Ostatni dzień tego roku mija tak szybciutko.... a był bardzo miły, wygrałam zakładkę w konkursie u Lirael, zapisałam się do kolejnego wyzwania, udało mi się zrobić całkiem smaczną sałatkę i w ogóle jakoś tak przyjemnie jest.
Sylwestrujemy w domku, na spokojnie tak, kameralnie.
Podsumowanie jakieś pewnie zrobię, ale to na początku kolejnego roku.
Wszelkiej szczęśliwości życzę Wam wszystkim! Książkowej i osobistej.
Trzymajcie się ciepło!
Ag.
sobota, 31 grudnia 2011
czwartek, 29 grudnia 2011
Zagadka ;-)
Ogłosiłam blogowe ferie...ale co to za ferie, skoro i tak zaglądam tu i tam, a to komentarzyk skrobnę, a to w konkursie udział wezmę....Nie wytrzymałam długo, tydzień raptem. Powiedzmy, że to była raczej przerwa świąteczna.
Dojadając piernik (teraz dopiero nabrał mocy urzędowej,) podczytuję coś fajnego. Coś nieco innego, niż zazwyczaj. Co?
To właśnie zagadka dla Was.
Podpowiedź brzmi:
Uuk.
A w nagrodę za odgadnięcie:
czwartek, 22 grudnia 2011
Hej kolęda, kolęda....
Wszystkiego dobrego, niech Wasze święta będą piękne i radosne!
Do zobaczenia po Nowym Roku!
Ogłaszam zimowe ferie blogowe.
Do zobaczenia po Nowym Roku!
Ogłaszam zimowe ferie blogowe.
Stosik zaległy i zaległości na zamówienie
Kalendarzowa zima za chwilę, a ta pogodowa jakby zaczynała się pokazywać... U nas dziś szronik zabielił świat za oknem, ale nie prószył śnieżek. Może jutro...
Oto, co zapałętało się u mnie od czasu ostatniej prezentacji. Nie ma tu tylko paru Elwirkowych nabytków, te może innym razem.
Cztery z nich już przeczytane, w tym jedna dawno("Fikołki..." - inny egzemplarz), dwie jakiś czas temu ( te na dole, już o nich pisałam), a jedna na świeżo (Evans- piękne!). Tę "kocią" też już przyswoiłam, ale raz to za mało, będzie o niej mowa po świętach.
Mam takie postanowienie (jeszcze staroroczne, ale do realizacji już chyba od Nowego Roku...), aby pisać może krócej, ale częściej i nie pomijać milczeniem czytanych książek, bo do tej pory nie każda znajdowała tu ślad w postaci wypowiedzi. W związku z "zaległościami", mam pomysł, a raczej pytanie, do Was - Drogie Czytelniczki/Drodzy Czytelnicy - skierowane:
O których książkach z mojej listy przeczytanych w 2011 r. chcielibyście ujrzeć słowo a nawet więcej?
Które z książek prezentowanych w stosikach, a jeszcze nie tkniętych, mam teraz przenieść na kupkę do bieżącego czytania?
Sama jakoś nie umiem się zmobilizować, więc niech to będą książki na życzenie. O zebranych propozycjach opowiem w zbiorczym poście najprawdopodobniej już w styczniu.
Ale jeszcze nie znikam.
Do jutra!
Oto, co zapałętało się u mnie od czasu ostatniej prezentacji. Nie ma tu tylko paru Elwirkowych nabytków, te może innym razem.
Cztery z nich już przeczytane, w tym jedna dawno("Fikołki..." - inny egzemplarz), dwie jakiś czas temu ( te na dole, już o nich pisałam), a jedna na świeżo (Evans- piękne!). Tę "kocią" też już przyswoiłam, ale raz to za mało, będzie o niej mowa po świętach.
