Największą
niespodzianką i radością był dla mnie
rozdział "Trzy Maryje" - o spektaklu "Kora. Boska" według
scenariusza, w reżyserii i w wykonaniu Kasi Chlebny. Aktorki, którą darzę nie
tylko podziwem za talent i pasję, ale i sentymentem, albowiem chodziłyśmy do
równoległych klas w tym samym liceum.
niedziela, 16 czerwca 2024
"Kora. Się żyje. Biografia" Katarzyna Kubisiowska
piątek, 10 lutego 2023
"Nim dojrzeją maliny" Eugenia Kuzniecowa
Jestem tą powieścią zachwycona i
oczarowana. Czytając, czułam się tak, jakbym wraz z bohaterkami
siedziała przy stole w ogrodzie zarośniętym dzikimi jeżynami, piła z
nimi herbatę na zmurszałym tarasie, siała dynie, zbierała jabłka i
jeździła do miasteczka na targ po zakupy. Każdy rozdział był jak
kolorowy slajd pełen smaków, zapachów i dotykowych wrażeń. Chciałam, aby
ta opowieść trwała i trwała… Niestety, nic nie może przecież wiecznie
trwać.
Wydawnictwo Znak, premiera: 8.02.2023
Spodziewałam się, że będzie to ładne czytadełko o siostrach, które pojechały na wieś w poszukiwaniu sensu życia, zbudowały domek, zakochały się, a może nawet odnalazły skarb przodków, czy dostały spadek – czyli taka sielska bajeczka jakich wiele. Jakże się myliłam! Okazało się, że pod fioletową okładką kryje się świetna, współczesna, niesztampowa powieść obyczajowa, w dodatku feministyczna. Napisana lekko, ale z mocnym ładunkiem emocjonalnym.
Debiutancka powieść ukraińskiej autorki to ciepła, mądra, subtelna, momentami zabawna, słodko-gorzka historia o rodzinie, domu, jabłoniowym sadzie, o ucieczkach i powrotach, o relacjach, zmianach, życiowych decyzjach, a przede wszystkim o sile kobiet.
Siostry Lilka i Mijeczka w obliczu życiowych rozterek i konieczności podjęcia trudnych decyzji (o wyjeździe do Australii jedna, a o zamążpójściu – druga) postanowiły zrobić sobie “przerwę od życia” i wyjechać na lato na wieś, do prawie stuletniej babci, do “kryjówki”. Wiadomo, że od problemów nie uciekną, ale chociaż odpoczną, spędzą czas w przyjemnym miejscu, z bliskimi osobami, “naładują baterie”. Przyjeżdża również z Indii dawno niewidziana, tajemnicza kuzynka Marta, która jest w ciąży. Zawita tam preferująca mieszkanie w mieście Marija, matka Lilki i Mijki. Do tego “babińca” dołączy jeszcze mała dziewczynka. Będą pojawiać się goście, sąsiadka, rozmaici fachowcy do prac remontowych, a w finale do stołu zasiądzie bodajże 11 osób, w tym przybysz z Japonii.
Bohaterki rozmawiają, trochę przy tym ironizując, zajmują się pracami domowymi, zakupami, remontem, opieką. Zachowują się trochę tak, jakby nie dzieliły ich na co dzień kilometry, wiek i różne charaktery. Jednoczą siły we wspólnym projekcie hodowania i fotografowania dyń, organizują naprawę drzwi, dachu i tarasu, będą ciągnąć zapałki w ważnej kwestii. Nie użalają się nad swoim losem, nie są skłonne do poświęceń w imię czegokolwiek. Potrzebują czasu, by nabrać wiatru w żagle i wybrać to, co dla nich będzie najlepsze.
Mężczyźni są tu w tle, pomagają, współpracują. Autorka nie przedstawia ich w złym świetle. Lilka przyjaźni się z byłymi mężami, odwiedzają ją w babcinym domostwie. Ustym, z którym spotyka się niezdecydowana Mija, jest nieco zbyt idealny (nawet z wyglądu – mógłby pozować rzymskim posągom). Warto jednak zauważyć, że Kuzniecowa jakby celowo przejaskrawia czasem pewne cechy, czy sytuacje, mrugając do czytelniczek i czytelników, bawiąc się literacką konwencją, bo ta piękna powieść sprytnie ubrała się w letnią sukienkę i udaje “chic lit”.
