Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo mg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo mg. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 maja 2023

"Szara dama" Elisabeth Gaskell

 


Tym razem klasyka mniej znana w szlachetnej oprawie. Niewielkich rozmiarów opowiadanie pióra Elisabeth Gaskell, przyjaciółki Charlotte Bronte, przypadnie do gustu miłośnikom literatury XIX w. w gotyckim stylu z nutą grozy.
Szkoda, że autorka nie pokusiła się o rozbudowanie utworu, gdyż dzieje Anny naznaczone tajemnicami i mrożącymi krew w żyłach przeżyciami to świetny materiał na pełnowymiarową, przygodowo-sensacyjną powieść. Mógłby też powstać na jej kanwie trzymający w napięciu film kostiumowy spod znaku serca i szpady.

Akcja rozgrywa się w latach 40. XIX w. w Niemczech, w młynie nad rzeką Neckarą, gdzie przed deszczem chroni się grupka przyjaciół, a gościnny młynarz zaprasza na kawę. Uwagę narratorki zwraca wiszący na ścianie salonu portret pewnej smutnej, szarej kobiety. Pyta więc o nią gospodarza, a ten udostępnia jej pamiętnik swojej ciotecznej babki, bowiem to właśnie ona widnieje na obrazie. Narratorka przytacza zatem dzieje  Anny Scherer, córki młynarza, która (wiedziona raczej fascynacją, osaczona pięknymi słówkami i nie bez presji otoczenia) poślubiła hrabiego de Tourelle.
Mamy tu do czynienia z retrospekcją, która przenosi nas do 2. połowy XVIII w.

Małżeństwo okazało się pomyłką, samotność w ponurym zamczysku wśród skał i lasów Francji to nie był jednak największy problem. Wydarzyło się bowiem coś, co spowodowało, że  Anna wraz z szczerze jej oddaną pokojówką- towarzyszką musiały uciekać i ukrywać się w przebraniu, by ocalić swoje życie. Pościg deptał im po piętach, dzielne kobiety żyły w nieustannej trwodze, a na domiar tego Anna była w ciąży. Jak potoczyły się jej dalsze losy, które doprowadziły w finale to tego, że na ścianie młyna nad Neckarą zawisł portret szarej damy? Dlaczego nie zgadzała się na małżeństwo córki z jej ukochanym wybrankiem?
Odpowiedź znajduje się w rękopisie, który narratorka przetłumaczyła, skróciła i przytacza, zapewniając o prawdziwości całej historii i jej następstw.

“Szara dama” to nie tylko mrożące krew w żyłach perypetie w mrocznym, posępnym, jak na gotycki styl przystało, otoczeniu. To także, a może przede wszystkim opowieść o sile kobiet, o woli przetrwania oraz o tym, jak przeżycia psychiczne mogą wpłynąć na wygląd fizyczny. Współczesnego czytelnika “wychowanego” na wszelakich thrillerach, kryminałach, horrorach, true crime i telewizyjnych wiadomościach, już takie dziewiętnastowieczne utwory z nutą grozy zupełnie nie przerażają. Zapewne jednak na ówczesnych czytelnikach robiły spore wrażenie.

Nie miałam wcześniej do czynienia z prozą Elisabeth Gaskell, choć mam na półce, ponoć ciekawe, “Północ i Południe”. Wiem, że znane i dość lubiane są jej “Panie z Cranford” oraz biografia Charlotte Bronte. Wiktoriańska pisarka zasłynęła także opowieściami o duchach. “Szara dama” to moje pierwsze i być może nie ostatnie spotkanie z jej twórczością.
Przyznam, że tekst przetłumaczony przez tajemniczą J. F., utrzymany oczywiście w stylu retro, okazał się przystępny, wartki, wciągający, trzymający w napięciu i poczuciu niepokoju. Nie jest to arcydzieło, ale utwór warty przeczytania, dostarczający czytelniczej satysfakcji, piękny przykład literatury danej epoki.

Książka została wydana w pięknej, imitującej płótno oprawie, z klimatyczną grafiką, w spokojnej kolorystyce. Okładkę zaprojektowała Anna Slotorsz.
Wydawnictwo MG przoduje w klasyce znanej i mniej znanej, przypomina nam istne perełki. Do nich zaliczyć można z pewnością “Szarą damę”, którą przeczytałam z przyjemnością.


