Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura sensacyjno-kryminalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura sensacyjno-kryminalna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 sierpnia 2020

"Głos" Arlandur Indriðason



Islandzki kryminał/thriller z Erlendurem Sveinssonem po raz trzeci. O ile 1i 2 tom wciągnęłam, to z tym się grzebałam i mam mieszane uczucia. Nadal lubię i chcę czytać kolejne części, ale tu tak jakoś miałam w nosie, kto zadźgał portiera. Główny wątek kryminalny był pretekstem do podjęcia innych tematów. Mianowicie: los dziecięcych gwiazd, przemoc domowa, skomplikowane relacje rodzinne, wygórowane oczekiwania rodziców itp...Plus traumy z przeszłości i psychiczne zaburzenia. A to jeszcze nie wszystko (nie chcę aż tak spojlerować).

Akcja dzieje się w hotelu, w okresie przedświątecznym, Elinborg nie ma czasu napiec ciasteczek... Erlendur nie kwapi się skorzystać z zaproszenia na święta, wytrawny odludek Ten kryminał to akurat "miła" odmiana w słodkopiernikowym nurcie powieści bożonarodzeniowych, których co roku powstaje na pęczki;-)

Na razie mam dość brutalnej tematyki, przerwa . Teraz muszę skończyć "Ginczankę".

wtorek, 28 kwietnia 2020

"Dotyk zła" Alex Kava

Harper Collins/Edipresse 2016
Rzadko sięgam po takie książki. Tę nawet nie pamiętam, skąd mam. Prawdopodobnie kupiłam z gazetą za 9.99 zł albo dostałam w jakimś  gratisie. Teraz potrzebowałam  czegoś ze "zbrodnią w tle" ( do kwietniowej Trójki E-pik oraz książki napisanej przez zagranicznego autora o imieniu na taką samą literę jak moje, czyli na A ( kwietniowe zadanie wyzwania "Pod hasłem").
Uczyniwszy przegląd półek, doszłam do wniosku, że dzięki tej książce upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu.
I tym sposobem po raz pierwszy ( ale czy ostatni???) sięgnęłam po powieść Alex Kavy,  autorki kryminalno-sensacyjnych bestsellerów. Przyznam się - kiedyś myślałam, że Alex Kava to mężczyzna :-)
Najpierw trochę trudno było mi się  wciągnąć -  co rozdział to  inne postaci i sceny. Dopiero potem  to wszystko się zaczęło scalać  i już dalej poszłoooo. To marny argument, ale bardzo szybko się czytało, niemal nieodrywalnie, 500 stron ( co prawda formatu pocket) w 3 dni a wcale dużo go nie poświęcałam na czytanie.
Zadowolona jednak jestem w sumie średnio. Za mocna i jednocześnie za słaba była ta powieść.

W małym miasteczku w Nebrasce zaginął chłopiec, wkrótce znaleziono  brutalnie potraktowane zwłoki. Czyżby ktoś naśladował skazanego na śmierć ( czy słusznie?) seryjnego mordercę Jeffreysa? Śledztwo prowadzi szeryf Nick ( objął stanowisko po ojcu), pomaga mu agentka FBI, Maggie O'Dell (między nimi iskrzy), która ustala profil sprawcy i wskazuje  dość nietypowych podejrzanych.
Dziennikarka Christine Hamilton zdobywa  informacje i pisze sensacyjne artykuły, ma szanse na zrobienie kariery.
Znika kolejny chłopiec. I jeszcze jeden. Kto za tym stoi?
Tropy wiodą na manowce, sprawy się gmatwają,  ale O'Dell  to twarda sztuka i dopnie swego.

