Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lipca 2024

"Matka Polka sika w krzakach. Przygody z dzieckiem w mieście wysokich krawężników, nieczynnych toalet i zepsutych wind" Monika Pastuszko

 

Bierzcie i czytajcie to wszyscy, to jest bowiem szczera prawda, oparta na doświadczeniach i obserwacjach, podparta lekturami i faktami. Książka konkretna, wnikliwa, a jednocześnie napisana w lekkim, zabawnym stylu. Miałam przyjemność słuchać audiobooka  - czyta mistrzowsko Magda Karel, moja ulubiona lektorka.
 
Monika Pastuszko - kulturoznawczyni, społeczniczka, członkini Stowarzyszenia Kulturotwórczego Nie Z Tej Bajki, autorka "Bloga w budowie" oraz artykułów w "Krytyce politycznej", "Wysokich Obcasach". Zajmowała się historią społeczną Ostrowca Świętokrzyskiego, zwłaszcza historią społeczności żydowskiej. Ale nie tylko.  Sama o sobie pisze: "
Człowiek od miasta i słów. Antropolożka miasta, mama, rowerzystka". Mieszka w Warszawie, podróżuje.
Zadebiutowała książką "Matka Polka sika w krzakach" i mam nadzieję, że dzięki niej poruszy 'trybiki" w naszych głowach i zasieje ziarno zmian w przyszłości ( bo w sferze urbanistyki, architektury, prawa, edukacji... jest wiele do zrobienia).
Liczę też, że kiedyś wyjdą kolejne publikacje jej autorstwa, albowiem - moim zdaniem - ma świetne i pióro i poczucie humoru, bogatą wiedzę, cechuje ją empatia, wnikliwość, otwartość, ciekawość świata i ludzi.

 Autorka
porusza szereg tematów, na które baczniej zwróciła uwagę, gdy została matką, a mianowicie: trudności w funkcjonowaniu rodzica  z niemowlęciem czy małym dzieckiem w przestrzeni miejskiej i komunikacji publicznej. M.in. brak toalet, przewijaków, ławek, wysokie krawężniki, schody, specyfika placów zabaw, zaśnieżone chodniki, smog, brak społecznej tolerancji wobec karmienia piersią, czy naturalnego zachowywania się maluchów (potrzeba ruchu, płacz itp.) Mowa także o jeździe na rowerze w ciąży, adaptacji w żłobku, urlopie macierzyńskim, dyskryminacji mężczyzn, problemach mieszkaniowych. Spektrum zagadnień jest szerokie i w sumie chyba każdy znajdzie coś dla siebie, z czym się utożsamia, czego doświadczył, czy zaobserwował.  Nie zliczę, ile razy kiwałam głową w ramach zgodności z autorką. No, może tylko oprócz taplania się w fontannach, ale to już taka moja subiektywna sprawa.

Okazuje się, że polskie miasta niezbyt są przyjazne dzieciom, ale nie tylko, bo przecież z różnymi niedogodnościami borykają się także osoby starsze, chore, niepełnosprawne. Zatem mamy do czynienia ze znacznie szerszym zjawiskiem i to od nas zależy,  jak będziemy projektować, organizować przestrzeń, tak, aby uniknąć wykluczeń i ograniczeń. Pierwszy krok - to uświadomić sobie istnienie problemu, a potem - działać.


Monika Pastuszko odwołuje się do własnych doświadczeń, ale także przytacza głosy innych matek.
Zabiera nas na wędrówki po Warszawie, Ostrowcu, Austrii., na podróże pociągiem, metrem, rowerem.
Porównuje jak wygląda sytuacja w innych krajach np. Holandii.
Zwraca uwagę na zapotrzebowanie na wodę w przestrzeni miejskiej ( fontanny, wodne place zabaw) oraz miejsca do swobodnej działalności i zabawy dzieci.
Dzieli się anegdotami z życia wziętymi. Spod śmiechu, ironii wyłania się jednak gorzkawa prawda o tym jak jest, a jak powinno być.
Nawiązuje do "Niewidzialnych kobiet" Caroline Perez.

Spotkałam się z opinią, że to wydumane, wyolbrzymione problemy  Matki Polki. Cóż, punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Ciekawa jestem, co powie autorka tej opinii, gdy dopadną ją krępujące "problemy toaletowe" w środku miasta, czy skomplikowana sytuacja z dzieckiem w roli głównej.


