Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 stycznia 2023

"Tajemnica Lost Lake" Jacqueline West



 Nie spodziewałam się, że przy powieści młodzieżowej będę mieć ciarki na plecach. Nie mogłam się oderwać. Czytałam nocą, przy latarce, by nie przeszkadzać domownikom. Gdy rozum mówił "śpij", serce wołało "czytaj". Na szczęście rozsądek zwyciężył i kluczowe momenty fabuły oraz finał poznawałam już "na spokojnie" - w dzień. Inaczej chyba bym nie zasnęła, a już na pewno nie ruszyłabym się z miejsca. Z początku wydawało mi się, że "Tajemnica Lost Lake" będzie dość banalną opowieścią, jednak Jacqueline West tak umiejętnie splotła wątki i zbudowała napięcie, że szybko zmieniłam zdanie.
(...)
To z pewnością jest idealna książka dla osób, które lubią przygody, dreszczyk emocji, odkrywanie tajemnic, momenty niemal rodem z horroru. Nie ma tu natomiast wątku romansowego, co dla wielu czytelników będzie atutem. Z główną bohaterką zdecydowanie łatwo się utożsamić, czy chociaż obdarzyć sympatią i kibicować w jej poczynaniach. Fiona jest wspaniałą postacią, ma swoje pasje, marzenia, cechuje ją wrażliwość, uważność, ciekawość świata, zamiłowanie do książek, ponadto jest odważna, sprytna i zdeterminowana. Zresztą pozostali bohaterowie tej szkatułkowej powieści zostali ukazani też dość wyraziście. Przyznam, że jestem tą książką bardzo pozytywnie zaskoczona i zachwycona. Dawno nie byłam tak maksymalnie wciągnięta w fabułę i liczę na to, że podobnie wciągnie młodych czytelników, ale uważam, że starsi też przeczytają z wielką satysfakcją, tym bardziej, że to jest świetnie napisane i przetłumaczone.

Jeśli macie w zwyczaju ze zdenerwowania czy niepokoju ogryzać paznokcie , lepiej zawczasu zaopatrzcie się w gorzki lakier, bo inaczej podczas lektury "Tajemnicy Lost Lake" obgryziecie pazury aż do łokci. A jeśli w emocjach kompulsywnie podjadacie ciastka, orzeszki czy słone paluszki - przygotujcie ich cały worek, bowiem od najnowszej książki Jacqueline West nie można się oderwać. Według mnie to rewelacyjny materiał na film i mam nadzieję, że doczekamy się ekranizacji, jak również innych powieści JacquelineWest w polskim przekładzie.
Całość recenzji:
http://zycieipasje.net/2023/01/tajemnica-lost-lake-jacqueline-west-recenzja/

czwartek, 13 października 2022

"Ogrzyca i dzieci" Kelly Barnhill

 

Z prawdziwą przyjemnością przedstawiam wydaną przez Wydawnictwo Literackie najnowszą książkę Kelly Barnhill. Ta amerykańska autorka specjalizująca się w literaturze fantastycznej zdobywa serca młodszych i starszych czytelników na całym świecie. Jej prozę wyróżnia trudna do określenia nuta niesamowitości i mądrość ukryta pod pozornie prostą fabułą. Tym razem napisała piękną, wzruszającą, baśniową opowieść o ogrzycy, dzieciach z sierocińca, smoku, wronach, kotach, sąsiadach i głazie. Historia pewnego miasteczka okazała się uniwersalną baśnią, o tym, że dobro to najlepszy rodzaj magii, chciwość nie popłaca, a dzięki współpracy, bezinteresownej pomocy i przyjaźni można pokonać wszelkie trudności. Jednocześnie to wspaniała pochwała dobrosąsiedztwa.
 

Całość mojej recenzji:

http://zycieipasje.net/2022/10/szpieg-w-ksiegarniogrzyca-i-dzieci-kelly-barnhill-recenzja-premierowa/


środa, 25 sierpnia 2021

"Lalani z dalekich mórz" Erin Entrada Kelly

 http://zycieipasje.net/2021/08/szpieg-w-ksiegarni-lalani-z-dalekich-morz-erin-entrada-kelly-recenzja-przedpremierowa/

 


 Pamiętam z dzieciństwa taką serię “Baśnie z różnych stron świata” Wandy Markowskiej i Anny Milskiej, zawierającą baśniowe opowieści z dalekich krajów, egzotycznych wysp, mórz i oceanów. Lubiłam je czytać. Właśnie to skojarzenie skłoniło mnie do sięgnięcia po książkę “Lalani z dalekich mórz”, inspirowaną filipińskim folklorem.  To powieść o niezwykłych przygodach zwyczajnej dziewczynki, o pokonywaniu przeszkód, odwadze, walce dobra ze złem, o odwiecznym poszukiwaniu szczęścia. Fascynująca lektura dla młodszych i starszych czytelników! Premiera: 1 września 2021 r.

(...)

Powieść okazała się wciągająca, choć początkowo mamy do czynienia z takimi jakby “obrazkami” z życia mieszkańców wyspy – poznajemy sytuację rodzinną Lalani, jej przyjaciół, zajęcia Sanlangitów, legendę o Zivie itp. Akcję spowalniają też wstawiane co jakiś czas rozdziały zaczynające się od “Wyobraź sobie, że jesteś… ”  – i tu pada nazwa danej postaci, w którą mamy się wczuć, by zrozumieć jej status i postępowanie. W tych fragmentach, skłaniających do refleksji, tkwi drugie dno –  głębszy, bardziej filozoficzny przekaz. Warto dłużej się nad nimi zatrzymać.

Jest to proza utrzymana w niezwykłym klimacie, działająca na wyobraźnię, niespieszna, poważna, smutna, wzruszająca, mądra, wartościowa. Zachęcająca do poznawania baśni i legend z dalekich stron.   Bardzo przekonująca, bo choć miałam świadomość, że to fantastyka, to szukałam w internecie jak wygląda walekta – sądziłam, że to zwierzę żyjące na Filipinach. Ponadto, czytając, nie czułam, że to książka dla dzieci, bo to sumie bardzo uniwersalna opowieść, w której każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od wieku. Najmłodsi skupią się na przygodowej fabule, starsi przyjrzą się dokładniej postaciom i przesłaniu.

cała recenzja:
http://zycieipasje.net/2021/08/szpieg-w-ksiegarni-lalani-z-dalekich-morz-erin-entrada-kelly-recenzja-przedpremierowa/

sobota, 29 maja 2021

"Biegnij" Ann Patchett

 

Wyd. Rebis 2008 r.