Mam takie postanowienie (jeszcze staroroczne, ale do realizacji już chyba od Nowego Roku...), aby pisać może krócej, ale częściej i nie pomijać milczeniem czytanych książek, bo do tej pory nie każda znajdowała tu ślad w postaci wypowiedzi. W związku z "zaległościami", mam pomysł, a raczej pytanie, do Was - Drogie Czytelniczki/Drodzy Czytelnicy - skierowane:
O których książkach z mojej listy przeczytanych w 2011 r. chcielibyście ujrzeć słowo a nawet więcej?
Które z książek prezentowanych w stosikach, a jeszcze nie tkniętych, mam teraz przenieść na kupkę do bieżącego czytania?
Sama jakoś nie umiem się zmobilizować, więc niech to będą książki na życzenie. O zebranych propozycjach opowiem w zbiorczym poście najprawdopodobniej już w styczniu.
Ale jeszcze nie znikam.
Do jutra!
środa, 21 grudnia 2011
Top10: książek/autorów przeczytanych pod wpływem blogerów
Znowu się bawię. Tym razem w Kreatywowy Top10. Temat bardzo mi podpasywał, bo chodziła mi po głowie myśl, by o czymś takim napisać w ramach podsumowania roku czytelniczego, o inspiracjach blogowych. Zatem do dzieła. Jak zwykle u mnie bez obrazków. Kolejność przypadkowa.
- "Dziewczyna, która pływała z delfinami" Sabina Berman - recenzje tej książki spotykałam wszędzie, aż miałam wrażenie, że już wszyscy ją czytali oprócz mnie, nawet chciałam kupić tę powieść, ale był traf, że dostałam ją jako nagrodę w konkursie (nawet nie grałam specjalnie o tę książkę, tylko przyznawano odgórnie 3 książki z kilku tytułów w puli nagród).
- "Rok w Poziomce"Katarzyna Michalak - o tej pisarce dowiedziałam się dopiero z blogów, i zdziwiłam, że to nie debiutantka, a ja nic nie słyszałam o niej... "Rok." chciałam kupić, ale tak wyszło, że mam ją w sumie w drodze wymiany. Za mną "Zmyślona". Na lekturę czeka "Lato w jagódce".
- Agnieszka Lingas - Łoniewska - twórczość autorki "Bez przebaczenia" zagościła u mnie dzięki blogom. Mam za sobą 3 jej książki. Na razie....
- Katarzyna Ennerlich - to nazwisko wpisałam sobie na listę i udało mi się znaleźć w bibliotece "Oplątani Mazurami", chętnie przeczytam więcej.
- "Samotny mężczyzna" Ch. Isherwood - na blogu o nim się dowiedziałam, dzięki blogerce przeczytałam, innej blogerce przekazałam ;-)
- "Trzy" Piter Murphy - tego e-booka przeczytałam nie tyle pod wpływem, co za sprawą blogera-samego autora.
- Po twórczość J.I. Kraszewskiego sięgnęłam za sprawą blogowej inicjatywy "Projekt Kraszewski"
- Dzięki akcji Włóczykijka i blogowi Słowem Pisanym O polskich Autorach poznałam "Katharsis futurum. P. Omena, "Spaloną różę"A. Walczak, "Efekt kobiety" M. Kalinowskiej, "Strażnika marzeń"M. Surmacza, "Póki pies nas nie rozłączy"R. Pawlaka.
- "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" - M. V. Llosa- niewątpliwie zachęta blogerów przyczyniła się do tego, że ta książka znacznie przesunęła się w kolejce do czytania, ba- nawet wepchnęła się na sam przód- bym rzekła.
