Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notatka. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 stycznia 2018

O sójce, kaczce, sroce i planach


Cześć i czołem!
Zbieram się  do blogowego "comeback'u" jak ta sójka za morze. Czego to ja nie miałam napisać! Tyle mi po głowie chodzi! Ale nie, fejsbuka przeglądam, podczytuję tam i siam, ale napisać ze dwa zdania - a gdzie tam! Zaczęłam się sama przyłapywać  na marnowaniu czasu, czasu, który przecież jest tak cenny. Książek wszak  pełno, a i nie samymi książkami żyje człowiek.
Zatem - bez zbędnego gadania, do dzieła!
Podsumowanie roku 2017 pod kątem czytelniczym i nie tylko - będzie wkrótce.
Zapiski rozmaite - będą.
A tymczasem, o sójce już była mowa, to teraz o kaczce.
O kaczce, co przebrała miarkę, czyli o bardzo fajnej, zabawnej, mądrej i rewelacyjnie ilustrowanej książeczce dla dzieci Pana Poety ( tekst) i Joanny Młynarczyk ( ilustracje).
Na recenzję zapraszam już niemal tradycyjnie na łamy magazynu Życie i pasje, gdzie się "szarogęszę" w dziale literackim.
Nie da się łapać wszystkich srok za ogon, czas nie z gumy, stąd ten prawie całkowity brak recenzji pisanych tylko na blog. Po prostu nie wyrabiam się, mimo chęci.
Zapraszam :
Prószyński i S-ka



http://zycieipasje.net/2018/01/17/nowe-ptasie-opowiesci-pana-poety-czyli-kaczka-co-przebrala-miarke-recenzja/

wtorek, 6 października 2015

Skandynawski smutek

Kiedy dotarła do mnie wiadomość, że zmarł Hennig Mankell, zrobiło mi się bardzo smutno. Jestem raczej "małokryminalna", ale powieści tego autora należą do nielicznych z tego gatunku, których się chwytam. Nie przeczytałam ich zbyt wiele, mam więc przed sobą jeszcze trochę literackich skandynawskich podróży, ale i tak przykro, że już nie będzie kolejnych książek pióra H. Mankella.

To był nie tylko świetny pisarz, ale wspaniały człowiek. Za jego pracę na rzecz sierot w Mozambiku, niesienie pomocy potrzebującym, zaangażowanie w sprawy społeczne, a także prowadzenie teatru w Maputo - należą mu się nie medale, ale oklaski i podziw. Oby stał się wzorem dla innych.

Pisał też dla najmłodszych czytelników- za książki dla dzieci otrzymał Nagrodę im. Astrid Lindgren. To  znaczące wyróżnienie, prawda?

Nie wiedziałam, że jego żoną była córka Ingmara Bergmana, Eva.

W tych minorowych nastrojach i niefortunnych okolicznościach przypominam "Za co lubię Wallandera" (wpis z 2012 r.) oraz jeszcze starszą ( z 2008 r., niech was nie zwiedzie inne nazwisko, to ja) opinię o powieści "Mężczyzna, który się uśmiechał".

Z "niekryminalnych" czytałam jeszcze "Comedie Infantil". I to nie jest komedia, uprzedzam.

Chlip, chlip...

poniedziałek, 13 lipca 2015

Z obserwacji: co czytali

Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Powrót z wakacyjnego wyjazdu do Rabki zaowocował górą prania i garścią przemiłych wspomnień. Mam także parę książkowych obserwacji. 
Zabrałam ze sobą  kryminał "Tulipanowy wirus", ale lektura w plenerze niezbyt mi szła, toteż podczytywałam wieczorami w łóżku i w drodze powrotnej w samochodzie. I tak jeszcze nie skończyłam, ale przyznam, że fabuła łącząca współczesny Londyn i XVII w. Holandię  oraz wątek tulipanów są bardzo intrygujące.

Niestety, czytających osób nie zaobserwowałam zbyt wiele, ale jednak parę takich było.
Widziałam panią czytającą "Sezon burz" Sapkowskiego, obok dziewczynka czytała "Dziennik cwaniaczka".
W restauracji jakaś pani jadła zupę  i coś czytała (nie wiem co, niezbyt gruby tomik, ale zafascynowana była bardzo).
Przy tężniach jakiś tata czytał dziecku starutką książeczkę "Przygody Krasnala Hałabały" L. Krzemienieckiej, a jakaś mama - córce coś "młodzieżowego", nie wiem, co. 
Na ławce dwie panie, młodsza i starsza, obie czytały - u tej młodszej podpatrzyłam książkę o Havlu.

Mieliśmy okazję  posłuchać "Pippi..."  czytanej przez Edytę Jungowską podczas Festiwalu Literatury dla Dzieci. Bardzo się Elwirce ( 4 l.) spodobało. 

Na koniec anegdota z życia wzięta.
Otóż moja siostra opowiadała, że wracając raz  wieczorem do mieszkania, już miała iść naokoło chodnikiem wzdłuż ulicy, zamiast skrótem przez plac zabaw, bo tam siedziała grupka młodzieńców. Mogła więc narazić się na jakieś zaczepki.
Usłyszała jednak, że dyskutują o.... twórczości Lema i o tym, który polski pisarz jest najbardziej znany za granicą. Toteż śmiało ruszyła na skróty przez plac.
Budujące, prawda ?:-)


PS. Po perypetiach z odzyskaniem, uzupełnieniem listy książek przeczytanych w 2015 r. miałam problem z publikacją strony, ale już wszystko w porządku. Tytułu spisałam z głowy, nie w kolejności czytania. Być może coś pominęłam.
Zastanawiam się, o której  książce z ostatnio przeczytanych napisać najpierw...

