Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 września 2017

Piwonie w Paryżu..., czyli kolejna piękna, francuska powieść hiszpańskiego autora


Są takie książki, które pięknie się czyta i przeżywa, ale trudno je opisać, niełatwo  wrażenia ubrać w słowa, aby się nie ulotniły… Powieść Maxima Huerty, dziennikarza z Walencji, właśnie do takich należy. Przeczytałam ją już jakiś czas temu i nie potrafiłam o niej nic napisać, chciałam jak najdłużej nosić w sobie jej smak i zapach. A trzeba przyznać, że to bardzo apetyczna lektura, choć bez kulinarnych przepisów.

Moją recenzję znajdziecie pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2017/09/20/piwonie-i-rogaliki-nie-opuszczaj-mnie-ne-me-quitte-pas-maxim-huerta/

I jaka piękna okładka, nieprawdaż? ;-)

poniedziałek, 13 lipca 2015

"Sklep w Paryżu" Maxim Huerta

Miałam ochotę na uroczą powieść w stylu "Sklepu rzeczy zapomnianych. Vintage" toteż zdecydowałam się na "Sklep w Paryżu", choć okładka, a dokładnie jej kolorystyka niezbyt mi się podobała. Dopiero podczas czytania zauważyłam, że przy lekkim półmroku (np. gdy czytamy przy lampce nocnej) widniejące na okładce mankiety sukni i listy związane wstążką delikatnie świecą, emanują "blaskiem", co wywołuje dziwne wrażenie. Od razu chce się rozsupłać kokardę i rozsypać fotografie, by poznać uwiecznionych na nich ludzi i ich losy....

Maxim Huerta Hernandez (ur. 1971 r.) zajmuje się dziennikarstwem, jest członkiem hiszpańskiej Akademii Nauk i Sztuk Telewizyjnych. Jego powieści: "Que se la ultima vez...", "El susurro de la caracola" (przy okazji apeluję o wydanie ich także u nas) oraz "Un tienda en Paris" (2012) odniosły sukces, ciesząc się uznaniem krytyków i czytelników. Na polskim rynku  całkiem niedawno pojawiła się ta ostatnia, w przekładzie Agaty Ostrowskiej.

To bardzo "kobieca" powieść napisana przez młodego mężczyznę, historia niemal prawdziwa, doprawiona  nutką realizmu magicznego. Niby podejmująca maglowany w kółko motyw "zaczynania od nowa", "zmian w życiu", "poszukiwania swojego miejsca na ziemi" to jednak ma w sobie "coś" i  urzeka klimatem.
Opisywany sklepik przy Rue Pont Louis-Philippe 10 istnieje naprawdę, a obok fikcyjnych postaci pojawiają się znane osoby świata sztuki i mody, takie jak Coco Chanel i Modigliani.
Autor przedstawia nam dwa plany: współczesny i  historyczny, z Madrytu naszych czasów zabiera nas w lata 20. XX w. do Paryża...

Bohaterką jest Teresa Espinosa, która po śmierci rodziców wychowywana była przez despotyczną, zasadniczą ciotkę. W dorosłym życiu kobieta też czuje się stłamszona, nie potrafi cieszyć się życiem, jest ostrożna, zachowawcza. Uczęszcza na lekcje malarstwa, ale nudzi ją szkicowanie, twierdzi, ze "potrzebuje kolorów". To dotyczy jednak nie tylko jej prac, ale i życia.  Staruszek malarz  uczy ją, że należy być cierpliwym, na kolor przyjdzie czas, wówczas gdy nauczymy się patrzeć. Więcej dostrzegać. Motywuje ją do działania.

Pewnego razu Teresa dość przypadkowo nabywa w antykwariacie stary szyld francuskiego sklepiku z tkaninami. I tu opowieść  rozkręca się... Zaczynają się dziać dziwne rzeczy w mieszkaniu np. sama włącza się wieża i akurat to francuska piosenka "La question" Francoise Hardy.  W głowie Teresy zaczyna kiełkować pewien pomysł... No i stało się. Pojechała do Paryża, kupiła sklepik - tak, tak, ten sam, którego szyld sprawił jej tyle zaskoczeń. W piwnicy lokalu znalazła zdjęcia - akty...
Ruszyła zatem śladami Alice Humbert, takie było jej przeznaczenie. Do czego doprowadziło? Nie wyjawię.