Mamy w tej powieści wszystko - okrutne zbrodnie, psychopatyczne motywy, mrożące krew w żyłach sytuacje, pełne zawirowań śledztwo,  demony przeszłości, problemy rodzinne, skomplikowane relacje, wątek harlequinowy....  Fabuła naprawdę wciąga. Akcja wartka. Krótkie rozdziały. Trzyma w napięciu. Ale...  jednocześnie jest przewidywalna, w pewnym momencie czytelnik już wie, kto jest mordercą i tylko już śledzi poczynania policji, jak wpadną na trop, czy go złapią, jak mu udowodnią winy. Watek romansowy też jest do przewidzenia.
Trudno sympatyzować z kimkolwiek z głównych postaci,  jedynie może z Timmym ( dzielnym chłopcem), dorośli bohaterowie są raczej antypatyczni, ich zachowania ( np. ślamazarność, opieszałość, brak działań, nieetyczne postawy) budzą często irytację.
Zakończenie  - furtką do dalszych przygód agentki O'Dell,  która - jak się okazało- jest bohaterką całej kilkutomowej serii  ( oraz prequela obejmującego czasy przed akcją "Dotyku zła").

Takie sobie. W roli czytadła - super, jeśli ktoś lubi mocne wrażenia. Nie dla wrażliwych.  Niekoniecznie będę poszukiwać innych książek Kavy do kawy. Tyle innych czeka!






Książkę zaliczam do kwietniowego wyzwania TrójkaE-pik

senior w roli głównej
zbrodnia w tle
Joker - wolna amerykanka!


środa, 9 listopada 2016

środa, 18 listopada 2015

"Vip room" pełen niepokoju

http://zycieipasje.net/wp-content/uploads/2015/11/Vip-room-ok%C5%82adka-1.jpg
Wyd. Marginesy 2015
Przyznam, że rzadko sięgam po literaturę sensacyjną, kryminały i thrillery. W tych gatunkach raczej podążam utartymi tropami, wybieram już znanych i sprawdzonych autorów, naprawdę sporadycznie próbuję czegoś nowego, bo przeważnie rozczarowuję się. Z twórczością szwedzkiego pisarza, z wykształcenia prawnika, Jensa Lapidusa już kiedyś się spotkałam. Jego powieść „Szybki cash” wywarła na mnie spore wrażenie, i choć nie miałam później okazji, by poznać dalsze części „czarnej trylogii sztokholmskiej”, to autor od razu znalazł się na mojej liście czytelniczych „pewniaków”. Po lekturze „Vip roomu” tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu i nie mogę się doczekać polskiego przekładu „STHLM DELETE” – kolejnego tomu z Emelie i Teddym w rolach głównych.
„Vip room” wprowadza czytelnika w mroczny, brudny świat, o którym wolałby nie wiedzieć, ale niestety, takie rzeczy, jak te opisane, też – o zgrozo – mają miejsce. Powieść cały czas intryguje i trzyma w napięciu. Tu nie jest tak, że już od połowy albo jednej trzeciej książki wiemy, kto stoi za zbrodnią. Tu trzeba trochę pomęczyć szare komórki i spiąć nerwy, bo czekają nas mocne wrażenia i zaskakujące rozwiązania. Co ciekawe, śledztwa nie prowadzi żaden komisarz policji, sędzia śledczy ani detektyw, czy chociażby dziennikarz. Pole do popisu ma ktoś spod znaku Temidy i ktoś, kto zna świat przestępczy od podszewki.
 (....)
ciąg dalszy na stronie Życie i pasje.

czwartek, 16 lipca 2015

"Het Tulpenvirus"

Marginesy 2015
Piękna okładka z kwiatowym motywem i złotymi literami okazała się skutecznym wabikiem, ale w końcu wynikło, że ostatnio nie mam szczęścia do kryminałów. Tym razem nie była to powieść polska, ani skandynawska, lecz dla odmiany - holenderska, autorstwa Danielle Hermans, absolwentki zarządzania w sektorze sztuki na uniwersytecie w Utrechcie. Jej literacki debiut został nominowany do nagrody Schaduwprijs, a prawa do przekładu kupiły wydawnictwa z 11 krajów.