czwartek, 28 maja 2015

Sen o końcu świata

Śniło mi się, że wyszłam na balkon. Był otoczony drewnianą barierką, pośrodku której znajdowała się otwarta furtka. Na dworze panowała  żółtawa szarość i mgła, wyglądało tak jak przy zaćmieniu słońca. Było około dziewiątej rano.
Dziwiłam się, gdzie podziały się  moje kwiaty, nigdzie nie widziałam moich balkonowych doniczek z roślinami. Szafka po lewej stronie była pusta, podobnie parapet zewnętrzny  (nasz balkon jest duży i zabudowany - przypis autora ;-)). Potem zobaczyłam te doniczki, zgrupowane po prawej stronie, na posadzce, na jakimś kwadratowym postumencie, obok stała suszarka na pranie, pod nią  - deska do prasowania. Zupełnie inaczej.
Wyjrzałam na osiedle. Cisza, pustka, dziwne światło. Taka właśnie żółtawa szarość. Na placu zabaw nie było piaskownicy, huśtawki, zjeżdżalni, karuzeli. Zabrali, bo ma być koniec świata - wyjaśniłam sobie sama to zjawisko.

Kurtyna.

A to widok z zupełnie innego okna, w dodatku z marca, kwiat już przekwitł był...

środa, 1 kwietnia 2015

Kurka i reszta, nieplanowana notatka 3/2015

Jak nie pisałam, to nie pisałam, a teraz to chyba worek się rozerwał, czy z rękawa sypię, czy jak to tam się mówi.

Niespodzianka. Taka " Niespodzianka na 6 liter". To tytuł książki, którą będę recenzować (albowiem pomyślnie przeszłam I etap konkursu  - "Przegląd czytelniczy" ), a ta recenzja będzie brała udział w konkursie. Wiwat Wydawnictwo Prószyński!
Wydawnictwo Marginesy - hip, hip, hura!  Tylko czy oni muszą wydawać aż tyle interesujących książek..?. Pytanie retoryczne, ha!  Będą zatem świnki, tulipanki i poetyckie serce. Do poczytania i opisania.
I będzie kolekcja książek (WSZYSTKICH!!!) Katarzyny Michalak - do nabycia w kiosku. Jedni się śmieją, drudzy płaczą.. :D

Ale dziś było hucznie! Wcale nie mam na myśli żadnego szampana i innych celebracji, tylko warunki atmosferyczne. Wiało, lało i straszyło. Teraz natomiast - gdy piszę niniejsze słowa - słonko mi w okno zagląda. Kwiecień-plecień. Plecie gęsto!
Dzień nieprzyjemny, ale wyjątkowy, bo moje dziecię miało w przedszkolu występ artystyczny dla rodziców pt. "Awantura o jajka" i kurki rolę grało. Toteż dziecię  - choć w okresie rekonwalescencji-  zabrało się rano kursem z tatą, do pracy jadącym. Ja natomiast na 10.30 wyruszyłam, z parasolem i opatulona solidnie.
Występ uroczy, dzieciaczki jak na maluchy znakomicie sobie poradziły, potem stroiki z własnoręcznie malowaną wydmuszką wręczyły.
Potem zabrałam swoją kurkę Czupurkę i wracałyśmy pieszo. Nawet nam się udało, bo już tak nie wiało., tylko padało. A parasolowi żebra się "wygły" jak te tory... :-) Tak oto nieco mokre, ale szczęśliwe doczłapałyśmy się do domciu.
I tak właśnie trochę a propos...
Będzie u mnie nowa odsłona blogowa, taka "parentingowa" (ugh, jak ja nie lubię tego słowa, po polsku nie można??? - "rodzicielska". Nie nowy blog całkiem, tylko tutaj co jakiś czas wpis tematyczny. Może zakładka z linkami też. Na pewno będzie o literaturze dla dzieci, coś z życiowej praktyki, może o modzie dla najmłodszych, zabawkach, grach, o zajęciach plastycznych. Szukam nazwy dla mojego cyklu. Jakieś pomysły może mi podsuniecie?

I na koniec - dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Ptaków. Z tej okazji zatem  idę poczytać Elwirce "Ptasie radio" i poszukać innych "ptasich" tekstów.

Ćwir, ćwir!