Wydawnictwo MG
Autor: Elisabeth Gaskell
Tytuł: Szara dama
Tytuł oryginału: The Grey woman
Tłumaczenie: J. F.
liczba stron: 96
Data wydania: 2023
ISBN:9788377798966


niedziela, 15 listopada 2020

“Bez strachu. Dziennik współczesny” Józef Hen

 

MG, 2020
Całość mojej recenzji:
http://zycieipasje.net/2020/11/patronat-medialny-bez-strachu-dziennik-wspolczesny-jozef-hen-recenzja/

Nigdy wcześniej nic pióra Hena nie czytałam. Teraz żałuję, że tak późno trafiłam na jego prozę. Na pewno spróbuję nadrobić zaległości.
Bez strachu. Dziennik współczesny to nie są, za przeproszeniem, “zapiski starego piernika”, czego się nieco obawiałam. To wyborne notatki intelektualisty, erudyty,  skromnego i szczerego człowieka z ogromnym doświadczeniem, poczuciem humoru i dystansem do samego siebie.
“Starość. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Obserwuję ją nie bez ciekawości literackiej. Jakby stanowiła tworzywo. Nie chodzi o niedomagania fizyczne, słabość organizmu – wiadomo, tkanki zużyte, ale jakoś się poruszam, oddycham, krzątam – nie powinienem narzekać. ( Chociaż trochę mi wolno).”  (s. 7)

Są w tym dzienniku, obejmującym lata 2018-2020 (do lipca), zapiski z lektur, cytaty i refleksje; komentarze do bieżących wydarzeń kulturalnych i politycznych, opisy sytuacji z codziennego życia, anegdoty, liczne dygresje i retrospektywne powroty do lat minionych. Sporo można się dowiedzieć z tych notatek o życiu i twórczości samego autora, o dziejach wydawania  i recepcji jego książek.

Hen śledzi z uwagą to, co się dzieje w Polsce i na świecie. Odnotowuje ważne wydarzenia jak Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk czy wybory prezydenckie, ale i też te dotyczące życia prywatnego jak wydanie książki syna, choroba czy śmierć kogoś znajomego. Rejestruje spotkania autorskie, nagrania radiowe,  listy od czytelników, rozmowy. Dużo czyta – książek i gazet. Ma swoje zdanie, swoje poglądy, które wyraża w wyważony sposób. Nie jest tak, jak to często się zdarza u ludzi w podeszłym wieku, że żyją tylko przeszłością. Ponadto nie uważa się za wszystkowiedzącego, choć nie można powiedzieć, aby się słusznie nie cenił.
“1923 – no, trudno, ten rocznik usprawiedliwia mój brak znajomości pewnych realiów. Ale nie poczuwam się do braku orientacji w dzisiejszej  rzeczywistości politycznej. Odwrotnie: moje doświadczenia osobiste, od lat 30. ubiegłego wieku, twórczość na tle historycznym (Jagiełło, Stanisław August, Montaigne i jego czasy), pozwalają mi na trzeźwą ocenę także tego, co dzieje się teraz. ”  (s. 161)

środa, 21 października 2020

"Chłopcy Jo" Louisa May Alcott

Bardzo się cieszę, że  dzięki wydawnictwu MG czytelnicy mogą poznać  w jednolitej szacie graficznej cały cykl powieści amerykańskiej pisarki Louise May Alcott, nie tylko najpopularniejszy pierwszy tom, czyli “Małe kobietki”, ale także jego kontynuację – “Dobre żony” oraz dalsze części – bezpośrednio ze sobą związane, a są to mianowicie: “Mali mężczyźni” (Little Men: Life at Plumfield with Jo’s Boys)  i “Chłopcy Jo” ( Jo’s Boys and How They Turned Out).

Tom 1 i 2 przedstawiają losy rodziny March, następne 3 i 4 dotyczą dorosłego życia sióstr oraz ich potomków i wychowanków. Napisane zostały najwyraźniej na życzenie czytelników. Wszystkie są utrzymane w podobnym stylu, nie da się jednak ukryć, że najlepsze i najbardziej ujmujące są te początkowe.

(...)
W książce podzielonej na rozdziały, stanowiące zgrabne opowieści poświęcone poszczególnym postaciom, znajdziemy obraz obyczajowo-społeczny tamtych czasów, w którym brylują damy i dżentelmeni, podany z lekkością i szczyptą humoru.  Będzie trochę sentymentalizmu i trochę przygód.

