Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Grochola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Grochola. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 lutego 2024

"Zjadacz czerni 8" Katarzyna Grochola




Sięgnęłam po tę książkę tak jakby w hołdzie ( nie wiem czy to dobre słowo), czy raczej ku pamięci Kogoś, kto bardzo lubił twórczość tej pisarki. Zresztą ja też lubię. Warto wiedzieć, że Grochola ma w dorobku nie tylko zekranizowane  komedie romantyczne o domkach nad jeziorem ( swoją drogą to już taka klasyka naszej współczesnej literatury popularnej, "kobiecej" - w umownym tego słowa znaczeniu, bo ja nie dzielę książek na kobiece i męskie), ale książki różnego kalibru, dojrzałą prozę obyczajową, autobiograficzną, kryminalną, felietony, opowiadania poruszające wiele ważnych życiowych tematów.  Można jej twórczość lubić albo nie, ale trzeba przyznać, że autorka się stara, trzyma klasę, nie produkuje powieści hurtowo, dba o jakość, a nie ilość.

"Zjadacz czerni 8" przykuł moją uwagę abstrakcyjnym ( jak się przekonałam, uzasadnionym w treści) tytułem oraz subtelną grafiką Andrzeja Pągowskiego. Zaczynałam czytać już ze dwa razy, nie szło, ale w końcu udało się przysiąść  i jak już minęło kilka stron, to się wciągnęłam i zaangażowałam emocjonalnie.

 To piękna powieść zbudowana z rozdziałów - opowiadań połączonych cieńszymi i grubszymi nitkami postaci i wzmianek o nich. Wzruszająca, smutna,  niosąca nadzieję, wiarę w miłość i dobro. Nie zaliczyłabym jej jednak do tych pokrzepiających, otulających jak kocyk, ta powieść raczej drapie jak stary pled.  Dostarczyła mi wielu wzruszeń i zaskoczeń, a także czytelniczej przyjemności obcowania z literackim tekstem, w którym każde słowo jest na swoim miejscu i ma znaczenie.
W sumie można by czytać te rozdziały w dowolnej kolejności. Każdy stanowi odrębną całość. Łączą się tak, że np. syn starszej pani z jednego tekstu jest szefem bohatera innego opowiadania, którego żonę operuje syn bohaterów kolejnego tekstu, oczywiście on też ma "swoje pięć minut" ... Albo jest wzmianka o tym, że ktoś chce rudego kotka, albo o kwiaciarni, albo o dziewczynie,  która pięknie śpiewała... Pozornie bez znaczenia, ale to potem "pączkuje" w fabule, rozwijają się historie....
O czym są? O wszystkim! O życiu, śmierci, miłości - w różnych odcieniach , tęsknocie, chorobie, nadziei, teatrze... O przypadku i przeznaczeniu. O potrzebie bycia wysłuchanym...  O tym, jak niesamowicie mogą się splatać ludzkie ścieżki... O tym, że wszystko jest po coś...
Strasznie banalnie brzmi to, co piszę, ale nie umiem dobrać lepszych słów.
W sumie to jest mi bardzo trudno opowiedzieć o tej książce, bo właściwie każdy rozdział można by rozgrzebać, przeanalizować, zastanowić się nad każdą sceną, każdą postacią. Wolałam jednak to wszystko przeżywać, nie opisywać.
Jeszcze tylko dodam, że ważny wydaje mi się motyw czasu. Nie bez powodu tytuły rozdziałów to określenia typu "Noc", "Poranek", "Międzyczas", "Siedem minut", "Zmierzch" "Dzień". Przyjrzę się ich związkom z treścią podczas kolejnej lektury. Już wiem, że będę chciała powrócić niespiesznie do tej książki.


piątek, 15 maja 2020

"Pocieszki" K. Grochola


"Na słońce i na deszcz. Na radość i na smutek. Na co dzień. Na co tydzień. Do czytania w kółko. Po cichu i na głos.
Przyjaciołom i nieznajomym. Dowcipne, mądre, przynoszące otuchę - po prostu - pocieszki"
/z okładki/

Mówcie sobie co tam chcecie, ja tam lubię Katarzynę Grocholę. Za jej osobowość i za twórczość, za poczucie humoru, szczerość i klasę. Nie przeczytałam wszystkich jej książek, ale też nie zatrzymałam się na etapie trylogii "Nigdy w życiu" - "Ja wam pokażę" i "A nie mówiłam!", nie patrzę tylko przez pryzmat ekranizacji. Czytałam  m.in. "Zielone drzwi", opowiadania  z tomu "Zagubione niebo", mam "Trzepot skrzydeł". Podobała mi się powieść "Przeznaczeni" i w nosie mam marudzenie innych, że to pogmatwane, słabe, takie i owakie...  Liczą się moje odczucia. Tak też jest w przypadku "Pocieszek", o których już zdążyłam poczytać opinie, że " banalne, frazesy, nic nie wnoszą, są o niczym.". Tylko czasem można odnieść wrażenie, że ktoś bierze zbiór felietonów   rodem z "babskiego magazynu" i spodziewa się traktatu filozoficznego, albo czyta kryminał i narzeka, że krwawe sceny, bierze komedię i dziwi się, że śmieszne... Oczywiście, każdy ocenia subiektywnie, ale czasem warto się zastanowić co się czyta, dla kogo i po co to jest napisane. Nie wiem, czy łapiecie, o co mi chodzi.