Książka "Matka Polka sika w krzakach" spełnia kilka funkcji:  wspiera, uświadamia, uczy i bawi.  Autorka prezentuje szczerze, z empatią  i humorem. macierzyństwo bez lukru, za to na luzie, na rowerze i spacerze. Bardzo mi się podobało  i mam ochotę na papierowy egzemplarz.


niedziela, 20 grudnia 2020

Zbigniew Rokita "Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku"

 

Wydawnictwo Czarne 2020



Jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku - ciekawa, ambitna, łącząca osobistą opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości i korzeni z reportażem / esejem o specyfice Górnego Śląska i śląskości. To cenna i wartościowa lektura zarówno dla osób mieszkających, czy pochodzących ze Śląska, jak i dla tych, zupełnie z tym regionem nie związanych , pozwalająca uświadomić sobie wiele historycznych i socjologicznych faktów.

Czytałam ją z czystego zainteresowania tematyką śląską, mam za sobą "Czarny ogród" Małgorzaty Szejnert, "Piątą stronę świata" Kazimierza Kutza, w dzieciństwie wertowałam "Bery śmieszne i ucieszne" opracowane przez Dorotę Simonides  -  to jednak kropla w morzu.
Z przyjemnością sięgam po publikacje z serii Sulina, których autorzy "przekraczają granice geograficzne, kulturowe, mentalne", prezentują treści w ujęciu antropologicznym, etnicznym, historycznym, uważnie badają znane i mniej znane  miejsca w Polsce i całej Europie, opowiadają o pograniczach i peryferiach.

Zbigniew Rokita zgrabnie połączył własną rodzinną historię z ogólnym analizowaniem śląskości i różnych problemów związanych z Górnym Śląskiem. Opowiedział o skomplikowanej przeszłości i trudnej teraźniejszości, o niejasnym statusie mieszkańców, o pamięci, o granicach i takim "pomiędzy".
Czym jest ta "śląskość"? Kim są Ślązacy? Co my właściwie wiemy o Śląsku?
Okazuje się, że niewiele (mam tu na myśli takich laików jak ja, szkolna wiedza w sumie ma się nijak do złożoności tego zagadnienia). Jak ma się historyczny Górny Śląsk do  terenu obecnego województwa śląskiego? Jak to było powstaniami i plebiscytem? Czy możliwa była/jest autonomia Śląska? Jak czuli się mieszkańcy, którym nakazano deklarować narodowość i dokonywać wyborów? Jaki status mają Ślązacy i ich język we współczesnej Polsce?

"Nie przekraczaliśmy granic, to one nas przekraczały" - mówi Ketzler, miejscowy Niemiec, jeden z rozmówców - "Moi przodkowie nie przyjechali tu jako okupanci, przyjechali w XVIII wieku, bo pruski król zaprosił na Śląsk rzemieślników. Jesteśmy obywatelami Polski, a przy tym jesteśmy narodowości niemieckiej. Jesteśmy u siebie, nie w jakiejś tam diasporze. Chcemy być traktowani jak ktoś, kto tu był i został. Bo kto mi da gwarancję, że za sto lat nie będzie tu innego państwa?" ( s. 186)
Bardzo trafne i wymowne to słowa.

Autor dzieli się osobistymi poszukiwaniami i  rozważaniami: "Czuję sie i Polakiem, i Ślązakiem. Tym drugim od kilku lat. I szukam odpowiedzi, czym jest ta śląskość. Może czyśćcem? Poczuciem odrębności od polskości i niemieckości, zawieszeniem między nimi. I ja teraz obserwuję, jak ta śląskość się tworzy. Pojawiają się pisarze, trwają dyskusje, spory, z roku na rok to się rozwija." ( s. 193)

Troszkę irytujący bywał styl tej książki, momentami zbyt podręcznikowy albo zbyt potoczny, dygresyjny, autor przeskakiwał tak jakby między snuciem pięknej opowieści (momentami nawet trafiały poetyckie zdania, weźmy pierwsze: “Moi przodkowie użyźniali sobą dzieje. Dzieje się na nich pasły i rosły tłuste i obłe” s. 13) ) a artykułem prasowym. Nie wpływa to jednak aż tak znacząco na odbiór całości. Bo tak jak Górny Śląsk jest niejednorodny i skomplikowany, to i opowieść o nim nie może być jednolita.
Rokita nam ten Śląsk przybliża, odczarowuje, odziera z mitów i fałszywych przekonań.