 Cała recenzja:
 http://zycieipasje.net/2020/10/patronat-medialny-chlopcy-jo-louisa-may-alcott-recenzja/

 


Książka pasuje do październikowej Trójki E-pik do kategorii:

ortografia (tytuł z ó/u, ż/rz, ch/h)

 

piątek, 13 marca 2020

"Alfabet Tyrmanda" D. Pachocki

Rok 2020 został ustanowiony Rokiem Leopolda Tyrmanda. Przypada w nim 100.rocznica urodzin i 35. rocznica śmierci tego wybitnego pisarza, dziennikarza i publicysty, autora m.in.  powieści Zły i Dziennika 1954, niezależnego intelektualisty, krytyka komunizmu, arbitra elegancji i znawcy jazzu. Trudno o lepsze uhonorowanie literata niż lektura jego książek, biografii i innych publikacji jemu poświęconych. Wydawnictwo MG oferuje kilka takich pozycji, wśród nich przygotowany przez Dariusza Pachockiego Alfabet Tyrmanda.

Leopold Tyrmand to wyjątkowo barwna i ciekawa postać,  taki “typ niepokorny”. Jego literacka aktywność obejmuje ponad czterdzieści lat, z czego połowa przypada na czas emigracji. Ważnym etapem w jego życiu był pobyt w Paryżu, gdzie studiował architekturę i zetknął się z kulturą jazzu. Warto przypomnieć, że potem był organizatorem słynnego Jazz Jamboree. Wojenne losy rzuciły go z Wilna do Niemiec i Skandynawii. W 1946 r wrócił do Warszawy, jego literacka droga nie była usłana różami. W “Dzienniku 1954” pisał:
“Jestem pisarzem, któremu nie wydają książek, publicystą nie drukującym artykułów, dziennikarzem nie mającym wstępu do żadnej redakcji. Nikt nie chce ode mnie scenariuszy, nie błyszczę, nie bywam, nie mam rangi, nie stoję na szczeblu. Po prostu nie ma mnie. Wszystko dlatego, że chcę w moim kraju żyć, myśleć i pracować tak, jak uważam za słuszne. Za to płacę nieprawidłowością istnienia i zakazem rozwoju”
( L. Tyrmand, Dziennik 1954, Warszawa 1989, s. 231).


Cała moja recenzja pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2020/03/11/patronat-medialny-alfabet-tyrmanda-dariusz-pachocki/

czwartek, 14 listopada 2019

"Małe kobietki" Louisa May Alcott

Jestem tą powieścią zachwycona, bardzo mi się podobała, taka wartościowa, urocza "ramotka" i wcale nie taka "do lamusa", skoro kolejna adaptacja filmowa na ekranach niebawem.
Podczas lektury czułam się jak za dawnych lat czytając Anię, Polyannę i tym podobne. Wspaniała podróż sentymentalna i kostiumowa.
Tekst pisałam 3 wieczory, wiem -strasznie kulawy, zupełnie mi nie poszło.
Ale samą książkę przeczytałabym chętnie kiedyś jeszcze raz i oczywiście kolejne części. Bo są, tylko jakoś tak przeważnie tylko tę jedną sierotkę wydają... A film obejmuje znacznie więcej, dalsze losy bohaterek "Małych kobietek" .Oglądałam  ekranizację z 1994 roku, tę nową też chętnie zobaczę.

Z uwagi na  fakt, iż akcja zaczyna się w Boże Narodzenie ( to ważny dzień dla bohaterek - pomagają biednym, podejmują wyzwanie pracy nad sobą, świętują) i też kończy się po roku , kolejnym Bożym Narodzeniem - i znów wtedy mają miejsce ważne rzeczy ( spotkanie całej rodziny, sprawy |matrymonialne zaczynają swoj bieg..) - zaliczam tę lekturę do kategorii "poczuj klimat świąt" listopadowej Trójki E-pik.

Małe kobietki" Louisa May Alcott"

Urocza książka! Niby taka staroświecka, a jakże wartościowa i uniwersalna. Z założenia to powieść dla młodzieży, ale i dorosły przeczyta ją z satysfakcją  i sentymentem. To klasyka, do której często i chętnie się wraca, o czym świadczą również adaptacje filmowe. Zachwyci na pewno miłośników książek o  Ani z Zielonego Wzgórza, Emilce ze Srebrnego Nowiu, czy Polyannie oraz serialu o perypetiach Doktor Quinn, to dość podobne klimaty. Fani Jeżycjady też nie powinni narzekać. Proza Louisy May Alcott spodoba się szczególnie tym, którzy szukają w literaturze charakternych bohaterek i ważnych wartości.