"Pocieszki"  to zbiór kilkudziesięciu dykteryjek, refleksyjnych zabawnych, ciepłych i optymistycznych krótkich historyjek, takich właśnie "ku pokrzepieniu serc". Autorka we wstępie zaznacza, że  to, co tu opisała, naprawdę się zdarzyło, wszystkie pocieszki są prawdziwe. Niektóre teksty były kiedyś drukowane  w czasopismach (niektóre rzeczywiście brzmiały znajomo...).
Właśnie to są takie formy gazetowe, idealne do czytania przy kawce, herbatce, pisane tzw. lekkim piórem, prosto z serca, szczerze, otwarcie. To takie historie z życia wzięte, bardzo zwyczajne, znane z codzienności, bardzo nam bliskie.

Na pewno każdy kiedyś miał na przykład sytuację, że słyszał dziwny hałas w domu, oczyma wyobraźni widział wybuchający piecyk gazowy, popsutą lodówkę,czy inny "kataklizm", a to był ptak, który wleciał przez otwór wentylacyjny i się szamotał, albo jakaś kuna na strychu, czy coś w tym stylu... Każdy na pewno był niezadowolony, bo miał - dajmy na to - plany pracować w ogrodzie czy robić grilla, a tu deszcz od samego rana - jednak z pewnych powodów to był udany dzień... albo pomylił daty, wydał kupę kasy na same "potrzebne" rzeczy w "okazyjnej promocji", spotkał znajomą, która opowiedziała ciekawą/dziwną/inspirującą historię... No takie tam życiowe sytuacje, obserwacje i przemyślenia.
Żadne mecyje, ale też nie wydumane i nie sztucznie napompowane, nie żadne "bądź sobą" "ciesz się życiem" i "czytaj książki, bo są dobre". Żadnego modnego motywowania i nadmiernego psychologizowania.
Raczej mamy tu: zobacz, wydarzyło się to i tamto, czułam tak i tak, ktoś lub coś sprawiło, że spojrzałam na coś w inny sposób, coś doceniłam, dostrzegłam, zmieniłam itp.
Jakbyśmy rozmawiali z koleżanką, sąsiadką, tak zwyczajnie, "po ludzku".

Każda z opowiastek Grocholi ma jakiś "morał" ( ale nie nachalny), prowadzi do konkluzji, refleksji, uświadamia nam coś może i oczywistego, ale nie zawsze i nie przez wszystkich dostrzeganego.  Są tu  teksty lepsze i  słabsze, ale ogólnie ciepłe, miłe, mądre, podnoszące na duchu.
Bardzo przyjemna lektura, zwłaszcza w ostaniach czasach.

Projekt okładki i stron tytułowych - Andrzej Pągowski.
Bardzo ładne wydanie, twarda oprawa, wstążeczka.


Książka pasuje do majowej Trójki E-pik,
kategoria: "Będzie dobrze", czyli coś optymistycznego

wtorek, 19 sierpnia 2014

"Zagubione niebo" K. Grochola

Ci, którzy dyskredytują twórczość Katarzyny Grocholi, chyba zatrzymali się dawno temu na etapie "Nigdy w życiu" i "A nie mówiłam", zapewne widząc je też przez pryzmat filmowych adaptacji z Danutą Stenką/Grażyną Wolszczak w roli Judyty.  Wspomniane powieści mogą się podobać lub nie, rzecz gustu, ale chyba trudno znaleźć kogoś, kto o nich nie słyszał.  Autorka stała się symbolem współczesnej literatury kobiecej, to ona zapoczątkowała pewien nurt powieści obyczajowej, a przede wszystkim zdobyła  serca wielu czytelniczek. Nie zarzuca nas co chwilę kolejnymi tomami, ale każda nowa książka to niemal święto dla sympatyków jej twórczości.
Osobiście za jej prozą nie szaleję, ale sięgam po nią chętnie.
Okładka książki Zagubione niebo"Zagubione niebo" to zbiór kilkunastu opowiadań, wcześniej drukowanych na przestrzeni kilku lat w prasie, czasem takich "zagubionych", warto więc było je opublikować w formie książkowej. 
O czym są? O miłości. O życiu. O skomplikowanych relacjach.O związkach i samotności. O uczuciach zagubionych i odnajdywanych.
Teksty (w liczbie 15) są różnorodne, lepsze i słabsze. Jedne z nich to takie typowe opowiadania z kobiecego czasopisma, inne - prawdziwe perełki.
Przykładowe tytuły: "Scarlett O'Hara z Pilawki Górnej", "Powrót taty", "Feralna trzynastka", "Pomyłka o wschodzie słońca", "Kamień szczęścia","Niebo pode mną", "On jeszcze nie wie, że mnie kocha", "Koniec lata", "Zdążyć przed pierwszą gwiazdką", "Cienista dolina".
 Każdy w nich znajdzie coś dla siebie, motyw gór, pocieszenie, przykład, wzruszającą historię, sytuację z życia wziętą,  studium psychologiczne. Grochola porusza trudne problemy, zgrabnie i mądrze je przedstawia. Z klasą. Nie sądziłam, że aż tak mi się spodoba ten tomik. Szczególnie urzekło mnie opowiadanie "Niebo pode mną", które skojarzyło mi się z prozą... Doris Lessing, a "Zdążyć przed pierwszą gwiazdką" miło mnie zaskoczyło finałem.

Więcej dobrych słów o tej książce, tym razem nie mojego pióra ;-) znajdziecie tutaj:

Moja lista blogów