bezgraniczną, czytałam go już z tysiąc razy i za każdym razem leżę i kwiczę. Pomysły Lesia na pozbycie się personalnej, napad na pociąg...ech...uwielbiam tych bohaterów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku to raczej będzie ubaw jednorazowy, nie ma pojęcia, czy za jakiś czas też tak by mnie śmieszył.

      Usuń
  4. Ja Chmielewskiej nie czytuję, choć tegoż Lesia posiadam z takiego samego powodu co Ty. I wiesz co? Przekonałaś mnie jak nikt dotąd, by po nią sięgnąć :) Nie wiem tylko kiedy, ale wpisuję w grafik...
    Dzięki za reklamę, ot tak uczynioną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co, w sumie nie "szalałam" z banerami, nawet nie mam na pasku aktualnego (zmienię), to napisałam małe co nieco o fajnej zabawie przy okazji/
      Pośmiejesz się przy "Lesiu", nie czytaj w autobusie!

      Usuń
  5. Lesio to była moja pierwsza książka Chmielewskiej, jaką przeczytałam. Nie mogłam inaczej, kiedy słyszałam, jak ryczała ze śmiechu czytając ją moja ciotka, chciałam wiedzieć, co ją tak śmieszy. I choć teraz już śmieszy mnie nieco mniej, to sentyment pozostał. Polecam Wszystko czerwone- moim zdaniem najśmieszniejsza.

    OdpowiedzUsuń

'Napisz proszę, chociaż krótki list" ;-)

Follow by Email