Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lutego 2020

"Przełęcz Diatłowa. Tajemnica dziewięciorga" Anna Matwiejewa - recenzja przedpremierowa

Od tragicznego wydarzenia na zboczu góry Chołatczachl w północnej części Uralu minęło 61 lat. W nietypowych i niewyjaśnionych do końca okolicznościach zginęło dziewięcioro młodych, ale doświadczonych turystów, na czele z Igorem Diatłowem. Powstało wiele hipotez na temat przyczyn ich śmierci. Dziennikarka Anna Matwiejewa napisała powieść, w której zamieściła autentyczne dokumenty z akt śledztwa i przytoczyła dzienniki uczestników wyprawy. W przedmowie zapewnia, że niczego nie wyolbrzymiła,  bo “historia grupy Diatłowa jest wystarczająco straszna”. Przyznaję – podczas lektury miałam ciarki na plecach.


Moja recenzja pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2020/02/12/szpieg-w-ksiegarni-przelecz-diatlowa-tajemnica-dziewieciorga-anna-matwiejewa-recenzja-przedpremierowa/


Premiera książki: 26 lutego 2020.


http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/2020/02/trojka-luty.html

Lektura wpasowała się akurat do jednej z kategorii  wyzwania-zabawy Trójka e-pik:
(tytuł jest na czerwono, a książka dotyczy wydarzeń z 1959 r. w ZSRR, zatem czasów komunistycznych)
na sportowo
książka z wątkiem Holokaustu 
"Coś czerwonego" (okładka, tytuł, serce, książka o komunizmie itp)

środa, 28 sierpnia 2019

"Gracz" F. Dostojewski


Nic na to nie poradzę, lubię rosyjską literaturę zwłaszcza Dostojewskiego. Sporo mam do nadrobienia tak w ogóle, jeśli chodzi o tę "wielką" klasykę (nie czytałam "Anny Kareniny" wyobraźcie sobie! ), ale staram się korzystać z okazji i sięgać po mniej znane dzieła znanych pisarzy.
Ot, na przykład trafiło się ładne, nowe wydanie "Gracza".
Komedia przechodzi w tragedię. Świetna postać babci, która wbrew oczekiwaniom, wcale nie zamierza kopnąć w kalendarz, a wszystkich rozstawia po kątach i wybiera się do kasyna....

 Moja recenzja pod linkiem:

http://zycieipasje.net/2019/08/28/patronat-medialny-gracz-fiodor-dostojewski/

Lektura wpasowała się w sierpniową Trójkę E-pik:
kategoria "po sąsiedzku (literatura napisana w oryginale w języku sąsiadów Polski)

czwartek, 26 października 2017

Dostojewski - zawsze i wszędzie!

Czasami, kiedy mam dość szeroko promowanych a dość przeciętnych "bestsellerów" oraz fejsbookowych gównoburzy na różne tematy ( nie tylko okołoksiążkowe), powtarzam, że wolę usiąść w kącie i poczytać Dostojewskiego.
Sięgając po klasykę mam poczucie, że wracam na właściwe tory i odzyskuję harmonię.
Dlatego też nie potrafiłam pominąć wydanych przez MG "Wspomnień z martwego domu" i szczerze- miałam je tylko przejrzeć, bo przecież kiedyś je czytałam ( w starym wydaniu, w innym tłumaczeniu), ale zaczęłam czytać i... wsiąkłąm.
I nic to, że wydanie okrojone.
I tak warto zapoznać się z prozą Dostojewskiego, a szczególnie z "Zapiskami z domu umarłych" vel "Wspomnieniami z martwego domu".
To znakomite studium psychologiczne, pełne wnikliwych obserwacji nad charakterem i kondycją psychiczną człowieka, źródło trafnych spostrzeżeń i dojrzałych refleksji. Dostojewski jest w tym mistrzem.