Moimi ulubienicami są babcia Teja (Teodora) i Marta. Pierwsza – z racji wieku doświadczona i mądra, nieco przekorna i bardzo wyrozumiała, kochająca, dająca wnuczkom przestrzeń i swobodę działania. Skupia jak magnes wszystkich wokół siebie. Druga – jest kobietą, która znalazła się w sytuacji, na jaką nie była gotowa – przynajmniej tak ją odebrałam. “Nie po drodze” jej z ciążą i to bliźniaczą, ucieka od związku, nie zachwycają jej noworodki, “obsługuje” je tak jakoś automatycznie, ale jestem gotowa się założyć, że ta postać będzie wspaniałą matką i najulubieńszą ciocią, która po prostu nie tapla się w lukrowanym macierzyństwie. Najmniej przekonana jestem do Mijeczki, chociaż odgrywa ona kluczową rolę w fabule, jest motorem zmian, próbuje znaleźć swoją drogę, choć momentami sama nie wie, czego ( i kogo) chce, to jednak właśnie ona wypowiada ważne zdanie: “Najgorsze więzienie to ty sama”. Tak, bo to jest także powieść o wolności i o odwadze realizowania własnych planów i marzeń. I wiecie co? Trzymam kciuki za szczęście Mijki.
Ważną rolę w tej powieści odgrywają dom i przyroda.
Stary dom babci Teodory jest rajem z dzieciństwa, źródłem pięknych
wspomnień, schronieniem w okresie egzystencjalnych rozterek,
bezpiecznym azylem, przystanią dla życiowych rozbitków, czy – cytując tę
książkę – “przytułkiem dla nieudaczników” gdzie “każdy, kto jest na
skraju załamania mógł tu przeczekać kłopoty”. To miejsce rodzinnych
spotkań, powrotów; siedlisko oferujące gościnę, ale wymagające napraw,
remontów, nakładu pracy.
Podobnie sprawy mają się z ogrodem, rozległym, bujnym, zdziczałym,
ekspansywnym oraz posadzonym przez dziadka jabłoniowym sadem, który
właściwie powinno się wykarczować, posadzić nowe drzewka. Coraz trudniej
korzystać z darów natury, dosięgnąć owoców z wysokich drzew, krzewy
wręcz oplatają domostwo. Przyroda jednocześnie daje schronienie i
pożywienie, ale może też zagrażać bezpieczeństwu. Zmiany w domu,
ogrodzie i sadzie oznaczają też zmiany w życiu bohaterów
Podobał mi się klimat tej powieści,
plastyczność opisów (bez obaw, nie są zbyt rozbudowane),
niedopowiedzenia, jej pozorna lekkość i mądry przekaz. Doceniam to, że
autorka wiele scen nakreśliła z humorem, ale też nie zabrakło gorzkich
prawd i przede wszystkim życiowych sytuacji, ze smutkiem, sentymentem,
tęsknotą za tym, co przeminęło.
Specjalne punkty przyznaję za chodzącego własnymi ścieżkami rudego
starego kocura oraz nietypową kotkę Julę, a także za hiszpański
temperament Nati i kupioną przez nią rzeźbę do ogrodu.
Przyznam, że zupełnie nie czytałam tej książki przez pryzmat wojny, ani w ogóle Ukrainy. Dla mnie była to bardzo uniwersalna historia, której fabuła mogłaby dziać się wszędzie, zwłaszcza, że świat stał przed bohaterkami otworem. Powieść była najgłośniejszą ukraińską książką 2021 roku, zdobyła wyróżnienie Europejskiej Nagrody Literackiej i mam nadzieję, że to nie koniec sukcesów autorki.