Są takie książki, o których wiele się słyszy, ich tytuły przewijają się tu i ówdzie, pojawiają się liczne nawiązania do wywodzących się zeń postaci, czy scen. Książki z kanonu literatury światowej, klasyka na którą dotąd nie było czasu, czy brakowało sposobności. I końcu przychodzi ten moment, kiedy wreszcie sięgamy po taką lekturę. Nastąpić wtedy może albo rozczarowanie zawiedzionymi oczekiwaniami, albo zachwyt, gdy otrzymamy coś, co idealnie wpisuje się w nasz gust, czy też wręcz przekracza nasze wyobrażenia o danym utworze.
Małe kobietki to dla mnie właśnie jedna z takich lektur; klasyka, która w końcu doczekała się mojej uwagi i skradła moje serce. Żałuję, że nie poznałam tej powieści wcześniej, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie tylko bowiem z radością przeczytałam piękne ilustrowane wydanie, które ukazało się nakładem wydawnictwa MG, ale też obejrzałam świetną filmową adaptację z 1994 roku, planuję sięgnąć po inne książki Louisy May Alcott i obejrzeć najnowszą ekranizację z udziałem  m.in. Meryl Streep;  premiera tuż niedługo, bo w okresie świąteczno-noworocznym.

 Akcja tej, opartej w dużej mierze na wątkach autobiograficznych,  powieści rozgrywa się w Ameryce w latach 60. XIX, w czasach wojny secesyjnej. Tytułowe "małe kobietki" to cztery siostry March, dziewczęta mocno z sobą zżyte, zaprzyjaźnione, ale o bardzo różnych charakterach i osobowościach.
Najstarsza, Meg ( Margaret, 16 l.) - jest miła i grzeczna,  piękna, ale nieco próżna, tęskni za życiem w luksusach , jakie pamięta z dawnych lat, jednocześnie bardzo szlachetna, pracowita, mądra, dobra, oddana. Jo ( 15 l.) - typowa chłopczyca, skłonna do żartów i psot, rezolutna, utalentowana literacko i aktorsko, pomysłowa, szczera, nieco 'zwariowana', ale ma serce na dłoni i potrafi niesamowicie zaangażować się w działania, na których jej zależy. Beth (13 l.) to niezwykle cicha, nieśmiała, wrażliwa, nieufna dziewczynka, utalentowana muzycznie, pięknie gra na fortepianie, bardzo obowiązkowa, dokładna, troskliwa, pełna dobroci  i miłosierdzia. Najmłodsza Amy ( 12 l) - urocza, uparta, dość samolubna, nieco naiwna, pięknie rysuje i zabawnie przekręca trudne słowa.
Dziewczyny uczą się, pracują,  wypełniają (choć nie zawsze chętnie) domowe obowiązki, zajmują się szyciem, robótkami,  dużo czytają, urządzają teatrzyki, prowadzą własny "Klub Pickwicka" z własną "gazetą". Ich przyjacielem i towarzyszem zabaw zostaje Laurie, wnuk bogatego sąsiada, przemiły, wartościowy chłopak.
Pani March dla córek jest wzorem i powiernicą,  kocha je i wspiera , pozwala rozwijać talenty, mądrze je wychowuje, czasem stosując sprytne "podstępy", szanuje ich wybory, pozwala uczyć się na błędach, przekazuje cenne wskazówki.   Uczy je, aby w życiu  kierowały się  dobrocią i miłością, a nie bogactwem i modą oraz doceniały to, co mają. Ojciec - walczył na wojnie, został ranny i dlatego długo nie wraca, jego powrót jest świętem dla stęsknionych dzieci; nie jest z niego żaden mądrala ani despota, lecz mądry, ciepły, kochający tata dumny ze swych córek, które mobilizuje do "pokonania wewnętrznego wroga", czyli do pracy nad swoimi słabościami.
Rodzina March, wskutek niefortunnych wydarzeń, utraciła swój majątek, ale nadal jest jedną z najbardziej szanowanych w okolicy. Przyświecają im szlachetność, honor, wzajemny szacunek i życzliwość, okazywana bliźnim pomoc i dobroć. Obraz tej rodziny jest mocno wyidealizowany, przesycony najlepszymi uczuciami, ukazany w kontraście do ciotki, której bogactwo jest niczym w porównaniu do tego, co mają skromnie żyjący państwo March. A mają siebie nawzajem, wspierają się, wiodą ciekawe życie, w sumie są naprawdę szczęśliwi. Rodzice nie planują wydać córek za mąż za tzw. "dobre partie", owszem, życzą im jak najlepiej, ale chcą przede wszystkim, aby były szczęśliwymi i dobrymi ludźmi, spełniającymi się w swoich pasjach, talentach.