Moja recenzja opublikowana została tutaj:
http://zycieipasje.net/2017/10/11/wspomnienia-z-martwego-domu-f-dostojewski-recenzja/

środa, 29 marca 2017

"Młokos" F. Dostojewski

 Gdyby w popularnym teleturnieju Familiada padło pytanie o powieści  Dostojewskiego uczestnicy na pewno wymieniliby Zbrodnię i karę, Braci Karamazow, Idiotę, może jeszcze Biesy. Nie sadzę jednak, by ktoś podał tytuł Młokos albo  – według innego wydania – Młodzik. Tę znacznie mniej znaną powieść  wielkiego rosyjskiego pisarza przypomniało  niedawno wydawnictwo MG.
 Moja recenzja:
http://zycieipasje.net/2017/03/29/mlokos-f-dostojewskiego-recenzja/

środa, 9 października 2013

"Sonieczka" Ludmiła Ulicka

 O autorce:
Wyd. Philip Wilson 2004

  • ur.1943.
  • z wykształcenia jest biologiem, pracowała w Instytucie Genetyki 
  • była kierownikiem literackim Żydowskiego Kameralnego Teatru Muzycznego
  • pisała sztuki, scenariusze filmowe, opowiadania i powieści
  •  jej utwory przetłumaczono na 25 języków
  • laureatka wielu prestiżowych nagród w Rosji, Francji, we Włoszech
  • uznana w Rosji za pisarkę roku 2004
  • "Medea i jej dzieci" - pierwsza powieść Ulickiej wydana w Polsce
    (czytałam, dlatego też bez wahania sięgnęłam po "Sonieczkę")

Zaczerpnięte z okładki:
  •    "Proza Ulickiej  jest początkiem wspaniałej podróży do wnętrza rosyjskiej duszy"
  •    "Czechowowska opowieść o zwyczajnej kobiecie"
  •    "Wzruszająca opowieść o różnych rodzajach kobiecości"
Ode mnie:
  •  to niewiele ponad 90 stroniczek dobrej, rasowej prozy
  • treść skondensowana, realistyczna,
  • tytułowa bohaterka - znów posiłkuję się notą z okładki, bo trafna: 
    • "dorasta w odpychajacej radzieckiej rzeczywistości w świat książek",
    • "Historia Sonieczki przypomina bajkę o Kopciuszku",
    • "prowadzi zwyczajne życie, w którym szczęśliwe chwile przeplatają się z tragicznymi. Godzi się z rzeczywistością i uważa, że dostała od życia więcej niż się spodziewała"
  • wątek historyczny (rosyjskie realia od lat 30-tych XX w.)
  • wątek polski: dzieje Jasi
  • motyw bibliotekarsko- książkowy (Sonia została bibliotekarką) 
  • kwestie psychologiczne, dramatyczne wybory, uwarunkowania losu, postawa życiowa
  • opowieść w sumie smutna, przejmująca, na wskroś rosyjska, w dobrym tego słowa znaczeniu - Dostojewski mógłby być dumny z młodszej koleżanki po piórze ;-)

    Garść cytatów:
  • "Czytanie było ulubionym zajęciem Sonieczki od wczesnego dzieciństwa, można powiedzieć od pieluch. Jej starszy brat Jefrem pierwszy żartowniś w rodzinie, lubił powtarzać, że od tego ciągłego ślęczenia nad książkami tyłek siostry  upodobnił się już do siedzenia krzesła, a nos- do gruszki" (s. 5)
  • "Czytanie  było dla niej czymś w rodzaju lekkiego obłędu, który nie opuszczał jej nawet we śnie - sny też czytała jak książki. Śniły jej się fascynujące powieści historyczne, których akcję zgadywała na podstawie typu czcionki, a wszystkie akapity i wykropkowania przeczuwała w jakiś tajemniczy sposób." (s.7)
     
  • "Po skończeniu  technikum bibliotekarskiego rozpoczęła pracę w piwnicznym magazynie starej biblioteki, dołączając do tego rzadkiego grona szczęściarzy, którzy z bólem serca opuszczają wieczorem swoje zakurzone i duszne miejsce pracy, nie zdążywszy nacieszyć się w ciągu dnia rzędami katalogowych kart, bladymi karteczkami zamówień, napływających z czytelni na parterze i przyjemnym ciężarem tomów lądujących w ich rękach." (s.8)
  • "Z czasem nauczyła się jednak odróżniać  w morzu książek fale dużych od małych, a małe - od przybrzeżnej piany, wypełniającej ascetyczne szafy z literaturą współczesną" (s.9)
    - czego sobie i Wam życzę, polecając Waszej uwadze prozę Ludmiły Ulickiej.

niedziela, 30 grudnia 2012

W afekcie za kulisami -"Świat jest teatrem" Boris Akunin

  
 Nota ze skrzydełka okładki przybliżająca nieco treść powieści:
Rok 1911. Na prośbę wdowy po Czechowie Fandorin podejmuje się rozwiązania zagadki tajemniczych szykan, które spotykają znaną aktorkę petersburskiego awangardowego teatru "Arka Noego" goszczącego na występach w Moskwie. Erast Pietrowicz zakochuje sie - po raz pierwszy od czasów wczesnej młodości. Aby zbliżyć się do pięknej Elizy Altairskiej-Lointaine, zostaje dramatopisarzem. Jego sztuka Dwie komety na bezgwiezdnym niebie odnosi sukces i umożliwia detektywowi przeniknięcie do rządzącego się specyficznymi prawami świata teatru. Może to pozwoli mu znaleźć mordercę, którego ofiarami padają ludzie związani z ukochaną...