Kuzniecowa w pięknym stylu opowiedziała o rodzinie wielopokoleniowej, międzynarodowej i patchworkowej, w której prym wiodą kobiety – silne, niezależne, odważne, będące w skomplikowanych relacjach uczuciowych, potrzebujące niekiedy “kryjówki”, “przerwy od życia” – po prostu dystansu, czasu na przemyślenie pewnych spraw i podjęcie decyzji.
Powieść “Nim dojrzeją maliny” zasługuje na uważną lekturę, dostarczy wielu emocji, otuli jak kocyk, oplącze jak gałęzie dzikich krzewów i niełatwo wypuści ze swojego świata. Polecam zarówno kobietom, jak i mężczyznom.
Recenzja została opublikowana na stronie Życie i Pasje:
http://zycieipasje.net/2023/02/nim-dojrzeja-maliny-eugenia-kuzniecowa-recenzja/
Wydawnictwo Znak
Autor: Eugenia Kuzmiecowa
Tytuł: Nim dojrzeją maliny
Tłumaczenie: Iwona Boruszkowska
Data wydania: 8.02.2023
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-240-6582-0
środa, 23 czerwca 2021
“Zanim wyznasz mi miłość” Magdalena Kordel – recenzja przedpremierowa
Sięgając po książkę Magdaleny Kordel, można być pewnym, że
znajdziemy w niej ciepłą, optymistyczną opowieść z wątkiem uczuciowym,
której bohaterowie, choć mają swoje troski, problemy i tajemnice, swoim
postępowaniem sprawiają, że powraca wiara w człowieka. W tej powieści
też tak jest. Myli się ten, kto sądzi, choćby po tytule, że to będzie
słodkie romansidło. Autorka zadbała o zrównoważenie rozmaitych wątków i
wykreowanie barwnych postaci. Zanim przeczytasz “Zanim wyznasz mi
miłość”, przygotuj się na wiele uśmiechów i wzruszeń.
PREMIERA: 30.06.2021 r.
całość recenzji:
sobota, 29 maja 2021
“Supercepcja. Szósty zmysł” Katarzyna Gacek
Chyba każdy, będąc dzieckiem, marzył o tym, by mieć jakąś supermoc – być niewidzialnym, czy przenikać przez ściany, albo chociaż umieć przewidzieć pytania na klasówce Bohaterowie serii Supercepcja obdarzeni są wyjątkowymi cechami – mają nadzwyczajny wzrok, słuch, smak i dotyk. posiadanie superzmysłów, jakże przydatnych w szczególnych okolicznościach, wiąże się jednak z utrudnieniem codziennego funkcjonowania – noszeniem nauszników, ciemnych okularów czy klamerki na nosie, które chronią przed nadmiarem bodźców. Przez swoje wyczulone zmysły, dzieci znalazły się w niebezpieczeństwie – po piętach depczą im nieprzebierający w metodach naukowcy , którzy chcą przeprowadzać na nich badania i wykorzystać do złych celów.
W piątym tomie zatytułowanym Szósty zmysł
(który można spokojnie przeczytać bez znajomości poprzednich części –
to, co trzeba wiedzieć, jest tu zgrabnie podane) od razu wpadamy w wir
akcji. Trwają poszukiwania porwanego Tymona. Przeszukanie starej
fabryki przez policję skończyło się fiaskiem. Dzielna Julka zaczyna
działać na własną rękę. Ale i ona sama wpada w pułapkę. Klara wyjeżdża.
Wszystko zostaje więc w rękach Zosi i Janka. Wpadają oni na ciekawy
trop, zanosi się na to, że nie tylko oni mają superzmysły i ktoś do nich
dołączy… O tym mówi nam już prolog, który rozgrywa się w… Australii.