poniedziałek, 30 marca 2015

Notatka w kratkę nr 2/2015, o ile dobrze pamiętam

Palce mnie świerzbią, żeby coś napisać, no to sobie napiszę notatkę w kratkę, a może dla odmiany w kropki. Nie żebym nie miała co robić! Bynajmniej! Czeka blacha po czipsach z jarmużu (przepis z Kącika z Książkami) do umycia, spodnie (w kratkę!) do podszycia, sporo jeszcze spraw by się znalazło. Tymczasem zmiana czasu i wiosenne przesilenie wywołało u mnie rozdrażnienie połączone z roztrzepaniem, którego nie da się uspokoić czytaniem.
Zbierałam powoli tematy, o których chciałam napisać, ale jakoś mi poumykały... Może to i dobrze? A może czas na preparaty wspomagające pamięć i koncentrację? Ostatnio i tak bywam zbyt często w aptece, ech...
Spróbuję wykrzesać co nieco z szarych komórek. Zatem, co ja porabiałam ...
  • W dni, kiedy było dość ciepło, uruchomiłam program: Windows. Wersja dla nieperfekcyjnych. Czyli bez rajstop i gliceryny. Działało, tylko firanka się zawiesiła..
  • Kuchenne (r)ewolucje albo"wege" w rytmie "rege":
- Placuszki z kaszy jaglanej i twarogu, z brzoskwiniami  - przepis pozornie wyglądał na szybki, łatwy i przyjemny. W praktyce jednak okazało się, ze trzeba go zmodyfikować, bo przy pierwszej partii smażenia rozległo się "Houston, mamy problem". Co ciekawe, nie tylko ja zmagałam się z takimi placuszkami, i to w tym samym dniu! Swoimi przejściami, pomysłami i efektami dzieliłyśmy się, niemal na bieżąco na fb ( tak to jeszcze nie gotowałam!)
- Zielony mus:  jarmuż, seler naciowy, kiwi, jabłko, blender. Witaminy. Pychota. (zdjęcie bodajże dwa -trzy posty niżej)
- Trójkąty z ciasta francuskiego z nadzieniem ze szpinaku i białego sera - chrupiąca kolacyjka z tego, co zostało z dnia poprzedniego.
  • Teatr Telewizji - żelaznym punktem programu!  Znakomita "Amazonia" i  świetna "Zabójcza pewność". Kto nie oglądał, niech łapie powtórki.
    Koncert Galowy PPA we Wrocławiu - atmosfera wojny... pieśni zacne, o wykonaniach można dyskutować.
    Skoro już jestem przy  tv -  z utęsknieniem czekam na co piątkowe wytchnienie  przy przezabawnym "O mnie się nie martw" ( "Kaszubo, Kaszubo, Kaszubo mecenasie. Są między nami rachunki krzywd, których prawdopodobnie panu nigdy nie zapomnę" ,"Wąż boa cętkowany w pręgi" , "Iguniu, światłości moja" - teksty Krzyśka (w tej roli fantastyczny Paweł Domagała) mogą doprowadzić do łez... ze śmiechu)
  • Miałam urodziny. Kocyk dostałam, aby stare kości pod nim wygrzewać :-)
  • Mysz na szydełku wydziergałam. Koślawa i kłapoucha, ale własna.
  • W radiu raz piosnkę W. Młynarskiego ("Nie ma jasności w temacie Marioli") słyszałam, niby nic dziwnego, ale tak jakoś to "made my day". I jeszcze audycja Klub Trójki była jego tekstom poświęcona, uszka się cieszyły :-)
  • Dywan eksmitowałam, pluszaki w zamrażarce trzymałam - walka ze świeżo rozpoznaną alergią rozpoczęta.
  • Poprawiałam literki.
  • Czytam w międzyczasie, mało, ale da się. Lista w stosownej zakładce stale się powiększa. Reaktywowałam na użytek własny Marzec z Marią. Kuncewiczową. Kiedyś będzie notka o tym.
  • Wściekłość i wrzask. Psychopata i samolot. Naprawdę nie muszę czytać/oglądać thrillerów. Wystarczą wiadomości z kraju i ze świata. I tak mam aż po kokardę.
  •  Chyba będę obchodzić w tym roku prawosławną Wielkanoc, bo teraz się nie wyrobię, a oni mają tydzień później ;-)  Nastawić przypominacz - rzeżucha! jajka!! święconka!!! 

  • To są punkty awaryjne- gdyby coś mi się przypomniało...
  • A teraz mam ochotę skasować wszytko powyższe, ha!


PS. Kwiecień planuję z literaturą czeską i królikami.
Maj - może klasyka? A może inny pomysł? :-)


wtorek, 17 lutego 2015

Uwaga! Figi z makiem, czyli... podejrzana oferta!

Miałam dziś napisać zupełnie o czym innym, ale wydarzyło się coś, czego nie mogę pozostawić bez echa.
Dziś wieczorem, tak tuż przed 19 -tą, zadzwoniła do mnie Pani Jakaśtam z firmy Cośtam (Platinum???) - jak pachnie reklamą, czy teleakwizycją, to "słucham jednym uchem" i nie zapamiętuję nazwisk/nazw. I ta pani mówi mi, że kiedyś w szpitalu wypełniałam ankietę, w ramach programu jakiegośtam na otrzymywanie promocji itp.(Fakt, miało to miejsce, 4 lata temu)... że w związku z tym dzwoni, bo wylosowali mój numer, wygrałam ekskluzywną bieliznę o wartości 89 zł, gratis, czy mogą mi to przysłać... jaki rozmiar...
Na co ja, bo nie ze mną te numery, Bruner, pytam:
- A co  z tym się wiąże???? 

(Spodziewam się bowiem zobowiązań,  pierwsza gratis, a potem co miesiąc kolejne paczki, w "korzystnej" cenie... )

Pani mi na to, że wygrałam, że ekskluzywną, że nowa marka, że wartość fig 89 zł...   że dostaję gratis, oni za to płacą, tylko muszę zapłacić za przesyłkę od producenta ze Stanów, koszt w wysokości 19,90 zł, że mają rozmiary S, M... czyli dalej chwytomarketingowa nawijka...

Taa, myślę sobie, przyślą mi jakieś byle co mejdinczajna, które to  -byle co  -  osobiście mogę sobie kupić za 3-5 zł na targu, a za dwie dychy, to ho, ho.... piechotą nie chodzi, dwie książki w Biedronce bym kupiła, o zamienieniu tychże dwóch dych na prowiant nie wspominając..

No więc to ja na to krótko:
 - Nie, dziękuję, nie jestem zainteresowana, nie potrzebuję, kota w worku nie kupuję, może kogoś innego wylosujcie, ja nie jestem łakoma na takie "okazje".
Podziękowałam, odmówiłam, rozłączyłam się.
Nie dałam pani szansy na dopytywanie, a dlaczego, a może jednak, i  dalsze nagabywanie.