 




środa, 9 października 2019

Jest, jest... "Nie ma" - recenzja audiobooka

Łącząc przyjemne z pożytecznym wysłuchałam audiobooka z książką Mariusza Szczygła. Cieszy mnie niezmiernie fakt, iż autor został uhonorowany Literacką Nagrodą Nike oraz Nagrodą Czytelników.
Spotkałam się z różnymi opiniami na temat zbioru "Nie ma", dla mnie była to ciekawa i zaskakująca  swą różnorodnością publikacja.  Lektorzy spisali się na medal.
Oto link do mojej recenzji:

http://zycieipasje.net/2019/10/07/poczytaj-mi-na-ucho-nie-ma-mariusz-szczygiel-recenzja-audiobooka/

Lektura "na ucho" wpisuje się w październikową Trójkę E-pik
.
Kategorie:
imienniczka (autorka/główna bohaterka o takim samym imieniu, jak moje)
 tajemnica/zagadka w tytule 
tytuł zawierający "nie" (nie tylko jako zaprzeczenie, ale też cząstka wyrazu)

Storybox.pl 2019

środa, 16 września 2015

"Pałac. Biografia intymna" B. Chomątowska

I znów biografia! Ostatnio czytam je na pęczki ;-) Tym razem jednak bohaterem jest słynna, choć nie przez wszystkich lubiana budowla...

Zapraszam na kilka zdań o jednym z symboli naszej stolicy. /LINK/

poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Najlepsze buty na świecie" - reportaże

Można pokusić się o stwierdzenie, iż polska literatura reportażem stoi. Świadczy o tym chociażby wydana pod redakcją M. Szczygła „100/XX. Antologia polskiego reportażu”, czy niesłabnąca popularność książek H. Krall, R. Kapuścińskiego,  M. Szejnert, W. Tochmana  i wielu innych znakomitych reportażystów.  Wydawnictwo Czarne wręcz specjalizuje się w tym gatunku, w ramach serii publikując coraz to nowsze teksty. Tym razem do rąk czytelników trafił zbiór „Najlepsze buty na świecie” Michała Olszewskiego. (...)(więcej - tutaj)

niedziela, 4 maja 2014

"Serce narodu koło przystanku" W. Nowak

  •  
    Okładka książki Serce narodu koło przystanku
    Włodzimierz Nowak, Serce narodu koło przystanku, Wyd. Czarne 2009
Ach, reportaż, ach reportaż...! Ach, co za pejzaż...
... można by zanucić na melodię zapomnianej ( no ręka w górę, kto kojarzy) piosenki Danuty Stankiewicz.
Zacząć też można od  przytoczenia słów Teresy Torańskiej z noty na okładce: "Bo z Nowakiem warto podróżować." Niełatwe, ale wartościowe te wędrówki.
  •  Na reportaże zawsze jestem łasa. Ten tomik wpadł mi w ręce dość przypadkowo. Szukając czegoś  tam innego w sieci znalazłam informację o artykule pt. "Końskie idą do Europy" i po nitce do kłębka trafiłam na niniejszy zbiór. Na szczęście był w lokalnej bibliotece.
  • Włodzimierz Nowak - reporter Gazety Wyborczej, laureat licznych nagród dziennikarskich, nominacja do Nike ("Obwód głowy" - zbiór polsko-niemieckich reportaży).
  • "Serce narodu..." to zbiór tekstów z lat 1998-2009.
  • Z noty: "[W. N.] Chodzi samotnie ścieżkami, które wiodą przez nie zawsze piękne okolice, i szuka miejsc, gdzie bije "serce narodu".
    "Z ich [bohaterów rep.] przeciętności maluje przejmujące, dramatyczne obrazy,a z codzienności i z drobnych z pozoru wydarzeń z wielkim talentem tworzy historię ostatnich dziesięciu lat".
  • Z opinii Muńka Staszczyka: "Mistrzostwo reportażu zabarwione literackim kolorem z najwyższej półki, gdzie ludzka tragedia miesza się z komedią", "cenna prawda o współczesnej Polsce".
    Nic dodać, nic ująć, zgadzam się zupełnie.
  • O czym zatem pisze W. Nowak?
    O pakerach z siłowni, o "trzaskaniu" samochodów i wyłudzaniu ubezpieczeń, o Polakach na Greenpoincie, o mieszkańcach byłych pegeerów, o tragicznym wypadku w fabryce cukierków, o samotnych matkach, o młodocianych samobójcach, o dzikich krowach, o społeczniku roku- kobiecie, która motywuje do życia niepełnosprawnych, o tym, jak się mieszka w Oświęcimiu i Kamienicy Polskiej.O ludziach prostych, zwykłych, pasjonatach i nieszczęśnikach. O biedzie, krzywdzie, poświęceniu. O prowincji, o naszej polskiej rzeczywistości, gdzie trochę jest tak jak w filmach Barei, a trochę tak, że serce się kraje...
  • Tekst "Końskie idą do Europy" (2002) - mieszkam tu od 5 lat, niesamowite wrażenie czytać o znajomych  miejscach, o  ludziach, których  znam ze słyszenia (najwięcej)/ z widzenia/ a nawet osobiście. Reporter spędził w Końskich miesiąc, słuchał "mędrców" wygrzewających się na słonku na skwerku przed Kościołem Św. Mikołaja, korzystał z "Zarysu dziejów" pod red. M. Wikiery. Opisał sprawy polityczne, socjologiczne, kryminalne (krew w żyłach mrożące, prawdę mówiąc), przemysł gł. odlewniczy, branżę muzyczną ( np. P. Salata, Sweet Combo, K. Gaertner, DJ -Feel-X) - sporo treści udało się skondensować w jednym reportażu!
    Wiele się dowiedziałam na temat lokalnej historii.
    Dziwne to miasteczko.
  • Reportaże rzeczowe, treściwe, rzetelne, ich autor pojawia się gdzieniegdzie, ale nie wychodzi ze swej roli reportera. Teksty godne uwagi.