Współczesny Londyn i  holenderskie miasto Alkmaar w XVII wieku - dwa "masakryczne" morderstwa. Co je łączy, bo na pewno są jakoś powiązane - to frapowało mnie od samego początku. Byłam bardzo zainteresowana  fabułą osnutą wokół tytułowych tulipanów. Przeskoki w czasie i miejscu akcji nie ułatwiały zadania, ale potęgowały ciekawość - jak te puzzle poukładać...

Czytelnik nie towarzyszy cały czas policji/detektywowi, ale śledzi działania krewnego i przyjaciół zamordowanego Franka, którzy usiłują dociec przyczyn zabójstwa i rozwiązać zagadkę związaną z  zabytkową księgą i tulipanami. Alek, Damian i Emma musieli zmierzyć się z nieznaną im dotąd gałęzią działalności stryja, tajemniczymi znakami, zgłębić tajemnicę zapuszczającą korzenie aż w 1637 roku i wcześniej. Ginęły kolejne osoby, w jakiś sposób powiązane z tajemniczą sprawą tulipanów, a im samym też groziło niebezpieczeństwo. W połowie książki nadal niewiele wynikało. Stopniowo "wyłaniały" się nowe postaci i nowe informacje, które miały wyraźny wpływ na intrygę. Ułożyło się to w mroczną opowieść o pasji, chciwości, spekulacjach i defraudacjach, różnych ludzkich motywacjach, także o zaufaniu. Pojawiły się tematy dotyczące religii, nauki, wolności, a także spiski, fundusze, think tanki. W tle "zamajaczyła" przestroga, że fanatyzm w jakiejkolwiek dziedzinie i formie do niczego dobrego nie prowadzi. Wręcz przeciwnie- stanowi zagrożenie.

 Po tej lekturze mam mieszane uczucia, z jednej strony- bardzo ciekawy, oryginalny temat czerpiący z mało znanych kart historii, z drugiej - taka jakaś "nijakość", pobieżność. Nie to, żebym domagała się rozlewnych opisów, ale po prostu nie było klimatu. Zbyt mało wątku holenderskiego, historycznych detali. Rozwiązanie akcji  wydawało mi się zbyt szybkie, zbyt przewidywalne. Bohaterów nie wyróżnia nic szczególnego, odniosłam wrażenie, że potraktowani zostali dość powierzchownie.

W ogólnym rozrachunku "Tulipanowy wirus", choć skonstruowany wokół interesującego wątku siedemnastowiecznej "tulipomanii",  rozczarował mnie. Niestety, w moim przypadku  to nie była powieść, od której nie można się oderwać. Czytałam ją na raty i z przerwą, w poczuciu niedosytu i niewystarczającego relaksu.
Może rzeczywiście ten kryminał to coś odpowiedniego dla fanów prozy Dana Browna, do których się nie zaliczam? Zaciekawić też powinien osoby z pasją ogrodniczą, które  mogą tu dowiedzieć się, jak cenne były niegdyś cebulki popularnej i lubianej rośliny oraz poznać dzieje okazu "Semper Augustus".
 Z noty na okładce wiem, że sprzedano prawa do ekranizacji. Sądzę, że może być z tego całkiem niezły film kryminalno-sensacyjny. Wszytko w rękach potencjalnego reżysera i jego załogi.

sobota, 1 lutego 2014

Zapomnieć...


Przysiąść, poczytać i przepadnąć - tak w trzech słowach można by zarekomendować powieść Jacka Skowrońskiego "Zabić, zniknąć, zapomnieć" opowiadającą o  płatnym mordercy, wywodzącym się z domu dziecka, o człowieku zdeterminowanym, pozbawionym skrupułów, doskonale zacierającym ślady i mylącym tropy,  w pewien sposób zmanipulowanym, uwikłanym, osaczonym. 