Potem coś mnie tknęło i weszłam w internety, pod hasłem "platinum bielizna" szperając. Okazało się, że udało mi się uniknąć wdepnięcia w niezłe bagno - oszustwo jednym słowem!!!
Oto, co znalazłam:
http://www.gk24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20140308/KOLOBRZEG/140309747
http://forum.trojmiasto.pl/Uwaga-na-oszustow-Wygrana-wloska-bielizna-t569696,1,85.html

Nazwa nazwą, zasada podobna.
Połakomisz się na ekskluzywne figi  gratis-  będziesz mieć figę z makiem i rachunki do zapłacenia.




środa, 21 stycznia 2015

Notatka w kratkę 1/2015

Styczniowy wieczór. Zimy brak.Wyprzedaż sanek z lekka śmieszy. Tumani. Przestrasza.
Tak sobie siedzę i się herbacę. Białą o smaku granatu sączę. Przegryzając z rzadka wisienką w czekoladzie. Normalnie szaleństwo o tej porze. Ale co tam...
(Steinbecka jeszcze nie czytam, przeglądałam tylko)

Dawniej często pisałam takie luźne notki, co jakiś czas tylko wpadała opinia książkowa. Potem recenzje wzięły górę. Czy to dobrze, czy źle, sama nie wiem. Wracam jednak do poprzedniej formy.
Pogawędzę zatem o tym, że czytam - powoli jak żółw ociężale - "Głosy Pamano". Ciężka tematyka, obszerna forma, wspaniała narracja. Mam za sobą dwie powieści lżejszego kalibru, ale do ich opisania jeszcze nie jestem gotowa. Stosik będzie, jak najbardziej. Niebawem.

Kulinarnie odkrywam nowe światy. Na przykład bakłażan - pyszny! On wcale nie jest taki gorzki jak go malują! Nie odsączałam tak, jak to niby się powinno i nie złego się nie działo. Robiłam też pierogi, co u mnie jest rzadkością, tak częstą  niemal jak 29 lutego. I cóż, ciasto powinno być elastyczne, a potem z natury ono twardnieje. A mi wyszło na odwrót. I weź tu zrozum pieroga! Nadzienie z rozmrożonych truskawek, z serkiem wiejskim wymieszanych. O dziwo, nie rozpadły się podczas gotowania. Victoria!

Odkurzam. Dywan, angielski, blog dotyczący książek Nory Roberts. Coś innego, coś nowego za mną chodzi... Może zrobię szalik na drutach? Eeee ;-)

Zdarzyło mi się filmy oglądać. Rzadko to ma miejsce, ale dzięki temu ja te filmy potem pamiętam. I tak, jeszcze w zeszłym roku obejrzałam "Angelfalls" z Heather Lockler na podstawie powieści Nory Roberts, to się chyba thriller nazywa, nie wiem, ale podobało mi się. Next: "Legenda Zorro", niby tysiąc razy już leciało, ale ja nie widziałam. Może być. Fajna rola chłopca - syna tego tajemniczego człeka w masce, którego grał Antonio Banderas ( grał Z., nie syna!) i last: "Odsłona" z Nastassią Kinsky -  ujmujący obraz w starym stylu, spokojny, ale do końca nie zrozumiałam o co chodzi, bo się zgubiłam gdzieś...
Przypomniałam sobie ulubionego "Forresta....", zaś na "Prosto w serce" z H.Grantem koncertowo przysnęłam, by obudzić się na literkach. Co za se(a)n(s)!

Wystarczy tego nudzenia, puszczam notatkę w kratkę w świat.
Tymczasem!

środa, 10 grudnia 2014

Granaty, brokuły i figa z makiem

To, że Elwirze nie smakował granat, przyjęłam ze zrozumieniem, ale tym, żeby Adela ( niewtajemniczonym wyjaśniam: kotka)  ze smakiem spałaszowała kawałek brokuła (gotowanego)  to się szczerze zdziwiłam...
Czytam sobie to i owo, genialną książkę o geniuszach lwowskiej szkoły matematycznej na przemian ze wspomnieniami i felietonami Magdy Zawadzkiej, poczytuję reportaże z Czarnego i dokarmiam się poezją Gałczyńskiego...

Przedświątecznie- zastój totalny. Sprzątać ponad normę nie zamierzam, zakupy poczynimy, coś upichcimy.. .(na wynos, bo wyjeżdżamy - najpierw do moich-  na "jedyny słuszny barszcz wigilijny", a nie żadne grzybowe ciapy czy czerwone z uszkami- dla mnie totalnie nie na tę okazję, potem już u "tubylców" - II dzień posiedzimy, choć ja to bym poleżała w ciszy z książką pod choinką...) 
Jakoś ogarnę, choć na razie z przygotowań  figa z makiem. Nic mi się nie chce, po co to wszystko...



sobota, 8 listopada 2014

Pomiędzy

Listopadowe dni umykają jeden za drugim, a ja w chaosie codzienności łapię w jedną rękę książkę, w drugą ścierkę, a w trzecią - kromkę chleba z czosnkiem, antywirusowo i antywampirowo zarazem, i tak jakoś dotrwałam do "długiego weekendu" (choć "cztery wolne dni" brzmią lepiej, "dłużej").
Do napisania mam to i owo ( teksty ciągle w przygotowaniu, bo jakoś mi  z tym nie po drodze), ale za to czytam jak burza. Przy tym znów bezczelnie pomijam domowe hałdy i włażę między biblioteczne półki. Stamtąd przywlekłam "Autorkę", kryminał w duecie, który połknęłam niemal na jeden ząbek. Stamtąd też mam "Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli" - wprost pochłonęłam ten pierwszy tom i już chcę kolejny! Niesamowita saga. Pomiędzy nimi w końcu zabrałam się za "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek" i choć początek mnie nie zachwycił, to całość wypadła pozytywnie.
W międzyczasie czytam albo o aniołach albo coś z literatury dziecięcej. Czego chcieć więcej!
Aaa, zapomniałam. W ramach eksploatowania własnych zbiorów przeczytałam "Na wysokim niebie"  i stawiam na wysokiej półce. Nie w sensie, żeby nikt nie sięgnął, ale że bardzo dobre.
To o której z tych książek napisać najsampierw? ;-)


Pozdrawiam wraz kotem,
Do "zobaczenia" potem!




czwartek, 30 października 2014

Notatka w kratkę i 10 książek, które...