Nazwisko Akunin na okładce to gwarancja dobrej czytelniczej przygody, o ile z góry nastawimy się na grę z konwencją i nieszablonowość. Zgodnie z autorską definicją, "akunin" to ktoś ustalający własne zasady. Rosyjski pisarz o gruzińskich korzeniach skwapliwie korzysta z prawa do ustanawiania  literackich reguł, czemu szczególnie daje wyraz w cyklu pt. Gatunki, ale i w seriach  sensacyjno - kryminalnych( czy to o perypetiach Fandorina,  czy Pelagii, tudzież Magistra) nieźle miesza i kombinuje na powieściowej niwie. Efekt- rozgłos, nagrody, tłumaczenia książek na 35 języków oraz ogromna popularność wśród czytelników.

"Świat jest teatrem" to trzynasta, bynajmniej nie pechowa, część rozgrywającego się w realiach carskiej Rosji cyklu Przygody Erasta Fandorina. Tym razem wraz z  głównym bohaterem zaglądamy za kulisy nowatorskiego teatru i śledzimy nie tylko wątek kryminalny, ale i miłosny, poznając przy tym teorię sensacyjności leżącą u podstaw sukcesu teatru Noego Sterna, a także podział ról według charakterystycznych emploi aktorów na przykładzie sztuki "Wiśniowy sad". Dzieje się tu sporo, czasami aż można "zapomnieć", że to jednak kryminał, zresztą u Akunina nie powinno to dziwić, bo jemu jedna konwencja zazwyczaj nie wystarcza. Dla mnie stanowi to zaletę, ale fanów "czystego" kryminału nie przekona.

Erast Fandorin również typowym detektywem nie jest. Posiada szeroki wachlarz umiejętności, których nie powstydził by się sam Chuck Norris. Nawet napisać sztukę teatralną to dla niego fraszka. Jedynym mankamentem wydaje się tylko tendencja do jąkania. Na emeryturze nie spoczywa na laurach, co roku opanowuje nowy obcy język oraz kolejną sportową dyscyplinę. Dzięki temu jest w znakomitej formie fizycznej i umysłowej. Tajemnicze zagadki rozwiązuje niejako "gościnnie", nie urzędowo. Poproszony o zbadanie sprawy związanej ze środowiskiem aktorskim wdeptuje w niezwykłą historię pełną emocji,  gdzie zazdrość, żądza sławy i wielkości prowadzą do zbrodni, a sam pada ofiarą... strzały amora. Zaślepiony uczuciem, albo omotany próbą zapomnienia o nim, Erast  kieruje się mylnymi tropami, dedukcja zawodzi. Jednak w kulminacyjnym punkcie niczym James Bond ratuje sytuację. Takiego bohatera jak Fandorin można zarówno lubić, jak też i nie znosić. Z całą pewnością oryginalna zeń persona. Sama za mało go znam, by wystawić  jednoznaczną opinię, ale chętnie poczytam o nim więcej.
Tak jak Sherlok Holmes miał swojego Watsona, a Robinson Piętaszka, tak Erast ma swojego Masę - japońskiego sługę i oddanego przyjaciela w jednym. To dopiero jest delikwent! Dla niego również znalazło się miejsce na scenie, gra główną męską rolę w sztuce swego pana i nieświadomie staje się jego rywalem. Japończyk zabawnie kaleczy rosyjską mowę, co zostało oddane w polskim przekładzie pióra Olgi Morańskiej.  Postać Masy miło ubarwia całość powieści.

Skoro świat jest teatrem, a ludzie aktorami, to zawodowi aktorzy grają podwójnie. Czasem trudno im oddzielić życie od sceny, ich codzienność naznaczona bywa teatralnością. Czy wśród masek, pozorów i póz jest miejsce na prawdziwe uczucia? O tym opowiada nie tylko warstwa obyczajowa utworu, ale i sztuka przez Fandorina napisana, którą -co ciekawe- czytelnik też może poznać w załączniku. W ogóle do głosu dochodzi wielopoziomowość powieści, bo w ramach literackiej fikcji mamy teatr w teatrze i ten teatr przez tekst załączonej sztuki znów na płaszczyznę tekstu powieści się przenosi. Zagmatwanie to wygląda, ale w lekturze żadnej trudności nie sprawia.