- "Szukając Noel" - pośrednio przez blogosferę "zawisło" nade mną nazwisko Richarda Paula Evansa, a książka ta przybyła do mnie wymiance "Z książką przy kominku"
O, już mam dziesiątkę!Dodam jednak punkt jedenasty - zbiorowy:
- Pod wpływem recenzji na blogach na mojej półce znalazły się (jeszcze nieprzeczytane) "Wiktoriańska herbaciarnia"Debbie Macomber i "Dłoń pełna gwiazd"Rafik Schami. A na uwadze mam na przyszłość słynną "Cukiernię..." i "Mariolę..." M. Gutowskiej Adamczyk i książki Renaty L. Górskiej, i Colette koniecznie Colette!!!, i jeszcze pewnie parę by się znalazło przykładów, ale w tej chwili tylko te przyszły mi do głowy.
wtorek, 20 grudnia 2011
Mój dzień w książkach
Pobawię się i ja. Korzystałam z tytułów z listy przeczytanych 2011, nie wszystkie są recenzowane, nie linkowałam. Zasady zabawy (gdyby ktoś nie wiedział, o co chodzi)- tutaj.
Generalnie chodzi o uzupełnienie tekstu tytułami książek.
Generalnie chodzi o uzupełnienie tekstu tytułami książek.
:-)
Zaczęłam dzień (z) _Serenadą____.W drodze do pracy zobaczyłam Sklep Pod Dziewiątą Chmurką_____
i przeszłam obok __Strażnika marzeń___,
żeby uniknąć ___Zakrętów losu__ ,
ale oczywiście zatrzymałam się przy ____Białym zamku_.
W biurze szef powiedział: Wciąż o tobie śnię_____.
i zlecił mi zbadanie __Exlibris- wyznań czytelnika___.
W czasie obiadu z _____Czytelniczką znakomitą
zauważyłam _Marię i Magdalenę___
pod ___Osterią w Chianti_ _ .
Potem wróciłam do swojego biurka w Ogrodzie wiecznej wiosny_____.
Następnie, w drodze do domu, kupiłam Srebrne dzwonki_____
ponieważ mam Podróż poślubną_____.
Przygotowując się do snu, wzięłam __Krótki przewodnik przekraczania granic___
i uczyłam się ___Szeptem__,
zanim powiedziałam dobranoc _Samotnemu mężczyźnie____ .
czwartek, 15 grudnia 2011
Szelma z Peru rodem
"(...)w życiu rzeczy rzadko układają się tak, jak my, chudopachołki, sobie planujemy"*
Ba, a nawet bardzo rzadko. Z zaplanowanego listopada z Llosą, na który przewidziałam aż trzy książki tego autora, zrobił się grudzień, a ja wciąż "męczyłam" jeden tom. Oj, zalazła mi za skórę ta niegrzeczna dziewczynka. Po potężnej dawce prozy wypełnionej toksyczną miłością, cierpieniem, destrukcyjną uczuciową szarpaniną, emocjami oraz przeskokami w czasie i przestrzeni musiałam odpocząć i typowego harlekina z happy endem przeczytać. Odetchnęłam już na tyle, że mogę spisać garść refleksji po lekturze dzieła noblisty.
"Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" to nieprawdopodobna historia, będąca właściwie autobiografią głównego bohatera, Ricarda Somocurcio. Wszelkie nieprawdopodobieństwa, niesamowite zbiegi okoliczności są wszakże prawem fikcji literackiej. To opowieść o miłości, ale daleka od romantycznej idylii, raczej droga przez mękę, gra w kotka i myszkę, żonglowanie ludzkimi uczuciami.
