Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 grudnia 2022

"Czekoladowe kulki" Mia Öhrn, Ulrika Pousette

 




           
O, nie! Dajcie spokój! Kolejna książka z przepisami do pozachwycania się i odłożenia na półkę do kolekcji? Nie tym razem! Zapewniam Was, że nie tylko zachwycicie się przepięknymi fotografiami, ale będziecie z tej publikacji korzystać i cieszyć się smakiem własnoręcznie wykonanych łakoci. Znajdują się tu bowiem naprawdę proste przepisy, oparte na łatwo dostępnych składnikach, przeważnie na bazie płatków owsianych, z popularnymi dodatkami. Są też bardziej wyrafinowane propozycje i zaskakujące połączenia. Co powiecie na czekoladową kulkę z bekonem albo kulki z ciecierzycy? Oprócz tego poznamy historię czekoladowych kulek, garść ciekawostek i praktycznych porad. Ta książka to idealny prezent dla małych i dużych łasuchów!

              Czy wiecie, że 11 maja w Szwecji obchodzony jest Dzień Czekoladowych Kulek, a sam przysmak wywodzi się z kryzysowych czasów wojny? Kto miałby ochotę spróbować tradycyjnej skandynawskiej bułki z kulką? Ona także ma swoje święto!  Przyznam, że bardzo zafrapowały mnie te ciekawostki i cała idea kulek z płatków owsianych, kakao i różnych dodatków. Zazwyczaj piekę najłatwiejsze muffinki, rzadko eksperymentuję z deserami, ale mając w ręku taką książkę trudno się powstrzymać.
              U nas na pierwszy ogień poszły kulki z masłem orzechowym. Dzieci i tata mieli dużo frajdy podczas wspólnego przygotowywania, które okazało się naprawdę łatwe, bo nie są zbyt wprawieni w cukierniczych sprawach. W planach kolejne desery, kuszą nas m.in kulki z pestkami dyni, cytrynowe z białą czekoladą, w sezonie letnim zamierzamy zrobić truskawkowe, w wersji dla dorosłych będą rumowe. Na kulki z bekonem pewnie się nie odważymy, ale to może być prawdziwy hit dla miłośników wytrawnych smaków.


              Przepisy są różnorodne, nieskomplikowane, oparte na łatwo dostępnych składnikach (naprawdę większość mamy w kuchni), dokładnie omówione, opatrzone profesjonalnymi fotografiami efektu końcowego. Trzeba przyznać, że zdjęcia robią piorunujące wrażenie, aż chciałoby się polizać kartkę!
Nie są to desery fit, bo zawierają cukier, masło, ciastka oreo czy nutellę, ale znajdziemy też tu pomysły na znacznie zdrowsze wersje kulek oraz rozdział z przepisami według zasad diety raw, opartej na nieprzetworzonych produktach.
              Mia Öhrn dzieli się z nami swoją cukierniczą wiedzą i doświadczeniem, budowanym metodą prób i błędów. Przekonała się, że np. płatki gryczane to był nietrafny wybór, użycie palonego masła znacząco korzystnie wpływa na smak, a słonawy smak staje się bardziej wyrazisty, gdy pominiemy wanilię. 
Autorka stawia na kreatywność i pewną dowolność, podaje dużo cennych wskazówek.
              Ulrika Pousette, jedna z najlepszych fotografek żywności, stanęła na wysokości zadania. Kulki na jej zdjęciach są zaprezentowane wprost zjawiskowo, w różnorodnych stylizacjach, a ta ze starym odrapanym drewnianym samochodzikiem szczególnie kradnie serce.


              Podsumowując, "Czekoladowe kulki" to prześlicznie wydana książka z praktycznymi przepisami na słodkości, które z powodzeniem wykonają nawet dzieci i osoby początkujące w kuchni. Znajdziemy tu propozycje na proste, smaczne, różnorodne i oryginalne desery, których przygotowanie nie wymaga ani dużo czasu, ani wielu składników, ani szczególnych umiejętności. Warto uwzględnić tę publikację Wydawnictwa Literackiego w liście do Świętego Mikołaja ;-)

Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Tytuł: Czekoladowe kulki
Autor: Mia Öhrn, Ulrika Pousette
Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska
Data wydania: XI 2022
ISBN: 9788308076903