Niestety, tym razem nie jestem zadowolona. Bardzo mnie ta powieść zmęczyła i nie zachwyciła. Byłby z tego dobry film - dramat obyczajowy, dla tych, którzy lubią ten gatunek. Ja niespecjalnie.
O ile "Dom Holendrów" tej autorki naprawdę mnie "kupił" swą fabułą, problematyką, to "Biegnij" zupełnie mnie nie ujęło.
Gdyby ktoś szukał powieści z motywem, zimy, śnieżycy paraliżującej ruch w mieście, to ta się nada.
O treści niewiele mogę powiedzieć, żeby nie spojlerować. Akcja dzieje się w Bostonie. Były burmistrz wraca ze swoimi adoptowanymi ciemnoskórymi synami ( obecnie już duże chłopy, ok 20 lat, żona burmistrza nie żyje) z wykładu politycznego, jest zawierucha, świata nie widać, Tip o mały włos wpadłby pod samochód, ale w ostatniej chwili odepchnęła go pewna kobieta, która sama uległa wypadkowi. Jadą do szpitala, potem zaopiekowali się córką kobiety.Okazało się, że dziewczynka zna ich oraz ich dom z obserwacji.
Niespodziewanie przyjeżdża najstarszy brat, przez lata przebywający w Afryce, on też angażuje się w tę historię. Jest jeszcze stary,schorowany ksiądz - wuj chłopaków. Interesują się operowaną kobietą, pomagają Kenii. Tip chodząc o kulach znów ma wypadek. Znów szpital.
Epilog - kilka lat później pokazuje finał tamtych zdarzeń i ich konsekwencje, wybory bohaterów (pokuta zamiast pasji).
Kim była ta kobieta i jej córka, Kenia ( świetna nastoletnia biegaczka)? To się w trakcie wyjaśnia (choć nie jestem przekonana do sposobu w jaki autorka to przedstawiła).
O czym to jest? O relacjach rodzinnych, ambicjach pokładanych w dzieciach, wyborze życiowych dróg, różnych szansach, determinowanych przez stan zamożności, pochodzenie itp.
O roli przypadku, o trudnych decyzjach.
Najciekawsza wg mnie była postać Sullivana, najstarszego rodzonego syna, który w sumie żył w cieniu adoptowanych braci, miał traumatyczny w skutkach wypadek, podążał różnymi ścieżkami.
Motyw figurki Matki Boskiej ( ciekawa historia jej pochodzenia) - rzeźba przekazywana w rodzinie z pokolenia na pokolenie dla córki. Wizerunek przypominał Bernadette, żonę burmistrza Doyla, po jej śmierci nie oddał figurki jej siostrom, choć nie mieli córki.
Zgadnijcie, do kogo potem trafiła 😉
Nie umiałam się wczuć w tę opowieść, wykrzesać sympatii dla bohaterów, nie przekonała mnie psychologia postaci.
Literacko w porządku, ale całość do mnie nie trafiła. Jeszcze te imiona Tip i Teddy ( myliło mi się który jest który), wuj Sullivan i młody Sullivan...

środa, 27 stycznia 2021

“Kobieta w białym kimonie” Ana Johns

 


Rytuał picia herbaty, pięknie tkane kimona, wzorzyste wachlarze, kwitnące wiśnie, origami i haiku… Japonia kojarzy nam się zazwyczaj bardzo pozytywnie i miło, tymczasem i ten kraj ma swoje ciemne i smutne karty…  W powieści Any Johns odkrywamy jedną z nich – przenosimy się w  lata 50.XX w.  kiedy to japońsko-amerykańskie związki były z góry skazane na niepowodzenie, obowiązywały surowe zasady, nadal aranżowano małżeństwa, a za bramami domów, klinik, klasztorów i sierocińców rozgrywały się tragedie. Nie mogłam oderwać się od tej książki i na pewno długo o niej nie zapomnę.

Spodziewałam się, że będzie to wzruszający romans z Japonią w tle, opowieść o tajemnicy z przeszłości, o japońskich zwyczajach i tradycjach. I owszem, to wszystko dostałam, ale znalazłam w tej książce coś więcej, co przykuło moją uwagę i nie pozwalało odłożyć lektury. Mianowicie: portret młodej, zdeterminowanej i walecznej kobiety, która w ówczesnym systemie społecznym  nie mogła decydować o własnej przyszłości oraz  nieznany przeciętnemu czytelnikowi problem dyskryminowanych związków między Japonkami a Amerykanami, tragiczny los kobiet i urodzonych przez nie dzieci, z których tylko nieliczne trafiały do sierocińca. To także opowieść o trudnych wyborach i ich konsekwencjach, o  tęsknocie, śmierci, stracie, przeżywaniu ich i pogodzeniu się z tym.
(....)

Całą moja recenzja:
http://zycieipasje.net/2021/01/szpieg-w-ksiegarni-kobieta-w-bialym-kimonie-ana-johns-recenzja/

środa, 6 stycznia 2021

"Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów" Deborah Feldman

 


"Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów" Deborah Feldman, 
wydawnictwo Poradnia K

Autobiograficzna opowieść o Dewojre, która była wychowywana przez dziadków w  żydowskiej ortodoksyjnej rodzinie, w Williamsburgu, wiodła bardzo rygorystyczny tryb życia, ale wewnątrz była "niepokorną duszą". Małżeństwo, w którym widziała furtkę do niezależności, okazało się klapą, ale w końcu udało jej się wyzwolić z okowów fanatyzmu. Została "chasydzką feministką", zawalczyła o siebie i syna.

Ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie (opowiedzianą historią, nie literackością 😉 )
To ważna i przejmująca książka, otwierająca oczy na pewne kwestie, o których często nie mamy zielonego pojęcia. Chasydzi, ortodoksi, tradycje i zasady... no dobrze, ale, że aż tak? W XXI wieku? Nawet czytanie książek zakazane, rygor ubioru, golenie głów, peruki, aranżowane małżeństwa, brak edukacji i perspektyw... To się w głowie nie mieści!
Jestem oburzona traktowaniem kobiet (ale i młodych mężczyzn) w chasydzkiej społeczności; zdziwiona,że to wszystko nadal tak funkcjonuje... W wielu momentach tej książki byłam w istnym szoku (szmatki czystości konsultowane z rabinem... 😱🤬)
Podziwiam bohaterkę - za jej świadomość, odwagę, zdobywanie niezależności, za wyjście z tej "sekty" i dążenie do bycia sobą.
 
 

 
 
kandydat do książki roku
 książka z motywem (lub autorem) LGBT
 Nowy Początek
 

środa, 21 października 2020

"Chłopcy Jo" Louisa May Alcott

Bardzo się cieszę, że  dzięki wydawnictwu MG czytelnicy mogą poznać  w jednolitej szacie graficznej cały cykl powieści amerykańskiej pisarki Louise May Alcott, nie tylko najpopularniejszy pierwszy tom, czyli “Małe kobietki”, ale także jego kontynuację – “Dobre żony” oraz dalsze części – bezpośrednio ze sobą związane, a są to mianowicie: “Mali mężczyźni” (Little Men: Life at Plumfield with Jo’s Boys)  i “Chłopcy Jo” ( Jo’s Boys and How They Turned Out).

Tom 1 i 2 przedstawiają losy rodziny March, następne 3 i 4 dotyczą dorosłego życia sióstr oraz ich potomków i wychowanków. Napisane zostały najwyraźniej na życzenie czytelników. Wszystkie są utrzymane w podobnym stylu, nie da się jednak ukryć, że najlepsze i najbardziej ujmujące są te początkowe.

(...)
W książce podzielonej na rozdziały, stanowiące zgrabne opowieści poświęcone poszczególnym postaciom, znajdziemy obraz obyczajowo-społeczny tamtych czasów, w którym brylują damy i dżentelmeni, podany z lekkością i szczyptą humoru.  Będzie trochę sentymentalizmu i trochę przygód.

 Cała recenzja:
 http://zycieipasje.net/2020/10/patronat-medialny-chlopcy-jo-louisa-may-alcott-recenzja/

 


Książka pasuje do październikowej Trójki E-pik do kategorii:

ortografia (tytuł z ó/u, ż/rz, ch/h)

 

środa, 8 lipca 2020

"Biblia waginy" dr Jen Gunter






Obyśmy nie doczekali czasów, kiedy takie książki wylądują na “indeksie ksiąg zakazanych”i będą krążyć w tajnym obiegu  ;-)
Autorka dr Jen Gunter jest ginekolożką położniczką z niemal trzydziestoletnim  stażem, publikuje felietony   w “New York Timesie” oraz artykuły naukowe. Jest rzeczniczką kobiecego zdrowia, aktywną w mediach społecznościowych.  W tej publikacji przekazuje rzetelną wiedzę na temat anatomii, fizjologii i higieny żeńskich narządów płciowych, obala wiele mitów i wyjaśnia szereg spraw, o których każda kobieta (i nie tylko) wiedzieć powinna.
(...)

 Jen Gunter napisała książkę ważną i potrzebną, śmiało podjęła trudne  tematy, nawet te  zazwyczaj “przemilczane”, traktowane ogólnikowo, czy przekłamane. Specjalistyczną wiedzę opakowała w przystępną i przyjazną formę, z dużą dozą tolerancji, akceptacji, empatii oraz feminizmu. “Biblia waginy” nie jest lekturą  “na raz”, to publikacja do której  warto wracać i na którą warto się powoływać.

 Dla zainteresowanych - link do mojej recenzji:
http://zycieipasje.net/2020/07/08/szpieg-w-ksiegarnibiblia-waginy-dr-jen-gunter-recenzja/

czwartek, 7 maja 2020

"Cudowny chłopak" R. J. Palacio

wyd. Albatros

Nie oglądałam filmu nakręconego na podstawie tej powieści. Może kiedyś to nadrobię, ale jak zerkam na filmowe fotosy, to już teraz odnoszę wrażenie, że często marudziłabym, że "w książce było inaczej!" ;-)  Przede wszystkim główny bohater w filmie wygląda całkiem nieźle w porównaniu z książkowym opisem, a noszenie hełmu kosmonauty w powieści pojawia się tylko we wspomnieniach z wcześniejszych lat, a nie  w teraźniejszej akcji.  Ale mniejsza o to. Najważniejsze jest przesłanie.  I dobro dziecka. Tak właśnie brzmi jedna z kategorii majowej Trójki E-pik:
na pierwszym miejscu - dobro dziecka i to jest powód, dla którego sięgnęłam po powieść "Cudowny chłopak" R. J. Palacio.
Książka znalazła się u mnie dość przypadkowo - była częścią wygranego zestawu książek, nie wybierałam jej celowo. To był jednak szczęśliwy przypadek, bowiem lektura (choć sporo czekała na swoją kolej) okazała się nie tylko przydatna, ale i naprawdę satysfakcjonująca.


To bardzo wartościowa, wzruszająca i zabawna  książka nie tylko dla dzieci i młodzieży. O empatii, tolerancji, akceptacji, przyjaźni, odwadze... o relacjach z rówieśnikami, rodzicami, nauczycielami...
Główny problem to postrzeganie i traktowanie (w szkole, na ulicy, w rodzinie, w grupie rówieśniczej...) dziecka o wyglądzie odbiegającym od powszechnie przyjętego za normę;  kogoś "innego", uświadomienie sobie jego uczuć, potrzeb, konieczność akceptacji, zmiany nastawienia.
Autorka zaznaczyła też inne problemy - np. sytuacja rodzeństwa dziecka wymagającego szczególnej troski i zajmującego większą uwagę rodziców;  odnalezienie się i zaistnienie w nowej szkole, poczucie własnej wartości, relacje w grupie rówieśniczej, status materialny wyznacznikiem popularności społecznej, rozwód rodziców.