Stęskniłam się za pisaniem ot, tak sobie... Już wieki całe nie było notatki w kratkę, nie licząc wpisu urodzinowego sprzed ok. 3 tygodni. No to sobie teraz napiszę! ;-D

Na wielu blogach, spośród tych, które odwiedzam, pojawiły się relacje z Targów Książki w Krakowie. Chodziło mi po głowie, aby się tam wybrać, jednak w sumie sama nie wiedziałam, czego chcę i moje lenistwo oraz niechęć do podróży zwyciężyły. Tak sobie czytałam i  uświadomiłam sobie, że o paru rzeczach nie miałam pojęcia, a mam tu na myśli np. znaczną odległość miejsca TK od linii komunikacyjnych. Biorąc to pod uwagę wraz z dojazdem stąd, to zapewne dotarłabym tam koło południa, a następnie zginęła w tłumie ;-) Ktoś w relacji wspominał o braku tablic/plansz z mapą stoisk - sądzę, że warto byłoby o tym napomknąć organizatorom, na pewno to by  się przydało  uczestnikom podczas targów. Wiem, że achom i ochom na temat atmosfery, spotkań z autorami i innymi blogerami nie było końca, owszem, to cenne wrażenia, ale trzeba być też obiektywnym i jeśli coś kulało od strony organizacyjnej, to też trzeba na to zwrócić uwagę. Jak tak sobie właśnie poczytałam tu i tam, to jakoś aż tak bardzo nie żałuję, że nie pojechałam. Chociaż kto wie, może za rok.. ;-).  A międzyczasie może jakieś inne wydarzenie literackie/książkowe... Np. tyle się dzieje we Wrocławiu... Pomyślę nad tym.

Ostatnio mam bardzo kulturalny tydzień. W niedzielę oglądałam na żywo spektakl "En vogue" z Darią Widawską, Beatą Kawką i Elżbietą  Zającówną w rolach głównych. Świetna komedia! U nas nawet kina nie ma, ale w miasteczku obok mają odpowiednią salę w Domu Kultury i tam organizowane są teatralne wydarzenia. toteż w miarę możliwości staram się korzystać. Poniedziałek uświetnił Teatr Tv: "Klub kawalerów" w reż K. Jandy, z plejadą znakomitych aktorów ( m.in. J. Stuhr, C. Pazura, K. Janda, E. Jungowska). Wtorkowy wieczór upłynął pod znakiem pełnej emocji i ekspresji opery "Carmen"  (TVP Kultura). W środę słuchałam benefisu Jacka Cygana na Trójce. Dowiedziałam się, że ten genialny autor tekstów piosenek również śpiewa. W niedzielę o 18.55 na TVP Kultura spektakl "Skarb" na podstawie prozy Olgi Tokarczuk. Przypomnienie w telefonie nastawione!

Dziś chyba dla odmiany zajmę się  sprzątaniem, poczytawszy potem odrobinę przed snem. Mam co nieco do opisania. Przeczytałam "Szczęście pachnące wanilią" (hmmm, mam parę uwag) oraz "Autorkę" (wciągnęła mnie), za mną 2 reportaże z Czarnego, na tapecie też stale coś z egzemplarzy recenzyjnych no i mam "obsesyjne" pomysły do zrealizowania. Mam więc co robić. A o czym chcieliby szanowni czytelnicy niniejszego bloga przeczytać w pierwszej kolejności? Bo nie wiem od czego zacząć.
O, pochwalę się, że w konkursie Wydawnictwa Czarne na fb wygrałam "Mezopotamię" Serhija Żadana, z zebrami na okładce, a w konkursowej odpowiedzi przywoływałam powieść "Czas tęsknoty".

Tyle gadania. Czas na dziesiątkę, bo nie chciałabym, aby Marta poczuła się zlekceważona. Nominowała mnie do zabawy, która rozgrywa się na facebooku i na blogach, a polega na wybraniu (podaniu tak bez większego namysłu) dziesięciu najważniejszych książek naszego życia. Takich, które coś zmieniły w tym naszym życiu. Potem trzeba nominować kolejne 10 osób.
Wg mnie 10 to zbyt dużo, zwłaszcza, że już multum osób swoje "10" przedstawiało, zatem trochę zmniejszę tę ilość.

Oto moja dziesiątka, kolejność przypadkowa:
  • "Lalka" B. Prus
  • "Kocia kołyska" K. Vonnegutt
  • "Cudzoziemka" M. Kuncewiczowa
  • "Lotnica" M. Józefacka
  • "Mistrz i Małgorzata" M. Bułhakow
  •  "Kwiat kalafiora" M. Musierowicz
  •  "Sentymenty" A. Osiecka
  •  "Słownik wyrazów obcych i obcojęzycznych" W. Kopaliński
  •  "Życie oraz śmierć Angeliki de Sance" J. Podsiadło 
  • "Grzeczna dziewczynka" A. Białowąs

  • Uzasadnienie - dopiszę na konkretne życzenie.
    Na pewno o jakimś bardzo ważnym tytule zapomniałam z racji galopującej sklerozy ;-)
    Zastanawiałam się też nad taką oto knigą:
    Okładka książki Poznaję świat. Książka dla dzieci 6-8-letnich
    Źródło okładki: lubimyczytac.pl

Nominuję (udział dobrowolny):
 - Ewę Gogolewską- Domagałę

wtorek, 21 października 2014

Duet z pazurem


Autorka E. i Redaktorka O.
Zaczęło się od rzutu oka, potem było o zatokach...