środa, 8 marca 2017

"Słoneczne miasto" Tove Jansson

 
Marginesy 2017
Stopniowo odkrywamy, że twórczość Tove Jansson nie ogranicza się tylko do słynnych na całym świecie Muminków. Sylwetkę pisarki możemy poznać bliżej dzięki biografii pióra Boel Westin, a z jej prozą zapoznać się dzięki wydanym przez Marginesy książkom. Wiadomość to zbiór opowiadań stanowiący literacki autoportret artystki. Córka rzeźbiarza zawiera autobiograficzne opowieści o rodzinie, dzieciństwie, sztuce i miłości. Z kolei Słoneczne miasto pod emanującą pozytywną energią, żółtą okładką skrywa dwie minipowieści – tytułowe Słoneczne miasto w przekładzie Justyny Czechowicz oraz Kamienne pole w tłumaczeniu Teresy Chłapowskiej.
Na moją recenzję zapraszam tutaj:
http://zycieipasje.net/2017/03/08/sloneczne-miasto-tove-jansson-recenzja/

środa, 9 listopada 2016

środa, 18 listopada 2015

"Vip room" pełen niepokoju

http://zycieipasje.net/wp-content/uploads/2015/11/Vip-room-ok%C5%82adka-1.jpg
Wyd. Marginesy 2015
Przyznam, że rzadko sięgam po literaturę sensacyjną, kryminały i thrillery. W tych gatunkach raczej podążam utartymi tropami, wybieram już znanych i sprawdzonych autorów, naprawdę sporadycznie próbuję czegoś nowego, bo przeważnie rozczarowuję się. Z twórczością szwedzkiego pisarza, z wykształcenia prawnika, Jensa Lapidusa już kiedyś się spotkałam. Jego powieść „Szybki cash” wywarła na mnie spore wrażenie, i choć nie miałam później okazji, by poznać dalsze części „czarnej trylogii sztokholmskiej”, to autor od razu znalazł się na mojej liście czytelniczych „pewniaków”. Po lekturze „Vip roomu” tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu i nie mogę się doczekać polskiego przekładu „STHLM DELETE” – kolejnego tomu z Emelie i Teddym w rolach głównych.
„Vip room” wprowadza czytelnika w mroczny, brudny świat, o którym wolałby nie wiedzieć, ale niestety, takie rzeczy, jak te opisane, też – o zgrozo – mają miejsce. Powieść cały czas intryguje i trzyma w napięciu. Tu nie jest tak, że już od połowy albo jednej trzeciej książki wiemy, kto stoi za zbrodnią. Tu trzeba trochę pomęczyć szare komórki i spiąć nerwy, bo czekają nas mocne wrażenia i zaskakujące rozwiązania. Co ciekawe, śledztwa nie prowadzi żaden komisarz policji, sędzia śledczy ani detektyw, czy chociażby dziennikarz. Pole do popisu ma ktoś spod znaku Temidy i ktoś, kto zna świat przestępczy od podszewki.
 (....)
ciąg dalszy na stronie Życie i pasje.

wtorek, 6 października 2015

Skandynawski smutek

Kiedy dotarła do mnie wiadomość, że zmarł Hennig Mankell, zrobiło mi się bardzo smutno. Jestem raczej "małokryminalna", ale powieści tego autora należą do nielicznych z tego gatunku, których się chwytam. Nie przeczytałam ich zbyt wiele, mam więc przed sobą jeszcze trochę literackich skandynawskich podróży, ale i tak przykro, że już nie będzie kolejnych książek pióra H. Mankella.

To był nie tylko świetny pisarz, ale wspaniały człowiek. Za jego pracę na rzecz sierot w Mozambiku, niesienie pomocy potrzebującym, zaangażowanie w sprawy społeczne, a także prowadzenie teatru w Maputo - należą mu się nie medale, ale oklaski i podziw. Oby stał się wzorem dla innych.

Pisał też dla najmłodszych czytelników- za książki dla dzieci otrzymał Nagrodę im. Astrid Lindgren. To  znaczące wyróżnienie, prawda?

Nie wiedziałam, że jego żoną była córka Ingmara Bergmana, Eva.

W tych minorowych nastrojach i niefortunnych okolicznościach przypominam "Za co lubię Wallandera" (wpis z 2012 r.) oraz jeszcze starszą ( z 2008 r., niech was nie zwiedzie inne nazwisko, to ja) opinię o powieści "Mężczyzna, który się uśmiechał".

Z "niekryminalnych" czytałam jeszcze "Comedie Infantil". I to nie jest komedia, uprzedzam.

Chlip, chlip...

poniedziałek, 23 lutego 2015

Stulatek, który....