niedziela, 5 stycznia 2014

Cygańskie ścieżki. "Papusza"A. Kuźniak

Po książki Wydawnictwa Czarne sięgam w ciemno, a zwłaszcza po ich reportaże. Są dla mnie gwarancją dobrej lektury, autorskiej rzetelności, znakomitej literatury faktu. 
Od jakiegoś czasu to tu - to tam trafiałam na audycje radiowe na temat osoby i twórczości  cygańskiej poetki Bronisławy Wajs - Papuszy albo na temat powstającego o niej filmu państwa Krazue, czy książki pióra Angeliki Kuźniak. Usłyszane fragmenty nagrań (przejmujące usłyszeć głos Papuszy!), wywiadów i rozmów w studio zakiełkowały chęcią przeczytania wspomnianej wyżej publikacji. Korzystając z zasobów lokalnej biblioteki szybko udało się ten zamiar zrealizować. Czas na kilka słów o wrażeniach z lektury.

Wyd. Czarne 2013

  • Bardzo dobry reportaż, budzący poczucie niedosytu, czy raczej apetytu na obszerniejszą biografię Papuszy w wykonaniu tej samej autorki (kulturoznawczyni, reporterka, laureatka nagrody Grand Press 2009 za wywiad z Hertą Muller, autorka książki o Marlene Dietrich);
  • Publikacja oparta na bogatym materiale źródłowym ( --> bibliografia), zawiera zdjęcia, fragmenty wierszy, listów Papuszy;
  • Oddanie głosu bohaterce (listy, wspomnienia- też z nagrań);
  • Życiorys poetki uwzględnia tło społeczno-kulturowe, oraz historyczno-polityczne, w jakim przyszło jej żyć (obraz cygańskiego życia i folkloru, eksterminacja Romów podczas wojny, tułaczka, akcja osiedlania, opieka zdrowotna itp.);
  • Intrygująca,  ponadprzeciętna, przejmująca osobowość Papuszy - niezwykle wrażliwa, empatyczna, doświadczona przez los, nieszczęśliwa, pokorna, skromna, ale jednocześnie dumna i honorowa, pracowita, obowiązkowa, sprytna, wytrwała i dzielna, oddana rodzinie, zdolna, samouk w zakresie czytania i pisania ( specyficzna ortografia), chęć wiedzy, nauki, poczucie własnej małości, radość życia, przywiązanie do ojczyzny, uwielbienie przyrody, poczucie winy,  piętno zdrady cygańskich tajemnic i spraw, odmienność, alienacja, samotność, wykluczenie, choroba psychiczna, depresja (?), "poetka wyklęta";
  • Wiersze - piosenki, pełne prostoty, emocji, płynące z serca, bliskie natury;
  • Ciekawe wątki ( m.in. znajomość z Jerzym Ficowskim, jego pomoc i praca nad publikacjami  o Cyganach, tłumaczeniem wierszy Papuszy; korespondencja z Tuwimem, przepowiednia - wizja losu Stachury, wątek przybranego syna  zwanego Tarzanem, cena sławy,  status Cyganów w kulturze polskiej ) - inspiracja do dalszych lektur.
  •  Nasuwające się pytanie, co by było, gdyby Papusza żyła w innych czasach, innych warunkach, gdyby miała możliwość szlifować swój talent, kształcić się.
  • Utkwiły mi w pamięci  jeże pieczone w skorupie z gliny - ot, szczegół z cygańskiego życia na skraju nędzy i głodu.
  • Wciągająca, przejmująca, piękna proza; przybliżenie postaci dotąd mało znanej szerokiemu gronu odbiorców, wzbudzenie zainteresowania historią Cyganów na ziemiach polskich.
  • Piątka z plusem dla pani Kuźniak.