Świetnie piszą piórem i pazurem. Fajnie im to wychodzi w duecie!


Gdyby jedna, nomen omen, nie domagała, to druga dopisze :-)

Polecam łaskawej uwadze taki oto

                   PROJEKT                 (klik)



środa, 11 grudnia 2013

Pomiędzy

Dawno już nie było żadnych notatek w kratki, a i od ostatnich książkowych zapisków sporo czasu upłynęło. Pomyślałam zatem, ze napiszę słówko, tak pomiędzy recenzjami, aby nikt nie pomyślał, że mnie orkan porwał, czy śnieg zasypał, tudzież deszcz zalał. Jestem cała i zdrowa (jeszcze zdrowa, bo pozostałe 2/3 rodziny na antybiotykach), sporo czytam ( tytuły w zakładce Lektury 2013 notuję), nawet piszę - tylko docelowo teksty ukażą się gdzie indziej ( w swoim czasie zamieszczę stosowny link).

Święta za pasem, przygotowania w lesie. Jedynie plan kiedy- gdzie jedziemy poczyniony, a także zaplanowane jakie ciasto zrobię. Śledzi w curry nie planuję, bo to od paru lat jest stałym punktem programu, więc za pewnik przyjęte ;-) Sprzątać będę normalnie, bez wariacji, kurzu z białą rękawiczką sprawdzać nikt nie będzie. Pierniki upieczemy. Normalnie też, jak zawsze, nie kilka tygodni przed. Czuję się zupełnie niezorganizowana. O, kartki!

Przyniosłam dziś z biblioteki reportaż "14:57 do Czyty" I. T. Miecika, z radością stwierdziłam, że jeszcze sporo Czarnego na regale mają. W ogóle tyle interesujących mnie tytułów mają w zbiorach, że nie mogę się doczekać, kiedy uda mi się ich dopaść ( zarezerwowałam sobie kolejkę np. do "Papuszy", "Wolnej miłości", "Szczęścia w cichą noc" a tam jeszcze i biografia Tuwima, i nowy Schmitt, i Munro i ....)

Pochwalę się też, że słuchałam audycji o książkach w radiowej Jedynce, była tam  m.in. ciekawa rozmowa z Danutą Awolusi  ("Książki Zbójeckie"), wysłałam sms-a i udało mi się znaleźć w gronie osób, które otrzymają książkę "Na wysokim niebie".



Tyle na razie.
Trzymajcie się ciepło!

środa, 31 lipca 2013

Bye, bye, July!

 Ani się nie obejrzałam, a tu już mamy koniec miesiąca! Zanim jednak powiem  'Bye, bye, July!' krótkie podsumowanko:

Przeczytanych książek - 6 ( w tym jedną nadal podczytuję po trochu), wśród nich 1 recenzyjna, 2 biblioteczne, reszta własne.
Książką miesiąca wybrałam "Zrób sobie raj" M. Szczygła 
 ( czynię wstęp do literatury czeskiej, wreszcie, prawda Mag? ;-) )

W ramach wyzwań:
Pod hasłem - 1
Trójka E -pik - 2 a nawet 3 tylko, że zaliczone do jednej kategorii (lekkie wakacyjne czytadło- czytadło w dobrym tego słowa znaczeniu)

 Wygrane książki - 1, ale to nie znaczy, że taka pustka w nowych zbiorach.

W najbliższym czasie pojawi się bowiem.... stosik ;-)



Tymczasem idę sprawdzić, czy mi kompot z papierówek nie wykipiał...
Paaa!

czwartek, 4 kwietnia 2013

Jak to w tym garncu było, czyli same dwójki w marcu

W marcu jak w garncu - głosi przysłowie, a u mnie w ubiegłym miesiącu było może i różnorodnie, ale dość ubogo, jeśli chodzi o ilość lektur  (vide: spis 2013). Czytelniczy post? Nie planowałam, tak wyszło.
Skończyłam fascynującego "Tristana 1946", którego awansem wliczyłam do lutowej statystyki, ale już tak nie będę robić - 2 książki zaczęte w marcu przenoszę na kwiecień.
Przeczytałam 2 egzemplarze recenzyjne, 2 książki dziecięce, 2 w ramach Trójki E-pik (a trzecia pokryła się z recenzyjną).
Jak wspomniałam 2 książki zaczęłam, z czego jedną dziś już skończyłam, a z drugą jeszcze trochę mi zejdzie.
Wygrałam 2 książki w konkursach ( na jedną jeszcze oczekuję).
Przybyło kilka tomów (recenzyjne, przygarnięte, pożyczone), ze stosikiem jednak się wstrzymam.
Poczekam do wiosny.
Ha, ha!
Czy raczej hu, hu, ha...

PS. Na własne uszy słyszałam w radiu w Poniedziałek Wielkanocny "Last Christmas", ale to aura zrobiła nam największego psikusa na prima aprilis.



środa, 27 marca 2013

Nowa wersja tej samej dulszczyzny/ Życzenia jakby co...