... nie podobał mi się zbytnio.
Okładka książki Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Wyd. 2012 r.


tłumaczenie -Joanna Myszkowska-Mangold


tytuł oryginału -Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann


wydawnictwo- Świat Książki


Ta książka od dawna oczekiwała w kolejce, chciałam ją przeczytać, ale jakoś ciągle odkładałam. Zmobilizowało mnie wyzwanie "Pod hasłem", w lutym przydzielając dość zindywidualizowane zadania,  i tak  przypadł  mi  "rok  wydania: 2012" i akurat ów "Stulatek..." pasował.

"Brawurowa powieść, która zachwyciła 1,5 miliona czytelników" - na pewno więcej, bo doczekała się ekranizacji i kolejnych wydań, z fotosem z filmu na okładce. Ja jednak nie zaliczam się do entuzjastów tej książki. Film chętnie kiedyś obejrzę, z ciekawości, co i jak przedstawiono, jak to wyszło...
Tylko niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego  na okładce drugiego wydania bohater jest w różowym kostiumie słonia??? W którym momencie były takie przebieranki, bo nie doczytałam chyba!!! A jak w filmie nie ma prawdziwego słonia, to niech się pocałują w ... trąbę!

"Szwedzki Forrest Gump " (z opisu) - o nie, nie zgadzam się na takie porównanie.
Forrest był przesympatyczny, muchy by nie skrzywdził. W tym, co robił, widział jakiś sens, nawet jeśli tak "po swojemu"  to sobie tłumaczył. Allan zaś - sympatii mojej nie wzbudził, nie przejmował się zbytnio tym, co się wokół niego dzieje, nawet, gdy ginęli ludzie, cyniczny spryciarz płynący z prądem wydarzeń.   Już potem - jako staruszek- wypadł o wiele lepiej, mimo wieku i słabszej kondycji, był dziarski i rezolutny.

 "Najzabawniejsza książka, jaką w życiu czytałem – rekomenduje Lasse Berghagen, znany szwedzki aktor" -
 - no to jeszcze wiele przed nim :-) Owszem, były zabawne momenty, czy zdania, ale żebym się ubawiła dziko, to nie powiem.Najbardziej chyba zabawne dla mnie było wyjaśnianie prokuratorowi całej historii (w wersji "dla prokuratora" ) przez paczkę "złoczyńców". Zwariowane zakończenie -  też na plus.

Fabuła dwutorowa, przeplatana:
1) przygody stulatka po jego ucieczce z "domu spokojnej starości"  - w tym przypadkowa kradzież walizki, trupy, pozbywanie się zwłok, ucieczki, pogonie, zwariowane akcje..., bardzo zwariowane...
( i ta część podobała mi się bardziej)
2) burzliwy i "wybuchowy" życiorys Allana Karlsonna - przygody na przestrzeni stu lat i wielu krajów, przekrój przez historię XX w., spotkania z wielkimi politykami/przywódcami ( Franco,Truman, Stalin, Mao Zedong, Kim Dzon Il itp), absurdalna jazda bez trzymanki :-)  Nie mam nic przeciwko takim, ale czułam przesyt.( Przyznać jednak  trzeba, że  sceny u Stalina - świetne)

Perypetie bohatera, mimo tej "brawurowości"  nie wciągały mnie aż tak bardzo. Zbyt wiele  tego wszystkiego było jak na jedną postać.

Być może nastawiłam się podświadomie na coś innego, na ciepłą i pełną humoru opowieść, taką bardziej normalną, a tu taaaki odjazd!!! Drezyną i żółtym autobusem w dodatku ;-)

Okładka książki Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Wyd. 2014 r.

poniedziałek, 15 października 2012

Emiiiil, do drewutni!

A. Lindgren, Przygody Emila ze Smalandii, Nasza Księgarnia 2012

Agathę Christie nazywa się królową kryminałów, zaś w dziedzinie literatury dla dzieci berło i korona należą się bez wątpienia Astrid Lindgren. Szwedzka pisarka stworzyła szereg znakomitych opowieści i grono niezapomnianych postaci, które towarzyszą dzieciństwu kolejnych pokoleń. Któż bowiem nie zna Pippi Langstrumpf (vel Fizi Pończoszanki), Braci Lwie Serce, czy gromadki dzieci z uroczego Bullerbyn! Nie sposób także  nie słyszeć o Emilu ze Smalandii, choćby za sprawą telewizyjnego serialu - będącego  adaptacją książki. Pamiętam te niedzielne przedpołudnia, gdy kto żyw gromadził się przed ekranem, by śledzić perypetie małego urwisa i usłyszeć sakramentalny niemal okrzyk "Emiiiiiiiiiil, do drewutni!"- albowiem konsekwencją psot było spędzenie przez chłopca trochę czasu w komórce na drewno. Taka kara nie była dotkliwa, ale miała pedagogiczny wymiar - to coś w rodzaju "karnego jeżyka". O popularności serialu i głównego bohatera niech świadczy fakt, iż szkolny kolega mojej siostry został z racji usposobienia i czupryny jasnoblond mianowany Emilem, to przezwisko przywarło do niego na stałe. 