Więcej nie mogę zdradzić. Powiem krótko – dużo się dzieje, akcja trzyma w
napięciu, z każdym rozdziałem rośnie ciekawość, a niebagatelną rolę
odgrywa szczur o imieniu Pieprz.
ciąg dalszy recenzji:
http://zycieipasje.net/2021/05/szpieg-w-ksiegarni-supercepcja-szosty-zmysl-katarzyna-gacek-recenzja/#more-13895
niedziela, 31 stycznia 2021
"Sekret mojego męża" Liane Moriarty
W powieści australijskiej pisarki w intrygujący sposób splatają się trzy wątki skoncentrowane wokół postaci Cecilii, Tess i Rachel. To opowieść o stracie, zdradzie, zbrodni, odpowiedzialności, poczuciu winy… i nie tylko. Ważny jest w niej motyw muru berlińskiego, a akcja rozgrywa się przed Wielkanocą. Nie dziwię się, że Liane Moriarty nazywana jest mistrzynią prozy psychologicznej.
Wyobraź sobie, że znajdujesz list,
zaadresowany do ciebie, z adnotacją, że masz go otworzyć po śmierci
nadawcy. Tymczasem ten nadawca, twój mąż tudzież inna bliska osoba, żyje
i ma się świetnie. Co zwycięży: ciekawość czy lojalność?
Z takim dylematem zmierzyła się Cecilia, na co dzień perfekcyjnie
zorganizowana żona, matka i pani domu, konsultantka znanej branży
pojemników na żywność, aktywna w radzie szkolnej. Czy otworzyła “puszkę
Pandory”? Co położyła na szali sprawiedliwości?
Wyobraź sobie, że dwoje bliskich ci osób oznajmia ci coś, co sprawia, że
twoje dotychczasowe życie i zaufanie do nich legło w gruzach? Co
zrobisz? Tess zabrała syna i przeniosła się do matki, która akurat
potrzebowała opieki po wypadku – to jednak przecież tylko tymczasowe i w
sumie żadne rozwiązanie, trzeba podjąć konkretne decyzje. Wtedy jednak
pojawia się ważna osoba z dawnych czasów i nowa perspektywa.
Jeszcze jedna sytuacja – twoja najbliższa rodzina (dzieci i wnuki)
wyjeżdżają za ocean, zostawiając cię z samotnością, wspomnieniami,
rozważaniami – co by było, gdyby.. Jak się w tym odnajdziesz? Rachel ma
naprawdę ciężki orzech do zgryzienia: nigdy nie odetnie się od
przeszłości, nie spocznie, póki morderca jej córki nie poniesie kary.
Tymczasem niezbadane są ścieżki losu…
(...)
Całość mojej recenzji:
środa, 30 grudnia 2020
"Historia amuletu" Edith Nesbit
czwartek, 29 października 2020
"Kobiety z Vardø" Kiran Millwood Hargrave,
Recenzja ukazała się tutaj:
http://zycieipasje.net/2020/10/szpieg-w-ksiegarni-kobiety-z-vardo-kiran-milwood-hargrave-recenzja/
![]() |
| wydawnictwo Znak LiteraNova 2020 |
Wściekłość i wrzask. Nie chodzi jednak o tytuł powieści W. Faulknera. To najkrótsze podsumowanie moich odczuć po lekturze “Kobiet z Vardø “, książki opartej na faktach, opowiadającej o procesach “czarownic”, jakie miały miejsce na północy Norwegii w XVII wieku. Absurdalność zarzutów postawionych kobietom oraz sposób ich traktowania budzi oburzenie, którego nie sposób wyrazić. Nad tą powieścią nie można przejść obojętnie. Zwłaszcza, że łatwo dostrzec, iż w pewnych aspektach nic się nie zmieniło nawet przez czterysta lat.
Kobiety z Vardø to pierwsza powieść dla dorosłych napisana przez brytyjską pisarkę i poetkę, Kiran Millwood Hargrave, której Dziewczynka z atramentu i gwiazd została nagrodzona m.in. British Book Award w kategorii literatury dziecięcej, a kolejne powieści dla młodych czytelników również były docenione.
