czwartek, 23 grudnia 2010

Świątecznie

Niech nadchodzące Święta będą ciepłe jak płomyki świec, smaczne jak barszcz z uszkami, pachnące jak gałązki świerku, spokojne jak las o wschodzie słońca...
A Nowy Rok przyniesie wiele radości! :-)  :-)

środa, 22 grudnia 2010

Przedświąteczne oświecenie

Kiedy nawet niespotykanie spokojny człowiek po bitych dwóch godzinach rozplątywania plątaniny kabelków od dwóch skłębionych razem  kompletów lampek choinkowych przekona się, że w jednych urwał się drucik, a drugie(już założone na drzewko) nie świecą, to ma prawo się wściec.
Ale nie ma wyjścia,  następnego dnia tup, tup, tup na targ  po nowe światełka. A na targu- mordercy, morrderrcyyy...  Męczą biedne zwierzęta, Stoją przy pojemnikach, starych wannach pełnych śmierdzącej wody, a nieszczęsne karpie cierpią, żałośnie wyciągają pyszczki, a ludzie kupują ryby i męczą je potem w foliowych torebkach, trzymają w jakichś wiaderkach do wigilii...
 Brrrr! Ja bym tak jednego z drugim (tego potwora męczącego zwierzęta) upchnęła w balii, niech tak tkwi do świąt...
Całe szczęście, są ludzie, którym cierpienie karpi nie jest obojętnie. Patrz: akcja "Karp lubi lód", link:
http://www.klubgaja.pl/zwierzeta/karpie/

wtorek, 14 grudnia 2010

Czytaj ulotki reklamowe - będziesz mieć mądrzejszą głowę!

Określenie "Chleb wieloziarnisty" czy "makaron pełnoziarnisty" chyba nikogo specjalnie nie dziwią. Natomiast co powiecie na takie dictum: JAJA WIELOZBOŻOWE??

;-)

środa, 1 grudnia 2010

Mruczanka

Im bardziej pada śnieg,
Bim- bom,
Tym bardziej pada śnieg,
Bim- bom,
Jak biały puch z poduszki...

I nie wie zwierz, ni człek
Bim -bom,
choć żyłby cały wiek,
Bim- bom,
Jak marzną mi paluszki...


Tak śpiewał Kubuś Puchatek, a bim- bomał Prosiaczek. Przyłączam się.
Bim- bom.

wtorek, 23 listopada 2010

....

"Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje, a serce swojej pociechy darmo upatruje."

(Jan Kochanowski, Tren VIII)



Z żalem zawiadamiam, iż nasza biała myszoskoczka Blanka przeniosła się do Krainy Wiecznych Łowów.
W poniedziałek jej doczesne szczątki zostały złożone w ogrodzie. Miała tylko 1,5 roku, a myszoskoczki żyją przeciętnie 3. Podejrzewamy, że jako albinoska była słabsza, może miała jakąś wadę genetyczną. Nie były zaniedbywane. Mimo wszystko czuję się winna i jednocześnie ukarana.
Ryczałam dwa dni. Szkoda mi zarówno Blanki, jak i Franki, która została teraz sama. Były jak ying i yang: biała i czarna... Teraz jest tylko czarna...
;-(

środa, 17 listopada 2010

Cokolwiek to znaczy... ale się cieszę!

Stała przy oknie i bezmyślnie wpatrywała się w dal. W jej szmaragdowych oczach odbijało się jak echo wspomnienie wczorajszego spotkania. Klara była romantyczką, ale rzadko pozwalała sobie na chwile totalnego rozmarzenia. Teraz też nie miało być inaczej.  Zwinnym ruchem odskoczyła od szyb, zza których świat kusił ją tysiącem barw i dźwięków. Energicznie otworzyła szafę i wyciągnęła z niej sportową bluzę.
Nie, nie może tak bezczynnie czekać. Odrzuciła w tył burzę miedzianozłotych loków i spięła je klamrą w kształcie salamandry. Masz włosy jak płomienie ognia – powiedział. Uważaj, żebyś się nie oparzył – uśmiechnęła się. Scena z poprzedniego wieczoru stanęła jej znów jak żywa przed oczami. Wąskie usta skrzywiły się ironicznie. Chyba przestraszył się pożaru – pomyślała Klara i już była w przedpokoju. Stanęła przed lustrem i przeciągnęła się niczym leniwe kocisko, a raczej kocica. Miała w sobie coś drapieżnego, choć nie brakowało jej łagodności. Dawkowała ją jednak z umiarem. Przeważnie traktowała mężczyzn z pewną ironią, dystansem. Chowała się za maską wojowniczki, a w głębi tak bardzo potrzebowała męskiego ramienia, na którym mogłaby się wypłakać. Kilka ćwiczeń gimnastycznych w szybkim tempie sprawiło, że przestała myśleć o swoim ostatnim adoratorze. Uwielbiała sport. Mimo kilku zbędnych  kilogramów, które na upartego mogłaby zrzucić, jej sylwetka była nienaganna. Zgrabna i proporcjonalna – tak mogłaby o sobie powiedzieć. Nigdy nie miała kompleksów na tym punkcie. Nordic walking to było jej najnowsze odkrycie
i miłość od pierwszego wejrzenia. Pełna entuzjazmu właśnie sięgała do schowka po kijki, gdy nagle w aksamitnej domowej ciszy  rozległ się natarczywy dźwięk.
- Halo? – spokojnie podniosła słuchawkę. Jej głos brzmiał tak, że nikt nie mógłby w nim wyczuć ogromnej tęsknoty i wyczekiwania. Tak, to był on. Bladą twarzyczkę Klary rozjaśnił promienny uśmiech. – Nie, jutro nie mam czasu...

 Powyższy tekst powstał na konkurs księgarni internetowej SELKAR. Zadanie było takie:
"Wyobraźcie sobie, że piszecie typowy romans. Głównym bohaterem jest oczywiście kobieta. Scharakteryzuj i opisz wygląd swojej nowo wykreowanej bohaterki."
W nagrodę 2 egzemplarze książki „Cokolwiek to znaczy” Aleksandry Nowak z autografem. Jedna z nich znajdzie się na mojej półce ;-) 
Takie niespodzianki, to jest to, co tygrysy lubią najbardziej ;-)



                  

poniedziałek, 15 listopada 2010

Tysiące twarzy, setki miraży...

Może nie tysiące, ale dziesiątki. Na płotach, słupach, oknach i bramach. Na każdym skwerze, banerze, szyldzie. Gęby kandydatów na stanowiska radnych, wójtów,  burmistrzów... Skrzynka pocztowa codziennie pęka w szwach od ulotek. Fajnie, jak przynajmniej jest kalendarzyk na kolejny rok, zawsze może się przydać. Dobrze, jeśli oprócz zdjęcia kandydata, hasła i numeru na liście są jakieś informacje o jego poglądach, programie, planach. Inaczej to tylko makulatura. Atak plakatów i ulotek na ulicach i w skrzynce można znieść, ale dzwonek do drzwi w sobotni wieczór " Proszę o głos na X.Y." to gruba przesada. Zwłaszcza, że to nie sam kandydat przedstawia się potencjalnym wyborcom, ale jakaś osoba agitująca w kampanii.

Jestem zwolenniczką świadomego udziału w wyborach, ale między rzetelnym informowaniem obywateli a zaśmiecaniem miasta jest duża różnica. Bolą mnie pinezki i gwoździe wbite w pnie drzew, bo słupów ogłoszeniowych im za mało. Przeszkadza mi nachodzenie w domu. Razi marnowanie papieru.


Tyle.

Moja lista blogów