 W poniedziałek oglądałam nowy spektakl Teatru Telewizji "Moralność pani Dulskiej" w reżyserii M. Wrony.
"Wychowana" na  wersji z Anną Seniuk trudno mi było przestawić się na odmłodzoną( i odchudzoną) obsadę oraz na nowoczesne rekwizyty.
Cielecka początkowo mi nie pasowała do tytułowej roli, ale jednak dała radę, z tą różnicą, że o ile Dulska w wykonaniu Anny Seniuk była komiczna ( no i te rozmemłane szlafroczki, czepki...) to w wyk. Cieleckiej- budziła "przerażenie" w sensie, że tak na poważnie pokazywała widzom postawę bohaterki, jej mentalność/moralność, tak dobitnie to było widać, zwłaszcza przy jej elegancji.
Gierszał - najpierw mnie bardzo raził, potem przywykłam.
Kluźniak jako Juliasiewiczowa - fajna! U Zapolskiej to taka jakaś ciotka była, a tu żwawa kuzyneczka! Odmłodzenie obsady tu najbardziej dało się odczuć.
Hesia i Mela mnie nie ujęły, zbyt ekspansywne.
Agata Buzek,  zauważyliście Buzek? Dla mnie była zjawiskowa!
Więckiewicza było mało, ale i Felicjan D. nie szalał w sztuce.
Wolałam jak dreptał wkoło stołu na Wawel, niż jak na bieżni zasuwał.
W ogóle to uwspółcześnienie, te rekwizyty wprowadzane stopniowo wraz z coraz nowszymi meblami... jakoś nie bardzo... Jakby uznano, że trzeba "podpowiedzieć" widzowi, że wymowa sztuki uniwersalna, że Dulscy są w każdej epoce, w każdym czasie itp.
Mimo wszystko, oglądałam z przyjemnością.

Cóż, różne są pomysły reżyserów, aktorów i całej reszty... Nie zawsze trafiają w dziesiątkę.
Cieszę się jednak, że powstają nowe spektakle Teatru Tv.

 Było nowe "Tango", nowa "Dulska...", ciekawe, co następne...

Powyższe  uwagi spisałam na poczet dyskusji zainicjowanej w Czytankach Anki - tutaj.
Tam znajdziecie szczegóły omówienia spektaklu i odsyłacze. 


PS. Na wypadek, gdybym już tu nie zajrzała przed Wielkanocą, to już teraz życzę Wam Wszystkim, Drodzy Odwiedzający,  radosnych, pogodnych, iście wiosennych świąt. Spędzajcie je jak lubicie, z książką nad talerzykiem rzeżuchy, z czytnikiem i mazurkami, z audiobookiem wśród pisanek... Rodzinnie lub osobno, tradycyjnie bądź awangardowo.. jak co komu pasuje ;-)
Pozdrawiam serdecznie.
A.

czwartek, 28 lutego 2013

Daktyle, kapusta i luty w liczbach

Uwielbiam i znam na pamięć wiersz Danuty Wawiłow, ale tym razem nie mogę powtórzyć "Gdzie się podziały moje daktyle...", bo moje daktyle wcale nie wyparowały, a wręcz przeciwnie - objawiły się niespodziewanie w czeluściach szafki, gdzie leżały całkiem zapomniane w paczuszce, schomikowane jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Nie przeterminowały się na szczęście i dostarczyły rozkosznie pysznej przekąski wieczorową porą - przy lekturze równie smacznej (przynajmniej dla mnie) powieści.
Jest nią "Tristan 1946" Marii Kuncewiczowej. Tak nieopatrznie raz wyjęłam z półki ten tomik z serii Koliber i tak tylko zerknęłam.... i już nie odłożyłam. Piękna, spokojna, psychologiczna proza. Delektuję się nieśpiesznie. Jeszcze mi trochę zostało, powitam z nią marzec, ale zapiszę chyba na luty, bo jednak w rozpoczęłam i większość przeczytałam w tym miesiącu. Zastanawiam się też, czy ma sens takie rozliczenie miesięczne, bo co z lekturami z przełomu?
O 'Tristanie..." chciałabym napisać szerzej, zrobię to jak już skończę, ochłonę i ubiorę wrażenia w zdania.

O ile daktyle są dość poetyckie, to kapusta kojarzy się z prozą życia, choć i krztynę romantyczności można jej przypisać - " bez ciebie noc taka pusta...". Jednak nie romantyczną, a całkiem przyziemną miałam przygodę z tym warzywem.
Otóż nie dalej jak wczoraj wybrałam się do warzywniaka na naszym osiedlu, a jest to mały wąski sklepik. Poczyniłam sprawunki i wycofywałam się już do wyjścia wzdłuż zastawionej wszelkim dobrem ogrodniczym lady, gdy nagle - łup! Rozejrzałam się, czy aby nie strąciłam czegoś torebką... Okazało się, że tuż obok mojej głowy, z górnej półki spadła... główka kapusty. Opatrzność czuwała!!! 
Ponoć poprzedni klient tak wybierał i przebierał w tej kapuście niczym w ulęgałkach, że zostawił je byle jak ułożone, niestabilnie, no i siłą grawitacji ( a może i jakąś diabelską, kto wie...) spadła głowa... Ekspedientka trochę się przejęła, trochę narzekała, że musi poprawiać, jak ktoś tak "przesegreguje" na półkach, trochę się razem ze mną śmiała z przypadku. Swoją drogą, czy nie lepiej było kapustę umieścić gdzieś niżej, a na wysokościach coś bardziej efemerycznego....
A to feler, westchął seler....

Z warzywnych dywagacji przejdźmy do cyferek. 
W lutym przeczytałam 8 książek, przy tym jednej jeszcze nie skończyłam, a pozostałe to przeważnie opowiadania bądź niezbyt obszerne powieści.
Recenzyjnych sztuk jeden (Wielka Litera jako wydawnictwo zapowiada się obiecująco), pożyczonych  - sztuk jeden (co prawda niewypał, ale zdarza się), reszta - zbiory własne.
Bieżąca Trójka E-pik zrealizowana w 2/3 (bez wątku niewolnictwa), za w kategorii "książka ulubionego autora" trafiły się aż trzy (Nora Roberts, Doris Lessing. Maria Kuncewiczowa - każdą pisarkę/jej twórczość lubię za coś innego).
W "W królestwie Nory Roberts" opublikowane dwie wypowiedzi, jedna dotyczy lektury z końca stycznia, druga- z lutego. 
Nie udało mi się tym razem wyrobić z "Pod hasłem" / list,/ a planowałam "Listy do młodego pisarza" Llosy, cóż, innym razem.