niedziela, 29 grudnia 2013

Biblioteczne - hurtem

"Listy na wyczerpanym papierze " Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory 
- zbiór listów  z lat 1964-66, oprócz uczuć zawiera kawałek tamtej epoki

-  piękne, ale na dłuższą metę nużące, wyczerpujące emocjonalnie, jakoś zlewały mi się ze sobą,
- oryginalne- jak na tę dwójkę poetyckich dziwaków przystało - określenia, metafory, zwroty, uroczy i zachwycający styl,
- czułość, tęsknota, rozdarcie wewnętrzne, 
- pytanie o granice między prywatnością korespondencji a literaturą,
- ładnie opracowane przez M. Umer, choć nieraz drażniły mnie przypisy wyjaśniające rzeczy dla mnie oczywiste,
- dużo zdjęć, faksymile listów, notatek, pocztówek, teksty piosenek ww. autorów.

"Ukrainka" B Kosmowska
- Szczerze powiedziawszy, ta powieść średnio mi się podobała. Głównie chyba dlatego, że okazała się  cięższa niż się spodziewałam, zupełnie inna i bardziej skomplikowana niż to sugerowała nota na okładce. Powieść trudna i zapamiętywalna. Warta przeczytania.
- Opowieść o losach ukraińskich emigrantów- muzyków, o ich polskich pracodawcach i ich rodzinach, sąsiadach. Rozproszenie uwagi czytelnika na wiele postaci i problemów.
- Intrygujące pierwsze zdanie. Zakończenie - niespodziewane, jakby przerzucające książkę w inny gatunek, przesuwające punkt ciężkości, a nawet wymowę powieści. W sumie to mi nawet nie zgrzytało, ale jakoś tak dziwnie się zrobiło, mroczno.
- Pani z okładki- wielu czytelnikom nijak nie pasuje- a mi się skojarzyła z matką Mykoły, niespełnioną artystką, a nie z Iwanką - główną bohaterką,
- Znakomity przykład dla  osób poszukujących materiałów dotyczących motywu matki w literaturze współczesnej. Paleta kobiet- matek toksycznych, szereg skomplikowanych relacji z dziećmi. 
-  Motyw muzyczny ( to- wraz z motywem matki - przywodzi na myśl "Cudzoziemkę")
- O samotności, marzeniach zmieszanych z błotem, depresji i innych zaburzeniach, cierpieniu, konfrontacji z brutalną rzeczywistością.


"Gdzieś indziej, gdzieś dalej" Dariusz Czaja
- przepiękne włoskie peregrynacje,  eseje literacko-historyczno-filmowo-muzycznie- podróżnicze,
- seria SULINA, wyd Czarne ( jedna z moich ulubionych )
- autor: antropolog kultury, eseista, recenzent muzyczny, krakauer,
-  rekomendacja z okładki:
"Nie czytajcie słów Czai w pośpiechu. Smakujcie je. Jego eseje łączą w sobie erudycję antropologa, przenikliwość badacza, otwartość podróżnika, wrażliwość estety, słuch muzyka, oczy reportera i język wytrawnego pisarza. Uczta!" ( W. Tochman)
Trudno coś dodać do powyższej opinii, więc może odnośnie treści... Początkowo, czytając robiłam notatki z poszczególnych rozdziałów(!) zatem je tu przepiszę:
O podróży - Podróżujemy nie tylko wtedy, gdy przemieszczamy się w fizycznie w przestrzeni geogr. , "Podróż, choć da się ją bez wątpienia kartograficznie obrysować i precyzyjnie zaznaczyć w kalendarzu, wykracza poza tempus praesens rzeczywistej wędrówki";
 "Każda podróż zaczyna się od oczekiwania, od jakiejś  wizji tego, co chcemy zobaczyć" (przygotowania, studiowanie przewodników, map, kreślenie tras  - to tez element podróży), "Podróż, by nabrała kształtów, by zaczęła realnie znaczyć, musi zostać - w ten czy inny sposób opowiedziana". ("obrysowanie słowem");"Podróż antycypowana ma, jako swój rewers podróż wspominaną. I myślę, że ta właściwa podróż zaczyna się (zaczyna po raz trzeci) właśnie po powrocie do domu".
O wymiarach pamięci - kreacyjna i niszczycielska siła, selektywność; P. Matvejevic "Inna Wenecja" - ożywił spojrzenie na to miasto; esej R. Bartha o włoskim doświadczeniu Stendhala, tytuł książki Czai zaczerpnięty z akapitu rozpoczynajacego ów esej.
Góra Św. Anioła - rozdział z angelologią w tle; Gregorovius - XIX w. historyk - o św. Michale Archaniole, różne spojrzenia na tę postać.
Dzienniki  motocyklowe - P. Muratow "Obrazy Włoch" + osobny tekst o podróży do Apulii; środek lokomocji - niespieszność podróży - ma wpływ na wrażenia i opis; precyzyjny język opisu, liryczna wrażliwość,, atencja dla szczegółu.
Zmęczony - S. Tarkowski (reżyser) porównanie jego lakonicznych zapisków z dziennika i jego obrazów filmowych dot. Apulii; uwieczniona zwyczajność; chęć poznania prawdziwego życia, nie zwiedzania.