Emil Svensson mieszka z rodzicami, siostrzyczką Idą, służącą Liną i parobkiem Alfredem w zagrodzie Katthult we wsi Lonneberga w Smalandii. Jest dzieckiem dość nieokiełznanym, beztroskim, bardzo pomysłowym, żywiołowym, wszędobylskim. Główną motywację stanowi dlań zabawa. Jego energia i kreatywność nieraz przynoszą opłakane skutki, z działań Emila wynika przeważnie jakiś ambaras, afera.  Aż raz ludzie ze wsi złożyli się na bilet, aby wysłać chłopca do Ameryki, byle dalej od Lonnebergi. Młody Svensson nie jest jednak krnąbrnym, złośliwym chuliganem. Ma dobre intencje, dobre serce, o czym świadczy na przykład zaproszenie staruszków z przytułku na świąteczną ucztę, czy próba pomocy Linie w wyrwaniu bolącego zęba. Nie brakuje mu dowcipu, sprytu, zaradności, ma też doskonałe podejście do zwierząt. Potrafi doić krowy i świetnie jeździ konno. Umie też strugać drewniane ludziki - dzięki temu czas odbywania kary w stolarni nie dłuży mu się aż tak. Dzieciństwo Emila jest barwne, wesołe i szczęśliwe. Kto by pomyślał, że z małego rozrabiaki wyrośnie poważny obywatel i zostanie przewodniczącym rady gminy....

O wyczynach Emila można rzec, że na wołowej skórze by ich nie spisał... Jednak zostały one uwiecznione w niebieskich zeszytach pracowicie zapisanych przez mamę. To te kajety są źródłem historyjek, które mamy okazję poznać w formie jakby gawędy. Narratorka zwraca się bezpośrednio do odbiorcy ( z założenia małego dziecka), snując opowieści  o Emilu i przystępnie wyjaśniając to, co może być niezrozumiałe dla malucha. Całość znakomicie nadaje się do głośnego czytania, materiał na audiobook pierwsza klasa!

Książkę umieszczono w przedziale wiekowym 0-10 lat, ale powinno być do 110! Perypetie bohaterów z zagrody Katthult są zabawne i zajmujące, czyta je się z przyjemnością- niezależnie od wieku, tak jak  np."Przygody Mikołajka". Na pierwszy plany wysuwa się cel rozrywkowy, ale pod płaszczykiem zabawy kryje się ciepła, mądra, wartościowa opowieść, bardzo familijna.

W tomie wydanym przez Naszą Księgarnię zamieszczono wszystkie części - "Emil ze Smalandii", "Nowe psoty Emila ze Smalandii" oraz "Jeszcze żyje Emil ze Smalandii". Brakowało mi natomiast choćby krótkiego biogramu autorki. Nie podobały mi się czarno-białe ilustracje Bjorna Berga - postaci ze szpiczastymi zadartymi nosami wyglądały jak ludziki wystrugane z drewna, a Lina zupełnie nie pasowała wizerunkowo.
Pomijając te drobne niuanse, uważam publikację za cenny produkt na rynku literatury dziecięcej, wszak twórczość Lindgren to światowa klasyka, warto przybliżyć ją kolejnym pokoleniom, a i samemu miło powspominać.


