Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-book. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-book. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 lipca 2014

O grzecznej Karolinie... Alina Białowąs

{EDIT: powieść wznowiono jako "Obudź się, Karolino" wydawnictwo Replika, 2016 r.)










Podobno grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne - tam, gdzie chcą. Grzeczne dziewczynki mogą  jednak, niestety, tu na ziemi już wstąpić do piekła, choć nie po drodze im było....

Okładka książki Grzeczna dziewczynka
e-bookowo, 2014
W swojej drugiej powieści, po ciepło przyjętym przez czytelniczki debiucie ("Galeria uczuć"), Alina Białowąs opowiada historię 25-letniej Karoliny i jej związku, opartego na zasadach - dla rozsądnie myślącego odbiorcy - nie do przyjęcia. Kobieta była najpierw w siódmym niebie, ale szybko musiała zawrócić z "nowej drogi życia", potrzebowała naprawdę zimnego kubła wody wylanego na swą rudą głowę, by "oprzytomniała" i zobaczyła sytuację taką, jaką była naprawdę, a nie jaką się wydawała.

Bohaterkę poznajemy w momencie, gdy ogląda nagranie video ze swojego ślubu. Kadry uruchamiają lawinę wspomnień: jak się poznali z Filipem, co się wydarzyło, jak wypadła pierwsza wizyta u jego rodziców ... Jak w filmie w myślach Karoliny przewijają się sceny z jej dotychczasowego życia.... Gdy czytamy powieść, przemykają nam one przed oczami, stopniowo budując obraz tego, co doprowadziło do takiego, a nie innego finału. Od początku wiadomo, że małżeństwo zakończyło się fiaskiem, ale najciekawsze jest to, jak do tego doszło.

Zachowanie Karoliny budzi zdziwienie,  irytację,  a nawet oburzenie. Jak można być tak naiwną, głupią, ślepą,  uległą, jak można nie dostrzegać pewnych symptomów i na własne życzenie wpakować się w niezłą kabałę???  Łatwo powiedzieć! Zanim odsądzimy dziewczynę - może nie  od razu od czci i  wiary, ale od zdrowego rozsądku na pewno - trzeba uświadomić sobie parę rzeczy.
Wysocka  była zakompleksiona na punkcie swoich licznych piegów i rudych włosów, zamknięta w sobie, postrzegana jako nieprzystępna kujonka. Nadal w niej tkwiła zadra z powodu miłosnego zawodu sprzed lat. Zazdrościła rodzicom kwitnącego wciąż  między nimi uczucia, sama czuła się odsunięta na boczny tor, nawet podejrzewała, że została adoptowana! Nadmierna troskliwość babci, wyraźnie skrywającej jakieś rodzinne sekrety, też nie wpływała dobrze na kondycję bohaterki. Miała niskie poczucie wartości. To wszystko sprawiało, że była bardzo spragniona akceptacji, uczuć, a przy tym podatna na manipulowanie, łatwo uległa fascynacji. Filip całkowicie ją "opętał", podporządkował sobie, narzucił swoje zasady. Karolcia wierzyła w łączące ich uczucie, godziła się na wszystko jak "grzeczna dziewczynka", po prostu miała "klapki na oczach" i z przekonaniem wręcz brnęła dalej. Nie docierały do niej uwagi i prośby przyjaciółki oraz rodziny. W końcu, a lepiej późno niż wcale, pojawiła się kropla, która przelała czarę.