Dalej już nie notowałam, a było m. in.  o historiozofii i psie, kolosie z brązu, bitwie pod Kannami, tajemniczym zamku Castel del Monte, księciu di Venosa, tarantelli.....

Piękne, wartościowe eseje, godne polecenia nie tylko italianofilom i antropologom.

"14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji" Igor T. Miecik
- wyborne reportaże wyd. Czarne, 
- teksty publikowane już wcześniej w "Polityce",
-  m.in. o podróżowaniu koleją transsyberyjską,  o tragedii okrętu Kursk,  o wyborach miss w kolonii karnej, o korpusie kadetów, młodzieżowej organizacji "Nasi",  o mieszkańcach tzw. "Domu Rządu", rodzinach  z Biesłanu,
- suchy, rzeczowy styl,  ukazane samo sedno,
- współczesna Rosja w obrazach rysowanych twardą, ostrą kreską.


 Z bibliotecznych lektur mam jeszcze za sobą "Papuszę"  - o niej napiszę osobno, prawdopodobnie już i tuż po Nowym Roku. Skrobnę też słowo o "Ptakowcu" Osieckiej.

Tymczasem!

niedziela, 4 sierpnia 2013

Czeski eden z piekła rodem

 "Jestem niechlujnym czechofilem, ta książka nie jest kompetentnym przewodnikiem ani po kulturze czeskiej, ani po Czechach.
Nie jest obiektywna.
Nie rości sobie pretensji do niczego.

Jest wyłącznie tym, co mnie zafascynowało przez ostatnich dziesięć lat, od kiedy pierwszy raz przyjechałem do tego kraju. Jest notatką z lektur i spotkań z ludźmi, których chciałem tam spotkać."
( M. Szczygieł, Zrób sobie raj, Wyd. Czarne 2011, s.7)


 Jeśli tak jak J. L. Borges wyobrażamy sobie raj pod postacią biblioteki, to na rajskich półkach  nie może zabraknąć - moim zdaniem - książek Mariusza Szczygła, zwłaszcza tej o znamiennym tytule.
Nie jestem czechofilem, nawet takim niechlujnym, jednak nie mogę powiedzieć, by literatura i ogólnie kultura czeska były mi całkowicie obojętne. Zetknęłam się - przeważnie z pozytywnymi wrażeniami -  z twórczością kilku  tamtejszych pisarzy  (B. Nemcova, F. Kafka, B. Hrabal, M. Kundera, H. Pavlowska), z sentymentem wspominam animowane bajki produkcji czechosłowackiej, lubię klimat filmów w reżyserii P. Zelenki.
Gdybym miała wskazać jakąś charakterystyczną cechę kultury, czy sztuki czeskiej, wymieniłabym specyficzne poczucie humoru, swoistą absurdalność, dziwactwo, czy raczej skłonność do dziwaczenia. W tym   szaleństwie,  zresztą zwyczajnym, jednak jest metoda. Coś co przyciąga, fascynuje, pomaga trwać.
W "Zrób sobie raj " przeczytałam  m. in. o nurcie fekalizmu w twórczości Egona Bondy, ekscentrycznym fotografie Janie Saudku, kontrowersyjnych rzeźbach Davida Cernego, przyczynach i konsekwencjach czeskiego ateizmu, wietnamskiej mistyfikacji literackiej, najzabawniejszej kobiecie w Republice Czeskiej,  o nieodebieranych urnach z prochami zmarłych, a także o tym, że życie bez patosu i sztucznego bohaterstwa jest możliwe, a nawet całkiem znośne.
W nocie na okładce podano, że książka łączy pamiętnik z esejem, felietonem i reportażem. Rzeczywiście Mariusz Szczygieł stworzył taki konglomerat, a uczynił to pisząc ze swadą, konkretnie, niekiedy ironicznie, całościowo bardzo naturalnie, bez wymądrzania się, często oddając pole swoim rozmówcom i wydarzeniom, jak to na reportażową publikację przystało.
Podobało mi się bardzo i niesamowicie przyjemnie, szybko czytało. Na pewno nie poprzestanę na jednej  książce tego autora, i tak już dawno miałam w planach "Gottland" - nagrodzony m.in.  Nike Czytelników w 2007 r. i Europejską Nagrodą Literacką w 2009 r.
Poniekąd czynię wstęp do bliższego zapoznania się z literaturą czeską. Na półce czekają zbiór "Opowiadacze. Nie tylko Hrabal" oraz "Śmierć pięknych saren" Oty Pavla.
Co jeszcze polecacie (oprócz tzw. klasyki typu Hrabal, Kundera, Hasek ze swoim słynnym wojakiem)?