Małe kobietki to powieść pensjonarska i moralizatorska, ale nie schematyczna; tu autorka stawia na niezależność i samodzielność kobiecych postaci, choć nie brakuje romantycznych akcentów - nie ukrywajmy: oczekiwanych i lubianych przez czytelniczki, niezależnie od epoki.
To opowieść  o dorastaniu, pracy nad sobą, pokonywaniu słabości, kształtowaniu charakteru. Głosi wartości takie jak praca,  rodzina, przyjaźń, miłość, dobroć, uczciwość, szlachetność, pomoc. Zdecydowanie podkreśla rolę  przymiotów duchowych ważniejszych od rzeczy materialnych. Przesłanie wydaje się jasne, a propagowane wartości  są wiecznie aktualne i ważne - tym bardziej współcześnie, w zdominowanym przez konsumpcjonizm i bylejakość XXI wieku.
Akcja w sumie nie jest porywająca, zbyt wiele się nie dzieje, ale za to ma swój nieodparty urok, pięknie opisane są realia, ubiory, posiłki, zajęcia, listy, bale, pikniki, wspólne śpiewanie, zabawy, psoty itp. Obecne są w życiu bohaterów  zarówno  przyjemne i zabawne sceny, jak i  trudne, smutne, wzruszające momenty. Książka wpisuje się także w klimat Bożego Narodzenia, od tych świąt zaczyna się bowiem opowieść i zatacza krąg obejmując rok z życia bohaterów.
Dzięki fabule można odbyć wspaniałą podróż w przeszłość, do czasów trudniejszych, ale jakby piękniejszych. Chciałoby się tam być, spędzać czas z pannami March i Lauriem, razem z nimi przeżywać ich perypetie i problemy.. Żal się z nimi rozstawać.  Autorka zostawiła bohaterów w sielankowym momencie i spuściła kurtynę. Kurtuazyjnie pytając: "Czy podniesiemy ją znowu, by śledzić dalsze losy Meg, Jo, Beth i Amy? To będzie zależało od zainteresowania czytelników pierwszym aktem dramatu rodzinnego pod tytułem Małe kobietki." I to zainteresowanie najwyraźniej było, bo zaowocowało kolejnymi tomami i nadal trwa, o czym świadczą kolejne wydania książek i kolejne ekranizacje. Tu warto zaznaczyć, że filmowe wersje obejmują znacznie  dłuższy okres dziejów bohaterów niż sama książka  Małe kobietki - to w sumie zaledwie pierwsza część.

Ta powieść ma swój wyjątkowy  staroświecki urok i uniwersalną wymowę. Nie wyobrażam sobie nie uwzględnić jej w literackim kanonie i nie poznać, nieważne czy w wieku nastoletnim, czy dojrzałym. Lektura na każdym etapie może przynieść wiele dobrego. Mam nadzieję, że wydawnictwo MG nie poprzestanie na tym pięknie ilustrowanym tomie z rycinami Franka Thayera Merrilla, w przekładzie Anny Bańkowskiej i wkrótce pozwoli czytelnikom cieszyć oczy i serca drugą częścią pt. Dobre żony oraz pozostałymi książkami Louisy May Alcott.


Wydawnictwo MG 2019


środa, 28 sierpnia 2019

"Gracz" F. Dostojewski


Nic na to nie poradzę, lubię rosyjską literaturę zwłaszcza Dostojewskiego. Sporo mam do nadrobienia tak w ogóle, jeśli chodzi o tę "wielką" klasykę (nie czytałam "Anny Kareniny" wyobraźcie sobie! ), ale staram się korzystać z okazji i sięgać po mniej znane dzieła znanych pisarzy.
Ot, na przykład trafiło się ładne, nowe wydanie "Gracza".
Komedia przechodzi w tragedię. Świetna postać babci, która wbrew oczekiwaniom, wcale nie zamierza kopnąć w kalendarz, a wszystkich rozstawia po kątach i wybiera się do kasyna....