Wyd. Prószyński i S-ka 2013
O tym bohaterze, zwanym Rafałem, można powiedzieć słowami wiersza J. Lieberta: "Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę". Zemsta dokonana na byłym opiekunie stała się jakby pierwszym elementem domina, które ruszyło z impetem przewracając kolejne kostki. Ktoś mu pomógł, dał szansę, ale jednocześnie wykorzystał to, że chłopak nie miał nic do stracenia i wciągnął go w tryby machiny zła i zatrudnił do wykonywania śmiertelnych wyroków w świecie władzy, pieniędzy i porachunków. Gdzieś w tym bagnie pojawił się cień normalności - domu, rodziny, uczuć. Jednak nic nie jest takie proste, a nikt nie jest tym, za kogo się podaje, czy za jakiego go uważamy. Kto za czym stoi, kto komu wydaje polecenia i kto tak naprawdę pociąga za sznurki a kto tylko jest pionkiem w grze, spisanym na straty  - tak od razu nie wiadomo. Sytuacja zmienia się  szybko, gmatwa i komplikuje. Akcja powieści dynamicznie gna naprzód, z przerwami za równie dynamiczne i mocne obrazy z przeszłości, by w finale zaskoczyć i przerazić czytelnika. 

Chciałabym o tej książce zapomnieć. Nie dlatego, że jest słaba, czy nudna, bo wręcz przeciwnie - wartka akcja i dwutorowa  narracja (przeszłość i teraźniejszość bohatera) wciągają po uszy, tyle że można się w tym wszystkim pogubić. Ja właśnie się pogubiłam, nie nadążałam, czemu nie sprzyjały przerwy w lekturze ( nie mogę tak sobie np. czytać ciurkiem aż do rana). Za bardzo mnie też całość przytłoczyła, przeraziła nawet. Powieść moralnego niepokoju. Zbyt dużo zła, zabijania, bezwzględności i brutalności jak na moje nerwy. Same "czarne charaktery", trudno przywiązać się do którejkolwiek z postaci, o lubieniu nie wspominając.

Aż tak bardzo w literaturze sensacyjno-kryminalnej nie orientuję się, ani w niej nie gustuję, by w pełni docenić "Zabić, zniknąć, zapomnieć". Na pewno jest to powieść ciekawa i trzymająca w napięciu, dynamiczna i zaskakująca, otwierająca przed czytelnikiem drzwi do świata widzianego z zupełnie innej perspektywy. Dla mnie jednak okazała się niezbyt odpowiednia.




Powyższa lektura akurat pasuje do styczniowej Trójki E-pik ( kategoria: seryjny morderca) oraz do ejotkowego wyzwania "Pod hasłem", w którym w tym miesiącu obowiązuje hasło "brak".

niedziela, 29 września 2013

Bezcenny - przeceniony

 To nie będzie wiadomość o wyprzedaży w księgarni, ale garść moich osobistych wrażeń.

Chciałam poznać cokolwiek z twórczości Z. Miłoszewskiego i dzięki temu, że w zasobach naszej biblioteki był 'Bezcenny", zrealizowałam ten zamiar. Mogę więc 'odhaczyć' to nazwisko na swojej liście i na razie nie zamierzam poszerzać tej znajomości. Chciałam spróbować, to spróbowałam. Niestety, nie jestem zachwycona tym "nowym thrillerem bestsellerowego autora", generalnie męczarnią ta lektura nie była, ale po fakcie widzę, że bez żalu mogłabym się bez niej obyć. Nie czuję się bowiem "oszołomiona", czy zafascynowana.

Gdybym miała zwyczaj porzucać książkę przed setną stroną, zapewne bym to zrobiła. Nie miałam komfortu czytania tej powieści na 3-4 posiedzenia, czytałam z doskoku i w sytuacji, gdy  początkowe rozdziały każdy jest o kim innym i o czym innym (1944, Amerykanie, Tatry, Warszawa, Berlin - czyli od Sasa do Lasa)- rozpraszałam się i nie czułam się wciągnięta w fabułę. Potem było już lepiej, rozkręciło się, choć momentami nadal mi się wszystko "rozjeżdżało" (ale to moje odczucie, kwestia braku skupienia, a nie kompozycji)
 Zakończenie - zarówno finał poszukiwań zaginionego dzieła, jak i kwestia losów bohaterów - zupełnie mi się nie podobało. 