Egzemplarz recenzyjny. Podziękowania dla Księgarni Matras

piątek, 28 września 2012

Skandynawsko - filipińskie piekło

M. Axelsson, Daleko od Niflheimu, W.A.B 2003
Szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy sięgnę po inne książki Majgull Axelsson, jeżeli jej domeną jest tak trudna, poważna i przytłaczająca problematyka jak w debiutanckim "Daleko od Niflheimu". Nie chodzi o to, że unikam takiej tematyki ( wręcz przeciwnie -przykład tutaj), ale jej nadmiar, ciężar i intensywność źle na mnie wpływają. Już i tak mam dosyć po telewizyjnych wiadomościach, czy radiowych informacjach, jak się jeszcze naczytam, to zwijam się w środku jak uschnięty liść i rozsypuję w drobny pył. Szwedzka pisarka doprowadziła mnie właśnie do takiego stanu, mocno przeczołgała psychicznie, przejechała pazurami po szybie. Nie zawsze jest się gotowym na taką literaturę.
 Niflheim to mitologiczna kraina, królestwo lodu i zimna,  ciemności, otchłań, miejsce, gdzie odchodzą dusze zmarłych, odpowiednik piekła. Fabuła powieści rozgrywa się w Szwecji i na Filipinach,- wyspach, które jawią się być rajem, jednak to pozory. Niflheim wcale nie jest daleko, to na ziemi jest prawdziwe piekło. "Piekło to inni" rzekł J.P. Sartre. Piekło to my - aż prosi się dodać.
Cecylia Lind, kobieta po czterdziestce, rozwódka, pracownik dyplomatyczny ambasady szwedzkiej powraca do rodzinnego domu, by opiekować się umierającą matką. We wspomnieniach przenosi się do dzieciństwa, czasów dojrzewania, odżywają dawne lęki, upokorzenia, traumy (znów staje się małą dziewczynką, która się zsikała, wyśmiewaną). Nie do zatarcia są obrazy z pobytu na Filipinach po erupucji wulkanu Pinatubo, gdzie ledwo uszła z życiem z katastrofy i straciła towarzyszy. Tak do końca nie wiadomo, co tam się stało, historia opowiadana jest w strzępach, niedopowiedziana. Bohaterkę dręczą wyrzuty sumienia, nosi w sobie ciężar tajemnicy. Czeka na telefon od dawnej przyjaciółki, czuje, że jest jej coś winna, wie, co naprawdę się stało z Butterfieldem, mężem Marity, z którym los zetknął ją w rejonie Manili.
Teraźniejszość Cecylii jest pełna bólu i cierpienia, przeszłość - jeszcze bardziej. Szwedka dźwiga straszne brzemię, dramatyczny balast, nie da się od niego uciec, jest uwikłana. Obrazy z Filipin są szczególnie tragiczne, zwłaszcza historia małej Dolly, naświetlająca sytuację dzieci pracujących w fabrykach, zmuszanych do pracy i dręczonych w krajach "trzeciego świata", a także życie rodziny Ricarda odzwierciedlające kondycję społeczno- ekonomiczną państwa.
W innym wydaniu ta powieść nosi tytuł "Droga do piekła", chyba trafniejszy niż ten odwołujący się do mitologii (choć uzasadniony w treści  powieści). Axelsson ukazuje piekło ludzkiej duszy, w której w ekstremalnych sytuacjach rozgrywają się dramatyczne wybory. Stosując retrospekcję, a w niej przeplatanie się wspomnień z różnych czasów, pisarka doskonale oddała stan psychiczny bohaterki, chaos panujący w myślach, ciężar sumienia, stan który doprowadził ją do skraju.
Ciężko zebrać myśli po tej lekturze, zdecydowanie to nie jest książka dla nadwrażliwych. Poruszająca, intrygująca, zajmująca, ambitna - owszem, ale zbyt depresyjna. Takie chyba właśnie są skandynawskie powieści obyczajowe. Na razie dziękuję Majgull Axelsson i życzę jej kolejnych literackich nagród.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Daleko od Niflheimu" czytałam w ramach sierpniowej "Trójki  e-pik" - zadanie: literatura skandynawska

wtorek, 31 stycznia 2012

Za co lubię Wallandera

Półki z kryminałami i literaturą sensacyjną nie są pierwszymi, do których biegnę, bo ogólnie za tym gatunkiem nie przepadam, co nie znaczy, że od niego stronię. Czytuję  jednak rzadko i wybiórczo. Do nielicznych lektur tego typu zaliczam twórczość Henninga Mankella. Od czasu, kiedy w DKK czytaliśmy "Mężczyznę, który się uśmiechał", w ciemno sięgam po książki tego autora. Właściwie to stwierdziłam trochę na wyrost, bo zaledwie jeszcze jedną - "O krok" - mam za sobą, ale nadal trwam w tym przekonaniu.

Nie będę pisać o fabule, bo w przypadku kryminałów mija się to z celem. Nie chcę niwelować napięcia i psuć wrażeń. Co nieco można wyczytać z tyłu okładki lub w notce na stronie wydawnictwa. Na pewno znajdą się też wnikliwe recenzje, z których poznamy szczegóły śledztwa i portret psychologiczny zabójcy. Nie szukałam ich, co prawda, ale znając życie- są i takie. Ode mnie tylko kilka zdań o bohaterze i ogólnie o klimacie powieści.