Dziesięcioletni August Pullman z przyczyn genetycznych ma mocno zdeformowaną twarz, przeszedł wiele operacji, ale nadal różni się znacznie pod względem fizycznym od innych dzieci. Jego widok  - zwłaszcza po raz pierwszy - budzi zdziwienie, szok, wstręt, strach....
Chłopiec do tej pory uczył się w domu, ale w końcu rodzice postanowili, że już pójdzie do szkoły, do 5 klasy. Mimo obaw, Auggie podejmuje wyzwanie, ma ogromne wsparcie rodziców, siostry, wicedyrektora, nauczycieli. Wydaje się, że wśród dzieci też zostaje dobrze przyjęty, przynajmniej początkowo i przez niektórych uczniów. Zanosi się na to, że zaprzyjaźnią się z Jackiem ( ale tu też pojawią się perypetie i komplikacje...)

August jest bystry, mądry, zabawny, ma do siebie dystans, ale pewne sytuacje nie spływają po nim jak woda po kaczce. Nie da się uniknąć "sensacji" na szkolnych korytarzach,
ostracyzmu, na stołówce nikt nie chce z nim usiąść (oprócz Summer, która początkowo usiadła z nim, bo było jej  go żal, ale potem przekonała się, że to naprawdę fajny kumpel), dochodzi nawet do tego, że dzieci bawią się w "trąd" - nikt nie chce, nie może dotknąć Auggiego. Mali prześladowcy nie dają mu spokoju. Na szczęście są też prawdziwi przyjaciele, których poznaje się w biedzie,  a dokładnie w kłopotach.
Przełomowym momentem okaże się wyjazd na "zieloną szkołę".....
Finał - klasyczny happy end pełen miłości i nadziei. Na filmie ponoć trzeba mieć dużo chusteczek ;-)


Powieść podzielona jest na kilka części, w których narratorem jest ktoś inny ( August, Jack Will, Via, Miranda....) Poznajemy dzięki temu ich własne problemy, odczucia oraz patrzymy na Auggiego i całą historię z ich perspektywy. Ciekawym i ważnym elementem są "wskazania pana Browne'a - krótkie cytaty,  mądre myśli, wskazówki dotyczące ważnych spraw, przesłania.... Uczniowie co miesiąc zastanawiają się nad zadanym tekstem, a w wakacje mają przysyłać nauczycielowi pocztówki z wybranymi przez siebie albo własnymi wskazaniami. Ten pomysł  wydaje się godny naśladowania, ale nie chodzi już nawet o wysyłanie kartek, ale o pracę nad sobą, poczuciem własnej wartości, kształtowanie charakteru i dzielenie się ważnymi myślami.

Mimo trudnej tematyki i smutnych momentów, książka jest lekka, zabawna, pokrzepiająca, optymistyczna i bardzo pouczająca, ale nie nie poprzez prawienie kazań a poprzez prezentowanie przykładów. Nietrudno odnieść powieściowe treści do sytuacji znanych z naszego podwórka.

"Cudowny chłopiec" stanowi wspaniałą lekcję empatii, tolerancji, szlachetności, przyjaźni, wrażliwości. Świetny punkt wyjścia do rozmów wychowawczych z dziećmi w klasie i w domu. 





na pierwszym miejscu - dobro dziecka
zajrzyj w głąb siebie
"Będzie dobrze", czyli coś optymistycznego

wtorek, 28 kwietnia 2020

"Dotyk zła" Alex Kava

Harper Collins/Edipresse 2016
Rzadko sięgam po takie książki. Tę nawet nie pamiętam, skąd mam. Prawdopodobnie kupiłam z gazetą za 9.99 zł albo dostałam w jakimś  gratisie. Teraz potrzebowałam  czegoś ze "zbrodnią w tle" ( do kwietniowej Trójki E-pik oraz książki napisanej przez zagranicznego autora o imieniu na taką samą literę jak moje, czyli na A ( kwietniowe zadanie wyzwania "Pod hasłem").
Uczyniwszy przegląd półek, doszłam do wniosku, że dzięki tej książce upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu.
I tym sposobem po raz pierwszy ( ale czy ostatni???) sięgnęłam po powieść Alex Kavy,  autorki kryminalno-sensacyjnych bestsellerów. Przyznam się - kiedyś myślałam, że Alex Kava to mężczyzna :-)
Najpierw trochę trudno było mi się  wciągnąć -  co rozdział to  inne postaci i sceny. Dopiero potem  to wszystko się zaczęło scalać  i już dalej poszłoooo. To marny argument, ale bardzo szybko się czytało, niemal nieodrywalnie, 500 stron ( co prawda formatu pocket) w 3 dni a wcale dużo go nie poświęcałam na czytanie.
Zadowolona jednak jestem w sumie średnio. Za mocna i jednocześnie za słaba była ta powieść.

W małym miasteczku w Nebrasce zaginął chłopiec, wkrótce znaleziono  brutalnie potraktowane zwłoki. Czyżby ktoś naśladował skazanego na śmierć ( czy słusznie?) seryjnego mordercę Jeffreysa? Śledztwo prowadzi szeryf Nick ( objął stanowisko po ojcu), pomaga mu agentka FBI, Maggie O'Dell (między nimi iskrzy), która ustala profil sprawcy i wskazuje  dość nietypowych podejrzanych.
Dziennikarka Christine Hamilton zdobywa  informacje i pisze sensacyjne artykuły, ma szanse na zrobienie kariery.
Znika kolejny chłopiec. I jeszcze jeden. Kto za tym stoi?
Tropy wiodą na manowce, sprawy się gmatwają,  ale O'Dell  to twarda sztuka i dopnie swego.