"Co robić gdy się z własnych spadło z chmur /Na wielkie własne też pustynie...Co robić gdy się skończył niby cud /Szukajmy tego co nie ginie" - mogłaby zanucić bohaterka. Lądowanie było brutalne i bolesne. Przejrzała na oczy i z pomocą bliskich zaczęła wyprostowywać swe ścieżki i powoli wracać do "normalności" z iskierką nadziei na przyszłość. Doświadczyła solidnej lekcji życia i ta historia powinna posłużyć czytelnikom ku nauce i przestrodze, uczulić na pewne sytuacje i problemy. Zapewne niejedna osoba w mniejszym lub większym zakresie, na własnej skórze, czy z obserwacji zetknęła się z czymś podobnym. Alina Białowąs napisała bowiem historię nie wydumaną, ale życiową, bardzo prawdziwą.
 "Grzeczna dziewczynka" to nie jest komedia romantyczna,  ani żadna bajka o współczesnym kopciuszku i księciu na białym rumaku. Zakończenie - na dobrą sprawę jest optymistyczne, ale dalekie od słodkiego happy endu. To w sumie gorzka opowieść, ale  nie pozbawiona ciepła, czy  ironii. Bardzo zgrabnie napisana, ciekawie skonstruowana - wspomnienia bohaterki "lecą" tak kaskadowo, "wyskakują" jedno z drugiego, przy tym czytelnik "widzi" akcję przed sobą, jakby oglądał film pt. Życie Karoliny W.

Powieść zawiera motywy bliskie sercu wielu czytelników, takie jak biblioteka (miejsce pracy głównej postaci i jej przyjaciółki Miśki) oraz zwierzęta (dobytek tej koleżanki oraz pupile pani Joli; nie są one jednak na pierwszym planie), na uwagę zasługuje postać wspomnianej już Misi i jej życiowa postawa. Ciekawa wydaje się także kreacja eleganckiej starszej pani, babci Wysockiej, znającej się na ziołach, mądrej, ale też z bagażem ciężkich przeżyć.

Moim zdaniem, szkoda, aby ta powieść zginęła w tłumie. Zasługuje na profesjonalne wydanie książkowe  oraz szeroką promocję. Niczym  nie odstaje od tzw. "babskich czytadeł" (w dobrym tego słowa znaczeniu), popularnych powieści współczesnych, jakie licznie ukazują się na rynku pod skrzydłami dużych i znanych wydawnictw. Jeśli któreś z nich odrzuciło tekst Aliny Białowąs, to niech żałuje.

Warto poznać tę fabułę i wziąć sobie do serca, bo wiele wśród nas bywa takich Karolin i Filipów. Pozwolę sobie jeszcze pomarzyć o... adaptacji filmowej "Grzecznej dziewczynki", muszę tylko pomyśleć, kogo bym widziała w głównych rolach... Tymczasem polecam i już czekam na kolejną książkę pani Aliny, którą przeczytam z przyjemnością.

środa, 27 czerwca 2012

"Melancholii, czyli poszukiwanie ciemnego świata"

Ostatnio wieczorami, a raczej już nocą, podczytywałam pewien utwór w formie e-booka. Miałam właściwie odłożyć czytanie go na późniejszy termin, ale nieopatrznie otworzyłam plik i....wsiąkłam.  Efekt był taki, że potem bałam się  poruszać po mieszkaniu, a nawet odwrócić, bo wydawało mi  się, że ktoś mnie obserwuje...Ze stron książki wieje bowiem grozą i tajemnicą. Ciekawe tylko, czy nie zwieje czytelnik nieprzepadający za paranormalnymi, mrocznymi i dziwnymi historiami, a taką właśnie zaserwował nam Andrzej Paczkowski, z którym wywiad można przeczytać tutaj.

Bohater, a zarazem narrator, Tomasz wskutek traumatycznych doświadczeń z dzieciństwa obsesyjnie lęka się śmierci, nie chce się pogodzić z przemijaniem i pragnie zachować wieczną młodość. Odcina się od rówieśników, ucieka w świat książek. Na własne życzenie staje się odludkiem, jedyna silna relacja wiąże go z matką, która go samotnie wychowywała. Od pewnego czasu nęka chłopca dziwny sen, a na jawie prześladuje go tajemnicza postać. Tomek postanawia poznać to, co niezbadane, odkryć tajemnice niedostępne zwykłym śmiertelnikom. Fascynują go demony, rozpoczyna poszukiwania wampira. Jeszcze nie wie, że dostał się w krąg działania pewnych mocy. W swych poszukiwaniach młodzieniec udaje się do Krakowa, gdzie wuj mnich umożliwia mu dostęp do klasztornej biblioteki skrytej w podziemiach. Przypadkiem ujrzany portret naprowadza Tomka na pewien trop związany z założycielem zakonu, Montelupim. I tu dopiero zaczyna się dziać... Dziwne, niewytłumaczalne zdarzenia, pełne grozy chwile, mrożące krew w żyłach sytuacje. Pojawia się wątek cygański, alternatywna wersja stworzenia świata, zbrodnia, motyw wędrówki poza życiem oraz metafizyka, nadprzyrodzone, trudne do pojęcia postaci. Jest też miłość, dojrzewanie, poszukiwanie własnej tożsamości, wtajemniczenie, czyli tematy z kręgu  tzw.literatury inicjacyjnej. Realizm splata się z fantastyką,  a ukazany świat jest  mimo wszystko dość ciemny, tak jak to zaznaczone w podtytule.