piątek, 19 października 2012

W Afryce z Budrewiczem

O. Budrewicz, Równoleżnik zero,
PWN 2010
 Kiedyś w teleturnieju "Postaw na milion" padło pytanie, kto z wymienionych podróżników/reporterów wydał najwięcej książek? Do wyboru były - o ile dobrze pamiętam - takie nazwiska: Wojciech Cejrowski, Olgierd Budrewicz, Beata Pawlikowska, Arkady Fiedler. Nie wiem, na co postawili zawodnicy, ale prawidłowa odpowiedź to 'Budrewicz'. Dziennikarz, pisarz, podróżnik, publicysta o pokaźnym dorobku twórczym.  
Autor wielu reportaży zagranicznych wydanych w kilkudziesięciu książkach, programów telewizyjnych, scenariuszy i komentarzy do dokumentów filmowych. Twórca publicystyki poświęconej zagadnieniom polonijnym przewodników, publikacji podróżniczych. Autor wydawnictw poświęconych historii i współczesności Warszawy, artykułów, felietonów, szkiców i esejów dotyczących tematyki varsavianistycznej/ podaję za Wikipedią/.

"Równoleżnik zero" trafił do mojej biblioteczki jako nagroda w konkursie i pewnie długo czekałby w kolejce do przeczytania, albo i nie doczekałby się nawet, gdyby nie zadanie z pażdziernikowej Trójki E-pik -literatura przygodowa/podróżnicza. Nie przyszło mi jakoś do głowy potraktować oddzielnie te przymiotniki i zupełnie nie szukałam na półkach niczego przygodowego, a zastanawiałam się nad lekturą przygodowo-podróżniczą,  z naciskiem na podróżniczą, której w swoich zasobach raczej nie posiadam. Przypomniałam sobie jednak o Budrewiczu.

Książka opatrzona logo serii "Odkrywanie świata" zawiera obszerny reportaż z podróży dziennikarza po Afryce wydany po raz pierwszy w 1964 roku. Składa się z trzech części;: Kongo Leopoldville, Kongo Brazaville, Burundi i Rwanda. We wstępie autor zaznacza, że wiele się zmieniło od tamtych czasów (np. sytuacja polityczna państw afrykańskich) i nazywa tekst prezentowany czytenikom wspomnieniem przygody na Czarnym Lądzie. Rzeczywiście da się zauważyć pewną nieaktualność opisywanych treści. Przyznam też, że fragmentami nie czytałam zbytnio uważnie, albowiem nieszczególnie mnie interesuje historia, gospodarka krajów Afryki. Czasem jednak Budrewicz przykuwał moją uwagę żywym językiem, humorem, anegdotą, reporterskim ujęciem otaczającej go rzeczywistości, a także literackimi nawiązaniami -głównie do "Jądra ciemności " J. Conrada. Z ciekawością czytałam o polowaniu na krokodyle, spływie rzeką, przedzieraniu się przez dżunglę, o Pigmejach,  polskich lekarzach na kongijskiej ziemi. Poznałam legendarną postać polskiego myśliwego, łowcy krokodyli Stanisława Hempla oraz jego dzielnej partnerki Iwony. Obejrzałam czarno - białe fotografie. Była to podróż w czasie i przestrzeni, do Afryki lat 60-tych XX wieku. Niby czasy nie tak odległe, ale jakże inne...

W sumie to jakoś specjalnie zachwycona tą lekturą nie jestem. Wolałabym przypomnieć sobie "Przygody Tomka na Czarnym Lądzie" A. Szklarskiego. Niestety, nie mam na podorędziu.

czwartek, 11 października 2012

O "Szkicach spod Monte Cassino" M. Wańkowicza

M. Wańkowicz, Szkice spod Monte Cassino,
Wiedza Powszechna 1982 (wydanie VIII)
"Szkice spod Monte Cassino" zostały wydane jako 143 tom serii Biblioteka Wiedzy Współczesnej Omega pod patronatem PAN, stanowią skróconą wersję dzieła "Bitwa o Monte  Cassino" - obszernego reportażu wojennego. Adaptacji dokonał sam autor, i jak podkreśla w przedmowie - skrócił  momenty operacyjne na rzecz ustępów towarzyszących bitwie. Tym sposobem przystosował tekst na potrzeby powszechnego odbiorcy.