Mamy w tej powieści wszystko - okrutne zbrodnie, psychopatyczne motywy, mrożące krew w żyłach sytuacje, pełne zawirowań śledztwo,  demony przeszłości, problemy rodzinne, skomplikowane relacje, wątek harlequinowy....  Fabuła naprawdę wciąga. Akcja wartka. Krótkie rozdziały. Trzyma w napięciu. Ale...  jednocześnie jest przewidywalna, w pewnym momencie czytelnik już wie, kto jest mordercą i tylko już śledzi poczynania policji, jak wpadną na trop, czy go złapią, jak mu udowodnią winy. Watek romansowy też jest do przewidzenia.
Trudno sympatyzować z kimkolwiek z głównych postaci,  jedynie może z Timmym ( dzielnym chłopcem), dorośli bohaterowie są raczej antypatyczni, ich zachowania ( np. ślamazarność, opieszałość, brak działań, nieetyczne postawy) budzą często irytację.
Zakończenie  - furtką do dalszych przygód agentki O'Dell,  która - jak się okazało- jest bohaterką całej kilkutomowej serii  ( oraz prequela obejmującego czasy przed akcją "Dotyku zła").

Takie sobie. W roli czytadła - super, jeśli ktoś lubi mocne wrażenia. Nie dla wrażliwych.  Niekoniecznie będę poszukiwać innych książek Kavy do kawy. Tyle innych czeka!






Książkę zaliczam do kwietniowego wyzwania TrójkaE-pik

senior w roli głównej
zbrodnia w tle
Joker - wolna amerykanka!


środa, 25 marca 2020

"Loteria"- komiks

To chyba jedno z  ważniejszych wydarzeń literackich tej wiosny: najsłynniejsze, kontrowersyjne opowiadanie amerykańskiej pisarki w komiksowej adaptacji jej wnuka. Warto zapoznać się  zarówno z oryginałem, jak i wersją graficzną,  która  stanowi jego wierne odbicie oraz “całkowitą wizualną rekonstrukcję jego delikatnej architektury”. Po lekturze zapada wymowne milczenie.

(...)

cała recenzja:

http://zycieipasje.net/2020/03/25/szpieg-w-ksiegarni-shirley-jackson-loteria-miles-hyman-premierowa-recenzja-komiksu/

środa, 26 lutego 2020

"Ja, Kosmo" C. Sorosiak

Do czego to doszło, żeby kociara częściej czytała o psach niż o kotach!!!.... ;-)Jeśli podobała Wam się filmowa i książkowa opowieść “Był sobie pies” i lubicie książki o zwierzętach, to na pewno nie możecie ominąć “Ja, Kosmo”. Jeśli szukacie wartościowej, niosącej walory wychowawcze, a przy tym naprawdę fajnej, nienudnej książki dla dziecka w wieku 6-12 lat, którą z przyjemnością przeczytają też starsi, to właśnie powieść Carlie Sorosniak  spełnia te kryteria.
Naprawdę byłam pozytywnie zaskoczona zarówno przekazem, jak i treścią, a także prostotą, mądrością, ciepłem i  tej książki, z pozoru zwyczajnej, a jednak – wyjątkowej.

cała moja recenzja pod linkiem:


http://zycieipasje.net/2020/02/26/szpieg-w-ksiegarni-ja-kosmo-carlie-sorosiak-recenzja/


Wilga 2020 r.

Lektura wpasowała się akurat do jednej z kategorii  wyzwania-zabawy Trójka e-pik:
 - treningi z psem "sztuki wolnego psiego stylu", czyli tańca i sztuczek
na sportowo
książka z wątkiem Holokaustu
"Coś czerwonego" (okładka, tytuł, serce, książka o komunizmie itp)

środa, 5 lutego 2020

"Motyl i skrzypce" Kristy Cambron - przedpremierowo



wydawnictwo Znak, 2020 r.


Ostatnio ukazało się sporo książek podejmujących motyw Auschwitz. Zwykłemu czytelnikowi często trudno oddzielić ziarno od plew, a po głowie kołacze się nieodparcie myśl, czy "moda i marketing" nie zaczynają przesłaniać wartości. Zanim jednak wszystkie publikacje nie będące literaturą faktu wrzucimy pochopnie do wielkiego wora z hasłem "złe", spróbujmy kilka z nich przeczytać i wyrobić sobie o nich zdanie. 

Z ciekawością, dystansem i w sumie bez szczególnych oczekiwań sięgnęłam po powieść "Motyl i skrzypce".  Szczerze powiem, że nie rozczarowałam się. To nie jest arcydzieło, ale też nic koszmarnego. Według mnie to całkiem przyzwoita powieść, która nie udaje tego, czym nie jest.  To fikcja, ale nie nagina faktów, nie przekłamuje rzeczywistości, nie koloryzuje. Nie skupia się na dramatycznych scenach i drastycznych opisach życia w obozie, pod tym względem wypada dość łagodnie, choć nie brak wymownych szczegółów. Akcent położony został na coś innego. Z góry rozproszę obawy - to nie jest żadna sielanka czy romans w obozowej scenerii. Wiara, nadzieja, miłość, a także piękno i sztuka, muzyka, malarstwo  - to ważne, kluczowe motywy tej powieści.  Na nich głównie skupiłam uwagę, mniej przyglądając się obecnej oczywiście, zapowiadanej na okładce i w opisie, sile kobiet.  

Autorka Kristy L. Cambron nie jest literacką debiutantką, z wykształcenia historyk sztuki, ma w dorobku powieści historyczne i książki z zakresu religii. Zarówno ona, jak i bohaterowie omawianej powieści są osobami głęboko wierzącymi.  Motyw wiary i sztuki odgrywają ważną rolę w "Motylu i skrzypcach". Nie każdemu to w smak, warto jednak poznać poglądy i motywacje innych, nawet jeśli sami kierujemy się czymś innym.