Drugi tor opowieści to dzieje Alice, dziewczyny  wywodzącej się z ubogiej rodziny, która została modelką i muzą paryskiej bohemy. Można rzec, że złapała Pana Boga za nogi, jednak w jej życiu było podobnie jak w baśni "Kwiat paproci". Czy była szczęśliwa? O tym przeczytajcie sami. Dość powiedzieć, że losy kobiet splatają się w sposób wcale nieoczywisty.

O ile szybko polubiłam Teresę i kibicowałam jej w rozbijaniu skorupy, to Alice nie cieszyła się moją sympatią. Szkoda mi było Erno Hassella, trzeba przyznać, że honorowy z niego gość.

Powieść Huerty to tajemnicza, zmysłowa sałatka hiszpańsko-francuska o wytrawnym smaku, łącząca dwa wątki, przyprawiona sztuką i podana z kieliszkiem wyjątkowego nastroju. Nie brakuje motywu uczuciowego, igrania z losem, symbolicznych znaków. Walizka pełna skrawków materiałów, kobaltowa sukienka, czy korek z imionami  wrzucony do rzeki - one też mają swoje znaczenie.

"Sklep w Paryżu" to klimatyczna proza, opowiadająca o spełnianiu marzeń i odczytywaniu przeznaczenia,  to wyprawa w czas zaklęty na starych fotografiach. Zajrzyjcie do sklepiku...

Ciekawostką jest zamieszczona na końcu bibliografia, co przecież nie często się zdarza w przypadku powieści obyczajowych. Tam znajdziemy literaturę, która na pewno przydała się autorowi w kreowaniu jego świata powieściowego, a może też zaciekawić czytelników,
m in.:
"Paris Between the Wars. Art, Style and Glamour in the Crazy Years"
"Le temps Chanel"
"Brzuch Paryża" Emil Zola

A na deser - okładka oryginału.Ta podoba mi się znacznie bardziej.


piątek, 13 lutego 2015

Głos o "Głosach Pamano"

Okładka książki Głosy Pamano
Wyd. Marginesy 2014

Właściwie to powinnam postawić przy tym tytule z siedem wykrzykników i tyle. Bardzo trudno jest mi zebrać myśli  i wyrazić słowami moje wrażenia oraz całą specyfikę tej powieści. Powieści niesamowitej, zaskakującej, intrygującej, kunsztownej, wywołującej wiele emocji, niedającej się wbić w żadne znane mi ramy.
*
"Głosy Pamano" wymagają od czytelnika wielu poświęceń. Ze względu gabaryt tej książki najlepiej rozsiąść się z nią przy stole bądź biurku, niewygodnie bowiem trzymać ją w ręku. Noszenie jej ze sobą w torebce i podczytywanie np. w kolejce do lekarza raczej nie wchodzi w grę. Kwestie techniczne nie są jednak najważniejsze, a okoliczności lektury. Powieść wymaga dużej ilości czasu (choć fabuła wartka jest niczym nurt rzeki), a także skupienia i uwagi, by nadążyć za meandrami narracji oraz zakrętami historii. 
Odwdzięcza się za to fascynującą opowieścią rozpiętą między latami 30./40. XX w. a  początkiem XXI, naznaczoną ludzkimi dramatami i namiętnościami  na tle burzliwej historii Hiszpanii.
To powieść piękna i okrutna zarazem, momentami brutalna w języku i treści, o trudnych wyborach i ich konsekwencjach, o bezwzględności i władzy, o miłości i nienawiści,  o życiu i śmierci, o prawdzie i kłamstwie, o pamięci, honorze, uwikłaniu, o tym, jak łatwo kogoś osądzić, nie wiedząc że...
*
Tytułowa  Pamano - to rzeka. Słychać w jej szumie wiele głosów, tak jak i  występuje wiele postaci, które stopniowo dorzucają swoją cegiełkę do tej skomplikowanej budowli. Powieść jest wielogłosowa i wielopoziomowa. Narracja nie pozwala popaść w monotonię. W ramach jednego zdania możemy zauważyć zmianę z czasownika w 3 os. lp. na 1 os. lp. Takie jakby "wklejenia" wypowiedzi, czy przeskoki - w czasie, między postaciami, zdarzeniami.  Do tego powtarzające się frazy (np. dotyczące genealogii danej postaci, niczym stałe epitety jak u Homera)Trzeba się mocno trzymać, żeby nie wypaść z obiegu. Co ciekawe, takie "wariacje- narracje" nie sprawiają  problemu, przeciwnie - dostarczają uczty literackiej, tylko  trzeba do takich zabiegów przywyknąć i  nie rozpraszać się podczas lektury. 