Kanwą utworu są wydarzenia historyczne –
akcja dzieje się w latach 1617-1619 na najdalej wysuniętym na północ
krańcu Norwegii. Za panowania króla Chrystiana IV w XVII w. wprowadzono
rozporządzenia prawne wymierzone przeciwko rdzennej ludności, w
rzekome “czary”, sankcjonujące prześladowania. Skazano i spalono na
stosie 91 osób. Procesy zostały udokumentowane, pokłosiem prac
badawczych są książki np. “Witchcraft Trials in Finnmark in Northern
Norway” dr Liv Helene Willumsen. Upamiętnia je umieszczona na wyspie
Vardø instalacja P.Zumthora i L. Bourgeois, która zainspirowała Kiran
Millwood Hargrave do napisana powieści.
Jak wspomina autorka w posłowiu – książka poświęcona jest nie tyle samym
procesom, ile okolicznościom, które mogły do nich doprowadzić. “Pisząc z
perspektywy czterystu lat odnajdywałam wiele podobieństw między tak
różnymi epokami jak wiek siedemnasty i nasz” – stwierdza – “Ta opowieść
mówi o ludziach i o tym, jak żyli” ( s. 393).
O tak, te podobieństwa są zaskakujące.
Tym samym powieść nabiera uniwersalnej wymowy. To bowiem nie tylko
historia kobiet z rybackiej osady, które po stracie – w wyniku nagłego
sztormu – swoich mężów, ojców, synów, braci musiały stawić czoła
przeciwnościom losu i z determinacją walczyć o przetrwanie.
To opowieść o tym, do czego może doprowadzić fanatyzm, ślepe poddawanie
się zasadom, żądza władzy i sławy, a także zawiść i nienawiść. O tym,
jak ważne są solidarność i wzajemne wsparcie w rodzinie oraz w grupie
społecznej. Z przykrością trzeba stwierdzić, że to ich brak przyczynił
się w znacznej mierze do tragedii. To jedne kobiety oskarżyły drugie –
ten fakt wydaje się szczególnie bolesny. Wszystkie, można powiedzieć,
“jechały na tym samym wózku”, ale zazdrość i nienawiść, a także chęć
przypodobania się władzom (komisarzowi, szeryfowi) i pastorowi
popchnęła niektóre z nich ku niecnemu postępkowi.
Ponadto bardzo wyraźnie widoczny jest w powieści problem nierówności
płci, instrumentalne traktowanie kobiet. Współcześnie noszenie przez
kobiety spodni już nie stanowi skandalu, ale nadal bywają one traktowane
gorzej niż mężczyźni, spychane do stereotypowych ról, ich zdanie się
nie liczy, a prawa nie są szanowane.
To także książka o miłości i śmierci, odwiecznej walce dobra ze złem, o
nieuchronnym konflikcie między narzucanym siłą prawem a opartymi na
tradycji zwyczajami.
Wracając do fabuły – choć oparte na
historycznej podstawie, to postaci i wydarzenia są fikcyjne.
Pierwszoplanową bohaterką jest dwudziestoletnia Maren, świeżo upieczona
narzeczona, pełna marzeń i planów. To z jej perspektywy śledzimy
wydarzenia, choć narracja jest trzecioosobowa.
Obserwujemy jej relacje z matką i bratową – z pochodzenia Laponką, ze
starszą przyjaciółką Kristen oraz z innymi kobietami z wioski. Każda
inaczej przeżywała żałobę po stracie najbliższych. Zastanawiały się też
nad tragedią, wypatrywały znaków, rozważały czy wieloryb, który przygnał
ławicę ryb, został zesłany przez Złego, a może ktoś przyzywał diabła?
Koniecznością było, by w sytuacji, gdy w osadzie zostali tylko starcy i
małe dzieci, to kobiety zakasały rękawy, przejęły męskie obowiązki,
podjęły się wyruszania łodzią na połów ryb, hodowania reniferów itp.
Powinny też opiekować się sobą nawzajem. Spotykały się co środę w
dużym domu Fru Olufsdatter, niedoszłej teściowej Maren, na wspólne
robótki, rozmowy i posiłek – coś w stylu Koła Gospodyń Wiejskich. Szybko
jednak wytworzyły się między nimi animozje. Powstał – nazwijmy to
“obóz kościółkowy”, ze złośliwą, zawistną Toril na czele, skupiony
wokół zboru, nowego pastora (w sumie dość biernego człowieka) oraz
nowego komisarza Corneta – wielce bogobojnego, fanatycznego Szkota,
słynącego z polowań na osoby parające się czarami.