Fabuła obejmuje dwa plany czasowe, które przeplatają się ze sobą, dominująca wydaje się jednak teraźniejszość.
Współczesność - to wątek Sery James, właścicielki galerii sztuki i biznesmena Williama Hanovera, mamy tu poszukiwanie oryginału pewnego tajemniczego obrazu, skomplikowane sprawy spadkowe oraz... uczuciowe.  Ta część skojarzyła mi się z twórczością Nory Roberts, a także z "Dumą i uprzedzenie" Jane Austen, a to głównie za sprawą Wiliama, który nieco przypomina pana Darcy'ego.
Przeszłość - to czasy II wojny światowej i losy młodej, utalentowanej austriackiej skrzypaczki, córki generała Trzeciej Rzeszy, Adele von Bron (postać fikcyjna), która pomagała Żydom i trafiła w ramach "resocjalizacji" do obozu w Auschwitz. Tam przydzielono ją do bloku muzycznego, do pracy w magazynie i gry w obozowej orkiestrze (dyrygentka Alma Rose to postać autentyczna). Ta z pozoru lekka praca, owszem dawała szansę przetrwania, ale była okupiona ogromnym obciążeniem psychicznym -  m.in. świadomością, że się przygrywa marsza robotnikom idącym na śmierć. Tu Adele poznała Omarę, mądrą i odważną kobietę, która wlała w jej serce nadzieję, otuchę i pokazała piękno, jakie może zaistnieć nawet w "przedpieklu" - piękno muzyki, sztuki ocalającej duszę. Siłę, by przetrwać, skrzypaczka czerpała jeszcze z jednego źródła - miłości. Wspomnienia ukochanego Vladimira, który kiedyś  podarował jej spinkę-motylka i nadzieja, że się spotkają po wojnie stanowiły ważną motywację. Czy udało im się przeżyć? Jak ten wątek łączy się z tym współczesnym? Kto namalował obraz poszukiwany od lat przez Serę i w czyim posiadaniu się znajduje?
Opowieść nie jest aż tak przewidywalna jak się wydaje.

Czytelniczki romansów historyczno-obyczajowych będą usatysfakcjonowane tą fabułą. Zwolennicy historycznej rzetelności nie będą narzekać  -  odsyłam tu do krótkiego posłowia autorki oraz bibliografii z ciekawymi odnośnikami.  W dużej mierze to także książka dla miłośników motywu dzieł sztuki. I chociaż to odnosząca się do historii literacka fikcja, to wnosi swoją cegiełkę w dzieło pamięci ofiar tamtych strasznych czasów.

Czy wiedzieliście, że "w ruinach częściowo zburzonych magazynów  oraz starych baraków znaleziono ponad tysiąc sześćset  dzieł sztuki, które przetrwały do dziś, a każde z nich opowiada smutną historię następnym pokoleniom" (s. 372)? Szczerze przyznam, że nie miałam o tym pojęcia. I zapewne nie jestem w tym odosobniona. Nie każdy bowiem aż tak dużo czytał na temat Auschwitz i innych obozów, nie każdy dysponuje szczegółową wiedzą.
Możecie się też dziwić, ale dopiero dzięki tej książce dowiedziałam się o obozowych orkiestrach, działających tam zespołach muzycznych, zaczęłam szukać na ten temat artykułów, sprawdzać, czytać.
I chociażby to uznaję za ogromny walor tej powieści - daje impuls do poszukiwania, pogłębiania wiedzy, sięgania do źródeł.

Ze względu na tematykę, niezręcznie byłoby napisać, że książka jest przyjemna w odbiorze - po prostu  dobrze i dość szybko się ją czyta. Napisana jest przystępnie; nieskomplikowanym językiem, z dużą ilością dialogów.  Fabuła wciąga i budzi wiele emocji. Wzrusza, zasmuca, ale nie przytłacza zbyt mocno.
Postawy bohaterów, ich dylematy i decyzje  dają do myślenia.
Można tu znaleźć wiele tematów do rozważań i dyskusji - na pewno byłyby ciekawe i burzliwe.
"Motyl i skrzypce" to pierwszy tom serii "Ukryte arcydzieła", mam nadzieję, że kolejny ukaże się także i na polskim rynku wydawniczym, chętnie poznam dalsze dzieje Sery i nową, zanurzoną w historii opowieść.  Nie jest to może książka, którą koniecznie trzeba przeczytać, ale też daleka jestem od zniechęcania do niej. Na pewno znajdą się czytelnicy, którym przypadnie do gustu, a jeśli lektura zainspiruje ich do dalszych czytelniczych wędrówek po literaturze - będzie wspaniale!

/recenzja ukazała się również na stronie zycieipasje.net oraz lubimyczytac.pl/

Agnieszka Grabowska

Wydawnictwo Znak
Motyl i skrzypce
Kristy Cambron
przekład:Marcin Sieduszewski
Liczba stron: 384
premiera książki: 12 lutego 2020 r.













czwartek, 14 listopada 2019

"Małe kobietki" Louisa May Alcott

Jestem tą powieścią zachwycona, bardzo mi się podobała, taka wartościowa, urocza "ramotka" i wcale nie taka "do lamusa", skoro kolejna adaptacja filmowa na ekranach niebawem.
Podczas lektury czułam się jak za dawnych lat czytając Anię, Polyannę i tym podobne. Wspaniała podróż sentymentalna i kostiumowa.
Tekst pisałam 3 wieczory, wiem -strasznie kulawy, zupełnie mi nie poszło.
Ale samą książkę przeczytałabym chętnie kiedyś jeszcze raz i oczywiście kolejne części. Bo są, tylko jakoś tak przeważnie tylko tę jedną sierotkę wydają... A film obejmuje znacznie więcej, dalsze losy bohaterek "Małych kobietek" .Oglądałam  ekranizację z 1994 roku, tę nową też chętnie zobaczę.

Z uwagi na  fakt, iż akcja zaczyna się w Boże Narodzenie ( to ważny dzień dla bohaterek - pomagają biednym, podejmują wyzwanie pracy nad sobą, świętują) i też kończy się po roku , kolejnym Bożym Narodzeniem - i znów wtedy mają miejsce ważne rzeczy ( spotkanie całej rodziny, sprawy |matrymonialne zaczynają swoj bieg..) - zaliczam tę lekturę do kategorii "poczuj klimat świąt" listopadowej Trójki E-pik.

Małe kobietki" Louisa May Alcott"

Urocza książka! Niby taka staroświecka, a jakże wartościowa i uniwersalna. Z założenia to powieść dla młodzieży, ale i dorosły przeczyta ją z satysfakcją  i sentymentem. To klasyka, do której często i chętnie się wraca, o czym świadczą również adaptacje filmowe. Zachwyci na pewno miłośników książek o  Ani z Zielonego Wzgórza, Emilce ze Srebrnego Nowiu, czy Polyannie oraz serialu o perypetiach Doktor Quinn, to dość podobne klimaty. Fani Jeżycjady też nie powinni narzekać. Proza Louisy May Alcott spodoba się szczególnie tym, którzy szukają w literaturze charakternych bohaterek i ważnych wartości.