Kurt Wallander, inspektor kryminalny policji w Ystad, nie jest supermenem, ani idealną postacią, której wszystko idzie jak z płatka.  To człowiek z krwi i kości. Odczuwa pragnienie, chce mu się siku, marznie, ma lekką nadwagę i podwyższony poziom cukru we krwi, czuje zmęczenie i strach. Ma osobiste problemy, sprawy rodzinne. Dla mnie jest niezwykle realny i taki ludzki, prawdziwy w swych zachowaniach i uczuciach, także omylny. 
Nie sposób mu odmówić umiejętności dedukcji, logicznego myślenia, ale narzędziem, którym często się posługuje jest intuicja i przeczucie, przebłysk podświadomości, czy tzw. szósty zmysł. Zdarza mu się szukać czegoś - sam nie wie czego, ale wie, że gdy to znajdzie - to będzie wiedział dlaczego. Nieraz ma poczucie, że w jakiejś rozmowie padło ważne zdanie, ktoś poczynił istotną uwagę. Nie pamięta dokładnie, ale drąży temat i ta myśl powraca, okazuje się, że rzeczywiście była ważna - skierowała bowiem na pewien trop, podpowiedziała skojarzenie. Na pewno sporo w tym przypadku, ale i tak jestem pełna podziwu dla niesamowitej pamięci inspektora. Dla innych cech w sumie też. Nietuzinkowy to człowiek i nieobliczalny. poza tym lubi muzykę operową.

W sprawach, które prowadzi Wallander, nie ma wyraźnych śladów, nic nie jest jasne i nic się nie trzyma kupy. Pojawia się  wiele faktów i postaci, nie wszystkie są znaczące, ale trzeba sprawdzić każdą ewentualność. Nawet wyciągnąć zamierzchłe sprawy i zdarzenia z przeszłości. Wszystkie elementy są jakby puzzlami z kilku różnych kompletów, ale to tylko pozory, bo grupa dochodzeniowa z Ystad z Kurtem na czele jednak układa  w całość najbardziej skomplikowaną łamigłówkę. Dokonują tego kosztem własnego snu, zdrowia, życia prywatnego, okupują potem, łzami i krwią.

Co ciekawe, najważniejsze staje się nie dociekanie kto zabił, ale jak połączyć fakty i udowodnić, jak go znaleźć, złapać, jak przewidzieć jego kroki. Mankell zmienia czasem perspektywę i czytelnik towarzyszy poczynaniom sprawcy. Czasem czytelnik wie ciut więcej niż policja. Daje to wrażenie uczestniczenia w śledztwie.

W przypadku "O krok" mamy w dodatku do przemyślenia pewną kwestię. Na ile znamy swoich kolegów, sąsiadów? Co tak naprawdę o nich wiemy? Jakie oblicze pokazują nam, a co skrywają? Czasem okazuje się, że ktoś jest zupełnie kimś innym niż nam się wydaje....

Mroczny, chłodny klimat Skanii to wręcz "wymarzone" tło dla thrillerów i kryminalnych historii. Mankell nie nadużywa opisów, ale potrafi plastycznie unaocznić czytelnikowi miejsce akcji. Nie "zaśmieca" fabuły zbędnymi wątkami, ale też nie poprzestaje na "suchym" dochodzeniu śledczym, bohaterowie nie są marionetkami - żyją swoim życiem, mają rodziny,  zajęcia i problemy - są pełnowymiarowi. Myślę, że to bardziej widać w całym cyklu niż na przykładzie pojedynczego tomu, czy dwóch.

Podoba mi się proza Mankella i na pewno powrócę do książek, by spotkać się z inspektorem Wallanderem. Mam tylko małe zastrzeżenie. Kolejność ich wydawania u nas nijak się miała do kolejności chronologicznej. Trzeba sobie albo je teraz poukładać, albo jakoś przeżyć to, że np. X. uśmiercony w jednym tomie, w kolejnym ma się całkiem dobrze ;-)

W każdym razie - Mankella lubię i polecam. Przygody Kurta Wallandera i jego przyjaciół oraz kolegów z pracy zostały wydane przez wydawnictwo W.A.B w "Mrocznej serii" oraz w serii kieszonkowej "Lato z kryminałem" sygnowanym przez tygodnik Polityka.

Moja lista blogów