*
Długo trwa zanim czytelnik poukłada puzzle dotyczące postaci głównego bohatera - Oriola Fontellesa i zdoła sobie o nim wyrobić zdanie (albo i nie). Czy nauczyciel z Toreny był zdrajcą? Bohaterem, czy tchórzem? Falangistą, czy partyzantem? Kiedy popełnił błąd? Czy jego postępowanie było słuszne? Czy zasłużył na beatyfikację (!)?
Jego tropem podąża Tina Bros, nauczycielka, która przygotowując materiały o dawnym szkolnictwie,  natrafia na zeszyty, w których wspomniany Oriol pisał listy, do córeczki, której nigdy nie poznał... Zawierały one jego prawdziwą historię, jego spowiedź....   Tina, mimo iż sama boryka się z rodzinnymi problemami, postanawia dociec prawdy o wydarzeniach sprzed lat i  przekazać listy  adresatowi... Odkrywa karty z przeszłości, składa jak puzzle...
Te listy to osnowa całej fabuły, wokół nich wyrasta mroczny i niebezpieczny las wydarzeń. Nie, nie będę ich przybliżać. Niech każdy, kto jeszcze nie czytał "Głosów..." posłucha tych głosów sam.
Dodam jeszcze słówko o kilku wybranych postaciach.
Przy Elisendzie Vilabru  - to Alexis z "Dynastii"  jest  do rany przyłóż.
O burmistrzu Toreny  Valentinie Targa - trudno wyrazić się kulturalnie.
Jedynym, którzy wzbudził moją szczerą sympatię był  Jaume Sellerac - syn lokalnego kamieniarza, który kontynuował pracę ojca, wykuwając nagrobki, dobry był z niego człowiek. Poeta prozy życia.
Natomiast genialną rolę odegrał Kot  nazwany Doktor Żywago- Jurij Andriejewicz. Za tego kota chociażby jestem gotowa zostać fanką katalońskiego pisarza.
*
W maju, nakładem wydawnictwa Marginesy, ma się ukazać kolejna książka  Jaume Cabre, pisarza, który całkiem niedawno zaistniał na polskim rynku wydawniczym, ale bardzo szybko podbił  serca wielu czytelników. Nie czytałam wcześniej opublikowanego "Wyznaję", a i do "Głosów Pamano" nie przymierzałam się. Uległam jednak sile perswazji redaktora  M. Nogasia w audycji "Z Najwyższej Półki" w radiowej Trójce. Cieszę się, że podjęłam to wyzwanie i mogłam w końcu sama przekonać się o wartości prozy katalońskiego twórcy.  Teraz już wiem, że było warto i że to po prostu lektura obowiązkowa. Co więcej, można Cabre spokojnie stawiać w jednym rzędzie z takimi tuzami literatury jak M. V. Llosa, O. Pamuk, czy U. Eco. Nie zdziwiłabym się też,a wręcz ucieszyła, gdyby kiedyś został uhonorowany Nagrodą Nobla.

Moja lista blogów