Akunin potrafi swymi książkami zająć czytelnika, wciągnąć go w wir swojej wyobraźni i przygód bohaterów. Kryminał nie do końca kryminalny, choć miejscami krwawy i grozę budzący, humorem i szczyptą japońskiego kolorytu doprawiony to świetna lektura dla lubiących niekonwencjonalność osób. "Świat jest teatrem" może przypaść do gustu nie tylko miłośnikom sensacji, ale i teatrologom, a może również sympatykom orientalistyki. Skądinąd sam autor jest japonistą.
Dla mnie lektura tej powieści była znakomitą rozrywką i miłą odmianą.

B. Akunin, Świat jest teatrem, Świat Książki 2012

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki  Matrasowi.

Lektura przydała się jak znalazł do realizacji wyzwania Trójka E-pik.

poniedziałek, 26 listopada 2012

"Boska trucizna" Anton Cziż

A. Cziż, Boska trucizna,
Wydawnictwo Otwarte 2010
  
Nota na okładce głosi tak:
Sankt Petersburg, rok 1905. W śnieżnej zaspie zostaje znalezione ciało młodej kobiety. Okoliczności śmierci bada radca kolegialny Wanzarow. Pozornie banalna sprawa niespodziewanie się komplikuje. W śledztwo zostają wmieszani ekscentryczni naukowcy, piękności w woalkach oraz tajne carskie służby. Czy rozwiązanie zagadki kryje się w świętych tekstach kultu aryjskiego boga Somy?
„Boska trucizna” to mistrzowsko skonstruowany kryminał. Rosja w przededniu rewolucji jest tłem dla trzymającej w napięciu intrygi. Kapitalny język i poczucie humoru autora dodają smaku opowieści o zbrodni i tajemniczym napoju.

Natomiast ja ze swej strony stwierdzam, że "Boska trucizna" to trzy i pół setki stron znakomitej rozrywki. Kryminalna fabuła przyprawiona humorem i przesycona rosyjskim klimatem sprawiła, że wsiąkłam po uszy i ani mi w głowie było zaprzestanie lektury. Moje zapotrzebowanie na książkę tego typu zostało zrealizowane z pełnym zadowoleniem.

Śledztwo przypominało zabawę w kotka i myszkę, z tym, że z Wanzarowa był niezły kocur - nawet "nosił gęste wąsy przystrzyżone nieco na styl koci" (s. 20), natomiast myszka, jak się okazało, była niejedna. Cały czas coś się działo, pojawiały się nowe postaci.  Nie było wiadomo, czy dana osoba wystąpi tylko epizodycznie, czy może odegra większą rolę w fabule. Trochę nieraz mieszały mi się te wszystkie nazwiska, ale nie pogubiłam się. Co ciekawe, dużo tu kobiecych ról, jakby według przysłowia "gdzie diabeł nie może, tam babę pośle". Tylko zamiast mocy piekielnych mamy Ochranę i Oddział Specjalny - rywalizujące ze sobą, plus policja śledcza - między młotem a kowadłem będąca. Pewne damy wiele krwi napsują naszemu detektywowi, a i żona dorzuci swoje trzy grosze.

Wanzarow jest młody, ambitny, wierzący w prawdę i walkę ze złem. Jego cechą charakterystyczną jest wada wymowy-"Dostojny pan wydawał śmieszny dźwięk, w którym mieszały się "s", "sz" i "f" jak zbłąkane owieczki. W ustach silnego rosłego mężczyzny niewinna wada wymowy wydawała się rozczulająca, jeśli nie rozbrajająca... (s.23) Śledczy wydaje się być jegomościem dość ociężałym, bynajmniej nie umysłowo! Jego sokratejski sposób rozumowania, drążenie tematu, logika budzą podziw. Bywa nawet porównywany do Sherlocka Holmesa, ale z tego jest niezbyt zadowolony. To zupełnie inny typ niż Kurt Wallander, niemniej zyskał u mnie taką samą sympatię.( niestety nie mam zbyt dużego porównania, jeśli chodzi o literaturę kryminalną i detektywów).