Należało zapomnieć o runach, tradycyjnych ludowych figurkach,
zaklinaniu pogody, czy zbieraniu ziół, wszelkie zachowanie odstające od
narzuconych norm było podejrzane i osądzanie. Edykt “O czarach” wszedł w
życie. Niezależność, samodzielność, zaradność i odwaga stały się dla
niektórych mieszkanek Vardo powodem do zguby.
Wraz z komisarzem do Vardo przybyła jego młodziutka żona, Ursa –
niedoświadczona i naiwna, wydana za mąż jak towar; samotna, zagubiona. W
Maren znajduje pomocnicę, nauczycielkę zajęć domowych, a także więcej
niż przyjaciółkę. Z czasem potem rodzi się świadomość uczucia i
pożądania..
Wraz z przewracaniem kolejnym kartek tej
książki narasta oburzenie zachowaniem postaci takich jak komisarz,
szeryf, Toril, matka Maren, rośnie natomiast współczucie dla, Maren,
Diinny, Kristen i innych niesłusznie posądzonych i okrutnie
potraktowanych. Pod koniec akcja przyspiesza i można rzec, że nabiera
rumieńców. Czy można było ocalić uwięzione Norweżki? Kto i czym
zawinił? Czy Dinnie udało się bezpiecznie uciec? Co się wydarzyło w
szopie na łodzie? Jak postąpiła Ursa? Jaką decyzję podjęła Maren?
Trudno tę książkę odłożyć, póki się nie dowiemy.
Oryginalny tytuł brzmi “The mercies”. Miłosierdzie? To wręcz oksymoron w odniesieniu do tej historii, wielka ironia dziejów. Według pastora Bóg okazał miłosierdzie – kobiety ocalały podczas sztormu, przeszły przez trudną próbę. I tu aż prosi się o pytanie, na które nie ma odpowiedzi…. Gdzie był Bóg, gdy płonęły stosy? Czyżby to ludziom zabrakło miłosierdzia?
Proza Kiran Millwood Hargrave jest dość prosta, surowa jak
skandynawski klimat, niemniej sugestywna i poruszająca. Opisy warunków
życia, zajęć, potraw, ubrań, tamtejszej pogody i krajobrazu są
realistyczne. Autorka dba o szczegóły, które obrazują nieraz więcej niż
uczyniłyby to długie opisy. Potrafi oddać emocje bohaterów, zbudować
napięcie.
Kobiety z Vardo to ciekawa, dobrze opowiedziana historia, z
wyrazistymi postaciami, mocno osadzona w realiach historycznych,
uniwersalna, ważna i potrzebna, skłaniająca do refleksji i gorzkiej
konstatacji, że polowanie na czarownice nadal w takiej czy innej wersji
trwa…
Książka wpasowała się z październikowe zdanie wyzwania "Pod hasłem"
środa, 5 lutego 2020
"Motyl i skrzypce" Kristy Cambron - przedpremierowo
![]() |
| wydawnictwo Znak, 2020 r. |
/recenzja ukazała się również na stronie zycieipasje.net oraz lubimyczytac.pl/
| Wydawnictwo Znak Motyl i skrzypce Kristy Cambron przekład:Marcin Sieduszewski Liczba stron: 384 premiera książki: 12 lutego 2020 r. |
wtorek, 20 grudnia 2016
"Anioł do wynajęcia" M. Kordel, czyli nowa, śliczna opowieść wigilijna
![]() |
| Znak 2016 |
Dajcie sobie spokój z Dickensem! Oto pojawiła się nowa "opowieść wigilijna", chwytająca za serce, otulająca kocykiem i podająca kubek cynamonowej herbaty, pomagająca obudzić prawdziwego Ducha Świąt, uwierzyć w miłość, przyjaźń i dobroć. Książka tak piękna, tak świąteczna, że bardziej być nie może!