 Moja recenzja pod linkiem:

http://zycieipasje.net/2019/08/28/patronat-medialny-gracz-fiodor-dostojewski/

Lektura wpasowała się w sierpniową Trójkę E-pik:
kategoria "po sąsiedzku (literatura napisana w oryginale w języku sąsiadów Polski)

środa, 5 czerwca 2019

"Ławeczka księżnej Daisy" G. A. Kańtor

wydawnictwo MG
Recenzję znajdziecie pod linkiem, tu dodam jeszcze, że to było moje pierwsze, ale na pewno nie ostatnie spotkanie z twórczością Gabrieli Kańtor. Mam na półce jeszcze "Koronki z płatków śniegu".
"Ławeczka..." - to taka trochę baśń, piękna opowieść! Księżna Daisy zasługuje na to, by o niej wiedzieć i pamiętać więcej aniźli tylko słynne perły.

Lektura przydała się jak znalazł do majowej Trójki E-pik ( kategoria: "Poczet królowych polskich/europejskich")

http://zycieipasje.net/2019/06/05/laweczka-ksieznej-daisy-gabriela-anna-kantor-recenzja/

czwartek, 11 kwietnia 2019

"Książka o wodzie" A. Kardaś

Wkrótce Wielkanoc, a co za tym idzie, Lany Poniedziałek, czyli inaczej śmigus-dyngus. Dawniej, zwłaszcza na wsiach, oblewano się sowicie wiadrami wody, współcześnie kulturalni ludzie ograniczają się do symbolicznego popryskania wodną mgiełką, czasem zdarzy się szklanka zimnej wody na głowę. Choć tradycję trzeba szanować i  w miarę możliwości kultywować, to może by tak dla odmiany w tym roku w drugi dzień świąt uszło nam na sucho? Tym, którzy będą mogli wtedy delektować się spokojną lekturą, proponuję… Książkę o wodzie. Tak, tak, właśnie o wodzie, który to temat jest rozległy jak ocean, nurtujący i wart zgłębienia. Wcale nie trzeba mieć naukowego zacięcia, wystarczy zwykła ciekawość świata, by sięgnąć po publikację Aleksandry Kardaś, wydaną przez MG.

Zapraszam do przeczytania mojej recenzji:
http://zycieipasje.net/2019/04/10/naukowe-lanie-wody-ksiazka-o-wodzie-a-kardas-recenzja/http://zycieipasje.net/2019/04/10/naukowe-lanie-wody-ksiazka-o-wodzie-a-kardas-recenzja/

środa, 23 maja 2018

"Rutka" Zbigniew Białas


Z niecierpliwością czekałam na tę powieść, odkąd tylko dotarły do mnie wzmianki o niej.
Piękna, smutna, ważna.
Trudno pisać o takich lekturach, bo serce się kraje i łza płynie w ciszy...
Kilka zdań jednak udało się skreślić:

http://zycieipasje.net/2018/05/23/rutka-zbigniew-bialas-recenzja-premierowa/

środa, 28 marca 2018

Po wsze czasy - I. Menzel

To już siódma powieść w dorobku pisarki, a druga, jaką miałam okazję czytać.
Nie przypuszczałam, że aż tak, o ile w ogóle, mi się spodoba... A jednak!
http://zycieipasje.net/2018/03/28/po-wsze-czasy-iwona-menzel-recenzja/

czwartek, 26 października 2017

Dostojewski - zawsze i wszędzie!

Czasami, kiedy mam dość szeroko promowanych a dość przeciętnych "bestsellerów" oraz fejsbookowych gównoburzy na różne tematy ( nie tylko okołoksiążkowe), powtarzam, że wolę usiąść w kącie i poczytać Dostojewskiego.
Sięgając po klasykę mam poczucie, że wracam na właściwe tory i odzyskuję harmonię.
Dlatego też nie potrafiłam pominąć wydanych przez MG "Wspomnień z martwego domu" i szczerze- miałam je tylko przejrzeć, bo przecież kiedyś je czytałam ( w starym wydaniu, w innym tłumaczeniu), ale zaczęłam czytać i... wsiąkłąm.
I nic to, że wydanie okrojone.
I tak warto zapoznać się z prozą Dostojewskiego, a szczególnie z "Zapiskami z domu umarłych" vel "Wspomnieniami z martwego domu".
To znakomite studium psychologiczne, pełne wnikliwych obserwacji nad charakterem i kondycją psychiczną człowieka, źródło trafnych spostrzeżeń i dojrzałych refleksji. Dostojewski jest w tym mistrzem.