Gdyby Ricardo znał piosenki grupy Bajm, mógłby zaśpiewać swojej ukochanej "pojawiasz się i znikasz, mam na twym puncie bzika". Mógłby też zanucić rzewnie "miłość ci wszystko wybaczy" (choć jemu raczej wypaczyła). Tymczasem "chilijeczka" z fałszywą minką wyszeptałaby słowa przeboju Manaamu "Kocham cię, a kochanie moje to rozstania i powroty...". Istna kobieta - bumerang to była, odchodziła i ciągle powracała, a kochała tak naprawdę chyba tylko bogactwo i potęgę. To wieczna blagierka, szachrajka, świetna aktorka życiowych ról. Kameleon z fałszywym paszportem przybierający coraz to inne dane personalne. Żerowała na uczuciach Ricarda, pomiatała nim, z premedytacją sprawiała mu ból, a gdy wpadła w tarapaty, zawsze do niego zwracała się o pomoc. Uciekała od przeszłości, ciągle goniła za lepszym życiem, bardziej "ustawionym" partnerem. Chłodna, wyrachowana, co za sucz, chciałoby się powiedzieć. Z drugiej strony to bardzo nieszczęśliwa, zagubiona kobieta, szukająca swego miejsca na ziemi, próbująca spełnić swe oczekiwania wobec życia. Kojarzy mi się nieco z Holly Golightly, zawsze "w podróży", z niemal dziecięcą naiwnością podchodząca do świata. Jednak o ile bohaterkę "Śniadania u Tiffany'ego" bardzo lubię, to do niegrzecznej dziewczynki nie żywię pozytywnych uczuć. Nawet jej ciężkie przeżycia i choroba nie wzbudziły we mnie zbyt wiele współczucia, zwłaszcza, że podszyte zostały niepewnością, czego doświadczyła a co zmyśliła bohaterka. Ricardo natomiast wydał mi się podobny do Don Kichota, tyle, że zamiast walczyć z wiatrakami, walczył o miłość swojego życia. Był rycerzem w blaszanej (bo na złotą go nie było stać) zbroi, zawsze przybywał z odsieczą, ratował, pomagał, wybaczał. Grzeczny chłopczyk.Wierny jak pies. Miał też cechy bohatera romantycznego- opętany niespełnionym uczuciem próbował się zabić. Przez całe życie, które poświęcił pracy tłumacza, borykał się z "atrakcjami", jakie mu zafundowała niegrzeczna dziewczynka.
Podobało mi się bogate tło historyczno - kulturalne i przedstawianie kolejnych etapów życia bohatera w różnych miejscach. Najpierw lata 50-te i limeńska dzielnica Miraflores, gdzie dorastał Ricardo z przyjaciółmi. Potem Paryż początku lat 60-tych, gdy bohater szuka pracy, a szykuje się rewolucja peruwiańska, następnie podglądamy hipisowski Londyn..... Zajrzymy jeszcze do Tokio i Madrytu. Poznamy sylwetki ciekawych postaci np. "dragomana" Salomona, artystę Juana Baretto, perwersyjnego Fukudę, sympatycznych sąsiadów Gravosky'ch, zakręconą scenografkę teatralną Marcellę. Najbardziej chyba zapadł mi w pamięć Arquimedes, odczytujący znaki, gdzie można zbudować falochron, a gdzie to się nie uda. Właściwie każdy rozdział to historia innej postaci, zapis czasów i miejsca, w którym obecnie przebywa Ricardo, a zawsze jak diabeł z pudełka wyskakuje nasza szelma. Ona stanowi łącznik wątków.
"Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" to nieprawdopodobna historia, będąca właściwie autobiografią głównego bohatera, Ricarda Somocurcio. Wszelkie nieprawdopodobieństwa, niesamowite zbiegi okoliczności są wszakże prawem fikcji literackiej. To opowieść o miłości, ale daleka od romantycznej idylii, raczej droga przez mękę, gra w kotka i myszkę, żonglowanie ludzkimi uczuciami.