Mam trudny orzech do zgryzienia, albowiem ciężko mi się odnaleźć w tematyce zaproponowanej przez A. Paczkowskiego. O ile cała "demonologia", włącznie z wampirami, jest mi obca, to postać głównego bohatera dosyć mnie zainteresowała, choć nie uwolniłam się też od irytacji w odniesieniu do jego postawy (gardzenie innymi, alienacja, wywyższanie się). Fabuła, przyznam, ciekawa. Wspomnienia dotyczące dzieciństwa i obsesji śmierci wydają mi się najbardziej zajmujące. Zwróciłam także uwagę na cytaty stanowiące motto utworu (Myśliwski, Cioran).

Powieść "Melancholii, czyli poszukiwanie ciemnego świata" czytałam w wersji przed korektą, zatem powinnam spuścić zasłonę milczenia na pewne kwestie. Powiem tylko, że korekta jest konieczna, bo tekst zgrzyta, a autor nie powinien skazywać czytelnika na zgrzytanie zębami.  

Pozwolę sobie przy okazji na  dygresję. W moim wyobrażeniu osoba pisząca, pretendująca do wydawania swoich utworów, cyzeluje każde zdanie, waży słowa, dopieszcza i wygładza tekst, szlifując go jak jubiler drogie kamienie. Czyta po raz wtóry, a nawet po wielokroć kolejne akapity niwelując nierówności i tropiąc chochliki. Zdaję sobie sprawę, że w roztargnieniu, przez pomyłkę, przez nieuwagę, czy jeszcze z innych przyczyn, mogą spod pióra (klawiatury) wyjść różne "kwiatki", jednak  zadaniem autora, który winien być dla siebie najsurowszym sędzią, jest poprawienie tekstu. Owszem, korektor zadba o ortografię, interpunkcję i gramatykę, ale czy ma prawo ingerować w słownictwo? Czy ma prawo zmieniać słowa i zwroty użyte przez twórcę danego dzieła? Zastanawia mnie ta kwestia. Czasem bowiem mam wrażenie, że piszący nie czytają tego, co napisali. Gdy bowiem  czytam, że "z wieży kościoła Mariackiego rozległ się hymn" to już wiem, iż ta książka u mnie nie zajmie "poczytnego miejsca na półce".

piątek, 16 września 2011

Trzy, Piter Murphy

Trzy, Piter Murphy 
e-book, 
s. 184.
wyd. RW2010
2011 r.  
 
Pod pseudonimem Piter Murphy kryje się osoba o ogromnej wrażliwości, która swą pasją czytania i pisania stara się zarazić innych. Kiedyś napisał utwór na konkurs literacki „Książka dla kobiet”, nie wysłał go jednak i tekst trafił „do szuflady”. Szkoda, bo być może przy pomyślnych rezultatach już dawno mielibyśmy tę książkę na półkach. Na szczęście autor powziął decyzję, by jego dzieło ujrzało światło dzienne i wydał je w formie e-booka, tym samym udowadniając, że do odważnych świat należy.
Niełatwy jest los debiutanta. Opublikowanie utworu to zaledwie pierwszy krok na stromej drabinie czytelniczego rynku. Kolejne szczeble to promocja książki, docieranie do odbiorców, krytyka i gotowość na skrajnie różne opinie. Niektórzy dają debiutantom duży kredyt zaufania, inni od razu wymagają doskoczenia do wysoko postawionej poprzeczki. Początkujący pisarz musi być odporny na wszelkie uwagi.
Myślę, że Piterowi Murphy'emu nie grozi uderzenie wody sodowej do głowy, bo sprawia wrażenie rozsądnego człowieka i ma w sobie pewną pokorę. We wstępie do swojej opowieści zaznacza, że ma świadomość niedociągnięć, a napisał ten tekst czując po prostu taką potrzebę. Co ciekawe, postaci tam występujące są... prawdziwe, naprawdę istnieją, choć spowija je barwny płaszczyk fikcji literackiej, nie wszystkie bowiem wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości.