Są takie książki, o których wiele się słyszy, ich tytuły przewijają się tu i ówdzie, pojawiają się liczne nawiązania do wywodzących się zeń postaci, czy scen. Książki z kanonu literatury światowej, klasyka na którą dotąd nie było czasu, czy brakowało sposobności. I końcu przychodzi ten moment, kiedy wreszcie sięgamy po taką lekturę. Nastąpić wtedy może albo rozczarowanie zawiedzionymi oczekiwaniami, albo zachwyt, gdy otrzymamy coś, co idealnie wpisuje się w nasz gust, czy też wręcz przekracza nasze wyobrażenia o danym utworze.
Małe kobietki to dla mnie właśnie jedna z takich lektur; klasyka, która w końcu doczekała się mojej uwagi i skradła moje serce. Żałuję, że nie poznałam tej powieści wcześniej, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie tylko bowiem z radością przeczytałam piękne ilustrowane wydanie, które ukazało się nakładem wydawnictwa MG, ale też obejrzałam świetną filmową adaptację z 1994 roku, planuję sięgnąć po inne książki Louisy May Alcott i obejrzeć najnowszą ekranizację z udziałem  m.in. Meryl Streep;  premiera tuż niedługo, bo w okresie świąteczno-noworocznym.

 Akcja tej, opartej w dużej mierze na wątkach autobiograficznych,  powieści rozgrywa się w Ameryce w latach 60. XIX, w czasach wojny secesyjnej. Tytułowe "małe kobietki" to cztery siostry March, dziewczęta mocno z sobą zżyte, zaprzyjaźnione, ale o bardzo różnych charakterach i osobowościach.
Najstarsza, Meg ( Margaret, 16 l.) - jest miła i grzeczna,  piękna, ale nieco próżna, tęskni za życiem w luksusach , jakie pamięta z dawnych lat, jednocześnie bardzo szlachetna, pracowita, mądra, dobra, oddana. Jo ( 15 l.) - typowa chłopczyca, skłonna do żartów i psot, rezolutna, utalentowana literacko i aktorsko, pomysłowa, szczera, nieco 'zwariowana', ale ma serce na dłoni i potrafi niesamowicie zaangażować się w działania, na których jej zależy. Beth (13 l.) to niezwykle cicha, nieśmiała, wrażliwa, nieufna dziewczynka, utalentowana muzycznie, pięknie gra na fortepianie, bardzo obowiązkowa, dokładna, troskliwa, pełna dobroci  i miłosierdzia. Najmłodsza Amy ( 12 l) - urocza, uparta, dość samolubna, nieco naiwna, pięknie rysuje i zabawnie przekręca trudne słowa.
Dziewczyny uczą się, pracują,  wypełniają (choć nie zawsze chętnie) domowe obowiązki, zajmują się szyciem, robótkami,  dużo czytają, urządzają teatrzyki, prowadzą własny "Klub Pickwicka" z własną "gazetą". Ich przyjacielem i towarzyszem zabaw zostaje Laurie, wnuk bogatego sąsiada, przemiły, wartościowy chłopak.
Pani March dla córek jest wzorem i powiernicą,  kocha je i wspiera , pozwala rozwijać talenty, mądrze je wychowuje, czasem stosując sprytne "podstępy", szanuje ich wybory, pozwala uczyć się na błędach, przekazuje cenne wskazówki.   Uczy je, aby w życiu  kierowały się  dobrocią i miłością, a nie bogactwem i modą oraz doceniały to, co mają. Ojciec - walczył na wojnie, został ranny i dlatego długo nie wraca, jego powrót jest świętem dla stęsknionych dzieci; nie jest z niego żaden mądrala ani despota, lecz mądry, ciepły, kochający tata dumny ze swych córek, które mobilizuje do "pokonania wewnętrznego wroga", czyli do pracy nad swoimi słabościami.
Rodzina March, wskutek niefortunnych wydarzeń, utraciła swój majątek, ale nadal jest jedną z najbardziej szanowanych w okolicy. Przyświecają im szlachetność, honor, wzajemny szacunek i życzliwość, okazywana bliźnim pomoc i dobroć. Obraz tej rodziny jest mocno wyidealizowany, przesycony najlepszymi uczuciami, ukazany w kontraście do ciotki, której bogactwo jest niczym w porównaniu do tego, co mają skromnie żyjący państwo March. A mają siebie nawzajem, wspierają się, wiodą ciekawe życie, w sumie są naprawdę szczęśliwi. Rodzice nie planują wydać córek za mąż za tzw. "dobre partie", owszem, życzą im jak najlepiej, ale chcą przede wszystkim, aby były szczęśliwymi i dobrymi ludźmi, spełniającymi się w swoich pasjach, talentach.