W ogóle thrillery to nie moja specjalność, nie gustuję raczej w książkach tego typu, choć mam parę takich za sobą. Tematyka "Bezcennego" ciekawa, przyznam. Historia sztuki, kwestia zrabowanych/utraconych/zaginionych dzieł światowego malarstwa niegdyś będących w polskim posiadaniu, do tego oryginalna sugestia na temat znanej  osoby związanej z II wojną światową, taka "spiskowa teoria dziejów" trochę. Wolę właśnie taką dziedzinę niż thrillery medyczne/prawnicze czy makabryczno- horrorowate.

Miłoszewski posplatał wątki historyczne, polityczne, sensacyjne, "bondowskie", ale i romantyczne. Momentami za dużo tego było naraz. Nieraz nie wiadomo było, czy opisywana postać, czy zdarzenie będą jakoś dalej istotne, czasem zastanawiałam się, czy coś było potrzebne. Jednak podkreślam, że czytałam tę powieść w wielu podejsciach, przez dość dlugi czas, mogłam nie ogarnąć dość sprawnie całości.

Wydaje mi się, że gdzieś już spotkałam się z określeniem "Pan Samochodzik dla dorosłych", więc nie przypisuję sobie tego skojarzenia, ale się z nim zgadzam. Co ciekawe, gdzieś w tekście pada takie zdanie, w przybliżeniu mówiąc - "urzędniczka, gość z ferrari i tylko harcerzy brakuje", czyli nawet odautorskie korzenie "samochodzikowe" są ;-)
Porównanie do "Kodu Leonarda" Dana Browna jakoś mi aż tak bardzo się nie nasuwa, choć ze względu na tematykę - historię sztuki  oraz na gatunek - thriller/sensację będzie to ta sama półka.

Wymienię  nazwiska głównych bohaterów i parę danych - tak dla siebie ku pamięci: 
Zofia Lorentz- urzędniczka Ministerstwa Kultury zajmująca się odzyskiwaniem zrabowanego w czasie wojny dziedzictwa narodowego w postaci np. obrazów, "jędza".
Karol Boznański - niespokrewniony z Olgą marszand sztuki, dość oryginalny gość.
Anatol Gmitruk - agent na emeryturze, ale nadal w akcji.
Lisa Tolgfors - Szwedka, "Fantomas" w spódnicy,  złodziejka dzieł sztuki po dobrej stronie mocy, superwoman uwielbiająca Clauda M.
Ta czwórka w różnych konfiguracjach poszukuje "Portretu Młodzieńca" pędzla Rafaela.
Sporo poczytamy  też o impresjonistach, kolekcji ekscentrycznego hrabiego Korwina- Milewskiego (ciekawy link, garść faktów - tutaj) , Tatrach.Z bohaterami odwiedzimy USA, Szwecję,  Łotwę, Chorwację. pojawi się Zakopane i Przemyśl.
Trójkowa audycja na kartach powieści się pojawia.
Trochę humoru, trochę grozy, pościgów, strzelanin. 
Cięte dialogi.
 Momentami "Bezcenny" jest "bezecny." ;-)

Zanotuję też sobie taki jeden cytacik:
"Wysoki, szczupły dobrze ubrany. Zęby jak porcelana z Ćmielowa, włosy czarne jak pasta do butów, oczy zielone jak las w sierpniu. Wszystko za bardzo, jak to u Amerykanów." (s. 431)

Reasumując - subiektywnie odebrałam średnio na jeża ;-) Formalnie wszystko w porządku, akcja, ciekawy temat, fajne postaci, dialogi, ale jednak nie do końca moja bajka.


poniedziałek, 4 lutego 2013

"Był sobie złodziej" J. Skowroński

Jacek Skowroński, Był sobie złodziej,
Wydawnictwo Otwarte 2009
Był sobie złodziej... nie żaden pospolity kieszonkowiec grasujący w autobusowym ścisku, nie opryszek walący łomem na prawo i lewo, ale prawdziwy profesjonalista wykonujący  czarną robotę w białych rękawiczkach, z niemal chirurgiczną precyzją realizujący misternie skonstruowane plany. Okradał bogatych niczym Robin Hood, czy inszy Janosik, z tą subtelną różnicą, że łupów nie rozdawał potrzebującym, a przeznaczał na zabezpieczenie własnej przyszłości. Mistrz mistyfikacji i metamorfoz wyglądu, specjalista od otwierania sejfów, nie rozstający się z wytrychem w sznurówce, złodziej wręcz doskonały.  Jednak dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie....