Autor zmieszał w literackim tyglu takie ingrediencje jak: symbolika pentagramu, starożytna mitologia - bóstwo Soma, eliksir życia, motyw faustowski, nietzscheańska teoria nadczłowieka, szpiegostwo, manipulowanie ludźmi,  rewolucyjne nastroje, rosyjska zima, towarzystwo opiumowe oraz wiele innych wątków i motywów. Doprawił wszystko humorem, suspensem i wlał w kryminalną formę. Wstrząśnięte, nie mieszane. Dla mnie- pyszna czytelnicza mikstura.

Cziż został okrzyknięty drugim rosyjskim Akuninem. Coś w tym jest, choć za mało znam twórczość obu, by przeprowadzać dokładniejsze porównania. Grunt, że przy książkach obu pisarzy świetnie się bawiłam, a niekoniecznie prozę tego typu czytuję zazwyczaj. 
Odniosłam wrażenie, że nad "Boską trucizną" unosi się duch "Mistrza i Małgorzaty". Co prawda tu nie ma mieszania płaszczyzn i nierealnych postaci, ale atmosfera zamieszania, zagmatwania wydały mi się podobne.
W pewien sposób też powieść Cziża pasuje mi do "Korzeńca", i jak już wróci do mnie ten drugi tytuł, ustawię je obok siebie na półce.
Tak czy owak, bardzo mi się podobało i aż szkoda, że tak długo kazałam tej książce czekać.
Chętnie poznałabym inne przygody Wanzarowa. Ciekawe, czy wydawnictwo zamierza kontynuować serię.

 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Książka wpasowała się w wyzwanie listopadowa Trójka E -pik: pisarz z kraju sąsiadującego z Polską 


wtorek, 10 lipca 2012

Jaskółki pod czeczeńskim niebem

G. Sadułajew, Jestem Czeczenem, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011, s. 180
Inna Europa, Inna Literatura. Dawno nie czytałam nic z tej serii, nie  mogłam zatem ominąć tej książki w bibliotece, zwłaszcza, że po publikacje Czarnego sięgam w ciemno, wiedząc, iż dostarczą mi odpowiednich wrażeń. Dość długo pochylałam się nad prozą Sadułajewa, choć to tylko sto kilkadziesiąt stron, nie mogłam bowiem przyjmować zbyt dużych jej dawek naraz. Za mocne na jeden łyk.Dławi.

Wschodnie i południowe tereny Europy są dla nas niby nie tak odległe, a jednak  w pewnym stopniu egzotyczne, na tyle odmienne pod względem kulturowym, że z ciekawością patrzymy na nie, czy to okiem  kamery, czy też przez okno literatury. O wojnie w Czeczenii  nie sposób nie słyszeć, znamy ją jednak przeważnie tylko z telewizyjnych wiadomości. Wspomnienia i uwagi kogoś, kto jej doświadczył, są dla nas cennym źródłem, a literacki kształt, jaki im nadano, dodaje wartości.

German Sadułajew, syn Rosjanki i Czeczena, przejmująco opowiada o  ziemi- matce, o ojczyźnie, o istocie bycia Czeczenem, o dumie, honorze, o rodzinnej tragedii, o dzieciństwie, o wojnie,  o obłąkaniu, o tych, którzy zginęli, o jaskółkach -duszach przodków, które przynoszą lato... To nie jest opowieść fabularna, składa się z zapisków, wspomnień, miejscami przypomina reportaż, esej, momentami przybiera obrazowe poetyckie formy. Stanowi jakby autoterapię i ocala od zapomnienia ludzi, fakty, miejsca i czas.

"Znowu piszę(...)Teraz piszę dużo. Wiem, w sposób nieskładny, wyrywkowy, chaotyczny, splątany, rozbity, pogięty...Nie ma wyraźnego wątku. Ciężko czytać taką prozę, nie?" - przyznaje autor. (s. 74)
Owszem, ciężko. Chwilami serce się kraje. Chwilami krzyczy się z narratorem lub zagryza zęby. Mimo wszystko, piękna to proza, choć bywa mocna i brudna, to i  sentymentalna. Spektakl pamięci, jaskółek i pękniętych serc.

"Za moim oknem - późna biała petersburska jesień.Cisza starego zaułka. Cisza przedrewolucyjnego domu. I wspomnienia. Jak wybuchy. Kiedyś moja pamięć była poziomkową polaną. Teraz moja pamięć to pole minowe" (s.98)  Wojna swe piętno odcisnęła nawet na metaforyce. Przesiąkło nią całe życie autora, rozdrapywanie ran nie uwolni go jednak od sennych wizji miasta umarłych.