Książką miesiąca wybrałam ex aequo "Korytarz" oraz (nieco awansem)"Tristana 1946"- za dostarczenie wyjątkowych emocji i czytelniczej satysfakcji.

Plany na marzec - skończyć "Tristana...", jak się pojawi egzemplarz do recenzji  - czytam priorytetowo, może zabiorę się za Broniewskiego, no i ciekawe, co "zada" nam Sardegna....Może marcowa Trójka E-pik zainspiruje mnie, co by tu wyciągnąć z półek...

Trzymajcie się ciepło i uważajcie na spadające kapusty!
A.



czwartek, 31 stycznia 2013

Owocnego stycznia kres, czyli podsumowanie w planie ;-)

Dziś przypada Międzynarodowy Dzień Przytulania (drugi jest w czerwcu), zatem przytulam mocno wszystkich tu zaglądających i zapraszam na podsumowanie miesiąca. Zupełnie nie wiem, skąd tak mnie naszło na statystyki, bo nie mam tego w zwyczaju. Powiedzmy, że to nowość "Agnestariusza..." na 2013 rok, choć regularności nie gwarantuję.
Ad rem:

W styczniu przeczytałam  10 książek ( ta wysoka liczba wynika po części stąd, iż w większości nie były to obszerne lektury).
W tym:
- w ramach styczniowej Trójki E-pik: 8 
(książka oparta na wątku autentycznym -2, z polskim miastem - 4 , należąca do serii -2)
- w ramach "Pod hasłem" (imię): 2
- pod kątem "Klasyki Młodego Czytelnika": 3 
(w tym jedna jeszcze nie opisana)
- egz. recenzyjny (dla Czytajmy Polskich Autorów): 1

Ostatnia styczniowa lektura natomiast  wpasowuje się w ramy nowego projektu, którego mam przyjemność być współtwórczynią i uczestniczką, a mianowicie:
 Napiszę o niej wkrótce. Postaram się też uzupełnić wypowiedzi o pozostałych przeczytanych -dotąd nieopisanych- powieściach.

Książką stycznia bezapelacyjnie uznałam biografię ks. J. Twardowskiego pióra M. Grzebałkowskiej "Ksiądz Paradoks...".

W tym miesiącu dużo się działo.
Przeprowadziłam wywiad z Aliną Białowąs, autorką "Galerii uczuć".
Brałam udział w I etapie konkursu na Blog Roku 2012. Dziękuję ogromnie za Wasz wkład w "dwie kulki" ;-)  
Nawiązałam współpracę z pewnym wydawnictwem (niech to pozostanie niespodzianką, aż do recenzji).
Wygrałam w konkursie z "Pół życia" J. Picoult Wyd. Prószyński i S-ka.

Zaiste, to był owocny czas!



niedziela, 13 stycznia 2013

Na całej połaci śnieg...

Wreszcie mamy prawdziwą zimę. Pejzaż śniegowy aż "woła" na sanki, ale niestety! Doleczamy kaszelki i katarki po całym tygodniu rodzinnego zbiorowego chorowania. Dziękujemy za miłe słowa i życzenia pod poprzednim postem.Wracam powoli na blogowe ścieżki....
Skończyłam biografię ks. Twardowskiego, muszę spisać tylko wrażenia. Mam też do skończenia jeden tekst dotyczący grudniowej lektury. Teraz w związku z chorobą czytałam sobie..."Anię z Avonlea" ;-) i zabrałam się dla odmiany za "Pożegnania" Dygata, ale coś nie umiem się wgryźć...  W takim razie co by tu....

sobota, 5 stycznia 2013

Klinika domowa

Pozwolę sobie zacytować koleżankę szanowną Klaudię Maksę :
"To COŚ dzisiaj za oknem nazywa się Pogodą? To przecież koło pogody nawet kurde nie stało. Szarówa jedna, wredna.... Tylko głowa boli ......"
Co prawda słowa te padły wczoraj, ale dziś też pasują jak ulał. A propos "ulał" - co to się dziś nie lało... deszcz, deszcz ze śniegiem... żabami rzucało nieomal. A wiało jak w Kieleckiem!
 
Mąż się rozchorował, kaszle, prycha, telepie się  z zimna, tu go boli, tam go strzyka, marudzi, ale przynajmniej środków zaradczych nie odmawia, cholinexy, skorbolamidy, miód, szałwię, syrop  grzecznie pobiera...
Ja migrenowata od paru dni, i jakoś w ogóle nie bardzo... Te wszystkie sylwestrowo-noworoczne ciasta i sałatki wybitnie mi nie służą...Albo wirus jakowyś.
Tylko Elwi z niespożytą energią po domu buszuje, nieustannie domagając się omawiania książeczki ze Świnką Peppą w roli głównej. Raczyła zdrzemnąć się po południu (Elwirka nie Peppa), stąd mam możliwość napisania paru słów.

Czytam aktualnie biografię ks. Twardowskiego, nazwałabym to raczej reportażem biograficznym. Lektura zacna, ciekawostek masa, a nawet nazwa miejscowości, w której teraz mieszkam, się pojawiła... Poeta znalazł się tu w czasie tułaczki wojennej po Powstaniu.
Więcej o tej lekturze innym razem.

Moja lista blogów