Moja recenzja opublikowana została tutaj:
http://zycieipasje.net/2017/10/11/wspomnienia-z-martwego-domu-f-dostojewski-recenzja/

środa, 17 maja 2017

„O grzybach, rybach, kobietach i sensie życia – czyli rozmówki z Alusiem Curunią” J. Lesiak

wydawnictwo MG, 2017
Z zamiłowania wędkarz, grzybiarz, domorosły filozof… Ciut nieogarnięty, ale poczciwy i mądry w swej prostocie.  Taki oto jest nowy bohater literacki, wykreowany przez Janinę Lesiak.  Poznajcie Alusia Curunię i jego spostrzeżenia na różne życiowe tematy. 

Moja recenzja pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2017/05/17/jak-chleb-z-maslem-recenzja-ksiazki-janiny-lesiak-o-grzybach-rybach-kobietach-i-sensie-zycia-czyli-rozmowki-z-alusiem-curunia/

wtorek, 25 kwietnia 2017

"Karminowy szal" J. M. Chmielewska


Bywają takie kawiarnie, które już od progu przyciągają swoim niepowtarzalnym klimatem, a jeśli jeszcze w ofercie mają same pyszności, to szybko zdobywają serca klientów, którzy zostają stałymi bywalcami. Do takich miejsc należy Piwnica Pod Liliowym Kapeluszem z książek Joanny M. Chmielewskiej. Nie, nie tej od Lesia i Dzikiego białka.  To zupełnie inna autorka, dość często  jednak obie panie są niesłusznie mylone. Zatem przypominam, nie spodziewajcie się zabawnego kryminału.
(...)
cała moja opinia:
http://zycieipasje.net/2017/04/19/karminowy-szal-joanna-m-chmielewska-recenzja/

środa, 29 marca 2017

"Młokos" F. Dostojewski

 Gdyby w popularnym teleturnieju Familiada padło pytanie o powieści  Dostojewskiego uczestnicy na pewno wymieniliby Zbrodnię i karę, Braci Karamazow, Idiotę, może jeszcze Biesy. Nie sadzę jednak, by ktoś podał tytuł Młokos albo  – według innego wydania – Młodzik. Tę znacznie mniej znaną powieść  wielkiego rosyjskiego pisarza przypomniało  niedawno wydawnictwo MG.
 Moja recenzja:
http://zycieipasje.net/2017/03/29/mlokos-f-dostojewskiego-recenzja/

piątek, 10 czerwca 2016

Szczypta klasyki - "Pustelnia parmeńska"

LOGO MG nowe






(...) Dzieło trąci „telenowelą”, ale czyż nie lubimy czasem takich pooglądać? Znaku równości jednak nie stawiam, bo też tu nieco typu „płaszcza i szpady” można znaleźć. A skoro już operujemy filmowym nazewnictwem, dorzućmy kostiumowy melodramat. Nie przepadacie za takimi? To chociaż zajrzyjcie do książki. Sprawdźcie, dlaczego Stendhal zapisał się na kartach historii literatury, dlaczego jest wydawany i czytany po dzień dzisiejszy? (...)

całość pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2016/05/24/pustelnia-parmenska-stendhala-recenzja-patronacka/


środa, 4 maja 2016

Wspaniała Aleksandra

olka 
Ta powieść stała się inspiracją dla Wspaniałego stulecia, preludium do serialu o namiętnościach, intrygach, zbrodniach w wielkim imperium osmańskim. Już dawno nie czytałam powieści z takim pełnym zainteresowaniem i jednocześnie poczuciem smaku płynącym z lektury.(...)

Więcej na stronie:
http://zycieipasje.net/2016/05/04/prawdziwa-historia-sultanki-hurrem-aleksandra-osyp-nazaruk/

Na profilu fb magazynu Życie i pasje jest konkurs, w którym można wygrać  m.in. "Aleksandrę", zapraszam. Trwa do 8 maja.

Moja lista blogów