Tomik składa się z trzech integralnych części :
- Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Opowieść z okruchów
- Dlaczego niebo nie spada. Sonetti a corona
- Kiedy zbudziły się czołgi.
Ostania - najbardziej literacka(poprzednie bardziej osobiste, konfesyjne, wspomnieniowe) - to historia dwóch przyjaciół z dzieciństwa: Zelika i Dińki, których wojenny koszmar postawił po dwóch stronach barykady....

Inna Europa, Inna Literatura. Inni ludzie? Inna pamięć, inny ból?
Ważna i wartościowa książka, zapadająca w pamięć.

wtorek, 12 lipca 2011

Fantastyczne zamieszanie

Arkadij i Borys Strugaccy, Poniedziałek zaczyna się w sobotę, Prószyński i S-ka, 2009.


 
Jedni nie lubią poniedziałków, dla drugich poniedziałek zaczyna się w sobotę, a dla innych każdego dnia może być niedziela, zwłaszcza, gdy mają pod ręką zajmującą i zabawną książkę. 
 

Twórczość braci Strugackich, to klasyka rosyjskiego- ba, światowego – science fiction. Nazwisko autorów jest znane nawet tym, którzy „nie siedzą” w fantastyce, a ja do nich się zaliczam. Uważam, że jednak wypada poznać co nieco z każdej dziedziny literatury, stąd i po Lema kiedyś sięgnęłam i teraz po Strugackich. Nie byłam pewna, jak odbiorę ich prozę, wszak to trochę nie moja półka...a przeżyłam całkiem niezłą przygodę.


Na książkę składają się połączone ze sobą trzy historie. W pierwszej ( „Zamieszanie wokół kanapy”) wraz z Saszą Priwałowem trafiamy do dziwnej chatki, gdzie zmagający się ze sklerozą kot opowiada bajki, szczupak w studni spełnia życzenia, a za sprawą kanapy dzieją się niezwykłe rzeczy.... Instytut Naukowo – Badawczy Czarów i Magii otwiera swe podwoje. W drugiej opowieści („Wielkie zamieszanie”) Sasza jako pracownik tegoż instytutu podczas dyżuru oprowadza nas po osobliwych działach ( np.dział Sensu Życia, Szczęścia Linearnego, Proroctw i Przepowiedni), zobaczymy niezwykłe eksponaty, poznamy dziwacznych naukowców (np. Ambrozjusza Wybiegałłę, Janusa w dwóch osobach) i przyjrzymy się ich eksperymentom – wykluje się kadawer(!). W trzeciej części („Powszechne zamieszanie”) nasz bohater wyruszy wehikułem w przyszłość opisywaną w utworach literackich, sporządzi gazetkę ścienną „O przodującą magię” i wraz z kolegami rozwiąże zagadkę zielonej papugi.

Dzieje się, oj, dzieje... Aż czasami czytelnik nie nadąża...zdobędzie za to dużo wiedzy z dziedziny magii naukowej, dowiemy się co to umklajder, na czym polega zjawisko kontramocji i do czego tak naprawdę służy kanapa. Na końcu sam Priwałow w posłowiu ocenia i krytykuje autorów niniejszych szkiców z życia INBADCZAM-u. 
 

Całość jest bardzo „fiction”, a między „science” wciskają się elementy baśniowe. magiczne i mitologiczne. Wszystko razem stanowi zwariowaną jazdę bez trzymanki po bezkresach wyobraźni, poprzez ocean humoru aż po horyzont absurdu. Czyta się wartko, choć niekiedy można nieco utknąć w „naukowych” opisach, ale to chyba dotyczy tylko niewprawionych w s-f.
 

Współczesny czytelnik może nie dostrzec „..celnej satyry na rzeczywistość sowieckiej nauki. I nie tylko sowieckiej!”( z okładki), ale i bez tej analogii będzie się świetnie bawił tekstem.

Mniemam, że dla miłośników fantastyki ta i pozostałe książki braci Strugackich, to podstawa, „kanon lektur”, natomiast dla tych, którzy dopiero zaczynają swą przygodę z tą dziedziną literatury- będzie to znakomity początek i doskonała zabawa. 
Nie potrafię ocenić tego utworu na tle innych, bo nie jestem znawcą fantastyki, mogę tylko powiedzieć szczerze - mnie się podobało, głównie ze względu na absurdalne poczucie humoru autorów i ich niezmierną pomysłowość.




Moja lista blogów