O czym jest „Trzy”?
Pierwsza odpowiedź, jaka się nasuwa, brzmi: o trzech kobietach. W opowieści splatają się wątki Eweliny, Marty i Marii. Różnią się wiekiem, statusem społecznym, sytuacją rodzinną, ich wspólnym mianownikiem jest samotność, tęsknota za miłością, rodzinnym ciepłem.
Druga odpowiedź: o trzech czasach. Teraźniejszość nie jest łaskawa dla bohaterek, przeszłość skrywa wiele bólu i cierpienia, a przyszłość rysuje się znacznie jaśniejszą kreską – zakończenie jest niby otwarte, ale „rokowania są pomyślne”.
Trzecia myśl: o trzech miejscach. Ewelina z niechęcią wyjeżdża z Warszawy, gdzie toczy się jej życie i praca, Marta po ciężkich przeżyciach ucieka z Torunia, a spotykają się u Marii w podkarpackiej wiosce Kotań, w miejscu, w którym wiele się dzieje, zmienia i wyjaśnia. Widoczny jest kontrast między miastami z negatywnymi konotacjami a wsią, spokojną, choć nie do końca wesołą....
Czwarta -według mnie główna- odpowiedź, przedstawia się następująco:
„...wiara, nadzieja, miłość, te trzy...” albowiem te wartości są wszechobecne w świecie powieści.

Dziennikarka śledcza, Ewelina dostaje zadanie zrobić reportaż o podkarpackiej „czarownicy”. Wraz z nowym współpracownikiem Andrzejem ma udowodnić, że słynna jasnowidzka, uzdrowicielka jest szarlatanką. Marta dostaje od losu drugą szansę – wyniki lekarskie pokazują, że po chorobie nowotworowej nie ma śladu, tymczasem jej życie osobiste legło w gruzach. Ich drogi prowadzą do chatki Marii, zielarki. Okazuje się, że losy bohaterów splatają się bardziej niż by tego chcieli. Splatają i plączą, gdyż ma miejsce kilka tragicznych wydarzeń, nawet próba morderstwa. Nie lubię streszczać fabuły, zbyt wiele odkrywać kart. Na czytelnika czekają chwile uśmiechu i łez, momenty grozy i zaduma, współczucie dla jednych postaci, złość dla drugich. Dużo emocji.

Autor skupia się na ludzkich przeżyciach, emocjach, relacjach. Potrafi je tak opisać, by poruszyć odbiorcę. Realnie przedstawia losy bohaterów, choć niczym soli do smaku dodaje odrobinę niezwykłości. Krótkie, proste zdania sprawiają, że tę minipowieść czyta się bardzo szybko, jakby się słuchało czyjejś opowieści. Nie ma tu zbędnych opisów, dłużyzn, a wręcz czasami ma się niedosyt, bo chciałby się jeszcze pobyć z bohaterami w miejscu, gdzie jakby czas się zatrzymał, poznać, co było dalej....

Tekst przeczytałam niemal za jednym posiedzeniem, z początku z rezerwą, potem z zaangażowaniem. Mam wrażenie, że to zdarzyło się naprawdę, choć oczywiście autor przekształcił co nieco na potrzeby literatury. Czy warto przeczytać „Trzy” ? Owszem, warto – to naprawdę ciekawa historia, taka „życiowa”. Nie jest to proza na miarę „Nike”, ale z całą pewnością na miarę czytelniczych apetytów - nie tylko dla kobiet.
Mam nadzieję, że wkrótce zobaczymy papierową wersję tej książki, a spod pióra Pitera Murphy'ego wyjdą kolejne publikacje.

 Chcesz przeczytać? Zajrzyj  tutaj.









Moja lista blogów