Bohater miał to nieszczęście znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwej porze, został wzięty omyłkowo za kogoś innego i wpadł jak śliwka w kompot (bardzo niesmaczny zresztą). Uwikłano go w sprawę porwania syna biznesmena, nie obyło się bez mrożącej krew w żyłach strzelaniny i ofiar.   "Nasz" złodziej trafił w ręce policji i to na nim miało się wszystko skrupić. Ale jak tu wypić piwo, którego się nie nawarzyło, w dodatku za więziennymi kratami? Trzeba coś wykombinować...
Rusza lawina wydarzeń. Napady, zasadzki, ucieczki, pościgi, mylenie tropów... Co chwilę coś się dzieje. Na scenie zdarzeń występują też kobiety, tajemnicze i zjawiskowe, a wątki z nimi związane są nietypowe, czy raczej to same postaci  (zwłaszcza Marta ) nietypowo postępują.
Bohater  znajduje między młotem a kowadłem, a dokładnie między glinami a gangsterami -i jedni, i drudzy mają wobec niego pewne zamiary, niekoniecznie odpowiadające samemu zainteresowanemu. Wiele razy niemal psim swędem udaje mu się ujść z życiem.

Skoro już o głównej postaci mowa - nie da się Rafała jednoznacznie ocenić, z jednej strony nie można pochwalać jego procederu, ale z drugiej - trudno nie być pod wrażeniem jego technik i umiejętności w swoim "fachu". Czy można go nazwać czarnym charakterem, skoro staje się narzędziem w rękach jeszcze czarniejszych person? Czy można  mu współczuć, skoro bywa tak wyrachowany i cyniczny?

Średnio co dziesięć stron zaskakiwał mnie zwrot akcji albo kolejny element powieściowej rzeczywistości. Wszystko toczyło się z prędkością rakiety, a podane było z perspektywy... tytułowego złodzieja.  Splot wydarzeń może wydawać się zbyt nieprawdopodobny, ale w trakcie lektury nie ma czasu się nad tym zastanawiać. Jest przygoda, akcja, napięcie i zaskoczenie. Znakomity materiał na film sensacyjny.

 Czego jak czego, ale wyobraźni i pomysłowości Jackowi Skowrońskiemu nie brakuje. Zresztą już czytając notę na okładce, gdzie widnieje informacja, iż autor potrafi prowadzić lokomotywy elektryczne, a w wolnym czasie m.in. uprawia winogrona i wędzi mięsiwa, można było się spodziewać ułańskiej niemal fantazji.

"Był sobie złodziej" to lektura dość nietypowa jak na moje czytelnicze preferencje, trafiła do mnie drogą konkursową już jakiś czas temu (jeszcze chyba w zamierzchłych czasach przedblogowych), odczekała swoje i wpasowała się znakomicie w potrzebę odmiany. Tak się bowiem złożyło, że zanim po nią sięgnęłam, miałam za sobą dwie spokojne, nastrojowe, wręcz statyczne pod względem akcji, książki i byłam żądna wrażeń, że tak powiem. Dostałam niebanalną, wciągającą powieść z gatunku kryminalno- sensacyjnych, której przeczytanie było świetną odmianą i przyjemnością.

Przyznam się, że mam na półce "Muchę" pióra tego samego autora. Słyszałam, że jest podobno jeszcze lepsza.... Zatem już wiem, co przeczytam, gdy znużą mnie dotychczasowe lektury i będę miała ochotę na odrobinę sensacji w niebanalnym ujęciu.







Moja lista blogów