Gdyby Ricardo znał piosenki grupy Bajm, mógłby zaśpiewać swojej ukochanej "pojawiasz się i znikasz, mam na twym puncie bzika". Mógłby też zanucić rzewnie "miłość ci wszystko wybaczy" (choć jemu raczej wypaczyła). Tymczasem "chilijeczka" z fałszywą minką wyszeptałaby słowa przeboju Manaamu "Kocham cię, a kochanie moje to rozstania i powroty...". Istna kobieta - bumerang to była, odchodziła i ciągle powracała, a kochała tak naprawdę chyba tylko bogactwo i potęgę. To wieczna blagierka, szachrajka, świetna aktorka życiowych ról. Kameleon z fałszywym paszportem przybierający coraz to inne dane personalne. Żerowała na uczuciach Ricarda, pomiatała nim, z premedytacją sprawiała mu ból, a gdy wpadła w tarapaty, zawsze do niego zwracała się o pomoc. Uciekała od przeszłości, ciągle goniła za lepszym życiem, bardziej "ustawionym" partnerem. Chłodna, wyrachowana, co za sucz, chciałoby się powiedzieć. Z drugiej strony to bardzo nieszczęśliwa, zagubiona kobieta, szukająca swego miejsca na ziemi, próbująca spełnić swe oczekiwania wobec życia. Kojarzy mi się nieco z Holly Golightly, zawsze "w podróży", z niemal dziecięcą naiwnością podchodząca do świata. Jednak o ile bohaterkę "Śniadania u Tiffany'ego" bardzo lubię, to do niegrzecznej dziewczynki nie żywię pozytywnych uczuć. Nawet jej ciężkie przeżycia i choroba nie wzbudziły we mnie zbyt wiele współczucia, zwłaszcza, że podszyte zostały niepewnością, czego doświadczyła a co zmyśliła bohaterka. Ricardo natomiast wydał mi się podobny do Don Kichota, tyle, że zamiast walczyć z wiatrakami, walczył o miłość swojego życia. Był rycerzem w blaszanej (bo na złotą go nie było stać) zbroi, zawsze przybywał z odsieczą, ratował, pomagał, wybaczał. Grzeczny chłopczyk.Wierny jak pies. Miał też cechy bohatera romantycznego- opętany niespełnionym uczuciem próbował się zabić. Przez całe życie, które poświęcił pracy tłumacza, borykał się z "atrakcjami", jakie mu zafundowała niegrzeczna dziewczynka.
Podobało mi się bogate tło historyczno - kulturalne i przedstawianie kolejnych etapów życia bohatera w różnych miejscach. Najpierw lata 50-te i limeńska dzielnica Miraflores, gdzie dorastał Ricardo z przyjaciółmi. Potem Paryż początku lat 60-tych, gdy bohater szuka pracy, a szykuje się rewolucja peruwiańska, następnie podglądamy hipisowski Londyn..... Zajrzymy jeszcze do Tokio i Madrytu. Poznamy sylwetki ciekawych postaci np. "dragomana" Salomona, artystę Juana Baretto, perwersyjnego Fukudę, sympatycznych sąsiadów Gravosky'ch, zakręconą scenografkę teatralną Marcellę. Najbardziej chyba zapadł mi w pamięć Arquimedes, odczytujący znaki, gdzie można zbudować falochron, a gdzie to się nie uda. Właściwie każdy rozdział to historia innej postaci, zapis czasów i miejsca, w którym obecnie przebywa Ricardo, a zawsze jak diabeł z pudełka wyskakuje nasza szelma. Ona stanowi łącznik wątków.
Mieszane mam uczucia po tej lekturze. Nie to, żeby mi się nie podobało, ale jakaś przytłoczona jestem. Powieść odebrałam zdecydowanie pozytywnie, ale bohaterowie zapewnili mi niezłą jazdę, ja nie mam zdrowia do takich historii. Na pewno na długo zapamiętam emocje towarzyszące tej książce. Polecam, oczywiście, ale zastrzegam, że każdy czyta na własną odpowiedzialność, a moja wypowiedź jest bardzo subiektywna i nie stanowi wyroczni.
Za pożyczenie książki dziękuję Justynie:-)
________________________
*M. V. Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki, Wydawnictwo Znak 2010, s.151.
Za pożyczenie książki dziękuję Justynie:-)
________________________
Subskrybuj:
Posty (Atom)