Urzekła mnie niesamowicie i koniecznie muszę ją Wam polecić.
Magdalena Kordel, autorka m. in. "Uroczyska" i cyklu "Malownicze" tym razem przeszła samą siebie i sprawiła nam wspaniały prezent - akurat idealny pod choinkę. Napisała współczesną baśń, w której znajdziemy wiele ważnych wartości, o których często zapominamy w codziennym życiu, wśród naszych problemów i trosk.
Główna bohaterka, Michalina to jakby skrzyżowanie Dziewczynki z Zapałkami z Kopciuszkiem. Co prawda pantofelka nie zgubiła, ale na początku całej historii nie ma ciepłej kurtki. Jest bezdomna, a jej sytuacja życiowa - skomplikowana. Na szczęście pojawia się dobra wróżka (florystka Gabrysia) a nawet dwie, choć ta druga (Nela) to raczej "jędza", ale taka o złotym sercu. Jest też zła macocha i przystojny książę (Kotula!). Nic nie dzieje się bez powodu. Wszystko ma swój sens.
Oczywiście wszystko dzieje się we współczesnych realiach, z kwiaciarnią, drewnianymi figurkami ze starej szopki, malowaniem bombek i pieczeniem piernika w tle.
Nie mogę wyjawić więcej z fabuły, nie chcę odbierać magii czytania. Zapewniam, że będzie to ciepła, serdeczna, wzruszająca opowieść, znajdziemy tam zarówno gorzkie chwile, jak i zabawne momenty. Oczywiście zakończenie musi być szczęśliwe. Takie książki są jak miód na serce.
"Anioł do wynajęcia" opowiada o ludziach i aniołach, o ziemskich pomocnikach aniołów, o zwykłych cudach, o tym, jak wiele można uczynić wyciągając dłoń ku osobie w potrzebie, o tym, że całego świata nie zbawimy, ale możemy uszczęśliwić choć jedno istnienie. Powieść daje nadzieję, przywraca wiarę w ludzi, wzbogaca, uszlachetnia, przynosi wiele emocji. Na końcu znajdziemy kilka przepisów na świąteczne specjały. Może ktoś zechce z nich skorzystać. Zapowiadają się apetycznie.
Uroku opowieści dodają powtarzane sformułowania np. "I nastał grudzień, dzień trzynasty", "I nastał grudzień. Dzień czternasty".
Dodam jeszcze, że książka ma w sobie coś z klimatu starej dobrej "Jeżycjady" oraz z "Ani z Zielonego Wzgórza". Jeśli ktoś zna Józefa, będzie wiedział, o co chodzi...
środa, 16 września 2015
"Pałac. Biografia intymna" B. Chomątowska
Zapraszam na kilka zdań o jednym z symboli naszej stolicy. /LINK/
niedziela, 8 marca 2015
"Śpiewaj ogrody" P. Huelle
"Śpiewaj ogrody" to powieść rozbrzmiewająca muzyką Wagnera, poezją Rilkego, kaszubską mową pana Bieszka.
Literacki kontrapunkt.
Ogród nie plewiony, w którym różne wątki kwitną.
Kuferek z opowieściami.
Wspomnienia chłopca ( jego własna "partytura życia") - przyczynkiem do snucia opowieści. Bohater po przeprowadzce, po paru latach powraca do domu, w którym się wychowywał, mieszkająca tam nadal pani Greta, Niemka -opowiada.
Dzieje małżeństwa Grety z Ernestem Teodorem von Hoffmannem.
Historia odnalezienia opery Wagnera "Szczurołap... i jej rekonstrukcji. Kompozycja Pieśń dla Grety na podstawie poezji Rilkego.
"Dziennik Francuza" - pamiętniki Francoise'a Venancourta, ongiś zamieszkującego posesję przy Polankach (Dom Hoffmanów); zbrodnie sprzed lat /ten wątek znacznie ubarwia fabułę/
Sopocka Scena.