Po raz pierwszy spotkałam się z prozą  Melchiora Wańkowicza  i żałuję, że tak późno. Niewielka książeczka przyniosła mi podwójną korzyść - wiedzę historyczną oraz przyjemność czytania płynącą z języka, jakim operuje autor. 
Podręczniki historii zazwyczaj podają suche fakty, daty, miejsca, nazwiska, liczby. Opisują przyczyny, przebieg i skutki wojen. Wańkowicz jako dziennikarz, korespondent wojenny przy II Korpusie Polskim  widział niejako wszystko od kuchni i te kulisy frontu starał się pokazać w swojej relacji. Opisał na przykład jak wyglądało zaopatrywanie wojska w żywność i amunicję w ekstremalnie trudnym górskim terenie, przygotowywanie dróg przez saperów, działania transportowe pod ostrzałem wroga. Nie wyobrażalne, ile kursów, ile kilometrów musiały przebyć ciężarówki, łaziki i głównie muły przenoszące potrzebne rzeczy. Pokazywał ludzki (a zarazem nieludzki) wysiłek, poświęcenie, heroizm, patriotyzm, ogromną wolę przetrwania, dramatyczne cierpienie. Nieraz choćby krótką a dobitną wzmianką uwieczniał na kartach historii nazwisko danego żołnierza.

Nad niektórymi akapitami (typowe działania operacyjne wojska) przemykałam wzrokiem, inne czytałam z zapartym tchem, ze ściskiem w środku. Brutalne, turpistyczne obrazy - cóż, taka jest wojna. Reporter nie unika szczegółów w opisywaniu rannych i ofiar śmiertelnych.
Uwagę zwraca plastyczny, metaforyczny obraz atakowania organizmu przez bakterie dostające się do rany np."Szły esowatymi zagonami łańcuszkowce, szły grupami szturmowymi - po cztery, po sześć, po osiem - paciorkowce. Szły liczne ich szczepy, niektóre współwspierając się, inne współwalcząc ze sobą. Szedł licznym klanem najczęstszy  - gronkowiec złocisty. (...) Gęstym murem przeciwko nim zbiły się tuż za strupem zmobilizowane leukocyty...". Nasunęło mi się skojarzenie z serialem animowanym pt. Było sobie życie.

Sprawozdawca, rzetelny w gromadzeniu danych dotyczących bitwy, np. topografii terenu, czy formacji wojskowych, przybiera czasami maskę poety. Formułuje spostrzeżenia z wyjątkową wrażliwością, poetycko. Dla przykładu:
"Przyszedł maj i ziemia nieuprawna przez wojnę pokryła się makami. Maki czerwienią pokrywały każdy załomek gruntu. Nocą słowiki wydzierały się jak oszalałe. Roje świetlików pokrywały stocza płonącymi nitkami. Wyżej świetlne pociski żłobiły niebo. Trupy i maki, słowiki i wycie nebelwerferów, świetliki i świetlne pociski - tworzyły misterium, w którym nad zaklęśniętymi w głazach, miękkociałymi istnieniami chodziła śmierć." (s.23)
"Jeśli są chochliki dźwięku, to dziwne korowody wyprawiają po tej zatłumionej górami, obszernej dolinie, rwą pasma dźwięku wskrzeszają je na nowo, dźwięk powstały konserwują długo, aż jego goniec- światło dawno przebije czarny jedwab zasłony i zniknie, wówczas przynoszą w czarnych łapiętach dźwięk przed nasze nogi i dźwięk pęka jak kasztan. W górach powstają jakieś hurgotania, szurgoty, przesuwanie mebli, przeprowadzki (...)posuw dźwiękowy wąwozami i drobny werbel w niebie, i głuchy szmer na ziemi, i staccato dział ciężkich, przedzierających się jak dostojnicy przez plebs pohukiwań moździerzowych." (s. 56-57)

Jestem pod  wrażeniem "Szkiców...", nawet bym nie pomyślała, że aż tak mnie wciągnie tematyka historyczno - wojenna.


Do przeczytania  tego tomiku zmotywowało mnie wyzwanie "Jesień i zima z Wańkowiczem" zainicjowane przez Anek7.

Moja lista blogów