Małe kobietki to powieść pensjonarska i moralizatorska, ale nie schematyczna; tu autorka stawia na niezależność i samodzielność kobiecych postaci, choć nie brakuje romantycznych akcentów - nie ukrywajmy: oczekiwanych i lubianych przez czytelniczki, niezależnie od epoki.
To opowieść  o dorastaniu, pracy nad sobą, pokonywaniu słabości, kształtowaniu charakteru. Głosi wartości takie jak praca,  rodzina, przyjaźń, miłość, dobroć, uczciwość, szlachetność, pomoc. Zdecydowanie podkreśla rolę  przymiotów duchowych ważniejszych od rzeczy materialnych. Przesłanie wydaje się jasne, a propagowane wartości  są wiecznie aktualne i ważne - tym bardziej współcześnie, w zdominowanym przez konsumpcjonizm i bylejakość XXI wieku.
Akcja w sumie nie jest porywająca, zbyt wiele się nie dzieje, ale za to ma swój nieodparty urok, pięknie opisane są realia, ubiory, posiłki, zajęcia, listy, bale, pikniki, wspólne śpiewanie, zabawy, psoty itp. Obecne są w życiu bohaterów  zarówno  przyjemne i zabawne sceny, jak i  trudne, smutne, wzruszające momenty. Książka wpisuje się także w klimat Bożego Narodzenia, od tych świąt zaczyna się bowiem opowieść i zatacza krąg obejmując rok z życia bohaterów.
Dzięki fabule można odbyć wspaniałą podróż w przeszłość, do czasów trudniejszych, ale jakby piękniejszych. Chciałoby się tam być, spędzać czas z pannami March i Lauriem, razem z nimi przeżywać ich perypetie i problemy.. Żal się z nimi rozstawać.  Autorka zostawiła bohaterów w sielankowym momencie i spuściła kurtynę. Kurtuazyjnie pytając: "Czy podniesiemy ją znowu, by śledzić dalsze losy Meg, Jo, Beth i Amy? To będzie zależało od zainteresowania czytelników pierwszym aktem dramatu rodzinnego pod tytułem Małe kobietki." I to zainteresowanie najwyraźniej było, bo zaowocowało kolejnymi tomami i nadal trwa, o czym świadczą kolejne wydania książek i kolejne ekranizacje. Tu warto zaznaczyć, że filmowe wersje obejmują znacznie  dłuższy okres dziejów bohaterów niż sama książka  Małe kobietki - to w sumie zaledwie pierwsza część.

Ta powieść ma swój wyjątkowy  staroświecki urok i uniwersalną wymowę. Nie wyobrażam sobie nie uwzględnić jej w literackim kanonie i nie poznać, nieważne czy w wieku nastoletnim, czy dojrzałym. Lektura na każdym etapie może przynieść wiele dobrego. Mam nadzieję, że wydawnictwo MG nie poprzestanie na tym pięknie ilustrowanym tomie z rycinami Franka Thayera Merrilla, w przekładzie Anny Bańkowskiej i wkrótce pozwoli czytelnikom cieszyć oczy i serca drugą częścią pt. Dobre żony oraz pozostałymi książkami Louisy May Alcott.


Wydawnictwo MG 2019


środa, 25 października 2017

"Na pokuszenie" T. Cullinan

Marginesy 2017
Czas ucieka, jesień rozkłada parasol, a ja już tradycyjnie podaję link do mojej recenzji. Bardzo bym chciała wrócić do krótkich notek na różne tematy, także o książkach z własnej półki i  wypożyczanych z biblioteki, nie tylko tych typowo recenzyjnych od wydawnictw.
Co stoi na przeszkodzie? W sumie nic.
Niech no tylko...
zakwitną jabłonie??? ;-D

Tymczasem wiodę Was na pokuszenia taką powieścią:


http://zycieipasje.net/2017/10/18/na-pokuszenie-thomas-cullinan-recenzja/

czwartek, 23 marca 2017

"Charlie Ciuch-Ciuch"B. Evans


(...)
Gdybym kiedykolwiek napisał książkę dla dzieci, to dokładnie taką, jak ta!” –  tak oto  tę niewielką  publikację dla najmłodszych czytelników rekomenduje Stephen King – mistrz literatury grozy, autor słynnych horrorów, powieści sensacyjnych i fantastycznych.  Historia Charliego Ciuch-Ciuch  bardzo go poruszyła, jak też jednego z bohaterów jego Mrocznej wieży  – czytamy w nocie wydawniczej.
Tym, którzy znają twórczość Kinga, a szczególnie wspomniany  cykl Mroczna wieża być może zapali się czerwone światełko…

Przyznaję – dałam się nabrać (....)


Znowu recenzja "zamiejscowa"...
Zapraszam pod link:

http://zycieipasje.net/2017/03/22/pociag-do-dobrej-literatury-czyli-charlie-ciuch-ciuch-beryl-evans-recenzja/

niedziela, 19 lutego 2017

Zdjęcie zasłon,czyli "Amelia Bedelia", P. Parish

Jak to się stało, że do tej pory polskie dzieci nie znały Amelii Bedelii, choć ta postać istnieje już od ładnych kilkudziesięciu lat? Najwyższa pora to zmienić! Pierwsze na naszym rynku wydanie popularnej amerykańskiej serii książeczek o perypetiach nietypowej pomocy domowej autorstwa Peggy Parish przygotowało Wydawnictwo Literackie. Tłumaczenie: Wojciech Mann.
ciąg dalszy mojej opinii:
http://zycieipasje.net/2017/02/15/amelia-bedelia-peggy-parish-recenzja/

środa, 1 lutego 2017

O wilku mowa...

Wilki? Ja ich całą zgraję pozabijam i pokraję” – tak przechwalał się Stefek Burczymucha z wiersza Marii Konopnickiej, ale dobrze wiemy, że muchy by nie skrzywdził. Wiele osób ma negatywne, oparte na stereotypach podejście do szarych drapieżników. Są też liczni sympatycy tych zwierząt, którzy zadali sobie nieco trudu, by poznać ich naturę. Dziś chciałabym przedstawić książkę o niesamowitej relacji pewnego wilka z mieszkańcami  miasteczka na Alasce oraz ich psami.
(...)
Moja wypowiedź o tej książce znajduje się tutaj:
http://zycieipasje.net/2017/02/01/wilk-zwany-romeo-nick-jans-recenzja/

piątek, 20 stycznia 2017

"Co by było, gdyby" Kamy Wicoff

Bohaterka tej powieści marzy o tym, by móc być w dwóch miejscach jednocześnie. Niełatwo jest jej pogodzić absorbującą pracę zawodową z obowiązkami domowymi i zajmowaniem się dziećmi. W sukurs Jennifer przychodzi najnowsze odkrycie z dziedziny fizyki: dzięki zainstalowanemu w telefonie gadżetowi może korzystać z tunelu czasu i prowadzić alternatywne życie. Pod płaszczykiem „czytadełka” Kamy Wicoff porusza ważne problemy społeczne. Ciekawa jestem, czy Wam też przydałaby się taka magiczna aplikacja do przenoszenia się w czasoprzestrzeni?

Zapraszam do lektury mojej recenzji:
http://zycieipasje.net/2017/01/18/co-by-bylo-gdyby-kamy-vicoff-recenzja/

Moja lista blogów