Przedwojenne niepokoje i wojenna zawierucha.
Altowiolista Fox.
Ojciec bohatera i pan Bieszke.
Szczury.
Kaszubskie obyczaje.
Wielokulturowość.
Wolne Miasto Gdańsk.
Muzyka. Miłość. Przyjaźń. Pasja. Pamięć.
Proza misterna, kunsztowna, poważna, trudna, wymagająca skupienia, a mimo to wciągająca. Przenosząca czytelnika w opisywane miejsca i czasy.
Są głosy, że to powieść przegadana, ciężkostrawna, że bigos... Mi akurat smakowało :-)
Tylko okładka jednak nie bardzo mi pasowała... Sama w sobie ładna, ale po przeczytaniu książki, stwierdziłam, że jest zbyt lekka w odniesieniu do treści.
Na pewno nie do każdego trafi taki styl. To jednak coś zupełnie innego niż "Weiser Dawidek" - chyba najbardziej znana i lubiana powieść Huellego.
Przede mną jeszcze "Ostatnia wieczerza" - już ładnych kilka lat okupująca miejsce na regale.
wtorek, 11 listopada 2014
Z ziemi japońskiej do Polski (M. Bruczkowski "Powrót niedoskonały")
W powieści mowa o powrocie do Ojczyzny, o czuciu się Polakiem, o byciu obcym....
Do tego paru oryginalnych osobników , ludzi pozytywnie zakręconych , pracujących w tajemniczej "Antykowni" ;-)
Specyficzny humor, ironia.
Dla miłośników prozy Gajdzina, ale nie tylko...
Zapraszam tam: /klik/
wtorek, 5 sierpnia 2014
Malowniczo!
Na nasz wakacyjny ( co prawda krótki, ale jak się okazało - bardzo udany!) wyjazd do Rabki chciałam zabrać książkę lekką ( nie w twardej oprawie ;-) i przyjemną, jakąś powieść obyczajową, coś z tzw. "literatury kobiecej". Miałam mały dylemat, ale w końcu padło na... "Malownicze. Wymarzony dom" Magdaleny Kordel, przesympatycznej autorki, która "za górami, za lasami..." bloguje i wydaje zbiory opowiadań z czytelnikami. Z pewnością jest to kawał dobrej prozy obyczajowej i warto uwzględnić fikcyjne Malownicze na swojej czytelniczej mapie. Widocznie u mnie ta powieść nie trafiła na swój wymarzony czas.
wtorek, 22 kwietnia 2014
Dwóch panów z Brukseli, nie licząc psa, czyli "Małżeństwo we troje" E.-E. Schmitta
Niedawno bardzo pozytywnie odebrałam "Tajemnicę pani Ming", następnie złowiłam w bibliotece "Małżeństwo we troje". Z tego zbioru opowiadań też jestem niezwykle zadowolona. Co więcej, udało mi się wychwycić wspólny mianownik tych kilku tekstów, bo trzeba wiedzieć, że wbrew pozorom, mimo swej różnorodności tworzą spójną całość.
Lekcja tolerancji, altruizmu. Zupełnie inne spojrzenie na kontrowersyjne sprawy.
Korzystając zatem z wiarygodnych źródeł podaję, iż dominantę w niniejszym tomie stanowią:
- motyw ukrytej architektury
- konieczna mediacja
- symboliczne wcielenie.
Ponadto wszystkie teksty tak czy owak są o miłości, co też świadczy o spójności zbioru.
E.-E. Schmitt znakomicie snuje swoje "opowieści o niewidzialnym", o "najważniejszym", porusza trudne tematy, stawia pytania, intryguje, wzbudza emocje. Jest wyrafinowany w swej prostocie, subtelnie malując różnobarwny obraz relacji międzyludzkich.
środa, 5 marca 2014
Ping, ping! Tajemnica pani Ming!
![]() | ||
| ZNAK 2014 |
Zapraszam do zgłębiania chińskich tajemnic z francuskim filozofem - w Szufladzie.
Pozdrawiam.
A.









